mam-a-5
16.05.10, 22:28
Witam
Jestem mamą pięciorga dzieci w wieku 10, 12, 13, 15 i 17 lat.Postaram sie po
krótce przedstawić moja sytuacje
Od ponad pięciu lat ich ojciec nie mieszka z nami. Mniej więcej trzy lata
temu groził mi nożem i nękał nachodząc, grożąc i napadając na ulicy mnie i
moich znajomych, ubliżał w obecności dzieci chcąc w ten sposób zmusić mnie do
zgody na jego powrót. Wciągnął w to postępowanie także syna, którego namówił
aby ukrył się i udawał, że został porwany-warunkiem oddania mi dziecka miała
byc moja zgoda na powrót ojca dzieci do rodziny. po tej sytuacji z rzekomym
porwaniem moje pierwsze kroki skierowałam z synem do psychologa ale niestety
Daniel nie chciał rozmawiać z panią psycholog a tata wykrzykiwał mi przy
dzieciach , że to ja powinnam iść do psychiatry bo jestem nienormalna a nie
ciagać dzieci do psychologów. Nie uległam i każde z tych rzeczy od razu
zgłąszałam na policję...wszystko zakończyło sie wyrokiem dla ojca moich dzieci
za groźby karalne wobec mnie ale w zawieszeniu.
Po tych wydarzeniach tata moich dzieci wyjeżdzał za granice, później był
aresztowany i kondycja mojej rodziny troszeczkę sie poprawiła pod jego
nieobecność. Udało się z dziećmi poukładac obowiązki domowe , wspólnie
organizować czas...wydawało mi się, że dzieci stają sie trochę bardziej
stabilne psychicznie.
W czasie pobytu ojca dzieci w areszcie próbowałam ograniczyc mu prawa
rodzicielskie i uregulowac spotkania ojca z dziećmi gdzie wnioskowałam też o
spotkania z udziałem psychologa lub kuratora gdyż uwazam, ze wmawianie
dzieciom , ze moje wciąganie ich w obowiazki domowe jes podobno wysługiwaniem
sie nimi lub mówienie, że "mamusia sprowadzi wam teraz ojczyma , który będzie
znęcał sie nad wami" nie ma dobrego wpływu na postrzeganie przez dzieci świata
i nie pozwoli im sie normalnie rozwijać i wchodzic w prawdziwe życie.
Sprawa nie zakończyła sie w żaden sposób gdyż Sąd uznał, ze trzeba poczekać aż
pozwany będzie na wolności i bedzie mógł sie stawic na sprawę.
Niestety ojciec dzieci nie melduje sie nigdzie i nadal nie można mu doreczyc
wezwania.Poza tym dowiedział sie, że chciałam poczynić kroki prawne i jeszcze
bardziej zaczał buntować dzieci (szczególnie dwóch synów) które zaczęły sie
odgrazac co mi zrobią jeśli coś w tej sprawie zrobię.
Przestraszyłam sie, ze strace emocjonalny kontakt z chłopcami i już nie
ponawiałam sprawy.
Niestety od tamtego czasu sprawy i nasze relacje mają sie coraz gorzej....
Rok temu ojciec moich zamieszkał w samochodzie pod moją bramą nie mając innego
miejsca ani środków do życia. Namówił synów do wynoszenia jedzenia z domu pod
moją nieobecność twierdząc, że "to przez mame nie ma gdzie mieszkac i co jeśc
a on jest biedny i schorowany". Najmłodszy z synów uwierzył nawet wtedy gdy
tata kazał mu wypłacić mu wszystkie pieniądze z moich kont i powiedział, ze
jak zarobi to mamie odda...niestety nie miał takiego zamiaru...a gdy ukarałam
syna za ten postępek zostałam wyzwana w obecności dzieci ale nie sądzę abym
mogła przytoczyc tutaj te słowa...
W tym samym czasie ojciec wspomagał a nawet ukrywał i zmuszał najmłodsze
dzieci do wagarów....i tylko pod groźbą wezwania policji wypuszczał ich do domu.
Z gruntu jestem na straconej pozycji jeśli chodzi o próby wychowania dzieci i
wyciągania konsekwencji czy nagradzania bo jestem rodzicem, który wymaga
wywiązywania sie z obowiązków ...nie daję pieniążków do ręki czy drogich
prezentów. Staram sie zarobić na utrzymanie rodziny i opłaty ale nie zawsze
sie udaje na takim poziomie jakbym chciała(mam własną działalność i pracuję
jako przedstawiciel handlowy) i nie potrafię "kupowac " sobie przychylności
dzieci a tym samym coraz trudniej wyegzekwowac od nich choćby przyzwoite
zachowanie. Tata moich dzieci nie pracuje i nie ma zadnych dochodów ani nie
miejsca zameldowania, przebywa cztery kamienice od naszej ale bez żadnych praw
do lokalu , który zajmuje..
Od pewnego czasu dzieje sie coraz gorzej gdyż tato moich dzieci zgłasza o
róznych porach na policje, że dzieci są bez opieki. Ja muszę wychodzić do
pracy czy po zakupy...czasami nawet do moich rodziców dopożyczyć brakujących
funduszy...jeśli sie zdarza , że muszę wyjśc na dwie trzy godziny to
najmłodsze dzoiewczynki (10 i 12 lat) pozostają z najstarszym 17letnim
synem...a gdy muszę wyjechać na szkolenia z pracy to dzieci zostają pod opieka
mojej mamy.
Dużo napisałam ale to nie wszystko co sie działo bo pewne rzeczy ulatują z
głowy i przypominaja się później....chyba będę musiała to zapisywac..
Chciałabym sie dowiedziec , jeśli to możliwe czy popełniam jakieś wykroczenie
lub przestępstwo zostawiając dzieci w tym wieku na kilka godzin?
Co moge za kroki poczynić aby moje dzieci nie musiały znosić takich sytuacji i
ciągłych patroli (zdarza sie ostatnio nawet co trzy dni-tylko raz policjanci
mnie nie zastali a była to godzina 20.15 i byłam na zakupach w hipermarkecie)?
Błagam o jakieś rady bo mam coraz większe obawy, że mogłabym stracić dzieci!!!!
jestem zrozpaczona tą sytuacją...nie widzę żadnych rozwiazań a nie stac mnie
na prawnika
zaczyna mi brakować sił i energii na walkę , przestaje widzieć sens walki...
Bardzo proszę o pomoc