iska76
25.06.10, 21:58
No więc jak w każdej rodzinie tak i u nas zapanował jakiś podział
obowiązków. Ja zarabiam więcej więc pracuję,( w pracy której nie
cierpię za to że odciąga mnie od najpięknieszych lat dzieci) od 7,30
do 16,30. Mąż rano siedzi z dziećmi o 13,30 zmienia go opiekunka i
wraca o 23. I niestety mąż jako ta płeć słabsza psychicznie nie ma
już siły. Mamy dwoje dzieci 2 i 4 lata. Widzę że ma dosyć takiego
życia, wiem że jest zmęczony.
Niestety nie stać nas na przyjemności, hobby itp. Nie mamy czasu dla
siebie. Cały tydzień od pn do pt nie widujemy się. A w sobotę on
robi zakupy ja sprzątam. W niedziele padamy, owszem wyjdziemy na
spacer itp ale bardzo się od siebie oddaliliśmy.
Taki schemat musimy utrzymać jeszcze przez rok zanim młodszy pójdzie
do przedszkola. Mąż wtedy będzie mógł pracować na rano do 14. Ale
czy wytrwamy , zaczynam mieć wątpliwości.
A z drugiej strony gdybym poszła na wychowawczy nie przeżyjemy za
jego marną pensje. Ja nie mogę zredukować etatu.
Rozmowy- tak pomagają na jakiś czas a potem znowu kończy się
kłótniami o nic, o wszystko. Zazwyczaj to ja jestem w tych kłótniach
najgorsza. Bo przecież on zajmuje się więcej dzićmi niż ja.
Niechcę tu rozstrząsać faktu czy ma racje czy nie.
Niewiem tylko czy czekać aż coś się stanie poważnego czy rzucić
prace i nie mieć za co utrzymać dzieci i domu. A moze jestem ślepa
może są jeszcze jakieś inne rozwiązania ????