Dodaj do ulubionych

Co sie z nim dzieje?

22.01.13, 09:04
Moj partner jst relatywnie mlodym czlowiekiem - 42 lata! Od jakiegos czasu jednak zaczyna sie zachowywac, jakby mial demencje. Zapomina o rzeczach, ktore dzialy sie niedawno, kilka dni wczesniej, czy nawet kilka godzin. Dotyczy to zarowno rozmow jak i wydaren. Mialam do niego nawet pretensje, ze ma zycie rodzinne gdzies i stad jego zapominalstwo, ze nie slucha co sie do niego mowi, ale teraz zaczynam obserwowac inne zachowania i pojawiaja sie podejrzenia, ze to jednak cos wiecej.
Kiedy sie poznalismy 12 lat temu, facet mial intelekt ostry jak brzytwa. Zwlaszca matematyka i nauki scisle to byly dziedziny, w ktorych byl ekspertem. Ostatnio ma problem z prostymi rzeczami, typu wyliczenie dawki lekartwa dla dziecka (masa ciala * dawka na kilogram, zadna wyzsza matematyka). Inna sprawa - zawsze swietnie gotowal, ostatnio jednak zaczal ignorowac zasady sztuki kulinarnej - pol biedy, jesli odmawia obsmazenia miesa przed duszeniem, ale zdarzaja mu sie gorsze wpadki, w wyniku czego powstaja rzeczy autentycznie niejadalne - pisze to jako ososba, ktora zje wlasciwie wszystko i nie ma zwyczaju grymasic. Do tego robi sie klotliwy i niesympatyczny - czesc klotni dotyczy tego,m ze on sobie nie przypomina, ze czegos sie podjal, albo ze ja mu czegos nie powiedzialam, choc mowilam i to kilka razy.

Czasami mam wrazenie, ze w relacjach z dziecmi zapomina, ze ma doczynienia wlasnie z dziecmi i zaczyna traktowac 7latka i roczniaka jak kolegow...

Jego babacia chorowala na Altzheimera, a wiem, ze niestety zdarzaja sie zachorowania mlodych calkiem, 40-letnich wlasnie osob i zaczynam sie niepokoic. Nie wiem, co robic?
Obserwuj wątek
    • a.nancy Re: Co sie z nim dzieje? 22.01.13, 09:16
      wysłałbym męża do neurologa, niech zleci tomografię i inne badania jakie uzna za słuszne.
    • paul_ina Re: Co sie z nim dzieje? 22.01.13, 09:22
      To raczej nie jest temat na to forum, partner musi zrobić badania z góry do dołu łącznie z tomografią.
    • triss_merigold6 Re: Co sie z nim dzieje? 22.01.13, 09:37
      Czy opcja skumulowane przemęczenie + niedospanie + niedotlenienie + brak magnezu wchodzi w grę? Zaburzenia tarczycy?
      Tak rzetelnie to tylko neurolog na podstawie badań mógłby oceniać.
      • aqua48 Re: Co sie z nim dzieje? 22.01.13, 09:54
        Powiedz mu wprost, że niepokoi Cię jego zachowanie, załatw mu wizytę u lekarza i koniecznie IDŹ Z NIM, bo on może w rozmowie z lekarzem zbagatelizować te swoje objawy, albo zapomnieć o czymś powiedzieć.
        • anula36 Re: Co sie z nim dzieje? 22.01.13, 11:06
          znajdz dobrego neurologa i zaciagnij tam partnera jak najszybciej,mozesz isc sama na 1 wizyte opisac objawy i potem go wyslac czy isc z nim, ewidentnie cos jest nie tak, nie musi to byc typowy alzhaimer,ani zespol otepienny, moze partner mial jakis mikro udar ktory przegapiliscie? Moze ma przytkane naczynia szyjne i niedotleniony mozg? Moze to zachowania na bazie jakichs zaburzen natury psychicznej?
          Powodow moze byc duzo, czekac na diagnoze nie wolno.
          • mruwa9 Re: Co sie z nim dzieje? 22.01.13, 12:11
            zaczac od lekarza POZ, bo byc moze to nie jest sprawa neurologiczna, tylko np. hormonalna, miazdzycowa lub jakakolwiek inna. Lekarz POZ zbada, wykona niezbedne badania, mogace wykluczyc nieneurologiczne przyczyny problemow, a w razie potrzeby skierowac do wlasciwych specjalistow.
    • tully.makker Zeby to bylo takie proste 22.01.13, 12:47
      Dziewczyny, tylko wiecie, to jest tak, ze facet nie czai, ze cos z nim jest nie tak. Ja sama zaczelsam to widziec dopiero ostatnio, jak dodalam 2 do 2 - troche czasu mi to zajelo, na poczatku podejrzewalam raczej zla wole, ale teraz za duzo jest tych znakow alarmowych, zeby to widziec w ten sposob.

      Wspomnialam mu, ze cos z nim sie nie yak dzieje, ale on tego nie widzi - bo nie widzi, ze np zapomina pewne rzeczy, ze cos zawala - uwaza, ze to wina otoczenia, bo mu czegos nie mowi... Nie jestem poki co w stanie ocenic, jak to sie odbija na jego pracy, bo generalnie awsze byl chaotyczny i niezorganizowany...

      Jak go przekonac, bez obrazania czy wyrazania podejrzen, ze cos z nim nie tak, do badan, leczenia... Wiecie, ze podejrzenia, ze cos nie tak z czyims zdrowiem psychicznym sa duzo trudniejsze do przekazania uprzejmie, niz podejrzenia co problemow ze zdrowiem fizycznym...

      Szczerze mowiac, nie chcialabym tez chodzic z nim do lekarza, bo nie chce sie sprowadzic do roli opiekunki dziecka, a 2 strony przeraza mnie to, ze cos takiego w ogole bedzie potrzebne, niezbedne... nawet jesli ma jakies problemy, to kluczem do ich rozwiazania powinno byc to, ze on sam je widzi i szuka pomocy, a nie, ze jest do tego zmuszany przez partnerke - ktora nic mu nie mowi, a potem robi z niego wariata...

      nie wiem, czy wyrazam jasno swoje obawy...
      • default Re: Zeby to bylo takie proste 22.01.13, 13:02
        tully.makker napisała:
        >
        > Jak go przekonac, bez obrazania czy wyrazania podejrzen, ze cos z nim nie tak,
        > do badan, leczenia... Wiecie, ze podejrzenia, ze cos nie tak z czyims zdrowiem
        > psychicznym sa duzo trudniejsze do przekazania uprzejmie, niz podejrzenia co pr
        > oblemow ze zdrowiem fizycznym...

        Ale przecież nie musisz sugerować mu choroby psychicznej. Są także choroby somatyczne, które wywołują zmiany w zachowaniu, w psychice, jak np. guzy w mózgu. Ja wiem, że to okropnie brzmi, ale może faceta bardziej skłoni do działania (w sensie - przebadania się) postraszenie go guzem mózgu niż podejrzewanie go o chorobę psychiczną (bo to faktycznie z reguły wywołuje automatyczny sprzeciw i złość - "co, wariata ze mnie chcesz zrobić?!").
      • a.nancy Re: Zeby to bylo takie proste 22.01.13, 13:08
        > Jak go przekonac, bez obrazania czy wyrazania podejrzen, ze cos z nim nie tak,
        > do badan, leczenia... Wiecie, ze podejrzenia, ze cos nie tak z czyims zdrowiem
        > psychicznym sa duzo trudniejsze do przekazania uprzejmie, niz podejrzenia co pr
        > oblemow ze zdrowiem fizycznym...

        to może być jak najbardziej fizyczny problem. nie sugeruj, że chodzi o psychikę (bo się zatnie i do lekarza nie pójdzie), nie skupiaj się na zachowaniu, nie wygłaszaj pretensji. skup się na jakimś konkretnym objawie, który można łatwo wytłumaczyć fizyczną chorobą, idź z nim do lekarza (nie chcesz się sprowadzać do roli opiekunki - rozumiem, ale jeśli, odpukać!, to coś poważnego, to nieleczenie będzie miało taki efekt, że będzie mu się pogarszać i prędzej czy później będzie potrzebował opieki - więc lepiej chyba zaciągnąć go do tego lekarza), zastosuj dowolną sztuczkę, żeby go namówić - znasz swojego męża, wiesz pewnie, jak go przekonać do czegoś, na co nie ma ochoty. niechby poszedł "dla świętego spokoju, żeby się baba odczepiła", ale niech idzie.
        może to drobiazg, a może poważna choroba. nie bagatelizuj.
      • edw-ina Re: Zeby to bylo takie proste 22.01.13, 13:17
        "Za młody jesteś na..." - wstaw odpowiednie. A skoro jesteś na coś za młody, to znaczy, że coś podstępem próbuje cię postarzyć. Trzeba z tym walczyć!
        • verdana Re: Zeby to bylo takie proste 22.01.13, 17:13
          Tu nie ma czasu na takt i elegancję. Powiedz mu zwyczajnie, ze jest problem - zapomina i nawet nie pamięta tego, ma problemy, ale ich nie zauwaza i ze natychmiast musi się przebadać. Bez dyskusji. Nie ma na co czekać - to moze być choćby guz mózgu. A moze zwykłe przemeczenie. Ale wiedzieć trzeba.
          • marina2 Re: Zeby to bylo takie proste 22.01.13, 17:24
            tully a nie macie jakiegoś kumpla lekarza? niekoniecznie neurologa .czasem łatwiej jest przyjąć pewne uwagi tak po przyjacielsku.
          • ona39 Re: Zeby to bylo takie proste 22.01.13, 18:12
            W mojej rodzinie był podobny przypadek, tyle że pan trochę starszy 50 lat. Te same objawy (zapominanie, ciągłe pytania o te same rzeczy, rozdarżnienie, itd), brak chęci pójścia do lekarza, mówienie, że nie jest wariatem. Koniec końcow poszedł, okazało się, że gruczolak przysadki mózgowej, bardzo zaawansowany, początki były wiele lat wcześniej. Nie chcę pisać, jak to się skończyło. Wczesna diagnoza dawałaby kontrolę nad chorobą.

    • nabakier Re: Co sie z nim dzieje? 22.01.13, 19:36
      Mnie martwiło by, że on nie przyjmuje do wiadomości, że coś jest nie tak. jeśli zwracasz mu na to uwagę spokojnie, bez afery, to jest to dziwna reakcja. Jak mi mąż zwraca uwagę, że czegoś nie kojarzę (a jestem roztargniona), o czymś zapomniałam, to się ani nie obrażam, anie nie wypieram, ale przyjmuję do wiadomości.
      O co chodzi? O rodzaj Waszej komunikacji czy jednak o to, że on zatraca umiejętność postrzegania się i/lub dystansowania się wobec siebie? To drugie może wskazywać na poważniejsze zaburzenia. A to pierwsze...to już sama rozumiesz.
    • tully.makker Rozmawialam z nim 23.01.13, 09:44
      Bardzo dowcipny byl. Stwierdzil, ze jak ma guza mozgu, to nie chce o tym wiedziec, a przynajmniej nie chce pamietac ;-(

      Myslalam, ze juz oduczylam go durnych zartow ktore powtarza po swoim tatusiu (ziemia wyciagnie) ale widze, ze jednak nie do konca mi sie udalo.
      • verdana Re: Rozmawialam z nim 23.01.13, 09:48
        Moim zdaniem oznacza to, ze doskonale widzi, ze coś jest nie tak, ale sie boi diagnozy.
        W tym wypadku zrobiłabym absolutnie wszystko, z napadem histerii, szantażem i groźbą rozwodu, aby poszedł do lekarza.
      • annb Re: Rozmawialam z nim 23.01.13, 09:56
        Mam nadzieję że moj email doszedl.W opisanym przeze mnie przypadku lekarz->diagnostyka to efekt nacisku kolegów zainteresowanego.Zona mogła błagac/prosic/płakac.Nic to nie dało.Dopiero koledzy pomogli
    • tully.makker Niech mi ktos wytlumaczy 23.01.13, 11:28
      Skad u facetow bierze sie takie durne kozakowanie? Podobnie zachowuje sie moj 20-letni syn, ktoremu sie wydaje, ze jest niesmiertelny, i ze jego zdrowiu nic juz nie zaszkodzi.

      Dla ososby takiej ja, bardzo scisle ukierunkowanej na osiaganie celow, to jest nie do pojecia. Ja wiem, ze mam byc zdrowa, bo jestem 42 letnia matka malych dzieci. I to zdrowie dbam - to nie kwestia do wyboru. A 42-letni facet zachowuje sie jak dzieciak, ktory sie boi dentysty, wiec udaje, ze zab przestal bolec.

      wrrrr.

      Poki co chlop pojechal do pracy, ale jak wroci w piatek to czeka nas kolejna rozmowa. Kto wie, moze w drodze cos sobie przemysli?
      • edw-ina Re: Niech mi ktos wytlumaczy 23.01.13, 14:24
        Znam :) na pamięć znam. Zresztą nam już nie raz wyszło, że mamy podobnych facetów. To jest typ myślenia: jestem nieśmiertelny, a jeśli nie, to wolę o tym nie wiedzieć.
        Mogę ci powiedzieć, jak ja to załatwiłam. I od razu dodam, że trwało to kilka miesięcy. Po iluś tam namowach, by dał lekarzowi sprawdzić kilka rzeczy, wreszcie puściły mi nerwy (ech te ciążowe hormony) i w złości wykrzyczałam, że ciekawe jak się poczuje, gdy zamiast uczyć dziecko jeździć na rowerze sam będzie jeździł na wózku, bo to zaniedbał. Dodatkowo usłyszał, że jest kompletnie nieodpowiedzialny, bo skoro przed nim naście lat wychowywania malucha, to poza czasem i pieniędzmi potrzebuje też zdrowia. A tak zamiast na wszelki wypadek sprawdzić i zapobiec pewnym rzeczom, robi z siebie gów..arza i chojraka. Poskutkowało. Fakt, że moje obawy okazały się bezpodstawne, ale stwierdzenie, że ma przed sobą naście lat aktywnego rodzicielstwa dało mu do myślenia i wziął się za siebie bardziej. Może w twoim przypadku też to poskutkuje. W końcu macie małego berbecia.
      • clio_1 Re: Niech mi ktos wytlumaczy 24.01.13, 12:51
        Tully, a może po prostu zadzwoń do lekarza, umów wizytę i jedź z chłopem? Pisałaś że nie chcesz bawić się w opiekunkę, ale może trzeba faceta postawić przed faktem: jedziesz bez dyskusji, coś złego się dzieje, masz rodzinę o której musisz myśleć, a nie tylko widzieć czubek własnego nosa.
        Druga opcja: może jakiś dobry kolega, przyjaciel mógłby z nim porozmawiać? Też na zasadzie: widzę że coś nie tak z tobą dzieje, o co chodzi? Jeżeli nie słucha Ciebie, to może kumpla posłucha?
        Trzecia opcja (bardziej w formie żartu niż na serio): możesz zacząć robić mu głupie dowcipy, coś jak w Amelii, chłop się wystraszy i sam do lekarza poleci...
      • default Re: Niech mi ktos wytlumaczy 24.01.13, 13:33
        tully.makker napisała:

        > Skad u facetow bierze sie takie durne kozakowanie?

        Niekoniecznie u facetów, moja 28-letnia córka odwlekałaby w nieskończoność zalecony jej (w celu wyjaśnienia przyczyny ciągłych bólów głowy) rezonans magnetyczny, gdybym jej nie przymusiła. Właśnie z takiego powodu jak Twój mąż - "bo woli nie wiedzieć" :(
        • kooreczka Re: Niech mi ktos wytlumaczy 24.01.13, 17:19
          Zamiatanie pod dywan widzi się u obu płci- jak u dziecka, jak zamknę oczy, to nie będzie widać- ale u mężczyzn chyba częściej.
          IMHO kobiety wspomaga w tym biologia- podczas dorastania i ciąży ich ciało bardzo się zmienia, pojawienia się i znikania okresu nie sposób przegapić, więc kulturowo mamy przyzwolenie na wsłuchiwanie się w swoje ciało i martwienie o zdrowie. Zwłaszcza, że ten czynnik wpływa mocno nie tylko na kobietę bezpośrednio ale także na jej dzieci, które nosi i wychowuje.
          U faceta te zmiany są bardziej rozciągnięte, więc nie zwraca się na nie takiej uwagi. Martwienie się o zdrowie uznane jest za niemęskie, wszelkie dbanie o siebie ograniczyć do minimum. Nastawienie muszę być zdrowy dla dzieci/wnuków widuję raczej u facetów już chorych np. u cukrzyków rękami i nogami zapierającymi się przed zamianą tabletek na insulinę.
          • anielka5 Re: Niech mi ktos wytlumaczy 24.01.13, 21:01
            Ale bzdury...
    • easyblue Re: Co sie z nim dzieje? 24.01.13, 19:06
      Stres, depresja - to jeszcze dorzuciłabym do wymienionych już potencjalnych problemów.
      A, i jeszcze - jak siadła mi przysadka miałam objawy menopauzy, a dokładnie potworną sklerozę i niemoznośc płynnego wypowiadania się.
    • tully.makker Przemyslam sprawe 29.01.13, 21:01
      Dziekuje wam za odpowiedzi, przyznam, ze troche mnie przesytraszyly. Czasami mysle, ze nie jest az tak zle, choc wczoraj wyjezdzajac z 5 rzeczy ktore mial wziac zapomnial 3 :-(

      Tym niemniej po przemysleniuu sprawy podjeclam decyzje, ze ogranicze swoje dzialania do sfery, ze tak powiem werbalnej: bede zachecal do wizyty u lekarza, ale nie bede nie bede na nia umawiac, ani tym bardziej prowadzic na nia ponad 40 letniego konia. Mam swiadomosc, ze niektore z was zapewne uznaja mnie za suke, ale model wspolzycia oparty na partnierstwie, doroslości i braniu odpowiedzialnosci za swoje zycie jest mi na tyle drogi, ze nie zrezygnuje z niego w tej sytuacji. Oczywiscie bede go wspierac, gdy zdecyduje sie leczyc, aktywnie wspierac, np zostane z dziecmi, zeby on mogl pojsc do lekarza :-P. Ale nieczuej sie komfortowo przechodzac z roli partnerki do roli matki, czy opiekunki.
      • verdana Re: Przemyslam sprawe 29.01.13, 21:19
        Nie uznam Cię za sukę, przecienie. Uznam Cię za jedną z niewielu osób, które w mężu widzą człowieka, a nie " biednego misia".
        Na razie kup magnez i bilobil albo ginkofar. Jesli jest po prostu przemęczony, powinno pomóc.
        • tully.makker Re: Przemyslam sprawe 29.01.13, 21:28
          Na razie kup magnez i bilobil albo ginkofar.

          Nie kupie - patrz powyzej. No chyba ze na urodziny, ktore ma za niecaly miesiac.
          • verdana Re: Przemyslam sprawe 29.01.13, 22:56
            E, magnez chyba mozesz kupić. To jeszcze w ramach dbania, a nie zastępowania w działaniu:)
            • tully.makker Re: Przemyslam sprawe 29.01.13, 23:11
              Teoretycznie masz racje. W praktyce narasta we mnie wkurw, ze obok zmagania sie z chorobami dzieci i wlasnymi porblemami zdrotnymi wynikajacymi z ostaniej ciazy nam sie zajmowac jeszcze jego zdrowiem.
              • sonia_siemionowna Re: Przemyslam sprawe 29.01.13, 23:40
                tully.makker napisała:

                > Teoretycznie masz racje. W praktyce narasta we mnie wkurw, ze obok zmagania sie
                > z chorobami dzieci i wlasnymi porblemami zdrotnymi wynikajacymi z ostaniej cia
                > zy nam sie zajmowac jeszcze jego zdrowiem.
                >
                >

                Równie dobrze Twój partner mógłby powiedzieć, że narasta w nim w***w, że oprócz zmagania się ze swoimi problemami ma jeszcze Twoje. Bycie w związku nie jest przymusowe, a decydując się na takowy decydujemy się na współprzyeżywanie nie tylko naszych problemów ale i partnera.

                Dotychczas problemy miałaś Ty i dzieci, teraz partner do Was dołaczył. O co konkretnie się w****asz?
                • mruwa9 Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 01:17
                  a wkurzac mozna by sie chociazby o to, ze partner za chwile moze sie potencjalnie stac niezdolny do pelnienia roli meza i ojca, zamiast tego, z powodu swojego stanu zdrowia, moze stac sie kolejna osoba, wymagajaca opieki tully. Moza by sie przynajmniej odwolac do jego poczucia odpowiedzialnosci: chlopie, nie chce cie upupiac, prowadzic za raczke do lekarza i traktowac jak dziecko, bo to jest glupie i bez sensu. Ale wez sie za siebie, bo nie chce zostac wdowa z malymi dziecmi. Potrzebujemy sie nawzajem, zeby rodzina mogla sprawnie funkcjonowac. Bez tego cala rownowaga sie zawali, wiec jesli ci choc troche zalezy na rodzinie, wez sie za siebie i idz do lekarza. Nie mowiac o tym, ze sie po prostu, tak po ludzku, o ciebie martwie.
                  • anula36 Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 10:08
                    kupic to bym jeszcze kupila,ale pilnowanie zazywania zostawilabym juz samemu zainteresowanemu.
                • tully.makker Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 10:57
                  Dotychczas problemy miałaś Ty i dzieci, teraz partner do Was dołaczył. O co kon
                  > kretnie się w****asz?

                  Jak napisalam wyzej, kiedy ja mam problem zdrowotny, to rodzina nie musi sie o mnie zamartwiac, przekonywac mnie do leczenia, ani cierpiec z powodu moich dolegliwosci. Kiedy cos mi jest, umawiam sie do lekarza, ide na wizyte i wdrazam zalecone leczenie. Moj partner o wiekszosci moich dolegliwosci nie ma nawet pojecia. Tak wiec doznaje irytacji widzac, ze jego g obchodzi jego wlasne zdrowie, i to, ze konsekwencje jego zaniedban ponosimy my wszyscy.
                  • marina2 Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 11:10

                    Teoretycznie masz racje. W praktyce narasta we mnie wkurw, ze obok zmagania sie z chorobami dzieci i wlasnymi porblemami zdrotnymi wynikajacymi z ostaniej ciazy nam sie zajmowac jeszcze jego zdrowiem.

                    z całym szacunkiem ,ale trąci mi to postawą z serialu brazylijskiego : "Gryzelda cierpi w milczeniu i czeka czy Alonso wreszcie DOMYŚLI się ,ze ona umiera na raka".
                    a dwa,że macie słabą ze sobą komunikację,jedno żyje z dala od drugiego.
                    trzy gdyby chodziło o pierdołę typu : boli go gardło ,a on chodzi bez czapki w mróz to ok.ale z opisywanych przez Ciebie objawów wynika,że może być coś poważniejszego.
                    • annb Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 11:31
                      a mnie się wydaje że załozycielka wątku zrobiła wszystko co mogła
                      Pan stosuje wyparcie
                      wołami ma go do lekarza zaciągnąć?


                      forum.gazeta.pl/forum/w,898,141964124,141992933,Rozmawialam_z_nim.html
                      • tully.makker Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 13:19
                        No bo nie wiesz, ze zdrowie meza to odpowiedzialnosc zony?
                  • phere_nike Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 11:22
                    Tak wiec doznaje irytacji widzac, ze jego g obchodzi jego wlasne zdrowie, i
                    > to, ze konsekwencje jego zaniedban ponosimy my wszyscy.

                    Tyle ze ta niefrasobliwosc lub/i nieswiadomosc moze byc elementem składowym jego potencjalnej choroby. A wtedy on tego problemu nie jest w stanie sam dostrzec.
                    • tully.makker Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 13:18
                      No niestety tak nie jest. Jego zdrowotna niefrasobliwosc jest oparta na wzorcach wyniesionych z domu, wzmacnianych cechami ososbowosci. Nie zamierzam do zmieniac, szanuje ze jest jaki jest, ale nie zamierzam tez ponosic konsekwencji jego wyluzowanego podejscia.
                      • sonia_siemionowna Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 13:30
                        Ale Ty z kolei zacietrzewiasz się na pozycji Zosi Samosi. Ok, lubisz ukrywać swoje problemy przed partnerem, to rób to dalej. Tyle, że podświadomie i tak oczekujesz wsprarcia i zrozumienia, jednocześnie brakiem komunikacji o swoich potrzebach uniemożliwiasz partnerowi realizację tych potrzeb.

                        Co do jego choroby, to jak niby osoba z zaburzeniami pamięci miałaby je ukrywać? :P
                      • serendepity Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 16:32
                        Nie chcesz go zmieniac, ale nie chcesz tez ponosic konsekwencji jego zachowania? Czego w takim razie oczekujesz? Cudu? On sam sie nie zmieni i zapewne nie pojdzie do lekarza, dopoki nie stanie sie cos powaznego, a Ty bedziesz dalej zirytowana i bedziesz ponosic konsekwencje jego niefrasobliwosci. Nie widze tu wyjscia posredniego?

                  • sonia_siemionowna Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 13:28
                    To mu o swoich problemach powiedz. On nie ejst duchem świętym, żeby wiedzieć wszystko :P

                    Skoro mu nie mówisz, to on nie wie, to jest logiczne. Jak ma Cię wspierać skoro nie wie o Twoich problemach?

                    Jeśli te problemy z pamiecią to Alzheimer to najprawdopodobniej będziesz musiała skorzystać z rady mruwy i przemówić panu do rozumu ze względu na dobro rodziny.

                    Mylisz dwie rzeczy: troskę i nadopiekuńczość. Troska ('kupię ci lekartstwo') to zdrowa postawa w związku. Nadopiekuńczość (wyręczanie we wszystkim) już nie. Ty wylewasz dziecko z kąpielą.
                    • tully.makker Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 14:34
                      Wiesz, zawsze mnie fascynuje doglebna diagnoza cudzego zwiazku na podstawie kilku postow. niektorzy tutaj znaja historie mojego zwiazku, bo pisalam o niej szeroko przez wiele lat. Ty oczywiscie nie musisz jej znac, ale moze powstrzymaj sie od pouczania kogos ex catedra jak powinien swoje zycie i zwiazerk organizowac.

                      Sa powody, wynikajace zarowno z osobowosci mojego partnera, jak i mojej, no i oczywiscie naszzej wspolnej historii jako pary, sprawiajace, ze nie mam specjalnej potrzeby walkowania swojego zdrowia ze swoim partnerem (ani z kimkolwiek innym, bo niewiele rzeczy uwazam ze rownie irytujace, co niekonczace sie narzekanie na swoje dolegliwosci). Nie zamierzam tego zmieniac.

                      Mam tez oczekiwanie, by dorosli ludzie podchodzili do zycia powaznie i odpowiedzialnie i brak takiego podejscia mnie irytuje.
                      • serendepity Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 16:30
                        Irytuje Cie, ale co ta irytacja zmieni? Jesli nie nastapi jakas akcja, to nic sie nie zmieni. On bedzie nadal ignorowal problem, a Ty bedziesz sie irytowac.
                        • sonia_siemionowna Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 20:45
                          serendepity napisała:

                          > Irytuje Cie, ale co ta irytacja zmieni? Jesli nie nastapi jakas akcja, to nic s
                          > ie nie zmieni. On bedzie nadal ignorowal problem, a Ty bedziesz sie irytowac.

                          Podejrzewam, że o to chodzi. Zmiana budzi lęk. Lepiej mieć oczekiwania i nie robić nic.
                        • tully.makker Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 21:38
                          Bede wdzieczna za wskazanie, jaka akcja powinna nastapic, bo ja wyczerpalam juz swoje pomysly na zachecenie mojego partnera do dbania o swoje zdrowie. Nie, facet nie jest racjonalny i generalnie jest oporny na informacje zwrotne.

                          Sprawe utrudnia to, ze ja znajac historie jego zycia, do pewnego stopnia rozumiem, co sie sklada na tyaka postawe.
                        • mruwa9 Re: Przemyslam sprawe 30.01.13, 23:13
                          no pewnie, ze tully ma prawo sie irytowac. Z bezsilnosci, bo nie ma sily sprawczej, aby zmusic doroslego czlowieka do poddania sie procedurom medycznym. Moze powiedziec, co sama mysli, moze sprobowac przekonac, umotywowac, odwolac sie do dobra rodziny. I nic wiecej. Dorosly czlowiek sam podejmuje decyzje o zgodzie lub braku zgody na diagnostyke i leczenie. Jego swiete, autonomiczne prawo (dopoki nie zagraza bezpieczenstwu innych osob, a w tym przypadku nie ma takiego ryzyka).
                          Taki lajf.
                          • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Przemyslam sprawe 31.01.13, 10:21
                            Zgadzam się, że "tully" ma prawo do wyborów swoich zachowań oraz prezentowania takich wartości w związku jakie uznaje za słuszne, służące temu związkowi i do których jest głęboko przywiązana.
                            Uważam również, że dorosły mężczyzna powinien wyciągać wnioski z otaczającej go rzeczywistości i należycie ją oceniać. To jest element dojrzałości.
                            Obecnie tą rzeczywistością jest fakt, że jego partnerka, czyli "tully", coraz częściej zwraca uwagę na kulinarne "wpadki", zapominania oraz narzeka na utratę cennej bystrości umysłu. Z tego powodu jest może częściej zirytowana. Dodatkowo martwi się o zdrowie partnera i mu to zaanonsowała w formie dzielenie się wcześniejszymi obserwacji oraz wprost.
                            Jeśli partnet "tully" dalej nie będzie nic robił, to znając nieprzejednany radykalizm "tully" ;)))), naraża się na eskalację przykrych dla siebie zachowań. Być może, jeśli przekroczą one "górny stan zagrożenia" i zaczną sprawiać mu dyskomfort, mężczyzna sam zacznie działać. I to jest bardzo dobra strategia.
                            To jest nadzieja, pewności nie ma. Najwyraźniej ten stan nie został osiągnięty. Czyli należy czekać, żyjąc z "tully" jak dotychczas. Dorosły człowiek jest wolny także w sprawie działań lub zaniechań na rzecz swojego zdrowia.
                            Ryzyko jest takie, że za chwile "tully" z atrakcyjnej nonkonformistycznej partnerki może, w oczach mężczyzny, przerodzić się w stereotypową zrzędę. Ale tu też liczę na jej inwencję :)))).
                            Agnieszka Iwaszkiewicz

                            • tully.makker Re: Przemyslam sprawe 31.01.13, 13:57
                              Hehe.

                              Chcialam tylko powiedziec, ze odkad mam swiadomosc, ze wpadki mojego partnera moga miec charakter zdrowotny, a nie olewczy, to przestaly mnie te wpadki jako takie irytowac. Moja irytacja dotyczy raczej ogolnego zyciowego podejscia do kwestii wlasnego zdrowia.

                              No ale nic, jak mu sie pogorszy, to odesle go do rodzicow, w koncu to oni tak go wychowali, to niech sie z nim mecza.
    • nabakier Re: Co sie z nim dzieje? 31.01.13, 18:50
      A ja myślę, że tu odchodzi niezła walka pozycyjna, w ramach której Tully karze partnera za to, że nie chce się podporządkować.
      Komunikacja tej pary też chyba pozostawia wiele do życzenia, jak to na wojnie podjazdowej.
    • tully.makker czy tak to ma wygladac? 01.02.13, 10:19
      Tak jak bylam juz pogodzona z losem - bedzie co ma byc, pojdzie do lekarza jak do tego dojrzeje, tak wczoraj wieczorem znowu sie przerazilam.

      Bylismy z najmlodszym u lekarza i facet zaczal opisywac symptomy, ktore dziecko mialo przy ostatniej chorobie 2.5 tygodnia temu (silny kaszel). Podczas obecnej infekcji dziecko nie wydobylo z siebie ani jednego kaszlniecia.

      Na poczatku probowalam lekko protestowac, bo nie chcialam go kompromitowac przy obcej osobie (no moze az tak BARDZO nie kaszle) ale kiedy zaczal upierac sie przy swoim, zdecydowalam sie przedlozyc dobro dziecka nad jego dobre samopoczucie i powiedziec otwarcie, ze maluch w ogole nie kaszle. rezultat - calowieczorny foch. No ale co mialam zrobic? Chgyba tylko nie zabierac go na wizyty lekarskie z dziecmi - co troche mnie dobija, bo zwykle jakos tam te obowiazki dzielilismy miedzy siebie, zwlaszcza w przypadku sredniego.

      Mam takie straszne uczucie, ze zaczynamy zyc w swiatach rownoleglych i ze nie moge dluzej ufac jego ogladowi rzeczywistosci.
      • phere_nike Re: czy tak to ma wygladac? 01.02.13, 10:40
        Tully,
        zaparlaś sie zeby widziec tylko wybrane framenty rzeczywistosci i nimi sie zajmowac. Nie pamieta jak choruje dziecko - to go nie bede brała na wizyty. Nie bedzie pamietał jak sie włacza pralke - to nie bede go w to angazowac.
        Są choroby przy których osoba chora nie jest w stanie podjac odpowiedzialnych działan na rzecz swojego zdrowia. To nie nadcisnienie, gdzie swiadomie decydujesz - biore leki i wiecej sie ruszam albo nie. Jezeli u Twojego faceta szwankuje cos z pamiecia, z głową - nie wiem, Alzcheimer, zaburzenia psychiczne - to sam tego nie dostrzeze i nie zareaguje racjonalnie. Bo musiałby wyjsc z siebie i stanac obok.
        Mozesz dalej bawic sie w kotka i myszke z soba sama - ale warto zadac sobie pytanie czy chcesz dowiedziec sie czy facet jest zdrowy czy za wszelka cene pokazac swiatu i sobie jak jestes niezalezna od niego i ze on musi sam bo dzieckiem nie jest. tylko co chwila bedziesz dopisywac watki jak to znów cos cie przeraziło. Bo jesli jest chory to tych sytuacji bedzie coraz wiecej.
        No, ale najwazniejsza jest przeciez niezaleznosc.
        • nabakier Re: czy tak to ma wygladac? 01.02.13, 11:00
          Tak. Przecież np. żal do osoby z depresją, że się nie leczy, jest bez sensu. Albo do osoby z demencją, że nie pamięta. W wielu przypadkach pomoc bliskiej osoby polega na tym, że przejmuje odpowiedzialność (czasową) w obszarach, w których coś nie funkcjonuje.
          Tutaj odchodzi wojna. Ale o co? Kto bardziej samodzielny? A co z wzajemną pomocą?
      • joanna35 Re: czy tak to ma wygladac? 01.02.13, 11:18
        Im dłużej czytam ten wątek tym mniej rozumiem Twoje zachowanie. Poczekasz z interwencją aż Twój partner będzie niepoczytalny? Lepiej się wtedy poczujesz?
        • moni.kab Re: czy tak to ma wygladac? 01.02.13, 11:45
          Moj maz tez mial problemy z pamiecia, niby drobne sprawy jak np. dwa razy szedl po bulki do sklepu,albo jechal autem calkiem w innym kierunku niz mial, najpierw tylko sie z tego smialam, do czasu gdy zaczelo byc niebezpiecznie, raz zostawil samochod pod gorke bez recznego i auto stoczylo sie, na szczescie zatrzymalo sie na klombie i nikomu nic sie nie stalo, innym razem odgrzewal jedzenie i wyszedl z domu, po kilku godzinach przyszlam z pracy i to co zastalam to katastrofa, naszczescie nie doszlo do porzaru , ale wchodzilam do mieszkania na "slepo", bylo tyle dymu, caly tydzien sprzatalam i mylam wszystko rzeby sie tego zapachu pozbyc.
          Poszlam z merzem do neurologa, oczywiscie ze nie chcial, ale postawilam na swoim, na szczescie... Okazalo sie ze moj maz ma guza mozgu (9 milimetrow), jest juz po pierwszym naswietlaniu. Na szczescie nie zwlekalam zbyt dlugo i ty tez nie zwlekaj mozesz uratowac mu zycie . Oczywiscie nie musi byc tak jak u nas, ale po co "gdybac" po fakcie, jeszcze nie jest za pozno.
          • verdana Re: czy tak to ma wygladac? 01.02.13, 12:15
            Tully, to co piszesz, zaczyna brzmieć groźnie. Nie jestem pewna, czy Twój mąż może podejmować racjonalne decyzje, w tym problem. Gdyby bolał go brzuch, to miałabyć w tym moencie 100% racji, ale odmowa leczenia - i nie zauwazanie objawów - moze byc objawem. W takim wypadku nie ma szans, aby facet zaczął sie leczyć, bo nie widzi, ze jest chory. Widzi tylko Twoje, jego zdaniem idiotyczne pretensje.
            W takim wypadku trudno pozwolić facetowi na podejmowanie decyzji, bo być moze nie jest do nich zdolny z przyczym zdrowotnych, a nie z powodu oślego uporu.
            • tully.makker No i wszystko pieknie 01.02.13, 14:12
              Dziewczyny, czy wy nie rozumiecie, ze moja postawa "dam szanse mu sie zajac tym samemu" czesciowo wynika z faktu, ze jego nie da sie do niczego zmusic. Dlatego pytalam, jakich argumentow uzyc, bo dotarlam do sciany. Przeciez nie zaciagne 100kg faceta do lekarza na sile, bo weaze polowe tego co on. Jedyna nadzieja w perswazji, ktora on coraz mniej ma ochote przyjmowac, bo uwaza, ze przesadzam i ze to, co robie wynika z wrogosci, a nie z troski. Skombinowane z podejsciem, ze chodzenie do lekarza jest niemeskie, raczej nie rokuje za dobrze.

              A co do zdolnosci do leczenia sie w sytuacjach dolegliwosci psychicznych, to ja od 24 lat cierpie na depresje. Od lat jestem pod regularna opieka psychiatry, biore leki. Bo wiem, ze musze, chociazby dla moich dzieci. Dodam, ze kiedy mialam nasilenie depresji, nie tylko nie dostalam od niego zadnego wsparcia, ale wrecz przeciwnie, jeszcze mnie pograzal. I choc jakos tam przepracowalismy ten kryzys, minelo od tego czasu sporo lat, to jednak trudno o tym zapomniec.
              • nabakier Re: No i wszystko pieknie 01.02.13, 14:56
                > Dodam, ze kiedy mial
                > am nasilenie depresji, nie tylko nie dostalam od niego zadnego wsparcia, ale wr
                > ecz przeciwnie, jeszcze mnie pograzal. I choc jakos tam przepracowalismy ten kr
                > yzys, minelo od tego czasu sporo lat, to jednak trudno o tym zapomniec.

                Czyli jednak walka. Uraz.

                Są różne fazy i stopnie depresji. Ja miałam taki, że nie wiedziałam, że miałam depresję i do lekarza nie szłam. Teraz już bym wiedziała, co i jak- ale wtedy nie. Może on też tak ma?

                Macie problem z komunikacją, prawda? Czy potwierdzacie sobie w rozmowie, że a) usłyszeliście drugiego, b) zrozumieliście, c) dajecie na to sobie wzajem konstruktywną odpowiedź, d) upewniacie się, że druga strona jest zadowolona z rozmowy?
              • sonia_siemionowna Re: No i wszystko pieknie 01.02.13, 15:17

                Tully, przyjmij do wiadomości, że osoba z Alzheimerem albo guzem mózgu NIE WIDZI SIEBIE TAK JAK TY. To mit, że Alzheimer zaczyna się wyłącznie u staruszków, w UK sama osobiście poznałam faceta przed czterdziestką, który miał takie zmiany w mózgu. Inaczej się to nazywa chyba, ale o to samo chodzi - degeneracja neuronów.

                Nawet niedotlenienie mózgu spowodowane miażdżycą niekiedy zmienia percepcję, pamięć i charakter a co dopiero poważniejsze choroby.

                Co do guza mózgu, to cytowana osoba słusznie pisze, żebyś nie czekała. pogląd, że guz mózgu objawia się bólem to SZKODLIWY MIT. Owszem, bywa, ale wcale nie najczęściej! Najczęściej to właśnie zaniki pamięci, dezorientacja, dziwne odczucia fizyczne typu drętwienie świadczą o rozwoju choroby. Ból przychodzi wraz ze wzrostem guza, wcale nie na samym początku. A wiadomo, im większy, tym rokowania gorsze.

                Nie rozumiem, dlaczego zamiast przyjąć do wiadomości, że Twój partner być może poważnie choruje na chorobę, która zaburza jego widzenie świata i percepcję, w tym swojej osoby, Ty tracisz czas na wojnę podjazdową i wpisy na forum.

                Jak będzie nieprzytomny sikał pod siebie to też będziesz nam tu pisała, że przecież jest dorosły i Ty nic nie zrobisz?

                Masz żal do niego, że Cię nie wspierał w chorobie. Ale założę się, że grałaś Zosię-samosię i nie dawałaś poznać, że takiej pomocy chcesz. przeciwnie, on zapewne miał się domyśleć. Tak jak teraz ma się domyśleć, że coś z nim nie tak, chociaż gołym okiem widać, że być może dzieje się coś bardzo złego.

                Powiem krótko, moim zdaniem zamiast troski jest w Tobie chęć wyrównania rachunków, a obecna sytuacja stwarza do tego świetne możliwości.
                • tully.makker Re: No i wszystko pieknie 01.02.13, 21:44
                  Alez zaloz sie
              • pade Re: No i wszystko pieknie 01.02.13, 16:07
                skoro dalej w Tobie to tkwi, to niczego nie przepracowaliście, poszłas jedynie na ugodę, czasowo
                jesteś bardzo zawzięta Tully
                i niestety nie widać u Ciebie ani troski o męża, ani miłości do niego
                jedynie czysty racjonalizm: mąż musi być zdrowy jak najdłużej, bo jest potrzebny, koniec, kropka.

                będziesz czekać aż coś zawali w pracy i go zwolnią? albo straci orientację i zaginie?

                ps. mąż dobrze wyczuwa w Tobie wrogość
                w Twoich postach też ją widać
              • joanna35 Re: No i wszystko pieknie 01.02.13, 16:51
                Tully, z racji moich własnych doświadczeń rozumiem Cię pewnie lepiej niż niejedna z kometujących pań. Życie nie jest takie proste jak się co niektórym wydaje, a pisanie na forum też rządzi się swoimi prawami , siłą rzeczy sprowadza się do skrótów i zawsze mnie dziwi jak na podstawie kilku postów można wdawać opinie o czyimś życiu i dokonywanych wyborach.
                Tully, nie wiem, jak masz zmobilizować męża do pójścia do lekarza( może zastosuj inną taktykę niż dotychczas?), ale MUSISZ to zrobić we własnym dobrze pojętym interesie. No chyba, że jak sprawy zajdą za daleko to go zostawisz.
                • tully.makker Re: No i wszystko pieknie 01.02.13, 21:50
                  No obmyslam nowy zestaw argumentow ale wczorajszy foch trwa nadal wiec poki co szanse sa marne. Pytasz czy go rzuce - nie jest to wykluczone jesli uparta odmowa leczenia doprowadzi sie na skraj przepasci.
                  • marina2 Re: No i wszystko pieknie 02.02.13, 01:08
                    tully : naprawdę nie masz żadnego kumpla lekarza "od wódeczki"?
                    takiego co by usiadł z Wami towarzysko i z troską /bez manipulacji z Twojej strony/ nie zauważyłby ,ze coś jest nie tak z panem?
                    to wersja w miarę naturalna i po drodze...
    • enith Re: Co sie z nim dzieje? 01.02.13, 17:44
      Jeśli nie pomogły prośby, groźby, odwoływanie się do uczuć, powoływanie na dzieci, to wiadomo, że nikogo na siłę do lekarza nie zaciągniesz. Przykro mi to pisać, Tully, ale będziesz musiała uzbroić się w cierpliwość, zagryźć zęby i poczekać, aż stan męża albo samoistnie się poprawi, albo pogorszy do tego stopnia, że mąż nie będzie miał innego wyjścia, jak podjąć leczenie. Twój chłop nie różni się zbytnio od innych, tych którzy twierdzą, że lekarze są od wynajdywania chorób zdrowym ludziom. Do czasu oczywiście, gdy kopnie kogoś zawał lub inne poważne schorzenie.
      Swoją drogą mnie też wkurw jasny by trafił, gdyby po jakimś czasie okazało się, że mój mąż i ojciec naszych dzieci jest tak skrajnie nieodpowiedzialny w tak istotnych, jak zdrowie sprawach. No, ale nikt nie jest doskonały, pobieramy się "na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie" itd.
      • tully.makker Re: Co sie z nim dzieje? 01.02.13, 21:46
        Hehe, no wlasnie dlatego mam opor przed malzenstwem...
    • lady-z-gaga Re: Co sie z nim dzieje? 01.02.13, 18:46
      Na Twoim miejscu kupiłabym komplet flamastrow, wydrukowała z internetu wszystko, co dotyczy opisanych przez Ciebie objawów, pozakreślała na kolorowo najwazniejsze fragmenty i milcząco, acz systematycznie podtykałabym to mężowi pod nos.
      Wszystkie hipotezy, jakie padły w tym wątku, od poważnych po mało groźne: Alzheimer, guz mózgu, brak magnezu (czy czegokolwiek innego), chora tarczyca.... z dokładnym opisem objawów i szczególnym podkreśleniem informacji: "wczesne wykrycie ..." oraz "nie leczone prowadzi do......"
      Współczuję, wygląda na to, że nie przesadzasz i powód do zmartwienia naprawdę jest, oby okazało się, że to jakiś mało groźny problem zdrowotny :)
    • enith Re: Co sie z nim dzieje? 01.02.13, 22:28
      Tully, mnie zastanawia jedna rzecz. Jak to jest, że kochający dotychczas partner nagle zaczyna ci zarzucać złą wolę? Twoja troska o niego wywołuje u niego ataki wrogości. Ciekawa jestem, czy to także jest symptom jakiś toczących się zmian neurologicznych, czy raczej rys charakteru twojego partnera. Przecież biorąc sprawę na chłopski rozum, partner powinien rozumieć, że próba wysłania do lekarza to wyraz twojej troski i miłości, a nie chęć dopieczenia mu, skompromitowania, zrobienia z niego wariata. Spytałaś go o to? Spytałaś wprost: "Kochanie, czy uważasz, ża ja ci robię na złość? Że się ciebie złośliwie i bezsensownie czepiam?" Jestem ciekawa, co odpowiedziałby na tak wprost zadane pytania.
      • nabakier Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 07:13
        Też pytałam o stan komunikacji miedzy nimi. Nie ma odpowiedzi.
        • joanna35 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 11:28
          No tak, za chwilę się okaże, że to wina tully. Pomijając wszystko co zadziało się między nimi facet jest DOROSŁY . Niestety, dorośli też potrafią się zachowywać kompletnie nieracjonalnie co może wynikać ze strachu i zaprzeczania, bo wcale nie musi być tak, że partner tully nie widzi co się z nim dzieje. W pierwszym poście tully podała, że babcia jej partnera miała Alzhaimera.
          • nabakier Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 13:15
            A gdzie ja piszę o winie??? Pisze o ich zaszłościach- że może teraz się mszczą. Mają to chyba nieprzerobione. Tyle.
            A jak babcia miała Altzheimera, to chyba tym bardziej sprawa ważna...
            • joanna35 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 13:32
              Bo gdyby mieli przerobione to tully by go niańczyła i na własnych plecach przytargała do lekarza? Nie rozumiem dlaczego w tej konkretnej sprawie z taką lubością czepiłyście sie tych zaszłości Dlaczego tak trudno przyjąć do wiadomości, że tully zwróciła mu uwagę na problem, próbowała nakłonić do wizyty u lekarza i że facet nie dość, że nie jest ubezwłasnowolniony to jeszcze dorosły i może zrobić z tą sytuacją co tylko chce?
              • joanna35 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 14:00
                Tully od lat leczy się na depresję, więc może warto by spojrzeć na sytuację z jej strony. Być może się mylę, ale z całą pewnością jest w niej lęk przed nawrotem /zaostrzeniem choroby, zwłaszcza, ze nie jest osobą odpowiedzialną tylko za siebie, ma dzieci. Ten lęk z pewnością nie jest tak dokuczliwy kiedy ma sie obok siebie odpowiedzialnego partnera, który w sytuacji kryzysowej zapewni dzieciom byt i opiekę. W obliczu ww. zachowań partnera pojawia się lęk o niego, ale też o dalszą przyszłość całej rodziny na wypadek zrealizowania się najgorszej opcji. W tej sytuacji złość tully na człowieka, który nie zamierza , choćby dla świetego spokoju, zrobić najprostszej rzeczy, jaką jest udanie się do lekarza, wg. mnie jest całkowicie zrozumiały.
                • tully.makker Re: Co sie z nim dzieje? 04.02.13, 10:34
                  Ten lęk z pewnością nie jest tak dokuczliwy kiedy ma sie obo
                  > k siebie odpowiedzialnego partnera, który w sytuacji kryzysowej zapewni dziecio
                  > m byt i opiekę. W

                  Trafilas w sedno. Ja wiem, ze musze byc na chodzie jeszcze ze 20 lat, bo tyle potrzeba, zeby najmlodszy dorosl, wiem tez, ze od mojej pracy zalezy byt mojej rodziny, bo to ja jestem strona de facto utrzymujaca dom. Gdybym ja nie mogla pracowac, nie bylibysmy w stanie nie tylko splacac kredytu, ale nawet sie utrzymac - no moze starczyloby na chleb z maslem. To powoduje, ze traktuje swoje zdrowie powaznie i staram sie o nie dbac, ale tez powoduje, ze moj partner moze czuc sie kompletnie rozluzniony - bo wie, ze ja i tak wszystko dzwigne na garbie.
              • sonia_siemionowna Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 15:57
                Nie.

                Gdyby mieli przerobione, to Tully zamiast zakładać wątki na forum powiedziałaby panu, że go bardzo kocha i się o niego bardzo martwi, a pan, nawet jeśli uznał by to za fanaberię, poszedł by do lekarza ze względu na Nią. Jeśli pan jest b. oporny, można poprosić jego rodziców/znajomych o pomoc.

                Naprawdę, pomiędzy 'olewamy' a 'niańczymy' jest całe spektrum zachowań.

                Widać, że tam jest jakiś konflikt i brak komunikacji.
                • joanna35 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 16:06
                  a pan, nawet jeśli uznał
                  > by to za fanaberię, poszedł by do lekarza ze względu na Nią.
                  A skąd wiesz co on do niej czuje? A skąd wiesz co on myśli o angażowaniu rodziny/znajomych w swoje sprawy? Może to jest ostatnia rzecz jakiej by sobie życzył?
                  • joanna35 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 16:09
                    I ponawiam pytanie - dlaczego za wszelką cenę , poza zasadniczym tematem wątku i stwierdzonymi faktami usiłujecie tully dowieść w jak beznadziejnym związku żyje i jaka sama jest w tym wszystkim beznadziejna?
                    • nabakier Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 16:27
                      Ło matko, ale dopisujesz....nikt nie pisał o beznadziejnym związku. Ja np. pisałam o szwankującej komunikacji. Być może szwankującej, bo to było pytanie- rozumiesz? pytanie. Wsio.
                      • joanna35 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 16:35
                        Załóżmy, że tully odpowie twierdząco - udzielisz jej wtedy jakiejś sensownej rady w zasadniczym temacie?
                        • nabakier Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 17:00
                          Już udzieliłam, napisałam, jakie mogą być etapy werbalnego porozumienia (kilka postów wstecz). Dalej to już zależy od niej, co by odpisała.
                    • paris-texas-warsaw Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 16:33
                      Myślę, że czasem wpłynąć na kogoś najłatwiej odwołując się do swoich uczuć. Ja bym powiedziała, że bardzo, bardzo proszę, żeby mąż poszedł do lekarza, nawet mogę go umówić, bo bardzo się boję, że to jakaś straszna choroba. Że nie mogę przez to się skupić, że się martwię i proszę, żeby do zrobił dla mnie i mojego spokoju. Że to pewnie moje wymysły, ale baaardzo proszę! Nie wplątywałabym specjalnie wątku, jaka to może być straszna choroba, bo wiem od jednego lekarza, że to czasem przynosi odwrotny od zamierzonego skutek. Wtedy dużo osób stara się zapomnieć o problemie, bo ewentualna konfrontacja jest ciężka.
                      Ps. Myślę, że jeśli mąż jest z Tobą tyle lat, a Ty od ćwierć wieku leczysz się na chorobę psychiczną, to musi bardzo Cię kochać i na pewno musiał wiele wycierpieć. Nie ma tak, że jak żona choruje na depresję i nawet się leczy, to to nie ma wpływu na pozostałych członków rodziny. Tak choroby psychiczne nie działają, zresztą żadna nie pozostaje bez wpływu na rodzinę. I pomyśl sobie, że tak jak Ty mogłabyś mu zarzucać, że się nie chce leczyć, tak on Tobie mógłby zarzucać, że leczysz się np. nieskutecznie. Nawet jeśli w Twoim mniemaniu zrobiłaś wszystko by się wyleczyć z depresji, to mąż mógłby pewnie z łatwością Ci wykazać, że jeszcze z jakiegoś rodzaju terapii nie skorzystałaś, że znalazłaś złego psychiatrę itd. Jeśli on przez te wszystkie lata takich zarzutów Ci nie stawiał (nie wiem, może stawiał...), to choćby ze względu na to, w spokojny sposób bym takiego męża namówiła na poradę lekarską.
                      • joanna35 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 16:42
                        Skoro przeczytałas o depresji to pewnie i o tym jakim partner był dla niej wsparciem w chorobie?
                        • paris-texas-warsaw Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 16:52
                          Przeczytałam, że kiedyś nie był. Życie z osobą psychicznie chorą nie jest najłatwiejszym zyciem, może się komuś wydawać, że w tym może być i zła wola partnera itd. Sam fakt trwania przy kimś chorym przez tak długi czas, świadczy, że facet wiele zniósł, podobnie jak dzieci. Wpływ depresji matki jest ogromny na dzieci, podobnie jak na wszystkich członków rodziny. Nie wiem, czy samemu nie można nabawić się jakichś tzw. objawów indukowanych...
                        • nabakier Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 17:03
                          Joanna, czego Ty bronisz? Komunikacja w związku- nie, o tym nie należy z Tully rozmawiać, szwankujący związek- nie., kwestia niezałatwionych spraw z przeszłości- nie... A teraz sama podnosisz te niezałatwione sprawy. To jak to jest?
                          • joanna35 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 17:11
                            Nic nie podnoszę, natomiast odnoszę się do wybiórczego czytania postów, bo staram się przyjmować słowa tully(i każdej innej opisującej swój problem na forum) dosłownie. Nie ustawiam się w pozycji osoby , która wie lepiej jak wygląda związek obcej osoby. Czy zawsze jedynym powodem bycia z kimś naście lat jest miłość?
                            • nabakier Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 18:18
                              > Czy zawsze jedynym powodem bycia z kimś naście lat jest miłoś
                              Wtedy to już jest diagnoza.
                              • sonia_siemionowna Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 19:34
                                Równie dobrze pytanie, czy powodem bycia z kimś przez naście lat jest zawsze miłość można zadać Tully. Przecież to ona napisała, że rozważa odejście, jeśli nic się nie zmieni. Partner znosił jej chorobę znacznie dłużej, niż ona jego.

                                Sama choruję na depresję, więc pozwolę sobie napisać, co usłyszałam od pewnej mądrej osoby - depresja też może być ucieczką przed załatwianiem Ważnych Spraw i przed konfrontacją z nimi.
                                • joanna35 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 20:00
                                  Ok. tylko ona się leczy on nie chce i o to w tym wątki, moim skromnym zdaniem, chodzi. Czy gdyby autorem wątku był mężczyzna też byłybyście tak surowe w swoim sądzie?
                                  • nabakier Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 20:15
                                    Ale w czym jesteśmy surowe? W tym, że widzimy, że tu coś nie gra? Czy nie o to chodzi, by o tym rozmawiać?
                                    • joanna35 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 20:26
                                      nabakier napisała:
                                      >W tym, że widzimy, że tu coś nie gra?
                                      Może, ale tematem wątku nie jest małżeństwo tully tylko niepokojące zachowanie jej partnera i to jak zmobilizować go do przejęcia odpowiedzialności za własne zdrowie. Przecież to nie jest tak, ze tully go, brzydko mówiąc, olała - pisała, że próbowała z nim rozmawiać .

                                      Czy nie o to
                                      > chodzi, by o tym rozmawiać?
                                      Ale o czym? Naprawdę w obliczu opisanego tu zachowania partnera najistostniejsza jest analiza ich małżeństwa?
                                      • joanna35 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 20:31
                                        Być może ja tu czegoś nie rozumiem, wcale nie twierdzę, że tak nie jest, więc proszę napiszcie co chcecie uzyskać w wyniku tej rozmowy. Ja nie wiem co ona moglaby innego zrobić - poza rozmową z partnerem na temat niepokojących ją objawów, ale to już było...
                                    • sonia_siemionowna Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 21:54
                                      Moim zdaniem surowe to jest podejście, w którym się nawet partnerowi nie kupi żeń-szenia, bo nie. Mimo, że ów partner przez naście lat znosił naszą chorobę.

                                      • annb Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 22:04
                                        mam pytanie
                                        jak sobie nogę złamiesz, to kupujesz wapno aby kość się szybciej zrosla? czy tez jednak udajesz się do specjalisty aby kość nastawil , w gips wsadzil ewentualnie ześrubowal?
                                        Kupowanie żeńszenia nic nie da
                                        Tutaj jest problem w tym, aby pan ruszyl swoje cztery litery i udal się po pomoc/diagnozę/diagnostykę do specjalisty

                                        Pan się udać nie chce bo tak
                                        Tully imho zrobic nic ponad prośby nie moze
                                        • sonia_siemionowna Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 22:08
                                          annb napisała:

                                          > mam pytanie
                                          > jak sobie nogę złamiesz, to kupujesz wapno aby kość się szybciej zrosla? czy te
                                          > z jednak udajesz się do specjalisty aby kość nastawil , w gips wsadzil ewentual
                                          > nie ześrubowal?
                                          > Kupowanie żeńszenia nic nie da

                                          Przeczytaj może cały wątek to się dowiesz, do czego nawiązałam.


                                          • annb Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 22:13
                                            żeńszeń jako metafora niewiadomoczego
                                            całkiem ładna
                                            w sumie
                                            leczymy guza mozgu albo alzhaimera żenszeniem
                                            fajnie
                                            zła tully zła bo żeńszenia nie kupi

                      • kropeczka455 Re: Co sie z nim dzieje? 02.02.13, 22:11
                        Cwierc wieku leczona depresji?
      • tully.makker Re: Co sie z nim dzieje? 04.02.13, 10:28
        Jak to jest, że kochający dotychczas partne
        > r nagle zaczyna ci zarzucać złą wolę? Twoja troska o niego wywołuje u niego ata
        > ki wrogości. Ciekawa jestem, czy to także jest symptom jakiś toczących się zmia
        > n neurologicznych, czy raczej rys charakteru twojego partnera.

        na pewno jest tak, ze czesciowo zachownaia prezentowane tutaj wynikaja z cech osobowosci. facet jest troche paranoikiem ( wszyscy chca mnie wy... a ja i tak dam sobie rade zupelnie sam) troche mizoginem (nie bedzie mi baba mowic, co mam robic), troche cierpi na zaburzenie opozycyjno-buntownicze (kazdy chce dla mnie zle, wiec jak mi mowi, co mam robic, to na wszelki wypadek zrobie odwrotnie).

        Do tego dochodzi to, ze jak pisalam w pierszym poscie, na poczatku uwazalam, ze zapominalstwo jest olewaniem spraw rodziny i dawalam mu to odczuc w sposob niemily, wiec wyrobil w sobie podejscie " najpierw robilas ze mnie waiata w domu, a teraz chcesz robic ze mnie wariata przed lakarzami"

        Wszystkie wymienione wyzej czynniki nie wplywaja dodatnio na mozliwosc przekonania go, ze cos z nim nie tak i ze warto sie troche tym zainteresowac.
    • tully.makker Dlaczego? 04.02.13, 10:20
      Przez weekend nie mialam lapka i dopiero teraz moge wam odpowiedziec. Przede wszystkim chcialam wyjasnic, dlaczego nie chce matkowac mojemu partnerowi, zwlaszcaw w sprawach zdrowotnych.
      Na pcozatku naszego zwiazku bylismy na wyjezdzie ze znajomymi chlopa. On chory na cukrzyce, ona strasznie tym przejeta, pichcila w apartamencie dietetyczne posilki zamiast isc na plaze, a on w tym czasie wymykal sie do miasta, by podjadac rzeczy zabronoione i bardzi sie nam chwalil, jak udaje mu sie zone robic w konia.

      Oboje uznalismy ten spektakl za zenujacy, choc zapewne z roznych przyczyn, hehe. I oboje sie umowilismy, ze w naszym zwiazku nie bedzie takich gowniarskich zachowan.

      A co do zenszenia: ponad rok temu, zmartwiona nawracajacymi chorobami chlopa ( i tym, ze zaraza nimi noworodka, ktory wyladowal 2 razy w szpitalu) kupilam mu multiwitaminy. ktore do dzis stoja nietkniete na lodowce ( ja zazywam witaminy dla matek karmiacych). Pewnie niezadlugo skonczy sie im termin przydatnosci. O nie, przepraszam, wzial ze 2 razy, jak wlasnorecznie wlozylam mu do paszczy.

      Wiec szkoda mi szczerze mowiac wywalac kasy na ten zenszen. czy inny sreńszeń. Znam go na tyle dobrze, ze wiem, ze albo sam uzna cos za wazne i to zrealizuje, albo moge zachrypnac i i tak nic to nie da.
      • verdana Re: Dlaczego? 04.02.13, 10:28
        Fakt, w takiej sytuacji nie warto nic kupować. Ja trochę chłopa rozumiem, też witamin nie biorę, uwazam, zę to raczej bez sensu - chyba, ze człowiekowi cos konkretnego jest.
        Przykład z cukrzycą byłby trafiony, gdyby chłop chorował na coklwiek innego i byłabyś pewna, ze jego zachowanie nie jest objawem choroby. To jest jednak inna sytuacja, bo jeśli facet nie mma z powodu choroby umiejętności dostrzezenia jej i podjęcia decyzji, to nie możesz tego od niego oczekiwać, po prostu.
        • joanna35 Re: Dlaczego? 04.02.13, 13:36
          jeśli facet nie mma z powodu choroby umiejętności dostrzezenia jej
          > i podjęcia decyzji
          Tully , zauważyłabyś , że on wie co się z nim dzieje tylko się boi i stosuje wyparcie/zaprzeczenie?
          Znam kobietę, która zmarła na mięsaka narządów rodnych - od momentu wystąpienia krwawień po menopauzie do śmierci minęło 10 lat. Ona wiedziała, że dzieje się coś niedobrego, dużo czytała, połykała tabletki p/bólowe, ale do lekarza poszła miesiąc przed śmiercią, z powodów gastrycznych, wcześniej wstydziła się badania ginekologicznego.
          • paris-texas-warsaw Re: Dlaczego? 04.02.13, 14:08
            Ciekawe, czy te diagnozy, że mąż jest trochę paranoikiem, trochę ma zaburzeń opozycyjno-buntowniczych (wciąż w wieku 42 lat...) to Twoje diagnozy, czy jego psychiatry... Może przy tej 24 letniej opiece psychiatrycznej sama trochę straciłaś już wyczucie normalności i jeśli, takimi diagnozami raczysz męża też en face, to nie dziwię się, że raczej do lekarza się nie wybierze po Twoich największych apelach.
            Ps. Ciekawe, czy dzieci też zdiagnozowałaś, bo przy takich skumulowanych zaburzeniach rodziców, to chyba nawet guz mózgu ojca nie byłby specjalną tragedią;)
            • tully.makker Re: Dlaczego? 04.02.13, 14:18
              Sredni ma ADHD. Jestesmy w trakcie diagnozy.
            • joanna35 Re: Dlaczego? 04.02.13, 14:34

              Nie trzeba korzystac z pomocy psychiatry, żeby znac charakter/powtarzające się zachowania długoletniego partnera .
              • paris-texas-warsaw Re: Dlaczego? 04.02.13, 14:52
                Jasne, ale zwłaszcza te zaburzenia opozycyjno-buntownicze mnie rozbawiły, jako przykład profesjonalnego języka do pewnie codziennych niezbyt nasilonych (może się mylę...) zachowań dorosłego faceta. To raczej zresztą opis zachowań bardziej jakiegoś dzieciaka. I sobie pomyślałam, że jeśli takim językiem jest raczony ten mąż, to w przypadku faktycznej choroby i potrzeby może być już baaardzo ciężko go zawlec do lekarza, bo przecież miał już tyle poważnych diagnoz w domu i wciąż żyje, zarabia, a nawet rozmnaża się;)
                • tully.makker Re: Dlaczego? 04.02.13, 15:37
                  wciąż żyje, zarabia, a nawet rozmnaża się;)

                  No zyje

                  Z zarabianiem juz gorzej, jak pisalam, ja jestem glowna zywicielka rodziny

                  co do rozmnazania, to litosciwie pomine nedze meskiego wkladu w procesy rozmnazania sie w zestawieniu z biologiczna rola kobiety w tej dziedzinie.

                  I nie, nie racze mojego partnera takimi diagnozami, bo ani to mile dla niego, ani skuteczne - sokratejskie przekonanie, ze wiedziec w czym problem to rozwiazac problem niestey mozna wlozyc miedzy bajki. Byc moze moje widzenie jego osoby jest bledne, ale poki co mam wlasnie takie, gdy przyswoje dane nakazujace zmiane mojego widzenia, to je zapewne zmienie.
                • sonia_siemionowna Re: Dlaczego? 06.02.13, 19:20
                  Myślę, że dla niektórych każda próba drugiej osoby zawalczenia o własną niezależność jest zaburzeniem opozycyjno-buntowniczym ;)

                  • fiamma75 Re: Dlaczego? 06.02.13, 19:34
                    sonia_siemionowna napisała:

                    > Myślę, że dla niektórych każda próba drugiej osoby zawalczenia o własną niezale
                    > żność jest zaburzeniem opozycyjno-buntowniczym ;)
                    >
                    zwłaszcza dla chorych na depresję, którzy mają zaburzoną zdolność postrzegania siebie w relacji z innymi
                    PS. też miałam depresję :-)
                    • joanna35 Re: Dlaczego? 06.02.13, 20:20
                      > zwłaszcza dla chorych na depresję, którzy mają zaburzoną zdolność postrzegania
                      > siebie w relacji z innymi
                      Będę wdzięczna za przybliżenie tego problemu.
      • paris-texas-warsaw Re: Dlaczego? 04.02.13, 14:20
        Dodam jeszcze, że jeśli uważasz za "gó...arskie zachowania" gotowanie dla partnera diabetyka na wakacjach, to chyba musisz bardzo mało wiedzieć o cukrzycy. Ja prawie nigdzie nad morzem (nie mówiąc o punktach gastronomicznych sprzed ćwierć wieku) nie widziałam punktów, gdzie mógłby żywić się człowiek chory na cukrzycę i masę innych poważnych schorzeń. I też nie nazywałabym zachowań tego cukrzyka gó...arskimi, bo dieta cukrzycowa jest bardzo trudna do stałego utrzymywania, wymaga masę wyrzeczeń i poznania masy niuansów dotyczących tak specjalistycznego żywienia. Podejmowanie zasad dotyczących własnego związku na podstawie wyrywkowo obserwowanej bardzo specyficznej sytuacji sprzed ćwierć wieku to jest wg mnie przynajmniej dziecinada.
        • tully.makker Re: Dlaczego? 04.02.13, 14:31
          Opisana sytacja miala miejsce 11 lat temu w Chorwacji. Spokojnie mozma bylo korzystac w restauracjach z diety warzyrno-bialkowej.

          Co do cukrzycy, to niestety mam o niej pewne pojecie, bo po cukrzycy ciazowej w ostaniej ciazy rozwinal sie u mnie stan przedcukrzycowy i jestem de facto na diecie cukrzycowej od ostatniego porodu.Tto juz 17 miesiecy, mialam czas by poczuc bol zwiazany z niemoznoscia zjedzenie tego, na co mam ochote.

          I badz laskawa nie uzywac deprecjonujacych okreslen wobec decyzji jakie dorosli ludzie podejmuja odnosnie zasad panujacych w ich zwiazku. Ani to merytoryczna, ani uprzejme, ani produktywne.
          • paris-texas-warsaw Re: Dlaczego? 04.02.13, 14:47
            A, to przepraszam, myślałam, że Wasz związek trwa też już ok. 20 lat i od razu przyszły mi na myśl te nadbałtyckie knajpki.... Taki błąd rozumowania.
            Ps. Jest taka książka Kurt Tepperwein "Co choroba mówi o tobie?". Nie do końca medyczna, nawet trochę z nurtu "uzdrawiań duchowych" i takich wariactw. Ale dużo w niej fajnych spostrzeżeń. Są tam wymienione różne choroby i ich przyczyny, na takim głębszym emocjonalnym i duchowym poziomie. Również jest odniesienie do cukrzycy, w tym cukrzycy ciężarnych i depresji. Nawet te choroby można uznać wg książki za mające wspólne przyczyny, o ile pamiętam przesłanie. Może kiedyś chciałabyś zajrzeć do niej, to mogłoby Ci pomóc choć troszkę w leczeniu. Taki malutki cytat "Cukrzyca pokazuje, że nie przyjmujesz słodkich stron życia, przyjemności i miłości, ponieważ nie zasługujesz na nie". W takim duchu sporo i o cukrzycy i depresji, przyczynach i sposobach radzenia sobie. Najpierw może wydawać się to nawet głupawe, ale jak się człowiek zastanowi, to sporo daje do myślenia ta książka.
            • tully.makker Re: Dlaczego? 04.02.13, 15:40
              Zajrze do polecanej przez ciebie ksiazki, napisz tylko, czy jest ona oparta na jakis podstawach naukowych, czy to tylko takie zlote przemyslenia psychologiczne? Tzn, nie deprecjonuje zlotych przemyslen, niektore sa bardzo ciekawe, ale jestem dosc zakamieniala racjonalistka.
              • paris-texas-warsaw Re: Dlaczego? 04.02.13, 16:18
                Jeśli jesteś racjonalistką to może ta książka początkowo wydawać się "oszołomiarska", to nie jest pozycja naukowa np. opisująca korelacje między strachem przed seksualnością a alergiami na koty (bo nawet badania trudno zrobić pewnie by było;). Ja do niej co jakiś czas sobie zaglądam. To nie jest taka książka do przeczytania na raz, bo tez wiele spraw budzi opór. Ale ciekawie nawet czasem poczytać o czyichś problemach zdrowotnych i zobaczyć zależność między czyimś życiem a tymi chorobami (to nawet w medycynie "oficjalnej" też często w pełni zrozumiałe podejście).
                Ją ją trochę przez przypadek kupiłam wiele lat temu i zupełnie odłożyłam na bok. Ale jak potem miałam jakieś problemy zdrowotne, to zajrzałam. Dla lekarzy z nurtu medycyny holistycznej itp. to zawarte tam tezy są naturalne (na jakąś wizytę wzięłam ją nawet ze sobą). Chyba teraz zresztą juz w najbardziej "oficjalnych" nurtach nie oddziela się chorób na "fizyczne" i "psychiczne". W książce opisane są problemy np. z otyłością, skąd się biorą, jak z nimi walczyć. I teraz już jak słyszałam nawet jest kierunek studiów psychodietetyka i coraz częściej mówi się o wskazaniach by odchudzanie, jeśli się nie udaje, konsultować z psychoterapeutą, który odkrywa prawdziwe przyczyny, czemu komuś "opłaca" się być grubym, czemu wieczne odchudzanie ma jakiś "sens" w czyimś życiu. Tez fajnie są w książce opisane gradacje symptomów chorobowych - jak organizm daje znać o ty, że jakies problemy sa nie załatwione. Wg autora książki "za każdą chorobą kryje się problem". "Zachorować może nie tylko ciało - choroba ujawnia się również w zawodzie, w związku, w rodzinie, w gospodarce lub postawie religijnej, w rozumie, uczuciu i charakterze. Chorym można być zatem na wielu płaszczyznach, lecz każda choroba zawsze pokazuje, że życie nie może harmonijnie przepływać przez jakiś obszar, że w którymś miejscu powstał niedostatek lub zator".
                Ciekawie tez autor pisze o sensie chorób dziecięcych, że dziecku trzeba pomóc je przejść. O masie różnych chorób tam pisze bardzo ciekawie.
                To też książka o mowie symboli.
                • mruwa9 Re: Dlaczego? 05.02.13, 22:32
                  i z pewnoscia ta ksiazka pooze zdiagnozowac i wyleczyc ewentualne organiczne podloze problemow zdrowotnych meza tully...
                  Jak czytam o "holistycznej medycynie" i mowie symboli, od razu zapala mi sie kontrolka.
                  • paris-texas-warsaw Re: Dlaczego? 06.02.13, 07:13
                    Mruwo, przypomniałam sobie ww. książkę dot. m.in. symboli nie z uwagi na męża Tulli, tylko ją samą, bo pisała i o swoich poważnych chorobach i długotrwałym leczeniu. Jeśli chodzi o męża, to ja radziłam go zwyczajnie poprosić, żeby dla spokoju Tulli się przebadał. Wg mnie to najlepsze, co można zrobić. Tulli może być dla niego tylko „inspiracją”, by się przebadał. A jaka będzie diagnoza, czy trzeba będzie wdrażać leczenie, to już inna sprawa. Tak jak inną sprawą może być, czy gdyby się to okazało poważną chorobą to mąż będzie miał w sobie tyle motywacji i siły by się leczyć. Czy pojawiłby się kolejny wątek, jak go przekonać do leczenia.
                    Mi kontekście dwóch poważnych chorób, z którymi walczy Tulli przyszła akurat na myśl ta książka. Wiele nie pisze Tulli o leczeniu, ale skoro jest pod opieka psychiatry 24 lata, to myślę, że można rozważać każde inne niż dotychczas podejście do problemu, by go w końcu na dobre rozwiązać. Jeśli chodzi o wpływ depresji na cukrzycę, czy obecnie tylko stanu przedcukrzycowego, to jest on ogromny, tak jak i samego podejścia do życia. Na to nie trzeba nawet zajmować się człowiekiem „holistycznie”, wystarczy by wytłumaczył to diabetolog, jeśli rzeczywiście znajdzie trochę więcej czasu niż standardowo i będzie faktycznie chciał wyleczyć „klienta”. Może być tak, że te wszystkie sprawy, które dotyczą życia Tulli, a których bardzo było dużo negatywnych w ostatnim czasie (dwa pobyty w szpitalu malucha, diagnozowanie średniego dziecka, negatywne nastawienie do zarobków męża, martwienie się o ewentualna spłatę kredytu i chorobę męża, nie licząc pewnie masy innych stresów i np. genetycznych obciążeń i trzech ciąż również obciążających trzustkę) przy pewnie osłabionej psychice, na co wskazywać może wieloletnie leczenie depresji, nie sprzyja leczeniu cukrzycy. Tak głęboko w jej życie może nie zagłębiać się diabetolog, ewentualnie odsyłając do psychiatry. Psychiatra może przepisywać swoje tabletki zapewniając, że są bez wpływu na cukrzycę. I tak temat może się toczyć, a leczenie być „zaliczone”. A w cukrzycy ważne jest właśnie „podejście” holistyczne i wzięcie pod uwagę właśnie tej długoletniej depresji, czy epizodów depresyjnych. W depresji radzenie sobie ze stresem jest gorsze. Stres powoduje aktywizację hormonów –antagonistów do insuliny, w stresie z glikogenu tworzona jest glukoza wyrzucana do krwi i organizm narażony jest na dalsze zachwiania i konieczność dalszej nadmiernej pracy osłabionej trzustki. Stąd nawet negatywne nastawienie co do zarobków męża, nieprzejednana postawa życiowa itd. zamiast luzu, seksu i endorfin może powodować dalsze rozregulowanie organizmu i trudną przedłużającą walkę ze stanem przedcukrzycowym. Sama dieta, glukometr, badania hemoglobiny glikowanej i sport nie zawsze może pomóc, gdy jest się w długotrwałym stresie. Dlatego przyszła mi na myśl ta książka, która wg mnie jak napisałam mogłaby troszkę wskazać pewne sprawy. Być może zresztą Tulli o nich doskonale wie.
                    Jeśli zresztą tego typu książki nie trafiają do serca Tulli, to w temacie cukrzycy proponuję „Nowoczesne zasady odżywiania” T. Colin Cambell i Thomas M. Cambell II (syn). Pierwszy z autorów naukowiec amerykański, nonkonformista walczący z przekonaniami panującymi w Ameryce. W książce opisuje jedne z największych badań nad żywieniem na świecie. W ogóle fascynująca książka. Książka z obszerną bibliografią i opisem metodologii badań. M.in. o wpływie odżywiania na choroby cywilizacyjne. Super się czyta, bo są też osobiste odniesienia, opis osobistej historii „żywienia” autora.
                    I jeszcze druga książka, już nie naukowa, ale właśnie o „badaniach naukowych”. :Śmierć skutek uboczny”. O wprowadzaniu leków psychiatrycznych na rynek, a w końcowej części też o „unowocześnianiu” insuliny dla diabetyków (bo i choroby psychiczne i cukrzyca są długotrwałe, więc fantastycznie nadają się do zarabiania na nich przez koncerny farmaceutyczne). O znanych firmach jak Astra Zeneca, o ich sprawach sądowych kończących się utajnionymi ugodami pozasądowymi, o korupcji wśród lekarzy. To może nie książka dla męża Tulli, jeśli ma ten „pierwiastek paranoi”. Ciekawa książka może być nie tylko z uwagi na długotrwałe leczenie Tulli psychiatryczne, ale też obecne diagnozowanie syna Tulli na ADHD. Gdyż rozszerzanie „targetu wiekowego” leków psychiatrycznych i ordynowanie ich przez lekarzy wbrew nawet oficjalnym zaleceniom też jest poruszane w tej książce.
                    Generalnie to wg mnie chorób człowiek w większości jakoś sam „się dorabia” i niestety, ale sam musi się z nimi zmagać. Lekarz może pomóc, ale ogromną mentalną pracę czasem trzeba wykonać samemu. Z wielu zresztą przyczyn.
                  • tully.makker Re: Dlaczego? 06.02.13, 09:45
                    No do mnie tez takie rzecyz nie przemawiaja. mam wielki szacunek do psychologii - ale opartej na rzetelnych badaniach naukowych, tak da sie takie przeprowadzic...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka