19.11.13, 19:32
Z gory przepraszam,ze odpisuje w osobnym watku, a nie w watku ad.,ale to akurat dotyczy Twojej sytuacji nie ad., poza ty tamten watek tak sie rozrosl,ze moglabys przeoczyc moj post.
Jestem swiezo po lekturze nowego numeru "Sensu". Polecam Ci felieton H.Samson.
Zacytuje tylko fragment (przepraszam p.Samson,ale mysle, ze moge,bo miesiecznik jest dostepny publicznie:):
"Kazdy z nas ma swoj wlasny punkt startu, z ktorego rusza w zycie. Z roznymi zasobami,ktore dostal w domu.Bo nikt nie wychodzi z niego z niczym,nawet jesli sie czuje dziewczynka z zapalkami.". I jeszcze:" Warto pamietac o swoim punkcie startu nie po to,zeby sie usprawiedliwiac,ale po to,zeby siebie docenic.I docenic tez swoich rodzicow,ktorzy byli nie tylko rodzicami. Warto zaobaczyc ich jako osoby, ktore takze maja swoja przeszlosc i nawet jesli upadaja, to z ich lekcji mozemy sie uczyc". I:"czy bez inteligencji,ktora dostali w genach daliby sobie rade?" - Moze Sorvino chociaz o tym pomysl?



"To jest miejsce tylko dla mężczyzn i tu zjadamy nasze byki"
Obserwuj wątek
    • pade Re: Sorvina 19.11.13, 19:37
      mogłabyś sobie darować?
      • molly_wither Re: Sorvina 19.11.13, 19:48
        Co?
        pade napisała:

        > mogłabyś sobie darować?
    • t1ffany Re: Sorvina 19.11.13, 19:45
      Ergo: do końca życia mamy nieskończony dług u naszych rodziców bo dali nam geny. Choćby nawet nas bili i gwałcili i tak winniśmy im dozgonną wdzięczność i opiekę.


      Pade ma racje, odpuść.
      • molly_wither Re: Sorvina 19.11.13, 19:49
        Przepraszam,ale watek jest skierowany do Sorviny.
        t1ffany napisała:

        > Ergo: do końca życia mamy nieskończony dług u naszych rodziców bo dali nam geny
        > . Choćby nawet nas bili i gwałcili i tak winniśmy im dozgonną wdzięczność i opi
        > ekę.
        >
        >
        > Pade ma racje, odpuść.
        • t1ffany Re: Sorvina 19.11.13, 19:50
          I niniejszym ogłaszasz zakaz wypowiadania się każdemu kto nie jest Sorviną?
          • molly_wither Re: Sorvina 19.11.13, 19:52
            Nie,to ty kazesz mi sobie odpuscic. Wiec odplacam tym samym:)

            t1ffany napisała:

            > I niniejszym ogłaszasz zakaz wypowiadania się każdemu kto nie jest Sorviną?
            • adorra0 Re: Sorvina 19.11.13, 20:18
              Boli Cię, że Sorvina cieszy się takim uznaniem na forum? Wiesz, jest takie powiedzenie - litość dostaje się za darmo, na zazdrość trzeba sobie ZAPRACOWAĆ. Pomyśl o tym:-)
              • t1ffany Re: Sorvina 19.11.13, 20:23
                Nie wiem czy chodzi o personalny najazd na Sorvinę. IMO raczej o promowanie poglądu że rodzice mogą robić dziecku każdą krzywdę a ono i tak musi o nich dbać.

                W obu przypadkach jednak mogłaby sobie darować.
    • sorvina Re: Sorvina 19.11.13, 20:33
      Czuję się zaszczycona, wątek specjalnie dla mnie.... ;)

      A na serio - obawiam się, że się nie zrozumiemy, bo dla mnie zaakceptowanie rodziców tacy jacy byli w naszym dzieciństwie, docenienie tego co się od nich dostało, (co robię i potrafię, wbrew temu co wydajesz się mi implikować), nie jest jednoznaczne z tolerowaniem ich toksycznych zachowań wobec siebie. Oni też mają wybór i mogą zaakceptować moją wrażliwość, zwykłe ludzkie granice. Tu nie chodzi o przeszłość, ale o stan obecny. Dali mi życie, dali mi kilka fajnych cech, wiele możliwości, wiele fajnych wspomnień oraz cały pakiet traum, braków rozwojowych i paskudnych wzorców. To moją odpowiedzialnością jest się z nimi uporać i myślę, że z większością się uporałam, nie zmienia to jednak faktu, że mama jest ciężko zaburzona, tata nie potrafi radzić sobie bez przemocy i zbudowanie z nimi choć takiej płaszczyzny porozumienia by móc rozmawiać o przysłowiowej dupie Maryni, jest nie możliwe. Okopali się w swoich wzorcach - ok, ich wybór. Szanuję go, nie próbuję już ich zmieniać na siłę, bo oni tego nie chcą. Życzę im wszystkiego najlepszego. I wybieram życie z dala od nich.
      Doskonale wiedzą co jest warunkiem nawiązania kontaktu. Brak stosowania przemocy i manipulacji to naprawdę nie są przesadzone wymagania.

      Natomiast rozumiem, że masz inne wartości i dla ciebie czy rodzice biją i gnoją, wszystko im się należy bezwarunkowo. Alice Miller nazywa takie podejście efektem toksycznej pedagogiki stosowanej przez rodziców. Masz jednak prawo mieć takie normy i wartości, skoro jednak są dla ciebie tak cenne, że nie chcesz ich zmieniać, to czemu cię tak drażni, że ja wybrałam inaczej? To moje życie i ja ponoszę konsekwencje moich wyborów.
      • sebalda Re: Sorvina 20.11.13, 12:14
        Jestem całym sercem za tym, żeby szanować i kochać rodziców. Sama straciłam mamę wcześnie i ciągle mieszka we mnie żal, że nie zdążyłam okazać jej tyle miłości i troski, jak bym chciała. Mama nie była idealna, ale bardzo wiele dla mnie poświęciła i tak było do końca.
        Sama jestem matką już dorosłych dzieci i z jednej strony mam świadomość, że zaniedbałam bardzo ich dobro (i nadal zaniedbuję), bo nie mogę się (i ich) uwolnić od złego wpływu ich ojca. Jednocześnie też mam wielką nadzieję, że one nie ucierpiały aż tak bardzo, jak by to się mogło stać, gdybym była bezwolną ofiarą i nie chroniła ich przed pewnymi działaniami ojca. A robiłam to, z reguły skutecznie. Mam nadzieję, że nie ocenią mnie zbyt surowo. Miałam i mam z nimi wyjątkowo dobry kontakt, mimo wszystko. Zawsze traktowałam je po partnersku (w sensie szacunku dla nich, liczenia się z ich uczuciami i potrzebami). Ale to wszystko może się okazac za mało, one mnie mogą kiedyś chcieć rozliczyć z dzieciństwa. Serce mi pęka na myśl o tym, ale wiem, że jakoś będą miały do tego prawo, nie obarczę ich za to, nie obrażę się. Umiem ocenić swoje zaniedbania i słabości. Czy mam prawo się ich wypierać, bo serce będzie mi krwawić? Muszę ponosić odpowiedzialność za swoje wybory, bo na tym polega dorosłość i człowieczeństwo.
        Niestety większość rodziców tego nie rozumie. Czy usprawiedliwia ich niewiedza, słabe wykształcenie, złe wzorce z domu? Jeśli dziecko wyraźnie i jasno tłumaczy, co je boli, a rodzice tego nie przyjmują, jaki jest jeszcze sposób, by zrozumieli, że muszą zmienić postępowanie, muszą przestać krzywdzić dziecko? Nie sądzę, żeby Sorvina nie podjęła trudu uświadomienia rodzicom tego, co robią źle i jak ją krzywdzą, nie wskazała im źródeł. Nie przyjęli tego, co ona ma jeszcze zrobić? Dać się niszczyć? Bo to jej obowiązek? Kto na tym zyska? Bo tak trzeba? Ile razy można nadstawiać ten policzek?
        Nawet w Biblii jest zdanie, które nakłada nie tylko na dzieci obowiązki: "Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha". Dzieci mają być posłuszne rodzicom, ale niech mają na to szansę, i wzajemnie, same też muszą być szanowane, nie rozdrażniane. Tak uważam.
        Znowu się rozpisałam:/
        • sorvina Re: Sorvina 20.11.13, 12:43
          sebalda napisała:

          > Niestety większość rodziców tego nie rozumie. Czy usprawiedliwia ich niewiedza,
          > słabe wykształcenie, złe wzorce z domu? Jeśli dziecko wyraźnie i jasno tłumacz
          > y, co je boli, a rodzice tego nie przyjmują, jaki jest jeszcze sposób, by zrozu
          > mieli, że muszą zmienić postępowanie, muszą przestać krzywdzić dziecko? Nie sąd
          > zę, żeby Sorvina nie podjęła trudu uświadomienia rodzicom tego, co robią źle i
          > jak ją krzywdzą, nie wskazała im źródeł. Nie przyjęli tego, co ona ma jeszcze z
          > robić? Dać się niszczyć? Bo to jej obowiązek? Kto na tym zyska? Bo tak trzeba?
          > Ile razy można nadstawiać ten policzek?

          Moja mama na każde "mamo boli mnie gdy robisz/mówisz to i to" reagowała furią - "jak możesz mnie oskarżać!". Oficjalna wersja była tak, że jest cudowną matką i ucieleśnieniem niewinności, więc nie może robić niczego złego, więc jakim prawem zwracam jej uwagę. A wszelkie próby asertywnego stawiania granic, tylko ją wkurzały jeszcze bardziej, odbierając jej uprawnienia i wygody, które uważała, że jej się należą. Tata bardziej manipulował, że przecież on czegoś takiego nie powiedział, pewnie się przesłyszałam itp. efekt podobny - zero zmiany z ich strony.
          A ja, przez lata silnie współuzależniona, wierzyłam, że wszystko przez to, że NIE DOŚĆ DOBRZE im wytłumaczyłam jak mnie ich zachowanie radzi. Że gdybym ujęła to odpowiednio mądrze, to oni by zrozumieli. Że gdybym ich uszczęśliwiła, to oni byliby w stanie mnie pokochać i dobrze traktować. I przez szereg lat tłumaczyłam, podsyłałam książki, namiary na terapeutów itp. Dopiero z czasem i własną terapią, zrozumiałam, że gdyby chcieli i byli w stanie ze względu na własne wzorce, to by zrozumieli albo sami na własną rękę szukali zrozumienia. W końcu zaakceptowałam, że oni nie chcą się zmienić, że oczekiwanie od nich miłości i akceptacji to absurd, bo nawet elementarna empatia jest im obca i nie nauczę ich jej. Wolą stracić ze mną kontakt, niż zakwestionować swój wizerunek i zmierzyć się z przykrymi dla siebie tematami.
          Odchodziłam na razy, stawiając kolejne granice i wyciągając konsekwencje, zrywając kontakt wpierw na kilka tygodni, potem dłużej, dając czas do namysłu, zaczęcia jakiejś zmiany.
          Były tylko pretensje, że jak mogę im to robić. W końcu więc zerwałam kontakty ostatecznie.

          Owszem, z czasem ja uzupełniłam swoje braki rozwojowe i już nie potrzebuję od nich miłości i akceptacji i teraz byłoby mi łatwiej olewać pewne ich zachowania. Jednak im bardziej szanuję siebie, swoje uczucia i potrzeby, tym mniej jest we mnie chęci by pozwalać innym robić sobie dobrze moim kosztem. Nie uważam, by pewne rzeczy im się należały bezwarunkowo, w momencie gdy oni nawet nie chcą zmienić swojego zachowania na tyle by nie było dla mnie przykre.

          Sebaldo, gdybym ja widziała, że rodzice się starają, może nieumiejętnie, może z różnym efektem, ale jest w nich dobra wola, to by to wszystko naprawdę wyglądało inaczej. Dziecku kocha, więc wybaczy rodzicowi słabość (może nie od razu, ale łatwiej się z tym uporać) i da kolejną szansę, ale złej woli, całkowitego lekceważenia, wykorzystywania do zaspokajania swoich potrzeb - to można wybaczyć, ale nie tolerować. Gdy brakuje dobrej woli, nie ma zaufania, wszystko co dobre wypala się. Jeśli rodzic, jest największym wrogiem, najmniej życzliwą nam osobą, to z tego kontaktu NIC dobrego nie będzie. On i tak będzie nieszczęśliwy, pełen jadu, a nas osłabi, zrani.
          • sebalda Re: Sorvina 20.11.13, 13:29
            Sorvino, gdy czytam o Twoich rodzicach, jakbym czytała o swoim mężu. On jest dokładnie taki sam. Toczka w toczkę.
            Straszne dla mnie jest to, że ja podobnie na niego reagowałam jak Ty na swoich rodziców. Też ta wiara, że kiedyś znajdę słowa, które on zrozumie, że znajdę sposób, by on przestał mnie krzywdzić. To wynik tego, że nie miałam ojca (miałam, ale nie dla mnie), że on mi go w jakiś sposób zastąpił, historia stara jak świat.
            Niestety bardzo późno do tego doszłam. Kolejne lata zabrało mi dojście do etapu pogodzenia się z tym, że nie ma rzeczy, która by pomogła. Wyzwolenie się z myślenia, że sakrament małżeństwa, przysięga przed Bogiem (a to jest dla mnie ważne) też nie było łatwe.
            To nie ma znaczenia, czy to jest rodzic, czy mąż, z którym się przeżyło tak wielką część życia, w każdym tak beznadziejnym, opornym, nieuleczalnym przypadku tylko całkowite odcięcie się może uratować naszą psychikę, w sumie i duszę, jeśli ktoś w nią wierzy.
            Tylko gdy tkwiło się w czymś tyle lat, gdy człowiek jest już bardzo osłabiony, jest w pewnym wieku, strasznie ciężko jest się wyzwolić:( Ode mnie to wymaga heroicznego wysiłku i tu jest największy problem.
            Ciągle nie mogę się zebrać, by do Ciebie napisać, ale zrobię to na pewno.
            Pozdrawiam:)
          • molly_wither Re: Sorvina 20.11.13, 17:45
            A nie przyszlo ci do glowy,ze twoja matka jest typem czlowieka ktoremu trudno przyznac sie do bledow? Pozostaje tylko,abys jej wygarnela "po cos mnei urodzila!".
            Ja jestem dzieckiem niechcianym i nieplanowanym, matka mi powiedziala,ze mnie nie chciala w czasie ciazy. Urodzilam sie z ciezka nerwica i co teraz? Mam ja zgnoic,zabic, wyrzec sie,kiedy jest dla mnie dobra i okazuje na swoj sposob,ze mnie kocha (choc nigdy tego nie uslyszalam i nie uslysze, bo wiem,ze ona nie potrafi tego powiedziec, a ja nauczylam sie wypowiadac to slowa od innych,ew z ksiazek). Naprawde,sprobuj byc CZLOWIEKIEM. Pokaz jej,jaka jestes wielka.
            • sorvina Re: Sorvina 20.11.13, 18:27
              molly_wither
              Widzę, że bez względu na to co Ci odpiszę, implikujesz mi jakieś postawy i podejście, którego w sobie nie mam, atakujesz mnie personalnie, przez co nie mam ochoty dalej wyjaśniać różnic w naszych sytuacjach i powodów moich decyzji. Zarzucasz coś i nie dostrzegasz, że sama to robisz.

              Ja wiem czemu wybrałam to co wybrałam i że zrobiłam wszystko co byłam w stanie zrobić bez utraty szacunku do samej siebie, by kontakt z rodzicami utrzymać. Mnie to nie męczy, choć cała sytuacja smuci. Zaakceptowałam rzeczywistość. Ale Ciebie chyba Twoja decyzja męczy bardzo. Zastanów się dlaczego.

              Nie czuję potrzeby ani ochoty udowadniać Ci jaką mam praktykę. W sumie szkoda, że nie masz racji, bo czytanie książek nie boli, a pewne doświadczenia owszem. Natomiast różni nas podejście do nich - dla mnie cenne jest wyjście z jakiejś sytuacji, a nie tkwienie w niej w nieskończoność. Dla Ciebie cnotą są zachowania, z których ja świadomie zrezygnowałam. I nie nakłonisz mnie do zmiany zdania przez ataki na mnie. Bo piszesz o miłości i szacunku jako twoich wartościach realizowanych wobec matki, a nie widać ich zupełnie w Twoim zachowaniu wobec mnie, więc podejrzewam, że rzeczywiste powody i emocje są inne. Jest próba zmuszenia mnie bym przyjęła taką samą postawę i zachowania - może dzięki temu Tobie będzie łatwiej - nikt nie będzie drażnił Cię kwestionując swoim życie, wybory, których Ty dokonałaś. Wybacz, zostanę przy swoich decyzjach i postawach, jak na nie reagujesz to Twój wybór.
              • molly_wither Re: Sorvina 23.11.13, 14:06
                Chyba dlatego,ze niewazne jest,co ja mysle, tylko to,jak ktos inny sie z tym czuje.
                Nie musisz odpowiadac,jesli czujesz sie zaatakowana. Zrozumiem to:)
                sorvina napisała:


                > Nie czuję potrzeby ani ochoty udowadniać Ci jaką mam praktykę. W sumie szkoda,
                > że nie masz racji, bo czytanie książek nie boli, a pewne doświadczenia owszem.
                > Natomiast różni nas podejście do nich - dla mnie cenne jest wyjście z jakiejś s
                > ytuacji, a nie tkwienie w niej w nieskończoność. Dla Ciebie cnotą są zachowania
                > , z których ja świadomie zrezygnowałam. I nie nakłonisz mnie do zmiany zdania p
                > rzez ataki na mnie. Bo piszesz o miłości i szacunku jako twoich wartościach rea
                > lizowanych wobec matki, a nie widać ich zupełnie w Twoim zachowaniu wobec mnie,
                > więc podejrzewam, że rzeczywiste powody i emocje są inne. Jest próba zmuszenia
                > mnie bym przyjęła taką samą postawę i zachowania - może dzięki temu Tobie będz
                > ie łatwiej - nikt nie będzie drażnił Cię kwestionując swoim życie, wybory, któr
                > ych Ty dokonałaś. Wybacz, zostanę przy swoich decyzjach i postawach, jak na nie
                > reagujesz to Twój wybór.
                >
        • molly_wither Re: Sorvina 20.11.13, 17:41
          Wlasnie o to chodzi,aby dorosle dzieci potrafily zrozumiec zachowania rodzicow i nie karaly ich zerwaniem wiezi i obwinianiem za nieudane dziecinstwo. Dlaczego jest tak,ze mamy emaptie dla obcych ludzi i zwierzat , a nie mamy jej dla najblizszych!
          • morekac Re: Sorvina 20.11.13, 20:01
            i,aby dorosle dzieci potrafily zrozumiec zachowania rodzicow
            > i nie karaly ich zerwaniem wiezi i obwinianiem za nieudane dziecinstwo
            Przede wszystkim mam wrażenie, że Sorvina
            1. nie karze rodziców, tylko broni siebie
            2. a zerwanie czy ograniczenie kontaktów jest wynikiem nie jakiś zamierzchłych win, tylko jak najbardziej aktualnego zachowania.

            Dlaczeg
            > o jest tak,ze mamy emaptie dla obcych ludzi i zwierzat , a nie mamy jej dla naj
            > blizszych!
            Bo może nas nie krzywdzą i łatwiej jest wymóc na nich przyzwoite traktowanie nas samych? Dla obcych krzywdzących nas ludzi nie musimy być mili, możemy nie utrzymywać z nimi kontaktu - dlaczego wobec rodziców czy innych najbliższych musimy? Potrafisz odpowiedzieć na to jedno pytanie? I wybacz, siebie też trzeba kochać.
            Znasz rodziców Sorviny, że możesz stwierdzić, że robi straszny błąd?
            To, że ktoś ma dziecko, nie oznacza, że automatu staje się lepszym czy mądrzejszym człowiekiem i nadaje się na rodzica.
      • lubie.misie Re: Sorvina 20.11.13, 12:53
        brawo Sorvina... Dokładnie tak samo myślę i aż się zalogowałam (co robię bardzo rzadko), żeby o tym napisać. Z wielką przyjemnością czytam Twoje wypowiedzi, pozdrawiam :)
        • sorvina Re: Sorvina 20.11.13, 14:02
          Dziękuję :)
      • molly_wither Re: Sorvina 20.11.13, 17:37
        Ty masz swoja teorie na ten temat, ja swoja. Nie bede walczyc, czyja lepsza.
        Jakie masz uprawnienia,aby diagnozowac wlasna matke? Chcialabys byc tak zdiagnozowana przez wlasne dziecko? Mysle,ze jestes osoba bardzo niedojrzala i niewiele w zyciu przeszlas.
        Dluga droga przed Toba, chyba,ze wcale nie amsz zamiaru nia podązac.
        Ps. Do pozostalych mi imputujacych (jesli juz mamy sie popisywac slownictwem) - nikomu nie mialam zamiaru "dopiec" i nikomu niczego nie zazdroszcze (bo czego mozna zazdroscic w wirtualnym swiecie, chyba tylko nadmiaru wolnego czasu na pisanie), wyjasnilam to juz na wstepie.
        • notting_hill Re: Sorvina 20.11.13, 17:45
          No to co Cię obchodzi jakaś wirtualna sorvina z jej problemami, tak że aż osobny wątek musiałaś założyć, żeby się wypowiedzieć w tonie wyższości?
          Rusza nas to, co nas boli. Tak jak Ci to właśnie tutaj odpowiedziano.
          • molly_wither Re: Sorvina 20.11.13, 17:47
            W tonie wyzszosci? Cos ci sie pomylilo. I nie badz taka zlosliwa.

            notting_hill napisała:

            > No to co Cię obchodzi jakaś wirtualna sorvina z jej problemami, tak że aż osobn
            > y wątek musiałaś założyć, żeby się wypowiedzieć w tonie wyższości?
            > Rusza nas to, co nas boli. Tak jak Ci to właśnie tutaj odpowiedziano.
            • adorra0 Re: Sorvina 20.11.13, 18:07
              Molly musisz być bardzo nieszczęśliwą osobą. Każdy post wykierowany w stronę sorviny ma na celu zdyskredytowanie wartości jej wiedzy w oczach forum. Naprawdę nie widzisz jakie to jest żałosne? Sorvina ma wiedzę o jakiej my obie razem wzięte możemy pomarzyć - przynajmniej w tym momencie;-) Dziewczyna pracuje nad soba od lat, od lat zdobywa wiedzę o sobie w ujęciu psychologicznym, a przy tym jej posty są pełne szacunku dla rozmówcy. Spokojnie możemy się od niej uczyc, a możemy się od niej wiele nauczyć. Głupotą byłoby nie skorzystac.
              • molly_wither Re: Sorvina 20.11.13, 18:12
                Sorvina ma wiedze,a ja praktyke.
                Chce naklonic Sorvine do uzycia tej "wiedzy" w lepszym celu niz radzenie obcym na forum.
                I bardzo prosze- bez osobistych "wycieczek". O ile zdazylam sie zorientowac tu pisza sami nieszczesliwi,a przynajmniej z powaznymi zyciowymi problemami? A moze sie myle? Wyprowadz mnie z bledu:)

                adorra0 napisał(a):

                > Molly musisz być bardzo nieszczęśliwą osobą. Każdy post wykierowany w stronę so
                > rviny ma na celu zdyskredytowanie wartości jej wiedzy w oczach forum. Naprawdę
                > nie widzisz jakie to jest żałosne? Sorvina ma wiedzę o jakiej my obie razem wzi
                > ęte możemy pomarzyć - przynajmniej w tym momencie;-) Dziewczyna pracuje nad sob
                > a od lat, od lat zdobywa wiedzę o sobie w ujęciu psychologicznym, a przy tym je
                > j posty są pełne szacunku dla rozmówcy. Spokojnie możemy się od niej uczyc, a m
                > ożemy się od niej wiele nauczyć. Głupotą byłoby nie skorzystac.
                • adorra0 Re: Sorvina 20.11.13, 18:18
                  TY, ha, ha, ha TY mnie pouczasz, zebym nie robiła osoistych wycieczek? A czym jest Twoje czepianie się relacji rodzinnych u sorviny? Ty czytasz swoje posty? Może podzielisz się z nami swoim doświadczeniem, tylko podaj wreszcie jakieś konkrety.
                  • sebalda Re: Sorvina 20.11.13, 20:07
                    To niesamowite, jak różnie można coś odbierać. I zawsze ten odbiór jest skrzywiony naszym postrzeganiem spraw i ludzi poprzez własne przykre doświadczenia, traumy, lęki, głębokie zranienia, ale też wyrzuty sumienia.
                    Molly, napisałaś tak: "Mam ja zgnoic,zabic, wyrzec sie,kiedy jest dla mnie dobra i okazuje na swoj sposob,ze mnie kocha". Czy Ty naprawdę nie widzisz, że to w ogóle nie dotyczy Sorviny? Po pierwsze Sorvina nie gnoi rodziców w żaden sposób, po drugie jej rodzice nie okazują miłości na żaden sposób. Okazują jej wyłącznie złość, świadomie ją niszczą, ewidentnie krzywdzą. Powiedzenie dziecku, że było niechciane może być złośliwością, skrajną głupotą, brakiem elementarnego wyczucia, brakiem umiejętności wyobrażenia sobie, co czuje druga osoba, może być też jakimś krzykiem w chwili skrajnego gniewu i bezsilności. Większość z nas pewnie kiedyś słyszała od matki w kłótni, że żmiję wyhodowała na własnej piersi. Tak jak jestem za tym, by liczyć się ze słowami, tak czasami uważam, że można sobie odpuścić hodowanie żalu za jakieś słowa powiedziane w wielkim gniewie. A w Tobie te słowa matki najwyraźniej tkwią jak cierń i z jakiegoś powodu zamiast je zapomnieć, hodujesz w sobie żal, a jednocześnie upajasz się swoim (pozornym, udawanym, uważam) dobrym stosunkiem do mamy. A taka udawana dobroć jest gorsza niż otwarte zerwanie stosunków, gdy rodzic z premedytacją, latami, bez końca krzywdzi. Wybaczyć można incydentalne krzywdzenie, ale nie niszczenie latami i bez szansy na poprawę.
                    Projektujesz swoje problemy na Sorvinę, robisz to napastliwie, bez cienia zrozumienia, bezpardonowo. A przy tym innych pouczasz, że Cię oceniają czy krytykują. To nie jest ok. Spróbuj to może przemyśleć.
                    • molly_wither Re: Sorvina 23.11.13, 14:14
                      A skad ty wiesz,jak okazuja milosc rodzice Sorviny? Moim zdaniem Sorvina "gnoi ich" sposobem, w jaki ich traktuje. Znasz tylko punkt widzenia Sorviny. Czy tak ciezko to zauwazyc? Uwazam Sebaldo,ze masz rozne spojrzenia na ten sam problem, Zycze wiecej zasad.

                      iegoś powodu zamiast
                      > je zapomnieć, hodujesz w sobie żal, a jednocześnie upajasz się swoim (pozornym
                      > , udawanym, uważam) dobrym stosunkiem do mamy.

                      Oszczedz sobie obrazania mnie.

                      > . To nie jest ok. Spróbuj to może przemyśleć.

                      He he .Dobre. Sama sobie przemysl swoje uwagi.
                      • sebalda Re: Sorvina 23.11.13, 15:11
                        Molly, absolutnie nie chciałam Cię obrażać, może to były źle dobrane słowa. Jeśli się poczułaś obrażona, przepraszam.
                        Mnie nie chodziło o to, że udajesz dobroć wobec mamy, ale o to, że jej dobre traktowanie nie wypływa z bliskości, a bardziej z obowiązku. Jest nie do końca szczere, tak wynikało z Twojej relacji, ja sobie tego nie wymyśliłam (choć może coś źle zrozumiałam).
                        I to nie jest nic złego. Wiele osób czuje się w obowiązku troszczyć się o rodzica, który w dzieciństwie nie był doskonaly, który nie okazywał miłości i często źle traktował. Można i z reguły trzeba być wyrozumiałym dla rodziców, ktorzy z jakichś powodów (wzorce, inny styl wychowawczy, nieświadomość) byli ułomni w swoim rodzicielstwie. Dziś są starzy, wymagają naszej opieki, ich złośliwość złagodniała, stępiła się. I ja to rozumiem i popieram, sama pewnie tak bym traktowała mamę, gdyby żyła, z wyrozumiałością.
                        Ale u Sorviny (nie mam powodu, by jej nie wierzyć) jest kompletnie inna sytuacja. Ona NADAL jest krzywdzona przez rodziców. Mocno i boleśnie. Pisała, jak długo starała się dotrzeć do rodziców, uświadomić im, jak ją ranią. Dawała wiele szans, by się zmienili. Ale oni uznali, że nie muszą się zmieniać, nie widzą swojej winy (Boże, jak ja to dobrze znam). Jak można i po co, dawać się w nieskonczoność niszczyć???
                        Ja też jestem starej daty, też we mnie głęboko jest idea wybaczenia rodzicowi, choćby i rozum postradał, ale uważam, że zdarzają się przypadki tak skrajnie toksyczne, że dla wszystkich lepsze jest unikanie się, niż spotykanie na siłę tylko po to, by cierpieć.
                  • molly_wither Re: Sorvina 23.11.13, 14:08
                    Chcialabys.Niestety, nie spowiadam sie obcym w necie i w kosciele:)

                    adorra0 napisał(a):

                    > TY, ha, ha, ha TY mnie pouczasz, zebym nie robiła osoistych wycieczek? A czym
                    > jest Twoje czepianie się relacji rodzinnych u sorviny? Ty czytasz swoje posty?
                    > Może podzielisz się z nami swoim doświadczeniem, tylko podaj wreszcie jakieś k
                    > onkrety.
                    • paris-texas-warsaw Re: Sorvina 24.11.13, 00:25
                      Sorvino, odpisuję Ci tutaj, bo może jak znajdziesz czas, to tu pierwej zajrzysz:) Dzięki za to naprowadzenie z narcyzów na histrioników. Narcyzi sa chyba tacy bardziej "zimni", wyrachowani , zabiją jak zranisz - jak rozumiem. W histroniku nie ma tyle nienawiści. To jest to, teraz to widze doskonale. Jakiś czas temu o tym czytałam, też się zastanawiałam, ale wtedy nie widziałam tego tak jasno, nie czytałam dalej, bo brakowało mi takiego potwierdzenia. Wcześniej z kimś szukałam może border (to jednak nie to, jako domorośli psycholodzy ustaliliśmy;)), może cos tam. Brakowało nam takiego naprowadzenia. Też psychoinfantylizm, łamanie intymności innych przez co kontakt staje się męczący. Płytka uczuciowość przy dramatyźmie zachowan. Nagłe konczenie relacji. Uważanie relacji za głębsze niż są w istocie. No wszystko. Też jak narcyzm cieżkie do "wyleczenia". Też związane z lękami i depresją, brakiem wiary w siebie. Lubią jak się na nich skupia uwaga. No zawsze jakbym z dzieciakiem obcowała, dlatego już lepszy wydawał mi się alkoholik;). Jakbys kiedys chciała napisać czym może skutkować dla dziecka wychowywanie przez histrionika to byłabym wdzięczna. Miłej nocy, niedzieli i szybkiego obrobienia się z pracą:)
                      • paris-texas-warsaw Re: Sorvina 24.11.13, 00:30
                        Dodam, że teraz rozumiem, czemu różne terapie wydawały się wprowadzać tylko zamęt, bo czytałam, że takimi zaburzeniami musi się jak przy narcyzach zajmować niezły specjalista. Kiedyś mój mąż powiedział, że widzi, że te różne grupy wsparcia jakby mamę robią silniejszą, ale oddalaja od ludzi. To właśnie jest też tragizm tej sytuacji. Nie wiem, czy to wynika z braku jakiejś samoświadomości, czy rozumienia na czym polega głębsza więź z ludźmi. Ale dzięki w każdym razie.
                    • filetta Re: Sorvina 24.11.13, 09:38
                      molly_wither napisał(a):

                      > Chcialabys.Niestety, nie spowiadam sie obcym w necie i w kosciele:)

                      To co tutaj robisz?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka