"Relacja" w terapii

29.02.16, 21:53
Znowu o tym przeczytałam - tym razem w wątku mani, napisała o niej pade.
Wielokrotnie czytałam o tym, że to właśnie ta relacja między terapeutą a "pacjentem" działa lecząco, że jest konieczna do sukcesu terapii. Że ta relacja jakby zastępuje - albo "prostuje" relację, która w życiu pacjenta była niewłaściwa, albo wręcz jej nie było.
No i nieraz się już nad nią zastanawiałam. Bo ja... nie czuję tej "relacji"...? Nie odnajduję w terapeutce "matki" ani opiekunki, nie czuję, żebym miała z nią specjalną emocjonalną więź,
a zarazem z całą pewnością moja terapia jest skuteczna, terapeutkę lubię i chętnie przychodzę na terapię, także dlatego, że widzę i odczuwam jej dobroczynne skutki.
Właściwie to nie wiem, jak powinnam tę relację odczuwać. Skąd i kiedy wiadomo, że ta relacja została nawiązana? Przecież nie ma żadnych obiektywnych wyznaczników, ale COŚ musi zwiastować, że relacja JEST. Tym bardziej, że tyle się o tym słyszy i czyta.
Co więc znowu robię nie tak? ;)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 22:21
      Są różne rodzaje relacji i stopnie ich przeżywania. Są też różne momenty w terapii. Różni terapeucie różnie wykorzystują relację z pacjentem w swojej pracy
      Dużo też zależy od tego co sam pacjent wnosi do relacji terapeutycznej . Różnie rozkłada się przeniesienie i przeciwprzeniesienie. Bardzo ważny jest sojusz terapeutyczny czyli baza dla pracy. W ramach niego mówi się o terapeucie mój terapeuta czyli się z nim identyfikuje. Ja lubię mówić ze psychoterapia to praca dwóch umysłów. Do tego aby Pano umysł mógl zadziałać inaczej potrzebny jest umysł terapeutki. A to już jest relacja. Czemu Pani mydli, ze cos robi nie tak w terapii ? Czy ten wątek nie jest skądś znany i pojawia się w terapii w odsłonie z terapeutką. Agnieszka Iwaszkiewicz


      • ola_dom Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 22:36
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Czemu Pani mydli, ze cos robi nie tak w terapii ?

        To akurat był trochę żart, odnoszący się głównie do tego, że napisałam, że "nie czuję" więzi, ale też nie wiem, CO I JAK powinnam czuć. A to dlatego, że to wciąż jeden z moich problemów - rozpoznanie uczuć i nazwanie ich.
        • triss_merigold6 Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 22:39
          Dyskomfort i poczucie komfortu chyba rozpoznajesz, prawda?
          • ola_dom Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 22:43
            triss_merigold6 napisała:

            > Dyskomfort i poczucie komfortu chyba rozpoznajesz, prawda?

            Ogólnie tak, ale nie zawsze rozumiem, skąd się wzięło, czyli co należałoby wyeliminować. Oczywiście nie podczas terapii, tu sobie radzę :)
            • triss_merigold6 Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 22:48
              A potrzebne Ci za każdym razem zrozumienie? Tak z czystej ciekawości pytam, bo sama zwykle wiem skąd mi się bierze poczucie dyskomfortu w danym momencie, ale nie staram sie tego szczególnie analizować. Zwykle to proste przyczyny - muszę natychmiast zjeść, napić się kawy, iść spać, wyjść na powietrze, pogadać z kimś.
              • ola_dom Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 22:58
                triss_merigold6 napisała:

                > A potrzebne Ci za każdym razem zrozumienie?

                Tak jak osobie, która ma generalnie problem z rozpoznaniem uczuć - jak to jest naturalne, to nic w tym szczególnego, jak się nie umiało przez większość życia - to trochę jak sprawdzian za każdym razem.
                To nie jest tak, że ja niczego nie rozpoznaję. Sygnały z ciała odróżniam bardzo dobrze, jak mi się zdaje. Ale akurat z więzią mam problem i to nie tylko w tym przypadku, w o wiele ważniejszych także.
                No i to jednak trochę co innego - odczucia i uczucia. Z odczuciami zdaję się nie mieć problemu, mam z uczuciami.
    • triss_merigold6 Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 22:29
      Jeso, błagam. Korzystający z terapii powinien mieć do terapeuty minimum zaufania, wyrazić zgodę na rodzaj pracy, a terapeuta ma być profesjonalistą. Tyle wystarczy.
      To o czym piszesz - że lubisz terapeutkę, odczuwasz pozytywne skutki terapii, pracujesz i chodzisz chętnie wystarczy w zupełności. Miałam tak, kobieta pomogła i wystarczy, jakiejś więzi z nią nie odczuwałam. Wdzięczność za profesjonalizm i kompetencje - owszem.
      Szukanie w terapeucie ojca/matki/innego dorosłego czy opiekuna jest IMO porąbane w wypadku dorosłych ludzi.
      • ola_dom Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 22:41
        triss_merigold6 napisała:

        > Szukanie w terapeucie ojca/matki/innego dorosłego czy opiekuna jest IMO porąbane w
        > wypadku dorosłych ludzi.

        Ja nie szukam, nie przyszłoby mi to nawet do głowy, ale jakiś czas temu przeczytałam kolejny wywiad, zdaje się że z Katarzyną Miller, i tam było dość wprost powiedziane o takiej relacji, jakby w zastępstwie niewydolnej matki. A to nie był pierwszy ani ostatni raz, kiedy się z tym spotkałam.
        Myślę sobie nawet, że gdybym zaczęła dostrzegać w terapeutce kogoś w rodzaju rodzica, to bym uciekła. Odpowiada mi pewien dystans, który jest, a który sprawia, że traktuję terapeutkę trochę jak lekarza - ma autorytet, ale ponieważ to "lekarz", to mogę opowiedzieć o rzeczach, o których nie powiedziałabym nikomu innemu, no na pewno nie matce. O ojcu nie wspominając...
        • triss_merigold6 Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 22:45
          Dystans. Kocham dystans, zwłaszcza ten profesjonalny, wynikający z nieosobistej tylko zawodowej relacji. Pewnie Miller trochę odleciała i tyle. Miła kobieta, ale psychologowie i terapeuci czasem lubią nadawac sobie nadmierne znaczenie i wagę w życiu pacjentów.
          • zuzi.1 Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 23:22
            A to ciekawe, ze kochasz dystans. Może to zaslona dymna przed obawa bliskości:-) Ja natomiast uwielbiam skracanie dystansu, ale bez przegiecia :)
            • triss_merigold6 Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 23:31
              Nie, w tym nie ma nic ciekawego. Mentalnie i społecznie należę do Pólnocy, wolę ludzi opanowanych i powściągliwych, którzy nie skracają dystansu zwłaszcza fizycznego, nie epatują swoimi emocjami i nie chuchają mi w twarz. I lubię jasne relacje - w pracy jesteśmy w pracy, a nie w jednej wielkiej rodzinie czy coś w tym guście, co nie wyklucza okazywania sympatii i bycia miło-uprzejmym na co dzień. Nie mam problemów z okazywaniem bliskości bliskim, ale bez wylewności.
              • zuzi.1 Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 00:22
                A czym jest Twoim zdaniem wylewnosc w stosunku do bliskich, tak konkretnie?
            • yoma Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 16:24
              Triss kocha dystans, albowiem jest skupioną na sobie narcyzką. No widzisz, Triss?
      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 23:26
        "Szukanie w terapeucie ojca/matki/innego dorosłego czy opiekuna jest IMO porąbane w wypadku dorosłych ludzi"

        Może i jest to porąbane, ale występuje. Głównie nieświadomie. Często nie występuje w czystej postaci realnego szukania tych ról, ale szukania ich funkcji. A najczęściej w powieleniu w terapii schematu z relacji z ważnym obiektem rodzicielskim. Często to przeżycie jest wehikułem do tak zwanego korektywnego doświadczenia, które z kolei jest celem terapii. Nie dyskredytowałaby tego przeżycia.
        W pozostałej części tego co pani napisała zgadzam się. Agnieszka iwaszkiewicz
        • triss_merigold6 Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 23:32
          Ok, może występuje. Dla mnie to mocno dziwne, ale nie będę się sprzeczać, różne dziwne rzeczy występują.
        • zuzi.1 Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 00:36
          No dobrze, ale czy do tego aby ten wehikul sie pojawił a wraz z nim doświadczenie korektywne, konieczne jest powielenie świadome czy tez nie w terapii relacji z ważnym obiektem rodzicielskim? Czy wehikul nadjedzie również bez tego powielenia a jedynie w oparciu o terapie i stworzona relacje ter. pomiędzy pacjentem a terapeuta?
          • zuzi.1 Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 00:37
            * schematu z relacji z ważnym obiektem
        • ola_dom Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 10:21
          agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

          > Często nie występuje w czystej postaci realnego szukania tych ról, ale szukania ich funkcji.
          > Często to przeżycie jest wehikułem do tak zwanego korektywnego doświadczenia, które z
          > kolei jest celem terapii.

          I to jest chyba to, o co chodzi. Wczoraj przyszło mi do głowy, że niewykluczone, że w jakimś sensie terapeutka wypełnia dla mnie te role "rodzicielskie", których nie wypełnili moi rodzice - pomyślałam właśnie o dystansie, który mi się w terapii podoba, a którego od dawna brakowało w relacji z mamą (bo przecież koniecznie miałyśmy się kumplować i przyjaźnić), ale teraz myślę także o "objaśnianiu świata", że tak to ujmę, bo lepiej nie potrafię.
          W przeciętnie normalnych rodzinach takie "objaśnianie" pewnie odbywa się poprzez codzienność, niekoniecznie w formie "wykładu". A mi teraz te rozmowy i reakcje mojej terapeutki uświadamiają, co i jak być powinno, choć niekoniecznie było. I może to właśnie o tę korektę chodzi. A przynajmniej w mojej terapii.
          • pade Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 11:07
            "Wczoraj przyszło mi do głowy, że niewykluczone, że w jakimś sensie terapeutka wypełnia dla mnie te role "rodzicielskie", których nie wypełnili moi rodzice - pomyślałam właśnie o dystansie, który mi się w terapii podoba, a którego od dawna brakowało w relacji z mamą (bo przecież koniecznie miałyśmy się kumplować i przyjaźnić), ale teraz myślę także o "objaśnianiu świata", że tak to ujmę, bo lepiej nie potrafię."

            O, własnie:)

            Sądzę, że określenie relacja zostało odczytane dosłownie. A tu przecież nie chodzi o to, ze terapeuta ma udawać mamusię lub tatusia.
    • tankky Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 22:40
      Ja też nie odczuwam jakiejś wyjątkowej więzi między mną, a moim terapeutą. Bardzo go lubię i bardzo mi pomaga. Wspominam o nim w jakiś rozmowach, ale tylko jako o mądrej głowie cytując co mądrego powiedział, ale nigdy nie myślę o nim jako o jakiejś szczególnie ważnej osobie w moim życiu. Terapia bardzo udana.
      • tankky Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 18:58
        Haha wczoraj napisałam to, a dzisiaj w nocy miałam sen erotyczny z terapeutą :D Byłam rano przerażona. Nie jest to mężczyzna w moim typie. Dobrze, że nie chodzę na psychoanalizę. LOL
        • zuzi.1 Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 19:27
          :DDD
    • differentview Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 23:18
      ciesz sie ola, ze Twoja relacja z terapeutka jest wlasnie taka czyli zdystansowana i pozytywnie- neutralna bo np. moj kolega kiedys zakochal sie w swojej terapeutce i do wszystkich jego problemow doszedl jeszcze ten czyli nieszczesliwa i nieodwzajemniona milosc:) musial zrezygnowac z terapii bo zamiast pracowac nad swoimi problemami focusowal sie tylko na tym zeby ja uwiesc;); moim zdaniem Twoja sytuacja jest idealna- lubisz terapeutke, czujesz, ze terapia dziala- czego chciec wiecej?:)
      • zuzi.1 Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 23:25
        Ola sie pewnie boi o to, czy brak wiezi nie stanie na przeszkodzie pelnemu wyleczeniu.
        • differentview Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 23:34
          ale jakiej znow wiezi? przeciez terapia to usluga za kase, nie ma tu raczej miejsca na zadna wieź; a jak wiez sie pojawia to raczej wrozy klopoty bo przeciez z zalozenia taka relacja nie wyjdzie poza gabinet i ani terapeutka nie bedzie matka dla pacjenta ani przyjaciolka ani kochanka
          • triss_merigold6 Re: "Relacja" w terapii 29.02.16, 23:35
            Amen. To usługa, specyficzna i intymna ale usługa.
            • nammkha Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 11:21
              A ja się tutaj nie zgodzę... Dla mnie terapeutka była i będzie kimś więcej niż usługą. To, że za coś płacimy i odbywa się to zgodnie z pewnymi konkretnymi zasadami (zaczyna i musi się skończyć, bez kontynuacji) nie musi odbierać tej relacji głębszego znaczenia. Uważam, że moja terapeutka była jedną z ważniejszych osób w moim życiu jakie poznałam. Obok mamy, taty, siostry, pierwszej miłości, obecnego partnera i rodziny, obecnych przyjaciół, wymieniłabym ją i pomyślałabym o niej przed śmiercią i podziękowałabym, że pojawiła się w moim życiu... Mało tego, jestem przekonana, że dla niej nasza relacja też miała jakieś znaczenie.
              • olikol Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 11:56
                Ale to nie odstaje wiele od relacji z lekarzem kardiochirurga który fachowością i zaangażowaniem uratował życie/zdrowie członkowi rodziny, lub ginekologiem który długim leczeniem i zaangażowaniem uratował życie nierokującego na donoszenie dziecka i był do końca przy nas. Dobrych fachowców którzy się "wstrzelili" w nasze potrzeby życiowe zawsze się pamięta. A terapeutę może bardziej bo operuje na emocjach czyli zapada w pamięć.
        • ola_dom Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 10:13
          zuzi.1 napisała:

          > Ola sie pewnie boi o to, czy brak wiezi nie stanie na przeszkodzie pelnemu wyleczeniu.

          Nie wiem, czy się tego boję, po prostu tyyyle razy czytałam o tej "leczącej więzi", że i nad tym zaczęłam się zastanawiać (skoro akurat wskutek terapii jestem na etapie zastanawiania i badania). A także nad tym, czy gdybym tę więź nawiązała, to może terapia byłaby szybsza. I może faktycznie skuteczniejsza? I zaprowadziłaby mnie jeszcze dalej (dokąd?)? Ale to tylko zastanawianie się, bo zasadniczo nie narzekam w żadnym razie na moją terapię, jej przebieg ani skutki :)
          • apersona Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 10:55
            Więzi są różnego rodzaju bliższe i dalsze, inaczej zachowuje się mamusia małego dziecka, co przytuli, utuli, pocieszy, a inaczej mądry rodzic dorastającego nastolatka.
            Fromm napisał, że strasznie się nudził i męczył prowadząc terapię zdystansowaną, ortodoksyjnie według wymagań Freuda tzn. pacjent siedzi tyłem i opowiada a psychoanalityk tylko słucha ewentualnie z naukowego dystansu interpretuje. To zniknęło gdy naprawdę zaangażował się w rozmowę a pacjentem jak z człowiekiem równym sobie.
          • pade Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 11:09
            A co to dla Ciebie Olu jest ta więź?
            • ola_dom Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 11:26
              pade napisała:

              > A co to dla Ciebie Olu jest ta więź?

              No właśnie nie wiem! Trudno mi opisać coś, czego nie czuję :)
              Ale jak się zastanowiłam, to chyba jakiegoś rodzaju bliskość. A z moją terapeutką raczej bym się nie zakoleżankowała. Choć uważam ją za "moją", więc może to też jakaś tam bliskość? Innego rodzaju?
              Nie wiem, ale już mi ten wątek rozjaśnił główną sprawę, za co Wam i Pani Agnieszce dziękuję.
          • nammkha Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 11:24
            Wiesz Olu, po co tak czytać i analizować wszystko? Czasem mniej znaczy więcej. Skup się na relacji jaką nawiązałaś z żywym człowiekiem, bez oceniania... może właśnie ona jest dla Ciebie wystarczająca. Piszesz przecież, że jesteś zadowolona.
            • ola_dom Re: "Relacja" w terapii 01.03.16, 11:29
              nammkha napisała:

              > Wiesz Olu, po co tak czytać i analizować wszystko? Czasem mniej znaczy więcej.

              Trochę z rozpędu, bo, jak pisałam, jestem na etapie prób zrozumienia i zastanawiania się nad mnóstwem rzeczy.
              Ale to nie znaczy, że do wszystkiego przywiązuję tak samo dużą wagę, niektóre sprawy odchodzą, nie zatrzymują się w mojej głowie, nie roztrząsam ich na siłę. Jak temat do mnie wraca, to się nim zajmuję. A jak nie - to widać nie był ważny.
Pełna wersja