asiek25
11.04.17, 12:22
Czy ktoś z Was zetknął się z osobą, która ma/miała zdiagnozowaną przez psychiatrę hipochondrię? Czy ktoś wie, jak postępować z taką osobą?
Mam podejrzenia, ze dotyczy to mojej mamy. Ma 78 lat i w ostatnich latach ciągle cierpi na jakieś choroby. Cześć tych chorób sama sobie wmawia i diagnozuje, część odczuwa naprawdę. Jest ciągle cierpiąca, nieszczęśliwa, w sumie przestała być aktywna życiowo, bo zawsze coś jej przeszkadza aby cokolwiek zrobić ze swoim życiem. Tym czymś jest złe samopoczucie. Bez przerwy chodzi po lekarzach, robi mnóstwo wyników i badań, które najczęściej są dobre i adekwatne do jej wieku. Więc jak jakieś badania wykluczą jakąś chorobę, to bardzo szybko zaczyna mieć oznaki jakiejś następnej. Więc panika, umawianie wizyt lekarskich, następne badania, które znów nie potwierdzają jej diagnoz.
Jest osobą samotną, z moim ojcem rozwiodła się 25 lat temu i nigdy nie związała już z nikim, ponieważ nikt jej nie odpowiadał. Kiedyś była bardzo aktywna życiowo, miała wiele zajęć, mnóstwo energii. Dziś to wrak człowieka, i to niestety na własne życzenie... Apatyczna, nic jej się nie chce, nic nie robi w życiu poza oglądaniem telewizji i rozwiązywaniem krzyżówek. Kiedyś była piękną kobietą, dziś totalnie o siebie nie dba, chodzi w jakichś starych, czasem nawet podartych ciuchach. Jest totalnie skupiona na sobie, apodyktyczna, nic jej nie można powiedzieć, nic jej w zasadzie nie interesuje, jedyny temat do rozmowy to jej samopoczucie i choroby. Nie znosi innych ludzi, z nikim nie chce utrzymywać żadnych relacji, wszyscy ją denerwują, poza mną, moją siostrą i wnukiem. Najmniejsza pierdoła, jak np.sąsiad który trzasnął drzwiami na klatce schodowej potrafi podnieść jej ciśnienie do 200, które potem trzeba zbijać lekami. Wszystkiego się boi, czasem nawet wyjścia z domu, bo np. dziś wieje i może się przeziębić.
Jak jej zdrowie zaczęło się coraz bardziej pogarszać, to ja i siostra zaczęłyśmy razem z nią chodzić po lekarzach. Zasypywała ich informacjami, jakie ma objawy, nie bardzo chciała słuchać co lekarz ma do powiedzenia, najważniejsze było aby udowodnić lekarzowi, jakie ma objawy. A lekarze coraz częściej mówili, że z jej zdrowiem fizycznym jest wszystko ok, że jej objawy wynikają z psychiki i doradzali wizytę u psychiatry i dobrze dobrane leki na depresję.
Wizyta u psychiatry została umówiona na najbliższy piątek. Idę tam z nią, by lekarzowi opowiedzieć jak funkcjonuje, ponieważ moja mama raczej bojkotuje tę wizytę, twierdząc że jej nie potrzebuje. Ponadto obawiam się też tego, że w dniu wizyty jej psychika zasabotuje i ciśnienie jej skoczy do 200 i z tego powodu nie będzie mogła pójść.
Tłumaczenie jej, że ona sama ma wpływ na swoje życie nic nie daje. Jest tylko płacz, że jej nie rozumiem, ze jak ona ma wyjść z domu do ludzi, skoro się ciągle poci. A jak się nie poci, to ma problem z jelitami. A jak nie z jelitami, to z czymś innym. Wiem, ze jej zachowanie wynika z tego, że tak bardzo potrzebuje uwagi, mojej obecności. Tylko, że ja już nie daję rady psychicznie. Nie da się jej rozweselić, bo każda próba zostanie zbojkotowana udowadnianiem mi, jaka jest schorowana i nieszczęśliwa. O niczym nie da się z nią porozmawiać, bo nic jej nie interesuje, tylko jej choroby i złe samopoczucie. Nie daję rady wysłuchiwać, że dziś ma jakiś wyprysk na ręce i zastanawiać się wspólnie z nią jaka to choroba. Dzwonię do niej codziennie po kilka razy i coraz bardziej jest to dla mnie przykry obowiązek, a nie przyjemność porozmawiania z własną matką.
Coraz bardziej mnie to wszystko wykańcza...