Dodaj do ulubionych

Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego meza.

15.11.06, 13:14
------------------------------------------------------------------------------
--
... dowiedzialam od pani prokurator. Siedzialam i ryczalam w pracy, tusz i
wszystko splynelo mi z twarzy- musialam zaraz isc do lazienki i sie
doprowadzic
do porzadku. Winy nie bylo ani z jednej ani z drugiej strony. Maciek jechal
prawidlowo z odpowiednia dopuszczalna predkoscia. Powod- zla nawierzchnia,
koleiny i go wybilo stracil panowanie nad kierownica. To tak jakby mi ktos
noz w plecy wbil. Przeciez to byla niepotzrebna smierc. Po jego
smierci 2 dni postawili znaki ostrzegawcze i ograniczenie
predkosci do 30 a byla jak do dnia smierci Macka bylo 90 jako ze byl to teren
niezabudowany. Poprawiaja teraz tam tez droge albo juz poprawili. Musial ktos
zginac- zeby sie wzieli za to. Tym bardziej mogli a nawet powinni
zainteresowac sie tym wczesniej bo w tym roku (do czerwca) na tym odcinku
bylo kilk offiar smiertelnych i klkadziesiat rannych. Gdyby byly znaki on by
zwolnil on by zyl. Stracil zycie choc mogl byc teraz ze mna z NAduska. JAk
oni mogli do czegos takiego wogole dopuscic. JAk to mozliwe. Wrzeszczec mi
sie chcialo kiedy to uslyszalam. Ale nic i nikt teraz tego nie
zmieni tego sie nie da odwrocic, cofnac...Tylko dlaczego. Wiecie wszystko mi
stanelo przed oczami- widze Go teraz takiego-jakiego widzialam Go na
zdjeciach ktore widzialam w dokumentacji ktora pokazal mi policjant
prowadzacy Jego sprawe. Cale cialo w ranach i siniakach-okaleczone,
pokiereszowany na twarzy na policzku blizna, krwiak na prawie cale czolo,
kosci pod kolanami ktore przebily mu skore, polamane zebra...jak On biedy moj
kochany MAcius musial cierpiec. Jaki to musial byc bol. I jeszce zyl kilka
minut w tym cierpieniu i napewno wiedzial ze nie ma dla niego ratunku i
powrotu wiedzial napewno ze umiera i ze pozostawia mnie i nadie. JA jestem
pewna ze wtedy myslal o mnie i dziecku. Przeklinam ten dzien w ktorym
zginal. Chce mi sie krzyczec tak strasznie...MAcius wroc do nas wroc bo my
ciebie tak strasznie kochamy i potrzebujemy jak nikogo innego na
swiecie...przeciez to niemozliwe.
Obserwuj wątek
    • iwles Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 15.11.06, 14:36
      Edytka, to straszne, że urzędnicy, policja, sąd itp. widzą tylko "przypadek,
      zdarzenie", a nie konkretną osobę: męża, ojca, syna ....

      przecież ktoś właścicielem tej drogi był, prawda ? Ktoś powienien odpowiedać za
      to, że nie dopilnował .........
      szkoda słów.
      Ściskam Cię Kochana bardzo mocno.
      • edyta.g.25 Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 15.11.06, 20:25
        Tak wlascicielem drogi jest Zarzad Drog. Ale gdybym sie chciala z nimi sadzic-
        to takie sprawy podobno ciagna sie lata to raz, no koszty oczywiscie z tym
        zwiazane i to nie male i nie wiadomo jak sie zakonczy- ma czyja korzysc. Oni
        maja rozne kluczki.
    • zeng Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 15.11.06, 15:31
      przykro mi Edyta, zakończenie sprawy to jakby przypieczętowanie jego odejścia.

      Dzisiaj prokurator powiedział mi, że za parę dni umorzy sprawę, bo nie widzi
      ingerencji osób trzecich... Kolejny Kasus dla niego zakończony. Poczułem ten
      ból traktowania mojej żony jako sprawy urzędowej... Mnie też wróciło wszystko
      przed oczy, powiedziałem, że chcę przeczytać dokumentację ze szpitala,
      powiedział, ze chwilowo jest w drodze na policję, pojechałem więc do szpitala,
      żeby tam ją poczytać. Tam powiedzieli, że Ania przed śmiercią nie wyraziła
      zgody na to, żebym po jej śmierci miał dostęp do jej dokumentacji i jak chcę to
      mogę napisać podanie do dyrektora szpitala... No dziwne, żeby człowiek wiedział
      że za chwilę umrze, był przy tym świadomy i jeszcze pomyślał o tym, żeby
      upoważnić kogoś do wglądu w jego dokumentację po jego śmierci. Debilizm.

      Teraz czeka Cię chyba kilka dni równie trudnych jak te pierwsze... To musi być
      straszne usłyszeć, że nikt nie ponosi winy, po prostu tak się stało, jesteśmy z
      Tobą.

      Ja czuję się z dnia na dzień bardziej sam, wszystkie jej przedmioty coraz
      bardziej są tylko pamiątkami a nie jej przedmiotami.

      Daniel
    • inquisitive Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 15.11.06, 16:23
      Edytko, powiem Ci jedno...prawie 1,5 roku a sprawa mojego meza wciaz nie jest
      zakonczona, a przynajmniej ja nic o tym nie wiem. Jestem strasznie rozczarowana
      praca francuskiej policji. Tak jak mnie potraktowano tam, nikomu nie zycze. Nie
      bede sie teraz rozpisywac na ten temat. Nikt nic nie wie, nikt nic nie
      slyszal...
      Edytko jestem myslami z Toba. Pozdrawiam goraco

      Edyta
    • hafal Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 16.11.06, 10:08
      cześć Edytko:)
      wiesz, mój Czarek też zginął w zderzeniu. z ciężarówką. Wina: prawdopodobnie
      jego, plus deszcz, ślisko, nie jechał za szybko, nie był pod wpływem
      alkoholu...Nie chiałam oglądać zdjęć w prokuraturze i czytać tego
      wszystkiego...Wyobraź sobie, ze miałam potem sprawę w sądzie. Chodziło o to, ze
      wrak samochodu odcholowano na jakiś parking, 50km od Szczecina i ja, żeby nie
      płacić za kolejne dni przetrzymywania tego wraku, sprzedałam go właścicielowi
      tego parkingu za fikcyjne 50 zł. Okazało się potem, ze nie mogę wyrejestrować
      tego samochodu, bo nie mogłam go sprzedać, bo był naszą wspólną własnością.
      Czyli, ze Czarek powinien wyrazić zgodę na sprzedaż (zgroza!!). No i sprawa
      trafiła do sądu, który po roku czasu, wydał wyrok, ze mogłam ostatecznie
      sprzedać nic nie warty wrak (samochód miał 13lat i był zmiażdżony). A sędzina
      nie omieszkała dodać, ze i tak idzie mi na rękę, bo powinna wysłać do mnie do
      domu kuratora, który sprawdziłby, czy sprzedając, działam w interesie dzieci!
      Ale sądy to już osobny rozdział...Jutro miną 2 lata....Ten, kto nie wie, nie
      pomyślałby nawet, ze jestem wdową. Nie ukrywam się z tym, ale też nie afiszuję
      i nie opowiadam. Tamta sprawa jest zamknięta. Pozostała pamięć i moje INNE
      życie.
      Pozdrawiam,
      Hania
      • edyta.g.25 Hafal 16.11.06, 10:44
        Przykre to wszystko i zalosne.
        A jeszc ema mpytanie bo nie zrozumialam do konca- czyli wina byla po stronie
        Twojego meza czy kierowcy ciezarowki>?
        • hafal Re: Hafal 16.11.06, 12:28
          policja napisała w zakończeniu sprawy, że Czarek nie wykazał należytej
          ostrożności. I kropka. Jak było - tego się do końca nie dowiem. Był świetnym
          kierowcą.:( Nie było innych świadków poza tym kierowcą ciężarówki...
          • edyta.g.25 Re: Hafal 16.11.06, 12:48
            Zgadza sie- on sie juz nei obroni...
    • magdatysz Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 16.11.06, 13:01
      Własnie stwierdziłam że muszę napisać bo zamiast pracować cały czas myślę o
      Tobie i twojej sprawie. Chciałam ci tylko powiedzieć żebyś się nie poddawała i
      nie zostawiła tego wszystkiego. Wszelkie urzędasy i firmy ubezpieczeniowe tylko
      na to liczą, że nie będziesz miała siły walczyć. Co znaczy że nie było niczyjej
      winy?? Była - zła nawierzchnia więc za to odpowiadaja Drogi. Zwłaszcza że, jak
      piszesz zaraz po tym wypadku pojawił się znak ograniczenia prędkości i
      remontowali drogę. Po prostu się boja, że ich pociągniesz do odpowiedzialności.
      Sama rzeczywiście możesz mieć problemy. Może wśrod twoich znajomych są
      prawnicy, którzy zajeli by się sprawą. Poradź się ich.
      Ja ci napisze jak było u mnie, a raczej jest nadal, bo mimo że mijają już
      prawie 2 lata nadal mam nierozwiązaną sprawę karną. O cywilnej nawet nie
      wspomnę...
      Prokuratura też umożyła postępowanie zrzucając winę na plamę oleju na której
      wpadł w poślizg sprawca wypadku. Oczywiście uznano że jego winy nie było. My
      jechaliśmy prawidłowo, swoim pasem ruchu. Zderzenie było czołowe na naszym
      pasie, na zakręcie. Siła uderzenia taka, że nas wyrzuiło na pobocze, spory
      kawałek od drogi. Dachowaliśmy, pół samochodu zmiażdżone. Pamiętam to
      uderzenie, pamiętam, że gość był juz w poślizgu i leciał na nas z olbrzymią
      prędkością. I to właśnie te zapamiętane w ułamkach sekund obrazy nie pozwoliły
      mi zostawić sprawy, pogodzić się z tym, że to była jakaś tam plama oleju. Bo
      dla mnie wina była jasna - za duża prędkość kierowcy golfa. Wszystkie dowody
      było przeciwko mnie. Na szczęscie wśród moich znajomych są prawnicy. I to
      własnie oni mi dużo pomogli - napisali pisma, zajeli sie sprawą. Pilnowali
      terminów kolejnych odwołań. Była istna przepychanaka pomiędzy prokuraturą
      rejonową, okręgową i sądem. Wkońcu doszło do ostatecznego umożenia sprawy,
      chociaż sprawę sądową przeciw prokuraturze wygrałam. Zostało mi tylko jedno -
      założyłam sprawę karną z powództwa cywilnego. I własnie ona jest w toku.
      Kosztowało mnie to dużo nerwów i pieniędzy (adwokat - tu niestety już musiałam
      go wynająć bo kolega nie miał jeszcze uprawnień, opinie ekspertów zlecone na
      koszt własny - dzięki takiej opini wygrałam sprawę z prokuraturą itp.)Teraz
      tego nie żałuję. Doprowadziłam do kolejnej sprawy, do dodatkowych przesłuchań
      (w sprawie jestem zarówno stroną jak i świadkiem) i wkońcu postawiam na swoim -
      zrobiono porządną wizję terenu z eksperymentami sadowymi w której wyszło... że
      żadnej plamy oleju nie było !! To samo wyniknęło w trakcie przesłuchań
      kolejnych swiadków , których oczywiście prokuratura i policja pominęła. Okazało
      się ze gość nie mógł nas widzieć z daleka bo był zakręt, do tego oznaczony
      znakiem "uwaga niebezpieczny zakręt" o czym oczywiście też nie było mowy w
      aktach. Obecnie sprawa została skierowana do Instytutu Ekspertyz Sądowych w
      Gdańsku o co walczyłam. Ich opinia jest wiążąca. Jeśli uznają że sprawcą był
      kierowca tamtego samochodu to mogę wystapić o odszkodowanie z OC sprawcy, jeśli
      wskażą na zanieczyszczenie drogi (wątpię) to sprawa pójdzie do Zarządu Dróg. Na
      dzień dzisiejszy obydwie instytucje nie poczuwają się do odpowiedzialności.
      Dodam ze kierowca który nas staranował już miał wyrok w zawieszeniu za
      wypadek...... Fajnie co??
      Co 3- 4 tygodnie jeździłam z Koszalina do Leborka na sprawy sądowe, do
      prokuratury, brałam udział w wizji miejsca wypadku, jego odtworzeniu. Musiałam
      spojrzeć w twarz sprawy wypadku oraz ludziom dzięki którym żyję i żyje Łukasz.
      Każde kolejne pismo o umożeniu sprawy wywoływało we mnie wściekłość i łzy.
      Teraz już trochę sie uodporniłam. Ale przeszłam przez piekło i dalej przez nie
      wędruję. Teraz czekam na opinie instytutu. Ma byc może w maju, może w
      czerwcu... Nie wierzę w to żeby całość zakończyła się w następnym roku.

      A urzędasy rzeczywiście takie sprawy traktują przedmiotowo, nie widzą ludzkiej
      tragedi, nie widzą człowieka. Kilka miesięcy walczyłam z ZUS-em o rentę dla
      Łukasza. Przegrałam bo Rafałowi brakowało 2 miesięcy pracy z wymaganego okresu.
      A renty na warunkach specjalnych nie przyznano - bo ja pracuję. Nic nie pomogły
      jakiekowliek pisma i odwołania.
      Dowód rejestracyjny naszego samochodu nadal leży w urzędzie. Nie
      wyrejestrowałam, nie zezłomowałam wraku - na razie stoi na zakładzie znajomego
      jakby komuś przyszło do głowy potraktować go jako dowód w sprawie. Tak na
      wszeli wypadek.
      Niewiele bym zdziałała gdyby nie pomoc przyjaciół. I jestem im za to wdzięczna.
      To oni mnie przekonali żebym założyła sprawę z powództwa cywilnego, to oni
      wytłumaczyli mi, że może to wszystko nie zwróci mi męża ale nie pozwolę na
      bagatelizowanie sprawy, na to żeby ktoś, kto zmarnował mi życie był bezkarny,
      musi ponieśc odpowiedzilność. I wytłumaczyli jeszcze jedno, że powinnam
      powalczyć też o odszkodowanie, pieniądze z niego uzyskane zapewnią mi i dziecku
      jakieś zabezpieczenie. W obecnych czasach nie wiadomo czy jutro będę miała
      pracę, czy będę zdrowa itp, a nie ma przy mnie tej Drugiej Osoby która
      zapewniłaby nam stabilizację materialną . A to mimo wszystko ważne. Dziś sobie
      jakoś radzę ale jak będzie jutro - nie wiem. Oddałabym wszystko aby Rafał żył,
      ale czasu już nie cofnę. Niestety.... Muszę żyć dalej, jakoś sobie radzić i
      cieszyć się drobnostkami.
      • edyta.g.25 Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 16.11.06, 14:44
        Przeczytalam to co mi napisalas. Zaraz wychodze do domu- napisze pozniej z domu
        do Ciebie bo mam kilka pytan. JA powie mCi wogole sie na tym wszystkim nie znam
        i nei wiem od czego zaczac...
      • zeng Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 16.11.06, 17:30
        jestem tego samego zdania co Magda. Nie ma co patrzeć na strach, koszty czy
        zasady. Wszyscy liczą na to, że nie będziesz z któegośz tych powodów chciała
        walczyć i na tym zarobią. A Ty nie musisz tego robić dla zasady, żeby wywalczyć
        swoje. Ty musisz to robić, ponieważ to jest droga do zapewnienia Twojemu
        dziecku należytego zabezpieczenia finansowego. To się Nadii należy głównie. A
        ona nie może o to samemu walczyć, Ty musisz się na to zdobyć za nią. Oni nie
        mają ci płacić odszkodowania za to, że strało się coś strasznego. Oni mają
        zapewnić Nadii utrzymanie takie jak by to robił przez następne kilkanaście lat
        jej tata. Głównie chodzi o wywalczenie należącej się jej comiesięcznej renty.

        Daniel
        • magdatysz Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 17.11.06, 08:23
          Dokładnie o to chodzi. Zwłaszcza w takim przypadku jak nasz - gdy Łukasz jest
          pozbawiony tej reny z ZUS-u. Teraz jest łatwiej jak dzieci są małe - wiadomo
          mniejsze potrzeby ale potem??? Szkoła, studia... A brutalna rzeczywistość jest
          taka, że za wszystko musisz płacić. Wiadomo że bezpłatna edukacja to tylko
          fikcja. Już w przedszkolu zaczynają sie zajęcia dodatkowe za które musisz
          płacić. Za samo przedszkole też (państwowe średnio około 300zł/miesiąc) - nikt
          nie da taryfy ulgowej że sama wychowujesz dziecko.
    • agama30 Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 27.11.06, 12:31
      Edytko, sprawa mojego męża, trwała prawie rok. Miałam pecha bo mój mąż zginął
      30.06.04 w okresie urlopowym, dobre co??? Więc 2 miesiące musiałam czekać na
      wyniki krwi i tak dalej, nikogo nie obchodziło że nie możemy dostać bez tego
      żadnych pieniędzy z odszkodowania, córeczka renty. Po 2 miesiącach postępowanie
      zostało umorzone, wina była Sławka. Pani prokurator oświadczyła że mój mąż
      jechał jak wariat i zginął jak wariat.Na dodatek Sławek został okradziony. Pani
      prokurator stwierdziła że to nie ma znamion przestępstwa, a Sławek mógł
      wyrzucić dokumenty, pieniądze wartościowe rzeczy przez okno. Wyobrażasz to
      sobie??? Mój mąż był z wykształcenia prawnikiem, pamiętałam jak mówił, że
      prokurator zawsze umarza takie sprawy, jeśli ginie jedna osoba, można na nią
      wtedy zwalić całą winę może nikt się nie czepi, żerują na ludzkim bólu. Ja
      napisałam zażalenie do prokuratury okręgowej. Wynajęłam tam adwokata (Sławek
      zginął pod Poznaniem, mieszkamy w Lublinie)przejrzałam wszystkie dokumenty,
      przewertowałam internet, miałam na to 7 dni. Znalazłam wiele nieścisłości.
      Samochód męża - dowód w sprawie _ został zezłomowany bez ekspertyzy. Powołałam
      biegłych. Nie chodziło mi o pieniądze (słowa prokurator) wręcz przeciwnie. Ja
      wiem że Sławek nie jest bez winy, jechał szybko, ale wiem też że był dobrym
      kierowcą wiem z realcji świadków że białe BMW w czasie manewru wyprzedzania
      zepchnęło Sławka na pobocze, policja szukała przez media (sierpień)tego
      samochodu i nagle w dokumentach jest zeznanie tego kierowcy z dnia wypadku.
      Jeśli mój mąż zginął i tylko on był winny to chciałam mieć 100 % pewności.
      Biegli orzekli że prędkość była owszem spora ale Sławek wyprowadził go z
      poślizgu, co świadczy o jego umiejętnościach, tyle z symulacji biegłych,
      niestety nie można było przeprowadzić ekspertyzy samochodu, a zdjęcia policyjne
      z wypadku nie wnoszą nic, nie ma nawet sfotografowanych śladów na jezdni.
      Biegli orzekli że wina mojego męża nie jest jednoznaczna to niby nic, ale ja
      wygrałam.
      • hafal Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 27.11.06, 21:36
        cześ Aga, tu Hania:) parzt wyżej, tam napisałam coś podobnego...Czerek też
        jechał sam i policja napisała w umorzeniu sprawy, ze nie wykazał wystarczającej
        ostrożności. Była sekcja, ekspertyzy biegłych, oględziny wraku. Wszystko to dla
        nich kolejna sprawa, po co się wgryzać...Ja nie miałam tyle siły, co ty. Wolałam
        pamiętać go takim, jakim był, a nie z ostatnich jego zdjęć-tych po wypadku,
        zdjęć w prokuraturze...NIe wnikałam w dokumenty, nie chiałam dochodzić co i jak.
        BYł tylko fakt.
        Im więcej czasu mija, a minęło już 2 lata (lub dopiero 2)tym bardziej chciałabym
        wymazać z pamięci te straszne chwile, czasami nawet wolałabym mieć amnezję. Bo
        tak strasznie ciężko znieść myśl, że byłam taka szczęsliwa, a teraz tylko
        jestem....kiedyś może szczęście wróci...pozdrawiam:)
        • agama30 Re: Po 5 miesiacach zakonczyla sie sprawa mojego 27.11.06, 22:48
          Witaj Haniu
          nie oglądałam zdjęć Sławka w prokuraturze, czytałam akta a Sławka widziałam 7
          godzin po wypadku już w kostnicy. w tym wszystkim najdziwniejsze jest to że ja
          pamiętam tylko rozciętą głoweę z boku, brak rękawa koszuli i liczne zadrapania
          i korę drzewa,dziwiłam się jak mógł tego nie przeżyć? później czytając akta
          wyniki sekcji, uświadomiłam sobie że ja widziałam tylko to co chciałam widzieć,
          był potwornie połamany, miał liczne złamania otwarte łącznie z uszkodzeniem
          czaszki, jak mogłam tego nie widzieć ?czasami chyba umysł odrzuca to czego nie
          chcemy przyjąć do wiadomości, powiem Ci że rok czasu wertowałam dokumentację bo
          w tym widziałam jakiś sens
          Pozdrawiam Aga
          • zeng nigdy się nie poddawajcie 16.12.06, 13:19
            Mam wiadomość do wszystkich, którzy nie chcą walczyć o swoje i dziecka dobro,
            nie mają siły, ochoty, rzekomo możliwości na walkę z ZUSem, prokuraturą,
            sprawcą śmierci itp. Zrozumiałem coś i chcę się tym z wami podzielić.

            - Koszt postępowania - może z 5-10 tys zł, nieważne

            - Odszkodowanie - może 100-200 tys zł, nieważne

            - świadomość jaka jest prawda o przyczynie śmierci najbliższej osoby, kto/co
            jest temu winne, spojrzenie w oczy osobie, która jest winna - bezcenne

            - możliwość powiedzenia dziecku kiedy dorośnie prawdy o tym czemu wychowywało
            się bez rodzica - bezcenne

            - możliwość powiedzenia dziecku, kiedy dorośnie i będzie stało na swoim ślubnym
            kobiercu:
            "synku/córeczko: oto jest dla was mieszkanie, które jest prezentem nie ode mnie
            ale od Twojej mamy/taty, której/go nie pamiętasz. To jest to co Ci się należy,
            ostatnie opróćz miłości, co dla Ciebie pozostało po kochającym rodzicu. Zawsze
            w tym mieszkaniu trzymaj zdjęcie kochającej mamy/taty na honorowym miejscu i
            pamiętaj, że nadal Cię kocha i nawet po śmierci pomógł zatroszczyć się o Twoją
            przyszłość"
            - bez komentarza
            • edyta.g.25 Re: nigdy się nie poddawajcie 16.12.06, 14:53
              Łzy same mi poplynely kiedy to czytalam i dreszcz przeszedl mi po calym ciele.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka