agkm
23.06.08, 13:43
witam. bardzo prosze o pomoc, poniewaz moje rozumowanie jak i mojego
meza niestety juz tego nie ogarnia.
ZAczene od poczatku...jestem teoretycznie jedynaczka, teoretycznie
poniewaz mialam rodzenstwo,ktore chorowało na chorobe neurologiczna
i niestey obydwoje zmarli jak mieli po 18 lat. ja bylam totalnym
przypadkiem na szczescie okazalo sie zdrowym.Zostala nas trójka Ja ,
Mama i Tata. Tata niestety zmarł jak miałam 19 lat. zostałysmy we
dwie.kiedy mialam 23 lata poznałam cudownego człowieka i tu zaczely
sie schody...
zaplanowany slub, znajomi wyjezdzaj do warszawy i chca pozostawic
nam pod opieke mieszkanie-korzystamy. przeprowadzka od matki
wygladała bardziej jak wyrzucenie mnie z domu. pozniej szantaz o
samobojstwie,zrobienie ze mnie wsrod rodziny ta najgorsza,( ze
zostawiłam napastwelosu,ze zdechnie i dopiero jak zacznie
smierdziec to przyjde itp )moje wizyty u matki mimo wszystko byly
codzienne niejednokrotkie polegaly na moim monologu.
minoł rok "wojny"nagle nasze wynajmowane mieszkanie jest do
sprzeazy. nie mielismy na to srodkow. Obcje byly rozne- teraz wiem
ze wybralismy najgorsza-podyktowane tymzeby zalagodzic troche
atmosfere i liczac na pomoc ( bylam w ciazy )wrocilismy do mamy -pod
warunkiem zamiany mieszkaniymojej mamy na wieksze.Jest euforia
mamusi, wszystko na tak tylko zeby wrocic.
robmy remont, rodzi nam sie corka, jast ok. powedziłabym nawet ze
sielankowo.
postanowlismy jak najszybciej miec drugie dziecko.Ciaza. to nas
zmotywowalo do szukania wiekszego mieszkania. wszystko bylo dobrze
poki go nie znalezlismy.
szantaz- ze jesszcze nie wie czy sie zgodzi, ze ja pewnie wywalimy z
domu itp. rozmowy oczyiscie tocza sie przy nieobecnosci mojego meza.
o niektoryh zeczach juz mu nie mowilam bo bylo mi wstyd.
wypowdzka. Rodzi sie kasia.rok jest nawet w miare.
po roku zaczyna sie.
obraza pogania obraza. Wszystko odbierane jaet na opak.
jak poprosze o pomoc to ze ja wykorzystuje, jak nie prosze o nic to
jest do niczego niepotrzebna.
non stop siedzi w swoim pokoju i ma nam za zle ze siedzi, jak ja
wolam to nie, bo po co, jak jade gdzies do rodziny- nigy bo kawe to
ma w domu.jak sie okazalo za nasza starsza corka ma podejrzenie
guzamozgu to stwierdzila ze ona tez jest chora i nikt sie nia nie
interesuje. jak pozniejszych badaniach corki wyszlo ze ma lekkie
uposledzenie to mamusia rzuca haslo- jestes taki sam debil jak
Malgosia.jak probowalam rozmawiac- to idz sie powies.
poroba rozmowy z mojej strony, czy ostnio wspolnej polega na naszym
monologu.
zapytasz jak sie czuje odpowiedzia jest "warczenie- a co czekasz az
zdechne"
nie zje obiadu kiedy nie poda sie jets do stołu.
CZasmi mam wrazenie xe mam trzecie dziecko i to najbardziej
rozpieszczone.
zaczelam analizowac nasze zachowanie doszukujac sie bledow z mojej
stony i jak do tej pory mam tyle:powrot do moieszkania matki,
"zalozenie rodziny"oczywiscie w cudzysłowiu.
woem ze dla niektorych moze sie wydac blache to co napisalam, ale ja
jz nie daje rady. z jednej srony mam poczucie obowiazku opieki co do
matki ale z drugiej strony mam do niej juz tak gorycz ze nie wzbudza
we mnie zadnego poczucia wspolczucia- nawet jk widze ze naprawde zle
sie czuje. dzikuje Bogu ze moje malzenstwo jak do tej pory nie
ucierpoialo z tego powodu. Pewniedlatego ze moj maz o wielu spraach
nie wie, bo mi wstyd mowic.ale czami to juz mam ochote poprosic meza
o ostra rozmowe, bo moze to ja opamieta. nawet moje prosby i
tlumaczenieze mamy tylko siebie nic nie daja.mam wrazenie ze
wszystkie kleskiswiata tz sa moja wina, a dla mojej matki jestem
wrogem.
"wyrodna corka" prosi o rade