mayo23
27.10.08, 11:11
Zaglądam tu i szukam światełka, bo tak jak większość z Was, która
się tu wypowiada, jestem na skaraju załamania. Nie umiem sobie
poradzić z mnóstwem negatywnych emocji, które zakłócają moje
normalne myślenie. To ja: mężatka od 12 lat, 2 wspaniałych dzieci,
świetna praca, nowy dom. Tydzień temu, mąż ze łzami w oczach
powiedział, że chce być uczciwy i musi mi powiedzieć, że ma
przyjaciółkę, z którą chce spędzac czas i z którą chce rozmawiać, bo
ze mną tak od wielu lat się nie czuł jak z nią. Zaznaczył przy tym,
że nie jest to osoba, która zagraża naszemu związkowi i że on mnie
kocha i chce być ze mną. Przez cały tydzień miałam wzloty i upadki.
Z jednej strony otworzyłam oczy i zaczęłąm kochać mojego męza
inaczej, zaczęłam patrzeć na niego jak na początku naszej
znajomości..Znowu rozmawialiśmy, wzieliśmy urlop i poszliśmy na
spacer, znowu coś zaiskrzyło...dzięki NIEJ, bo poczułam się
zagrożona i wiedziałam, że muszę walczyć. Ale potem coś mi się w
głowie totalnie poprzestawiało, zaczęłam sprawdzac komórkę,
podejrzewać go o spotkania, poczułam zagrożenie, stałam się
agresywna, mówiłam o rozstaniu i rozwodzie, jeden wielki szloch i
żadania, aby się od niej odsunął. Niestety zareagował na to
kategorycznie, że tej przyjaźni się nie pozbawi, i że
unieszcześliwiam go w ten sposób i skazuje nasz związek na zagładę.
Powiedział, że po tym co pokazałam, on już nie wiem, czego chce i
czy chce ze mną być.
Co ja mam zrobić, żeby to jeszcze odbudować? Pomóżcie!Jak wyjśc z
tej obsesyjnej zaborczości, zazdrości i nieakceptacji
tej "przyjaciółki"?