Dodaj do ulubionych

Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę

09.12.08, 10:45
Zakładałam ostatnio wątek na tym forum pt. Rozwódka - gorszy
gatunek kobiety. Jestem z moim obecnym partnerem 5 lat. 2,5 roku
mieszkamy razem, ja przeprowadziłam się do niego. Moje miasto
rodzinne jest oddalone o 350 km. Jestem po rozwodzie, mam córkę
ośmioletnią. Od momentu zamieszkania razem nie układa się między
nami. Mój partner ma własną firmę, b. dużo pracuje, w soboty
również i większość niedziel. Nie angażuje się w jakąkolwiek pomoc,
bo sam ma mało czasu. Jak tu przyjechałam - do miasta Łodzi, ze
wszystkim musiałam sobie poradzić - gubiłam się w mieście, sama
musiałam się rozeznać jak gdzie dojechać, znaleźć lekarzy, urzędy,
sklepy itp. Na początku przeżywałam duży stres związany z nową
pracą, nowym przedzkolem dziecka. Jak córka zachorowała nie miałam
pojęcia co zrobić - nie mogłam na początku iść na zwolnienie, mój
partner zostawił mnie samą z tym problemem. Próbowałam znaleźć
opiekunkę, nie znając tu nikogo. W rezultacie poszła do przedszkola
z zapaleniem oskrzeli. Potem było wiele innych podobnych sytuacji.
Trochę się polepszyło, gdy jego rodzice mnie zaakceptowali, nie
wiem, może trochę polubili. Ale przed moim przyjazdem byli
przeciwni temu związkowi - syn kawaler. Zaczęli trochę pomagać jak
córka była chora, ale ciagle miałam wrażenie, że robią tak, bo nie
wypada odmówić. Nie widziałam w ich oczach troski i zrozumienia.
Partner w dalszym ciagu nie angażował się - z braku czasu.
Generalnie to mam wrażenie, że jestem tu ze wszystkim sama.
Przyznaję, że może trochę marudziłam i narzekałam, na dojazdy do
pracy - jadę godzinę. Pierwszego roku on zadeklarował się, że mnie
będzie rano zawoził. Potem zrezygnował, bo za dużo czasu tracił. W
rezultacie nieraz zdarzało się, że jechałam nawet 2 godziny,
dzwoniłam do niego, czy może mnie podwieźć, bo stoję i marznę,
odmawiał, choć jego praca polega na jeżdzie po mieście od punktu do
punktu. Razem nigdzie nie wychodzimy, jeżeli już to do znajomych,
gdy nas zapraszają. Sami we dwójkę rzadko, a we trójkę chyba wcale.
Na wakacje nigdzie razem nie byliśmy, choć go namawiałam i
prosiłam. W rezultacie pojechałam sama z córką i moją mamą. On
bardzo długo potrafi być obrażony, pielęgnować urazy. Tak było w
przypadku wyjazdu na wakacje - obraził się na mnie i ciagle ma o to
do mnie pretensje, że jestem nadopiekuńcza w stosunku do córki i
jak zwraca mi uwagę - mi, a nie dziecku, to ja podważam jego
zdanie. To było właśnie powodem, że nie pojechaliśmy nigdzie. Ale
ja myślę, że on nie ma w ogóle takich potrzeb, często krytykował
znajomych, że jeżdżą za granicę, zamiast kupić sobie np. lepszy
samochód. Paradoksalnie on, chociaż tak długo pracuję, jest
minimalistą. Wszystkie pieniądze ładuje w firmę, w mieszkaniu mamy
stare meble, on ma samochód służbowy, dostawczy, na 2 osoby - razem
we trójkę nie możemy więc jeździć. On pociagiem nigdzie nie
pojedzie, bo musi mieć samochód w razie jak by coś się w firmie
działo, żeby od razu pojechać. To myślę, że też jest jednym z
powodów, że nie chce pojechać na wakacje- nie potrafi oderwać się
od pracy, choc latem ma jej mniej. Nic wspólnego nie kupujemy, on
nawet kiedyś kupując drobny sprzęt AGD za 400 zł stwierdził, że
lepiej jak go sam kupi (pytałam czy się dołożyć) bo jakbyśmy mieli
się kiedyś rozstać, to nie trzeba będzie się dzielić. Teraz
twierdzi, że to był żart. O ślubie nie wspominał ani razu odkąd tu
jestem. Ja zaczęłam się dopytywać, bo akurat w sytuacji, gdy jestem
w obcym mieście stał się on dla mnie ważny - dałby mi poczucie
bezpieczeństwa i pewność, że mogę swoja przyszłość tu budować. Nie
jestem nawet zameldowana, mieszakmy w mieszkaniu jego rodziców -
sami, oni wybudowali dom. Ja mam własne mieszkanie w moim mieście -
wynajmuję je. W zasadzie to nasze życie jest ciaglym pasmem
pretensji i zażaleń. Często się kłócimy. Doszło do tego, że nie
widzę żadnej normalności, straciłam ochotę aby gdziekolwiek
wychodzić i organizować sobie wolny czas, bo wszędzie muszę sama
chodzić z moją córką. Nie mam nawet nikogo, żeby tak po prostu
wyskoczyć na kawę - tylko dwie koleżanki z pracy, które mieszkają
daleko, że wyprawa na cały dzień. Chciałam odejść już 2 razy, przed
wakacjami i w sierpniu. Zostałam. Teraz mój partner mówi, że
zniszczyłam jego zaufanie i że go ciągle strasze, że wyjadę. Choć
po wakacjach jak postanowiłam zostać, to próbowałam pogodzić się z
wieloma sytuacjami, że on pracuje, chciałam zmienić moją pracę na
bliższą i lepszą - nawet była okazja, gdyż w pobliżu powstaje nowa
firma. A tu znów przyszedł cios. Mój partner zmieniał samochód w
październiku - ma dwa w firmie, dostawcze, z miejscami na 2 osoby.
No i jeden miał zmieniać, też na dostawczy, ale większy. Miał
możliwość kupić taki, że byłyby 3 miejsca. Dzień przed podpisaniem
umowy oznajmił mi, że jednak kupuje, ale z 2 miejscami, bo jest
promocja i jest tańszy o 8 tys. Koszt tego, który kupił to 37 tys.
Tak zapłaciłby 45 tys. Tłumaczył, że nie opłaca się wyrzucać tylu
pieniędzy, bo on i tak samochód potrzebuje do pracy, a my tak
rzadko razem wychodzimy, że jakby co to pożyczy od rodziców.
Chciałam dołozyc mu te 8 tys.Nie zgodził się. Mówił, że może mi
oddać swój stary za 6 tys, bo daje go w rozliczeniu. Nawet nie
zaproponował, że da mi go taniej. To byl dla mnie wielki cios.
Wszystko runęło, nie liczył się z moim zdaniem, prosbami. Bo mi
chodzi o to, że nie możemy we trojkę nigdzie się ruszyć. On
twierdzi teraz, że to mi samej jest potrzebny samochód, ułatwił by
mi życie. A ja już nie mam siły na kolejne wyzwania. Mam prawo
jazdy, ale nigdy nie jeździłam. Zapisałam się na angielski i miałam
problem, żeby chodzić, bo nie miałam co z córką zrobić, choć lekcje
można było sobie wybrać o różnych porach nawet o 19, 20, albo w
soboty. Jak mojego partnera pytalam o pomoc, to nieraz został z
nią, ale częściej odpowiadał, że on nie wie, co będzie robił w
środę np. Wiem, że mogłabym wynając opiekunkę, uczyć córkę, żeby
sama zostawała. Ale coś chyba we mnie pękło i czuję, że popadam w
straszne przygnębienie, nie mam już siły walczyć z codziennymi
problemami, bo tylko praca, szkoła, dom, bez rodziny, bez
znajomych, bez miłych rzeczy. Po tym fakcie z samochodem nie
odzywał się do mnie przez 1,5 miesiące. Był obrażony, bo po jednej
z kółtni, w niedzielę pojechał do pracy i miał stłuczkę. Twierdził,
że przeze mnie, bo go zdenerwowałam i musiał wyjść z domu, choć
stłuczka nie z jego winy. Po tym 1,5 miesiąca wrogości postanowiłam
wyjechać. Zaczęłam załatwiać córce szkołę. Ale muszę czekać do
końca semestru z przeniesieniem. On jak się dowiedział probuje mnie
zatrzymać, mówi, żebyśmy zaczęli, spróbowali. Ja go nadal kocham,
on ma dobre cechy, jest spokojny, pasowaliśmy do siebie pod wieloma
względami - jedno spojrzenie na wiele spraw. Ale sama nie wiem.
Może żyję wspomnieniami miłych chwil, które były kiedyś. Zabiła nas
rzeczywistość. Nie wiem tylko, czy ja za mało sobie radzę i widzę
wszystko w czarnych barwach, jak on twierdzi, czy rzeczywiście mam
powody. Nawet teraz jak rozmawiam z nim i oczekuję konkretów, np.
pytałam kiedy ślub, to on odpowiada, że za rok jak będzie dobrze. A
ja już teraz nie wytrzymuję takiego zawieszenia i nie chcę,żeby on
ciagle się bał i mnie sprawdzał.
Obserwuj wątek
    • mesgo Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 09.12.08, 11:27
      Znam podobny problem, podobny typ mezczyzny; praca- praca-praca, a
      wszystko inne duzo pozniej; to nie wynika ze zlej woli tylko innego
      niz nasze patrzenia na swiat. Moj mial dzieci i zawsze twierdzil ze
      one sa najwazniejsze ale poswiecal im bardzo malo czasu. Przez
      ciagle bycie w firmie. Osczednosc pielegnowana przez lata- tak jk
      piszesz, poniewaz jest taniej, promocja, nalezy inwestowac w firme.
      Oni nie widza tego tak jak my, uwazaja ze daja z siebie duzo tj.
      utrzymanie, a z reszta musimy radzic sobie same . Nasz wybor czy tak
      zyc potrafimy czy nie. Mysle ze obie potrzebujemy ciepla, ktoego nam
      w tych zwiazkach brakowalo - u Ciebie brakuje, u mnie wszystko sie
      skonczylo, brak wspolnoty z partnerem byl dla mnie nie do
      zniesienia . potrzebowalam porozmawiac, przytulic sie a to bylo
      tylko kiedy mial czas, zas czasu mial bardzo malo.
      • rozwazna35 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 09.12.08, 11:39
        Sęk w tym, że ja sama się utrzymuje. Dzielimy wydatki na pół. Na
        początku nawet ja więcej wkładałam pieniędzy, bo źle ustaliliśmy
        podział i w rezultacie na życie wydawałam więcej niż się
        umówiliśmy. Po wielu wojnach zmienilimsy w końcu ustalenia, ale
        doszło do tego, że on nie podaruje mi żadnej złotówki ponad to i
        wszystko wylicza. Mój główny problem tutaj to obce miasto i
        problemy w związku z tym i okropne poczucie osamotnienia i obcości.
        Nie wiem, czy nie zaczyna się u mnie z tego wszystkiego ogromne
        poczucie przygnębienia i apatia. Kocham jego, on mnie też, ale nie
        dbaliśmy od początku i nie budowaliśmy związku. Nie było z jego
        strony zrozumienia, myślę, że stawia mi za duże wymagania - że mam
        sobie radzić sama, a jak chce wrócić do siebie to tłumaczy mi, że
        tam też będę miała problemy. Ja już sama nie wiem co myśleć, wiem,
        że wiele kobiet tak żyje, że mężczyzna w pracy całymi dniami, ale
        ja nie mam poczucia, że on to robi dla nas, tylko dla siebie i
        swoich ambicji. Ja mam jeszcze dziecko i myślę, że lepiej by jej
        było, gdyby miala koło siebie babcię i inne bliskie osoby, dla
        których jej los jest ważny. Tu nikogo nie obchodził jej pierwszy
        dzień szkoły, na wszystkie uroczystości chodziłam sama. Czuję się
        ciągle jak matka samotnie wychowująca dziecko, a jeszcze bardziej
        przez to, że jestem w obcym mieście. To mnie chyba przerosło.
        • eve.mendes Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 09.12.08, 12:00
          mnie najbardziej zaskoczyło w tym co pisałaś, że on chciał sprzedać!
          Ci swój samochód, to jakieś nieporozumienie - ludzie będący w
          związku nie sprzedają sobie wzajemnie rzeczy!

          między Wami związku nie ma, tak myślę że powinnaś wziąć kartkę
          papieru, narysować na niej pionową kreskę i wypisać po jednej
          stronie wszystko co przemawia za tym żeby z nim zostać a po drugiej
          to mówi żebyć wróciła w rodzinne strony
          bo decyzję - choć trudną - musisz podjąć sama
    • premeda Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 09.12.08, 12:15
      Pan ewidentnie ma gdzieś Twoje dziecko i Twoje potrzeby. A co to za
      samochód dostawczy z dwoma miejscami siedzącymi? Ja znam takie tylko
      z trzema i to jest raczej standard.
    • glamourous Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 09.12.08, 13:04
      Facet jest zwyczajnym dusigroszem, o mentalnosci typowego skapca. W
      normalnych ukladach mezowie maja raczej tedencje do kupowania zonom
      samochodow w prezencie niz do odsprzedawania im wlasnych starych
      wrakow, liczac sie co do zlotowki. Nie bardzo sobie wyobrazam, jak z
      kims takim mozna budowac wspolna przyszlosc - dzielac wszystko na
      pol w dodatku w tak niezybt elegancki sposob?? Z drugiej strony
      wydaje mi sie ze masz lekki problem z samoocena, byc moze sama o
      sobie myslisz kategoriami pt. "jestem rozwodka z dzieckiem, mam
      szczescie ze ktos mnie w ogole zechcial" I myslisz to tak "glosno"
      ze Twoj facet podswiadomie rowniez nabiera takiego podejscia...

      Trudno powiedziec, ale ja na Twoim miejscu chyba dazylabym do
      odzyskania wlasnej niezaleznosci. Bo poki co nie jestes szczesliwa
      ani z tym facetem, ani w tym obcym miescie gdzie nie masz nikogo
      bliskiego. Nie jestes szczesliwa w roli kopciuszka ktory skusil do
      wspolnego zycia sknerowatego ksiecia. Moze warto byloby podgadac z
      facetem i wyjasnic, ze bez slubu, w obcym miejscu nie czujesz sie
      ani dobrze, ani pewnie i ze dlugo tak nie wytrzymasz - wiec jezeli
      chce zebyscie razem dalej byli, to bedzie musial Ci choc troche
      pomoc budowac nowa rodzine. Warto byloby postawic sie w roli troche
      bardziej wymagajacej, i choc troche zmienic ten wizerunek kobiety w
      kieracie, poswiecajacej jakosc zycia (swojego i dziecka) dla
      przyjemnosci posiadania pod swoim dachem "pary spodni" :-/
      • rozwazna35 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 09.12.08, 14:08
        Rozmowy niewiele wnoszą. On ma pretensje, że jego obwiniam nie
        patrząc na siebie. On ma mi do zarzucenia moje marudzenie i to, że
        nie uczę dziecka samodzielności i je rozpuszczam. Dodam, że córka
        jest najlepszą uczennicą w klasie, dostaje wyróżnienia za
        zachowanie na świetlicy, w bibliotece. Wiem, że jej nie uczę np.
        pomocy w domu, ale każdy popełnia jakieś błędy wychowawcze i
        uważam, że on nie powinien podawać tego jako powód do jego niechęci
        do wspólnego spędzania czasu z nami. A tym się tłumaczy. Jak
        rozmawiamy, co powinno się poprawić to on mówi mi, że ja jestem
        pesymistką i wiecznie ze wszyskiego niezadowolona. W gruncie rzeczy
        wnioskuję z tego, że czepiam się go bez powodu, a on ma tyle na
        głowie i też jest ze wszystkim sam. W zasadzie to ja chyba już
        podjęłam decyzję o wyjeździe, bo się męczę z tym wszystkim tutaj i
        nie bardzo widzę jak mogłoby się poprawić, kiedy on w sobie błędów
        nie widzi. Każe mi popatrzeć na siebie. Ale to, co napisałam,
        czyste fakty, chyba mówią same za siebie. Jak myślicie?
        • miacasa Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 09.12.08, 14:36
          Myślę, że nie zaszkodzi przyjrzeć się również sobie. Piszesz, że stałaś się
          apatyczna, że trudno ci radzić sobie z topografią miasta, że córki nie
          usamodzielniasz. Może jeśli staniesz się bardziej autonomiczną, niezależną osobą
          twoje życie zacznie dla samej ciebie być bardziej satysfakcjonujące. Z jednej
          strony starasz się być skrajnie niezależna finansowo, z drugiej przejawiasz
          cechy kobiety-bluszcz, sporo marudzisz i narzekasz. Sama musisz sobie
          odpowiedzieć na pytanie czy powrót na stare śmieci cię uszczęśliwi. Już dość
          długo w tej Łodzi mieszkasz, czas ją trochę oswoić, to duże miasto z ciekawą
          architekturą i tradycjami do poznania. A nad związkiem każdym trzeba pracować,
          skoro macie wspólne spojrzenie na wiele spraw może warto, choć z tego co
          napisałaś to ja tych podobieństw nie wychwyciłam.
        • marzeka1 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 09.12.08, 14:39
          Męczysz się i to bardzo z czymś, co nie jest związkiem. Pamiętam twoje wcześniejsze posty, też usłyszałaś rady, by odejśc, bo pan się nie zmieni, a dziecku- szkodzisz, wychowując je w tak bezsensowny,m związku z dusigroszem, niefajnym facetem. Ile jeszcze chcesz tego znosić? No i dlaczego twoje dziecko musi to znosić? Piszesz,że czujesz się jak samotna matka, lepiej być samotną matką niż w tak bezsensownym związku.Jesli pamiętem, masz gdzie wróćić, masz swoje mieszkanie, nie jesteś w złej sytuacji, by z córką zacząć nowy rodział w waszym życiu.
        • kati1973 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 03.02.09, 22:29
          Jak na razie nie jest jej ojcem i nie ma prawa Cie krytykowac...
    • die_blume Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 09.12.08, 14:45
      A co was w ogóle łaczy? Na czym to partnerstwo polega? Bo z tego co piszesz to
      wygląda jakbyście żyli zupelnie osobno.
    • kicia031 A ja sie wylamie 09.12.08, 15:06
      Wiem ze ci pisalam, ze nierozsadnie postapilas przeprowadzajac sie
      do faceta bez powaznych zobowiazan z jego strony. I ze powinnas sie
      wyprowadzic. ale uwazam, ze to niekoniecznie musi oznaczac koniec
      waszego zwiazku.

      oto co mnie napawa optymizmem:

      On jak się dowiedział probuje mnie
      > zatrzymać, mówi, żebyśmy zaczęli, spróbowali.

      Masz w tej chwili wiele problemow, chyba lekka depresje i to
      sprawia, ze widzisz swoje zycie w wylacznie czarnych barwach, co
      gorsza, twoja niska samoocena powoduje, ze i twoj partner postrzega
      cie jako mniej wartosciowa partnerke.

      Ja bym mu powiedziala jasno to, co tu piszesz - ze go kochasz, ze
      cenissz jego uczucie, to wszystko co was laczy, podejscie do zycia.
      Ale ze zle sie czujesz bedac w jego zyciu niewiadomo kim i ze musisz
      nabrac dystansu i zrozumiec swoje priorytety.
      Wyprowadz sie - ale bez zrywania, i zobacz co sie stanie. jesli jemu
      zalezy, to bedzie pracowal nad zwiazkiem i nad tym, zebyscie sie
      datarli w podstawowych sprawach. nie wracaj do niego, dopoki nie
      wezmiecie slubu. jednoczesnie mozesz sie rozgladac za innymi
      kandydatami, nie mowie, ze masz zdradzac swojego partnera, ale nic
      nikomu nie ubedzie, jak pojdziesz co jakis czas na jakas randke,
      prawda?
      • moreno68 Re: A ja sie wylamie 09.12.08, 15:16
        Jezeli jest kryzys bez ślubu to po co na siłę dążyc do ślubu?
        Papierek zmieni faceta w jeden dzień?Szczerze wątpię.Najwyżej
        usłyszysz zarzuty,że go zmusiłaś.W związku powinno by dobrze przed
        ślubem i chyba miłośc powinna byc warunkiem jego zawierania.
        Zgadzam się z wiekszością postów,że dziwny to układ z tak
        drobiazgowym rozliczaniem,brakiem wspólnego spedzania czasu itp.Ale
        skoro napisałaś ,że w wielu względach jesteście podobni to może
        warto RAZEM udac się na terapię.Ty też trochę wydajesz mi się
        osobą ,która może nadmiernie chciec ,,wisec,, na męskim
        ramieniu.Posiadanie dziecka z poprzedniego związku to nie piętno i
        nie wiem dlaczego tak to podkreślasz.
        • kicia031 Re: A ja sie wylamie 09.12.08, 15:38
          RAZEM udac się na terapię.

          A z moich doswiadczen wynika, ze terapia rzadko jest skuteczna.
          Bardzo skuteczne jest natomiast pokazanie facetowi, ze jesli chce
          miec te kobiette to musi sie postarac. Oczywiscie jesli chce, ale
          ten facet, tylko w glowie mu sie przewrocilo, bo dostal wsztystko co
          chcial bez zadnego wysilku ze swojej strony.
          • moreno68 Re: A ja sie wylamie 09.12.08, 15:40
            A to też prawda.Tylko skoro wszystko miał od początku podane na
            tacy to może pomyślał ,że autorka wątku tak lubi;)
            • kicia031 Re: A ja sie wylamie 09.12.08, 17:31
              Tylko skoro wszystko miał od początku podane na
              > tacy to może pomyślał ,że autorka wątku tak lubi;)

              nadszedl czas, by wyprowadzic go z bledu. ;-)))
      • rozwazna35 Re: A ja sie wylamie 09.12.08, 17:54
        Widzisz Kicia, proponowałam mu, że wyjadę,a skoro on tak mało czasu
        może mi przeznaczać, to lepiej jak każdy będzie u siebie i będziemy
        spotykać się co jakiś czas, a potem zobaczymy. Mówiłam też, że może
        niech on się do mnie przeprowadzi. Na to on odpowiedział, że jak
        wyjadę to dla niego oznacza to koniec, bo nie po to zamieszkaliśmy
        razem. Mieszkam w Olsztynie, to piękne miasto, nie za małe i nie za
        duże. Żyje się tam całkiem inaczej, bez tak wielkiego pędu i nerwów,
        co na co dzień widzę w Łodzi.To nie chodzi o to, że ja koniecznie
        muszę wisieć na męskim ramieniu, ale życie w tym mieście, gdzie
        jestem z moimi problemami sama obniżyło drastycznie moje poczucie
        bezpieczeństwa. Boje się takich wydumanych rzeczy, np. co będzie z
        moim dzieckiem jak ja zachoruję. Jak mieszkałam u siebie, to owszem
        brakowało mi bliskiej osoby, ale nigdy nie miałam tak strasznego
        uczucia, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo jak tu. Swego czasu byłam
        1,5 roku w Niemczech, radziłam sobie tam o wiele lepiej niż tu w
        Łodzi. Gdybym była u siebie i miała takiego partnera, ślub nie byłby
        mi koniecznie potrzebny, bo już raz byłam mężatką i wiem, że nie
        daje on żadnej gwarancji. Jednakże takie życie, gdzie nawet mebli
        nie mogę kupić, bo to nie jest moje mieszkanie, a nawet nie jego,
        tylko jego rodziców mi nie odpowiada. Jemu to nie przeszkadza, bo
        jego nikt stąd nie wyrzuci, może nawet nie zdaje sobie sprawy z
        mojego położenia. Gdybym on pochodził z mojego rodzinnego miasta,
        byłabym w stanie zaakceptować jego częstą pracę, nawet to głupie
        rozliczanie, bo wiem, że każdy ma swoje wady, jedni takie, drudzy
        inne. Ale tam miałabym swoje życie, na które pracowałam ponad 30
        lat. Dodam, że wychowywałam się bez ojca, mój tata zmarł jak miałam
        8 lat. Z tym samochodem czuję się tak bardzo zawiedziona, bo my z
        mamą całe życie byłyśmy same i nikt nam nie pomagał.On z kolei ma
        rodziców po drugiej stronie ulicy. W razie czego oni od razu biegną,
        aby mu pomóc - czy rura pęknie w łazience, czy jak on jest chory.
        • lankal84 Re: A ja sie wylamie 10.12.08, 09:31
          moze tym co napisze sprawie ci przykrosc ale wydaje mi sie ze jestes osoba ktora
          czesto narzeka i sama sie nakreca i ciagle mysli ze jest sama ze ratner jej nie
          pomaga ze jest zly wiem o czym pisze kiedys tez tak mialam wpalam w spirale
          niecheci do meza ale przez to ze sama o tym ciagle rozmyslalam teraz zmienialam
          podejsie i jeszstem sczezsliwsza i jestem w stanie zrosumiec pewne zachowania meza

          co rzucilo mi sie w oczy jak czytalam co napisalas to to ze wszytsko bys zniosla
          jakbyscie mieszkali w lodzi i moze tu tkwi problem ze ty tak na[rawde
          niechcialas sie przeprowadzac

          pozatym pisalas o kursie jezykowym kobieto przeciez sa opiekunki do dzieci !!
          pozatym cora ma 8 lat nie jest malym dzieckiem na te 2 h moglby ktos z nia
          posiedziec a opiekunka to nie problem moze jakas starsza pani niedaleko was
          mieszkajaca moglaby sie nia zaopiekowac

          kwestia samochodu to jak moiwlas ze moglabys partnerowi pozyczyc te 8 tysiecy to
          ja bym na twoim miejscu kupilabym za te pieniadze jakis smaochod wtedy bylabys
          niezlaezna i moglibyscie we 3 jechac razem czemu o tym nie pomuyslalas ?

          wydaje mi sie ze zrobilas sama z siebie meczennice
          moja rada to zostan z partnerem jecsez na miesiac proby i wtym okresie zmien
          podejscie badz bardziej optymistycznie nastawiona do zycia wynajmij opiekunke
          na 4 h i wez partnera wieczorem do kina zapros

          pozatym czy partner pani pracuje 24 h na dobe i 7 dni w tygodniu wymysl cos co
          moglibyscie zrobic w 3 pani partner musi sie przyzwyczaic do pani corki i ja
          pokochac i wiedziec ze on jets dla niej wazny partner moze bac sie tego ze on
          jets ntak naprawde nikim dla pani corki mysle ze pomiedzy corka a partnrrem musi
          pojawic sie nic przyjazni idzcie raz we 3ke a innym razem powiedz zeby poszli
          sami na basen a ty bedziesz na nich czekla na zewnatrz moze oni potrzebuja
          stopniowo uczyc sie wzajemnie siebie partner nie ma dzieci swoich i nigdy nie
          poznal uczuc jakie towarzysza kazdemu tacie


        • milena2004 zostaw go 10.12.08, 15:13
          zostaw go i tyle, z tego co przeczytam to sądzę że on sie nie
          zmieni,
          • nowy99 Re: zostaw go 10.12.08, 16:04
            Szkoda więcej go przekonywać i się prosić o ślub, o wspólny wyjazd.
            Odeszłabym bez słowa, aby nie potęgować napięć przy odjeździe.
            Wyczuwam też u niego niechęć do Twego dziecka, a to źle rokuje, bo
            dziewczynka jest bezproblemowa, ambitna i cóż się do niej czepiać.
            Ty nie masz nic oprócz oporu, braku oparcia z jego strony. No i
            jeszcze te "ciche dni" - trwają za długo - moi rodzice rozstali się
            z powodu cichych dni (trwających max 7 dni), mama dostała nerwicy,
            potem depresji i tak to się nakręca spirala niechęci, wrogości i
            nienawiści do partnera.
            Mój mąż nigdy nie obraził się na więcej niż pół godziny, a potem sam
            zaczął zagadywać. Pytałam, czy zrozumiał swój błąd skoro się
            przymila,a on, że to ja jestem nie mam racji a on po prostu nie chce
            być ze mną w stanie gniewu i nieodzywania się - zupełnie co innego
            niż mój ojciec... każdemu życzę takiego partnera. Naprawdę. My się w
            ogóle o nic nie kłócimy tylko miło spędzamy szare, zwykłe
            popołudnia. Ale on zawsze ze mną pojechałby czy to do sklepu, czy
            apteki czy przychodni czy na oglądanie szmat, butów czy mebli - a ja
            za to nie ciągam go, chcę żeby odpoczął po pracy, mówię: kimnij się,
            bo wczoraj długo rozmawialiśmy w łóżku. Szanujemy się i nie
            obarczamy. Ale to tylko jego zasługa, bo gdyby był niechętny do
            wspólnych działań, wyjść itp. to pewnie nalegałabym na nie wciąż...

            Twój partner jest słabym gościem (pominę już kwestię Waszego
            podziału budżetu, jego obrzydliwie skrupulatnej rozdzielności,
            pominę jego paskudne poniżające teksty o kupowaniu na wypadek
            rozejścia się - nie do przyjęcia!!!), daj sobie czas na poznanie
            kogoś naprawdę fajniejszego. Póki jesteś młoda.
            • rozwazna35 Re: zostaw go 10.12.08, 16:48
              No właśnie, widzisz rzeczy, które są naprawdę. Moi znajomi też mi
              mówią, że on nie akceptuje mojego dziecka - sprawa z samochodem i to
              3 miejsce dla niej- mówiłam mu to, że ja tak to odbieram, że on nie
              bierze jej w ogóle pod uwagę i chciałam nawet sama dać te 8 tys. Ale
              to chyba rzeczywiście jest zbyt upokarzające. Nawet w kłótni teraz
              jak niby chce mnie zatrzymać wykrzyczał mi, czemu ja obarczam go
              winą za to, że ja mam dziecko. Po tych cichych dniach - 1,5 miesiąca
              ja czuję, że naprawdę popadam w depresję. Z jednej strony szkoda mi
              tego wszystkiego no i boję się jakby nie było powrotu w rodzinne
              strony, a z drugiej wiem, że jak tu zostanę to będzie mi jeszcze
              gorzej. Ja tak w środku czuję, że muszę stąd uciec, bo zwariuję i
              będzie mi źle. Nienawidzę tego miasta, tej szarej, brudnej Łodzi, bo
              tak naprawdę w porównaniu do mojego poprzedniego życia, obecny
              standard znacznie się pogorszył. Tam mieszkałam w ładnym miejscu,
              blisko centrum, moja mama i jej siostra z synem, synową też
              mieszkają na tym samym osiedlu, ciągle się spotykają, wspólnie
              wyjeżdzają a to nad jezioro, albo na jakieś imprezy w mieście. Po
              prostu normalne życie. Nie mówię o moich znajomych, bo tam mam ich
              sporo, każdy się interesuje, nawet przy przeprowadzce oferują mi
              pomoc. Mam z kim się spotkać i jak spędzać czas. Pracę też miałam b.
              fajną - pracowałam w hotelu, gdzie dużo się działo. Być może i tam
              będę mogła wrócić jak będzie wolne miejsce, bo byli ze mnie
              zadowoleni. No i przyszłość córki widzę tam inaczej niż tu. Tam
              można wiele robić - chociażby jakieś dodatkowe zajęcia, tańce np. bo
              wszystko jest w pobliżu. W Łodzi, mimo, że to duże miasto z
              większymi możliwościami, to paradoksalnie nie można z nich
              skorzystać. Odbieram córkę ze szkoły o 16.30 i zawieźć ją na jakieś
              zajęcia, gdzie całe miasto jest zakorkowane jest niemożliwością. To,
              co tu się dzieje to istna dżungla. To nie tylko moja opinia, ale i
              samych rodowitych mieszkańców, którzy mówią, że chętnie by stad
              uciekli. A to, że my we trójkę nie byliśmy nigdy chociażby w
              McDonaldzie to naprawdę jest chore. Wakacje były już dwuktornie -
              też żadnych propozycji ani chęci. Uważam w ogóle, że on jest
              pracoholikiem ze wszystkimi objawami. Ciągle myśli o pracy, jak ma
              wolny czas to nie wie co z nim zrobić, jest zdenerwowany jak mu
              przeszkodzę w pracy - nawet w chorobie czy to mojej, czy jego mamy -
              praca była najważniejsza. Siostra jego zawaliła egzamin, bo musiała
              z mamą do lekarza jechać, bo dla niego było najważniejsze jechać do
              pracy, choć ma własną firmę i sam sobie wszystko organizuje. Chyba
              za dużo się tego wszystkiego nazbierało.
              • marzeka1 Re: Dlaczego??? 10.12.08, 17:52
                "wykrzyczał mi, czemu ja obarczam go
                winą za to, że ja mam dziecko."- DLACZEGO robisz to swojemu dziecku??? dlaczego robisz to sobie? Miotasz się któryś już miesiąc, bo wróćiłaś z tym postem na forum, a twoja sytaucja dalej się nie zmianiła i nie zmieni. Tylko w imię czego twoja córka ma życ na co dzień z facetem, który jej nie akceptuje,nie chce?
              • m1nsk Re: zostaw go 11.12.08, 09:43
                Nad czym Ty się jeszcze zastanawiasz.. Moim zdaniem, przedłużasz tylko swoje
                męczarnie, zbierz wszystkie siły i przeprowadź się z pomocą przyjaciół,
                zobaczysz - nie będziesz sama i nie będzie tak źle.
                Najgorzej jest jak się o czymś rozmyśla - jak to będzie, a nie działa. Myślę, że
                Ci ulży, jak tylko podejmiesz konkretne kroki.
                Po prostu nie dopasowaliście się z tamtym mężczyzną w codziennym życiu. Moim
                zdaniem różnice w waszym podejściu do życia i rozbieżności we wzajemnych
                oczekiwaniach są tak duże, że to się nie uda. Jesteś o kolejne doświadczenie
                bogatsza. Nie marnuj czasu, który Ci został. Szukaj szczęścia z kimś innym.
                Powodzenia.
            • ajmj Re: zostaw go 11.12.08, 07:49
              Dla mnie wcale nie wyolbrzymiasz i nie wymyślasz. Znam samotność w
              nowym miejscu. Każdy przystosowuje się inaczej - jeden szybciej
              drugi dłuzej. Mi potrzeba było ze trzy lata zanim zaczęłam w miarę
              dobrze się czuć i porzebowałam bardzo wsparcia partnera.
              Co Tobie przeszkadza - przeszkadzałoby i mi. Nie wyobrażam sobie
              mieszkania na czyimś. Powoduje to własnie brak poczucia
              bezpieczeństwa. My kupilismy po dwóch latach bycia z sobą -
              mieszkanie. Kupilismy je wspólnie. Bez wyliczania co i kto. Takie
              też wyliczanie spowodowałoby, ze czułabym sie bardzo źle w związku.
              Dla mnie bycie razem to juz wspólne dorabianie się i dorobek taki
              jest własnościa obydwojga partnerów. Następna sprawa. Twoja córka.
              Ja mam syna, gdzie mój partner najnormalniej w świecie sie nim
              zajmował. Nie musiałam szukać żadnej opiekunki. Chodził do niego i
              chodzi na wywiadówki, zostaje z nim itp. Czuję , że tworzymy
              rodzinę. Nie jestem sama ze swoimi problemami...
              Takze to co opisałaś - dla mnie jest nie do przyjęcia. Rozumiem
              Ciebie, poniewaz jak pisałam wyżej nie masz komfortowej sytuacji. Ja
              nie dałabym rady.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 10.12.08, 23:50
      Fakt, że jak Pani twierdzi, Państwa wzajemne uczucia do siebie jeszcze nie
      wygasły napawa nadzieją.
      Ale jest też bardzo dużo trudności. Oprócz kłótni i cichych dni,asymilowania się
      do nowego miasta,mało przyjemnych ustaleń finansowych, podstawowy kłopot widzę w
      tym, co nazwałabym wzajemnym niedoszacowaniem. Otóż wydaje mi się, że oboje nie
      wzięliście pod uwagę swojego dotychczasowego życia. Pani trudno zaakceptować i
      zgodzić się na jego pracoholizm, przesadną oszczędność, kawalerski egoizm czy
      brak umiejętności współpracy rodzinnej. On nie może zrozumieć Pani
      rodzicielskiej troski, potrzeb 8 - letniego dziecka, jego prawa do
      rozpieszczania, Pani o nią niepokojów i spokojnych nie wymagających metod
      wychowawczych, potrzeby rozrywek oraz potrzeby na oswajanie się z Pani partnerem
      jako jej opiekunem.
      Z tego powodu wzajemne rozczarowanie a co za tym idzie pretensje są duże i
      obopólne. Albo trzeba wynegocjować zmiany albo przyjąć ten stan do wiadomości
      licząc na powolne, ewolucyjne zmiany wraz z upływem czasu. Trzecie rozwiązanie
      to rozstanie lub utrzymywanie związku na odległość, gdzie będzie mniej punktów
      stycznych dla wzajemnej codzienności. Mało to pocieszające, ale realistyczne
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • rozwazna35 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 11.12.08, 00:39
        Pani Agnieszko! Bardzo dziękuję za odpowiedź i trafne spostrzeżenia.
        Szkoda, że człowiek nie jest tak mądry i nie potrafi przewidywać. Bo
        wiele spraw wychodzi dopiero w życiu i przy bliższym poznaniu.
        Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam.
    • karmelowa_mumi Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 11.12.08, 09:03
      hej, wydaje mi się, że jesteś osobą, która zasluguje na to, żeby byla najważniejsza. Praca jest bardzo ważną wartością, choćby dlatego, że pozwala nam żyć w jakimś minimum komfortu, ale najważniejsza jest rodzina, bliskie osoby i zaangażowanie psychiczne w te więzi.
      ja mam odwrotną sytuację - mój chlopak wprowadzil sie do mnie, kiedy tylko znalazl tu pracę. Nie ma tu nikogo ze znajomych i widzę, że czasem brakuje mu starych znajomości, bo choć kontakt telefoniczny jest, to czasem brak po prostu wyjść ot tak na piwo. Mi by tego bardzo brakowalo, dlatego dobrze Cie rozumiem. Ja staram się bardzo, by mój maż już teraz nie czul się samotny, pomagam mu w sprawach codziennych, angażuję go do aktywności, polecilam i zapisalam do lekarzy, podpowiadam gdzie co zalatwić, w razie czego rysuję mapki, jak gdzie dojechać, poznaję ze swoimi znajomymi, żeby jak najbardziej czul się swojsko w obcym mieście i nie wyobrażam sobie, żeby nie interesować się tym, jak sobie radzi kochana osoba.

      myślę, że w Twoim przypadku nie o pracoholizm idzie, tylko wlaśnie o jego niedojrzalość psychiczną do bycia w rodzinie, olewa Cię, ignorując Twoje potrzeby, czujesz się samotna i nieważna, nie mówiąc już, że Twoja córka może czuć Cię ignorowana i gorsza.

      jeśli Twoje prośby i rozmowy nie przynoszą skutku, to wracaj do swoich bliskich. Życzę Ci dobrych decyzji.
      • rozwazna35 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 11.12.08, 10:36
        Dziękuję Wam wszystkim za dobre rady. Lżej mi jest jak widzę Wasze
        spojrzenie na to wszystko i zrozumienie. Bo jak się jest samemu z
        własnymi myślami to człowiek nie wie już co ma myśleć. Jestem już
        coraz bliżej decyzji o wyjeździe, w zasadzie to już chyba ją
        podjęłam,a ciężko mi było tylko się z nią oswoić. Mam już załatwioną
        szkołę dla córki, przyjęli ją tam, gdzie chciałyśmy, do klasy, gdzie
        są jej koleżanki z przedszkola i osiedla. Więc jeden krok już mam za
        sobą. Teraz muszę tylko do końca grudnia złożyć wypowiedzenie w
        pracy. Jak rozmawiam z moim partnerem m.in. o tych wszystkich radach
        i uwagach, to on nawet teraz, gdy wie, że jest zła sytuacja nie
        stara się zrozumieć mnie ani trochę, tylko z uporem maniaka tłumaczy
        mi, co ja źle robię i dąży do zmiany mojego myślenia. A to nietędy
        droga, bo wiem, że to wszystko będzie mi ciągle przeszkadzać. Jego
        brak zaangażowania w rodzinę nie objawia się tylko, jeśli chodzi o
        nas. On tak samo zachowuje się wobec swoich rodziców i swojej
        siostry. Praca jest dla niego najważniejsza i krytykuje każdy sposób
        na życie, który jest inny niż jego.
        • m1nsk Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 11.12.08, 10:46
          Jestem ciekawa, kiedy przez swoje bezduszne podejście pan obudzi się z ręką w
          nocniku i zrozumie, że został sam. Jak postąpi wobec niego rodzina przy takim
          traktowaniu, to ich sprawa ale Ty nie musisz się na to godzić skoro (słusznie)
          brakuje Ci kontaktu, ciepła i zrozumienia. Trzymaj się w swoich postanowieniach
          i powodzenia!
          • nowy99 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 11.12.08, 16:48
            Samą miłością daleko się nie pojedzie, z czasem (a nawet zaraz po
            starcie, czego i Ty już doświadczyłaś) ważniejsze jest dopasowanie
            charakterów czy to na zasadzie podobieństwa, czy uzupełniania. U Was
            nie ma właściwie nic z tych rzeczy, myślę, że Twój partner jest
            nudny i egoistyczny, nie zamierza zaspokajać wcale Twoich, Waszych
            marzeń, pragnień, nie dążycie w jednym kierunku. Uwierz, to naprawdę
            stosunkowo słaby gość.
            Piszesz, że w Olsztynie została rodzina, spotykają się, myślę, że
            gdybyś wróciła, będzie tam Ci tylko lepiej. I po paru miechach
            podziękujesz sobie za podjęcie decyzji o powrocie. Tam jest naprawdę
            dla Was lepiej. Szkoda czasu i życia i nie bój się tej decyzji, z
            pozoru wygląda strasznie, ale potem będzie tylko lepiej.
            Uwierz, mam trochę doświadczenia (37 wiosen;): ten facet jest
            słabiuchny w tym, co Ci oferuje, a jego miłość funta kłaków
            niewarta - snob, smutas i egoista. Do bani z takim. Na przyszłość:
            wystrzegaj się egoistów, to chyba (prócz alkoholików i babiarzy)
            najgorszy możliwy wybór.
            • lankal84 do rozwaznej 16.12.08, 13:50
              dobrze ze podjelas juz jakas decyzje to juz zmienia myslenie czlowieka i jest mu
              troche lepiej
              jestem ciekawa jak potoczy sie to wszytsko dalej czy poczujesz ulge
              przeprowadzajac sie spowrotem do rodzinnego miasta wiec napisz

              teraz napisze cos jako matka mysle ze zawsze trzeba patrzec na dobro dziecka by
              czulo sie kochane przez wszytskie najlblizsze pani i jemu osoby kochane i w 100%
              akceptowane
              • rozwazna35 Re: do rozwaznej 16.12.08, 19:45
                Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie. W piątek składam wypowiedzenie w
                pracy. Ciężko mi jest ogólnie, bo Święta tuż tuż. Atmosfera w domu
                też trudna. Powiedziałam mu, że się zdecydowałam wyjechać, choć on
                nadal mówi, żebyśmy ratowali nasz związek. Ale ja już nie chcę.
                Bałabym się tu zostać, zwłaszcza teraz - dla mnie niewykonalne już.
                Choć wiele rozmów przeprowadziliśmy, niczego nie wniosły. Musiałabym
                zgodzić się na życie takie jak dotychczas, bo wg niego wszystko to
                moja wina. Samochód wg niego - mój problem, bo to ja nie chcę
                nauczyć się jeździć (no i powinnam sama sobie go kupić, bo jego nie
                stać), zameldować mnie nie może, bo mieszkanie nie jego, ślub
                dopiero za rok, bo nie można wziąć ślubu z kimś, kto ciągle straszy,
                że odejdzie. Mówię Wam - horror. Jest to bolesne, bo wracają ciągle
                myśli, dlaczego tak się to ułożyło. Ale cóż. Nie mogę się na coś
                takiego godzić i nie mogę pozwolić, aby moja córka miała takie
                życie. Bo będąc tutaj mam wrażenie, że ją z czegoś okradam. I obie
                tracimy tak cenny kontakt z bliskimi nam ludźmi i z moim kochanym
                miastem.
        • izabelski Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 16.12.08, 18:12
          >>z uporem maniaka tłumaczy mi, co ja źle robię i dąży do zmiany
          mojego myślenia

          bo to ty sie zmienilas a nie on
          jemu nie sa potrzebne sytuacje, gdy on ustepuje - wg niego zycie to
          ciagla gra, gdzie trzeba zawsze wyjsc na swoje

          mysle, ze nie zna slowa - kompromis
    • rozwazna35 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 15.01.09, 10:34
      Witam Was! Postanowiłam odświeżyć wątek. Dziękuję Wam za wszystkie
      rady, bardzo mi pomogły. Za tydzień wracam do siebie. Mam nadzieję,
      że moja decyzja jest słuszna i nie będę jej żałować.
      Przeprowadziłam z moim partnerem wiele, wiele rozmów, które
      niestety niczego nowego nie wniosły i nie doprowadziły do
      rozwiązania sytuacji. Każda rozmowa polegała na tym, że ja mówiłam
      o tym, co bym chciała, żeby się zmieniło, a on robił wszystko i
      tłumaczył mi,że ja źle myślę i przekonywał mnie, że jego
      postępowanie jest jak najbardziej słuszne. Pytając o ślub jeszcze
      miesiąc temu powiedział, że weźmiemy za rok jak będzie między nami
      dobrze. Wczoraj jak zaczęłam z nim ustalać ostatnie szczegóły mojej
      wyprowadzki miał jeszcze nadzieję, że zostanę i był już skłonny
      wziąć ślub latem. Jestem tym wszystkim zmęczona, nie wiem jak to
      będzie w dniu wyprowadzki i powiem, że jest to trudne. Jednak wiem,
      że cokolwiek z nim ustalałam i rozmawialiśmy, nie mogliśmy dojść do
      porozumienia. Każda rozmowa kończyła się tym, że on nazywał mnie
      prowokatorką, intrygantką i materialistką. Uważa, że przyjechałam
      do niego, bo myślałam, że on jest wielkim biznesmenem. To była jego
      odpowiedź na moje uwagi, że mamy złe ustalenia finansowe. Pisałam o
      nich trochę, w rzeczywistości wygląda to tak, że on opłaca czynsz i
      media, wychodzi tego ok. 650 zł miesięcznie, a na mojej głowie jest
      reszta: jedzenie, środki chemiczne i inne rzeczy potrzebne do domu.
      Ubranie każdy sam sobie kupuje, ja muszę opłacić wszystko, co
      związane jest z moim dzieckiem i ze mną, moje dojazdy do pracy,
      lekarzy itp. Oprócz tego to ja sprzątam dom i robię zakupy. On nie
      wykazał nigdy troski tego typu, czy mi starcza pieniędzy, wspólnie
      niczego nigdy nie kupiliśmy.O samochodzie już pisałam. Jak jechałam
      na święta do domu, on pomógł mi znieść walizkę do taksówki i
      poszedł. Jak wracałam zaoferował, że może przyjechać na dworzec i
      zabrać walizki, ale jak ja z moim dzieckiem dotrę do domu, to już
      moja sprawa, czyli mam wracać autobusem, albo pieszo, albo nie wiem
      jak. Powiedziałam, że dziękuję, wezmę taksówkę. On nie widzi w tym
      problemu i mówi, że on by się cieszył jak ktoś by mu przyjechał
      odebrać walizki. Byliśmy teraz we trójkę na WOŚP i powiem, że było
      to nasze pierwsze wspólne wyjście we trójkę do miasta od ponad
      roku. Najlepiej jak bym sama sobie z moim dzieckiem organizowała
      czas. A jak mówię, że nie ma mi tu kto pomóc, to on odpowiada, że
      moja mama też często narzekała, że musi pilnować mojej córki i że
      jak wrócę, to za 3 miesiące się przekonam, że będzie mi ciężko i że
      ona znów będzie marudzić. Dodam,że nigdy nie było sytuacji, aby on
      został z moim dzieckiem, żebym ja poszła np. na zakupy sama, nie
      mówię o sytuacjach, gdy musiałam iść do lekarza też z nią, bo nie
      miała z kim zostać. Jego mama siedzi w domu całymi dniami, pomaga
      tylko trochę mężowi w firmie, a moje dziecko codziennie od 8 rano
      do prawie 17 siedzi w szkole. Jego rodzice mieszkają po drugiej
      stronie ulicy. Nie mówię o jakichkolwiek uroczystościach szkolnych,
      gdzie nigdy nikt z nich nie był, ani mój partner, ani jego rodzice.
      No i jak jestem traktowana? Przepraszam, że się tak żalę, ale nie
      jest to łatwe mimo wszystko, bo jak by nie było jestem tu 2 lata i
      życie znów mi się zmieni i znów mi nie wyszło....
      • marzeka1 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 15.01.09, 10:44
        Wyprowadzka i próba naprawienia swojego życia, ułożenia na nowo dobrych relacji
        w dzieckiem (które na pewno odczuwa to, co jest między wami) jest najlepszym, co
        możesz zrobić. Życzę powodzenia :)
        • nowy99 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 15.01.09, 10:57
          Ja też życzę Ci siły i powodzenia - Twój strach i rozpacz to tylko
          lęk przed nowym życiem - ale po tym co piszesz jeszcze bardziej
          utwierdzam się w przekonaniu, że gość i jego rodzina są zimni dla
          Ciebie i zupełnie nieskorzy do prawdziwych rodzinnych relacji.
          Gratuluję decyzji i życzę wszystkim zagubionym w pomyłkowych
          związkach kobitkom takiej właśnie odwagi do zmian. Wszak zmierzają
          do lepszych i weselszych dni - tylko cierpliwości...
      • die_blume Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 15.01.09, 11:09
        rozwazna35 napisała:

        > Witam Was! Postanowiłam odświeżyć wątek. Dziękuję Wam za wszystkie
        > rady, bardzo mi pomogły. Za tydzień wracam do siebie. Mam
        nadzieję,
        > że moja decyzja jest słuszna i nie będę jej żałować.

        Postąpiłaś słusznie.

        Każda rozmowa kończyła się tym, że on nazywał mnie
        > prowokatorką, intrygantką i materialistką. Uważa, że przyjechałam
        > do niego, bo myślałam, że on jest wielkim biznesmenem. To była
        jego
        > odpowiedź na moje uwagi, że mamy złe ustalenia finansowe.

        Szkoda słów


        Jak jechałam
        > na święta do domu, on pomógł mi znieść walizkę do taksówki i
        > poszedł. Jak wracałam zaoferował, że może przyjechać na dworzec i
        > zabrać walizki, ale jak ja z moim dzieckiem dotrę do domu, to już
        > moja sprawa, czyli mam wracać autobusem, albo pieszo, albo nie
        wiem
        > jak.

        Postąpiłaś bardo słusznie, po co sie męczyć, Ty i Twoja cóeczka nie
        byłyście akceptowane, zasługujecie na kogos lepszego. Wszystkiego
        dobrego:-)
      • marianka_marianka Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 15.01.09, 13:42
        Dobrze zrobiłaś! Podziwiam, bo nie był to łatwy krok. Męczyłabyś się strasznie w tym związku. To był jakiś "zimny typ"... To co opisywałaś, to nie był prawdziwy związek lecz bezuczuciowy kontrakt dwojga ludzi z dokładnym wyliczaniem: to twoje,a to moje... Brrr...
        • rozwazna35 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 03.02.09, 22:07
          Witajcie!
          Chciałabym podzielić się z Wami moimi ostatnimi przeżyciami. Już
          ponad tydzień jestem u siebie, wróciłam. I choć dzień mojego wyjazdu
          był bardzo ciężki to teraz jest coraz lepiej. Gdy wyjeżdżałam, mój
          partner rozpaczał, próbował mnie zatrzymać. Powiem szczerze, że
          serce mnie bolało. Bardziej chyba mi było szkoda jego niż siebie. Bo
          ja pełno łez wylałam wtedy, gdy byłam u niego, powoli, w każdych
          przykrych sytuacjach, więc swoje wypłakałam dużo wcześniej. Teraz,
          po tych kilku dniach uważam, że zrobiłam właściwie. On codziennie
          dzwoni, chce, abym wróciła. Ale ja nie wrócę. Tu poczułam się w
          końcu bezpiecznie, tam w ostatnim czasie doszło do tego, że zaczęłam
          mieć jakieś lęki, bałam się o córkę i siebie, czułam się bardzo obco
          i samotnie. Moja córeczka była już pierwszy dzień w nowej szkole, ma
          w klasie koleżanki z przedszkola, dzieci przyjęły ją bardzo
          życzliwie i były b. pomocne. Tu jest po prostu normalnie. Martwię
          się tylko o pracę, bo gdybym wróciła we wrześniu to mialabym moją
          poprzednią, a teraz niestety nie ma miejsca, ale wszyscy znajomi są
          życzliwi i intersują się co u mnie. Wierzę, że jakoś się wszystko
          ułoży. Wiem też, że nigdy nie zrobiłabym ponownie czegoś takiego, że
          wszystko rzucam dla faceta. Człowiek w każdej sytuacji jednak się
          czegoś uczy.
          • marzeka1 Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 03.02.09, 22:44
            Powodzenia, bo bardzo dobrze zrobiłaś.
            "Wiem też, że nigdy nie zrobiłabym ponownie czegoś takiego, że
            > wszystko rzucam dla faceta."- to cenna nauka, warto o tym pamiętać.
          • ladyjay Re: Pani Agnieszko! Bardzo proszę o radę 04.02.09, 00:16
            Powodzenia! Dobrze postapilas. Trzymam kciuki za Ciebie i za coreczke aby wasze
            zycie wrocilo do normy. A tym panem juz sie nie przejmuj, nie bylabys
            szczesliwa w tym zwiazku, a twoje dziecko tym bardziej.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka