olga_w_ogrodzie
28.12.09, 03:43
wczoraj, gdy kawałek "Królowej Śniegu" z Bridget Fondą oglądałam,
znów pomyślało się o baśniach.
uwielbiałam.
ale tylko trzech autorów czytać znów mogę po dziś dzień.
Andersen i bracia Grimm to dla mnie panowie od antybaśni urody
niesłychanej.
antybaśnie, bo całkiem inne - poezja i thriller.
u Andersena jest zakopana w donicy z ziemią czaszka zamordowanego,
która zakwita jaśminiem.
u braci Grimm ucięta głowa konia, a do niej mówi codziennie
królewna :
- O Fallado, wisisz nad wrotami.
a głowa konia odpowiada :
- O królewno, biegasz za gąskami. Gdyby to matka twa widziała, serce
by pękło jej z żałości.
tego chyba dzieci nie powinny czytać.
ja pochłaniałam.
straszliwie mocno działa na wyobraźnię.
a już gdy sobie to czyta z tchem zapartym dzieciak jak Kevin sam w
domu - no to fantazje płyną jak najbardziej bystre rzeki świata.
i jeszcze Astrid Lindgren.
poza niebaśniową - "Dzieci z Bullerbyn" jeszcze pełno rzeczy
baśniowych : te opowieści z "Nilsa Paluszka" na przykład.
dzieci z rzadka zrozumieją podtekst.
ale mogą go czuć dokładnie nie wiedząc co i jak.
wrażliwi dorośli tak.
wiedzą.
piękna sprawa - baśnie te Astrid.
ale i niebezpieczna - się włazi w nieistniejący świat i trudno
latami całymi wyleźć nieuszkodzoną będąc.