Jeszcze 3 dni dziela mnie od wyjazdu do "Kraju Przodkow", w domu mam balagan
nie do opisania (koniecznosc redukcji bagazu w stosunku do przyzwyczajen z
podrozowania autem, czego
nigdy wiecej. Dzis dwie godziny wykreslone z
zyciorysu, spedzone w salonie fryzjerskim , efekt - wygladam jak morelowy
spaniel.
Ale tez trzeba przyznac fajnie odpoczelam, fryzjereczki mnie wyszamponowaly,
wymasowaly, wystrzygly niemal kazdy wlos osobno (ostatnie strzyzenie mialam
zmasakrowane), w przerwach pomiedzy poszczegolnymi fazami "operacji" nawet
sobie podsypialam. Dusza mi lka, ze zostawiam Pitke choc wiem, ze z Kicurem
jej bedzie jak u Pana Boga za piecem. Z drugiej strony cholerycznie sie ciesze
na te wakacje, na spotkania z wszystkimi przyjaciolmi z realu i z 2 LESerkami,
szkoda, ze narazie tylko z 2

.
Mam nadzieje, ze komary znad Dunajca mnie nie zagryza, ze samolot doleci i
wyladuje wg najlepszych zasad sztuki lotniczej, to sie rozumie samo przez sie.
Co noc mi sie sni serial o podrozach z przeszlosci i o jakichs dziwnych
miejscach, niby mi znanych, ale gdzie nie przypominam sobie, ze bym
kiedykolwiek byla.
Podtrzymajcie mnie na duchu, bo czuje, ze sie "dyspepsji" nabawie (oby nie
wypadlo to w samolocie ;P.