Dodaj do ulubionych

Matczyne "ale"

11.11.09, 15:23
Jakbym słyszała historię o sobie. Moja Mama nigdy nie jest ze mnie zadowolona. Przy rodzinie jestem och i ach, jednak jak jesteśmy same zastanawiam się, co powie, żeby mnie zdołować. Jednak już jej nie słucham. Nie zwracam co uwagi na to, co ona mówi. To moje życie, nie jej!!
Moje rodzeństwo jest wspaniałe.Zawsze. Choćby popełnili najgorszy błąd w swoim życiu, i tak to się nie zmieni.
Choćbym starała się, to i tak się nie uda,żeby się do mnie nie czepiała. Zawsze dla niej będę złą i wyrodną córką, która nie może mieć nawet swojego zdania, bo i tak ONA wie lepiej.
Obserwuj wątek
    • coomassie9 Matczyne "ale" 30.03.10, 10:29
      Nie wiem dlaczego relacja z matka dla niektorych z nas okazuje sie byc ta najtrudniejsza... Moja matka tez do tej pory na kazde moje zdanie reaguje dolujacym komentarzem ("z troski o moja przyszlosc") albo podwarzajacym moje (samo)zadowolenie lub chwile szczescia pytaniem. Kiedy juz nie wiadomo co powiedziec, pada kluczowe: "za dlugo ci tej radosci nie wystarczy, zycie zawsze przynosi smutek" albo "no ciesze sie, ze sie cieszysz ale... boje sie zebys sobie zycia nie zmarnowala bo jestes na najlepszej drodze". Bo ja „nic nie rozumiem, bo nie mam dzieci ani meza i nic nie wiem o zyciu”. Nie ma znaczenia, ze oddaje sie swoim pasjom, mam doktorat, radze sobie sama zagranica i prawie wychowalam jej syna (syndrom starszej siostry wlecze się za mna). Z moich najwazniejszych osiagniec zawsze na pierwszy plan wychodzi brak dzieci, nieprzyjmowanie ksiedza po tzw. koledzie oraz nieulozone wlosy, ewentualnie niedoprasowane spodnie („czemu nie spodniczka?”). Bilans 35-letniej corki.

      Wyjechalam z kraju i nabieram energii. Odwiedzam dom raz w roku. Ze scisnietym zoladkiem. Wszystkie opowiesci i wrazenia, ktorymi chcialabym,sie podzielic z "najblizszymi", przechodza mi wolno przez scisniete gardlo w oczekiwaniu na atak i dyskusje o moich brakach, zawsze laduja w kontekście moich rówieśników. Niewazne, ze wiekszosc z nich jest juz po rozwodach… nagle praca w miesnym daje wieksze pole do popisu niż na uniwerku. W albumie rodzinnym sąsiadów na zawsze pozostanie zdjecie corek w bialej sukience, ktorym mozna sie chwalic postronnym, pomijajac koniec takich historii. A moja mama tej szansy mieć nie będzie. Photoshopa nie obsluguje.

      Ale pomimo bolu z jakim pisze ten komentarz, czuje satysfakcje ze udalo mi się uciec, na poczatek fizycznie, zaczerpnac troche powietrza a potem uznania i milosci od innych, mniej "(zimna) krwia zwiazanych"
      • frankafiranka1 Re: Matczyne "ale" 30.03.10, 12:38
        Powiem tak, masz 35 lat a jesteś uzależniona od opinii i fochów swojej matki,
        którą widzisz raz na rok. Czy nie wydaje Ci się to dziwne?
        Ja wiem, że to trudne ale wystarczy znaleźć dobrego psychologa. Pół roku do roku
        terapii i jesteś jak nowo narodzona. Rady i opinie mamusi traktujesz z
        przymrużeniem oka, stawiasz jasno granice, jesteś dorosła, masz swoje życie,
        swój cel, jesteś asertywna, jesteś szczęśliwa. Nie masz ściśniętego żołądka i
        nie płaczesz jak mamusia krzywo popatrzy (mamusia swoją drogą toksyczna)
        Powodzenia.
        • schwarzwaldmaedel Re: Matczyne "ale" 02.04.10, 19:12
          Rozumiem wasz bol kobietki....moja mamusia tez robi mi pieklo, ale glownie z
          powodow finansowych.....no bo skoro juz mieszkam za granica to dlaczego jej nie
          utrzymuje? Wyrodna corka jestem, zle zyje, wszystko robie nie tak, facet tez nie
          ten... nie mam mieszkania na kredyt, ani ustawionego meza...nie przysylam jej
          pieniedzy.... wszystko do bani....ale przerwalam jednostronnie ten toksyczny
          zwiazek i od razu mi lepiej. tylko polskich swiat zal, bo nie mam ich z kim
          teraz spedzac......
    • thequeenbee Re: Matczyne "ale" 01.10.10, 11:15
      Z moich obserwacji wynika, że tak już jest. Matka wybiera sobie jedno dziecko, które będzie miało samo przywileje bez względu na to co zrobi, a drugie obrywa na każdym kroku i nigdy nie spełnia oczekiwań. Ja też jestem tą "gorszą". Po prostu uciekłam.
    • lena575 Matczyne "ale" 01.10.10, 15:07
      Myslę,że to jest takie "wychowanie", często rodzinne: siedź w kącie a znajdą cię, skromność się przebije, dobre się samo chwali, poniżeni będą wywższeni i odwrotnie. No i trzeba tego młodego poniżyć, ściągnąć do parteru by się "nie wywyższał". Do tego "młodego" wychowywać trzeba całe życie, nigdy się wychowanie nie kończy. Jest taka postawa dość częsta, niestety w polskich rodzinach.
      Mam zupełnie innych rodziców, moja Mama jest moją przyjaciółką, mogę jej powiedzieć wszystko i nigdy nie krytykuje, zdanie wyrazi gdy pytam, gdy wie,ze może się przydać. Rozmawiam z Nią jak z przyjacielem. Takie same, mam nadzieje, mam relacje z moją dorosłą córką. Zupełnie odwrotne stosunki miał mój mąż ze swoją matką. Ona zawsze musiała mu wbić szpilkę, zawsze widziała zagrożenia i złe rzeczy, zawsze musiała wyknąć jakś błąd nawet sprzed 10 lat jako przykład,ze on do czegoś się nie nadaje. Każdy sukces potafiła chwaląc podlać jadem. I tak samo jej siostry. Złe stosunki z matkami mają prawie wszystkie jego kuzynki. Jedna z ciotek nie kryła kiedyś oburzenia gdy powiedziałam,że już skończyłam dawno wychowywanie mojej 25-letniej córki, mieszkającej we własnym mieszkaniu, i dziś mogę jej tylko pomóc lub poradzić gdy o to prosi ale nie wtrącać się. Ciotka uważała,ze całe życie mam obowiązek "kierować dzieckiem". Nawet nie prawo ale obowiązek. Obawiam się,że takie stosunki gdy rodzic kieruje dziećmi przez całe życie można uskuteczniać tylko właśnie krytykując, wiec to łatwy sposób na sprawowanie władzy nad dziećmi. Taki rodzic nawet nie wiedzi,ze z nim nie rozmawiasz o własnych sprawach, znajdzie zawsze powód do krytyki i bez rozmów. Należy rozmawiać i takiemu rodzicowi mówić,że jego krytyka jest nieuzasadniona, nieprzjemna i niepotrzebna i,że można by tak w drugą stronę - rodzicowi też wbijać szpilę tylko po co? Jak będziemy chcieli to sobie wszyscy nieprzyjemne rzeczy możeny mówić. Mój mąż tak przeszedł "terapię" z własną matką, nauczył się być asertywny bez agresji. No i zobaczył "matkę bez władzy".
    • iskram Matczyne "ale" 20.01.11, 18:49
      Czy nie przyszło Ci do głowy że z "ale" same sa niepewne i trzeba je z tą niepewnoscia zostawić ,a zawdzięczaja to mezczyzną tchórzom którzy jak sobie nie poradzili to szukali schronienia pod kiecką ,dziś już to "ale" jest wyrzucone za okno!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka