Dodaj do ulubionych

Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina

    • karola1008 Re: Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 09:18
      Książki MM uwielbiałam jako nastolatka. A potem z nich po prostu
      wyrosłam. Miałam dosyć czytania o kolejnych dziewczynach, które na
      początku wprawdzie mają problemy, ale potem zjawia się miły facet i
      problemy się kończą. Lucy Maud Montgomery pisała o tym z większym
      wdziękiem, choć jej książki także mi się trochę przejadły. Ale tylko
      trochę.
      Do ksiażek MM wróciłam jako kobieta 30-letnia. Wróciłam-to za dużo
      powiedziane. Sięgnęłam po "Język Trolli" i "Czarną polewkę" z
      ciekawości. Przeczytałam je z uczuciem wzrastającej irytacji, bo nie
      mogłam przekonac się do postaci makabrycznie papierowych z jednej
      strony i pomnikowych z drugiej.
      Nie na tym, moim zdaniem, polega problem tych książek, że nie ma w
      nich feministek, spełnionych singli, gejów, czy lesbijek oraz tematu
      Parady Równości. Skoro MM zdecydowala się pisać o kobietach
      określonej kategorii-żonach (względnie niezamężnych, ale
      posiadajacych faceta, albo prostą drogą zmierzających do jego
      posiadania) i matkach-to jej sprawa. Mnie zastanawia, dlaczego MM
      nie porusza problemów, które mogą te dziewczyny, żony i matki
      dotknąć. Z opisanych fanfików najbardziej podobały mi się propozycje
      Verdany. W książkach MM nikt nie ma, choćby od czasu do czasu,
      powyżej uszu własnego mężą, matka nie traci cierpliwości do dzieci-
      chyba, że jest matką złą z definicji, a jeśli nie złą-to nie oddaną
      rodzinie w wystarczającym stopniu. Dziewczyna nie ma dosyć swojego
      chłopaka. Prowadza się z nim od liceum, najpóźniej od studiów, a
      potem oczywiście wychodzi za niego za mąż. Nie nudzą się sobą
      nawzajem, nie zwracają uwagi na innych przedstawicieli płci
      przeciwnej? Ida i jej mąż są zapracowani. Nie oddalają się od
      siebie, nie mają z tym żadnych problemów? Najbardziej bawi mnie
      postać Gabrysi-autorka zamierazła stworzyć ideał, a stworzyła matkę
      nie radzącą sobie z dziećmi-jej relacje z Laurą są tego przykładem.
      Nie sądzę, żebym obracała się w szczególnym środowisku, a każda z
      moich koleżanek, przynajmniej raz w życiu miała ochotę posłać męża
      do diabła a dzieci gdzieś daleko.
      Rozumiem, że taki właśnie idealny świat może niektórym odpowiadać,
      jako odskocznia od codzienności. A może takie rodziny jak Borejkowie
      istnieją. Ja osobiście takich nie znam, choć nie przeczę, że
      niektórzy moi znajomi posiadają niektóre cechy Borejków. Ale takie
      nagromadzenie wspaniałości w jednej rodzinie byłoby w rzeczywistości
      niestrawne.
      Książki MM to nie literatura wysokiej klasy, mają dostarczać
      rozrywki. Wymaganie, żeby MM zaczęła dokonywać wnikliwej analizy
      otaczającej nas rzeczywistości, to żądanie aby wzniosła się ponad
      swoje ograniczenia. Dajmy spokój. Ci co chcą niech czytają, a ci co
      niechcą-niech nie czytają. Ja nie chcę.
    • dem0kryt Przecież to bajka... 03.12.07, 09:28
      Nie bardzo wiem, czego spodziewają się ci wszyscy, którzy oskarżają Musierowicz
      o moherzenie itp... Chcą tzw. "prawdziwych" problemów współczesności,
      prawdziwego gnoju? Niech sobie sięgną po Kuczoka... Chcą feministek? To już
      Dunin im nie wystarcza? No fakt, pisarka z niej żadna... Ale przecież jest
      jeszcze Gretkowska...

      Musierowicz pisze bajki. Jak niegdyś Montgomery ze swoją Anią Shirley i jej
      środowiskiem. Jak w Polsce Rodziewiczowa. Tworzy taki świat, w jakim sama by
      chciała żyć, ludzi, wśród których chciałaby żyć. Nie ma tu feministek, gejów,
      transwestytów i Marszów Równości. I co z tego? Nic... To bajka, świat
      nieistniejący i niemożliwy... Jak u Gretkowskiej, tyle że bardziej pociągający,
      bardziej swojski, cieplejszy... Stąd poczytność Musierowicz, stąd też
      nieśmiertelność Ani z Zielonego Wzgórza. To powieści dla młodych dziewcząt.
      Starsze sięgają już po Dostojewskiego, Manna, Goldinga... A kiedy mają dość tego
      gnoju, wylewającego się z rynsztoków owego "prawdziwego" świata, znowu wracają
      na Zielone Wzgórze, do Poznania na ul. Roosevelta, czy choćby na Wyspę Skarbów...

      A dziennikarze Gazety Wyborczej niech już przestaną szukać prawicowych odchyleń
      w lekturach, bo to się źle kojarzy...
      • chicarica Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 09:34
        Nie chodzi o "gnój", tylko o to, że Musierowicz zrobiła się tak dydaktyczna, że
        aż niestrawna. Poza tym, w ostatnich książkach szwy puszczają i widać, że
        idealna rodzinka nie jest wcale aż tak idealna, tylko - jak już ktoś napisał -
        drobnomieszczańska do bólu, mimo wielkich aspiracji.
        • dem0kryt Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 09:43
          Wiesz, klasyczny western był do bólu dydaktyczny i pełen stereotypów. Ale kiedy
          różni macherzy zaczęli go "unowocześniać" i "zbliżać do życia" - zmarł śmiercią
          tragiczną... Borejkowie tacy, jak ich chciałaby widzieć Gazeta Wyborcza też by
          tej operacji nie przeżyli... Część ich uroku tkwi właśnie w tym, że sa tak
          drobnomieszczańscy...
          • chicarica Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 09:52
            A ja myślę, że w czym innym problem.
            Pani Musierowicz, z całym szacunkiem, "wychowała" sobie czytelniczki, które po
            prostu MYŚLĄ. Uwierz mi, jestem jedną z nich, moje koleżanki też, to nie były
            dziewczyny, które słuchałyby Dody Elektrody. Te od Dody Elektrody w tamtych
            czasach raczej czytywały Bravo Girl (dorastałam na początku lat 90). Niestety,
            te same czytelniczki, które wtedy czytały Jeżycjadę i mimo, że widziały
            papierowość postaci itp., w tej chwili tego dydaktyzmu nachylonego w prawo NIE
            ŁYKAJĄ - w starych częściach serii go nie było, to dopiero teraz pani
            Musierowicz na starość zrobiła się taka moherowa.
            Dlatego właśnie jestem tak rozczarowana. Pierwsze części to były książki mądre,
            a o nowych nie da się tak powiedzieć, niestety.
            • dem0kryt Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 09:55
              Zawsze masz wybór - możesz po prostu NIE CZYTAĆ tego... To nie jest lektura
              obowiązkowa...
              • chicarica Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 10:16
                Ano mam - i właśnie następnej części chyba nie przeczytam.
                Ale mam żal. Gdyby to były tylko jakieś tam książki, to bym się nie przejmowała.
                Ale to była moja ukochana Musierowicz - całe nastolęctwo się tym zaczytywałam...
                właśnie dlatego tak mi szkoda, że p. Musierowicz tak spsiała.
                Poza tym, może będę mieć córkę - i co ja jej wtedy dam do czytania?
                • bosman_plama Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 13:38
                  Pierwsze tomy dasz jej przeczytać, a ona wynudzi się nimi ponad
                  wszelkie pojęcie, najprawdopodobniej. Bo czasy i ludzie się
                  zmieniają. Może autorka gorzej teraz pisze, ale może i Ty oczekujesz
                  od literatury czegoś innego, niż wtedy, gdy miałaś lat trzynaście
                  (na ten przykład). Nie wymagaj jednak, aby pies Pankracy zaczął
                  rozmawiać o seksie, tylko dlatego, że Ty wyrosłaś z anegdot o "Pani
                  Babci Sąsiadce".
      • chicarica Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 09:38
        Jeszcze jedno: widzisz, stary, gdyby tych feministek faktycznie nie było, to
        jeszcze można byłoby przymknąć oko, ja też nie mam na codzień do czynienia np. z
        gejami (chyba, że o tym nie wiem). Problem w tym, że one SĄ. Ale są takie,
        jakimi chciałaby je widzieć p. Musierowicz, która - ponieważ jest "porządną
        Polką katoliczką", żadnej feministki nie zna. Moim zdaniem, skoro nie zna,
        mogłaby się powstrzymać przed ich opisywaniem, zamiast wstawiać stereotypową
        wściekłą bezdzietną policjantkę czy dziennikarkę, bo to robi się żałosne, a pani
        Musierowicz traci niestety w ten sposób na uroku, stając się tubą propagandy
        najgorszego sortu.
        • dem0kryt Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 10:00
          Tuba propagandy? Ha, ha! To co powiedzieć o Gretkowskiej, czy innych luminarkach
          literatury feministycznej, u których trudno znaleźć normalnego faceta, a jeśli
          opisują tzw. "rodzinę tradycyjną" to od razu wychodzi im zgraja półmózgich
          hipokrytów... Każdy z nas przetwarza sobie świat na swój własny sposób...
          • bene_gesserit Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 10:12
            Otoz tuba.
            Musierowicz bardzo bolesnie przezyla krytyke swoich ksiazek.
            Pamietam jej polemike z Dunin. Ktora Dunin wygrala, bo udowodnila
            jej, ze Musierowicz tworzy pozytywne postaci feministyczne, mimo
            intencji, krytykujac przy tym feminizm zajadle.

            Po tym i innych krytycznych glosach Musierowicz zaczela przemawiac w
            swoich ksiazkach wprost. A to karykaturalna postac feministki
            (koniecznie ostrzyzona glowa, druciane okulary i trampki)
            wydmuchujac kleby papierosowego dymu na nasza pozytywna bohaterke,
            przez piec bitych stron plecie jej aroganckie androny o tym, ze
            szczesciem dla kobiety jest nieposiadanie rodziny, dzieci czy meza
            itd, a to ojciec Borejko, unoszac palec jak na obrazie Matejki
            ksiadz Skarga unosil, tlumaczy, ze w domu pelnym milosci sie o
            seksie nie rozmawia. Przez trzy strony.

            Wiec Musierowicz nie pisze juz bajki, ona chce narod wychowac. I po
            tej ewolucji jej pisarstwa widac, ze bolesnie i z odraza patrzy na
            to, ze narod lubi jej stare ksiazki (poczciwe, glupawe, ale i
            wdzieczne bajeczki), a z niechecia łyka nowe (fabularne wersjie
            Jachowicza w sosiku Tygodnika Powszechnego). Ktos, kto
            oczekuje 'Doliny Borejkow', nie polubi natretnej ekskatedranej
            umoralniajacej publicystyki.
            • ready4freddy Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 10:22
              doskonale! az zal, ze cie "na forumie" nie mamy :)
            • dem0kryt Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 10:36
              Musierowicz chce wychowywać? Prawi morały? No toż przecież o tym mówię... Bajki
              zawsze miały morały i były opowiadane z celami dydaktycznymi. Więc w czym
              problem? Co was trak wkurza? To, że bajki Musierowicz mają inne morały, niż
              byście chciały? Oburzacie się na stereotypy powielane przez Musierowicz, ale nie
              chcecie dostrzec, że burząc stare stereotypy natychmiast tworzycie na ich
              miejsce nowe... Tyle, że tamte są obce, a te są Wasze...

              Musierowicz chce wychowywać naród. No chce. I co z tego? Feministki nie chcą? To
              po co tyle ględzą bez przerwy o potrzebie "zmiany świadomości ludzi"... A
              przestępstwem MM jest chyba tylko to, że chce wychowywać naród na swoją modłę, a
              nie zgodnie z przykazaniami dziennikarek z Wysokich Obcasów... No rzeczywiście -
              niewybaczalne...
              • bene_gesserit Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 10:50
                Skad, nie w tym rzecz. Napisze wiekszymi literami:
                jesli ktos kupuje Musierowicz, majac ochote na stara-dobra-
                Musierowicz, to nic dziwnego, ze sie czuje oszukany czy
                rozczarowany. Poniewaz Musierowicz nie pisze juz wdziecznych
                bajeczek o pewnego rodzaju inteligenckiej Cepelii, ale plytkie i
                dosc ograniczone w perspektywie dzielka publicystyczne.

                Chcesz Spiacej Krolewny, a natykasz sie na 'Jana Pospieszalskiego
                dzieła zebrane'. To sa dwie rozne, hm, poetyki.
                • dem0kryt Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 11:42
                  Wiesz, ja jestem fanem literatury fantasy. Kiedyś trafiłem na fajnie
                  zapowiadającą się serię. Świetnie wykreowany świat, ciekawi bohaterowie, wartka
                  akcja. Tak było prze pierwsze 2 - 3 tomy. A potem autor zorientował się, że
                  trafiła mu się żyła złota. I postanowił ją bez skrupułów eksploatować. Kolejne
                  tomy wlokły sie niemiłosiernie, bo autor mnożył wątki, bohaterów, a akcja ginęła
                  w drobiazgowych opisach nieistotnych detali... Poczułem się trochę oszukany...,
                  a jednak kupowałem kolejne tomy. Cóż, skoro to on wykreował i opisał ten świat,
                  jest on jego własnością i ma prawo zrobić z nim to, co zechce... I w tym jest
                  też jego ryzyko, bo moim, czytelnika, wyborem jest tylko i aż to, że mogę już
                  nie kupić kolejnych książek...

                  Może i MM stacza się do publicystyki. Ale niewątpliwie robi to z wdziękiem,
                  którego tak dramatycznie zabrakło np. Kindze Dunin... Chyba więc MM nie musi się
                  martwić o popularność kolejnych tomów Jeżycjady...
                  • ready4freddy Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 13:41
                    problem w tym, ze bynajmniej nie robi tego z wdziekiem. mnie to zupelnie, jako
                    krytykantowi, obojetne, czy pani MM chce zbawic swiat i nawrocic masy. natomiast
                    stylistycznie mknie jak narciarz po swiezym puchu. w dol.
                    • bene_gesserit Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 17:50
                      Otoz to.
                      Wdziek jest to hipopotama albo wspomnianego juz Pospieszalskiego, subtelnosc
                      maszyn budowlanych.
                      A co do popularnosci powiesci MM, o ktorej pisze dem0kryt - historia osadzi. Mi
                      sie wydaje, ze jeszcze pare lat takiej najezonej pancerfaustami publicystyki, a
                      kupowac sie beda tylko jej pierwsze dzielka, gdzies tak do Opium w rosole
                      włącznie.
                  • kadanka Re: Przecież to bajka... 04.12.07, 13:52
                    noo, tworczosc dunin dla dorastajacych dziewczat to jest tragedia.
                    poglądowo jak najbardziej sluszna, mozna sie podpisywac, ale w jaki
                    sposob to podane..... pisarka z niej zadna. to nie powiesci, a
                    transparenty ideologiczne pisane wielkimi literami. zero
                    literackosci, stylu, języka - wlasnie tego wdzięku, tego co sprawia
                    ze cos jest DOBRĄ literaturą
              • cornflakegirl2 Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 11:04
                Jak feministki 'ględza' o podnoszeniu swiadomosci to zle, jak musierowicz
                wychowuje narod na swoja modle to wszystko w porzadku, jej prawo.co za pokretna
                logika.
                • dem0kryt Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 11:09
                  No właśnie to jest ta logika, która prezentują niektórzy na tym forum... Nigdzie
                  nie napisałem, że to źle, napisałem tylko, że skoro same tak robicie to nie
                  wyrzucajcie tego innym...
          • monika_04 Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 10:12
            O przepraszam, pani Gretkowska nie jest feministką ;)
          • chicarica Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 10:20
            Na temat Gretkowskiej się nie wypowiadam, bo jej nie lubię i nie czytuję.
            Poza tym Musierowicz to inna kategoria literatury i nijak się porównać nie da.
          • zdanka1 Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 12:16
            ha! To co powiedzieć o Gretkowskiej, czy innych luminarkac
            > h
            > literatury feministycznej,


            Gretkowska nie jest feministką . Co więcej, jej partia kobiet nie miała
            KOMPLETNIE nic wspólnego z feministami. Odzegnywała się i odzegnuje od feminizmu
            na kazdym kroku - i opraktycznie nikt z ruchu feministycznego nie był
            zainteresowany tą partią - miało to swoje powody - wystarczy poanalizować,
            zamaist wrzucić wszystko do jednego worka. Jak kobieta, pisze ksiązki , pisze o
            seksie, nie pisze tradycyjnie to znaczy , ze feministka i luminarka. Nie, wrećz
            przeciwnie - ani feministlka, ani luminarka, a już na pewno nei luminarka
            feminizmu. Jesli ktos mówi, ze Gretkowska to luminarka feminizmu, to znaczy, ze
            nie ma pojęcia o czym mówi. Na tej samej zasadzie mógłby uznać Łysiaka za
            ideologa gejowskiego.
            • dem0kryt Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 12:36
              O, to ciekawe... To znaczy, że w Polsce istnieje jeden, ortodoksyjny i
              koncesjonowany ruch feministyczny i tylko on ma prawo do nazwy feminizm? Coś jak
              komuniści w ZSRR? No, to mamy odpowiedź na stare pytanie Christiny Hoff Sommers
              o to, kto ukradł feminizm...

              Partii Kobiet nie dziwię się, że nie chciała etykietki "feminizm", bo z nią
              byłaby przegrana już na starcie...
              • zdanka1 Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 13:11
                Skoro nie dziwisz sie, ze Partia Kobiet nie chciała etykietki feminizm, bo
                byłaby z nią przegrana juz na starcie , to zapewne nie dziwi cię też fakt, ze i
                bez tej etykietki przegrała już na starcie.

                A co do tego:
                "znaczy, że w Polsce istnieje jeden, ortodoksyjny i
                > koncesjonowany ruch feministyczny i tylko on ma prawo do nazwy feminizm? Coś ja
                > k
                > komuniści w ZSRR? "

                znaczy to tylko tyle i nic więcej ponad to, ze niejaka Manuela Gretkowska
                zawsze mówiła, z e nie jest feministką , nie ma nic wspólnego z feministkami,
                jej ksiązki nei są feministyczne a feministki nazywała ironicznie "feminisiami"
                Ty natomiast twierdzisz, ze niejaka Manuela Gretkowska to luminarka feminizmu,
                więc wmawiasz autorce, ze prezentuje postawę, od której się odzegnuje i
                dopisujesz jej feministyczne wyznawczynie, które odzegnują sie od niej.

                Dziwnny jest zatem luminaryzm Manueli Gretkowskiej w dziedzinie feminizmu, skoro
                ona odzegnuje sie od neigo rękami i nogami, a tzw. feministki odzegnują się od
                niej.
                • dem0kryt Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 13:17
                  OK, masz rację. Nie rozróżniam tonacji pewnych idei. Jak rozmawiam z
                  bolszewikiem, to w sumie wszystko mi jedno, czy to stalinista, trockista czy
                  bucharinowiec. Grunt, że bolszewik. Nawet, jak sam siebie nazywa inaczej...
                  • zdanka1 Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 13:55
                    To bardzo intrygujące, z e udaje ci sie wpółcześnie rozmawiać z bolszewikami
                    takich frakcji...


                    Paralela jednak nietrafna - ona nie prezentuje w ogóle idei feminizmu, wiec nie
                    mozna mówić o tym, którą tonację tegoż prezentuje. Prezentuje siebie - Manuelę
                    Gretkowską, która pisze ksiązki i zarabia na nich kasę. I nic ponad to.
      • kokainistka Re: Przecież to bajka... 03.12.07, 10:19
        >Tworzy taki świat, w jakim sama by
        > chciała żyć, ludzi, wśród których chciałaby żyć. Nie ma tu
        feministek, gejów,
        > transwestytów i Marszów Równości.

        O BOZE. twoja interpretacja przeraza mnie bardziej niz
        konserwatyzm/dydaktyzm MM. swiat prawdziwy jest doprawdy zimny,
        pozbawiony milosci i niesprawiedliwy. moze dlatego, ze ludzie w nim
        zyjacy tesknia do imaginacji wykluczajacej kazdego kapke innego??

        smiem twierdzic, ze ania shirley jak na swoje czasy niezle
        feminizowala - byla niezalezna, na uniwersytet poszla i to nie po to
        tylko, zeby "zlapac meza" :) MM tez potrafila w niebanalny sposob
        napisac o dziewczynach, ktore nie boja sie walczyc o swoje.
        tymczasem w "Jezyku Trolli" pisze o niezwykle rozwinietym zyciu
        wewnetrznym (uczuciowym, intelektualnym) bodajze 8latka, litosci...
        nie wymagam uwzglednienia kazdej mniejszosci ze statystyczna
        dokladnoscia - moze w otoczeniu borejkow, rodziny dosc
        konserwatywnej, zaiste homikow sie nie dostrzega - ale chociaz
        jakiegos pozoru prawdopodobienstwa.

        "prorodzinny grzmot" zobrzydzil mi jezycjade tak doszczetnie, ze nie
        mam ochoty nawet do starszych tomow wracac. pani Dunin swego czasu
        trafnie wytknela MM braki i to wcale nie atakujac zaciekle z pozycji
        feministycznych, a jedynie wskazujac na odcienie szarosci, ktorych
        zabraklo i jej, jako czytelniczce autorki (!).

        co do dydaktycznego smrodku - czytalam dziewczeciem bedac, a
        wyroslam na antyklerykalna feministke, wiec nie demonizujmy. to
        tylko ksiazki, w dodatku niedobre.

    • ready4freddy Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 10:02
      pani szanowna autorko Dominiko, a skad taki ladny tytul pani wziela? moze
      chociaz jakis mily mail na poczte gazeciana, albo co, ze inspiracja i takie tam?
      :PPP

      moze stad: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=56040458&a=56235650
      ? :)
      • wp_street Re: Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 19:56
        :-) pojechała po bandzie nie ma co...
    • toksol magaloman kotaro 03.12.07, 10:03
      Co tam Musierowicz! Kotaro to jest gość. Musierowicz powinna zmienic
      poglądy, bo ona jest Nikt, a Kotaro to ho, ho!!!
    • anaimie Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 10:11
      Czytam, i czytam... i wychodzi na to, że należę do ortodoksyjnych czytelniczek
      książek Pani Małgorzaty. Wśród jej książek są takie, za którymi przepadam, są
      też takie do których wracam tylko dwa razy do roku ;-) i w końcu te, które
      czytam ponownie by sprawdzić, czy coś się zmieniło w moim (tych książek)
      odbiorze. Tak było z Kalamburką. Po pierwszym czytaniu byłam przestraszona
      (dlaczego tyle miejsca poświęconego Mili - umrze???), i znudzona. Książkę
      zaliczyłam do mniej udanych. Ale po jakimś czasie wróciłam i teraz jest to
      książka, do ktorej chętnie i często wracam. Dorosłam do niej po prostu.

      Nie wiem czy będzie tak Czarną polewką, nastoletni bohaterowie, to najmniej
      interesująca mnie grupa wiekowa i może dlatego, gdy dotarłam do ostatniej strony
      nie było mi żal, że już się skończyła.

      Czytam książki Musierowicz od 25 lat, teraz mam prawie pełną kolekcję, także z
      tymi które napisała dla małych dzieci - to dla mojej córeczki, która ma 5 lat.
      Czekam jednak na kolejne książki. NIECIERPLIWIE. Myślałam, że kolejny tom będzie
      przed Bożym Narodzeniem. Buuuu....

      Dziwią mnie "komentarze", że coś powinno być tak i tak, że tego nie ma, a to
      jest. Oczywiście wolałabym czasami, że losy jakiejś postaci były pociągnięte,
      ale autor jest autorem, i to on pisze książkę. Ingerencja, narzucanie
      czegokolwiek, i "manie" pretensji, że autor napisał "nie tak" jest pomyłką. I tyle.

      I
    • ready4freddy Re: Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 10:13
      ksiazki wychowuja ludzi? gdzie???

      taki cytat, pozornie bez zwiazku:

      "Hip hop...a way of life
      It doesn’t tell you how to raise a child or treat a wife"
      (A Tribe Called Quest, "Keep It Movin'")

      pomysl chwile.
    • maverick9 do wszystkich rozczarowanych Jeżycjadą 03.12.07, 10:31
      krótko powiem - napiszcie lepiej - przecież nikt wam nie broni, a z waszego
      pastwienia się nad książkami Musierowicz nie wynika nic, oprócz prezentacji
      pokładów jadu, jakie w was zalegają :)
      • bene_gesserit Re: do wszystkich rozczarowanych Jeżycjadą 03.12.07, 10:53
        Maverick, rozumiem ze skoro zadna z nas nie potrafi napisac i wydac
        ksiazki, to nie mamy prawa krytykowac?
        Rozumujac w ten sposob, nalezaloby zalozyc, ze zaden krytyk nie
        powinien wykonywac swojego zawodu.
        • maverick9 Nie napisałam, że nie macie prawa krytykować... 03.12.07, 12:28
          ... napisałam, że z waszej krytyki nic nie wynika. Albo prawie nic.

          Są tacy, co lubią książki Musierowicz i tacy, co ich nie lubią.

          Z waszej krytyki wynika, że dobrze by było, żeby Musierowicz pisała tak, żeby
          wszystkim to odpowiadało. Życiowo znaczy i o życiu. Tym przez duże Ż. No i co?
          Tak ma zrobić? Ha, ha, ha... :) A skoro nie ona, no to kto? Gorzej, jeśli się
          ugnie pod naporem Prawdziwej Krytyki. Naturalnie tracą ci, co lubią czytać jej
          książki. I znowu klops.

          Krytyka literatury jakiejkolwiek zawsze mi zalatywała podejrzanym zapaszkiem.
          Boć to oczywiste, czytam, nie pasuje mi, to przestaję czytać. Albo piszę lepiej.
          A nie stoję nad autorem i go biczuję, żeby zaczął pisać tak, żeby mi pasowało. Z
          krytyki jakiejkolwiek literatury nic nie wynika. Albo co najwyżej wynika, że
          autor nie zadowolił jakiegoś tam odsetka lub promila społeczeństwa.

          Są książki o lukrowych (wg krytyki) postaciach i książki o prawdziwym życiu,
          takim, aż d... cierpnie z bólu, strachu, żalu i wstydu. A czytelnik ma możliwość
          wyboru. Każdy ma możliwość wyboru. Krytycy też dokonują wyboru. Dość osobliwego,
          muszę przyznać - mnie by szkoda było czasu na takie szukanie dziury w całym.
          Jest wszakże mnóstwo książek o Prawdziwym Życiu, po co z takim maniackim uporem
          czytacie te bajki?
          • echtom Re: Nie napisałam, że nie macie prawa krytykować. 03.12.07, 13:08
            Są książki o lukrowych (wg krytyki) postaciach i książki o
            prawdziwym życiu,
            > takim, aż d... cierpnie z bólu, strachu, żalu i wstydu.

            No właśnie, dobrze, że dotykasz stereotypu Prawdziwego Życia.
            Prawdziwe Życie to mordy, gwałty, dewiacje, przemoc, alkoholizm,
            narkomania itp., które występują w pełnym zestawie w każdej polskiej
            rodzinie. Zwykłe, szare życie, jakie prowadzi większość ludzi, i
            jakie w pewnym stopniu jest opisane w Jeżycjadzie, to oczywiście
            sprzeniewierzenie się jedynej życiowej Prawdzie. Załamka.
          • bene_gesserit Re: Nie napisałam, że nie macie prawa krytykować. 03.12.07, 18:04
            Ja bym na miejscu MM dziekowala, ze ma tyle uwaznych czytelniczek, ktore
            zajmuja sie tez krytyka, a nie wylacznie słodzeniem. Imo dla tworcy to znak, ze
            robi cos, co ludzi obchodzi, ze dla czytelnikow jego swiat zyje. Jesli jednak
            bedzie sie obrazal albo wchodzil w polemiki na stronach swoich ksiazek, ktore
            do tresci maja sie luzno (badz wcale) i w zwiazku z tym rozbijaja narracje,
            jesli tych uwaznych i inteligentnych, a w zwiazku z tym nie-na-kolanach
            czytelnikow odrzuci i zbeszta (w kolejnej naiwnej polemice) to ani chybi
            polegnie.
            Noale czas osadzi. Moze MM doceni wysilek forum i nie tylko.
    • lolinda1 Nie chodzi o homoseksualizm 03.12.07, 10:44
      Mysle, że wiele Pań nie zrozumiało artykułu, przeciez nie chodzi o ten modny homoseksualizm czy nawet o singli.
      Czytałam „Opium..”, „Kłamczuchę”, ale potem już nie dałam rady.
      Nie ma awantur, cięzkich nieszcześć a jak już cos jest to się znajdzie rycerz i uratuje.
      Uważam,ze dojrzałe czytelniczki nie maja czego szukać w ksiażkach pani Musierowicz
      Pani Musierowicz czasami robi ze swoich czytelniczek (proszę mi wybaczyć) idiotki.
      Mi brak jakby rodzin tych mezczyzn, zadnych teściowych, szwagierek.
      Kwestie np. małych zarobków pracowników naukowych a finanse.
      Jeżeli była by to jakaś komedia albo groteska to można przeczytać, ale nie lubie jak pisarz robi ze mnie osobe ograniczoną umysłowo.
      Nie ważne czy słuchają jazzu czy klasyki a najwazniejsze , aby znalazły chłopa i koniecznie dzieci (zawsze puchate i zdrowe)


      • morekac Re: Nie chodzi o homoseksualizm 03.12.07, 11:32
        No właśnie. Grzegorz - mąż Gabrysi- ma córkę z pierwszego małżeństwa
        i jakiś starszych panów w rodzinie- i oni się wcale nie pojawiają po
        Noelce. Nie ma żadnych wrednych teściowych i teściów (poza Milą i
        Ignacym)... Nawet maż Idy prawie się nie pojawia
    • szary212 Przecież to jest Książka! Ludzie! 03.12.07, 10:58
      Nie chcecie, to nie czytajcie MM. Ja czytam od lat, odkąd - po
      Kwiecie Kalafiora, Ida Sierpniowa ukazywała się w odcinkach w
      Świecie Młodych. To jest fikcja literacka, autor ma prawo wyrażac
      takie poglady, jakie chce. MM nie jest żadną samozwańcza
      przewodniczką duchową narodu, nie uzurpuje sobie takiej roli. Tę
      rolę chce jej się narzucić. Pisze fajne książki, które nie dzieja
      się w blokowiskach, i to jest jakiś problem? Czy musimy wszyscy
      zaraz czytac tylko Kuczoka i Nahacza? Zaraz okaże się, że MM jest
      matką-załozycielką PIS. To, ze jej proza jest werystyczna, nie
      znaczy że jest dokumentalna!
      Sama jestem rozwódką, do koscioła nie chodze, nie wiem, czy wierzę w
      Boga, ale kocham piesni kościelne, i mam dziecko w konkubinacie,
      które chodzi do przedszkola Urszulanek, bo jest najlepsze w okolicy.
      Mam także ojca-ateistę i wujka -proboszcza wiejskiej parafii. Typowa
      polska rodzina:))
      Zgadzam się z jednym - Jeżycjada się zakałapućkała. Sądzę, że to po
      częsci wina naszych czasów, za dużo bodźców, a po części chyba także
      ambicja MM, żeby w jej prozie znalazło się WSZYSTKO(dlatego
      Kalamburka dla mnie kompletnie sztuczna, i nie do czytania), a tak
      sie nie da. Pierwsze książki były najlepsze, osobiście
      uwielbiam "Szóstą klepkę",chyba najbardziej, ale mam wszystkie, i
      każdy tom kupuję. A kiedy mi naprawdę żle, to siegam po "Dziecko
      piątku", żeby się wyryczeć katartycznie, kiedy Aurelia wreszcie
      trafia do babci.
      A poczucie humoru MM nie ma sobie równego, może nie? Jest jedyna w
      swoim rodzaju, dlatego ją kochamy. A pani Dunin nie.
      • kadanka Re: Przecież to jest Książka! Ludzie! 03.12.07, 16:33
        zgadza sie, poczucie humoru najwyzszej proby. i to przetrwalo,
        wlasnie dlatego kupijemy kazda nowa jej ksiazke:)))) psioczac na
        ideologizacje, radykalizacje, papierowe postaci, wątki, ale
        przetrwalo to co tak naprawde najwazniejsze w tych ksiazkach -
        POCZUCIE HUMORU :))))))
        oczywiscie to juz nie jest klamczucha czy kwiat kalafiora - i nigdy
        nie beda. ale borejkowie to klasa sama w sobie i juz:D
        i choc wkurza mnie, ze :
        - Pyza to Matka Polka z Dzieciątkiem na ręku,
        - Laura musi mieć męża,
        - Fryderyk to ten CZARNY CHARAKTER bo odwazyl sie powiedziec ze
        gdyby pomyslano(co prawda ON nie pomyslal...)o antykoncepcji, to
        wszystko wygladaloby inaczej. Co prawda Fryderyk nawrocil sie na
        JEDYNIE SLUSZNA droge, poczul sie ojcem niechcianego dziecka i
        poslubi Pyze
        to i tak czekam z wywieszonym ozorem na nowa Musierowicz:)
    • azanna Re: Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 11:07
      A ja przestałam zaglądać na forum fanów Musierowicz właśnie dlatego,
      że za dużo tam było jadu w stosunku do twórczości autorki.
      Najwyraźniej jestem bardzo "staroświecka" (pracuję zawodowo, a mąż
      jest na wychowawczym), więc nie rażą mnie postawy kobiet w tych
      książkach i ciągle bardzo je lubię.
    • jarek1973 Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 11:12
      Jestem mężczyzną i lubię książki MM. Chociaż faktycznie mam wrażenie
      znudzenia pewną konwencją, na kolejne tomy Jeżycjady czekam jak na
      obiecany prezent, który ma mi generalnie sprawić przyjemność w
      rodzaju 'bawiąc - uczyć'. Wydaje mi się, że większość utworów MM ten
      postulat spełnia, i dlatego jest tak wielu amatorek i sympatyków :)
      jej prozy. Czytając w zamiarze krytyczny artykuł Pani dziennikarki,
      zauważyłem, że główny zarzut pod adresem pisarki jest taki, iż
      postacie są sztuczne i fabule brakuje odniesienia do otaczającej nas
      rzeczywistości... Natomiast kolejne przykłady autorki artykułu,
      posiłkującej się zresztą komentarzami z forum, ukazują złożoność i
      co najmniej nieszablonowość bohaterów - bohaterek: od dziewczynek
      poczynając, przez matki Polki na męskich typach kończąc. W ostatnich
      tomach widać to wyraźnie: podejmowane decyzje nie są logiczne,
      zachowania - często irracjonalne i pod wpływem emocji, wypowiedzi -
      nie do końca przemyślane i działania improwizowane. Wg mnie, całkiem
      jak w życiu ... :)
    • jarek1973 Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 11:15
      poprawiam się szybciutko - tak wiele amatorek i sympatyków, rzecz
      jasna
      Wszystkich ich oczywiście pozdrawiam
      Kraków lubi Poznań : )
    • tipot Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 12:19
      Do Autorki - mialam wrazenie, ze czytala Pani mojego bloga. Bardzo
      mi milo, ale nastepnym razem prosze albo o cytat, albo prosze uzywac
      wlasnych sformulowan. To niestety od razu widac, kiedy autor jest
      niesamodzielny.
    • przytomny2 Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 12:50
      W tym artykule robi sie MM zarzut, ze jest sobie wierna, ze prezentuje punkt
      widzenia swojego pokolenia,ze strzeje sie razm z nim oraz to,ze pisze ksiazki
      lepsze oraz gorsze.

      Nie wiem na czym ma polegac zarzut o to, ze p. Mila nie jest posagowa postacia
      bez pekniec, ze wsrod swoich pociech ma widoczne faworytki
      oraz outsiderki. Gdyby wszystkie traktowala rowno to dopiero bylaby postacia
      papierowa. Takich jak ona anonimowych literatek piszacych po katach kilka sobie
      sam przypominam, i nie jest to nic nieprawdopodobnego - ktos chce w tym
      rzemiosle sprobowac sil a obawia sie publicity wiec wymysla sobie pseudonim i
      dobrze sie przy tym bawi.

      Absurdalnie brzmi tez zarzut, ze starzejacy sie Ignacy Borejko usztywnia sie w
      swoich pogladach i fobiach. To jest w koncu zgodne z potoczna obserwacja
      starzenia sie. Nie jest tez wcale absurdalne jego przywiaznie do dyskrecji w/s
      seksu a w dyskusji z Fryderykiem to on wlasnie jest gora. Jest swieta naiwnoscia
      twierdzic, ze gdyby jego corka byla lepiej werbalnie informowana o "tych
      sprawach" to by w niechciana ciaze nie zaszla. To jest jedna z kardynalnych
      feministycznych iluzji ,ze ta panienka w tym czasie wierzyla w bociany bo
      tata-romanista jej tego blednego mniemania nie skorygowal.
      mam w zanadrzu tuzin drastycznych przykladow wiadczacych ,ze taka feministyczna
      wizja dojrzewania nie ma nic wspolnego z rzeczywistoscia.

      Czy praca Gabrieli jest "mityczna" - watpie, za mityczna prace nie otrzymuje sie
      habilitacji na uniwersytecie. A ze i ona usztywnia sie w woich postawach i
      pogladach - tak sie czesto dzieje w tym wieku. Ze nie chce corki informowac o
      Pyziaku - jest zaleceniem wszystkich psychologow w domach dziecka, zeby
      faktycznie "nieaktualne" zwiazki rodzinne i emocjonalne radykalnie zrywac dla
      dobra dziecka.

      Ze w tej ksiazce nikt sie nie odnosi do parady rownosci - czyli forum wymiany
      nieuprzejmosci pomiedzy strona "feministyczno-gejowsko-wolnosciowa" a WM. A co
      niby ten watek ma wniesc do zycia rodziny? Albo sie jest za albo przeciw albo
      sie temat ignoruje. Ja wybieram ta ostatania opcje, pani MM tez, tm bardziej,ze
      "wysokie zwalczajace sie strony" same maja problemy z wyartykulowaniem swoich
      potrzeb a tak naprawde sa tyklo forpoczta nie najciekawszych ugrupowan, i tyle.
      Takie rodziny jak moja czy Borejkow najczesciej wybieraja polityczne opcje
      centrowe.

      Z punktu widzenia inteligenckiej rodziny poznanskiej zideologizowany swiaty PP
      Szczuki, Dunin czy Almodovara wygladaja jak z innej planety. To sa swiaty
      rownolegle i rozlaczne choc p.Szczuka swiat MM pewnie by chetnie odeslala do XIX
      wieku ale nie bardzo sie da.

      A to ,ze rozni konterstujcy wypisuja alternatywne scenariusze dla rodziny B. No
      coz juz cwierc wieku temu, kiedy sie zenilem niektorzy goscie-dowcipnisie pytali
      co maja nam kupic na prezent rozwodowy. Kiedy po 10 latach nasz zwiazek
      (katolika z ostra agnostyczka) "jeszcze" trwal, choc nie byla to sielanka, to
      patrzyli na nas jak na instalacje muzealna. Po 25 latach juz wogole uznali nas
      za element pejzarzu no bo skoro praktyka nie zgadza sie z ich
      (gejowsko-feministyczno-wolnosciowymi) scenariuszami to "tym gorzej dla
      praktyki" i nie ma sie co nia zajmowac.

    • szprota Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 12:51
      Nie będę odkrywcza. Jak wiele fanek Jeżycjady, wychowałam się na Kwiecie
      Kalafiora, Idzie Sierpniowej i Opium w Rosole, i - jak również wiele z nich -
      odczuwam rozczarowanie sięgając po części cyklu wydane po Kalamburce.
      Biorę poprawkę na to, że wcześniejsze części mają urok ze względu na świetlaną
      młodość, że wdzięk im nadaje nie tylko zawartość, ale i okoliczności
      towarzyszące, jak ufność i wiara w przyszłość, tak wydawałoby się przynależne
      nastoletniemu wiekowi. Ale primo, z tym typem pogodnej nastolatki sięgającej
      wówczas po Jeżycjadę nie przesadzałabym - ja nie byłam bynajmniej nikim takim.
      Secundo, bohaterki dorastają wraz ze mną: cóż by stało na przeszkodzie, by tak
      jak wcześniej utożsamiałam się (dajmy na to) z Idą, zachować ten szlachetny
      proceder? Otóż to: ani nastolatkom, ani kobietom ciut dojrzalszym, powiedzmy
      trzydziestoletnim, to utożsamienie nie przychodzi teraz łatwo. Postaci dorosłych
      są naszkicowane dość komiksowo: Ida zapracowana, w nieodłącznym kitelku, Gaba
      szlachetnie cierpiąca (a gdzież to prychnięcie "Opowiadam sobie dowcipy"?) w
      odwiecznej koszuli w kratkę; sylwetki młodszych bohaterów natomiast są bądź
      nieprawdopodobne (bogate monologi wewnętrzne Józinka), bądź zgoła niesympatyczne
      (Żaba, bracia Żeromscy). Tego mnie brakuje: miłej, wielobarwnie nakreślonej
      postaci, którą lubi się za jej zalety i ceni mimo jej wad.
      Wiele osób zwraca tu uwagę: ludzie, przecież to książka, przecież to bajka. Ja z
      kolei zwracam uwagę, że Jeżyjada zawsze była szalenie mocno osadzona w realiach:
      konkretne ulice, sklepy, ceny produktów, plakaty wyborcze, product replacement -
      wszystkie te drobiażdżki silnie urealniają nam jeżycjadowy świat. We
      wcześniejszych częściach nam to nie zgrzytało. W czasach pokalamburkowych - a i
      owszem, czytelnik podświadomie spodziewa się, że bohater zajadający owsiane
      ciasteczka zapijając je English Afternoon przejawi zachowania równie realne jak
      rekwizyty, w które wyposażyła go autorka. Tymczasem... cóż, kto czytał, ten wie.
    • wijo2007 Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 13:01
      Chodzi tez w dużej mierze o realizm i prawdopodobieństwo. Takiej
      Laurze np., jednyne, co pozostało, to zamieszkać z Wolfiem na "kocią
      łapę". No byłoby to świetne posunięcie, tak uważam. A rozważania
      osiemnastolatki na temat konieczności ślubu - trąci to jednak
      myszką. Na jakim świecie my żyjemy?
      • paula245 Re: Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 13:14
        Czytalam Jezycjade jako nastolatka ale jednak zawsze z przymruzeniem oka, trudno
        mi jest wiec wyobrazic, ze ktos traktuje te ksiazki jako pomocne w wychowywaniu
        mlodych panien, ktore chyba potrafia same zorientowac sie iz swiat Borejkow
        daleki jest od rzeczywistosci.
        • paula245 Re: Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 13:16
          A co do otaczajacej nas rzeczywistosci, to rzeczywiscie,podobnie jak Pani
          Musierowicz,gdy popatrze na te puste i chamskie Dody to rzeczywiscie wole swiat
          Borejkow wypelniony jazzem.
    • bosman_plama Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 13:26
      Zgroza! Kobieta pisze serie popularnych powieści i śmie robić to
      wedle własnych pomysłów a może i - bogini broń - poglądów! Niech ją
      szybko ktoś powstrzyma, bo jeszcze ktoś uwierzy, że nastoletnie
      dzieci mogą sobie cenić wykształcenie i - o tempora! - jazz, a
      kobiety mogą zrezygnować z pracy narzecz rodziny i nie popaść w
      depresję!
      No, żeby dzieciaki nie słuchały Blue Cafe! Skandal! Tylko ten jazz.
      I to nowoorleański!
      Może przynajmniej uprawiają voodoo? Niech ktoś szybko podpowie
      autorce, że to dla nich jedyny ratunek!
      A Ida obowiązkowo powinna w sobie odkryć skłonności do kobiet. I
      zabić męża przy pomocy voodoo.
      Bo inaczej prawdziwi czytelnicy, którzy wiedzą lepiej obrażą się i
      przerzucą na jakąś prawdziwą literaturę prawdziwych pisarzy!
    • wijo2007 Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 13:32
      Powód, dla któego piszemy na tym forum, jest jeden. Uwielbiamy
      Jeżycjadę. Pamiętacie dyskusję w jednym z tomów o bohaterach
      litarackich, których mamy nadzieję spotkać z w niebie? Ja na pewno
      rozglądałabym się za Gabunią.
      I właśnie dlatego tak rozczarowujące są ostatnie tomy, w
      szczególności "Czarna Polewka".

    • higan zadziwienie feministek 03.12.07, 13:49
      coz tak dziwi i denerwuje autorke felietonu? inne wartosci, inne
      tematy rozmow, inny styl zycia.
      jak niedziela to chodzenie do kosciola , jak do kosciola to do
      katolickiego, jak klopoty z mieszkaniem to spontaniczna pozyczka .
      troche zal,ze dla feministek te proste rzeczy sa obce , swiadczy to
      jednak o ich wyobcowaniu z glownego nurtu spoleczenstwa.
      zal im ,ze tak maly odzew ma ich agresywne narzucanie sie z ich
      wyimaginowanymi problemami nietolerancji,
      zabraly sie wiec te Panie za Musierowicz, dostalo sie tej autorce
      czytadel za propagowanie innego stylu zycia,
      kompleksy sa nabrzmiale,(opis niesympatycznej osoby automatycznie
      narzuca osobe Kingi Dunin!).
      daleko mi do rozglosni z nieduzego miasta nad Wisla ale rownie obca
      mi filozofia wojujacych feministek.
      I Rydzykowi i Dunin potrzebna bylaby gleboka terapia.

      • gabrielafrancuz Re: zadziwienie feministek 03.12.07, 14:06
        Chodzi o to, że rzeczywistosc jest nieco inna niz 20 lat temu, a ksiazki
        Musierowicz stanely pod tym wzgledem w miejscu. Bohaterowie kisną we własnym
        sosiku na Roosevelta 5, żyją, nie zwracając uwagi na rzeczywistosc na zewnątrz-
        bądź mają ją w głębokiej pogardzie. Nie konfrontują swoich poglądów z innymi.
        Saga stała się jak "Klan"- nudna i przewidywalna.
    • rudaiwredna Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 14:01
      Z uwagą przeczytałam artykuł oraz wypowiedzi na forum. I zauważyłam,
      jakże charakterystyczną rzecz, nie po raz pierwszy zresztą
      pojawiającą się na forum: otóż, bardzo mało wypowiedzi napastliwych
      i agresywnych jest ze strony osób zgadzających się z treścią
      artykułu, za to niesamowita ich ilość po stronie osób potępiających
      artykuł w czambuł. A wszak Ci ostatni, to przecież zwolennicy
      kulturalnej, co niedzielnej, dobrze wychowanej rodziny Borejków.
      Sama należałam do grona ogromnych miłośniczek MM. Do czasu, dopóki
      nie zaczęła pisac po linii i na bazie, jak to się ładnie kiedyś
      mówiło:). Najbardziej jednak zaskoczyła mnie pogarda Borejków, ludzi
      ponoć religijnych, w stosunku do innych. Hmmm, czy to się jakoś nie
      kłóci z wartościami przez nich wyznawanymi? No, cóż, kiedy poczułam
      ten strasznie dydaktyczny smrodek, dostosowałam się do rad
      zalecanych tutaj, po prostu przestałam czytać i kupować.
      Hipopkryzja i głupota to dwie rzeczy, których nie cierpię
      najbardziej.
      Ps. Jazz nowoorleński jakby nie patrzeć i jakby nie słuchac nie jest
      zbyt wysublimowaną muzyką:)
      • wijo2007 Re: Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 14:14
        Ruda, wcale nie jesteś taka wredna.
        Ma wiele sensu, to o czym piszesz.
      • bosman_plama Re: Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 16:31
        rudaiwredna napisała:

        "otóż, bardzo mało wypowiedzi napastliwych
        > i agresywnych jest ze strony osób zgadzających się z treścią
        > artykułu, za to niesamowita ich ilość po stronie osób potępiających
        > artykuł w czambuł. A wszak Ci ostatni, to przecież zwolennicy
        > kulturalnej, co niedzielnej, dobrze wychowanej rodziny Borejków.
        > Sama należałam do grona ogromnych miłośniczek MM."

        Bo - wszędzie dobrze tam, gdzie mnie nie ma. A ja zawsze byłem nadpobudliwym
        agresywnym draniem. Dlatego podczytuję sobie czasem MM i skrycie marzę, by być
        cichym, skromnym i dobrym.

        "Ps. Jazz nowoorleński jakby nie patrzeć i jakby nie słuchac nie jest
        > zbyt wysublimowaną muzyką:)"

        To zależy od zestawienia. Z takim, np. Blue Cafe...
    • gosi_40 Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 14:40
      Bardzo ciekawe. Autorka uważa, że postaci z Jeżycjady są zbyt idealne,a
      następnie przytacza długachną listę zarzutów. To się chyba wyklucza.
    • sir.vimes Pozorne ambicje 03.12.07, 14:54
      Wielu "obrońców" MM w tym wątku sugeruje, że rozczarowanym czytelniczkom radość
      sprawiliby bohaterowie słuchający Dody i w ogóle bardziej prymitywni.

      Wręcz przeciwnie.

      Rodzina Borejków nie jest ani zbyt ambitna ani przesadnie "ukulturalniona".
      Po prostu z zwyczajnych ludzi z swoistymi pasjami i zwyczajami (uczenie
      przedszkolaków łaciny) przemienili się w dumnych , bladych i przekonanych o
      byciu jakąś Uber-rodziną z uber-tradycjami.

      Najciekawsze postacie właściwie się nie pojawiają - wspaniały Żeromski, Bebe,
      Cesia, Julia, Danka (Danka była zresztą idealną odbiorczynią popkultury - na
      dodatek nieukiem, Cesia też gwiazdą szkolną nie była...), cała rodzina Żaków...

      "Prorodzinność" Borejków to raczej bezmyślność niż rzeczywista chęć posiadania
      dzieci. To denerwuje - i smuci. Osobiście strasznie rozczarowałam sie gdy
      autorka zasugerowała iż pierwsza ciąża Gabrieli była niechcianą wpadką (druga
      też zresztą), opłakaną w kibelku (tak jak ciąża Róży) a ślub był "z powodu
      brzucha" i na siłę...

      Dużo i namiętnie mozna by na ten temat pisać - w skrócie zaś:
      nie chodzi o to by bohaterowie odprawiali orgie w darkroomach, raczej o powrót
      do poziomu np. Brulionu Bebe B. czy Szóstej Klepki.
      • kadanka Re: Pozorne ambicje 03.12.07, 16:42
        Danka - poetka z trzecim migdałem byla perełką Szóstej klepki i
        Klamczuchy:DDD w tej postaci naprawde widac majsterstyk humoru
        Musierowiczowej
        • sir.vimes Re: Pozorne ambicje 03.12.07, 16:45
          No właśnie - wtedy te dzieciaki nie były "na jedno kopyto" jak hiper-Ignaś... A
          mały Baltona (Bobcio) i pisanki z Hitlerem?

          Ignaś już takich rzeczy nie robił;/
      • echtom Re: Pozorne ambicje 03.12.07, 17:36
        Osobiście strasznie rozczarowałam sie gdy
        > autorka zasugerowała iż pierwsza ciąża Gabrieli była niechcianą
        wpadką (druga
        > też zresztą), opłakaną w kibelku (tak jak ciąża Róży) a ślub
        był "z powodu
        > brzucha" i na siłę...

        Sir, toż to jeden z nielicznych przejawów Prawdziwego Życia w tej
        lukrowanej bajce!:))) Oczywiście, byłoby lepiej, gdyby Pyziak
        zasztyletował ciężarną albo przynajmniej rodzina wyrzuciła ją z
        domu, ale mamy jakiś zarysowany Prawdziwy Problem.
        Ja mam inny zarzut do tego wątku książki, a mianowicie taki, że Gaba
        miała z Pyziakiem tylko ślub cywilny. Byłoby ciekawiej i
        prawdziwiej, gdyby wzięli kościelny, a potem Gaba miałaby dylemat,
        chcąc sobie ułozyć życie z Grzegorzem.
        • echtom cd 03.12.07, 17:43
          W ogóle moje główne zarzuty wobec książki (w aspekcie realizmu
          społecznego) to nadreprezentacja młodych wdowców (Grzegorz,
          Robrojek) przy braku rozwodów, które statystycznie występują
          znacznie częściej, oraz to, że Borejkowie i ich znajomi mają same
          zdrowe dzieci.
        • sir.vimes Re: Pozorne ambicje 03.12.07, 17:56
          Wręcz przeciwnie - to zaden prawdziwyproblem.

          Do tego momentu postać Gabrysi wydawała mi się wiarygodna psychologicznie - po
          tej wieści została tylko idiotka.
        • sir.vimes Re: Pozorne ambicje 03.12.07, 17:58
          A, i ja w ogóle nigdy nie wdziałam tam za wiele lukru.
          Wiekszość dzieci jest niesłychanie samotna (poczynając od Bobka-Nerona) kończąc
          na dzieciach Idy, których rodzice wciąż śpią (chociaż i tak Ida jest ciekawszą i
          lepszą matką niz Gaba).
        • kadanka Re: Pozorne ambicje 04.12.07, 13:26
          KUURDE. absolutnie wszystkie pary w tej powiesci poza Gabą i
          Pyziakiem koncza na slubie koscielnym. Malo ci?
          A i przeciez Musierowiczowa nie bylaby soba gdyby nie zaznaczyla, ze
          to pyziak(CZARNY CHARAKTER) chcial tylko cywilnego, a Święta
          Gabriela Poznańska uległa mu(choc sama pobiegłaby do kosciola na
          swych wysportowanych nogach)
          abstrahujac, zauwazylyscie ze ciało Świętej Poznanskiej chyba w
          kazdej części jest opisywane jako "wysportowane"?? A w kosza grala
          tylko w Kwiecie kalafiora, pozniej jest juz matką 3 dzieci,
          NAUKOWCEM, czulą zoną corką, piastunką domowego ogniska. Na boga -
          kiedy i jak utrzymuje swoje ciało w wysportowanym stanie?
          • kadanka Re: Pozorne ambicje 04.12.07, 13:46
            we wczesniejszych czesciach (tak do Brulionu B.B., moze noelki)
            musierowiczowa nie ladowala tak NACHALNIE swojego swiatopogladu nt.
            rodziny, dzieci, religii, maciezynstwa, MALZENSTWA. bylo za to
            NIEZROWNANE poczucie humoru. dzis po tym humorze zostalo slabe echo.
            postac Pyzy matki polki wyglaszajacej komunaly i frazesy jest
            naprawde niesmaczna. az przykro jezeli czlowiek pamieta jakim
            talentem dysponuje Musierowiczowa. a poszla w takie pro-lifeowe
            kazania. Smutne.
            A Kalamburka? Z Milą Borejko na okladce jako dziewczeciem prawie jak
            z socrealistycznego plakatu?? Tylko traktora brakuje. i przez calą
            powiesc mamy jakis pomnik, zbior samych cnot, a nie zywą dziewczynę.
            Zadnych dylematow, zelazna harcerka - CO ten Ignacy w niej zobaczyl
            (poza urodą - w ogole ciekawa niekonsekwencja - we wczesniejszych
            ksiazkach podkresla sie nijakosc czy nawet brzydote Mamy borejko - a
            tu w kalamburce cud dziewczyna:/)
            Gdzie zwariowana Klamczucha, GDZIE Gaba z kwiatu kalafiora, gdzie
            eteryczna ale i z pazurami poetka Danka?.... Teraz mamy papierową
            Pyzę, całkowicie nieautentyczną postać Laury. To juz nie są
            Borejkowie, to wycięte z papieru wyblakłe postacie :(
            • echtom Re: Pozorne ambicje 04.12.07, 16:18
              > (poza urodą - w ogole ciekawa niekonsekwencja - we wczesniejszych
              > ksiazkach podkresla sie nijakosc czy nawet brzydote Mamy borejko -
              a
              > tu w kalamburce cud dziewczyna:/)

              Mila w Kalamburce nie jest cud dziewczyną, tylko ma urok osobisty i
              śliczny uśmiech (scena, w której Ignacy przedstawia ją matce). Takie
              przypadki zdarzają się w przyrodzie - znam osobiście: na oko
              brzydactwo, a jak się uśmiechnie, to jakby zaświeciło słońce.
              • sir.vimes Re: Pozorne ambicje 04.12.07, 16:24
                Kwestia urody i jej braku jest wystarczająco wyjaśniona w "Idzie Sierpniowej".
                W ogóle "Ida..." to popis Mili jako matki, wprawdzie nie chodzi tam o rzeczy tak
                istotne jak ciąże ;) ale z problemami Idy jakoś Mila potrafi sobie świetnie
                poradzić i nauczyć dziecko doceniania siebie (i to , wbrew pozorom, nie tylko w
                kwestii wyglądu).
                IMO - co do urody Mili i jej popularności nie ma się co czepiać.
          • echtom Re: Pozorne ambicje 04.12.07, 16:13
            > KUURDE. absolutnie wszystkie pary w tej powiesci poza Gabą i
            > Pyziakiem koncza na slubie koscielnym. Malo ci?

            No właśnie tego mi mało - gdyby Gaba miała z Pyziakiem ślub
            kościelny, mogłaby wziąć z Grzegorzem tylko cywilny i przeżywać
            dylemat tysięcy katolików odłączonych przez taki związek od Kościoła
            i sakramentów. A Musierowicz poszła na łatwiznę - z Pyziakiem tylko
            cywilny, więc z Grzegorzem mogła spokojnie brać kościelny i mieć
            problem z głowy.
          • echtom Re: Pozorne ambicje 04.12.07, 16:19
            > kiedy i jak utrzymuje swoje ciało w wysportowanym stanie?

            Pewnie biega do pracy i z powrotem:)
    • tygrys2112 Re: Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 03.12.07, 21:40
      > Cały geniusz przeszedł na brata. Brat jest genialny, a siostrze
      przypadła
      > typowa poznańska zaściankowość i przyziemność.

      Zaściankowość i przyziemność bije od teo postu
    • jezebel3 Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 04.12.07, 02:36
      Ten fragment jest przezabawny:
      "Borejkowie coraz częściej oskarżani są o snobizm.
      (...) Czy któraś z bohaterek "Jeżycjady" poszła do kina na "Nigdy w
      życiu"?"
      Czy to jest faktycznie takie NIEPRAWDOPODOBNE ?
      Jakie czasy, taki snobizm ;)
      • kadanka Re: Małgorzata Musierowicz skacze przez rekina 04.12.07, 13:33
        weź, to juz jest załamka.....
        czytają normalną literaturę, a nie CHŁAM, słuchają normalnej muzyki,
        a nie radia eska - więc są SNOBAMI. faktycznie, jakie czasy,
        taki "snobizm":///
    • t-800 Kobiety na traktory! /bvt 04.12.07, 22:59

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka