Dodaj do ulubionych

Makabryczne morderstwo

17.02.04, 09:51
Czytaliscie?

Makabryczne morderstwo w Gliwicach


Marcin Pietraszewski 17-02-2004, ostatnia aktualizacja 17-02-2004 00:02

Naćpani bandyci włamali się do domu młodego małżeństwa w Gliwicach. Zabrali
sprzęt RTV i biżuterię, a skrępowanych małżonków wozili przez dwa dni w
bagażniku ich samochodu. Nie wiedzieli, co z nimi zrobić. Próbowali ich
udusić, a kiedy się nie udało, wywieźli do lasu i rozbili głowy lewarkiem

- Jak długo pracuję w policji, jeszcze nie spotkałem się z takim
wyrachowaniem i okrucieństwem. Brak mi słów, żeby opisać to, co zrobiono z
tym małżeństwem - mówił wczoraj wstrząśnięty komisarz Tomasz Kubicki,
komendant IV komisariatu w Gliwicach.

Gosia miała 29 lat, pracowała jako kierowniczka w polsko-niemieckiej firmie.
27-letni Paweł był przedstawicielem handlowym dystrybutora słodyczy. - Świata
poza sobą nie widzieli. Pół roku temu wzięli ślub i planowali dziecko - mówi
jeden z mieszkańców Gliwic.

W czwartek późnym popołudniem ktoś zapukał do drzwi ich domu w Łabędach.
Gosia otworzyła, bo myślała, że to któryś z sąsiadów. Na progu stało jednak
czterech nieznanych jej młodych mężczyzn. Prawdopodobnie byli naćpani.
Uderzyli ją w twarz i wciągnęli do środka. Kiedy szykowali się do wyniesienia
sprzętu RTV oraz biżuterii, do domu wrócił Paweł. Nie miał żadnych szans.
Gosia patrzyła, jak bandyci biją go i krępują.

Potem zaczęli się głośno kłócić, co zrobić z ofiarami. W końcu zdecydowali,
że zabiorą małżeństwo ze sobą. Do punto wsadzili łupy, a Gosię i Pawła
wrzucili do bagażnika nubiry.

- Wozili ich po całym południu Polski. Byli we Wrocławiu, wrócili do Gliwic,
po czym pojechali w okolice Kielc - mówi komisarz Grzegorz Olejniczak,
rzecznik prasowy śląskiej policji.

W sobotę rano rodzice małżonków przyjechali do ich domu. Stwierdzili, że ktoś
go splądrował, wezwali więc policję. O dzieci jeszcze się jednak nie
martwili. Były walentynki, myśleli, że pojechali gdzieś na weekend. Policja
wszczęła więc śledztwo w sprawie włamania i kradzieży.

- Jeden z naszych ludzi przypomniał sobie jednak, że zatrzymał punto
zarejestrowane na właścicieli domu, do którego się włamano. Jechało nim
czterech mężczyzn i mieli dowód rejestracyjny. To nas zaniepokoiło - mówi
komisarz Magdalena Zielińska z Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach. Na
szczęście funkcjonariusz spisał adresy i nazwiska mężczyzn. W niedzielę
wieczorem zostali zatrzymani. Byli pod wpływem narkotyków. W czasie
przesłuchania jeden z nich załamał się i przyznał, że porwali małżonków.

- Wywieźliśmy ich do lasu w pobliżu świętokrzyskiej wioski i zostawiliśmy
przywiązanych do drzewa - zapewniał bandyta. Policjanci natychmiast wsadzili
go do radiowozu i ruszyli w drogę. Mieli ze sobą koce i ciepłą herbatę.
Wierzyli, że porwani żyją. Niestety, bandyta nie potrafił wskazać miejsca,
gdzie mieli ich zostawić.

W tym czasie w gliwickiej komendzie drugi z zatrzymanych oznajmił, że akcja
ratunkowa nie ma już sensu. Opowiedział, jak próbowali udusić Gosię i Pawła.
Nie udało się. Rozbili im więc głowy lewarkami, a ciała zostawili w lesie w
woj. małopolskim. Wczoraj je odnaleziono.

Tuż po zbrodni mordercy porzucili nubirę. Spisano ich, kiedy wracali punto do
Gliwic.

- W sumie zatrzymaliśmy siedmiu mężczyzn, którzy włamali się do domu
małżonków, porwali ich i zamordowali. Mają 25-29 lat i są z Łabęd. We wtorek
prokuratura przedstawi im zarzuty - mówi komisarz Olejniczak.

Rodzice Gosi i Pawła są w szoku. Objęto ich opieką policyjnych psychologów.
Obserwuj wątek
    • wilym Re: Makabryczne morderstwo 17.02.04, 09:53
      Artykul wyladowal na Katowicach, podaje link:
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1917377.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka