sss9
13.09.06, 08:55
Jacek Madeja
2006-09-12, ostatnia aktualizacja 2006-09-12 21:18
Wincenty Pstrowski, ikona peerelowskiej idei współzawodnictwa pracy, już
wkrótce przestanie być oficjalnym patronem Politechniki Śląskiej. O zmianę
nazwy władze uczelni walczyły od 1990 roku.
- Politechnika Śląska im. Wincentego Pstrowskiego? Nie, nigdy nie słyszałem o
czymś takim - dziwi się Piotr Kucharski, który na uczelni studiuje już trzeci
rok. Na pytanie, kim był Pstrowski, nie znajduje precyzyjnej odpowiedzi. -
Chyba jakiś działacz komunistyczny czy ktoś taki - głośno zastanawia się student.
Niechciany dziś patron uczelni jeszcze przed kilkudziesięcioma laty był na
ustach całej Polski. Pracując jako rębacz w zabrzańskiej kopalni Jadwiga,
Pstrowski z regularnością szwajcarskiego zegarka bił kolejne rekordy wydobycia
węgla. Potrafił przekroczyć przyjęte normy nawet o 300 proc., wyrąbując w
ciągu miesiąca 85 m podziemnego chodnika. To co prawda niewiele w porównaniu z
osiągnięciami radzieckiego herosa górnictwa Aleksieja Stachanowa, który
wyrabiał 1475 proc. normy, ale i tak wystarczająco dużo, by propaganda PRL-u
uczyniła z zabrzańskiego rębacza czołową postać na froncie odbudowy kraju. W
1947 roku wystosował otwarty list do górników, w którym wezwał ich do
współzawodnictwa i przekraczania norm. Rozpoczął w ten sposób ruch
współzawodnictwa pracy, do którego dołączyli przedstawiciele innych zawodów. W
kilka miesięcy po ogłoszeniu apelu Pstrowski zmarł na białaczkę. Tyle
oficjalna propaganda. Po cichu mówiło się, że ponadprzeciętne normy to wynik
pracy całych brygad, a niektórzy śmierć górnika-bohatera kwitowali krótko:
"Jeśli chcesz iść na sąd boski, pracuj tak jak Wicek Pstrowski".
Największy polski przodownik szybko stał się jedną z ikon PRL-u. Jego imię
nosiły statek, jedno z sanatoriów w Rabce i osiedle w Żorach (od 1990 roku
przemianowane na os. Korfantego). W 1951 roku nadano je także powstałej sześć
lat wcześniej Politechnice Śląskiej.
Jak się okazuje, w oficjalnych dokumentach taka nazwa pozostaje do dziś,
chociaż senat uczelni podjął uchwałę o zmianie nazwy już w 1990 roku. Powód?
Patron został nadany odgórnie decyzją władz centralnych. Wniosek wpłynął do
ówczesnego Ministerstwa Edukacji Narodowej, które po zaopiniowaniu miało go
przekazać Radzie Ministrów. Jednak na tym sprawa stanęła.
Ponowna okazja nadarzyła się w zeszłym roku, kiedy nowa ustawa o szkolnictwie
wyższym dawała możliwość uczelniom przemianowania nazwy "politechnika" na
"uniwersytet techniczny". - Z takiej propozycji nie skorzystaliśmy, ale
zgłosiliśmy propozycję nazwy Politechnika Śląska. To historyczna nazwa
uczelni, nadana w 1945 roku, w chwili jej powstania. Poza tym to i tak
usankcjonowanie stanu faktycznego. Pod taką nazwą uczelnia jest znana i nią
posługujemy się na co dzień - wyjaśnia Paweł Doś, rzecznik Politechniki Śląskiej.
Tym razem cała procedura przebiegła bez żadnych komplikacji. Z Ministerstwa
Nauki i Szkolnictwa Wyższego projekt ustawy trafił na posiedzenie rządu, który
przegłosował go na ostatnich obradach. Teraz musi ją tylko przyjąć Sejm. -
Wygląda na to, że tym razem zmianę nazwy uda się przeprowadzić - komentuje
całe zamieszanie z patronem prof. Wojciech Zieliński, rektor Politechniki Śląskiej
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3614364.html
ooo... mam wrażenie, że na niektórych forach udzielają się absolwenci tej
uczelni, którzy jednak nic innego z niej nie wynieśli niż ideę Wincka i
kultywują, kultywują... ;)