Dodaj do ulubionych

TEATR jądrowy

01.05.11, 01:05
TEATR jądrowy
Autor: JERZY URBAN

Czarnobyl jako dramat w telewizji publicznej.

W ćwierćwiecze awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu (ZSRR,teraz Ukraina) TVP 1 nadała spektakl Teatru Faktu na ten temat. Pokazano kalki ze schematów dramaturgicznych wytartych w najmarniejszych serialach. Stanowiłoby zaś naiwność polityczną, gdybym wypomniał autorom, że nie dopowiedzieli na koniec, iż

skażenie powietrza nad Polską nie spowodowało u nas szkód zdrowotnych i że postępowanie polskich władz uznane zostało za prawidłowe przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej z siedzibą w Wiedniu.

W PRL w ogóle nie mogło zdarzyć się bowiem nic dobrego oprócz opozycji politycznej. Jako uczestnik wydarzeń poczarnobylskich chcę więc tylko uzupełnić to, co opowiedziała TVP, o epizody bardziej dramatyczne, niż pozbierali lub wymyślili telewizyjni dramatopisarczykowie. 26 kwietnia 1986 r. przed północą zadzwonił do mnie, wówczas rzecznika rządu, wiceprezes Państwowej Agencji Atomistyki. Poinformował o skażeniu atmosfery, pytając, czy i jaki ogłosić komunikat. Zacząłem telefonować, żeby czegoś się więcej dowiedzieć i skonsultować moje poczynania. Nie miałem jeszcze świadomości, że nad krajem zawisła katastrofa. Np. nie pobiegłem budzić premiera Zbigniewa Messnera, chociaż sufit jego mieszkania był podłogą mojego. Wkrótce wezwano mnie na nocną naradę w KC PZPR pokazaną w spektaklu TVP. Nad ranem ekspert (niepamiętam, czy był to bohater spektaklu prof. Jaworowski) wyczytał z napływających wykresów, że skażenia są tak znaczne, iż trzeba ogłosić, żeby dzieci nie szły do szkół i należy pozamykać okna w mieszkaniach. Technicznie rzecz biorąc, można było nadać komunikat dopiero o 6 rano i tylko przez radio. Odpowiedziałem, że wyemitowanie wezwania, żeby dzieci nie szły do szkół, spowoduje, iż znaczna część dorosłych także zostanie w domu. Wywoła to reakcję łańcuchową sprawiającą, że zamrze życie w kraju. Komunikacja przestanie normalnie funkcjonować. Zagrożone zostaną dostawy prądu. Ustawać będzie praca fabryk, sklepów, urzędów. Uznałem, że nadanie informacji pociągającej takie skutki nie leży w moich kompetencjach. Zadzwoniłem do domu gen. Jaruzelskiego, prosząc, żeby go obudzić. Szef powiedział bez wahania: jak trzeba, to trzeba. Piszcie projekt komunikatu. Kiedy cyzelowałem tekst, który ? jakbym go nie sformułował ? musiałby wywołać panikę i paraliż Polski, generał odpowiadający za obronę chemiczną kraju zawołał do cywilnego eksperta: ? Pan się rąbnął o jedno zero! Oznaczało to, że skażenia są o cały rząd wielkości mniejsze i komunikat stał się zbędny. W następnych dniach, prowadząc konferencje prasowe o tematyce poczarnobylskiej, odmawiałem podawania poziomu skażeń w poszczególnych miastach i regionach. Otwarcie wyjaśniłem, że chociaż poziom ten jest śledzony, ogłaszanie danych nie zwiększałoby bezpieczeństwa ludności, a powodowałoby chaos w całej Polsce. Nigdzie skażenia nie mają poziomu bezpośrednio niebezpiecznego dla zdrowia. Ogłaszanie gdzie, ile już po godzinie traciło aktualność. Wywołałoby zaś bezsensowne i paniczne ucieczki ludzi z miejsca na miejsce. Skażenia wędrują zaś szybciej, niż jeżdżą samochody i pociągi. W całym kraju skażenia mierzyła wtedy wielka liczba prywatnych ochotników. Część z nich, uznając, że rząd niegodziwie tai prawdę, podawała wyniki pomiarów rozgłośni Wolnej Europy. Ta zaś nadawała te dane, że np. w Mikołajkach skażenia są ileś tam tysięcy razy wyższe od normalnych.

Rolę, którą odgrywała wówczas RWE, uważam za haniebną. Albo chęć zrobienia na złość warszawskim władzom górowała w Monachium nad odruchem ogólnoludzkiej solidarności, albo zaniedbano konsultacji z ekspertami.

Wielotysięcznie większe niż przed awarią skażenia nie oznaczały, że są one doraźnie niebezpieczne. Gdyby człowiek pił kroplę piwa dziennie, a nagle wypił 10 tys. kropel, niekoniecznie by się upił. Rozgłośnia, epatując wskaźnikami, twierdziła zaś, że są one groźne. Albo nie wiedziała, albo udawała, że nie wie, iż niebezpieczne stają się wtedy gdy utrzymują się np. przez miesiąc. W Monachium czerpano normy o szkodliwości promieniowania, m.in.z instrukcji dotyczących załogi elektrowni jądrowych mówiących o tym, że dany poziom powoduje szkody zdrowotne, jeśli mieszka się na skażonym obszarze przez 20 lat. Sugerowano zaś, że ludzie natychmiast zaczną świecić. Telewizja amerykańska epatowała grozą w Polsce, pokazując dzieci wrzeszczące i płaczące w kolejce po kieliszek płynu Lugola. Nie objaśniając, że to nie znaczy, iż bachory już umierają, a tylko iż lekarstwo im nie smakuje. Zresztą podawanie tego specyfiku okazało się zbędną przezornością. Myślę, że gdyby Teatr Faktu pokazywał, jak my w komisji rządowej uczymy się tego, ile przestrzeni trawy kosi krowa w trakcie dniówki na pastwisku, byłoby to bardziej oryginalne od konfliktów małżeńskich korespondenta PAP w Moskwie. No ale egzaltowana patriotka sztorcująca zastraszanego okolicznościami męża jest jedną z figurnieodzownych do robienia oglądalności.

Foto popis| "Czarnobyl. Cztery dni w kwietniu? TVP 1, Teatr Faktu, 18 kwietnia, reż. Janusz Dymek

www.nie.com.pl/art24714.htm
Obserwuj wątek
    • grzespelc Re: TEATR jądrowy 01.05.11, 07:10
      W ogóle wychodzi na to, że o wiele bardziej niebezpieczne od awarii jądrowych są choćby zwykłe deszcze, bo potem powodzie są i ludzie się topią. Że nie wspomnę o samochodach...
      • oby.watel Re: TEATR jądrowy 01.05.11, 10:07
        Urban jednego nie wyjaśnia - dlaczego, skoro tak szybko wiedzieli, tak długo zwlekali z poinformowaniem o tym?
        • a000000 Re: TEATR jądrowy 01.05.11, 10:54
          oby.watel napisał:

          > Urban jednego nie wyjaśnia - dlaczego, skoro tak szybko wiedzieli, tak długo zw
          > lekali z poinformowaniem o tym?

          wyjaśnię ja: dlatego, że w tamtych czasach wszystko co szło z ZSRR było dobrem najwyższym.
          A jeśli się okazywało złe - to była wina imperialistów z zachodu.
          • oby.watel Re: TEATR jądrowy 01.05.11, 11:12
            Też zauważyłem, że nic poza kierunkiem nie uległo zmianie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka