Dodaj do ulubionych

o slodyczach

13.08.10, 12:34
jak w temacie.
ja jestem antyslodyczowa terrorystka i moje dziecko slodyczy nie je i dlugo
jesc nie bedzie.
oczywiscie, nie mam tu na mysli domowego ciasta za jakis czas (mala ma dopiero
rok, poczekam z tym jeszcze z rok, dwa...) czy kostki gorzkiej czekolady raz
na jakis czas. a nawet dwochsmile

ale: zastanawia mnie, co powoduje rodzicami (nie oszukujmy sie, matkami
glownie), ze podaja dzieciom mocno przetworzone weglowodany i tluszcze w
postaci np batonikow sklepowych typu Mars etc...bardzo czesto spotykam sie z
dziecmi w autobusie czy ogolnie "na miescie", ktore do reki dostaja batonika
wlasnie (lub paczke "doroslych" czipsow)-mama szczesliwa ze dziecko nie
marudzi, dziecko upaprane po czubek gloy ciumka tego batonika...

wczoraj w autobusie bylam swiadkiem, gdy mama podala batonika corce w wozku,
na oko 1.5 rocznej. o dziwo, byly to Polki (tutaj takie praktyki zazwyczaj
tubylczynie uprawiaja, i to mnie w ogole nie dziwi)...dziewczynka na oko
wygladala jakby co najmniej 20 kg wazyla, nie wiem czy mialo to zwiazek z jej
odzywianiem, ale mysle sobie, ze taki batonik do raczki w jej przypadku to
typowa przekaska.

nie wiem, nie pojmuje takich rzeczy.
Obserwuj wątek
    • aniczka.r Re: o slodyczach 13.08.10, 13:59
      ja tez tego nierozumiem.ostatnio widzialam ok.12letnia dziewczyne,taka
      otyla,ze zwaly tluszczu na plecach wygladaly jak piersi!wchodzila do
      fast-fooda...tak dziecko skrzywdzic!
      ja nie mam zamiaru podawac dziecku slodyczy,jak najdluzej.problem w
      tym,ze moj maz jest slodyczozerca.ale wlasnie gorzka czekolada czy
      domowe ciasto to juz lepsze niz mars czy czipsy.
      • verticale Re: o slodyczach 14.08.10, 08:05
        u nas podobnie. tzn nie bedzie slodyczy (przede wsyztskim tych
        kupnych) jak najdluzej. bede dbac o to, by swiadomosc mojego synka
        byla duza w tym temacie, trzeba tez czuwac na tym, czym
        czestuja 'zyczliwi' dziecie nasze... wiadomo... jak dziekco pojdzie
        juz w swiat (przedszkole, itp), to juz nie da rady zapewne trzymac
        na tym reki... no chyba, ze edukacja sie sprawdzi... wink
        my w domu w ogole nie jadamy slodyczy. jedyne to miod naturalny,
        bardzo rzadko domowe ciacho (raczej robione nie przez nas,
        a 'dostane'). kroluja u nas orzechy przerozne, owoce, suszone owoce
        i z tego bede dzieciowi smakolyki tworzyc w swoim czasie, jak bedzie
        az taka potrzeba...

        no ale zobaczymy, jak to wyjdzie... wink
    • aphoper1 Re: o slodyczach 14.08.10, 13:14
      A ja niestety jestem słodyczoholiczką i chciałabym Anię przed tym uchronić, ale
      nie wiem, czy mi się uda, skoro widzi, jak ja jemsad
    • joshima Re: o slodyczach 14.08.10, 16:21
      green_naranja napisała:

      > mama szczesliwa ze dziecko nie
      > marudzi,
      No to chyba sobie odpowiedziałaś. A poza tym to chyba taka chęć dogodzenia
      dziecku. Szczególnie jak ktoś lubi łakocie to nie widzi powodu, żeby malcowi
      żałować. Ja się na tym łapię czasem. Nie daję córce słodyczy a w ryzach trzyma
      mnie jej uczulenie. Mam parcie, żeby pokazać jej jaki świat jest piękny, a
      jedzenie słodyczy jest przecież takie przyjemne tongue_out Wiem, że chyba nie tędy
      droga, ale łapię się na takich myślach.
    • mama_kaspra Re: o slodyczach 14.08.10, 20:28
      Hmm, moze te mamy nie uwazaja slodyczy za cos zlego? Ja na przyklad podaje
      Kasprowi wszystko, co sama jem/pije, poza alkoholem.
      Tyle, ze ja nie jam marsow itp, ani chipsow, ani nie pijam sztucznych napojow.
      Ale Kasp jada z nami marcepana w czekoladzie anthona berga, i inna dobra
      czekolade, i chalwe, i dobre lody. Na wyjscie do reki dostaje ekologiczna
      suszona fige lub morele, czekolada by sie usmarowal. I gdyby nie je iechec do
      mycia zebow w ogole nie czulabym sie winna z tego powodu.
      • green_naranja Re: o slodyczach 14.08.10, 22:53
        mamo-kaspra, to jest moje osobiste zdanie,ale nie pochwalam dawania slodyczy
        (przetworzonych-nie mowie o suszonych owocach itp) niemowletom i malym dzieciom.
        moze i nic w tym zlego, ale jednak, ksztaltujemy nawyki zywieniowe dzieciom od
        samego pocfzatku...i tak mi sie zdaje, ze cukrow to maja pod dostatniem i w
        mleku, i w owocach, i w kaszach, i we wszystkim innym...

        tak sobie mysle, oczywiscie zadna to prawda objawionasmile
        • mama_kaspra Re: o slodyczach 15.08.10, 09:23
          W pelni szanuje Twoje zdanie. Ale spiesze wyjasnic, ze Kasp w mleku to dostaje
          tylko laktoze (bo on na piersi ciagle), a kaszki z cukrem w zyciu nie jadl. Do
          platkow owsianych, ktore jadamy raz na pare dni, dodaje tylko troszke melasy (ze
          wzgledu na zelazo). Po prostu chcialabym, zeby slodycze nie byly dla niego czyms
          wyjatkow pozadanym - jesli w domu zawsze moze dostac kostke czekolady lub
          lyzeczke chalwy, i widzi ze jemy to z umiarem, to moze nie bedzie w przedszkolu
          itp chcial zjadac calego snickersa. Licze tez na to, ze podajac mu naprawde
          dobre jakosciowo slodycze zniechece go do takich paskudnych do kupienia w kazdym
          sklepie...
          • green_naranja Re: o slodyczach 15.08.10, 11:52
            nie, nie mam na mysli kaszek z cukrem-nie wiem co to, dziecku daje zwykla czysta
            owsianke czy kasze naturalne, bez zadnego slodzenia, ew z dodatkiem swiezych
            owocow. no i chodzilo mi o to, ze wiele naturalnych produktow zawiera
            weglowodany/ cukry, wiec dodatkowego dosladzania nie potrzeba.

            niczego malej nie dosladzam, w ogole! a do picia dostaje na razie tylko wode...

            a co do tego przyzwyczajania do dobrych slodyczy-moze i jest to jakis sposob,
            ale ja sobie mysle, ze zanim mala pojdzie do przedszkola, to jeszcze troche
            czasu uplynie, wiec nie musze juz teraz jej do niczego przyzwyczajac...moze za
            rok, moze za dwa zacznie dostawac jakies domowe ciasto, jakas dobra
            czekolade...a na razie nic.

            tak przynajmniej teraz mysle i czyniesmile
    • green_naranja Re: o slodyczach 14.08.10, 22:50
      a jeszce jedna rzecz, widok powali mnie niemal na kolana:
      matka (Brytyjka) w autobusie z niemowleciem w wozku oraz dziewczynka na oko
      2-letnia.
      dziewczynka chciala pic (byly akurat te nieliczne londynskie upalne dni), i co
      jej matka podala?

      butelke, uwaga, LUCOZADE!!!!!

      nie mam watpliwosci, ze niemowlak rowniez bedzie takie frykasy spozywal, gdy juz
      wejdzie w faze rozszerzania diety.
      • globus.histericus Re: o slodyczach 15.08.10, 00:08
        Ok, zgadzam się. Sama przez całe życie cierpiałam przez
        niepohamowaną miłość do słodyczy i jeszcze długo przed zajściem w
        ciążę wiedziałam, że, co jak co, ale tego oszczędzę mojemu dziecku.
        I rzeczywiście nie daje córce w ogóle. Czytam składy i eliminuje te
        rzeczy, które mają m.in. cukier. Jeśli sama jem, to się ukrywam i
        wstyd mi przed sobą. Dlatego co rusz podejmuję próby odstawienia
        totalnego. Myślę, że w końcu mi się uda, bo czego nie robi się dla
        własnego dziecka, a i dla mnie to będzie zbawiennewink. W ogóle wiele
        moich nawyków zmieniłam, właśnie dlatego, aby dawać dobry przykład.
        Ale... bardzo boje się, że jak już w końcu córka pozna smak słodyczy
        (tych kupnych), a jest to, jak same przyznałyście, nieuniknione
        (prawdopodobnie w okolicach pójścia do przedszkola), to bardzo jej
        zasmakują i będzie urządzać histerie w sklepie (już teraz widać, że
        ma twardy charakter i jak czegoś chce, nie ma przebacz). Wiem, że
        nie powinnam się martwić na zapas, a córa pewnie nie raz mnie
        jeszcze zaskoczy, ale boje się, że zadziała mechanizm "zakazanego
        owocu". Oczywiście wymyślam już sposoby, które potencjalnie
        zadziałają na "sklepową histerię" - np; "Zrobimy w domu RAZEM shake
        bananowy i też będzie słodki!", albo wyznaczony jeden w tygodniu
        "dzień słodyczowy" itp. Nie chcę jednak stworzyć takiej atmosfery
        wokół słodyczy, jako czegoś nie dla niej, czegoś co zabraniam,
        czegoś nieosiągalnego. Dlatego, jak ktoś w jej towarzystwie coś
        takiego je, a ona to zobaczy i bardzo wyciąga rączki, a niestety już
        nie da się odwrócić uwagi, czy troszkę oszukać, to pozwalam
        spróbować. Nie mówię tu o marsie, ale np. herbatnik petit burre, czy
        jakaś drożdżówka, ew. czekolada, choć tej boje się najbardziej (bo
        mnie tak okropnie uzależniła wink i jeszcze nie dostała. Zazwyczaj
        próbowana ilość jest mikroskopijna, a reszta, szybko znika w buzi
        obdarowującego. Po prostu nie chcę robić afery, nerwowości i
        sztucznie podsycać ciekawość. Takie moje, trochę nieskładne, zdanie
        smile
        • globus.histericus Re: o slodyczach 15.08.10, 00:22
          Aha, i jeszcze dopiszę, że zaczęłam pozwalać próbować grubo po roczku.
          Wcześniej byłam ortodoksem smile
        • aniczka.r Re: o slodyczach 15.08.10, 00:30
          ja moze i stety poznalam tylko smak wyrobu czekolado-podobnego w
          okolicach przedszkolnych.nie jestem slodyczowa,za to maz jest po prostu
          slodyczowym jamochlonem.zanim zdaze sie dobraz do jakiejs
          czekoladki,zazwyczaj slad juz po niej zaginal.mam nadzieje,ze moja
          corka tez bedzie znajdowala tylko te slady zaginiecia,hehe!
      • joshima Re: o slodyczach 15.08.10, 10:30
        Pewnie bym się nawet zbulwersowała tylko nie mieszkam w UK i nie wiem co to ta
        LUCOZADE!!!!!

        tongue_out
        • green_naranja Re: o slodyczach 15.08.10, 11:56
          joshima, to obrzydliwy, kleisty slodki napoj "energetyczny" cuchnacy mokrymi,
          brudnymi skarpetkami
          uk4you.pl/175,lucozade-energy-napoj-energetyczny-1litr.html
          sklad na etykiecie zajmuje jakichs 15 stron A4;/
    • steffa Re: o slodyczach 18.08.10, 21:39
      Pytanie skierowałaś do matek, które raczej tu nie zgalądają, ale 'po drodze'
      padło bardzo ważne stwierdzenie: uzależnieni dają swoim dzieciom to, co
      'najlepsze'. Tak mają też babcie, które nie wyobrażają sobie dzieciństwa bez
      słodkiego.
      Moje dzieci do 2 urodzin nie znały słodyczy. Słodycze to dla mnie także ciasta.
      Potem 'bliżej poznały babcię' i "się wdrożyły." W domu jednak nie kupujemy i
      nie jemy. Starszy syn dostaje czasem jakieś czekolady, nie rekwiruję ich, ma
      swoją spiżarkę, tam je 'składuje' i czasem coś zje. Pyta mnie przedtem o
      pozwolenie. Spiżarka zresztą nie jest nigdzie ukryta, więc gdyby chciałby być
      nieuczciwy, spokojnie mógłby podjadać. On jednak, wychowany przez pierwsze dwa
      lata kompletnie bez cukru, nie ma ciągot. Ciągoty zaczynają się, gdy wpadnie w
      wir urodzinowy lub z jakichś powodów kiepsko układają się jego normalne posiłki
      (jest już w szkole, więc nie do końca kontroluję to, co je). W każdym razie
      jestem bez serca. Nie daję lub bardzo rzadko. Gdy był mały i raz na ruski rok
      jadłam kawałek czekolady do kawy, mówiłam (zgodnie z moją prawdą), że to nie dla
      dzieci. Córka ma trochę ponad dwa lata i kilka dni temu pierwszy raz spróbowała
      loda, którego jadł brat. Wspomina czasem lody z szelmowskim uśmiechem na
      ustach. Ważne, żeby dziecko jadło dobrze, czyli miało zrównoważoną dietę.
      Wtedy tak strasznie nie marzy o słodyczach, bo nawet jeśli z jakichś powodów
      przejdą im przez głowę, szybko zapominają.
    • morepig Re: o slodyczach 20.08.10, 14:00
      ja także nie, ale jeżeli my albo starszak cos takiego byśmy jedli to
      młody też by pewnie trochę dostał. a że łatwiej zamiast odmawiać
      dziecku to odmówić sobie- nie jemy słodyczy. starszakowi cieżko
      odmawiać zawsze więc od czasu do czasu ma jakieś kolorowe szity smile
      pilnuję tylko zębów wtedy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka