jak w temacie.
ja jestem antyslodyczowa terrorystka i moje dziecko slodyczy nie je i dlugo
jesc nie bedzie.
oczywiscie, nie mam tu na mysli domowego ciasta za jakis czas (mala ma dopiero
rok, poczekam z tym jeszcze z rok, dwa...) czy kostki gorzkiej czekolady raz
na jakis czas. a nawet dwoch
ale: zastanawia mnie, co powoduje rodzicami (nie oszukujmy sie, matkami
glownie), ze podaja dzieciom mocno przetworzone weglowodany i tluszcze w
postaci np batonikow sklepowych typu Mars etc...bardzo czesto spotykam sie z
dziecmi w autobusie czy ogolnie "na miescie", ktore do reki dostaja batonika
wlasnie (lub paczke "doroslych" czipsow)-mama szczesliwa ze dziecko nie
marudzi, dziecko upaprane po czubek gloy ciumka tego batonika...
wczoraj w autobusie bylam swiadkiem, gdy mama podala batonika corce w wozku,
na oko 1.5 rocznej. o dziwo, byly to Polki (tutaj takie praktyki zazwyczaj
tubylczynie uprawiaja, i to mnie w ogole nie dziwi)...dziewczynka na oko
wygladala jakby co najmniej 20 kg wazyla, nie wiem czy mialo to zwiazek z jej
odzywianiem, ale mysle sobie, ze taki batonik do raczki w jej przypadku to
typowa przekaska.
nie wiem, nie pojmuje takich rzeczy.