Dodaj do ulubionych

"Genderowa" edukacja

20.12.13, 20:38
Coś ciekawego dla zwolennikow ideologii genderowej: - ale to podobno kłamstwo:



“Ojcowie nie poświęcają łechtaczce i waginie córki wystarczająco uwagi. Zbyt rzadko ich pieszczoty obejmują te rejony ciała. A tylko w ten sposób dziewczynki mogą rozwinąć poczucie dumy ze swej płci” -czytamy w broszurze “Miłość, ciało i zabawy w doktora” wydanej przez Federalne Centrum Oświaty Zdrowotnej (BZgA). Jest skierowana do rodziców dzieci w wieku od roku do trzech lat.

Według autorów dla zdrowego rozwoju dziewczynki istotne jest, żeby ojciec okazywał jej, jak bardzo jest dumny z tego, że jest dziewczynką. Najlepiej za pomocą rąk: “Dziecko dotyka wszystkich części ciała ojca. Czasami podniecając go. Ojciec powinien robić tak samo”.

Z broszury można się dowiedzieć, że matki często nadają penisowi syna pieszczotliwe nazwy. Organy seksualne dziewczynki pozostają jednak bezimienne. W ten sposób dziewczynka ma się czuć gorsza od chłopca. Ojcowie powinni więc z czułością mówić o waginie córki, nazywając ją na przykład “kubeczkiem miodu.”

Autorzy broszury radzą rodzicom, aby pozwalali dzieciom na”nieograniczoną masturbację”. “Kiedy dziewczynka wkłada sobie przedmioty do waginy, rodzic powinien tylko wtedy interweniować, kiedy istnieje ryzyko, że zrobi sobie krzywdę. Na przykład kiedy jej wargi sromowe są już spuchnięte od ocierania się o fotel. Wtedy trzeba powiedzieć dziecku, że nie powinno się kaleczyć. Tłumacząc równocześnie, że stymulacja genitaliów jest całkowicie w porządku” – czytamy.

Nie dla zahamowań

Masturbacja i dotykanie genitaliów przez rodziców ma zapobiec zahamowaniom seksualnym dziecka w wieku dorosłym: “Dzieci powinny się nauczyć, że nie ma czegoś takiego jak wstydliwe części ciała. Ciało to dom, z którego trzeba być dumnym”.

Piosenki o waginie

BZgA ma także dobre rady dla rodziców nieco starszych dzieci. Niedawno urząd wydał poradnik na temat rozwoju seksualnego przedszkolaków. Rodzice dowiadują się, że naśladowanie ruchów kopulacyjnych jest wskazane dla rozwoju czterolatka.

Wraz z poradnikiem urząd rozsyła książeczkę z piosenkami pod tytułem “Nos, brzuch i pupa”. Jedna z nich, brzmi następująco: “Kiedy dotykam mego ciała, odkrywam, co mam. Mam waginę, bo jestem dziewczynką. Ona nie tylko służy do siusiania. Kiedy ją dotykam, czuje przyjemne mrowienie”.

Broszura BZgA należy do lektur obowiązkowych w dziewięciu landach niemieckich. Stosuje się ją podczas szkolenia wychowawców w żłobkach, przedszkolach oraz szkołach podstawowych. Poleca ją nawet wiele organizacji oficjalnie walczących z pedofilią. Tak jak Niemiecki Związek ds. Ochrony Dzieci (Kinderschutzbund). BZgA, która jest podporządkowana Ministerstwu ds. Rodziny, co roku rozsyła miliony egzemplarzy 40-stronicowej książeczki.

Perwersyjny umysł

Odmienne opinie można jednak znaleźć na licznych niemieckich forach internetowych. “Przerażające”, “perwersyjne” lub “szokujące” – te słowa pojawiają się najczęściej w wypowiedziach internautów.

Podobnego zdania są psycholodzy. – To patologiczne spojrzenie na rzeczywistość. Dzieci nie powinno się uświadamiać w taki sposób. Trzeba mieć perwersyjny umysł, żeby coś takiego napisać -powiedział “Rz” jeden z wykładowców psychologii klinicznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

BZgA odpiera zarzuty. – Dzieci są stworzeniami seksualnymi i szukają ciągle zaspokojenia swych potrzeb – powiedział “Rz” urzędnik BZgA Eckhardt Scheffer. – Źli nie są rodzice, którzy na to pozwalają, lecz ci, którym się to źle kojarzy.
ALEKSANDRA RYBIŃSKA

Nowoczesne wychowanie

ECKHARDT SCHEFFER, Federalne Centrum Oświaty Zdrowotnej (BZgA)

Przed publikacją poradnika skonsultowaliśmy się z rodzicami, wychowawcami oraz psychologami dziecięcymi. 93 procent z nich oceniło go pozytywnie. Kiedy mówimy o dotykaniu genitaliów dzieci, chodzi nam o to, żeby dziecko nie dorastało w przekonaniu, że jego genitalia są obłożone tabu, że są czymś, czego nie wolno dotykać, czymś, co nie istnieje. To prowadzi do zaburzeń w późniejszym życiu. Podświadomie dziecko będzie miało więcej zahamowań seksualnych niż jego rówieśnicy wychowani bardziej liberalnie. Dlatego trzeba pozwolić dzieciom na masturbację. Nie wolno w tym widzieć erotyzmu, tylko naturalne zachowanie dziecka.

ANNA PRZYMONT, psycholog dziecięcy

Rodzice powinni dziecku poświęcać czas i uczucia. Pieszczoty są ważne, jednak nie powinny polegać na dotykaniu genitaliów. Nie ulega wątpliwości, że dzieci w tym wieku się masturbują. Zaspokajają w ten sposób pierwotne potrzeby. Pozwalanie im na to spowoduje jednak, że będą się masturbować cały czas. Aż do uzależnienia. Często kończy się to zaburzeniem emocjonalnym. To, co napisano w tej broszurze, jest wulgarne i graniczy z pedofilią. "

7dni.wordpress.com/2007/07/09/masturbacja-dla-malych-dzieci-zalecana/
Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: "Genderowa" edukacja 25.12.13, 20:36
      Oto w jaki sposób wcielane są w życie "naukowe" osiągnięcia gender:


      "Abp Ko­lo­nii kard. Jo­achim Me­isner naj­mniej spo­dzie­wał się ta­kiej uro­dzi­no­wej atrak­cji. Pod­czas wi­gi­lij­nej mszy w ko­loń­skiej ka­te­drze w dniu jego 80. uro­dzin po oł­ta­rzu ska­ka­ła pół­na­ga ak­ty­wist­ka Fe­me­nu. Wy­stęp był krót­ki.


      Tuż po roz­po­czę­ciu wi­gi­lij­nej mszy w ko­loń­skiej ka­te­drze z pierw­sze­go rzędu ławek pod­nio­sła się 20-let­nia dziew­czy­na w to­ple­sie i sko­czy­ła na po­dest oł­ta­rza. Była to znana ak­ty­wist­ka Fe­me­nu Jo­se­phi­ne Witt. Jak po­in­for­mo­wa­ła ko­loń­ska po­li­cja, na pier­siach miała na­ma­lo­wa­ny napis "I am God" ("Je­stem Bo­giem"). In­cy­dent ten nie uszedł oczy­wi­ście uwa­dze zwierzch­ni­ka ar­chi­die­ce­zji ko­loń­skiej, kard. Jo­achi­ma Me­isne­ra, choć trwał tylko kilka minut. Ko­bie­tę od­pro­wa­dzi­ła bar­dzo szyb­ko po­li­cja.

      Kard. Me­isner za­cho­wał sto­ic­ki spo­kój. - Każdy za­słu­gu­je na bło­go­sła­wień­stwo, nawet ta ko­bie­ta o po­mie­sza­nych zmy­słach, bo jej chyba jest ono naj­bar­dziej po­trzeb­ne - po­wie­dział do­stoj­nik Ko­ścio­ła."

      wiadomosci.onet.pl/swiat/aktywistka-femenu-skakala-polnaga-podczas-mszy-w-kolonskiej-katedrze/w2shh
      Myslę, że w tym przypadku pytanie o granice paranoi jest jak najbardziej zasadne. Oczywiście - jest to pytanie retoryczne, gdyż nie spodziewam się odpowiedzi jakiegokolwiek przedstawiciela "postepowej" lewicy.
      • andrzej585858 Re: "Genderowa" edukacja 28.12.13, 16:11
        Oto do jakich absurdów mozna sie posunąć:

        " Gender jest teorią - nie ideologią - z obszaru wiedzy humanistycznej, która pozwala patrzeć na zmianę stosunków społecznych poprzez reakcję między mężczyznami i kobietami. Na to, jakie funkcje pełniły i pełnią w danym okresie kobiety, a jakie mężczyźni. Gender zadaje pytania

        - mówi Barbara Limanowska, wykładowca gender studies w rozmowie z "Wysokimi Obcasami".

        Jakie więc gender zadaje pytania? W dość wesołym wywiadzie pojawia się kilka wątków zasługujących na odnotowanie. Limanowska nie kryje swojej irytacji na przykład przy... projekcie budowy boisk szkolnych dla młodzieży.

        Pamięta pani pomysł z "orlikami"? Wybudowano ponad 2 tys. boisk. No świetny pomysł, żeby ludzie zaczęli uprawiać sport. Wstępne założenie jest jednak takie, żeby to chłopcy zaczęli uprawiać sport. Piłka nożna w praktyce jest sportem chłopięco-męskim. (...) Gdyby w Ministerstwie Sportu była osoba odpowiedzialna za gender mainstreaming, zadałaby najpierw pytania: jakie korzyści będą mieli ze zbudowania stadionu chłopcy, a jakie dziewczynki? Jeśli dziewczynki niewielkie, to po co budować tyle stadionów?

        - marzy pani feministka.

        W rozmowie pada dość zabawne pytanie. Otóż okazuje się, że gender ma na przykład wpływ na odśnieżone ulice!

        Szwedzi na prostym przykładzie pokazali, jak w społeczeństwie tworzą się nierówności. W miejscowości Karlskoga piesi zimą ulegali licznym wypadkom spowodowanym opadami śniegu. Chodniki odśnieżano bowiem w ostatniej kolejności, najpierw pługi wyjeżdżały na drogi. Okazało się, że najczęściej wypadkom ulegają kobiety. Odprowadzały dzieci do szkoły, chodziły po zakupy, rzadziej niż mężczyźni wsiadały do samochodów, częściej szły do komunikacji miejskiej, do przystanków. Postanowiono zmienić harmonogram działań: najpierw odśnieżać chodniki, dopiero potem ulice. W rezultacie było mniej wypadków

        - tłumaczy Limanowska.

        I dodaje, że kobiety radzą sobie lepiej w niemal wszystkich dziedzinach życia:

        Czy pani wie, jakie firmy lepiej przeszły przez kryzys finansowy w 2008 r.? Takie, w których w radach nadzorczych było więcej kobiet, niż takie, w których kobiet nie było

        - ocenia fachowym okiem.

        I puentuje anegdotą, gdy w latach 70. zachwyciła się przemówieniem jakiegoś młodzieńca ze Stowarzyszenia Grunwald:

        Potem o nich poczytałam, przeraziłam się. Ale proszę spojrzeć, jak łatwo manipulować ludźmi, zwłaszcza młodymi. Jak łatwo wciskać półprawdy, kłamstwa. Tak samo dzieje się z tym wszystkim wokół gender. Trzeba cały czas myśleć

        - podkreśla Limanowska.

        I tutaj pełna zgoda. Trzeba myśleć. Zwłaszcza gdy ideologia gender ma ambicje wpływać na odśnieżane chodniki albo budowane boiska."

        wpolityce.pl/wydarzenia/70473-wysokie-obcasy-udowadniaja-ze-gender-mainstreaming-wplywa-nawet-na-odsniezone-chodniki-i-boiska-jakie-korzysci-beda-mieli-ze-zbudowania-stadionu-chlopcy-a-jakie-dziewczynki
        Proponuję zburzyć "orliki" - trzeba być konsekwentnym i wypalić męski szowinizm do końca. Nie będa kopac tej swojej piłki wbrew teoriom gender.
        • andrzej585858 Re: "Genderowa" edukacja cz. 1 31.12.13, 11:50
          "Zadziwiająca rzecz z tym gender! Rzekomo nie ma, nie istnieje a powiedz tylko waćpan słowo przeciw, a zrzucą na ciebie lawinę. Doświadczyli tego właśnie księża biskupi, którzy w spokojnym, mądrym, wyważonym liście wskazali na zagrożenia płynące ze strony postmarksistowskich fanatyków, wierzących iż da się człowieka lepić jak plastelinę.
          Dużo do myślenia dały reakcje na ten duszpasterski przekaz. Nie była to bowiem, jak można by się spodziewać, polemika merytoryczna, nie była to obrona tego lewicowego projektu inżynierii społecznej. Realizatorzy gender wybrali inną drogę: zaczęli szydzić z księży biskupów, że jak pogubione we mgle Don Kichoty walczą z przeciwnikiem istniejącym tylko w ich głowach, urojonym, wymyślonym. Słowem - wariaci.

          I tak utrzymywana z naszych podatków pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, zaczęła dowodzić, że ideologia gender to wymyślony wróg.

          Pojęciu gender, którym już od dawna zajmuje się polska i światowa nauka, przypisuje się nieprawdziwe znaczenia i próbuje udowadniać, że gender to niszczenie rodziny, seksualizacja dzieci, dowolność wyboru płci czy odrzucanie macierzyństwa

          - dowodzi pani minister.

          Jak wygląda to w praktyce? "Nasz Dziennik" tuż przed świętami opisał "Poradnik dla nauczycieli. Jak stosować zasadę równego traktowania kobiet i mężczyzn”, którego opracowanie zleciła Fundacja Edukacji Przedszkolnej w ramach programów realizowanych ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego. Poszły na to setki tysięcy złotych publicznych pieniędzy.

          Wydawnictwo zaczyna się wierszykiem autorstwa jednej z feministek:

          „Bawię się, z kim chcę, robię to, co chcę, płeć nie ogranicza mnie. Czy jestem dziewczynką, czy jestem chłopakiem, mogę być pilotką, mogę być strażakiem. Czy jestem chłopakiem, czy jestem dziewczynką, bawię się lalkami i olbrzymią piłką. Bawię się, z kim chcę, robię to, co chcę, płeć nie ogranicza mnie!”.

          Autorki - jak opisuje w "ND" Anna Ambroziak - promują tezę, iż płeć biologiczna jest nieistotna, uczą, że różnice między chłopcami i dziewczynkami, jeśli chodzi o zachowania, zainteresowania czy nawet ubiór, to wynik narzucania nam szkodliwych stereotypów.

          Jest to oczywistą bzdurą, bo każdy kto ma dzieci doskonale wie, że chłopiec chętniej bawi się samochodzikami i narzędziami, a dziewczynka lalkami i mini-kuchenką. Próby odebrania im tego dzieci odbierają jako krzywdę. Ale głos rodziców jest świadomie lekceważony.

          Dlatego szczególnie ważne jest więc, by pamiętać, że rodzice nie są do końca tymi, którzy powinni ostatecznie decydować o tym, czy w przedszkolach powinno się pracować na rzecz równouprawnienia, ponieważ często nie posiadają oni fachowej wiedzy na ten temat i sami również kierują się stereotypami

          – napisano we wspomnianym wyżej podręczniku. Stara marksistowska zasada - państwo wie lepiej jak wychować nasze dzieci.


          Czy w kontekście takich doniesień, oraz innych np. o zmuszaniu chłopców do ubierania się w kobiece fatałaszki, księża biskupi walczą z urojonym wrogiem czy też z wyprzedzeniem dostrzegają realne zagrożenie? Czy doniesienia o uzależnianiu finansowania projektów unijnych od wdrożenia (przy okazji) lewicowego przekazu nie są oznaką skrajnego zideologizowania działań rządowych?

          Ale lewica idzie w zaparte. Zanikający (Bogu dzięki!) Twój Ruch popełnił list otwarty w którym przekonuje, że

          Ideologia gender, z którą od trzech miesięcy walczy Kościół, to wymysł samego Kościoła. To wirtualny wróg skonstruowany przez duchownych i służący jako zasłona dymna dla coraz liczniej ujawnianych przypadków pedofilii w Kościele.


          Cóż za hipoteza! Szkoda, że posłowie palikociarni tak mało czytają. I nie czytają też "Wyborczej" bo tam projekt genderowy jest wytrwale i stale opisywany! Tak oto w jednym z wydań grudniowych "Wysokich Obcasów" (lewacko-feministycznego dodatku do "Wyborczej") ukazuje się wywiad z Barbarą Limanowską, jednym z ideologów tego projektu. Czytamy w nim:

          Od ponad trzech lat pracuję w European Institute for Gender Equality. To agencja Unii Europejskiej z siedzibą w Wilnie. Sprawdzamy, jak działa gender mainstreaming, czyli polityka równościowa, we wszystkich krajach Unii Europejskiej.

          No więc, niby gender nie ma, ale ma on nawet swoje agencje i idą na to - jak skazali księża biskupi - wielkie pieniądze. I pracują by osiagnąć wyraźnie nakreślony cel, który polega na wprowadzeniu "myślenia gender" do każdego, dosłownie każdego obszaru: od rolnictwa po odśnieżanie śniegu.

          W każdym ministerstwie powinna być komórka odpowiedzialna za gender mainstreaming.
          • andrzej585858 Re: "Genderowa" edukacja cz. 2 31.12.13, 11:57
            I płać człowieku podatki, oni wiedzą na co je wydać! Docelowo pewnie usadowi swoje komórki w każdej gminie, jak to PZPR miała.

            W tej grze bierze też udział, otwarcie i coraz brutalniej atakujący Kościół, "Tygodnik Powszechny". Jego publicyści kpią i szydzą z księży biskupów. Żądają by księża zajęli się wyłącznie Jezusem Chrystusem, a życie społeczne zostawili w spokoju. Stara to komunistyczna płyta i stary numer księży-patriotów. Bo jeśli Kościół zamilknie, to wtedy lewica urządzi nam społeczeństwo po swojemu, błyskawicznie...

            Bo spójrzmy spokojnie kto jest w tym wszystkim stroną agresywną? Kto bez oglądania się na wolę rodziców chce indoktrynować od przedszkoli po uniwersytety? Kto - w totalitarnym duchu - chce urządzać nam i sypialnie i bawialnie dla dzieci? Taka Magdalena Środa chodzi po sklepach niczym dawna inspekcja robotniczo-chłopska i melduje:

            Zabawki. W sklepie działy różowy oraz kolorowy. Ten pierwszy dla dziewczynek, ten drugi dla chłopców. Dziewczynki mają się bawić w duchu opiekuńczości, czystości i przygotowania do wykonywania nieodpłatnej pracy na rzecz rodziny (mała kuchnia, małe garnki, duże lalki i Lego z - a jakże! - małą kuchnią, małymi garnkami i lalką). Chłopcy mają gry, potwory, samochody i broń. Bo przecież muszą się przygotować do konkurowania.

            Nikt dzisiaj nie broni pani Środzie przejść się między półkami i kupić swojej wnuczce (hipotetycznej) plastikową spluwę i samochodzik, a swojemu wnukowi (hipotetycznemu) małą kuchenkę z garnkami włącznie. Jednak jej wcale nie chodzi o swoje (hipotetyczne) wnuki. Ona chce decydować o tym jak my wychowujemy nasze dzieci, chce nam umeblować zgodnie ze swoją lewicową szajbą nasze rodziny i nasze dzieci.
            I za to też chce wziąć dla swoich miliony złotych by tego umeblowania pilnowali jak współcześni oficerowie polityczni. A potem pójdą dalej: umeblują organizacje społeczne, szkołę, Kościół, do końca media i co tylko można. By na końcu spełniła się groźba wykrzykiwana do polskich obrońców życia przez lewactwo podczas jednej z manifestacji w Berlinie: "Wasze dzieci będą takie jak my".

            Smutni, nieszczęśliwi, samotni ludzie za wszelką cenę chcą zarazić wirusem nieszczęścia innych.

            Wielką zasługą księży biskupów jest fakt, że dostrzegli to zagrożenie już teraz, kiedy jeszcze można przeciwdziałać, ostrzec Polaków. List episkopatu trafił w sedno, uniemożliwił przeprowadzenie pierwszego etapu genderyzacji po cichu. I stąd ten tak wściekły atak na jego autorów."

            wpolityce.pl/dzienniki/jak-jest-naprawde/70599-sroda-w-sklepie-czyli-zadziwiajaca-rzecz-z-tym-gender-rzekomo-nie-ma-i-nie-istnieje-ale-powiedz-chocby-slowo-przeciw-a-zrzuca-na-ciebie-lawine
            • andrzej585858 Gender absurdy 06.01.14, 20:13
              "Niedawny list polskiego Episkopatu przestrzegający przed zagrożeniami związanymi z ideologią gender spotkał się z burzliwą reakcją lewicowych autorytetów. Zazwyczaj krytykowali oni biskupów, iż wymyślili sobie urojonego wroga w postaci ideologii gender, podczas gdy jest to poważna nauka opisująca świat ludzkiej płciowości.

              Magdalena Środa pisała:

              Ideologia gender” to skonstruowany przez Kościół fikcyjny wróg, który służy odwróceniu uwagi od spraw pedofilii w tym środowisku. Nie ma czegoś takiego jak „ideologia gender”. Gender to uznane w świecie studia, które badają zmienność wzorców osobowych związanych z płcią.

              Wtórował jej Jacek Żakowski:

              Gender to poważna dziedzina wiedzy (…) musimy się pogodzić z tym, że obowiązkiem państwa jest opieranie się na wiedzy naukowo zdobywanej. I gender należy do tej kategorii.

              Do zwolenników ideologii gender należy także pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Broni ona ideologii gender przed krytykami, utrzymując, że:

              Płeć kulturowa nie neguje płci biologicznej. Jako kategoria badawcza, gender nie jest związana z żadnym światopoglądem ani ideologią – po prostu opisuje świat męskości i kobiecości taki, jakim jest w danej kulturze.

              O tym, ile są warte te twierdzenia, pokazuje w bardzo ciekawym artykule na łamach ostatniego „Nowego Państwa” Grzegorz Strzemecki w tekście „Niewinny gender?” Cytuje on obszerne fragmenty dokumentów z materiałów szkoleniowych przygotowywanych w ramach programów „Kapitał Ludzki. Narodowy Fundusz Spójności” oraz „Unia Europejska. Europejski Fundusz Spójności” autorstwa dr Macieja Dudy, członka Pracowni Krytyki Feministycznej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz wykładowcy gender studies na UAM.

              Cytaty te obnażają, czym jest w istocie genderyzm. Przyjrzyjmy się jednemu tylko wątkowi. Dr Duda, powołując się na amerykańską feministkę Judith Butler jako swój autorytet, pisze:

              Teoria genderu wskazuje, że często cechy uznawane za genetycznie przypisane kobiecie lub mężczyźnie wynikają z uwarunkowania kulturowego lub presji społecznej. Wiele cech rzekomo ‘kobiecych’ i ‘męskich’ i mających pochodzić z różnic biologicznych teoria genderu uważa za mity społeczne.

              Co jest więc mitem?

              Zdaniem Butler i innych przedstawicieli teorii queer, człowiek nie rodzi się ‘kobietą’ i ‘mężczyzną’ w sensie płci kulturowej, ale jest na tę płeć w sposób performatywny ‘mianowany’.

              Co znaczy jednak owo tajemnicze sformułowanie „performatywnie mianowany”?

              Wypowiedzi performatywne oznaczają zdania, za pomocą których kreuje się rzeczywistość, np. ‘Ogłaszam was mężem i żoną’ [lub] mianuję cię generałem. Człowiek staje się mężem, żoną, generałem w momencie wypowiedzenia odpowiednich słów-zaklęć.

              A teraz posłuchajmy, kiedy dochodzi do pierwszego zaklęcia, kreującego rzeczywistość:

              Zdaniem Butler przypisanie płci kulturowej następuje w ten sam sposób już w momencie, gdy pielęgniarka podczas porodu mówi 'To chłopiec', 'To dziewczynka’, przypisując nowo narodzonej osobie całe instrumentarium społecznych oczekiwań stereotypów i ról związanych z płcią. To zdanie nie opisuje stanu faktycznego, lecz stanowi rozpoczęcie konstrukcji tożsamości płciowej... Cały ten społeczny konstrukt ustanawiający płeć kulturową jest następnie nieustannie wprowadzany do świadomości dziecka, które je internalizuje (uwewnętrznia) i reprodukuje (powtarza), przez co płeć kulturowa wydaje się być tworem biologicznym, wynikającym z natury, a nie uwarunkowań społecznych i kulturowych.

              Zgodnie z tą logiką okrzyk położnej na widok noworodka „To jest dziewczynka!” nie opisuje więc stanu faktycznego, lecz jest mitem, który mianuje ową istotę na dziewczynkę. Potem owej mitycznej narracji ulegają rodzice i otoczenie dziecka, bezmyślnie i nieświadomie podtrzymując to nieuzasadnione mniemanie. Zdaniem przedstawicieli genderyzmu należy zmienić ten stan rzeczy i dać jednostce wolność wyboru własnej płci bez nacisku społecznego.

              Te twierdzenia Judith Butler, powtarzane przez Macieja Dudę i rozpowszechniane w materiałach finansowanych przez Unię Europejską, pokazują, że rację mieli biskupi, krytykując genderyzm jako niebezpieczny eksperyment inżynierii społecznej. Mamy bowiem do czynienia nie z rzetelną nauką, opisującą świat, lecz ideologią, próbującą zmieniać świat według utopijnych założeń."

              wpolityce.pl/artykuly/71092-grzegorz-gorny-tako-rzecze-genderysta-polozna-ktora-na-widok-noworodka-krzyczy-to-dziewczynka-nie-opisuje-stanu-faktycznego-lecz-tworzy-mit-kulturowy-ktory-mianuje-owa-istote-na-dziewczynke
              • andrzej585858 Re: "Gender" edukacja 13.01.14, 07:28
                "W niedzielę w ramach inicjatywy rodziców "STOP seksualizacji naszych dzieci" w 90 parafiach Wrocławia i okolic, 250 świeckich wolontariuszy udzielało informacji na temat problemu seksualizacji dzieci i młodzieży. W tym dniu odbyło się ponad 190 prelekcji dla rodziców, a cała akcja zaczyna się rozprzestrzeniać w Polsce.

                Bezpośrednim powodem przeprowadzenia tej akcji jest próba wprowadzenia w Polsce edukacji seksualnej typu B, która zamiast wychowywać deprawuje i seksualizuje dzieci. Przypomnijmy, 22 kwietnia 2013 roku Światowa Organizacja Zdrowia przedstawiła pracownikom Ministerstwa Edukacji dokument pod tytułem „Standardy Edukacji Seksualnej w Europie”. Ta publikacja próbuje narzucić Polsce model edukacji typu B, która ma być wprowadzony do programów nauczania już od wczesnych lat przedszkolnych. W grudniu 2013 roku nowa Minister Edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska zapowiedziała, że wprowadzi edukację seksualną do szkół.

                Zdaniem organizatorów akcji jest to absurd, gdyż nowa pani minister powinna wiedzieć, że MEN edukację seksualną wprowadziło już w 1998 roku - jest to edukacja seksualna typu A, realizowana pod nazwą „Wychowanie do życia w rodzinie”. Zdaniem rodziców zrzeszonych w inicjatywie "STOP seksualizacji naszych dzieci" współistnienie dwóch typów edukacji seksualnej w szkole prowadzi jedynie do dezorientacji, sugerując, że szkoła nie wie czego powinna uczyć. Nie chodzi zatem o wprowadzenie Edukacji seksualnej w ogóle, ale o wprowadzenie edukacji typu B – twierdzą rodzice.

                Czym jest edukacja typu B?

                Protesty rodziców wzbudziły konkretne treści zawarte w programie: „Standardów”, część II “Matryca” od str. 38 i dalej:


                Wiek


                Tematyka

                0-4


                Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa, odkrywanie własnego ciała i własnych narządów płciowych, wyrażanie własnych potrzeb, życzeń i granic, na przykład w kontekście „zabawy w lekarza”.

                4-6


                Masturbacja we wczesnym dzieciństwie. Uczucia seksualne (bliskość, przyjemność, podniecenie), Przyjaźń i miłość w stosunku do osób tej samej płci.

                6-9


                Różne metody antykoncepcji, autostymulacja, ejakulacja, stosunek, antykoncepcja. Seks w mediach. Rożne związki rodzinne.

                9-12


                Skuteczne użycie prezerwatyw. Masturbacja, orgazm. Prawa seksualne zdefiniowane przez IPPF (International Planned Parenthood Federation), Pierwsze doświadczenia seksualne(!), Orientacja płciowa, Pozytywny wpływ seksu na zdrowie. Podejmowanie świadomych decyzji dotyczących zyskiwania bądź nie doświadczeń seksualnych.

                12-15


                Pierwsze doświadczenia seksualne(!), przyjemność, masturbacja, orgazm, ciąża (także w relacjach jednopłciowych), usługi antykoncepcyjne, prawo do aborcji.

                15+


                Błona dziewicza i jej odtwarzanie, seks powiązany z wymianą dóbr ekonomicznych (prostytucja, seks za prezenty, posiłki, niewielkie sumy pieniędzy), pornografia, uzależnienie od seksu. Umiejętność radzenia sobie ze sprzecznymi normami osobistymi (interpersonalnymi), wartościami w rodzinie i społeczeństwie. Osobiste poglądy dotyczące seksualności (bycie elastycznym) w zmieniającym się społeczeństwie lub grupie.



                Rodzice twierdzą, że taka edukacja nie czeka, aż dziecko zapyta o nurtujące go problemy, ale w nachalny sposób narzuca już małym dzieciom tematykę, która może negatywnie wpłynąć na ich rozwój. Ignoruje etap latencji u dzieci, zniszczona zostaje w ten sposób naturalna wstydliwość dzieci, a przez to ich dzieciństwo. Pogłębia się również problem seksualizacji młodzieży. Edukacja ta więc rozbudza aktywność seksualną przed okresem dojrzewania oraz promuje wczesne rozpoczęcie współżycia.

                Zwracają także uwagę na fakt, że na końcu podawanych Standardów (65strona), drobnym drukiem, Światowa Organizacja Zdrowia zastrzega, że - "nie ponosi odpowiedzialności za szkody powstałe w wyniku wykorzystania tych informacji" - pokazuje wątpliwą jakość tej edukacji. Mimo to Standardy WHO zostały przychylnie przyjęte przez polski rząd, a Minister Edukacji Narodowej w grudniu zapowiedziała wprowadzenie tej edukacji do szkół.

                Zgodnie z Art. 48 Konstytucji rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.

                Jako rodzice nie zgadzamy się na wprowadzenie do szkół edukacji typu B, co zapowiedziała Minister Edukacji. Uważamy jednocześnie, że najważniejsza i najskuteczniejsza edukacja to ta, którą rodzice prowadzą w domu rozmawiając z dziećmi. Szkoła może jedynie wspomagać ich wysiłki, gdyż nigdy nie zastąpi rodziców w prowadzeniu rozmowy z dzieckiem na tematy najintymniejsze

                – dodają organizatorzy akcji „Stop seksualizacji naszych dzieci”.

                wpolityce.pl/wydarzenia/71560-nie-zgadzamy-sie-na-wprowadzenie-do-szkol-seksedukacji-typu-b-ona-w-nachalny-sposob-narzuca-malym-dzieciom-tematyke-ktora-moze-negatywnie-wplynac-na-ich-rozwoj
                • andrzej585858 Re: Porazka gender edukacji 22.01.14, 19:31

                  "Kolejna porażka aborcjonistów. Petycja poparcia dla Katarzyny Bratkowskiej została przez internautów zmiażdżona tak, jak list do premiera Tuska ws. gender. Ponad 3 tys. osób jest przeciwko petycji.

                  W poniedziałek pisaliśmy o porażce genderystów i ich apelu do premiera Donalda Tuska w sprawie „mowy nienawiści”, jak określają wszelką krytykę tej ideologii gender. Jak się okazało, list naukowców do premiera, zamieszczony na portalu petycje.pl szybko zaczął zbierać więcej głosów „przeciw”, aniżeli „za”. Ostatecznie absurdalny list i petycja szybko zniknęły z sieci z ostatecznym wynikiem - 682 głosów „za” i 1690 głosów „przeciw”.

                  A dziś możemy napisać o porażce kolejnej petycji, tym razem mającej wyrazić poparcie dla Katarzyny „jestem w ciąży i usunę ją w Wigilię, żeby było weselej” Bratkowskiej. W petycji, której adresatem jest Biuro Pełnomocnika Rządu do spraw Równego Traktowania możemy przeczytać m.in., że „Kobiety są w Polsce skazane na nielegalne, niebezpieczne dla życia i zdrowia albo niebotycznie drogie aborcje albo na rodzenie z przymusu. Żądam zniesienia przymusu rodzenia.
                  Przerwę ciążę w Wigilię. Przerywanie ciąży nie jest niczym złym. Popieram Katarzynę Bratkowską”. Cały kuriozalny tekst nosi tytuł: „DOŚĆ PRZYMUSU RODZENIA. POPIERAM KATARZYNĘ BRATKOWSKĄ!”.

                  Wyniki tej petycji także są miażdżące. Swoje poparcie dla niej wyraziło do tej pory jedynie 767 internautów. Przeciwko niej podpisało się już 3067 osób. Ciekawi jesteśmy, kiedy i ta petycja wyparuje z internetu…"

                  www.fronda.pl/a/porazka-kolejnej-petycji-tym-razem-ws-poparcia-dla-bratkowskiej,33758.html
                  • andrzej585858 Re: Gender "tolerancja" 31.01.14, 12:05
                    "Hunwejbini, przeciwnicy demokracji – tak genderyści mówią o swoich przeciwnikach.


                    Hunwejbini, przeciwnicy demokracji – tak genderyści mówią o swoich przeciwnikach Fot. sxc.hu
                    Nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji. Tę prostą zasadę genderyści opanowali do perfekcji. I dlatego o swoich przeciwnikach nie mówią inaczej, niż jako o „hunwejbinach” czy „przeciwnikach demokracji”.

                    Nowym przykładem tego zjawiska jest wywiad, jakiego udzieliła jedna z autorek genderowych programów dla przedszkoli Dorota Obidniak „Krytyce Politycznej”. Kobieta nie ukrywa, że jest wściekła, że ktoś ośmielił się sprzeciwić promowanej przez nią ideologii i przekonuje, że wszyscy, którzy mają odwagę, by to robić, to „przeciwnicy demokracji”. - Niepokoi mnie tempo, w jakim rosną w siłę przeciwnicy demokracji, laickiego państwa, otwartości na innych. Jestem zawstydzona postawą wielu nauczycieli, jestem rozczarowana brakiem reakcji ze strony władz oświatowych – przede wszystkim Ministerstwa Edukacji. Kiedy sprawa wybuchła, myślałam, że to incydent, że w wyniku nieporozumienia, które zostało sprytnie wykorzystane przez kościelnych i partyjnych czynowników oraz cyniczne media, powstało chwilowe zamieszanie, że wystarczy wyjaśnić parę pojęć, a emocje ucichną. Przez dwa popołudnia w radiu wyjaśniałyśmy z Joanną Piotrowską, co oznacza słowo gender i dlaczego wychowanie równościowe jest ważne. Tymczasem im więcej osób podejmowało podobne próby, tym agresywniejsi stawali się ich adwersarze – przekonuje Obidniak. I określa wszystkich przeciwników instrukcji WHO o nauczaniu przedszkolaków masturbacji, „hunwejbinami księdza Oko”"

                    www.fronda.pl/a/hunwejbini-przeciwnicy-demokracji-tak-genderysci-mowia-o-swoich-przeciwnikach,34056.html
                    Bardzo ciekawy język oraz sformułowania o tolerancji nawet nie wspomnę.
                    • andrzej585858 Re: Gender "tolerancja" 01.02.14, 20:12
                      P. Szczepkowska wyraziła poparcie dla ks. Oko bezpardonowo atakowanego przez tzw. "postępowe" media:

                      "Drogi księże, witam w klubie. Został ksiądz publicznie zdiagnozowany jako jednostka poza normą psychiczną.

                      Jest ksiądz pasowany na dewianta seksualnego. Ja mam skromniejszą diagnozę: należę do jednostek „oderwanych od rzeczywistości", do tych, które krytykują środowiska homoseksualne, bo same nie znają swojej tożsamości.

                      Aż za dobrze znam konsekwencje takiego pasowania i wiem, jak potrzebne są wtedy proste słowa. Nie wystarczy pokrzepienie od zwolenników. Szybko wśród nich znajdują się ekstremiści, dziwacy, szaleńcy, z którymi nie ma się nic wspólnego. Potrzeba prostych słów od kogoś niezależnego, nieuwiązanego politycznie. Wiem, jak bardzo, więc piszę: nie jest ksiądz wariatem ani dewiantem."

                      www.rp.pl/artykul/61991,1083627-Szczepkowska--Do-ksiedza-Oko.html
                      Wcale mnie nie dziwi wyrażenie poparcia, tez znam, w pewien sposób z autopsji tego typu diagnozowanie - tez wymagam konsultacji lekarskich. No i oczywiście reakcja na wyrazy poparcia wyrazone przez p. Szczepkowska jest wręcz identyczna:

                      "Tu nie ma mechanizmu, tu potrzeba lekarza. I nie piszę tego złośliwie. "

                      forum.gazeta.pl/forum/w,244931,149313418,149314043,Re_wrogowie_naszych_wrogow.html
                      No cóż, przyznam się że miło znaleźć się w towarzystwie p. Szczepkowskiej. Musze do niej napisać z prośbą o podanie adresu lekarza, bo przecież po takiej diagnozie nie będzie miała wyjścia. Koniecznie bedzie musiała udać się do lekarza.
                      I też nie pisze tego złośliwie.

                      Można tylko westchnąć.

                      Mam nadzieję że z racji wieku nie dożyję tego gdy powszechna stanie się tolerancja w wersji "gender" - to jest po prostu przerażające.

                      • andrzej585858 Re: Gender "edukacja" 18.02.14, 07:21
                        Kolejny przykład "edukacji" w wersji postępowej:

                        "Tak uczy się w Badenii-Wirtembergii. Niemieccy uczniowie powinni nie tylko tolerować postulaty ruchu LGBT, ale je także akceptować – wynika z materiałów dla szkoły w tym landzie.

                        W jednej ze szkół w Badenii-Wirtembergii uczniowie mają zapoznać się z materiałem zatytułowanym: „Lesbijski i gejowski styl życia – temat dla szkoły”. Wydawca materiałów twierdzi, że chodzi tu o zwrócenie uwagi na dyskryminację osób identyfikujących się z ruchem LGBT. Jednak postulaty tego ruchu mają być przez uczniów nie tylko tolerowane, ale po prostu – akceptowane. W materiałach zostało w zawoalowany sposób skrytykowane stanowisko Kościoła katolickiego: znajduje się tam mianowicie długi tekst na temat pobłosławienia lesbijskiej pary przez ewangelickiego duchownego.

                        W materiałach znajdują się zalecenia włączania elementów tematyki ruchu LGBT do wszystich lekcji. I tak w ramach matematyki uczniowie mają policzyć odsetek osób homoseksualnych w społeczeństwie. W ramach języka angielskiego mogą czytać historie dotyczące homoseksualnej młodzieży. Na historii uczniowie powinni się uczyć o prześladowaniach homoseksualistów przez nazizm; w ramach nauki ekonomii mogą przestudiować przykład lesbijki, która zawiera umowę handlową.

                        W dodatku w materiałach stwierdza się, że tradycyjna rodzina, złożona z ojca, matki i dzieci „na początku XXI wieku znajduje się w rozkładzie”. Obok niej należy uczniom przedstawiać wszelkie inne rodzaje „rodzin”.

                        Już 9 i 10-letnie dzieci mają uczyć się o „rodzinie” tworzonej przez lesbijki, które „kochają sięi chcą być ze sobą razem. Dlatego mają wspólne mieszkanie”. Na pytania dzieci, czy kobiety, które mieszkają razem z dzieckiem mogą się poślubić, należy odpowiedzieć twierdząco. W materiałach czytamy także: „Nauczyciel w rozmowie z uczniami przedstawia homoseksualizm jako całkowicie równowartościowy styl życia”. W ostatniej z proponowanych lekcji uczniowie są pytanie o swój... heteroseksualizm. „Jak sądzisz, skąd wziął się twój heteroseksualizm?” – brzmi pierwsze pytanie. „Według statystyk choroby weneryczne są najrzadsze wśród lesbijek. Czy wobec tego jest rzeczywiście sensowne, by kobiety wybierały heteroseksualny styl życia i w ten sposób narażały się na ryzyko chorób płciowych i ciąży?” – brzmi kolejne pytanie.

                        Te świadomie absurdalne pytania mają wykazać, że homoseksualizm jest rzekomo tak samo naturalny jak heteroseksualizm. Nad „równością” orientacji dyskusja nie jest przewidziana."

                        www.fronda.pl/a/dwie-lesbijki-i-dziecko-to-normalna-rodzina,34600.html
                        • andrzej585858 Re: "Gender studies"hańba dla UW 18.02.14, 09:20
                          "Hańbą Uniwersytetu Warszawskiego, wielkiej europejskiej uczelni o pięknych tradycjach naukowych w naukach ścisłych, jest to że poniżyła się do tego, żeby uruchomić coś takiego naukowego, co się nazywa gender studies. Z nauką to nie ma nic wspólnego

                          stwierdził stanowczo na antenie Radia Wnet prof. Bogusław Wolniewicz.

                          To jest plama na uniwersytecie. To tak, jakby wprowadzono na uniwersytecie jakieś studia szamanizmu, co zresztą może nastąpić, tego nie wykluczam

                          - dodał.

                          Tematem audycji był wpływ lewicowej formacji intelektualnej na istotne zjawiska i procesy społeczne w XXw. Zdaniem prof. Wolniewicza, immanentną cechą "lewactwa" jest wiara w to, że można urządzić świat przy pomocy siły. Omówił też kwestie związane z nierównościami społecznymi oraz widmem nowego, pozbawionego twarzy, totalnego reżimu, rodem z kafkowskiego "Procesu"."

                          wpolityce.pl/wydarzenia/74360-prof-wolniewicz-gender-studies-to-hanba-uniwersytetu-nie-ma-nic-wspolnego-z-nauka
                          Swoją droga naprawdę zadziwiające jest to co dzieje się na UW. Ostatnio mielismy do czynienia z próba organizacji "Porno-dnia" - jest to oczywiście działalnośc wybitnie naukowa. Tego typu inicjatywy w połączeniu z propagandą gender ideologii dają rzeczywiście ciekawy obraz UW jako instytucji promującej naukę.
                          • andrzej585858 Re: Manifa 2014 08.03.14, 17:23
                            Reprezentantki polskich kobiet:

                            "Pod hasłem "Samo się nie zrobi" ulicami Krakowa przeszła w sobotę Manifa 2014. Jej uczestnicy przypominali, że w Polsce wciąż nie zostały zrealizowane zgłaszane od lat postulaty prowadzenia polityki antydyskryminacyjnej, przeciwdziałania przemocy, edukacji seksualnej.
                            Według policji w krakowskiej Manifie uczestniczyło ok. 220 osób."

                            wyborcza.pl/1,75248,15590194,Manifa_2014_i_pikieta_antyfeministyczna_na_Rynku__ZDJECIA_.html
                            Jezeli ktoś nie wie na czym polega gender ideologia to ma tutaj przykład. Nieustanne eksponowanie na czołowym miejscu przez GW tzw. Manif w ktorych uczestniczy znikoma ilość osób, ale są to osoby o wybitnie "postępowych" poglądach i dlatego muszą być odnotowane tego typu wydarzenia.
                            Ciekawe, dlaczego pogardliwie okreslane jako "miesięcznice" manifestacje pamięci ofiar katastrofy w Smoleńsku w ktorych uczestniczy nie 200 ale co najmniej 2 000 osób pomijane sa milczeniem przez GW?
                            • andrzej585858 Re: Manifa 2014 10.03.14, 09:36
                              "Nieźle musieli napracować się operatorzy telewizyjni by znów, jak co roku, pokazać tak zwaną "Manifę" jako wielkie wydarzenie. Zbliżenia z bliska, kilkakrotnie te same twarze, miksowane ujęcia... Wszystko na nic bo z entuzjastycznych relacji wyłaziła nędza wydarzenia. Spotkało się, po wielkich przygotowaniach, kilkaset zaledwie osób tworzących jądro uderzeniowe nowego komunizmu, żyjących zazwyczaj z publicznych pieniędzy, bez zaplecza społecznego. W sumie też smutnych i nieszczęśliwych, sfrustrowanych jakimś ciągłym napięciem, jak widać było w wielu kadrach.
                              Na nic nie zdały się też cieplutkie relacje niektórych reporterek telewizyjnych, nie udających nawet obiektywizmu, relacjonujących wydarzenie niemal jak rodzinną imprezę. Żadnych trudnych pytań, żadnej dociekliwości, cytowanie tylko grzecznych haseł, pomijanie całej wulgarności i agresywnego antykatolicyzmu. Efekt tego zapału był mizerny: całkowity chłód Warszawy, pełna obojętność ulicy i zwykłych ludzi w stosunku dla szaleństw wyrażanych tak absurdalnymi hasłami jak:

                              "Dość seksizmu, dość kapitalizmu", "Odróbmy lekcję równości", "Feminizm jest zaraźliwy"

                              Najwyraźniej nie jest, większość chłopaków i panów zajęła się w tym dniu kupowaniem kwiatów i upominków dla dziewczyn i żon, a dziewczyny i żony zajęły się cieszeniem z tych gestów. Tulipany szły 8 marca jak woda.
                              Wnioski z kolejnej klęski "Manify" są dwa. Optymistyczny: szaleństwa lewicowe wciąż ograniczone są do wąskiego, choć niezwykle wpływowego, środowiska. Pesymistyczny: ma ono potężne, zupełnie nieproporcjonalne do realnego znaczenia, przełożenie na media, kulturę, dostęp do publicznych pieniędzy.

                              Od nas wszystkich zależy czy proporcje zostaną w końcu ustawione właściwie. To co jest obecnie to poważna choroba życia społecznego."

                              wpolityce.pl/dzienniki/jak-jest-naprawde/76101-kolejna-kleska-lewicowych-szalenstw-i-dwa-wnioski-to-srodowiska-szalenie-wplywowe-w-mediach-i-panstwie-ale-w-spoleczenstwie-wciaz-marginalne
                              • andrzej585858 Re:"Gdyby głupota umiała fruwać" 31.03.14, 15:28
                                "Gdyby głupota umiała fruwać, niektórzy uczestnicy tej debaty mogliby się nieźle poturbować w zderzeniu z sufitem. Mowa o debacie, dotyczącej prawodawstwa Unii Europejskiej o prawach kobiet i statusie homoseksualizmu, zorganizowanej w marcu przez Koło Naukowe Problematyki Współczesnych Stosunków Międzynarodowych UKSW.

                                Na tle debatujących, wyraziście swą obecność zaznaczyła członkini Kongresu Kobiet, prof. Monika Płatek z Uniwersytetu Warszawskiego, która na wstępie usiłowała wytłumaczyć, co znaczy dyskryminacja, tudzież dyskryminacja pozytywna, a następnie postanowiła zapoznać słuchaczy z rodzajami orientacji seksualnych.

                                Dyskryminacja polega na gorszym traktowaniu innych ludzi. Istnieje termin dyskryminacji pozytywnej, który polega na tym, że setki lat tworzyliśmy przepisy, które wykluczały pewne grupy. To jest dość zrozumiałe, że po to, aby przełamać to, co się nam kulturowo utrwaliło, jako „naturalne”, to istnieje termin dyskryminacji pozytywnej. I politycy, którzy działają dość długo, powinni to rozumieć-

                                tłumaczyła studentom prof. Płatek.

                                Przyznam, że nie rozumiem tej definicji, ale może to wynika z tego, że nie jestem politykiem ani profesorką Uniwersytetu Warszawskiego. Liczę, że przynajmniej studenci obecni na debacie zrozumieli, gdyż co jakiś czas wybuchali szczerym śmiechem. Pewnie z życzliwości dla mówczyni.

                                Jest orientacja heteroseksualna, która charakteryzuje się tym, że jest TEGO najwięcej-

                                ciągnęła wywód członkini Kongresu Kobiet.

                                Zawsze myślałam, że ta orientacja charakteryzuje się ukierunkowaniem popędu seksualnego do osobnika odmiennej płci. Tak przynajmniej uczono mnie na biologii. Ale to była stara PRL-owska szkoła, więc mogło się od tamtej pory coś zmienić.

                                Poza tym jest orientacja biseksualna, która oznacza pozytywny stosunek seksualny zarówno do swojej płci, jak przeciwnej. Wreszcie mamy orientację homoseksualną, jest tego w każdym środowisku 10 proc. (..) Wreszcie jest to, co jest najrzadsze, to jest aseksualizm-

                                kontynuowała prof. Płatek. Na koniec opowiedziała jeszcze o ostatniej występującej w przyrodzie orientacji- autoseksualizmie.

                                I wreszcie jest orientacja autoseksualna, co nie oznacza seksu w samochodzie, tylko możliwość spełniania się z samym sobą-

                                zażartowała Płatek.

                                Zamierzony żarcik się nie udał, bo tym razem nikt się nie śmiał. Pewnie studenci zastanawiali się nad stwierdzeniem, że w każdym środowisku jest 10 proc. homoseksualistów. Osobiście nie znalazłam takich statystyk, ale skoro prof. Płatek ma takie informacje, nie będę z tym dyskutować. Przecież przygotowując się do debaty, z pewnością zrobiła to rzetelnie. Sprawdziła środowiska wiejskie, miejskie, konserwatywne, kibicowskie oraz wszelkie inne i wyszło co wyszło. Rozumiem, że w środowisku LGBT też jest 10 proc. homoseksualistów. Skoro tak jest, to znaczy, że 90 proc. tego środowiska tylko udaje gejów czy lesbijki, pewnie w celu skorzystania z szerokiego wachlarza dodatkowych praw dla mniejszości, którymi hojnie obdarowuje ich Unia Europejska. Czym ich zresztą rozzuchwala do walki o nowe przywileje. Obecnie walczą o prawo do homomałżeńst i do adopcji. Nie wiem tylko czemu zależy im na adopcjach, skoro pani prof. Płatek twierdzi, że pary homoseksualne same mogą urodzić sobie potomka.

                                Jak się państwo przyjrzycie takim krajom jak Izrael, Stany Zjednoczone, Skandynawia, to w związkach jednopłciowych rodzi się tyle samo dzieci, a często więcej, niż w związkach różnopłciowych-

                                oświeciła studentów prof. Płatek.

                                Tego studenci już nie wytrzymali, a jeden z nich zaczął drążyć:

                                Jak dwie osoby tej samej płci mogą urodzić dziecko? Szczególnie dwóch mężczyzn?-

                                zapytał słuchacz debaty.

                                Eltona Johna pan zna? Elton John, taki piosenkarz-

                                odrzekła prof. Płatek.

                                I to musiało wystarczyć za odpowiedź. Nie wiem czy Płatek chciała przez to powiedzieć, że Elton John urodził dziecko, czy zwyczajnie zabrakło jej „argumentu” na potwierdzenie śmiałej tezy o porodach gejowskich. Sądząc po konsternacji na sali, słuchacze też niezbyt zrozumieli intencję profesorki.

                                Jednak mnie nie dziwi kuriozalna wypowiedź członkini Kongresu Kobiet, ponieważ kilku „poważnych debat” z udziałem genderystów, już wysłuchałam. Mam zaprawę. Tak właśnie tłumaczą owi „profesorowie postępu”, zasadność rozszerzenia praw homoseksualistom, walkę o równouprawnienie i tolerancję. Ich argumenty i naukowe tezy mają tyle wspólnego z retoryką, co gej z ciążą partnera. Ilekroć słucham takich debat, które nota bene bardziej przypominają kabaret, zastanawiam się nad kondycją psychiczną niektórych uczestników. Cóż, nie mnie oceniać stan zdrowia ekspertów zapraszanych do dyskusji. Mogę tylko zakończyć tak samo jak zaczęłam- gdyby głupota umiała fruwać…"

                                wpolityce.pl/lifestyle/189354-katarzyna-kawlewska-o-wykladzie-profesor-moniki-platek-podobno-w-malzenstwach-homoseksualnych-rodzi-sie-wiecej-dzieci-niz-w-heteroseksualnych-i-to-sie-nazywa-postep
                                • andrzej585858 Re:"Gdyby głupota umiała fruwać" 04.04.14, 07:36

                                  "Wstrząsnęła mnie informacja, że nasz tekst „zmroził” dziennikarza „Gazety Wyborczej”. Dlaczego? Bo w tekście wskazaliśmy, że rodziny z dziećmi są dla przyszłości Polski ważniejsze niż geje.

                                  I od razu okazało się, że jesteśmy nie tylko strasznymi homofobami, którzy chcą biednych gejów wyrzucać z Polski, ale chcemy też z Polski wyrzucić z Polski nie tylko homoseksualistów, ale też osoby niepłodne, a nawet takie, które „świadomie” podjęły decyzję o tym, że nie chcą mieć dzieci. „Katolicy z "Frondy", która reklamuje się jako "portal poświęcony", zamierzają zrzucić się dla nich wszystkich na bilet w jedną stronę? Nic to, że tacy również płacą podatki, zasilając tym samym wspólną kasę. Kiedy to liczba posiadanych dzieci stała się załącznikiem do podania o uzyskanie statusu potrzebnego obywatela RP? Kto dał wam prawo do ustalania kryteriów, kto zasługuje na to, żeby mieszkać w tym kraju, a kto nie?” - grzmi dziennikarz „GW”.

                                  A dalej cytuje to, co media zrobiły z Franciszka (bo samego papieża zacytować nie jest w stanie). „Kimże ja jestem, by go oceniać? - z rozbrajającą szczerością mówił w lipcu ubiegłego roku o gejach papież Franciszek. Dwa miesiące później przyznał, że Kościół ma na punkcie pewnych tematów obsesję. Redaktorzy "Frondy" na pewno. Zaczyna być ona niebezpieczna” - kończy swój tekst.

                                  Kłopot polega tylko na tym, że nigdzie nie napisaliśmy, że bezdzietni (także ci z wyboru) mają wyjeżdżać. Nikt też nie sugerował, że homoseksualiści mają wyjechać z Polski. Nasz dziennikarz wyraził tylko opinię, że jak komuś jest tak strasznie źle, i tak bardzo pragnie uciec z homofobicznej Polski do lubrykantami i prezerwatywami płynącej Wielkiej Brytanii to droga wolna. I przypomniał, że od walki z homofobią ważniejsza jest walka z kryzysem demograficznym. Jeśli bowiem coś doprowadzi do końca Polski, to nie wyjazd gejów, ale brak dzieci (tak, tak – ci małżonkowie, którzy nie chcą mieć dzieci, którzy odrzucają – w sposób wolny i świadomy – potomstwo szkodzą Polsce i niszczą jej przyszłość, ale nikt nie chce ich wyrzucać).

                                  Z tymi, dość oczywistymi tezami, „Gazeta Wyborcza” nie jest jednak w stanie polemizować, musiałaby bowiem przyznać, że z punktu widzenia interesu społecznego od walki z homofobią ważniejsza jest walka z dzieciofobią, a od wzmacniania mniejszości seksualnych istotniejsze jest umacnianie rodziny. Zamiast więc polemizować dziennikarz „GW” pisze donosiki, tak żeby w przyszłości wiedziano na kogo trzeba zwrócić uwagę, i kto będzie – jako pierwszy – miał powędrować do więzienia za „mrożącą krew w żyłach” homofobię, albo za chęć kupowania biletów w jedną stronę. A że nie chcieliśmy tego robić? Cóż to ma za znaczenie! Jeśli „Gazeta Wyborcza” uznała, że chcemy, to znajdzie się sędzia, który to przyklepie!"

                                  www.fronda.pl/a/obsesje-gazety-wyborczej-szukanie-homofobii-za-wszelka-cene,36101.html
                                  • andrzej585858 Re:przerażające 07.04.14, 10:12
                                    "Sześcioro dzieci z gimnazjum w Borken w Nadrenii Północnej-Westfalii odwieziono do szpitala z problemami krążeniowymi po tym, gdy na „lekcji seksu” dostały zadanie naszkicowania męskich i kobiecych organów płciowych.

                                    Nauczyciele gimnazjum i władze szkolne nie kryją zaskoczenia. Dla ośmiorga 11- i 12-letnich uczniów gimnazjum polecenie okazało się ponad ich siły: zasłabły jedne po drugim.

                                    To była reakcja łańcuchowa

                                    – opowiada dziennikowi „Berliner Kurier” Dorothea Meerkötter, kierowniczka szkoły.

                                    Dwójce dzieci udzielono pomocy na miejscu, ale sześcioro musiano zabrać do szpitala. Stwierdzono u nich problemy z krążeniem.

                                    Dyrekcja zastanawia się teraz, czy lekcja nie przerosła wytrzymałości uczniów. Sprawą zajęła się także policja, która skonfiskowała tablice poglądowe z sali lekcyjnej.

                                    Nie potrafię sobie wyobrazić, aby szkicowanie narządów płciowych mogło rzeczywiście tak działać obciążająco na uczniów

                                    – mówi Meerkötter.

                                    Terapeuta rodzinny Tatiana Lawrence Plesnicar wyjaśnia, że mógł być to atak paniki, który rozpoczął się u jednego z chłopców, a która szybko przeniósł się na inne dzieci.

                                    W Kolonii kilka miesięcy temu rodzice zbuntowali się, gdy ich dziewięcioletnie dzieci przyniosły do domu zadanie, aby dowiedzieć się: „co to jest orgazm” oraz „istnieje wiele słów, bardziej ładnych lub mniej, na określenie stosunku płciowego. Niektóre z nich już znasz: ‚mieć seks’, ‘przespać się z kimś’. Jakie jeszcze znasz? Napisz je.”


                                    Ciekawe, czy któremukolwiek z pedagogów przyjdzie na myśl, że być może dzieci przerasta to, co próbuje im się zaserwować na lekcji seksu. Psychika dzieci może po prostu nie nadążać za pędem do „nowoczesności”."

                                    wpolityce.pl/polityka/161531-oto-skutki-seksualnej-propagandy-w-szkolach-kilkoro-dzieci-w-niemieckim-gimnazjum-zemdlalo-na-lekcji-gdy-zaczely-szkicowac-narzady-plciowe
                                    • andrzej585858 Re:przerażające 01.05.14, 18:33
                                      Czy taka edukacja jest nam potrzebna?

                                      "Anna Wiens z niemieckiego Geseke została wtrącona na 8 dni do aresztu, ponieważ jej syn odmówił uczęszczania na zajęcia edukacji seksualnej. Anna i jej mąż, chcąc uszanować decyzję swojego dziecka, postanowili go do tego nie zmuszać.

                                      Przypadek państwa Wiens nie jest jedyny. Kara aresztu nakładana była w przeszłości także na innych niemieckich rodziców, ponieważ nie zgadzali się na udział swoich dzieci w zajęciach, które uznali za demoralizujące.

                                      Jak zauważa portal „Kultur und Medien online”, areszt jest najsroższą karą, jaka może zostać zasądzona w takich przypadkach. Może on zostać przerwany, jeśli okaże się, że nie przynosi zamierzonego efektu. Spośród rodziców, którzy z powodu odmowy posłania swoich dzieci na zajęcia seksedukacji wielokrotnie byli wsadzani do więzienia, a niektórzy spędzili tam nawet do 40 dni, nikt nie zmienił swojego nastawienia do kontrowersyjnych lekcji.

                                      Pozostanie tajemnicą władz Nadrenii Północnej Westfalii (gdzie znajduje się Geseke - przyp. red.), dlaczego na obywateli , którzy poważnie traktują rodzicielski obowiązek opieki i wychowania swoich dzieci, nakładana jest kara pozbawienia wolności, a więc najsurowsza z możliwych kar, jaką zna niemieckie prawo. Tylko dlatego, że chronią swoje dzieci przed kilkoma godzinami kontrowersyjnej edukacji seksualnej

                                      — podkreśla „Kultur und Medien online”."

                                      wpolityce.pl/lifestyle/193715-wiezienie-dla-matki-ktora-odmowila-poslania-dziecka-na-zajecia-edukacji-seksualnej
                                      • andrzej585858 Re:przerażające 16.05.14, 09:34


                                        "Niestety, to nie farsa, to nie scince fiction. To brutalna i przerażająca rzeczywistość, która bocznymi drzwiami zaczyna wkraczać do Polski. Tylko wiedza i stawianie oporu dewiacji płynącej ze struktur unijnych może uchronić nasze dzieci – a w konsekwencji nasze społeczeństwo – przed całkowitą demoralizacją.

                                        Środowisko LGBT wywiera bardzo silny nacisk: i finansowy, i ideologiczny na wszystkie agendy ONZ i na całą UE, a więc i na Polskę. Widać to wyraźnie w Dokumencie Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy pt. „Standardy edukacji seksualnej”

                                        Fragment przedmowy:

                                        „Podejście holistyczne opiera się na rozumieniu seksualności jako wymiaru człowieczeństwa i potencjalnie może pomóc dzieciom i młodym osobom w rozwinięciu podstawowych umiejętności umożliwiającym im samookreślenie ich seksualności i ich związków na różnych etapach rozwoju. Takie podejście pomaga im w przeżywaniu swojej seksualności oraz partnerstwa w sposób satysfakcjonujący i odpowiedzialny. Te umiejętności są też niezbędne w celu ochrony przed potencjalnymi czynnikami ryzyka.”

                                        Już we wstępie dokumentu założono, że DZIECI I MŁODZIEŻ PROWADZĄ ŻYCIE SEKSUALNE I TRZEBA IM POMÓC DOKONAĆ SAMOOKREŚLENIA SWOJEJ ORIENTACJI SEKSUALNEJ !...

                                        To chore.To skandal. Skandalem jest uzasadnienie, jakie pojawia się w dalszej części dokumentu:

                                        „Standardy dotyczą zatem wszystkiego, co należy rozwinąć u dzieci i młodzieży, tak aby utrzymały zdrowie, wykazywały pozytywne nastawienie i czerpały satysfakcję z własnej seksualności.”

                                        A więc próbuje się nam udowodnić, że nasze dzieci będą ZDROWE tylko wtedy, gdy będą zdeprawowane!

                                        A jak dokument uzasadnia deprawację, przedstawianą przez nich jako „troska o zdrowie” naszych dzieci?

                                        Ano, podkreślają, że czasy się zmieniły i teraz dziecko traktuje się jako osobę. I właśnie dlatego, że jest osobą, ma już swoje potrzeby seksualne…

                                        „Dziecko jest postrzegane jako osoba niezależna, posiadająca konkretne uzdolnienia i potrzeby, w tym w odniesieniu do form przejawiania bliskości, zmysłowości i zainteresowania własnym ciałem. Potencjalne potrzeby dziecka powinny być odpowiednio wspierane.” – czytamy w przypisie na stronie 11.

                                        Dokument wspomina również o potrzebie ochrony dzieci przed „złym dotykiem”, wykorzystywaniem seksualnym. Ale to czysta hipokryzja, gdyż równocześnie przedstawia „instruktaż” deprawacji dzieci – właściwie już od chwili urodzenia…

                                        Ostatnią częścią dokumentu jest tzw. matryca (strony 38–51), gdzie w formie tabeli przedstawiono metody indoktrynacji i deprawacji seksualnej dzieci i młodzieży, zachowując podział na kilka kategorii wiekowych: 0–4 lata, 4–6, 6–9, 9–12, 12–15, 15 i więcej lat.

                                        W przedziale 0–4 lata:

                                        „Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa”

                                        „Wyrażanie własnych potrzeb, życzeń i granic, np. w kontekście zabawy w lekarza.”

                                        W tym wieku dzieci powinny się dowiedzieć o „rożnych rodzajach związków” i o „różnych związkach rodzinnych”. Dzieci powinny również zdobyć umiejętność „zaufania własnym instynktom”.

                                        W kategorii „;seksualność i prawa” dowiadujemy się, że dzieci w przedziale wiekowym 0–4 mają prawo do „badania tożsamości płciowych”.

                                        Dzieci w wieku 4–6 lat:

                                        „Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja we wczesnym dzieciństwie”.

                                        „Uczucia seksualne (bliskość, przyjemność, podniecenie) jako część ludzkich odczuć (powinny to być uczucia pozytywne; nie powinny zawierać przymusu czy powodować uczucie krzywdy)” – czy to nie „ukłon” w stronę organizacji pedofilów? W niektórych krajach Europy Zachodniej od lat walczą o swoje „prawa”…

                                        Dzieci w tym wieku powinny już posiadać wiedzę o „związkach osób tej samej płci”.

                                        Natomiast dzieci w wieku 6–9 lat powinny wiedzieć o „różnych metodach antykoncepcji”.

                                        I w tej kategorii wiekowej wymienia się „zadowolenie z dotykania własnego ciała, masturbacja/autosymulacja”. Dzieci w tym wieku powinny już, zdaniem autorów dokumentu, posiadać wiedzę o współżyciu i o chorobach związanych z seksualnością.

                                        Jeśli chodzi o dzieci w wieku 9–12 lat, powinny mieć już przekazane informacje o pierwszych doświadczeniach seksualnych, metodach antykoncepcji. Trzeba pomóc – jak możemy przeczytać – dzieciom w tym wieku rozwijać postawę akceptacji dla różnych orientacji seksualnych i „rozumienia seksualności jako procesu uczenia się”…

                                        A jak się mają uczyć swojej seksualności (w tym wieku!)? W następnej linijce mamy odpowiedź: „pocałunki, dotykanie, pieszczoty itd.”

                                        Przejdźmy do kategorii wiekowej 12–15 lat.

                                        „U młodych osób rozwija się seksualny wizerunek samych siebie: traktują siebie jak osoby, które same mogą uprawiać seks”

                                        „Chłopcy i dziewczęta stopniowo odkrywają, czy bardziej interesują się dziewczynkami czy chłopcami (orientacja seksualna)”

                                        „Są bardziej doświadczeniu w całowaniu się i pieszczotach, pettingu”

                                        Dzieciom w tym wieku, jak wskazuje dokument, potrzebna jest wiedza o „ciąży (także w związkach między osobami tej samej płci)” i o tym „jak się cieszyć seksualnością w stosowny sposób” – jako listek figowy dodano w nawiasie: „np. nie śpiesząc się z podejmowaniem decyzji”. O tym, że to jedynie listek figowy, świadczą wyliczane obok zalecenia: dzieci w tym wieku mają widzieć o „pierwszych doświadczeniach seksualnych” i o „przyjemności, masturbacji, orgazmie”.

                                        Dwunasto- piętnastolatków mamy nauczać „umiejętności oceny konsekwencji, zalet i wad każdego możliwego wyboru (partnerzy, zachowania seksualne).

                                        W kategorii „umiejętność: naucz dziecko” czytamy: „Uzyskanie środków antykoncepcji z właściwego miejsca (np. wizyta u lekarza i uzyskanie recepty). Dzieci w tym przedziale wiekowym powinny wiedzieć o „różnych rodzajach (przyjemnych i nieprzyjemnych) związków, rodzin i sposobów życia.” Jak widać rodzina jest tu wymieniona jako jeden z wielu „modeli”, i to nie na pierwszym miejscu… Jak zaleca dokument, mamy pomóc dzieciom 12–15-letnim rozwijać „osobiste poglądy dotyczące seksualności (bycie elastycznym) w zmieniającym się społeczeństwie lub grupie.”

                                        W przedziale 15 lat i więcej możemy się dowiedzieć, że trzeba pomóc rozwijać „krytyczne podejście do norm kulturowych [czytaj: normy cywilizacji chrześcijańskiej] w odniesieniu do ludzkiego ciała”.

                                        W kategorii „płodność i prokreacja” – „umiejętności: naucz dziecko” – możemy przeczytać:

                                        „Podejmowanie świadomych decyzji (w oparciu o wiedzę) w zakresie antykoncepcji i (nieplanowanych) ciąż.

                                        „Dokonywanie świadomych wyborów dotyczących antykoncepcji i jej skuteczne używanie.”

                                        Kolejną umiejętnością jest „pozyskiwanie i właściwe używanie prezerwatyw” oraz „dokonywanie coming-out’u (czyli ujawniane wobec innych uczuć homo- bądź biseksualnych)” i „refleksja nad aspektami seksualności związanymi z władzą” oraz „akceptacja różnych orientacji seksualnych i tożsamości”.

                                        W tej kategorii wiekowej zalecana jest pomoc w rozwoju u dzieci „otwartości na różnego rodzaju związki i style życia” i „umiejętność dochodzenia swoich praw seksualnych”.

                                        W matrycy nie wyodrębniono wymienionej we wstępie dokumentu kategorii wiekowej 16–18 lat. Tam możemy się dowiedzieć, że:

                                        „Młodzi ludzie [w wieku 16-18 lat] stają się bardziej niezależni i w mniejszym stopniu są związani ze swoimi rodzicami”

                                        R
                                        • andrzej585858 Re:przerażające 18.05.14, 13:43
                                          Tolerancja w wydaniu lewackim:


                                          "W dwudziestu siedmiu szkołach podległych kuratorium w Nantes zorganizowano genderową akcję pod nazwą „Znaczenie spódnicy”. Wspiera ją ministerstwo edukacji narodowej. Wszyscy uczniowie mają przyjść na lekcje ubrani w spódnice lub z pomalowanymi ustami.


                                          Inicjatorem akcji było liceum Clémenceau w Nantes. Zdaniem dyrekcji placówki, tego typu manifestacja ma na celu walkę z seksizmem. W opinii kuratorium „chodzi zasadniczo o czas na dyskusję i zamanifestowanie protestu przeciwko dyskryminacji seksualnej i znalezienie środków walki z nią w życiu szkoły”. Dla francuskich obrońców życia jest to ewidentny sposób szerzenia ideologii gender i deprawacji młodzieży.


                                          Przewodnicząca La Manif Pour Tous Loudovine de la Rochére oświadczyła, że „chodzi o formę transwestytyzmu, a więc negacji identyfikacji seksualnej chłopców”. Deputowany z Unii na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP) Jacques Bompart oświadczył, że „jest to używanie szkoły, od przedszkola do liceum, by zniszczyć dziedzictwo kulturalne i chrześcijańskie wartości, które zostały nam przekazane”.


                                          Przed liceum Clémanceau zebrało się kilkaset osób protestujących przeciw akcji „Znaczenie spódnicy”. Trzymano transparenty z napisami „Nie dla gender”, „Gender to nie jest mój rodzaj”. Lewacy zorganizowali kontrmanifestację, atakując rodziców jako „faszystów” i „przeciwników równości". "

                                          www.pch24.pl/uczniowie-obowiazkowo-w-spodnicach--sa-protesty-,22970,i.html
                                          • andrzej585858 Re:przerażające 30.05.14, 09:49
                                            Następny przykład "tolerancji"

                                            "A oto i ciąg dalszy ideologicznych enuncjacji publicystów „Gazety Wyborczej”, którzy przekonują, że lekarze muszą być ludźmi bez sumienia i do tego niewierzącymi. A jeśli nie to won z zawodu.

                                            Ewa Siedlecka używa oczywiście do przedstawienia tego wniosku nieco bardziej kulturalnych słów, ale do tego właśnie się one sprowadzają. Ale zanim publicystka dojdzie do takiego wniosku przeprowadza rozumowanie, które obraża nie tylko zdrowy rozsądek, ale też lekarzy katolików.

                                            Otóż z tego wykwitu ideologicznego rozumu Siedleckiej możemy dowiedzieć się, że lekarze wierni swojemu sumieniu i „oświecenie Duchem Świętym” mogą nie podawać choremu środków przeciwbólowych, „bo ból jest karą za grzechy i lepiej, by człowiek je odpokutował za życia? Może nie poinformuje kobiety, że ma raka, bo jest w ciąży i leczenie mogłoby zaszkodzić dziecku? Może "nie usłyszy", że ranny jest świadkiem Jehowy i nie zgadza się na przetoczenie krwi?” - przekonuje Siedlecka. A na koniec tej listy absurdów przedstawia dwa rzeczywiste powody, dla których można i należy odmówić „pseudo-pomocy medycznej”. „Może wyda dla sądu opinię, że osoba, która zabiega o uzgodnienie płci, jest chora psychicznie i nie należy na to dać zgody? A może tylko nie zapisze kobiecie środka antykoncepcyjnego, by nie pokrzyżować boskiego planu, że zgodnie z daną jej przez Boga płcią ma rodzić dzieci?” - pisze Siedlecka, zbijając ze sobą konkretne powody dla odmowy działań, które są niemoralne z absurdami.

                                            A dalej przekonuje, że tylko lekarz niewierzący i niewierny sumieniu może być lekarzem. „Sygnatariusze "deklaracji Półtawskiej" przedkładają własne sumienie ponad wszystko. Coś mi się widzi, że to nie jest gest pokory wobec Boga, ale manifestacja pychy. Zwykły zjadacz chleba musi poddać się prawu. Oni wykrawają sobie pole, na którym nie muszą. I to pod sztandarami Boga. Ignorując w dodatku standardy wypracowane przez międzynarodowe organizacje lekarskie, zawarte w szeregu deklaracji.Zawód lekarza to - przynajmniej według przysięgi Hipokratesa - służba ludziom, a nie Bogu. A już na pewno nie własnemu, dowolnie rozumianemu sumieniu. Jeśli ktoś się na to nie godzi, są inne piękne zawody” - stwierdza. A ja mogę powiedzieć tylko tyle, że takie deklaracje są już zwyczajnym zamordyzmem ideologicznym. Bolszewizmem w czystej postaci."

                                            www.fronda.pl/a/sumienie-zastapic-ideologicznym-zamordyzmem-chce-gazeta-wyborcza,38007.html
                                  • andrzej585858 Re:"Gdyby głupota umiała fruwać" 29.07.14, 09:01
                                    Czegoś takiego to żaden kabareciarz by nie wymyślił - ale nasze feministki potrafią!!:



                                    "Litości, feministki! To nie było powstanko
                                    Krystyna Zachwatowicz, Michał Ogórek


                                    Dlaczego uczestniczki powstania warszawskiego nie mają być pełnoprawnymi powstańcami, tylko ich pomniejszeniem?

                                    Zadaliśmy kilku osobom pytanie, co rozumieją przez słowo "powstanka". Wszyscy powiedzieli, że małe powstania to powstanka. Ale "powstanka" to w tej chwili żeńska wersja powstańca warszawskiego. Taki neologizm zaproponowała książka ''Płeć powstania'' i taki pojawił się w "Wysokich Obcasach".

                                    Dlaczego uczestniczki powstania warszawskiego nie mają być pełnoprawnymi powstańcami, tylko ich pomniejszeniem? Będąc powstankami, brały udział w powstanku?

                                    Feministyczna inwencja słowotwórcza zderzyła się tu z wyjątkowo delikatną materią: "powstanki" to już mocno starsze panie, których życie ktoś próbuje przykroić do swoich - całkiem im obcych - wyobrażeń. Żadna z nich nie miała dotąd pojęcia, że była "powstanką", i wszystkie, z którymi rozmawialiśmy, były tym faktem zdumione, a niektóre poczuły się ośmieszone. Od powstanki niedaleko już wszak do "wańki-wstańki".

                                    Czy rzeczywiście terminologia ta musi być tak ośmieszająca jej obiekty? Imponująca kariera kobiety, która została arcybiskupem, skwitowana została w "Obcasach": arcybiskupka. Ktoś zostaje biskupem, a robi się z niej kupkę na bis. W przypadku arcy-bis-kupki to już chyba uporczywe kłopoty gastryczne. Dramaturżka brzmi jak papużka, a polityczka kojarzy się głównie z tyczką, ale bynajmniej nie z podnoszeniem poprzeczki.

                                    Prosimy o litość dla kobiet wszystkich tych zawodów, które nie zasłużyły sobie na takie traktowanie."

                                    wyborcza.pl/magazyn/1,139825,16381876,Litosci__feministki__To_nie_bylo_powstanko.html
                                    • andrzej585858 Re:"Gdyby głupota umiała fruwać" 29.10.14, 08:25
                                      Na pewno takiej "normalności" chcemy?

                                      "„Pedagogika seksualna różnorodności” („Sexualpädagogik der Vielfalt”) – oto tytuł książki niemieckiej socjolog z uniwersytetu w Kassel dr Elisabeth Tuider, która ukazała się nad Renem właśnie w trzecim nakładzie. Dzieło określone przez fachowców mianem „znakomitego przykładu normatywnego dekonstruktywizmu” cieszy się ogromną popularnością wśród postępowych pedagogów w Niemczech.

                                      Co zawiera książka Tuider, polecana przez niemieckie ministerstwo ds. rodziny, i której współautorami są znani i cenieni pedagodzy, mało który niemiecki rodzic jednak wie. A powinien. Poradnik służy bowiem od 2008 r. jako podstawa obowiązkowej edukacji seksualnej w szkołach.

                                      Zalecenia dla nauczycieli zawarte w książce są wręcz obsceniczne. Zdaniem autorki 12-latek powinien wiedzieć „gdzie jeszcze może tkwić penis oprócz spodni”. W wieku 14 lat zaś powinien być obeznany z „wibratorami, pejczami i innymi seksualnymi gadżetami”. Oraz mieć świadomość, że heteroseksualne związki „to nie wszystko”. „Tylko to gwarantuje wolność decyzyjną w sferze seksualności w wieku dorosłym”- przekonuje socjolog. Dlatego nauczyciele powinni zabierać na lekcje „kulki waginalne, nagie zdjęcia, latex i kajdanki”.

                                      Praktyczne ćwiczenia z uczniami powinny zaś wyglądać tak: „W przypadku siódmoklasistów należy im rozdać karteczki z rysunkami obrazującymi pierwszy raz: pierwszy pocałunek, pierwszy seks analny, oralny. Wszystko to, co dzieci w tym wieku interesuje” – czytamy w książce Tuider.

                                      Inne praktyczne ćwiczenie nosi tytuł „nowy burdel dla wszystkich” i polega na „modernizacji” domu publicznego tak, by „pracujący w nim personel był w stanie zaspokoić wszystkie preferencje seksualne klientów, przede wszystkim mniejszości seksualnych”. Wraz z ustaleniem cen za usługi.

                                      Chore pomysły Tuider i jej kolegów jak dotąd przeszły niemal całkowicie bez echa. Dopiero ostatnio książka, którą obrońcy rodziny nazwali „zbiorem perwersji”, znalazła się na celowniku niemieckich mediów. I to o dziwo, lewicowych. Niemiecki dziennik „Süddeutsche Zeitung” napisał, że książka zawiera „wszystko to, czego nie chcemy wiedzieć o seksualności”, a publicysta „Der Spiegel” Jan Fleischauer nazwał pomysłu Tuider „wynaturzeniem”.

                                      To trafne określenie, bowiem dokładnie o to chodzi „nowoczesnym” pedagogom. Znany socjolog z uniwersytetu w Kilonii Uwe Sielert przyznał to nawet otwarcie: „Toczymy walkę z tradycyjnym obrazem rodziny. Naszym celem jest wynaturzenie heteroseksualności”. W książce Tuider więc – jak pisze Fleischauer - próżno szukać rodziny składającej się z matki, ojca, dzieci. Są za to transseksualiści z Kazachstanu, lesbijki z dziećmi z próbówki oraz adoptujący geje.

                                      To, że każdy może żyć tak jak chce, także w sferze seksualnej, postmarksistowskim pedagogom i socjologom nie wystarczy. Muszą za wszelką cenę dowieść, ze odchylenie od normy jest, a co najmniej powinno być, normą.

                                      Nic dziwnego więc, ze Tuider nie przejęła się krytyką. Zresztą jest zajęta. Pracuje nad nową książką, która ma skruszyć opór imigrantów wobec jej postępowych teorii. Mniejszości etniczne i religijne, szczególnie muzułmanie, to oprócz zatwardziałych katolików, ostatnia grupa w Niemczech, która nie godzi się ani na edukację seksualną swoich dzieci ani na proponowane przez Tuider obalenie „heteronormatywności”.

                                      Ale niemiecka socjolog jest przekonana, że także ich opór da się skruszyć. Ciekawe, kiedy „Pedagogika seksualna różnorodności” ukaże się w Polsce. Biorąc pod uwagę, w jakim kierunku zmierza aktualnie MEN pod przewodnictwem Joanny Kluzik-Rostkowskiej, pewnie niedługo."

                                      wpolityce.pl/spoleczenstwo/219921-seks-oralny-dla-siodmoklasistow-niemieccy-pedagodzy-atakuja-rodzine-za-pomoca-pejczow-kajdanek-i-wibratorow-kiedy-pomysly-pojawia-sie-w-polsce
                                      • andrzej585858 Re: Analiza 13.11.14, 15:18
                                        Bardzo ciekawa i pouczająca analiza:


                                        "Komitet CEDAW czyli organ monitorujący wykonywanie przez Państwa-Strony Konwencji ONZ w sprawie Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet z 1982 r. wywiera na Polski rząd nieuprawnione naciski domagając się m.in. osłabienia ochrony życia ludzkiego na prenatalnym etapie rozwoju, ograniczania swobody głoszenia nauki przez Kościół Katolicki i inne środowiska krytykujące ideologię gender oraz zwalczania, zwłaszcza w mediach i w podręcznikach, przedstawiania kobiet jako podejmujących tradycyjne role społeczne.


                                        Między 20 października a 7 listopada 2014 miała miejsce 59 Sesja Komitetu CEDAW, podczas której polski rząd zdał raport z wykonywania Konwencji w latach 2007-2014. Na czele polskiej delegacji stała Pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania – prof. Małgorzata Fuszara. Podczas obrad obecne również były feministyczne organizacje pozarządowe, które złożyły swoje raporty, tradycyjnie skarżąc się na „restrykcyjne” prawo aborcyjne w Polsce oraz przywiązanie polskiego społeczeństwa do naturalnego ładu społecznego.



                                        Niestety, sytuacja, gdy Polskę reprezentowały przed komitetem CEDAW, z jednej strony, znana z kontrowersyjnych poglądów prof. Fuszara jako Pełnomocnik Rządu, z drugiej zaś strony skrajne ugrupowania feministyczne, doprowadziła do przedstawienia sytuacji w Polsce w sposób całkowicie jednostronny i fałszywy. Pozwoliło to Komitetowi CEDAW na przyjęcie niezwykle agresywnego względem Polski dokumentu prezentującego skrajnie lewicową narrację forsowaną przez środowiska feministyczne. Występując w tym procesie we wszystkich rolach, środowiska te czuły się tak swobodnie, że CEDAW formułować zaczął w ich imieniu wręcz roszczenia finansowe twierdząc, że Polska w zbyt małym stopniu finansuje działalność radykalnych organizacji feministycznych.



                                        Obserwacje komitetu CEDAW podzielone zostały na dwie zasadnicze części. Pierwsza część (znacznie mniej niż 10% objętości) dotyczy pozytywów w dziedzinie walki Polski z dyskryminacją kobiet. Jak się łatwo domyślić, jako zasługę Polski uznaje się głównie działania implementujące do prawa polskiego postulaty feministyczne (n.p. parytety na listach wyborczych, lub prowadzenie polityki genderowej). Druga część natomiast składa się z szeregu uwag krytycznych dotyczących aktualnej kondycji kobiet w Polsce i stosownych zaleceń. Jest to zdecydowanie najobszerniejsza część Obserwacji Końcowych.



                                        Niestety, w Obserwacjach Końcowych Komitetu CEDAW próżno szukać obiektywnej analizy problematyki dyskryminacji kobiet w Polsce. Prezentuje on jednostronną perspektywę organizacji radykalnie feministycznych. O całkowitym oderwaniu Obserwacji od rzeczywistości świadczy chociażby fakt, że w punkcie 22 mówi się o szeroko rozpowszechnionej przemocy wobec kobiet (widespread violence against women) ignorując pierwsze porównywalne w skali całej Unii Europejskiej badania Agencji Praw Podstawowych UE, z których niezbicie wynika, ze przemoc wobec kobiet jest w Polsce na jednoznacznie najniższym poziomie wśród krajów UE. Jak wobec tego CEDAW nazwie poziom przemocy wobec kobiet w Danii, Finlandii lub Szwecji, gdzie jest ona blisko trzy razy częstsza i ponad dwa razy rzadziej raportowana policji? Sytuacja ta dowodzi, że Obserwacje Komitetu CEDAW całkowicie abstrahują od faktów i reprezentują jednostronną feministyczną perspektywę uzupełnioną niekiedy o polityczne postulaty ruchu LGBTI.



                                        Znajduje to swoje potwierdzenie również w kuriozalnych zaleceniach zwalczania postaw sprzeciwiających się upowszechnianiu polityki inspirowanej przez kategorię gender. Szczególną uwagę poświęca się zwłaszcza konieczności walki z przekazem wskazującym na ideologiczny charakter gender. W myśl tego zalecenia, CEDAW domaga się m.in. by rząd ograniczał w tym względzie również swobodę Kościoła katolickiego.



                                        Najbardziej bulwersujący jest w tym kontekście fakt, że termin gender nie pada nigdzie w tekście Konwencji CEDAW, a zatem Polska w żaden sposób nie zobowiązywała się, podpisując konwencję, do propagowania tej ideologii. Komitet CEDAW jednak nie czuje się w ogóle zobowiązany tekstem konwencji, której wdrażanie monitoruje. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że komitet CEDAW usiłuje odgórnie narzucić Polsce jedynie słuszny „światopogląd naukowy” tak, jak za czasów słusznie minionych czynił to ZSRR. Również wówczas, nauczanie Kościoła prezentowano jako wsteczne i stojące na przeszkodzie urzeczywistnieniu równości.



                                        W części poświęconej zdrowiu CEDAW wzywa polski parlament do osłabienia ochrony życia ludzkiego na prenatalnym etapie jego rozwoju, poprzez rozszerzenie przesłanek dopuszczalności aborcji i liberalizację w stosowaniu dotychczasowych. Tym samym, pozbawiony jakiejkolwiek demokratycznej legitymacji, biurokratyczny organ międzynarodowy pozwala sobie w oficjalnym stanowisku wywierać naciski na demokratycznie wybraną władzę ustawodawczą, by ta przeforsowała rozwiązania prawne, którym sprzeciwia się większość społeczeństwa polskiego. Co więcej, CEDAW domaga się jednocześnie, by ograniczyć możliwość korzystania przez lekarzy i personel medyczny z klauzuli sumienia. Rekomendacje w tej mierze powinny wywołać szczególnie stanowczą reakcję ze strony polskiego rządu i parlamentu, bowiem wzywa się w nich do ograniczenia ochrony praw gwarantowanych przez konstytucję (prawo do życia i wolność sumienia).



                                        Szczególne zażenowanie budzi fakt, że Komitet CEDAW otwarcie nawołuje do propagowania w Polsce niestereotypowych ról płci i do zwalczania w mediach przekazu ukazującego kobiety podejmujące tradycyjne role społeczne. CEDAW podkreśla zwłaszcza stereotypowy charakter naturalnego podziału ról w rodzinie. Zważywszy, że Komitet ten wywiera jednocześnie presję, by Polska ratyfikowała stambulską konwencję Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (CAHVIO), potwierdzają się formułowane od dawna obawy, że naturalny podział ról społecznych między kobiety i mężczyzn zostanie uznany za stereotyp podlegający wykorzenieniu na mocy art. 12 konwencji CAHVIO.



                                        Komitet CEDAW naciska również na wprowadzenie przez Polskę obowiązkowej edukacji seksualnej na wszystkich etapach nauczania. Polskim dziewczętom należy według CEDAW zapewniać bezproblemowy dostęp do antykoncepcji, aby mogły w sposób „odpowiedzialny” (sic!) realizować swoje „prawa seksualne” (sic!). Jednoznacznie negatywny stosunek społeczeństwa polskiego do, propagowanego przez WHO, modelu edukacji seksualnej „na wszystkich etapach nauczania”, jest dla CEDAW bez znaczenia.



                                        Obserwacje Komitetu CEDAW jaskrawo ilustrują jednoznacznie antydemokratyczny charakter tego gremium i wyraźnie pokazują dezynwolturę, z jaką współcześnie komitety monitorujące odnoszą się do suwerennych kompetencji Państw. Strony konwencji zgadzają się przestrzegać swych zobowiązań wyrażonych w tekście konwencji międzynarodowych, gdy tymczasem monitorujące je komitety, nie posiadając żadnego demokratycznego umocowania, uznają tekst konwencji za zaledwie przyczynek do nakładania na państwa zobowiązań, jakie tylko uznają za stosowne. Kierują się przy tym najczęściej radykalną ideologią, całkowicie lekceważąc suwerenny status stron konwencji.


                                        Praktyka stosowana przez CEDAW aż nazbyt plastycznie ukazują również kierunki, w których zmierzać będzie proces wdrażania Stambulskiej Konwencji Rady Europy (CAHVIO), nad której ratyfikacją toczy się obecnie dyskusja. Pamiętać należy, że Konwencja CEDAW, w porównaniu do konwencji Rady Europy, jest dokumentem wyjątkowo wyważonym. Skoro na gruncie umiarkowanego tekstu konwencji CEDAW formułowane są tak zuchwałe postulaty, to jak daleko będzie się posuwać grupa GREVIO, jeśli tylko Polska ratyfikuje Stambulską Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet?"

                                        <a href="

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka