Dodaj do ulubionych

Ile jesteśmy warci dla klinik...?

27.08.04, 22:49
...Czy to oznacza, że stosujecie inne metody ,co może wpłynąć na
skuteczność?.."
..znaczy lepiej ,inaczej ,skuteczniej
....w związku z powyższym cytatem nasuwa mi się mnóstwo pytań ,na które z
całą pewnością nie uzyskam odpowiedzi ,a żadna z klinik nie odpowie na nie
szczerze.
Ile jesteśmy warci dla klinik?
10-20 a może100 tyś. zł.?
Nie oszukujmy się -„nasza bezdzietność „ to niezłe źródło dochodu dla
niektórych!
Zastanawia mnie dlaczego tak często spotykamy się ze stwierdzeniem:
„rzadko in vitro udaje się za pierwszym razem”
Ma na to wpływ stres, nerwy, zbyt duże nadzieje ,...a może to kliniki nie
chcą tak szybko wypuścić z rąk potencjalnego źródła dochodu..?
Każdy w dążeniu do upragnionego celu jakim w tym przypadku jest dziecko-gotów
jest oddać ostatnią koszulę.
Czy kliniki nami manipulują..?
Miałam wykonaną pierwszą IUI mimo że pęcherzyk był już dawno pęknięty ,a
lekarz stwierdził ,że nasienie jest jakieś kiepskie(z 64 mln. w badaniu
wykonanym w prywatnym laboratorium zmalało do 3 mln. w badaniu
przeprowadzonym w klinice w dniu IUI)
Pozostawię to bez komentarza.
Szybka decyzja o ICSI.
Znów morze łez, rozdarte serce, złamana psychika...
Pierwszy kriotransfer
Drugi kriotransfer
Zarodki za każdym razem super, ładne,dobrze podzielone.
Niestety bez efektu.
Zastanawiam się czy los tak chciał ,czy klinika na wstępie nas „wyceniła”
Pytanie tylko – na ile? Na 20-30 czy 50 tyś. zł.?
Kwestią jest ile człowiek jest wstanie wytrzymać? Ile razy będzie miał siłę
podnieść się i iść dalej.
Myślimy o zmianie kliniki. Może tym razem
będzie „..lepiej ,inaczej ,skuteczniej, drożej..”
Ale nie chcemy być znów „wyceniani”!
Wiemy ,że szanse powodzenia in vitro - to 40-50% w najlepszych klinikach. To
bardzo dużo ,a jednocześnie znikoma ilość. Ze statystyk wynika ,że na 1000
punkcji urodzi się aż 100 DZIECI!!!
A może inaczej: na 1000 punkcji aż 800 par odejdzie z rozdartym
niepowodzeniem sercem.
Odejdzie ,ale i tak wróci do tej lub innej kliniki w poszukiwaniu nowej
nadziei na DZIECKO!

Z wyrazami szacunku dla tych wszystkich ,którzy wkładają serce w to co dla
nas robią!
Obserwuj wątek
    • Gość: ela Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: 62.233.204.* 27.08.04, 23:19
      też o tym myślalam ale to jest moja chyba? jedyna droga żeby mieć dzieci
      ponieważ mam w jajowodach zrosty, więc kwalifikuję się do tej grupy. Mogę tylko
      wybrać klinikę w której jest największy procent powodzenia i wysokoć ceny za
      zabiegi przystępna. Jaką masz inną drogę wyboru? Próby i doświadczenie. Gdzie
      próbowałaś, czy możesz opisać swoje doświadczenia(e).
      • anik444 Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 27.08.04, 23:29
        ela dodrze sobie zdaję sprawę że może to być jedyna droga do szczęścia ,ale za
        jaką cenę!!!
        Mam na myśli nasze uczucia i przede wszystkim nerwy.Pieniądze to rzecz nabyta.
        Moja droga do upragnionego dzieska jest krótka ,b.krótka -1 rok ,albo aż 1 rok!
        Najbardziej mnie wkurza brak wiarygodności klinik- z dnia na dzień ,od
        inseminacji do ICSI -mąż do tej pory boi się zrobić wyniki nasienia.Boi się że
        znów poza kliniką będzie dobrze, a w klinice dno!I proszę powiedz lekarzom z
        kliniki, że siedem dni wcześniej kfalifikowalibyśmy się do inseminacji,albo in
        vitro .Zajżyj na stony nasz-bocian.pl wątek lista ciężarówek -95% to ciążę z
        ICSI!
        • Gość: ela Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: 62.233.204.* 27.08.04, 23:44
          owszem mają z nas dobry albo nawet niezly dochód ale rok o którym ty muwisz to
          jest bardzo krótki czas, najczęściej osoby chcące mieć dzieci leczą się dlużej
          np. ja próbuję piąty a od dwóch lat podchodzę do in vitro, zapewne za miesiąc
          zrobię to czwarty raz może ostatni ale spróbuję. Na tych trzech których bylam
          (w-wa starynkiewicza) tylko za pierwszym razem zrobili ISCI, ponieważ zwruciłam
          im uwagę że nasienie jest dobre nie zrobili tego następne dwa razy. Dr.n.med.
          Grzechocińska prowadziła mnie, byłam z niej zadowolona, teraz dostalam nowy
          kontakt w białymstoku i tam prof. stwierdzil że powinnam jeszcze do tych leków
          dobrać coś na wyższy estradiol, jeśli nie będę próbowała to raczej jest
          niemożliwe zajście w ciąże, może za tym czwartym lub piątym uda się, zawsze
          ktoś. Może zmień klinikę. Od kiedy próbujecie i gdzie? jeśli możesz.
    • anik444 Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 27.08.04, 23:54
      W listopadzie 2003 podeszliśmy do 1 ICSI w noVum w Warszawie.
      Po drodze była ponoć bezsensowna inseminacja. Klinika ma niezłe wyniki,ale nie
      podoba mi się że od razu nalegaja na ICSI.Dr Taszycka ,która robiła 3 transfery
      ( łącznie z 2 krio) za trzecim razem chciała nas odesłać do innego lekarza ,a
      ja miałam głupie wrażenie ,że nie ma już sumienia dłużej nas oszukiwać
      • Gość: Avia Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: *.zab.citynet.pl / 81.186.229.* 28.08.04, 08:37
        Dlaczego mam takie wrażenie jak Wy?
        W kwietniu 04 ICSI w Novum i odrazu stwierdzenie lekarza że to dopiero pierwszy
        raz-jakby tych"razów" miało być naście...Podczas transferu słowa:Jesli się nie
        uda nie ma co tracić czasu i będziemy startować z drugim ICSI...Jak można
        pozytywnie myśleć i nie węszyć jakiegoś podstępu po takich słowach? Czy mnie
        też wycenili?Bardzo się pomylili...Nie będzie drugiego ICSI...
        Może mam fobię albo jakaś przeczulona jestem ale nie jadę tam z Nadzieją że
        się uda...
    • Gość: cetka Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 28.08.04, 08:51
      ja niestety tez mam takie watpliwosci. lekarze "zapominaja" mi dac leki na
      zwiekszenie endo, ktore ma np. 7 mm w srodku cyklu. innym razem mowia, ze po
      pregnylu nie ma sensu brac luteiny na powstrzymanie...jezeli w 20 dc wiadomo,
      ze pecherzyk pekl i nie ma torbieli, to po co potem musze isc na poczatku
      cyklu? jedni lekarze kaza przyjsc, a inni mowia, ze nie musze, bo nie ma to
      sensu. dlaczego dr. wojewodzki bierze za usg 70 zl, a inny ZAWSZE 50 zl? on sie
      tlumaczy, ze za I wizyte w nowym cyklu zawsze sie tyle placi, ale tlumaczy to
      osobie, ktora od roku sie tam leczy i wie, ze sa inne praktyki.

      mimo, ze kasa to tez rzecz niebagatelna, wiele z nas musi sie wiele wyrzec,
      zeby uskladac na te drogie zabiegi - to jednak manipulowanie nami, celowe nie
      doprowadzanie do zaplodnienia, byloby najwieksza PODLOSCIA. ja od roku juz nie
      licze wylanych lez.
    • Gość: avia Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: *.zab.citynet.pl / 81.186.229.* 28.08.04, 10:29
      Zwolennicy Novum pewnie skoczą mi zaraz do gardła... Lekarze w Novum to
      faktycznie świetni specjaliści ale chyba gdzieś zgubili ludzkie podejście do
      pacjenta.Za każdym razem kiedy próbuję ustalić dalsze postępowanie przez
      telefon zastanawiam się czy gadam z lekarzem czy z automatem...Klinika zaczyna
      przypominać wielki kombajn do przerabiania ludzi.Chyba robią to już poprostu na
      zbyt wielką skalę...W grę wchodzą bardzo duże pieniądze...
    • magia Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 28.08.04, 12:46
      Nigdy lecząc sie w klinice nie mialam wrazenia, ze naciagaja mnie na cos. Wrecz
      przeciwnie. Lekarz mi mowil, ktore badania moge w swojej przychodni w ramach
      NFZ zrobic, zeby za nie nie placic.
      Gdy lekarz chcial kilka cykli "probowac" zaciazyc mnie przy pomocy zastrzyku z
      Choragonu to ja pytalam kiedy inseminacja, bo ja chce juz szybko, a on ze
      spokojnie, nie ma co sie spieszyc. Tak samo nie ma co sie spieszyc z HSG i
      paroma jeszcze innymi malo przyjmenymi rzeczami. Zrbilam tylko badania hormonow
      + badanie nasienia faceta i udalo sie.
      Takze nie wiem nawet na czym polegaja inseminacje i in vitro i mam nadzieje ze
      nigdy nie bede musiala wiedziec.

      m.
      pacjentka nOvum
      • Gość: agakra Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: *.chello.pl 31.08.04, 15:59
        a ja powoli zaczynam miec watpliwosci co do Novum. Wydaje mi się, ze skoro
        przez 2 miesiace bralam antybiotyk bo mialam 2 razy grype, to do inseminacji
        nie powinno bylo dojsc. moze nie musialabym przechodzic przez pieklo poronienia.
    • rafal_md Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 28.08.04, 13:14
      Piszesz o bardzo madrych rzeczach, mysle w niektorych sytuacjach masz calkowita
      racje, w innych nie - i to caly bol, ze pacjentka jest w zasadzie skazana na
      lut szczescia, a nie na gwarantowane procedury. Swoje poglady na ten temat juz
      tu kiedys wyluszczalem, wiec je po prostu wkleje ponizej.

      Ped do kasy jest potworny, znam kilkoro renomowanych lekarzy, ktory prywatnie
      przyznaja, ze ich wiedza ogranicza sie do tego, ze "nieplodnosc leczy sie
      Clostilbegytem i Duphastonem", a mimo to biora sie za to i pozbawiaja pacjentki
      nie tylko pieniedzy, lecz takze stopniowo - nadziei na wyleczenie.

      Osoboscie reprezentuje poglad, ze kontrolowac leczenie powinno sie bardzo
      starannie, co pociaga za soba koniecznosc pewnej ilosci badan, ale nie wydaje
      mi sie, ze np. za kazde usg trzeba placic. Dobrym zwyczajem jest tez
      zmniejszenie lub odstapienie od honorarium, gdy starania koncza sie
      niespodziewanym niepowodzeniem.

      Kilka szczegolow technicznych - szanse na zajscie w ciaze wynosza ok. 30-35% w
      najlepszych klinikach, pewna klinika w Islandii osiaga 40%, jeszcze kilka na
      swiecie podaje zblizone wyniki. W Polsce (ogolnie) 20,1% na transfer. Szanse
      trzeba oceniac indywidualnie, sa pacjentki u ktorych wyniosa one ponad 40%, u
      innych najwyzej 10%. Jesli sa kliniki podajace swoja srednia w okolicy 40-50%
      to cos nie gra.

      Co do wynikow nasienia, to nie napisalas, jaki byl odstep miedzy badaniami,
      wartosci moga ogromnie roznic sie w tym samym laboratorium u tej samej osoby w
      odstepie np. 2 miesiecy. Nalezy spytac tez o metode liczenia - bardziej
      wiarygodne sa wyniki liczenia "recznego" pod mikroskopem niz systemow
      automatycznych (CASA).

      Wszystkim zycze sukcesu, albo znormalnienia naszego kraju (zeby choc polowa
      ceny byla refundowana...)

      Wasz R.
    • rafal_md Powtorka, na temat 28.08.04, 13:14
      Roznica miedzy Niemcami (i innymi panstwami cywilizowanymi) a Polska polega
      na
      tym, ze u nas nie ma zadnych mechanizmow kontroli poza uczciwoscia i dobra
      wola
      leczacego. I dlatego jest mozliwe, ze w jednym miejscu pracuja obok siebie
      swiatli i uczciwi lekarze oraz pozbawieni sumienia kasiarze.

      Czesc polskich klinik w ogole nie udostepnia swoich danych, inne robia to,
      ale
      nie ma zewnetrznych systemow weryfikacji. Bodaj dwa lata temu zabawne bylo,
      jak
      w raporcie publikowanym w najwazniejszym czasopismie "Human Reproduction"
      okazalo sie, ze w Polsce wprawdzie robi sie niewiele IVF, ale jak juz sie
      zrobi, to hoho! 35% ciaz na transfer, od razu bylismy w swiatowej czolowce.
      Byly dwa wytlumaczenia - albo dane udostepniaja tylko najlepsi (wtedy byly
      to
      tylko 4 polskie kliniki), albo.... jak ze Smoleniem : "Pani Pelagio, a ile
      tych
      bombek... 286, a dla kogo ten wywiad... dla TV? To bez kozery powiem:
      pincet"

      Potem ktos wytlumaczyl chlopakom, zeby wyluzowali i w tegorocznym raporcie
      mamy
      w Polsce srednio 20% na transfer, czyli ponizej sredniej swiatowej (dane z
      12
      na 15 polskich klinik).

      A jesli to prawda, co bylo napisane kilka postow wczesniej, ze jakas gdanska
      klinika twierdzi, ze ma 50% i wiecej ciaz na transfer?

      Poza tym, w Polsce nie ma ani jednej kliniki leczenia nieplodnosci, ktora
      prowadzilaby ponad 1000 cykli rocznie (to dane z marca 2004), a w Niemczech
      sa
      takie 22 (dwadziescia dwie) - najwieksza koncentracja duzych osrodkow w
      Europie, przy jednoczesnej najwiekszej ilosc centrow IVF w Europie: 103 z
      ogolnej liczby 729.

      W Niemczech udostepnianie i mozliwosc poddawania zewnetrznej kontroli swoich
      procedur i danych o leczeniu jest warunkiem udzielenia licencji na
      prowadzenie IVF.

      Koszty leczenia sa u nas wcale niebagatelne, prywatne osrodki dysponuja
      olbrzymimi pieniedzmi, relatywnie nie mniejszymi od zachodnich (np. w
      relacji do ceny "sily roboczej").

      I tu i tam sa w pracy osoby o ciagotach do nieuczciwosci lub nierzetelnosci,
      tyle ze w cywiliowanym swiecie sa mechanizmy wymuszajace pewne standardy
      zachowania. A u nas? Tylko sumienie.
      • Gość: aniulekq Re: Powtorka, na temat IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.08.04, 19:49
        Rafale jestes nieoceniony!
    • lidek0 Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 28.08.04, 20:32
      W żadnej z klinik na szczęście się nie leczyłam. Po 5 latach starań trafiłam na
      wspaniałą lekarkę. Dziwi mniej jednka dlaczego tak wiele kobiet po kilku
      niepowodzeniach od razu szuka kliniki. Dlaczego tak mało osób szuka
      kompetentnego lekarza, który nie tylko nie zedrze kasy, ale przyzna że się na
      czymś nie zna. Ja za żadne usg nie płaciłam i jest w gabinecie do wykorzystania
      w dowolnym momencie. Jeżeli pacjentka mojej lekarki jesu ubezpieczona to
      badania typu laparo wykonywane sąw jej szpitalu na NFZ. W czasie mojej ciąży za
      każdą wizytę /co 3 tygodnie/ płciłam mniej niż normalna stawka /nie byłam z
      polecenia tylko z ulicy/. Rozumiem Wasz żal, tym bardziej, że coraz więcej
      pacjentek klinik zaczyna "mówić" negatywnie o klinikach co do tej pory było
      niedopomyślenia. Fachowa wiedz nie jest przecież zarezerwowana dl alekarzy
      pracujących w klinikach.
      Poczytajcie poniżej:
      Novum - ciąża naturalna
      • tekla12 Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 28.08.04, 21:41
        Na szczęście leczyłam się w klinice. Szkoda, że trafiłam do niej o kilka
        straconych lat za późno. Spotkałam kompetentnych lekarzy. Żaden z nich z całą
        pewnością nie wyceniał moich możliwości finansowych. Wydałam mnóstwo pieniędzy
        ale uważam te wydatki za w pełni uzasadnione. Ani przez chwilę nie miałam
        poczucia, że ktoś mnie naciąga na kasę. Mieliśmy z mężem możliwość wpływu na
        przebieg leczenia (w rozsądnych granicach). Lekarzom zdarzały się błędy -
        sądzę, że przynajmniej jedno niepowodzenie ivf było spowodowane
        niedopatrzeniem. Ale każdemu przysługuje prawo do błędu. Myślę, że nie ma sensu
        potępiać klinik jako takich, czy przeciwstawiać ich działalności lekarzom
        pracującym na własny rachunek - takie generalizacje niczemu nie służą. Jeśli
        prowadzenie leczenia nastręcza jakiekolwiek wątpliwości to należy je wyjaśnić u
        lekarza prowadzącego. Jeśli wyjaśnienia nie trafiają do przekonania jak
        najszybciej rozglądać się za innym miejscem/lekarzem. Już samo poddawanie się
        in vitro jest bardzo urazowe i dodatkowe obciążenie wywołane poczuciem, że
        pacjentka "została wyceniona", "jest naciągana" więc celowo zostanie oszukana,
        jest niepotrzebne. Myślę, że są kliniki w których osiąga się poczucie
        bezpieczeństwa.
        • lidek0 Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 29.08.04, 10:28
          Pamiętaj tylko, że klinika to lekarze, którzy ją tworzą i w niej pracują, więc
          krytykując lekarzy niestety wyrażamy zdanie o klinice bez względu na to czy
          nam się to podoba i czy mam sens.
    • maretina Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 28.08.04, 21:55
      nie jestem specjalista, zatem musze sie na nich zdac, mam nadzieje, ze robia to
      co powinni i ze to ma wysoki standart.
    • Gość: ela Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: 62.233.204.* 30.08.04, 20:07
      leczyłam się na Starynkiewicza u p. Grzechocińskiej nigdy nie naciągali mnie na
      dodatkowe koszty, jeśli miałam pytania i prosiłm o zrobienie usg P. Marianowski
      mi nigdy nie odmówil, może i dlatego że byłm ich pacjętką, ale za wizyty tam się
      nie płaci, za badania czystości też nie, płaciłam tylko za posiew. W tej chwili
      znam osoby które szczęśliwie zakończyły staranie i maja to samo zdanie. Polecam
      tą panią doktor jest wrażliwa, dobra i stara sie o dziecko z całego serca. cena
      jest u nich wyższa od cen w Białymstoku i krótszy staż pracy, nie podają wyników
      więc niewiem co co statystyki pozytywnych ciąż, ale jeśli któś szanuje pieniądze
      to zawsze u nich może spróbować.
    • Gość: ela Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: 62.233.204.* 30.08.04, 20:08
      insiminacji u nich nie robiłam ale ze słyszenia wiem że też są tańsze
      • Gość: Libra Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 11:44
        Temat postu brzmi jak spiskowa teoria dziejów, i mocno wierzę, że nie jest
        prawdziwa w stosunku do tych najlepszych klinik. Leczę sie w Novum, i to jest
        jedyne miejsce, gdzie jestem pewna, że robią wszystko, żeby mi pomóc. Mają na
        tyle pacjentek, że nie muszą się martwić, ze ich zabraknie. Na myśl mi nie
        przyszło, że ktoś mógłby się starać, żeby nam nie wyszło?! Po co?? Finansowo i
        tak wychodzi tak samo - czy są to 2 ICSI jednej osoby, czy dwóch... A statystyki
        są nieubłagane, i nie każdemu udaje się za pierwszym razem, to fakt. Naturalnie
        też się nie udaje, i szanse są znacznie mniejsze (10% o ile pamiętam). Poza tym
        do klinik trafiają Ci, którym się nie udaje inaczej zajść w ciąże - często, tak
        jak ja, po latach bezsensownego leczenia gdzie indziej, gdzie szanse powodzenia
        były równe 0, i zostaje IVF czy ICSI, bo nie ma czasu ani możliowści na nic
        innego. Każdego można by posądzać o nieuczciwość - dentystów, nauczycieli,
        wszystkich lekarzy itp, to bardzo proste, tylko niesprawiedliwe.
        Libra
        • Gość: Lidiaa Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: *.mcnet.pl / *.mcnet.pl 31.08.04, 15:39
          Myślę, że troche przesadzacie.
          Leczę się w nOvum u lekarza, który dość szybko działa i chce szybko działać
          żeby był efekt. Ja to czuję i wiem bo wiem w jakim tempie robimy badania i
          podejmujemy kolejne decyzje o zabiegach.
          Wiem, że lekarze są różni i nie ma co generalizować ale powiem jedno: nasza
          przypadłóść jest bardzo specyficzna-to nie skaleczenie, które się zaklei i
          przejdzie. Lekarze mogą tylko (i aż) zwiekszać szanse naszego zaciążenia a
          natura i tak zrobi swoje.....
          Niestety........
          Myślę, że zaufanie do lekarza prowadzącego też pomaga.
          Pozdrawiam
          • rafal_md Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 31.08.04, 15:53
            > Myślę, że zaufanie do lekarza prowadzącego też pomaga.
            > Pozdrawiam

            Lekarzowi prowadzacemu - z pewnoscia, bo nikt mu nie patrzy na rece.

            Przedstawiciel chwalonej przez Ciebie placowki wypowiadal sie w ktoryms z
            ostatnich numerow Wprost lub Newsweeka, ze ma wielu pacjentow z zagranicy
            (konkretnie Ameryki i Niemiec), nie tyle ze wzgledu na cene, co na "brak
            restrykcyjnych uregulowan prawnych" w naszym kraju (cytuje z pamieci). Kto zna
            nasz system opieki zdrowotnej od srodka, doskonale wie, co sie za tym
            dyplomatycznym stwierdzeniem kryje - u nas wolno to, co w panstwach
            cywilizowanych jest zabronione.

            Ja tez, jak jade polskimi drogami, jestem pelen zaufania, ze dojade
            szczesliwie - i to jest chyba dobre, nie ma innego wyjscia.
            Ale nie wmawiam sobie, ze poglad o tragicznym stanie polskich drog to "spiskowa
            teoria dziejow" lub "lekka przesada".
            • tekla12 Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 31.08.04, 16:19
              Jeśli mnie pamięć nie zawodzi to cytowany przez Rafała fragment dotyczący braku
              uregulowań prawnych w naszym kraju pojawił się w kontekście in vitro z komórką
              dawczyni.
              • Gość: Libra Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 17:14
                Rafał, jeśli cytujesz to napisz o co chodziło, żeby nie siać grozy, co też
                takiego robi chwalona przez nas (przeze mnie też) placówka.
                Libra
                • rafal_md Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 31.08.04, 17:48
                  Sens tego mial byc taki: panuje wolna amerykanka, pacjent moze polegac na
                  dobrej woli i sumieniu lekarza, nic poza tym go nie chroni. Artykul byl o tym,
                  jak to dobrze sie maja w nowej rzeczywistosci rozne placowki medyczne, dentysci
                  w poblizu granicy, a ow pan w stolicy - daje to, czego w swoim kraju nie moga
                  dostac, bo maja restrykcyjne prawo. Nie mam na mysli jednej konkretnej rzeczy,
                  tylko stan jaki jest - nie ma szczegolowych prawnych uregulowan nie tylko
                  kwestii dawstwa/biorstwa, ale duzo prostszych spraw: przechowywanie nasienia,
                  mrozenie i niszczenie zarodkow, ograniczenia transferu itp. Kazdy moze leczyc,
                  co jak mu sie podoba, a zamknac interes trudno, bo nie ma obowiazku ujawniania
                  i mechanizmow zewnetrznej kontroli dokumentacji w placowkach ivf. To troche
                  tak, jak z naglosnionym ostatnio problemem psychoterapii - niby sa certyfikaty
                  PTP, ale jak ktos nie ma, a czuje powolanie, to bez trudu otwieral gabinet
                  i "leczyl".

                  No i wscieklosc mnie bierze, ze ktos ma odwage stan taki przedstawiac jako
                  zalete.
                  • Gość: Libra Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 18:42
                    Nie do końca rozumiem, co chcesz powiedzieć, zresztą temat wątku jest chyba
                    inny... Myślę, że to co ów pan w stolicy (nazywa się drLewandowski, chyba jego
                    masz na myśli) nam daje (nie tylko on, bo jest Invicta, Kriobank, Invicta itp) -
                    to dzieci, to czego pragniemy najbardziej, a że dla niektórych ta droga wiedzie
                    przez dawstwo komórki na przykład, to już inna historia. I to chyba nie sprawa
                    klinik czy nas, pacjentek, że stan prawny jest taki jaki jest - mnie to akurat
                    nie przeszkadza, dużo bardziej przeszkadza mi to, że nadal za wszystko płacimy
                    my - pacjenci, zresztą nie dotyczy to w końcu tylko tej dziedziny medycyny. No i
                    nie da się ukryć, że przynajmniej te wymienione przeze mnie kliniki biorą
                    pieniądze za uczciwą pracę i skuteczność, czego o wielu nie można tego
                    powiedzieć - wystarczy poczytać wątki na temat speców krakowskich, Klimka czy
                    Jankowskiego...
                    Libra
                    • oliwe Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 31.08.04, 20:18
                      Naprawdę nie przeszkadza Ci konstrukcja prawa nie zapewniająca należytej
                      kontroli nad klinikami? Jak wobec tego ustrzec się przed takimi jak piszesz
                      krakowskimi specami? Nie każdy ma dostęp do internetu. Ja nie miałam i padłam
                      ofiarą takich naciągaczy.
                      • lidek0 Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 31.08.04, 20:30
                        Stanowisko Libry jest jednoznaczne: cel uświęca środki. Nie ważne którędy czy
                        po trupach czy nie, byle do celu. Tak jak napisałaś Oliwe nie każdy zna takie
                        fora jak to, ma dostęp do informacji i wie czego a raczej kogo unikać. Nie
                        kązdy też może dowiedziec się, ż emożna do celu inaczej, naturalnie. Moim
                        prywatnym zdaniem czasami można natrualnie, tylko nasza ślepa wiara w to, że
                        jedynym rozwiązaniem jest invitro czy inseminacja jest tak wielka, że nie
                        wierzymy w możliwości samej natury. A szkoda.
                        • Gość: Libra Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 21:18
                          Lidek,
                          chyba trochę przesadzasz z uogólnieniami. Jesteś w nieco innej sytuacji - masz
                          dziecko, i nie dotknęły Cię takie problemy jak całej grupy dziewcząt, dla
                          których jedynym wyjściem z sytuacji jest korzystanie np. z komórki dawczyni (na
                          Bocianie jest wątek o Jankowskim, który tak okaleczył dziewczyny resekcją
                          klinową jajników) mimo, że mają często niewiele więcej niż 24-26 lat, IVF czy
                          ICSI. A w którym miejscu w medycynie chroni nas prawo?? Ilu lekarzy
                          odpowiedziało za swoje błędy? Może to tylko moje wrażenie, że prywatne kliniki
                          bardziej dbają o swoich pacjentów, że moje komórki na tyle są dobrze
                          przechowywane, że wszystkie się rozmrażają i dzielą, że nigdy żadnej nikt nie
                          zniszczył..
                          Chodzi mi o to, że nie wiem w czym przeszkadza brak ustaw, jeśli chodzi o
                          dawstwo na przykład? Przecież nikt nikogo nie zmusza, ani do bycia dawcą ani
                          biorcą, ani do IVF czy ICSI. To nazywasz drogą po trupach do celu??
                          Libra
                          • rafal_md Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 31.08.04, 23:45
                            Nie chodzilo mi o dawstwo komorek jajowych, tylko o caloksztalt spraw, ktore sa
                            kompletnie nieuregulowane i o to, ze ktos smie w prasie chwalic sie, ze zarabia
                            na tym chaosie.

                            Temat watku to "Ile jestesmy warci dla klinik" i sugestia, ze wielu lekarzy
                            zamiast leczyc i zarabiac - wylacznie zarabia. Sugestia niestety sluszna, co
                            widac po doswiadczeniach roznych osob z forum. Moja teza jest taka, ze dopoki
                            pacjenci nie uswiadomia sobie, ze sa partnerami leczenia i nie beda wywierac
                            presji na przejrzystosc i mozliwosci restrykcji wobec naciagaczy, to pacjent
                            bedzie skazany na slepy los. Tym bardziej, ze placa za wszystko z wlasnej
                            kieszeni - to istotna roznica w stosunku do innych dziedzin medycyny, gdzie
                            maja prawo wyboru.

                            • Gość: Melka Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: *.zab.citynet.pl / 81.186.229.* 01.09.04, 06:40
                              Nie chodzilo mi o dawstwo komorek jajowych, tylko o caloksztalt spraw, ktore sa
                              kompletnie nieuregulowane i o to, ze ktos smie w prasie chwalic sie, ze zarabia
                              na tym chaosie.

                              Tez to czytałam i też jestem delikatnie mówiąc zniesmaczona.
                              Novum to profesjonalna klinika,świetnie wyposażona mająca niezły personel co
                              nie znaczy że nie nastawiona na zarobek ciężkich peniędzy a pacjentów
                              faktycznie mają mniej zamoznych i tych bardzo bogatych i czasami mam wrażenie
                              że leczenie może zależeć od "rokowań" pacjenta nie jeśli chodzi o skuteczność
                              terapii a tylko o możliwość wyłożenia dużych pieniędzy.
                              Sama tam podchodziłam do ICSI leczę się tam od 2lat.Przez ten czas sporo
                              widziałam i uważam że to dobra klinika nie pozbawiona jednak pewnych wad
                              powiedzmy organizacyjnych.
                              Jedno jednak trzeba przyznać :w Krakowie nie ma u kogo zrobić ICSI a i o
                              dobrego lekarza od niepłodności trudno...
                              • basia.z Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 01.09.04, 13:58
                                Brak ustawowych uregulowań prawnych niekoniecznie musi wpływać na jakoś usługi.
                                Dla mnie problemem jest raczej to, że decydując się na in vitro, będące w końcu
                                bardzo specyficzną usługą, nie podpisuje się żadnej umowy z lekarzem. Nie mam
                                pojęcia, do czego tak naprawdę lekarz się zobowiązuje, od czego ponosi
                                odpowiedzialność. A co będzie, jeżeli pacjentka jest przestymulowana i ląduje w
                                szpitalu z torbielą i wymaga laparoskopii? Kto za to odpowiada? Na
                                forum "bociana" nie raz spotkałam takie przypadki. Czy ktoś występował o
                                odszkodowanie? Nie słyszałam o tym. A jest to ewidentny błąd w sztuce
                                lekarskiej. Mam wrażenie, że pacjentki traktują swoich lekarzy jak święte krowy.
                                Koszt in vitro jest bardzo duży, a szanse właściwie są niewiadomo jakie, bo w
                                statystykach kliniki mogą podawać, co chcą.
                                A to co pisze Tekla12: "Lekarzom zdarzały się błędy - sądzę, że przynajmniej
                                jedno niepowodzenie ivf było spowodowane niedopatrzeniem. Ale każdemu
                                przysługuje prawo do błędu" - to chyba jakiś żart!. Błąd na 10 tys.zł!!!
                                • tekla12 do basi.z 01.09.04, 14:48
                                  Żarty tak z własnego jak i cudzego niepowodzenia w ivf uważam za wysoce
                                  niestosowne. Mam jednak na tyle dystansu do własnych problemów i rzeczywistości
                                  żeby wiedzieć, że błędy mogą się zdarzyć każdemu - kasjerce przy wydawaniu
                                  reszty, kucharzowi przy gotowaniu zupy i lekarzowi przy stymulacji do in vitro.
                                  Po prostu trzeba sobie zdawać sprawę, że reakcji na stymulację nie można do
                                  końca przewidzieć, tak jak mnóstwa innych czynników odpowiedzialnych za
                                  porażkę.
                                  • basia.z Re: do basi.z 01.09.04, 15:05
                                    Nie miałam zamiaru żartować z Twoich ani niczyich niepowodzeń. Przykro mi, że
                                    tak to odebrałaś. Uważam tylko, że lekarze powinni czuć się odpowiedzialni za
                                    to, co robią. A nie wydaje Ci się, że jeżeli w Twoim przypadku lekarze
                                    popełnili błąd, to powinni chociaż w części odstąpić od swojego honorarium?
                                    Jeżeli stolarz krzywo przytnie blat, to nie będzie chciał za to pełnej ceny
                                    Takie są zwyczaje w cywilizowanym świecie, a może się mylę?
                                    • tekla12 Re: do basi.z 01.09.04, 15:28
                                      Myślę, że w procentową skuteczność ivf wpisane są przede wszystkim błędy
                                      popełniane w jej trakcie. To, co proponujesz znajduje się w ofercie Invicty -
                                      za sukces płacisz dwa razy więcej niż za normalne podejście + koszty leków,
                                      badań itd.
                              • Gość: nalo Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.09.04, 14:05
                                To, ze nie ma uregulowan prawnych, nie jest wina klinik. A ze na tym
                                korzystaja - coz, szczerze mowiac, na ich miejscu tez bym tak robila. Osobiscie
                                uwazam jednak cos zupelnie innego za najwiekszy problem. Nad lekarzami w Polsce
                                generalnie nie ma kontroli, bez wzgledu na ich specjalizacje i miejsce pracy.
                                Nawet jesli udowodni im sie blad w sztuce lekarskiej, ktorego konsekwencje byly
                                bardzo powazne dla pacjenta, nie ma zadnej gwarancji, ze poniesie on
                                jakakolwiek kare (bo trudno za kare uznac nagane!). Moi rodzice maja wielu
                                przyjaciol wsrod slynnych warszawskich profesorow, ktorzy na nieformalnych
                                spotkaniach sami mowia, ze czuja sie wlasciwie bezkarni. Reszta jest kwestia
                                ich wiedzy i sumienia. Jedyne co im moze grozic to nadszarpniecie reputacji...
                                a to tez tylko jesli sprawa przedostalaby sie do mediow. Wiekszosc jednak tam
                                nie trafia... Nie rzucajmy sie wiec z pazurami na kliniki leczenia
                                nieplodnosci. Jak zawsze i wzedzie, wiele zalezy od tego na jakiego trafimy
                                lekarza. Jak w kazdym fachu, sa ludzie zachowujacy sie zgodnie z etyka zawodowa
                                i tacy, ktorzy jej nie przestrzegaja. Tacy, ktorzy przejmuja sie innymi ludzmi
                                i tacy, ktorzy traktuja innych przedmiotowo. Dlatego kazde uogolnianie jest bez
                                sensu. Blad popelnic moze kazdy, lekarze sa w koncu tylko ludzmi. W Polsce
                                niestety, nawet tam gdzie sa uregulowania prawne, i tak nie ma gwarancji
                                przestrzegania praw pacjenta. Ani poszanowania jego ludzkiej godnosci.
                                Poczytajcie sobie np. na Bocku watek o ronieniu po ludzku... Znowu, wszystko
                                zalezy od czlowieka. Jestem tez pacjentka nOvum i zlego slowa, odpukac, nie
                                moge o nich powiedziec. Moze mialam szczescie i dobrze trafilam. I tak
                                zweryfikuje ich to, czy i jak szybko bede znowu w ciazy...Bo w koncu po to do
                                nich idziemy, po upragnione dziecko. A metoda jest, przynajmniej dla mnie,
                                kwestia wtorna.
    • bierna Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 01.09.04, 15:22
      anik444 napisała:
      > Nie oszukujmy się -„nasza bezdzietność „ to niezłe źródło dochodu d
      > la niektórych!
      > Zastanawia mnie dlaczego tak często spotykamy się ze stwierdzeniem:
      > „rzadko in vitro udaje się za pierwszym razem”
      Przecież nie tylko u nas, w Polsce, tylko "co któreś" in vitro się nieudaje.
      Wszędzie na świecie tak jest - czy to oznacza, że wszedzie lekarze oszukują
      swoich pacjentów ? Czy nie możemy dopuścic tego, że to zabieg, ktory stosunkowo
      niedawno zaczeto robic, nie ma możliwości uzyskania 100% efektów.
      >crying...) ,że nasienie jest jakieś kiepskie(z 64 mln. w badaniu
      > wykonanym w prywatnym laboratorium zmalało do 3 mln. w badaniu
      > przeprowadzonym w klinice w dniu IUI)
      Ja miałam podobną sytuację - tylko na odwrót - w laboratorium we Frydzie wyszo
      nam 56 mln, wszystko sie pięknie ruszało, za miesiąc powtórzyliśmy w innym
      laboratorium, nie w klinice i wyszło tylko 7 mln, z czego tylko 10 % się
      ruszało. W Mysłowicach zrobiliśmy po 3 miesiącach następne (bylismy już prawie
      zakwalifikowani do ICSI), w klinice i okazało sie, że jest ich 9 mln i 60 % się
      rusza (ruch AiB 40%) - nasienie nadaje się na inseminację. Miesiśmy poczekać -
      czy naturalnie się nie uda i ... po 6 dniach od tego badania miałam owu
      zakończoną powodzeniem. Reasumując: nasienie zmienia się z tygodnia na tydzień,
      nie ważne w jakiej klinice się go zrobi.
      >Zajżyj na stony nasz-bocian.pl wątek lista ciężarówek -95% to ciążę z
      ICSI!
      A zastanówcie się, któ szuka pomocy na stronach naszego-bociana ? Czy sa to
      osoby, które sobie "wpadły" ? Czy sa to osoby, które nia miały żadnych
      problemów z zajsciem ? Tak prawie każda dziewczyna ma problemy = co nie znaczy,
      że każda kobieta w Polsce nie moze zejść w ciąże.


      • ptaszyna10 Re: Ile jesteśmy warci dla klinik...? 06.09.04, 11:09
        Podobnie jak Rafał i wiele innych dziewczyn chciałbym aby lekarze postępowali
        według procedur. Jestem po jednym ICSI zakończonym niepowodzeniem i niestety
        przed zabiegiem nie wiedziałam że są takie fora jak to czy nasz-bocian. Teraz
        wiem o wiele więcej i widzę jakie błędy popełniono. Marzy mi się żeby każda z
        nas wiedziała dokładnie jakie badania powinna wykonać przed przystąpieniem do
        INF. Same pewnie czytałyście jak po jednym monitorowanym cyklu lekarz stwierdza
        że nie pozostaje nic innego jak in vitro, jak bez badań hormonalnych i
        monitoringu lekarze zapisują leki na stymulacje owulacji. Zobaczcie jak wiele z
        Nas ma wątpliwości co do leczenia, jak niewielu lekarzy tłumaczy nam co się z
        nami dzieje. Jak niewielu lekarzy leczy !!
        Banalny przykład: Badania posiewowe, jedne kliniki wymagają 100% czystości -
        żadnych bakterii, inne kliniki nawet na początku leczenia (diagnozowania) nie
        badają czystości i nie wymagają chociażby cytologi - to jak to jest : ma to
        wpływ na powodzenie zabiegu czy nie ma?!
        Podpisujemy oświadczenia, w których kliniki informują nas że właściwie za nic
        nie odpowiadają i na nic nie mają wpływu. Odżegnują się w nich od wszelkich
        powikłań i to że o ich prawdopodobnym wystąpieniu wiedziałyśmy ma ich
        usprawiedliwiać.

        Teraz stoimy na rozdrożu, zbieramy pieniądze na kolejne podejście i
        zastanawiamy się do której kliniki pojechać. Boimy się że kolejne próba, może
        zakończyć się niepowodzeniem i będziemy się zastanawiać, czy lekarz po raz
        kolejny nie wykonał jakiegoś badania, a być może coś pominął, zapisał zbyt małe
        dawki leków w trakcie stymulacji i po transferze itp. Myślimy o klinikach w
        Niemczech.... Już teraz wiemy że mamy znacznie mniejsze szanse niż 30%- 20% i
        nie chcemy żeby brak profesjonalizmu i sumienia pozbawił nas kolejnej szansy i
        niemałych pieniędzy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka