Dodaj do ulubionych

Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"?

30.03.08, 18:45
To pytanie jest skierowane oczywiście do wierzących w takowe.
Obserwuj wątek
    • grgkh Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 30.03.08, 23:00
      Tak się spodziewałem, nie wyobrażają sobie tego w ogóle... wink
      • marketa0 Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 31.03.08, 12:19
        Witaj grgkh
        Ja w kwestii formalnej.
        Skoro kierujesz pytanie do wierzących to chyba lepiej zadać je na innym forum,
        tak sobie myślę.

        pozdrawiam serdecznie
        • grgkh Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 31.03.08, 12:27
          Kieruję je do tych wierzących, którzy tu przypadkiem zajrzą. Jeśli
          nikt niczego nie napisał, to nie znaczy, że nikt z nich tego nie
          czytał. wink
          • marketa0 Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 31.03.08, 12:50
            to ja pozwolę sobie na przeniesienie dyskusji na forum Religia, z zachowaniem
            źródeł.
            • grgkh Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 31.03.08, 12:55
              Dobry pomysł, możesz zalinkować do tego miejsca. wink
              • marketa0 Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 31.03.08, 13:03
                tak się stało
                pozdrawiam
    • grgkh Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 31.03.08, 12:15
      Czym jest życie? Czy nie oczekiwaniem na przyszłość?

      Nie potrafiłbym sobie wyobrazić, jak bardzo życia bym nie lubił,
      gdybym znał od razu wszystko co mnie spotka... do samego końca.
      Jakże straszny musi być stan, w którym się wszystko wie i na nic nie
      czeka. Martwe trwanie. A może gorzej niż trwanie - martwa
      bezmyslność, bo nawet mysleć nie wolno, gdyż wszystkie myśli są już
      pomyślane do swojego końca. Nic się nie dzieje, nic się nie zmienia.
      A więc ta cudowna, obiecywana nam wieczność, to śmierć. To brak
      odczuwania przyjemności i bólu, to nicość.

      Tak jest, tak będzie, gdy skończy się to, co nam się jedynego i
      wspaniałego, jako ziemskie życie, przydarzyło.
      • bro-wn Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 02.04.08, 12:10
        Dla mnie (wierzącej) to nadzieja,że kiedy umrę,nie zostanę w ciemnym
        dołku w ziemi.Zycie doczesne,sensownie i z pozytkiem dla siebie i
        innych przezyte,jest piekne.Ale nadzieja,że to nie koniec,tylko
        początek czegos jeszcze lepszego jest równie piękna.Nie moge
        przytoczyc tu cytatów,dowodów,linków,na poparcie moich słów bo ich
        po prostu nie ma- jest tylko wiara.To jak z powietrzem-wiesz,że
        istnieje,ale nie możesz go pokazac.
        • astrotaurus Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 02.04.08, 17:55

          bro-wn napisała:

          **.To jak z powietrzem-wiesz,że istnieje,ale nie możesz go pokazac.**

          Hej! Prima aprilis był wczoraj!
          Powietrze można zmierzyć, zważyć , sprężyć, rozrzedzić, zabarwić...
          Wiemy dość dokładnie z czego się składa, znamy nawet najdrobniejsze jego
          elementy i to coś najdrobniejsze też jest świetnie opisane...

          Poszukaj lepszych porównań, jeśli już.
          • bro-wn Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 05.04.08, 11:00
            No tak, masz rację,-porównanie z powietrzem nie było zbyt trafne..smile
            Ale i tak zrozumiałeś dość zawiły sens mojej wypowiedzi..?
        • grgkh Życie przed śmiercią 02.04.08, 21:39
          Dałaś się oszukać. Uwierzyłaś w piękną iluzję. Życie po śmierci nie jest nam do niczego potrzebne. Przecież nawet teraz i tutaj nie możemy być wszędzie jednocześnie, nie możemy zmusić innych, by postępowali tak, jak według nas byłoby najlepiej. Nie możemy nawet doznawać zbyt dużo radości, bo by nam ona wkrótce znudziła się i obrzydła.

          Cóż może być piękniejszego niż życie, które przynosi nam niespodzianki, i w którym można sobie wyznaczać cele, a potem je osiągać?

          "Tam" tego nie będzie. To już może lepsza jest nadzieja na reinkarnację i powrót tutaj. Ale też i ona jest kiepska, bo nie pozwala skorzystać z doświadczenia, które gromadzimy przez całe życie. Zaczynać trzeba wciąż od początku i od początku popełniać te same lub gorsze błędy. Co się ostaje? Dusza? A czym ona jest, jeśli nie ma w niej ani śladu osoby, której ona cała stanowi istotę?

          Potem nie ma nic. Nie ma radości, ani bólu. Jest jak nasz sen dla świata - gdy zasypiamy, świat realny znika. I my jesteśmy jak sen świata, który śni nami, i naszymi losami, swoje sny.

          Skorzystajmy z okazji, że jesteśmy, bo wiemy o tym, że tak jest. Pamiętajmy o tym, że możemy myśleć myślami i sensami tylko dlatego, że tyle istot nam podobnych było przed nami. Pozostawmy po sobie dla naszych potomków to, co najpiękniejsze, w kulturowej sztafecie życia, bo to ona jest nieśmiertelna i coraz doskonalsza, ale tylko dotąd, dopóki naszych następców stanie. Nie pozwólmy, by fałsz i pogarda dla naszj rzeczywistości, ukryte w mirażu innego życia, odebrały nam świadomość uczestnictwa w czymś najwspanialszym, co dzieje się na ziemi. Tylko tu, bo to już jest, a nie "gdzieś", czego nam nikt nie potwierdzi.
          • bro-wn Re: Życie przed śmiercią 06.04.08, 10:06
            Ale (podobnie jak ja)nie jesteś w stanie tego udowodnic. Nie masz
            niczego (konkretnego,potwierdzonego dowodu) na poparcie swoich
            słów,prawda? A ja mam wiarę..wink
            • grgkh Re: Życie przed śmiercią 06.04.08, 20:48
              bro-wn napisała:

              > Ale (podobnie jak ja)nie jesteś w stanie tego udowodnic. Nie masz
              > niczego (konkretnego,potwierdzonego dowodu) na poparcie swoich
              > słów,prawda? A ja mam wiarę..wink

              Już to pisałem, ale chyba Ci umknęło.

              Zaczynając od końca - masz wiarę? Tak samo może powiedzieć narkoman - "a ja mam swój cudowny odjazd".. wink. Patrząc od strony, co kto ma, to jesteście na dokładnie tej samej pozycji. I oboje sobie "odjeżdżacie". Ale w obu przypadkach nie jest to społecznie obojętne, ponieważ nie jesteście na pustkowiu, a wasze losy są splecione z losami innych ludzi. Pośrednio spektakle, w których bierzecie czynny udział mają swoje negatywne wpływy na życie innych ludzi, całego społeczeństwa, którego członikem jestem i ja.

              A teraz powiedz mi, która postawa z tych trzech jest najlepsza i która wywiera najmniej szkodliwych wpływów:
              1) narkomana, wraz z jego zachowaniami wynikającymi z tego nałogu;
              2) uczestnika kultu religijnego (bo jesteś nim bardziej niż tylko osobą wierzącą, mającą jakiś pogląd wyłącznie dla siebie);
              lub
              3) osobą taką jak ja, który nie jest narkomanem ani czynnie wierzącym?

              A więc Ty coś "masz". A ja "nie mam" ani nałogu, ani wiary, a jednak przez wierzących, przez kapłanów jestem przedstawiany w negatywnym świetle. Wynika to stąd, że MÓGŁBYM według nich być w jakiś sposób groźny dla religii, na zasadzie - kto nie jest zdeklarowanym przyjacielem, ten jest wrogiem. Mogę Cię zapewnić, że nieustannie doświadczam objawów podobnego traktowania przez nietolerancyjnych w tym względzie ludzi religii, a przecież takimi deklaruje się większość moich rodaków. Ale nie traktuj tego jako chęć mojego wyżalenia się. Nie mam takiego zamiaru.

              Pisząc to ostatnie zdanie powiedziałaś jeszcze coś bardzo ważnego, a co ja na tym forum wielokrotnie podkreślałem. Wiara zmienia elementarny dla ludzkiej świadomości priorytet. Na pierwszym miejscu stawia życie po życiu, a życiu na ziemi nadaje status mało znaczącego epizodu, w którym istota ludzka jest spychana do roli nierozumnego ucznia (bo mądrości teologiczne są tak mądre, że wszystkie niepojęte), faktycznie pozbawionego własnej, wolnej, wynikającej z racjonalnego myślenia woli. Tych zarzutów podobnego rodzaju można by tu sformułować cały pęczek, ale lepiej będzie jeśli pozostanę przy dwóch powyższych i poproszę Cię, żebyś sobie je przemyślała.

              Masz wiarę, czyli zachwycającą Cię, dziecięcą bajkę, zamiast mnożliwości zmierzenia się myślowego z prawdziwym sensem życia. A ten sens jest, ponieważ od kilku miliardów lat dzięki niemu w toku ewolucji ziemskie życie nie popełniło sepuku, lecz trwa i rozwija się, co w końcu zaowocowało naszą rozmową.

              Piszesz, że oboje nie musimy niczego dowodzić, bo nie jesteśmy w stanie tego uczynić, bo to niemożliwe.

              Popełniasz błąd logiczny. Ja muszę dowodzić prawdziwości wszystkiego, czemu chcę nadać etykietkę prawdziwości. I robię tak. Prawdziwe jest tylko to, co nie poddało się ostrej krytyce. Pozostałę hipotezy są wątpliwe, tymczasowe lub błędne. Jako takie NIE OPISUJĄ MOJEGO ŚWIATA. Tymczasem ty ten sam, nasz wspólny, świat opisujesz za pomocą dogmatu, o którym mówisz, że jest tylko wiarą, ale - zajrzyj w głąb swojego unysłu - jest PEWNOŚCIĄ. Mówisz o nim tutaj, z nieznanych dla mnie względów, że nie tylko Ty, ale i ja nie muszę dowodzić prawd. Dlaczego taki właśnie masz o mnie osąd? Kto Ci dał do tego prawo?

              Logika mówi, że prawdziwe w jakimś systemie (aksjologicznym) może być tylko to, czego prawdziwości dowiedziono i tylko to istnieje. Powołane dla samej fantazji lub przyjęte po znajomości od kogoś byty, obiekty i twierdzenia, bez dowodu NIE SĄ PRAWDZIWE. Oczywistaością jest, że ja nie muszę się zmagać z dowodzeniem NIEistnienia krasnoludka, w którego i Ty pewnie nie wierzysz. To Ty, ewentualnie, jeśli Ci na tym zależy, masz szansę dowieść, że istnieje Bóg, albo życie po życiu.

              Ja, zgodnie z zasadami logiki i ogromną ilością możliwych definicji Boga, wykluczyłem niezbędność i samą możliwość jego istnienia. Jest to praktycznie równoznaczne z dowodem, o którym na początku wspomniałaś. Wykonałem za Ciebie kawał myślowej roboty. Ale cóż z tego, jeśli Ty idziesz dalej w swojej "wierze" i zaraz mi powiesz, że masz w nosie moje dowody, bo ty "chcesz mieć swoją wiarę i już", a na logice Ci nie zależy.

              Należymy do innych "światów". Sama oceń, który z nich jest bardziej, dla tysięcy pokoleń naszego gatunku, pożądany. Czy ten, który żmudnie, konsekwentnie i pokornie docieka ZAWSZE prawdy, czy ten, dla którego bajkowa ułuda i fałsz rozumowy jest wyżej wart.
            • baba_z_magla Re: Życie przed śmiercią 08.04.08, 21:45
              Hej bro-wn! Wierzę w różowego jednorożca - nie jesteś w stanie
              udowodnić że nie istnieje...
              • bro-wn Re: Życie przed śmiercią 23.04.08, 10:02
                Tak,nie jestem w stanie.Ale ja nie chcę Ci nic udowadniać,to Twoja
                wiara-czy w jednorozca,czy w pudełko zapałek..Umiem uszanowac wybór
                inny,niż mój.Chodziło mi o to,że czy wierzący,czy buddysci,czy
                ateiści nie mają KONKRETÓW (zbadanych,zmierzonych,fotografowanych)na
                poparcie słów "nie ma/jest życie po śmierci".Mozemy sobie tylko
                pogadać,i nic z tego nie wyniknie. Wierzący mają jednak wiarę,że to
                nie koniec..smile
                • grgkh Re: Życie przed śmiercią 23.04.08, 20:58
                  bro-wn napisała:

                  > Umiem uszanowac wybór inny,niż mój.
                  > Chodziło mi o to,że czy wierzący,czy buddysci,czy ateiści
                  > nie mają KONKRETÓW (zbadanych,zmierzonych,fotografowanych)na
                  > poparcie słów "nie ma/jest życie po śmierci".
                  > Mozemy sobie tylko pogadać,i nic z tego nie wyniknie.
                  > Wierzący mają jednak wiarę,że to nie koniec..smile

                  Mylisz się. Nie potrzeba dowodzić, że krasnali nie ma i chyba to, to akurat czujesz. To logika, którą się wszyscy posługujemy i której zasad nie wolno łamać dla dowolnego, wygodnego komuś, powodu. W ten sposób nasz świat realny możemy wypełnić miliardami nierealnych uzupełnień. Tylko że wtedy nie będzie to już miało nic wspólnego z tymże światem.

                  Wiara religijna nie jest wiarą, którą intuicyjnie przyjmujemy definiujemy z elementem dowolności lub niepewności (prawdopodobieństwo różne od jedności). UWIERZYĆ, to w rzeczywistości nabrać pewności, założyć, że coś jest NA PEWNO prawdziwe. Nie można się posługiwać taką fałszywą logiką, fałszywą po raz drugi. Nie można jednocześnie wmawiać naiwniakom, że ktoś, jakoś tam "delikatnie" zakłada prawdziwość, a jednoczesnie BYĆ PEWNYM. To zakłamanie. To fałsz. To sofizmat.

                  Z tego właśnie założenia, że muzułmanie "mają jednak wiarę,że to nie koniec", łudzą się oni, że dostaną harem pełen hurys, gdy zabiją niewiernych. I nic ich nie obchodzi, że to niewinni ludzie. Ty okazujesz tolerancję, a inni wyznawcy jakiegoś boga, z tego samego, religijnego powodu mordują w chwale, bo tego od nich "oczekuje" ich bóg - wystarczy, że znajdzie się ktoś jeden, kto powie, że ten sam bóg czegoś od człowieka oczekuje, że wynagradza za to "życiem po żmierci".

                  To straszne, jak takie idee, okłamując, potrafią zniewolić ludzi. A wystarczyłoby, żebyśmy w życiu ziemskim widzieli to, co w nim jest naprawdę - potrzebę do harmonijnego współistnienia, dopóki to istnienie jest naszym udziałem. A potem szukali na podstawie naszej rzetelnej wiedzy, a nie zabobonów, optymalnych rozwiązań dla trudnych sytuacji.
          • lysy5555 Re: Życie przed śmiercią 21.04.08, 18:03
            grgkh napisał:

            > "Tam" tego nie będzie. To już może lepsza jest nadzieja na
            reinkarnację i powr
            > ót tutaj. Ale też i ona jest kiepska, bo nie pozwala skorzystać z
            doświadczenia

            wg mnie nie masz racji ponieważ można to porównać z np. grą ,którą
            się już przeszło lub piosenką którą znamy na pamięć. Wiemy na czym
            to polega i to może nam odebrać sens życia lub wiare ,że coś nas
            zaskoczy. Można oczywiście liczyć ,że "te życie będzie inne niż
            tamte" ale świat się raczej dużo nie zmieni w ciągu kilku lat. Dalej
            najważniejsze będą praca, nauka, pieniądze.
            • grgkh Re: Życie przed śmiercią 26.04.08, 09:50
              No nie wiem, czy rzeczywiście któryś z np. hinduistów doświadcza
              większej wprawy w życiu, które wcześniej przeżył w innej osobowości.
              Gdyby tak było, to wszyscy ludzie, po zaliczeniu niezliczonej ilości
              wcieleń, powinni być niesłychanie mądrzy, a może cwani. A przecież
              nie jest tak. Wciąż jesteśmy jacyś tacy statystycznie średni.
              • sebyzbarma Re: Życie przed śmiercią 28.04.08, 20:52
                Przede wszystkim: GLOWA DO GORY. Nie wiem czy swiat sie zmienia na
                lepsze, ale na pewno odchodzi od religii. Wielu ludzi zaczyna miec
                odwage otwarcie zadawac pytania dotyczace religii, gdzie jeszcze nie
                tak dawno baliby sie nawet pomyslec inaczej niz "bog" nakazal.

                A wiesz co? Mnie calkiem interesuja te podroze. Moze cos w tym jest?
                Nie wszyscy sa tacy strasznie przecietni. Sa ludzie niebywale
                madrzy, niebywale wrazliwi itp.
                Zastanawiales sie skad sie bierze de ja-vu (wybaczcie jesli zle
                napisalam)? Ja slyszalam, ze to urywki z poprzednich zyc czy
                wcielen. Jaka Ty masz teorie?
                • grgkh Deja vu 28.04.08, 21:52
                  sebyzbarma napisała:

                  > Przede wszystkim: GLOWA DO GORY.

                  No wiesz... wink Czyżbym sprawiał wrażenie kogoś mocno zdołowanego?
                  Chyba nie jest tak. Jestem życiowym optymistą. Wierzę. wink W ludzi.

                  > Nie wiem czy swiat sie zmienia na lepsze,

                  Nie zmienia się. Nie licz na to. Zresztą nie zmienia się także na
                  gorsze.

                  > ale na pewno odchodzi od religii.

                  Nie odchodzi. Dziś w TV znów do programu informacyjnego TV3
                  zaproszono Głódzia. Tłusty, zakłamany facio chrzanił coś tam, czego
                  nawet nie miałem chęci słuchać. Obserwowałem tylko, z wyciszoną
                  fonią, jak długo ten żałosny spektakl będzie trwał. Trwało
                  zdecydowanie za długo. Dwaj panowie redaktorzy - uśmiechnięci,
                  przymilni, wsłuchani w krynicę mądrości i autorytet moralny z bogiem
                  w tle.

                  Społeczeństwo, któremu kościół gra na nosie, pokazuje figę. To jest
                  Polska. Bez nadziei na zasadniczą zmianę.

                  Widzisz, mnie nie chodzi o to, że jacyś tam młodzi przestają chodzić
                  na religię lub do świątyń. Oni są konformistami, jak ich rodzice. I
                  to jest tragiczne.

                  A religia na świecie? USA? Wizyta Ojca Świętego... Ani on ojciec,
                  ani święty, ale któy z polityków mocarstw XXI wieku powie mu
                  otwarcie, prosto w twarz, że... liczy się z nim, bo jego
                  ponadpaństwowa organizacja rządzi duszami milionów biednych,
                  zdesperowanych ludzi, któzy nie chcą się pozbywać złudzeń, że
                  chociaż na "tamtym" świecie czeka ich coś lepszego niz tutaj?

                  Nie łudź się. Religia nie zaniknie. Wszędzie tam, gdzie ma do
                  spełnienia rolę ogłupiacza, usypiacza, narkotyku, tam bedzie trwała
                  po wsze czasy.

                  A Polska? Ile jeszcze łupów kościół zdobędzie, zanim jego rola
                  osłabnie na tyle, że przestanie odgrywać cenną dla polityków, dla
                  zdobywania i utrwalania władzy rolę? Dopóki sam nie będzie się u tej
                  władzy mógł utrzymać?

                  > Wielu ludzi zaczyna miec odwage otwarcie zadawac
                  > pytania dotyczace religii, gdzie jeszcze nie tak
                  > dawno baliby sie nawet pomyslec inaczej niz "bog" nakazal.

                  I to też prawda. Szczególnie widać to po internecie.

                  > A wiesz co? Mnie calkiem interesuja te podroze.
                  > Moze cos w tym jest?
                  > Nie wszyscy sa tacy strasznie przecietni.

                  Napisałem "statystycznie" średni... wink

                  > Sa ludzie niebywale madrzy, niebywale wrazliwi itp.
                  > Zastanawiales sie skad sie bierze de ja-vu (wybaczcie jesli zle
                  > napisalam)? Ja slyszalam, ze to urywki z poprzednich zyc czy
                  > wcielen. Jaka Ty masz teorie?

                  Fascynacje mistyczne mam juz dość dawno za sobą. Nauka odpwiedziała
                  na mnóstwo pytań, ale ludzie wolą słuchać bajek. Ich opowiadacze są
                  głośni, bo często robią na tym biznes swojego życia, a tym, którzy
                  chcieliby to skorygować, nie chce się tropić ujadaczy. Zresztą
                  naukowych wytłumaczeń słucha się mniej chętnie, bo nie są
                  takie "kolorowe", nie zawieraja "efektów specjalnych". O deja vu
                  znalazłem fajny tekst tu
                  portalwiedzy.onet.pl/7093,,,,,,,489976,tematyczne.html
                  • sebyzbarma Re: Deja vu 29.04.08, 13:45
                    grgkh napisał:
                    > No wiesz... wink Czyżbym sprawiał wrażenie kogoś mocno zdołowanego?

                    Alez mi nie o to chodzilo smile Mnie najbardziej przygnebia widok
                    ociemnialej owieczki "boziej" (czy raczej barana). Ostatnio
                    dowiedzialam sie, ze pies przywiazuje sie do czlowieka, bo uwaza go
                    za Boga, natomiast kot wie przez kogo zostal stworzony, dlatego jest
                    taki zdystansowany. I co Ty na to? Ogolnie dobry zart, ale osoba,
                    ktora mi go opowiadala byla przekonana, ze to swieta prawda... Wali
                    sie moja wiara w czlowieka i w to ze Bog obdarowal go rozumem smile

                    > ale na pewno odchodzi od religii.
                    > Nie odchodzi.

                    Odchodzi. Czesc sie przyznaje, a czesc nie, bo tak wygodniej, badz
                    tak sie oplaca (mozna np. zgarnac politycznie widownie taty Rydzyka)

                    > To jest Polska. Bez nadziei na zasadniczą zmianę.

                    Alez jest nadzieja! Poczekajmy, nie sadze, ze miejsce moherow zajma
                    mlodzi ludzie. Jest szansa na normalnosc, tylko na wszystko trzeba
                    czasu. Poza tym nawet Biblia przewiduje upadek chrzescijanstwa smile

                    > A religia na świecie? USA? Wizyta Ojca Świętego... Ani on ojciec,
                    ani święty, ale któy z polityków mocarstw XXI wieku powie mu
                    otwarcie, prosto w twarz, że... liczy się z nim, bo jego
                    ponadpaństwowa organizacja rządzi duszami milionów biednych,
                    zdesperowanych ludzi, któzy nie chcą się pozbywać złudzeń, że
                    chociaż na "tamtym" świecie czeka ich coś lepszego niz tutaj?

                    Jest wiele ludzi myslacych i mowiacych glosno w ten sposob o calym
                    spektaklu papieskim, o religijnosci Busha (ktoremu bog dal znak do
                    inwazji na Irak, sam Bush twierdzi, ze przed rozpoczeciem pracy
                    czyta Biblie), o hipokryzji ludzi. I to jest pocieszajace. Troche
                    mniej pocieszajace jest to, ze wielu mysli, a nie odwazy sie o tym
                    powiedziec.

                    > Nie łudź się. Religia nie zaniknie. Wszędzie tam, gdzie ma do
                    spełnienia rolę ogłupiacza, usypiacza, narkotyku, tam bedzie trwała
                    po wsze czasy.

                    Nie ma juz takiego pola zasiegu. Spojrz ilu rodzicow decyduje sie na
                    szkoly bez lekcji religii, badz zamiast religii na lekcje etyki,
                    badz w ogole rezygnuje z tej lekcji. Wielu rodzicow rezygnuje z
                    chrztu dzieci. Ja chocby w tym widze przyslwiowe swiatelko w tunelu.

                    > Fascynacje mistyczne mam juz dość dawno za sobą.

                    Czyzby kazdy odchodzacy od KRK przechodzil ten etap? smile
                    • grgkh Re: Deja vu 29.04.08, 16:16
                      Mieszkam w dużym mieście. Powstają wciąż nowe osiedla. To tysiące
                      ludzi, przeważnie młodych. W każdym takim skupisku budują się nowe
                      koscioły. Lubię spacery i bywa że podczas nich zaglądam, z
                      ciekawości, co się tam dzieje. Właśnie zaliczyłem takie betonowe
                      monstrum. Architektoniczne to ohyda, po prostu bunkier z żelbetu
                      ustawiony na wzgórzu, z przepięknym widokiem na dolinki i kilka
                      okolicznych osiedli, z dwiema, solidnej wysokości wieżami. W środku
                      młody księżulo rozpoczynający jakieś spotkanie z - pi razy oko -
                      pięćdziesiątką młodzieży. Słodki, łagodny głosik. Atmosfera
                      rodzinnej konwersacji. Pytanie: kto nie był na jakichś tam, innych
                      zajęciach. Głosy z ławek: ja, ja... I łagodne tłumaczenie, którego
                      już nie słuchałem.

                      Obok plebania z czterema bramkami garażowymi. Która z firm
                      PRACUJĄCYCH, PŁACĄCYCH PODATKI i ZARABIAJĄCYCH NA SIEBIE pozwala
                      sobie na taki luksus?

                      Pracuję w firmie, w której znaczna część pracowników to ludzie
                      wykształceni, inteligentni, obyci ze światem. Zdarzają się wśród
                      nich wątpiący w istnienie Boga, narzekający na kler, ale większość
                      wręcz UNIKA rozmów na tematy, w których mogłaby się pojawić krytyka
                      religii, kościoła, kleru. Rozpoczęcie budowy każdego nowego obiektu
                      przemysłowego, przekazanie do użytkowania, to wizyta duszpasterza z
                      kropidłem. Tego kiedyś nie było i NIE WIDZĘ JAK MOŻNA TO PRZERWAĆ.
                      Jest na odwrót, to się coraz bardziej rozkręca.

                      Jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy - dla Polski - jest JP2
                      i rola jaką odegrał on w polskiej historii.

                      To tak a propos Twojego optymizmu, chyba trochę przesadzonego, że
                      idzie ku lepszemu. smile A są i czynniki, które zagrają w najbliższej
                      historii świata dużą rolę. Na przykład:
                      - ograniczone zapasy paliw kopalnych (energia z nich pozyskiwana
                      będzie już tylko coraz droższa)
                      - ograniczone zapasy surowców mineralnych (m.in. rzadkie i niezbędne
                      w najnowszych technologiach metale)
                      - ograniczone możliwości produkcji żywności (powiększa się
                      ogólnoświatowa strefa biedy i głodu)
                      i tak dalej.

                      No dobrze, o tym wystarczy. A jak Ci się podobał tekst o deja vu?

                      Na tej samej stronie są linki do innych, podobnych tematycznie
                      tekstów. Co o nich myślisz?

                      Te tematy zahaczają o neurofizjologię. Linkowałem artykuły z tej
                      dziedziny tutaj: Ułuda wolnej woli. Co
                      myślisz o tym? A czy słyszałaś coś o memetyce?
    • tereska121 wlasnie tak 14.04.08, 15:50
      gloriapolo.neuevangelisierung.org/testimoniopl.html
      • grgkh Re: wlasnie tak 14.04.08, 18:16
        To się nie różni niczym od "świadectwa", jakie dają ludzie zamykani w domkach bez klamek. Im też się "coś" wydaje. Niektórzy twierdzą, że są Napoleonami, a inni, że są synami bożymi, choć od różnych, innych bogów.
        • tereska121 Re: wlasnie tak 15.04.08, 15:00
          moze i racja ale poco kobita wywlekalaby brudy swojego zycia
          publicznie? o wypadku tej kobiety bylo glosno podawali w
          wiadomosciach i moznabylo tez znalezc art. w prasie
          • tyfatomek Re: wlasnie tak 24.04.08, 08:54
            A moze wiara w zycie po smierci to po prostu cos jak dzieciecia
            wiara w prawdziwosc bohaterow bajek? Ja jak bylem mlodszy lazilem po
            lesie i szukalem gumisiow. I do dzis fajnie to wspominam smile
            Moze ktos pomysli, ze nie wydoroslalem, bo wciaz wierze w zycie po
            smierci, choc nie sadze, ze cale szczescie polega na "ogladaniu
            oblicza Boga". Jak umre i nic nie bedzie to i tak nie bede mial
            chwili na zastanowienie, a tak zawsze mozna sobie pomarzyc jak tam
            bedzie hehe. Zreszta bede pewnie mniej rozczarowany niz np.
            muzulmanki, ktore cale zycie laza w czarnych habitach, czy inni
            religijni wycierajacy sobie spodnie na kolanach podczas kolejnych
            pielgrzymek, by w ten sposob zarezerwowac sobie jak najlepsze
            miejsce tam skad jeszcze nikt nie powrocil.
            • grgkh Re: wlasnie tak 24.04.08, 19:30
              tyfatomek napisał:

              > A moze wiara w zycie po smierci to po prostu cos jak dzieciecia
              > wiara w prawdziwosc bohaterow bajek? Ja jak bylem mlodszy lazilem
              > po lesie i szukalem gumisiow. I do dzis fajnie to wspominam smile
              > Moze ktos pomysli, ze nie wydoroslalem, bo wciaz wierze w zycie po
              > smierci, choc nie sadze, ze cale szczescie polega na "ogladaniu
              > oblicza Boga". Jak umre i nic nie bedzie to i tak nie bede mial
              > chwili na zastanowienie, a tak zawsze mozna sobie pomarzyc jak tam
              > bedzie hehe. Zreszta bede pewnie mniej rozczarowany niz np.
              > muzulmanki, ktore cale zycie laza w czarnych habitach, czy inni
              > religijni wycierajacy sobie spodnie na kolanach podczas kolejnych
              > pielgrzymek, by w ten sposob zarezerwowac sobie jak najlepsze
              > miejsce tam skad jeszcze nikt nie powrocil.

              W wieku dziecięcym wszyscy się bawimy i ta zabawa z gumisiami, to nic nagannego. Potem doroślejemy, ale i to nie oznacza, że mamy przestać się bawić. Nie powinniśmy tego sobie nigdy odmawiać. Jako dorośli musimy jednak zacząć ODRÓŻNIAĆ, co należy kwalifikować jako zabawę, a co jako świat realny. Tylko tyle - umieć to rozróżnić.

              Ludzie wierzący w nierealne indywidua, zjawiska, przenoszą je do świata rzeczywistego. Nie czynią tego wyłącznie dla siebie, ale rozsiewają ten rodzaj myslenia wśród tych, któzy mogliby się nim nie zarazić. Narzucają swoje rytuały całemu społeczeństwu. Wymagają dla siebie, ze względu na "wyjątkowość" podmiotu ich kultu, wyjątkowego, uprzywilejowanego traktowania. To jest nieuczciwe. To jest manipulacja. Fatalne jest łudzenie naiwnych, obietnicami, o których z góry wiadomo, że nie da się sprawdzić ich wiarygodności. I to też jest nieuczciwe.

              Mógłbym sobie powiedzieć, co mnie to obchodzi. Ale dotyczy to mnie bardzo, ponieważ muszę żyć w tym samym, co ci "biedacy", świecie.

              Najbardziej cierpi na tym społeczeństwo, jego model, gdyż - i to jest bardzo ważne - ludzie zmamieni odroczoną nagrodą życia po życiu gotowi są zrezygnować z odnalezienia najwyższej celowości w życiu doczesnym. I najczęściej rezygnują. Oddając wolność swoją i... moją szamanom.
              • tyfatomek Re: wlasnie tak 25.04.08, 09:04

                Dokladnie. Najwiekszy problem to nie wiara ludzi w cos tam, ale ich
                dazenie do sprawienia by reszta wierzyla jak oni. Sama wiara czy
                religia jako taka szkodliwa nie jest. Gdyby tak bylo, to kazdy
                religijny bylby terrorysta.
                Religia w rekach nieodpowiedniego czlowieka to niebezpieczne
                narzedzie. Najgorsze gdy widze, jak w imie religii, czy Boga (czy
                gumisiow - kto w co wierzy) ludzie gotowi sa wyrzec sie swoich
                rodzin... Znam kobiete (bardzo religijna), ktora wyszla za maz za
                innowierce. Problemy zaczely sie, gdy ich syn byl
                wystarczajaco "duzy" (3-4 latka), by zaczac mowic mu o boziach,
                aniolkach, Jezuskach itp. Protesty meza kwitowala zawsze tak samo,
                ze jej zalezy na tym, by dziecko poszlo do nieba, a uda mu sie to
                tylko wtedy, gdy bedzie wierzyc jak ona. Raz ze niebezpieczne, dwa
                ze nienormalne.
                • grgkh Re: wlasnie tak 25.04.08, 12:08
                  No to ja jestem następnym przykładem, na który możesz się w przyszłości powoływać. W momencie zawierania związku małżeńskiego byłem niewierzący biernie. Wynikało to z tego, że religią się nie interesowałem. Nie stanowiła ona niczego wartościowego, o czym można by było myśleć, czy brać to jakkolwiek pod uwagę. Ale żonie ZALEŻAŁO. A więc dzieci chodziy na te wszystkie religie i msze dla dzieci i przeszły cały cyrk indoktrynacyjny. Ja, w ramach tolerancji i nieświadomości, czym się to skończy wciąż unikałem rozmó nawet o alternatywie. "Bo to mogłoby coś tam obrazić lub kogoś urazić..." I teraz mam tego konsekwencje. Wszystkie moje dzieci w jakiś sposób wierzą lub przynajmniej są wobec religii pokornie ulegli, a jednocześnie, w ramach dziwnie pojmowanej solidarności ze sobą i żoną, traktują mnie jak wroga, człowieka złego, który ma czelność występować przeciwko uosobieniu dobra, Bogu.

                  Głównie ta sytuacja, uświadomiona po czasie, stała się przyczyną, że zacząłem się dokładniej i AKTYWNIE religią interesować. I to ona jest przyczyną, że przeciwstawiam się jej obecnie, co jest odczytywane jako wojowanie przeciwko niej. Dla religii zawsze tak będzie - ona jest dobra, inni są źli. Taki ma sposób, zakłamany, na istnienie. I Z tym walczę. To musi się zmienić. Więcej ludzi powinno zrozumieć, jak jest naprawdę.
                  • sebyzbarma Re: wlasnie tak 25.04.08, 12:41
                    No to ja Ci naprawde wspolczuje...
                    Ja mam przyklad, ale z kolei dokladnie odwrotny. Moja kolezanka jest
                    ateistka. Jej matka jest wierzaca, ojciec to ateista. Oboje nauczali
                    dzieci po swojemu, ale roznice zawsze tlumaczyli, ze "mama mysli
                    tak,a tata tak", nigdy "bo mama klamie, bo tata nie wie". Mama
                    tlumaczyla wszystko wg wiary, tata wedlug logiki i nauki. I tak bylo
                    od poczatku. Maja dwie corki, obie ateistki, mimo ze w szkole
                    chodzily na religie.
                    Moral z tego chyba taki, ze jesli pokazesz dziecku swiat widziany
                    przez ateiste i swiat widziany oczami religijnego, to dziecko
                    wybierze to pierwsze. Pewnie przede wszystkim dlatego, ze ateista
                    jest w stanie dac dziecku odpowiedz bardziej wyczerpujaca niz "Bog
                    tak chcial", czy "ludzie sa zbyt mali by zrozumiec".
                    Niestety, religia naprawde sprawia, ze ludzie wyrzekaja sie swoich
                    rodzin i to jest moim zdaniem jedno z najwiekszych niebezpieczenstw
                    tejze. To rowniez pokazuje, ze nie ma na swiecie wiekszych idiotow
                    niz ludzie. Biorac przyklad od kolegi: szukaja gumisiow, mimo ze
                    nikt ich nigdy nie widzial. Tyle ze z tych gumisiow sie w koncu
                    wyrasta...
                    • grgkh Re: wlasnie tak 26.04.08, 09:45
                      Bardzo sobie cenię swoją wolność. Nie tylko tę fizyczną, ale głównie
                      wolność myślenia. Wynika ona z tego, że gdy byłem dzieckiem nikt we
                      mnie, na szczęście, nie zamordował (bo tak to powinniśmy traktować)
                      pierwotnej ciekawości świata. Ludzie dorośli, okaleczeni w ten
                      sposób, stają się doskonałym materiałem na niewolników. Takie jest
                      zadanie religii, przygotować sobie tych, którzy dadzą sobą potem,
                      bez zastrzeżeń, kierować.

                      Moi rodzice wierzyli, choć chyba byli dość sceptycznie nastawieni
                      wobec "wersji użytkowej" religii. Może to kwestia wojny, której
                      doświadczyli w okresie swojego dzieciństwa i młodzieńczości?
                      Okrucieństwa, których Bogiem nie dawało się wytłumaczyć, a z drugiej
                      strony wymuszenie (przed)wczesnej dorosłości, samodzielności i
                      uwierzenia przede wszystkim we własne siły. O tym, czy przetrwają,
                      decydowali sami. Rodzina matki zginęła w Oświęcimiu. Niedzielny
                      kosciół i moja szkolna nauka religii odbywały się siłą tradycji, a
                      nie z wielkiego przkonania. Nie miał mnie kto intensywnie
                      indoktrynować, a gdy minął najniebezpieczniejszy okres, gdy poczułem
                      się pewniej w samodzielności myślenia stało się tak, jak mówisz -
                      został dokonany optymalny wybór - utrwalone, racjonalizm i logika,
                      odrzuciły wrogi, nienaturalny, religijny przeszczep. wink

                      Żona podlegała kiedyś intensywnej indoktrynacji i
                      została "właściwie" i solidnie wytresowana na dobrą katoliczkę.
                      Dobra to taka, która nie przestanie wierzyć i swoje dzieci wychowa w
                      wierze, ku chwale Boga (a właściwie kleru). Misja została spełniona.

                      A moje dzieci, choć widzą, że kler nie jest święty, to Bogu nic
                      zarzucić nie mogą i nie chcą.

                      Czasem mam taką refleksję. Jesteśmy automatami, mośnikami idei,
                      memów. I niczym więcej. Szczegónie wyraźnie to widać, gdy przestanie
                      się patrzeć na każdego człowieka oddzielnie, również i na siebie,
                      zastępując ten punkt widzenia spojrzeniem na całą historię
                      ludzkości, a także rodzące się i upadające cywilizacje. Czy kiedyś
                      to się zmieni? Wydaje mi się, iż jest to automatyczny skutek
                      tkwienia w środowisku, z którego wyszliśmy - biologii, mechanizmów
                      ewolucji. Ale to temat na oddzielny wątek. wink
    • kruk51 Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 09.05.08, 20:39
      Ludzie ! Kochane ! Nie mocie innyk zmartwiyń ? Słoneczko świeci, trowka
      zieluno, ptoszki śpiewajom, dyszczyk padze i wiele innyk ciekawych zecz
      y je na świecie ! A właściwie to jest tak. Kto się boi wiedzieć, musi
      wierzyć ! Gdyby Ci co szerzą wiarę byli do niej przekonani, bądź mieli
      na ten temat realną wiedzę, nie dopuszczali by się tylu podłości, ze strachu
      przed nieuniknioną sprawiedliwością ! Jest tak ? Czy nie ?
      • grgkh Re: Jak sobie wyobrażacie "życie po śmierci"? 10.05.08, 20:41
        Prowde, kumie, godocie... smile
        • vitmik a jak wyglądąło nasze życie przed urodzeniem? 14.05.08, 09:05
          był spokój a tu nagle jeb! i jesteś na świecie
          tak samo będzie po śmierci jeb! i coś czego nie jesteś w stanie stwierdzić
          jednoznacznie w tym momencie co to będzie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka