Odpowiedzieliśmy już sobie na pytanie, że chrześcijanin może mieć depresję -
choroba jak każda inna. A czy chrześcijanin może mieć chandrę? Skoro czeka go
zmartwychwstanie? Skoro Bóg jest stale z nim, skoro go odkupił, skoro zsyła
mu codziennie swojego Ducha, skoro przygotowuje dla niego w domu swoim
mieszkanie?
No więc mam chandrę.
Niby nic jakoś szczególnie strasznego się nie wydarzyło, denerwuję i martwię
się paroma rzeczami, ale obiektywnie powodu do smutku nie ma. Tylko tak...