Dodaj do ulubionych

zniechęcenie

19.05.04, 10:02
Czy czasem odczuwacie zniechęcenie, przygnębienie, samotność? Nie chodzi mi o
sytuacje, kiedy wydarza się cos złego czy smytnego. Chodzi mi o taką chandrę
bez obiektywnej przyczyny.
chrześcijanin powinien być radosny, ale na pewno nie każdemu przychodzi ta
radość z codziennych spraw równie łatwo. Jak sobie radzicie ze smutkiem, z
lękiem o dzień jutrzejszy?
Obserwuj wątek
    • mika74 Re: zniechęcenie 19.05.04, 11:04
      mamalgosia napisała:

      > Czy czasem odczuwacie zniechęcenie, przygnębienie, samotność? Nie chodzi mi o
      > sytuacje, kiedy wydarza się cos złego czy smytnego. Chodzi mi o taką chandrę
      > bez obiektywnej przyczyny.
      > chrześcijanin powinien być radosny, ale na pewno nie każdemu przychodzi ta
      > radość z codziennych spraw równie łatwo. Jak sobie radzicie ze smutkiem, z
      > lękiem o dzień jutrzejszy?

      Małgosiu, mnie sie tez zdarzaja dołki: wystarczy jak deszcz pada, glowa mnie
      boli i jeszcze szef mnie za coś zgani, to juz mi nastrój idzie w dól.
      Myśle ,ze uczucia takie czy insze sa nie zwiazane z wiara, raczej z naszym
      charkterem, okolicznościami zycia itd. Wazne aby nas te nastroje nie
      paralizowaly, nie determinowały naszych postaw czy decyzji.
      Radośc u chrześcijanina to nie zawsze wesołkowatośc:mnie kojarzy się raczej z
      pokojem w sercu, zaufaniem Bogu, nadzieją. Oczywiscie owocem tego bedzie pewna
      radośc ze swojego zycia, radośc bycia z Bogiem, ale nie zawsze bedzie sie ona
      objawiać w tancach i smiechu( czego oczywiście sobie i nam serdecznie zycze)smile
      • sion2 Re: zniechęcenie 19.05.04, 14:47
        podpisuje się pod postem miki smile)

        ja sobie tak tłumaczę też, ze Pan Bóg ani wiara nie jest tabletką uspokajającą,
        ani rozweselająca ani przeciwbólową wink wobec tego nie zawsze mój smutek
        oznacza brak wiary
        człowiek został przez Pana Boga wyposażony także w emocje i myślę, ze kazdy
        tez ma inny sposób przeżywania i że to nic złego
        odróżniam smutek głęboki, który wypływa z niewiary, z braku zaufania Bogu
        od smutku emocjonalnego związanego z tym, ze coś boli, mam chandrę itp.
        samotnośc staram się przezywać tak, że jest miejscem spotkania z Bogiem,
        jedynym, który NAPRAWDĘ TJ. BEZWARUNKOWO mnie kocha i On mi daje ludzi, albo i
        nie
        nie chodzi to o to, ze nie mam przyjaciół - o, nie, tylko przciez często jet
        się nierozumianymn a w czasie choroby to w ogóle świat się zmienia wokół o 100%

        no to głowa do góry smile)
        • praktycznyprzewodnik Re: zniechęcenie 19.05.04, 14:52
          Małgosiu, niedłogo koniec roku szkolnego ! I ja bez humoru, nie wiadomo jak w
          przyszłym roku z godzinami (zapaść demograficzna dała się najpierw we znaki
          połoznym, potem pediatrom a teraz nauczycielom). Do tego miałam fatalne
          nieporozumienie w szkole, ktos mi zarzuca powiedzenie czegos, czego nie
          powiedziałabym nigdy w zyciu do ucznia. Złosliwość czy przekłamanie na
          łączach ? Nie wiem, mam dość !!!!!!!!!!!
        • mamalgosia Re: zniechęcenie 19.05.04, 22:04
          dzięki, sion!
      • mamalgosia Re: zniechęcenie 19.05.04, 22:04
        U mnie chyba czasem mnie to paraliżuje. Wiem, ze to niedobrze
    • kulinka3 Re: zniechęcenie 19.05.04, 15:23
      Na chandrę i smuteczki mam kilka sposobów.
      Po pierwsze ważne jest źródło.Czy aby to nie zmęczenie, niedospanie,codzienna
      bieganina osiołka w kieracie.Wtedy kombinuję lub kombinujemy więcej snu,
      odpoczynku( w weekend lub wieczorami),zostawiam na potem sprawy, które mogą
      poczekać,idziemy na dobry obiad poza dom, do kina. Zmieniamy coś na chwilę, by
      dać sobie wytchnąć, choć przez moment. Ja zawsze staram się przez te trudne dni
      jakoś przemknąć, nie przywiązując do tego smutku jakieś szczególnej
      wagi.Wiem,że to przechodzi i że wkrótce będzie lepiej.Wiem też,że radość to nie
      zawsze uśmiech i wesołkowatość. Dla mnie radość to wewnętrzyny pokój.
      Jeżeli "fizycznść" jest w normie wtedy idę za 2 radami, które są mi bliskie.
      "Nie odczuwasz radości? Zastanów się czy nie ma jakiejś przeszkody pomiędzy
      tobą a Bogiem.Prawie zawsze odkryjesz,że tak jest."
      "Prosisz o radę, jak znaleźć lekarstwo na twój smutek.Dam ci zaraz receptę
      pochodzącą z dobrej ręki: od Apostoła Jakuba. Jesteś smutny, mój synu.Módl
      się! Spróbuj a zobaczysz.......
      Pozdrawiam
      • mamalgosia Re: zniechęcenie 19.05.04, 22:05
        Właśnie, a ja mam tak, ze jak mnie to dopada, to się mniej modlę. Błąd
    • luzer Re: zniechęcenie 19.05.04, 15:30
      mamalgosia napisała:


      > chrześcijanin powinien być radosny, ale na pewno nie każdemu przychodzi ta
      > radość z codziennych spraw równie łatwo. Jak sobie radzicie ze smutkiem, z
      > lękiem o dzień jutrzejszy?

      A to niby dlaczego? Chrześcijanin nie jest jakimś, radośnie uśmiechniętym
      głupkiem. Jest człowiekiem, jak wszyscy i tak jak wszyscy, przejawia zwykłe,
      ludzkie nastroje. Nie widzę w tym niczego niezwykłego.
      Życzę Ci, za to, samych jasnych i pogodnych nastrojów.


      Pozdrawiam,

      Luzer


      --
      Dobrze wiedzieć, że gdzieś tam jest Koleś,
      wyluzowany za wszystkich nas, grzeszników.
      • a000000 Re: zniechęcenie 19.05.04, 17:32
        luzer napisał:

        >
        > A to niby dlaczego? Chrześcijanin nie jest jakimś, radośnie uśmiechniętym
        > głupkiem. Jest człowiekiem, jak wszyscy i tak jak wszyscy, przejawia zwykłe,
        > ludzkie nastroje. Nie widzę w tym niczego niezwykłego.
        > Życzę Ci, za to, samych jasnych i pogodnych nastrojów.

        Wydaje mi się, że tu chodzi o wewnętrzny spokój, pogodę ducha, pokorne godzenie
        się z tym, co dzień niesie, przeświadczenie o kroczeniu ścieżką Boga. To jest
        szczęściem dla chrześcijanina. Nie chodzi o zewnętrzne symptomy. Szczęśliwy
        chrześcijanin może sie wogóle nie śmiać, może być całkiem poważny, ale
        szczęśliwy, bo udaje mu się żyć zgodnie z wolą Boga. Codzienne troski i kłopoty
        dla takiego chrześcijanina powinny mieć drugorzędne znaczenie, jako coś, z
        czego należy wyprowadzić dobro. Owszem, codzienność boli, ale nie można
        dopuścić, aby kłopoty na tyle zdominowały nasze życie, że zapominamy o Bogu i
        dopuszczamy do siebie negatywne, niszczące uczucia.
        Ja taką chrześcijanką nie jestem, ale się staram filozoficznie patrzeć na
        kłopoty.
        >
        • luzer Re: zniechęcenie 19.05.04, 23:10
          a000000 napisała:


          > Codzienne troski i kłopoty dla takiego chrześcijanina powinny mieć drugorzędne
          > znaczenie, jako coś, z czego należy wyprowadzić dobro. Owszem, codzienność
          > boli, ale nie można dopuścić, aby kłopoty na tyle zdominowały nasze życie, że
          > zapominamy o Bogu i dopuszczamy do siebie negatywne, niszczące uczucia.
          > Ja taką chrześcijanką nie jestem, ale się staram filozoficznie patrzeć na
          > kłopoty.


          Pięknie to napisałaś, A+zerko! smile) Ważne jest to właśnie - wewnętrzne światło!
          Żeby nigdy nie zgasło! Ja bardzo staram się być taki, jak napisałaś. Czasem mi
          się udaje, czasem - nie, ale w odnoszeniu sukcesów na tej trudnej drodze zawsze
          pomaga mi miłość do Boga, Rodziny i przyjaciół.


          Pozdrawiam ciepło,

          Luzer





          --
          Dobrze wiedzieć, że gdzieś tam jest Koleś,
          wyluzowany za wszystkich nas, grzeszników.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka