16.11.03, 15:16
Czy pisaliście może dzisiejsze dyktando?? Ja spróbowałam bez żadnego wcześniejszego przygotowania i zszokowała mnie strasznie ilość moich bykówcrying(Ale treść rozczarowała mnie zupełnie...Tzn. nie wiedząc, czego się spodziewać, myslałam, ze będzie inne.....
Obserwuj wątek
    • mkw98 Re: Dyktando 16.11.03, 19:37
      ja zrobiłam 12 błędów, plus trzy, których nie uznałam smile
      Myślę, że to nieźle wink
      Tekst mi się podobał, trochę może za dużo tych nazw ptaków.
      Genialne zdanie "Po jednym bohemizmie skrzeczeć, żem sczeszczony" smile))
      • isanda Re: Dyktando 16.11.03, 22:05
        8 bledow niestety, ale jak na osobe nie mieszkajaca w Polsce juz od lat, to
        chyba nie tak tragicznie. Najwajzejsze, czego sie nauczylam na tym dyktandzie
        to chyba to, ze nie jestem mistrzynia gramatyki. A dotad wydawalo mi sie, ze
        jestem, bylam nieco przemadrzala i malo tolerancyjna wobec innych nie-mistrzow.
        • jottka a 16.11.03, 22:39
          dlaczego gramatyki? dyktando sprawdza znajomość ortografii, chyba że ja czegoś
          nie wiem?
    • baloo1 Re: Dyktando 17.11.03, 09:41
      Siemi nie podobalo. Mam wrazenie, ze autor poszedl na latwizne (;oD) czerpiac
      oburacz w ornitologii. Porownajcie zeszloroczna (chyba)opowiescia o Geniu.
      Taki "ekswicedyrektor sowchozu" i "ponadstusiedemdziesieciosiednioipolroczna
      sekwoja" to prawdziwe perly. Sama opowiesc i dobor trudnosci byly znacznie
      bardziej dowcipne. Ocencie zreszta sami :


      Zwycięzca konkursu na pyzdrzanina wszech czasów, zbrojarz-betoniarz Genio,
      ścichapęk, takie niby lelum polelum, zharowany całotygodniowym nicnierobieniem
      komfortowo półleżał sobie teraz obok ponadstusiedemdziesięciosiedmioipółrocznej
      sekwoi, wachlując się sążnistą gałązką szałwii. Spod rosnącej nieopodal choi
      dobiegało rzężenie pół persa, pół dachowca, starego huncwota, który
      wychłeptawszy półkwaterek kumysu, legł zmorzony snem. W przyparkowym stawie pod
      liśćmi rzęśli skrzeczały żaby, a nad nimi huczała ptasia hałastra. Znad akwenu
      dochodziły śmichy-chichy rozwrzeszczanych hultajów, progenitury jaśniepaństwa
      burmistrzostwa. W nieodległym klubie-kawiarni rzępolił na wiolonczeli prawie
      pięćdziesięcioletni, lecz wciąż niedouczony mąż Kornelii, biznesmenki
      specjalizującej się w handlu agrafkami. Po listkach funkii wędrowały chyżo
      chrząszcze i mrzyki. Przy grządce z rzeżuchą, chrupiąc sczerstwiały
      pumpernikiel, hasały rozbisurmanione bachorzątka z gołymi rzyciami,
      kilkunastomiesięczne fąfelki.

      W tym ze wszech miar idylliczno-sielankowym nastroju rozmarzony Genio planował
      superpodróż dokołaziemską [też: dookołaziemską], w którą tuż po sylwestrze, w
      Nowy Rok, zamierza czmychnąć ze swoją herod-babą.

      W rejkiawickim rzymskokatolickim kościele u starego klechy, który od półwiecza
      niedowidzi i niedosłyszy, wezmą ślub. Ze Starego Kontynentu polecą hiperszybkim
      jumbo jetem (też: dżambo dżetem) do Quebecu i Nowego Świata. Od Nawahów będą
      się uczyć magii, więc już teraz artykułują różnobrzmiące abrakadabry, których
      nie sposób przyswoić w szybkim tempie. Poznawszy tajniki czarnoksięstwa,
      cadillakiem dotrą na półwysep Alaska, by stamtąd tużpowojennym kutrem dopłynąć
      przez Morze Beringa na Syberię. W lasostepach zostaną paręnaście dni w
      nadjenisejskim siole, w daczy ekswicedyrektora sowchozu, obecnie trudniącego
      się szewstwem. Ten stary szalbierz ma ich później zawieźć rubinowoczerwonym
      seatem leonem na pustynię Gobi, którą przemierzą wzdłuż i wszerz czarno-
      czerwonym łazikiem. Stamtąd jakimś ohydnym minibusem dotrą do Zakazanego
      Miasta, by podziwiać mozaiki oraz Bramę Niebiańskiego Spokoju. Dalej - hyc, hyc
      przez Orient i Zatokę Bengalską do Sri Lanki, gdzie będą poznawać arcystare
      zasady myślistwa i rybołówstwa Syngalezów i Tamilów. Z wyspy Cejlon przepłyną
      (byle nie wpław, bo w wodzie czyhałyby na nich cuchnące szczękouste) Ocean
      Indyjski, by znaleźć się wśród Madagaskarczyków, a później wziąć udział w
      bostwańskim safari. W Kenii, na równiku, będzie już na nich czekał bystro
      patrzący innoplemieniec, z którym mają zamienić parę słów w suahili. Z Czarnego
      Lądu nietrudno dostać się do Ameryki Południowej; popłyną tam jakimś
      nierzężącym statkiem. Odwiedzą w Santiago dawno niewidzianego chilijskiego
      druha, pół-Polaka, lekarza internistę, eksperta nie od jakichś hocków-klocków,
      lecz od śródjelicia, i wraz z nim zdobędą biegun południowy. Stamtąd,
      zostawiwszy hożego Chilijczyka wśród pingwinów, Genio i jego nowo poślubiona
      żona udadzą się na wyspy Pacyfiku. Spotkają się z poznanymi przed ćwierć
      wiekiem Fidżyjkami, siostrami bliźniaczkami, które pokażą im różne gatunki
      szczeżui i innego paskudztwa. Z Melanezyjkami opuszczą półkulę południową, by
      znaleźć się z powrotem w Afryce, tym razem północnej. Mają w planach górę Synaj
      z krzewem gorejącym i klasztorem, bo Fidżyjki, chociaż niechrześcijanki i
      nieżydówki, to pasjonują się Pięcioksięgiem i żywotem świętej Katarzyny
      Aleksandryjskiej.

      Jeśliby udało im się namówić bliźniaczki na dalszą podróż, toby wyruszyli z
      nimi w rejs po Morzu Śródziemnym i zanimby się spostrzegli, byliby już w
      Europie. Pokazaliby im greckie miasta-państwa, a później - wiedzeni
      patriotyzmem lokalnym - rodzinne podpoznańskie Pyzdry.

      Tak zrobi Genio - objedzie kulę ziemską od Pyzdr do Pyzdr! I niech mu nie
      mówią, że plany tych wojaży to nic niewarte mrzonki. Zawistnikom tłumaczy, że w
      końcu trzeba dokądś pojechać w podróż poślubną.
      • ja22ek Re: Dyktando 17.11.03, 09:50
        Widzę tu rażącą niekonsekwencję: skoro 'nicnierobienie', to także powinno
        być 'nicniewarty'. No i oczywiście 'nigdzieniewidziana'.

        J.
        • baloo1 Re: Dyktando 17.11.03, 11:39
          eee, chyba w mylnym tkwisz bledzie, ;o) - mnie to jakos nie razi.

          to sa chyba inne czesci mowy, ale wole sie nie wypowiadac, bo ja przyimka od
          przekaski nie odrozniam ;o)
      • emka_1 z ciekawości 17.11.03, 13:58
        nieposkromionej i bezwstydnej zapytuję- co to takiego choja ('...Spod rosnącej
        nieopodal choi ...')? roślinka hoja (hoya z rodziny asclepiadaeca) jest mi
        znana, o choi nie słyszałamsad
          • emka_1 dzięki za próbę 19.11.03, 14:36
            wyjaśnienia. niestety nie przekonuje mnie. słownik j. polskiego podaje jedynie:
            choinę - (pinus silvestris) czyli sosnę zwyczajną; młodnik sosnowy; gałąź drzewa
            iglastego, choinkę -wiadomo co, oraz chojaka czyli drzewo iglaste.
            w dopełniaczu: choiny, choinki, chojaka. choi brak sad
            • jottka Re: dzięki za próbę 19.11.03, 15:42
              też mnie zdumiało na pierwszy rzut oka , ale w komputrowym słowniku wyd.
              naukowego pwn z 1998r. wyraz 'choja' figuruje sad

              "daw. dziś gw. "drzewo iglaste, zwłaszcza sosna; choina"


              aczkolwiek za przesadę uważam wtykanie do dyktand słowa - homonimu, z której to
              pary hoja doniczkowa jest nierównie popularniejsza, a w cytowanym tekście jej
              obecność też dałoby się uzasadnić.
      • emka_1 Re: Dyktando 17.11.03, 13:51
        słusznie prawisz smile
        prof. walery od lat cierpi na zwyrodnienie i trudno się dziwić, że z wiekiem
        choroba mu się nasila. do licznych objawów dochodzi jeszcze monotematyczność.
        w przyszłym roku można się spodziewać wyliczanki robactwa.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka