mantis_after_dinner
09.04.14, 10:09
Goscmi sa rodzice, czyli bardzo bliska rodzina. Ja mieszkam za granica, gdzie jedzenia wszelakiego raczej nie brakuje - fakt: nie jest to typowa polska kuchnia, ale jak juz chce sie zjesc bardzo tradycyjnie, to i skladniki do takowej da sie dostac.
Przyjezdzaja na powiedzmy przedluzony weekend: 3-4 dni.
Przywoza ze soba CHORE ilosci miesa i wedlin wszelakich. Poczatkowo myslalam, ze to dla nas w prezencie, ale chyba jednak nie. Dodam ze sa to ilosci, ktorych nie sa w stanie przejesc 4 dorosle osoby w ciagu 4 dniowej wizyty np. 8 kg w sumie. Sa to tez rzeczy, ktorych osobiscie z mezem nie jadamy i oni dobrze o tym wiedza, stad wykluczylam prezent. Oczywiscie po ich wyjezdzie mam problem, co z tym wszystkim zrobic, bo przeciez nie bede w nieskonczonosc trzymac w zamrazarce.
Doszlam zatem do wniosku, ze skoro nie prezent, to przywoza to chyba dla siebie (tylko ilosc temu przeczy).
I to sie chyba potwierdza, bo szykuje sie ich kolejna wizyta i zasugerowalam, zeby nie przywozili nic do jedzenia, bo tutaj naprawde wszystko jest.
W odpowiedzi uslyszalam:
- a MY co bedziemy jesc? Przeciez nie przyjezdzamy tam glodowac, a o suchym pysku siedziec nie bedziemy.
Jak byscie zareagowali? Bo prawde mowiac zrobilo mi sie dziwnie - jakby przyjezdzali na jakies meki przy stole, nic im tu nie odpowiada, nic nie smakuje i najlepiej przyjechac z petem zwyczajnej i przasnym chlebem ...
Nie wiem - pewnie to niezgodne z savoir vivrem - ale mam taki zlosliwy i szatanski pomysl, zeby (skoro odmiennosci nie toleruja i jesc moga tylko polska kuchnie) serwowac im przez cale 4 dni kotlety mielone i nic innego.