Dodaj do ulubionych

Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem"

09.04.14, 10:09
Goscmi sa rodzice, czyli bardzo bliska rodzina. Ja mieszkam za granica, gdzie jedzenia wszelakiego raczej nie brakuje - fakt: nie jest to typowa polska kuchnia, ale jak juz chce sie zjesc bardzo tradycyjnie, to i skladniki do takowej da sie dostac.
Przyjezdzaja na powiedzmy przedluzony weekend: 3-4 dni.

Przywoza ze soba CHORE ilosci miesa i wedlin wszelakich. Poczatkowo myslalam, ze to dla nas w prezencie, ale chyba jednak nie. Dodam ze sa to ilosci, ktorych nie sa w stanie przejesc 4 dorosle osoby w ciagu 4 dniowej wizyty np. 8 kg w sumie. Sa to tez rzeczy, ktorych osobiscie z mezem nie jadamy i oni dobrze o tym wiedza, stad wykluczylam prezent. Oczywiscie po ich wyjezdzie mam problem, co z tym wszystkim zrobic, bo przeciez nie bede w nieskonczonosc trzymac w zamrazarce.

Doszlam zatem do wniosku, ze skoro nie prezent, to przywoza to chyba dla siebie (tylko ilosc temu przeczy).
I to sie chyba potwierdza, bo szykuje sie ich kolejna wizyta i zasugerowalam, zeby nie przywozili nic do jedzenia, bo tutaj naprawde wszystko jest.
W odpowiedzi uslyszalam:
- a MY co bedziemy jesc? Przeciez nie przyjezdzamy tam glodowac, a o suchym pysku siedziec nie bedziemy.

Jak byscie zareagowali? Bo prawde mowiac zrobilo mi sie dziwnie - jakby przyjezdzali na jakies meki przy stole, nic im tu nie odpowiada, nic nie smakuje i najlepiej przyjechac z petem zwyczajnej i przasnym chlebem ...

Nie wiem - pewnie to niezgodne z savoir vivrem - ale mam taki zlosliwy i szatanski pomysl, zeby (skoro odmiennosci nie toleruja i jesc moga tylko polska kuchnie) serwowac im przez cale 4 dni kotlety mielone i nic innego.
Obserwuj wątek
    • chris1970 Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 09.04.14, 10:24
      Na pewno rodzicie nie powiedzieli tego, że będą o suchym pysku, żeby Tobie zrobić przykrość, czy że u Ciebie nic nie ma.
      Wynika to raczej z tego, dla mnie, że nieczęsto bywali za granicą, mają trochę wypaczone pojęcie o obcych krajach i boją się zwyczajnie czegoś innego, czego nie znają.
      W takiej sytuacji, proponuję jednak przygotowywać posiłki wg standardów czysto polskich, czyli kotlety mielone itp.
      Możesz też przy tej okazji probówać coś przemycić z lokalnej kuchni, coś podobnego do naszej tradycyjnej kuchni, tak aby pokazać rodzicom, że to nie taka straszna kuchnia i tu też coś dobrego można zjeść. Tak, żeby widzieli, że to prawie to samo, tylko inaczej się nazywa, albo inaczej się przyprawia, albo przyrządza. Metodą oswajania jest pokazać zbieżność kuchni, a nie jej odmienność czy egzotyka.
    • aqua48 Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 09.04.14, 10:40
      mantis_after_dinner napisała:

      > Oczywiscie po ich wyjezdzie mam problem, co z
      > tym wszystkim zrobic,

      >zasugerowalam, zeby nie przywozili nic do jedzenia,
      > - a MY co bedziemy jesc? Przeciez nie przyjezdzamy tam glodowac, a o suchym pys
      > ku siedziec nie bedziemy.

      Rodzice nie zachowali się właściwie, sugerowanie, że nie będą mieli co jeść u Ciebie jest niegrzeczne. Możesz powiedzieć im wprost, że takie słowa sprawiają Ci przykrość. Jednak jedyną właściwą reakcją jest brak zaproszeń w przyszłości, a nie złośliwe podawanie im mielonych przez cały pobyt.

      Jednak, skoro to rodzice, a zatem najbliższa rodzina to możesz potraktować ich jakby byli na jakieś specjalnej diecie i przywozili sobie składniki do niej.
      Masz prawo również zignorować ich zapasy i karmić ich swoimi potrawami. Masz prawo również powiedzieć, że zwyczajnie nie masz GDZIE trzymać tego co przywieźli ze sobą w hurtowej ilości, bo Twoja lodówka jest pełna rzeczy specjalnie na ich przyjazd kupionych...
      Jest jeszcze trzecie wyjście - możesz spokojnie, bez zdenerwowania, ciesząc się z odwiedzin bliskich namawiać ich do lokalnej kuchni uświadamiając, że warto skorzystać z wizyty w innym kraju aby poznawać nowe smaki.

      A zapasy zostawione przez nich po wizycie w Twojej lodówce po prostu wyrzuć albo przekaż do schroniska dla psów, jeśli masz takie w okolicy.

      • mantis_after_dinner Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 09.04.14, 11:06
        Jednak jedyną właściwą reakcją jest brak zaproszeń w przyszłości,
        > a nie złośliwe podawanie im mielonych przez cały pobyt.

        - ja ich jakos wylewnie nie zapraszam, gdyz moje stosunki z nimi sa wyjatkowo chlodne. ich odwiedziny wynikaja raczej z ich checi utrzymania kontaktow z wnukami: my w PL bywamy raz do roku, wiec oni zdaja sobie doskonale sprawe, ze jesli nie wpadna raz na rok, to raczej czestotliwosc ich spotkan z wnukami bedzie nikla.

        > Jest jeszcze trzecie wyjście - możesz spokojnie, bez zdenerwowania, ciesząc się
        > z odwiedzin bliskich namawiać ich do lokalnej kuchni uświadamiając, że warto s
        > korzystać z wizyty w innym kraju aby poznawać nowe smaki.

        - to chyba sobie daruje, bo zwykle wyglada to jak znecanie sie smile

        > A zapasy zostawione przez nich po wizycie w Twojej lodówce po prostu wyrzuć alb
        > o przekaż do schroniska dla psów, jeśli masz takie w okolicy.

        - ostatnim razem po prostu porozdawalam znajomym, ktorzy takie rzeczy jadaja, co nie zmienia faktu, ze troche zachodu z tym mialam (ludzie zwykle z duza rezerwa podchodza do przetrzymywanych u kogos w zamrazarce produktow spozywczych, bo a to data przydatnosci, a to producent etc.).
        • aga-kosa Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 09.04.14, 11:23
          Jest taka tradycja, którą trudno wyplenic.
          Ja ze swoja rodziną do rodzinnego domy - najwyżej z drobnymi upominkami dla mamy i taty. W DOMU RODZINNYM JEST WSZYSTKO.
          Jeśli rodzice jadą do dziecka, to nie chcieliby być dla dzieci kłopotem wyżywieniowym. " Boże, dziecko tak ciężko pracuje, pomogę, zawiozę gar pierogów, jakąś pieczeń a może domowe przetwory..." itp.
          Rodzice a szczególnie mama temu dziecku, co to tak daleko od domu, na "poniewierce" po świecie, chciałaby nieba przychylić..
          Skoro rodzice przyjeżdżają tylko na 3-4 dni w ciągu całego roku nie można założyć na twarz uśmiechu nr4. Kiedyś Twoje dzieci docenią Twoje starania. smile aga
          • mallina Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 09.04.14, 17:07
            przeciez rodzice wioza jedzenie dla siebie, nie dla autorki watku.

        • aqua48 Proponuję wyluzować 09.04.14, 13:27
          mantis_after_dinner napisała:

          > - ja ich jakos wylewnie nie zapraszam, gdyz moje stosunki z nimi sa wyjatkowo c
          > hlodne.

          A może spróbuj wobec tego nie traktować ich przyjazdu jako dopustu bożego tylko jako okazję dla Twoich dzieci do kontaktu z dziadkami. Ich prowiant i zachowanie weź w duży nawias i absolutnie nie traktuj tego jak swojej porażki jako gospodyni tylko wyłącznie jako ICH dziwactwo. W sumie nie tak bardzo szkodliwe. Pamiętaj też, że nie masz obowiązku przywiezionej i zostawionej przez nich produktów "upychać" po znajomych. Wyrzuć je bez zbędnego obciążenia.
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 10.04.14, 00:44
        aqua48 napisała:
        Rodzice nie zachowali się właściwie, sugerowanie, że nie będą mieli co jeść u Ciebie jest niegrzeczne. Możesz powiedzieć im wprost, że takie słowa sprawiają Ci przykrość. Jednak jedyną właściwą reakcją jest brak zaproszeń w przyszłości, a nie złośliwe podawanie im mielonych przez cały pobyt.

        b. sluszna uwaga z wyjatkiem ostatniego zdania. urwanie kontaktow z powodu glupich kielbas???? bez przesady.... ale zlosliwie mielonych w kolko tez bym nie podawala.

        Jednak, skoro to rodzice, a zatem najbliższa rodzina to możesz potraktować ich jakby byli na jakieś specjalnej diecie i przywozili sobie składniki do niej.

        lub po prostu zignorowac ich postepek jako "starcze dziwactwo" i przejsc nad tym do porzadku dziennego. chca, to niech jedza to.

        Masz prawo również zignorować ich zapasy i karmić ich swoimi potrawami.

        nie, o ile gosc ma prawo jesc swoje wlasne wiktualy bez ograniczen,
        o tyle gosciom nie wolno tu narzucac wlasnej diety - rodzice maja wiec prawo wyboru
        co jesc, "twoje" czy "swoje" czy tez mieszanke obydwu

        Masz prawo również powiedzieć, że zwyczajnie nie masz GDZIE trzymać tego co przywieźli ze sobą w hurtowej ilości,

        absolutnie

        Jest jeszcze trzecie wyjście - możesz spokojnie, bez zdenerwowania, ciesząc się z odwiedzin bliskich namawiać ich do lokalnej kuchni uświadamiając, że warto skorzystać z wizyty w innym kraju aby poznawać nowe smaki.

        dobry pomysl

        A zapasy zostawione przez nich po wizycie w Twojej lodówce po prostu wyrzuć albo przekaż do schroniska dla psów, jeśli masz takie w okolicy.

        ponawiam pomysl aby ponadto wciaz dobre, nadajace sie do dalszej obrobki wiktualy podarowac lubiacym gotowac znajomym lub jak wyrzucic to na kompost lub organic recycling

        Minnie
    • urko70 Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 09.04.14, 11:13
      mantis_after_dinner napisała:

      > zasugerowalam, z
      > eby nie przywozili nic do jedzenia, bo tutaj naprawde wszystko jest.
      > W odpowiedzi uslyszalam:
      > - a MY co bedziemy jesc?

      Może trzeba się zastanowić z czego wynikało to pytanie?
      Może mieli jakieś przesłanki ku temu że tamto jedzenie jest złe lub że musieliby je sami kupować co mogło by być kłopotliwe ze względu na cenę....

      Może wystarczy odpowiedzieć: wszystko co trzeba będzie w lodówce. smile

      Widzę tu jakiś problem w komunikacji między Tobą/Wami a rodzicami.

      Może wystarczy odpowiednio zapewnić, że wszystko kupicie na ich przyjazd,


      > Jak byscie zareagowali?

      Jw. spróbowałbym zapewnić rodziców, że nie jest potrzebne przywożenie
      wałówki i że zapraszający zajmą się wszystkim.


      Kiedyś pojechałem do rodziny (za granicę) i na drugi dzień usłyszeliśmy:
      "jak coś potrzebujecie to sklep jest za rogiem". Widać tu było bardzo różne
      podejście do przygotowania się na przyjęcie gości.
      • mantis_after_dinner Nie tedy droga :) 09.04.14, 11:25

        Nie - absolutnie nigdy im nie sugerowalam, ze maja cos tutaj kupowac. Wiem, ze za granica jest drozej niz w PL i znam ich podjscie do wydatkow (zyja z jednej emerytury), wiec nigdy nic takiego do glowy mi nie przyszlo.

        Zawsze staram sie tez miec w lodowke zaopatrzona i miec w niej dosyc roznorodne rzeczy tak, aby kazdy cos tam dla siebie znalazl.

        Natomiast fakt, ze tutaj predzej dostaniesz dobrej jakosci jagniecine (ktora im akurat przez gardlo nie przechodzi) niz dobrej jakosci schabowy. A typowe polskie wedliny jak szynka czy kabanosy sa jedynie w polskich sklepach, ktorych akurat pod domem nie mam.
        • ach_dama_byc_z_kanady Re: Nie tedy droga :) 09.04.14, 11:36
          Przywiezli, no i co z tego? jak maja ochote to jesc to niech jedza, przeszkadza ci to?

          A ze zostanie to trudno. zamiast wyrzucac do smieci wyrzuc na kompost. masz chyba recycling program w swojej okolicy? mozesz tez spytac dobrych znajomych czy chca kielbase na bigos.
          (jak jeszcze dobra bedzie)

          Po co robic problem? to twoi rodzice. przyjechali cie odwiedzic, i twoje wnuki. cieszcie sie
          z okazji bycia razem, zamiast klocic o jakies glupie kielbasy.

          Minnie
        • claratrueba Re: Nie tedy droga :) 09.04.14, 11:43
          Starsi ludzie są w większości bardzo konserwatywni w swoich upodobaniach smakowych, często boja się, ze odmienna żywność może im zaszkodzić, co akurat bywa prawdą. Myślę, ze ta niechęć do nowinek a i nawyk "zabierania w podróż" jest typowa dla starszego pokolenia.
          Chyba nie warto robić z tego problemu i odbierać jako ujmy.
          Oto inny przykład "gości z prowiantem własnym" w ilościach chyba nieporównywalnych bo oni kampera zamieniali w dostawczaka, pakując do niego chyba wszystko, z owocami w puszkach włącznie i pieczywem. To rodzice moich znajomych Duńczyków, tak zapakowani odwiedzali ich w Polsce równo przez 3 lata, mimo, iż przy okazji zwiedzania miasta i Polski doskonale wiedzieli, ze zaopatrzenie doskonałe, ceny dużo niższe. Ale nawyk jest nie zawsze jest racjonalny. A starsi ludzie mają spore skłonności by się nim kierować, wbrew rzeczywistości.
          Chyba lepiej zmarnować tę żywność niż niepotrzebnie psuć stosunki.
          • angazetka Re: Nie tedy droga :) 23.04.14, 15:51
            "Starsi ludzie" i "starsi ludzie", podczas kiedy rodzice autorki mogą mieć koło 60 lat. To jeszcze nie jest ten wiek, kiedy się wybacza ludziom starcze otępienie wink
        • urko70 Re: Nie tedy droga :) 09.04.14, 12:17
          mantis_after_dinner napisała:

          > Nie - absolutnie nigdy im nie sugerowalam...

          Nie tędy droga abyś Ty tutaj tłumaczyła się, zapewniała co Ty zrobiłaś, a czego nie
          zrobiłaś.
          Postawiłaś problem, dostajesz różne propozycje rozwiązań, zastanów się nad nimi.

          Czasami niby nic nie wypowiemy ale jak gościa zostawimy samego w domu a lodówka
          pusta to gość może to negatywnie odebrać.

          Krótko, radzę: życzliwie, szczerze ze zrozumieniem pogadać z rodzicami i dowiedzieć
          się czemu przywożą jedzenie. Nie wiesz to zapytaj.

          smile
        • nchyb Re: Nie tedy droga :) 09.04.14, 15:23
          > Nie - absolutnie nigdy im nie sugerowalam, ze maja cos tutaj kupowac. Wiem, ze
          > za granica jest drozej niz w PL

          nie na temat wątku głównego, tylko tego zdania
          uogólnienie, w dodatku nieprawdziwe

          za granicą jest drożej dla Polaków zarabiających złotówki w PL (odbierających emeryturę) i wydających je po przeliczeniu na euro itp

          za granicą dla osób tam mieszkających i zarabiających w tamtej walucie - jest najczęściej tańsze życie niż dla Polaków zarabiających w PL i w PL wydających... smile
          taki paradoks, że droższe jest życie codzienne Polaków w PL niż np Francuzów we Francji itp
    • ann.38 Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 09.04.14, 14:28
      Piszesz, że jak ktos chce jeść tradycyjnie, to składniki można dostać, a potem, że tylko w polskim sklepie, którego nie ma blisko domu. Czyli ostatecznie- jak byli pierwszy raz, to pofatygowaliście się do tego polskiego sklepu po kiełbasę i schab czy zaproponowaliście jagnięcinę? Można zachęcać do próbowania nowych smaków, ale nic na siłę. Też mieszkam za granicą, kupuję i gotuję różnie- to co lubimy, i polskie dania, i inne, ale są rzeczy, których nie jem. Goście mogą się czuć niezręcznie, nie chcą robić kłopotu, żebyś musiała gdzieś lecieć do sklepu jesli tłumaczysz, że trudno dostać, że daleko.
      • mantis_after_dinner ojeje 09.04.14, 15:35
        Piszesz, że jak ktos chce jeść tradycyjnie, to składniki można dostać, a potem, że tylko w polskim sklepie, którego nie ma blisko domu.

        > troche sie czepiasz slowek, prawde mowiac. Jak chcesz zjesc tego podsuszanego kabanosa, no to rzeczywiscie trzeba sie udac do polskiego sklepu, bo tutaj takich rzeczy nie znaja. Ale aby wyprodukowac mielone i mizerie, wystarczy sie udac do zwyklego miesnego po mieso i warzywniaka po ogorek. To nie pustynia - ogorki tu znaja smile

        Ale OK - dziekuje wszystkim za rady, a chyba szczegolnie aquie48 - bo przyznaje ze najwiekszy problem mialam z tym, zeby bez zadnych wyrzutow sumienia pozbyc sie tych hormonalnych szynek z zamrazarki smile W koncu ktos to kupil i dzwigal, a ja tak po prostu rozdaje lub wywalam.

        Pomysle nad jakims neutralnym menu, aby nie cierpieli za bardzo - moze jakis grill na lonie przyrody i inne takie i jakos minie smile
        • ann.38 Re: ojeje 09.04.14, 15:47
          Nie czepiam się słowek, po prostu nie zrozumiałam, czy ostatecznie wykazaliście gotowość do zdobycia owych tradycyjnych dóbr czy nie.
          U nas chyba łatwiej, bo po polskiego kabanosa można się wypuścić do zwykłego supermartetu i też będzie w dziale produktów zagranicznych.
          • mallina Re: ojeje 09.04.14, 17:11
            no ludzie, nie przesadzajmy, ze ktos przez te 3-4 dni umrze lub zachoruje jak nie bedzie mogl zjesc kabanosa czy schabowego!

            czyli jak sie mieszka zagranica, to jak przyjezdzaja goscie z Polski to koneicznie trzeba dla nich gotowac tradycyjne polskie potrawy?
            • ann.38 Re: ojeje 09.04.14, 18:20
              mallina napisała:

              > no ludzie, nie przesadzajmy, ze ktos przez te 3-4 dni umrze lub zachoruje jak n
              > ie bedzie mogl zjesc kabanosa czy schabowego!
              >
              > czyli jak sie mieszka zagranica, to jak przyjezdzaja goscie z Polski to koneicz
              > nie trzeba dla nich gotowac tradycyjne polskie potrawy?

              Jak nie zje schabowego, to pewnie nie umrze, ale jak zamiast niego dostanie ośmiornicę w sosie krabowym, to może czuć dyskomfort. Nie ważne skąd i dokąd gość przyjeżdza. Częstujemy chyba po to, aby gość zjadł. Oczywiście, że nie zawsze trafimy w gust i trudno tak bezwzględnie się dopasować, ale są potrawy mnie i bardziej uniwersalne. Naprawdę, ziemniaki, mielony i mizeria to danie niezbyt pracochłonne, a cieszy (niektórych).
              Ciekawe jak rozwiązany jest problem jedzenia, kiedy autorka jedzie do rodziców skoro ona z kolei nie je tego, co oni.
              • mantis_after_dinner Re: ojeje 10.04.14, 08:54
                Ciekawe jak rozwiązany jest problem jedzenia, kiedy autorka jedzie do rodziców skoro ona z kolei nie je tego, co oni.

                > autorka juz kilka wpisow temu napisala, ze w PL bywa raz do roku i akurat bynajmniej nie u swoich rodzicow z reguly. Poza tym jest to okres swiat BN, kiedy menu jest dosyc latwo przewidziec, wiec problem rozwiazuje sie sam. smile
                • ann.38 Re: ojeje 10.04.14, 15:44
                  mantis_after_dinner napisała:

                  Poza tym jest to okres swiat BN, ki
                  > edy menu jest dosyc latwo przewidziec, wiec problem rozwiazuje sie sam. smile

                  No więc gdybyś też postawiła mielone obok krewetek za pierwszym razem, to rodzice nie przywoziliby swoich zapasów.
                  A gdybyś w Polsce zastała na stole tylko to, czego nie jadasz- owe nieszczęsne kabanosy itp, to pewnie też następnym razem obmysliłabyś strategię, żeby nie siedzieć o suchej twarzy wink
        • ann.38 Re: ojeje 09.04.14, 15:51
          mantis_after_dinner napisała:
          >
          > Pomysle nad jakims neutralnym menu, aby nie cierpieli za bardzo - moze jakis gr
          > ill na lonie przyrody i inne takie i jakos minie smile

          Skoro do tej pory nie mieli menu neutralnego nie wspominając o schabowych, to co się dziwisz, że przywożą swoją kiełbasę. Ja tam zawsze gotuje "pod gości", ew. neutralnie, jak nie znam preferencji.
          A co do wyrzucania, to wystarczyło, że ktoś napisał nie miej wyrzutów i wyrzucaj i już problem się rozwiązał? Ja bym jednak rozdawała. Szkoda kasy rodziców, ale lepsze to niż wyrzucać.
    • kornel-1 Pacta sunt servanda 09.04.14, 16:28
      Biorąc pod uwagę całokształt sytuacji, proponuję ustalić z rodzicami/teściami, ile prowiantu przywiozą. Na przykład 3 kg wędliny i mięsa. I trzymać się tego przy pożegnaniu - wpakować im "na drogę" nadmiar: kanapeczki z krakowską podsuszaną, hamburgery na zimno... wink
      Pacta sunt servanda.

      Kornel
      • aqua48 Re: Pacta sunt servanda 09.04.14, 16:46
        kornel-1 napisał:

        >przy pożegnaniu - wpakować im "na drogę" nadmiar: kanapeczki z krakowską
        > podsuszaną, hamburgery na zimno... wink

        Oddawanie ofiarodawcom przywiezionych prowiantów jest niegrzeczne, nawet pod postacią kanapek.
        A wyrzucenie zostawionego mięsiwa może być dużo prostsze niż szukanie mu "domu" i upychanie po znajomych. I nie ma żadnego powodu za marnotrawstwo jedzenia obarczać winą autorki, to wina tylko i wyłącznie jej gości.
        • kornel-1 Re: Pacta sunt servanda 09.04.14, 17:10
          aqua48 napisała:
          > Oddawanie ofiarodawcom przywiezionych prowiantów jest niegrzeczne, nawet pod po
          > stacią kanapek.


          1. Dlaczego?
          2. Dlaczego w tej sytuacji?

          Trudno nazwać prowiant ofiarowanym ("prezentem"), gdyż służyć miał zaspokojeniu potrzeb także gości. Jeśli zapadły przed wyjazdem uzgodnienia odnośnie ilości prowiantu, to niedotrzymanie umowy powoduje określone konsekwencje.

          > A wyrzucenie zostawionego mięsiwa może być dużo prostsze niż szukanie mu "domu"
          > i upychanie po znajomych. I nie ma żadnego powodu za marnotrawstwo jedzenia ob
          > arczać winą autorki, to wina tylko i wyłącznie jej gości.


          Wyrzucanie pełnowartościowego jedzenia jest grzechem. Spytaj księdza. Jest również niemoralne i przyczynia się do wzrostu globalnego ocieplenia. Jeśli Ty wyrzucisz mięso do śmieci, to cierpią wszyscy. Ty też powinnaś odczuwać dyskomfort a nie szukać usprawiedliwienia w zachowaniu gości.

          Zdrowy rozsądek podpowiada, że nadmiar jedzenia - niechciany i nieuzgodniony - powinien zostać zagospodarowany przez gości.

          Kornel
          • aqua48 Re: Pacta sunt servanda 09.04.14, 17:38
            kornel-1 napisał:

            > Wyrzucanie pełnowartościowego jedzenia jest grzechem. Spytaj księdza.
            > Jeśli Ty wyrzucisz mięso do śmieci, to cierpią wszyscy. Ty też powinnaś odczuwać >dyskomfort, a nie szukać usprawiedliwienia w zachowaniu gości.

            A ja ani nie odczuwam dyskomfortu, ani nie szukam usprawiedliwień, robiąc to co uznam za słuszne. Zasięganie opinii księdza co do starych kabanosów może natomiast być uznane za prowokację i kojarzyć się nieprzyjemnie z powszechnie uznanym za obraźliwe określeniem kleru! Pozbycie się 3 kg mięsa nie zmieni klimatu ani orbity naszej planety.
            Uważam natomiast za kompletnie niewłaściwe obarczanie autorki odpowiedzialnością za zutylizowanie nieprzemyślanych i nieuzgodnionych z nią ilości prowiantu, który przywożą jej goście i wpieranie jej niemoralnego zachowania.

            > Zdrowy rozsądek podpowiada

            Autorka pytała o opinię pod kątem zasad s-v. A one niekiedy polecają zachowanie nieco bardziej skomplikowane niż to co podpowiada zdrowy chłopski rozum.
            • kornel-1 Re: Pacta sunt servanda 09.04.14, 18:34
              Nie odpowiedziałaś na dwa pierwsze pytania, odpowiedź byłaby uzasadnieniem Twojego stwierdzenia. Skoro go nie ma - to trudno.

              aqua48 napisała:
              > A ja ani nie odczuwam dyskomfortu, ani nie szukam usprawiedliwień, robiąc to co
              > uznam za słuszne.

              Może więc wątkodawczyni uczyni to, co uważa za słuszne?

              > Zasięganie opinii księdza co do starych kabanosów może natomiast być uznane za prowokację i kojarzyć się nieprzyjemnie z powszechnie uznanym za obraźliwe określeniem kleru!

              Dziwne. Skąd u Ciebie stare kabanosy? Rodzina przywozi stare kabanosy? Możesz to wytłumaczyć?

              > Pozbycie się 3 kg mięsa nie zmieni klimatu ani orbity naszej planety.
              Po raz drugi w poście używasz nieuprawnionego rozszerzenia wypowiedzi. Nie pisałem nic o orbicie ziemskiej.
              Ze swoimi sądami wpisujesz się w grupę osób twierdzących, że jeden śmieć na zaśmieci naszej planety.

              > Uważam natomiast za kompletnie niewłaściwe obarczanie autorki odpowiedzialności
              > ą za zutylizowanie nieprzemyślanych i nieuzgodnionych z nią ilości prowiantu, k
              > tóry przywożą jej goście i wpieranie jej niemoralnego zachowania.


              Utylizacja polega na zagospodarowaniu odpadów. Wyrzucenie pełnowartościowego mięsa na śmietnik nie jest utylizacją.
              >
              > > Zdrowy rozsądek podpowiada
              >
              > Autorka pytała o opinię pod kątem zasad s-v. A one niekiedy polecają zachowanie
              > nieco bardziej skomplikowane niż to co podpowiada zdrowy chłopski rozum.


              Na poparcie swych słów musiałabyś przytoczyć jakiś cytat. Owszem, wątkodawczyni zamieściła post na forum SV ale nie domaga się rozwiązania zgodnego z zasadami SV.

              Podtrzymuję stanowisko, że najlepszym rozwiązaniem jest uzgodnienie z rodziną wielkości dostaw.

              Kornel
    • kol.3 Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 09.04.14, 22:18
      Z Twojej relacji można wysnuć wniosek, że kiedyś tam w przeszłości miejscowe jedzenie Twojej przyjezdnej rodzinie niespecjalnie posmakowało i dlatego zaczęli wozić polskie mięso i wędliny. Przywożą w nadmiarze, bo nie chcą by zabrakło i nie chcą robić kłopotu. Powiedziało im się niezgrabnie, ale nie wyolbrzymiałabym problemu. Po prostu poproś aby przywozili mniej, niech jedzą co chcą, nie ma co przeżywać.
      Jest spora różnica w upodobaniach kulinarnych między Polakami a innymi nacjami. To co za granicą uchodzi za soczysty krwisty kotlet, w Polsce uchodzi za kotlet półsurowy i niejadalny.
      Co do baraniny, to niektórzy w ogóle jej nie jadają programowo, w Polsce jest mało popularna.
      Myślę, że problem się rozrósł bo nie darzycie się specjalną sympatią.
      • burina Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 09.04.14, 23:26
        To nie upodobania tylko 50 lat wypoadnięcia z obiegu, pustych półek w sklepach i takiej a nie innej polityki produkcji rolnej.

        Taka na przykład baranina, a jeszcze chętniej jagnięcina była chętnie jadanym mięsem, zwłaszcza na wiosnę (tak tak, symbolika religijna nie jest wyssana z palca), bo po prostu innego mięsa o tej porze roku nie było. Hodowanie owiec było powszechne. Za PRL konsekwentnie polikwidowano większość stad - 'prywatne' ostały się jedynie tam, gdzie nie powstały molochy PGR, a państwowe owczarnie były zjawiskiem niezwykle rzadkim. (Nota bene: co to znaczy nie jeść baraniny 'programowo'?)

        Przed wojną w Polsce hodowano kilkadziesiąt gatunków ziemniaków, w PRL wprowadzono stosowne regulacje i do dziś hoduje się tylko kilka i to tych najmniej szlachetnych, uznawanych niegdyś za pastewne. Tak samo się będziesz upierać, że Polacy lubią jeść paszę dla zwierząt i nic innego na pewno im nie zasmakuje?

        Także, z łaski swojej, nie rozszerzaj kołtuństwa lub nieobycia do cechy narodowej.
        • kol.3 Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 10.04.14, 08:09
          No i co ta rozprawka socjologiczna ma do poruszonego problemu?
    • agulha Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 10.04.14, 00:21
      Są osoby, którym kuchnia inna niż ich własna tradycyjna, narodowa nie odpowiada. Koniec. Kropka. Przykłady:
      - kolega z pracy, miał wtedy ok. 25 lat, byliśmy w delegacji goszczeni przez włoskich gospodarzy, prowadzani po dobrych restauracjach z elegancką kuchnią śródziemnomorską. Kolega grzeczny, więc uśmiechał się i chwalił, a na osobności wypłakiwał mi się w rękaw;
      - trzyosobowa grupka młodych profesjonalistów w Korei z wizytą w Poznaniu. Codziennie mknęli do wyszukanej przez Internet koreańskiej restauracji (oczywiście nie budy typu chińczyk). Jedna z nich powiedziała mi, że owszem, próbowała innych kuchni, ale koreańska jednak jej najbardziej odpowiada;
      - 10 lat temu na Costa Brava, na każdym rogu knajpka z brytyjskim żarciem. Najwyraźniej wyspiarze woleli swoje niejadalne paskudztwa niż znacznie obiektywnie smaczniejsze i zdrowsze potrawy katalońskie lub hiszpańskie (teraz nie wiem, czy w miejscowościach wczasowych króluje nadal kuchnia brytyjska, czy może rosyjska albo polska).
      "Można kupić wszystko" - możliwy opór rodziców może jednak wynikać z takich rzeczy, jak: duża odległość do większych sklepów (muszą prosić o podwiezienie), mały wybór w lokalnych; słaba znajomość miejscowego języka; przyzwyczajenie do kupowania w mniejszych sklepach z obsługą, a nie samoobsługowych (czyli, żeby kupić, co się chce, trzeba biegle znać lokalne narzecze, żeby umieć powiedzieć np. "czy ma Pani może kawałek ładnej polędwicy?").
      Kupują z zapasem, żeby na pewno nie zabrakło. Przy wyjeździe należy zapytać spokojnie, czy chcą zabrać "takie dobre rzeczy" z powrotem, można napomknąć (wszak to rodzice) "my niestety tyle tego nie zjemy, znacie nasze zwyczaje żywieniowe". Jeżeli wziąć nie chcą, można wyrzucić.
      • znana.jako.ggigus ano racja. jest takie niemieckie przysłowie: 20.04.14, 15:34
        chłop nie zje, czego nie zna i koniec. Nie ma się co upierań. Pobyt za granicą siłą rzeczy zmusza człowieka do otwartożci, więc jest się jako goszcząca osoba na pozycji uprzywilejowanej.
    • londynwarszawaparyz Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 22.04.14, 17:53
      wiesz, w ojczyznie dalej panuje przekonanie ze polskie gospodynie do swieconki wkladaja salami (bo polskiej kielbasy nie uswiadcza) i juz w lutym mysla jak tu nielegalnie sciagnac z kraju zakwas na zurek- glownie z pomoca polskich kierowcow, co to jezdza autokarami z rodakami w trasy dalekie (np Simbady takie).
      Ze ma sie to wszystko jak piesc do nosa to inna kwestia. Moze rodzina tak mysli? Moze nie chce probowac innej kuchni w zalozeniu ze tylo dobre to co polskie i polskiej tradycji swiatecznej musi sie stac zadosc? Jak swieta Wielkanocne kup jaja same i niech to gotuja i zra. Nic nie szykuj dla nich- sami niech sobie szykuja i robia, i jedza, zeby potem nie bylo... A najlepiej nie zapraszaj smile I zrob sobie swieta po swojemu smile
    • kora3 mam mieszane uczucia 25.04.14, 10:53
      bo na pewno uwaga rodziców na twoją sugestię, by nic nie przywozili była niegrzeczna.
      Ale samo to, że przywożą swój prowiant - niegrzeczne nie jest.
      Z tego co piszesz zrozumiałam, że odżywiając się inaczej niż rodzice nie widzisz potrzeby zapewnienia im na czas uch pobytu u was posiłków, które im pasują i smakują.
      Oczywiście - gospodarz ma prawo częstować czym chce, ale jeśli wie, że upodobania kulinarne gościa są skrajnie odmienne od jego własnych, to moim zdaniem powinien zadbać o to, by zaserwować gościom jedzenie, które będzie im po prostu smakowało. Tym bardziej, że mowa nie o parogodzinnej imprezie, a o parodniowym pobycie.

      Nie wszyscy ludzie lubią próbować obcej kuchni, nie każdemu musi smakować to, co Wam. Skoro rodzice przekonali się, ze podczas pobytu u was nie doczekają się tego, co w ich pojęciu jest smaczne, to przywożą swoje. Istotnie ilośc tego może zadziwiać smile ale przecież to ich sprawa, ich kasa wydana na to. skoro tego co zostaje nie zabierają z sobą, to zwyczajnie po ich wyjeździe możesz to wywalić, albo dać np. bezdomnym zwierzętom (o ile się nadaje).
    • jagienka75 Re: Goscie przyjezdzaja z wlasnym "prowiantem" 26.04.14, 00:52
      a teraz odwróćmy sytuację.
      autorka wątku jedzie do rodziców w PL i zabiera ze sobą kilka reklamówek jedzenia, które zjada tylko ona i jej mąż, natomiast nie bierze do ust tego, co jej rodzice przygotowali.
      no bo im nie smakuje.
      jak myślicie, co by się działo?
      • kora3 no własnie ciekawe 26.04.14, 10:12
        co byłoby, gdyby oni goszcząc u rodziców nie mogli liczyć z uch strony na jedzenie, które preferują. czy to z racji braku zainteresowania nimi i ich gustami kulinarnymi tychże, czy to z powodu trudności w zakupach danego produktu?
        ja naprawdę nie dostrzegam problemu autora/rki wątku. Ludzie wiedza, że oni takich produktów w domu nie mają, nie kupują, czy też produkty tego rodzaju dostępne w tym kraju odbiegają znacznie od tego, co oni lubią, to przywożą rodzime i czesc.

        Jedna z moich znajomych od kilku lat mieszkająca na stałe w Holandii zawsze z pobytu w PL zabiera sporo wędlin swojskiego wyrobu, bo jak twierdzi tam jest ogromna trudność w zakupie dobrej jakości wędlin. Nie wiem czy tak jest, bo raz byłam w Holandii, a wędlin nie jadam, ale jakoś nie sądzę, by kłamała.
        Z kolei przyjezdzajac tutaj przywozi z sobą sporo serów (czestuje nimi także znajomych), bo jej zdaniem w PL takich serów albo nie ma, albo o ile się na nie trafi, to sa gorszej jakości niż holenderskie.
        Czy to jest jakiś problem?

        Owszem, odpowiedź na pytanie dlaczego rodzina przywozi z sobą wałówkę byłą niegrzeczna - przyznaję. Ale moim zdaniem niegrzeczne też jest oczekiwanie, że goście będą zajadać się tym, co lubia gospodarze, tym bardziej, że gospodarze ci wiedzą, że to co preferują w kuchni nie odpowiada gościom. Jasne - gospodarz ma prawo częstować czym chce, ale wg mnie powinien liczyć się z gustami gości, jeśli je zna (a tu zna), tym bardziej, ze nie idzie o parogodzinną imprezę, a o kilkudniowy pobyt.
        • znana.jako.ggigus ale to jest inna sytuacja - 27.04.14, 10:56
          znajoma lubi dobre wędliny i sery i zaopatruje się w ww prosukty tam, gdzie je dostanie (Pl albo Holandia).
          rodzice autorki wątki nie chcą jeść tego, co tam jest.
          Mnie by to też frustrowało - człowiek się stara, kupuje, co dobre, a rodzice - strajk.
          • kora3 Ależ zupełnie - nie :) 27.04.14, 11:50
            znana.jako.ggigus napisała:

            > znajoma lubi dobre wędliny i sery i zaopatruje się w ww prosukty tam, gdzie je
            > dostanie (Pl albo Holandia).
            > rodzice autorki wątki nie chcą jeść tego, co tam jest.


            No, a kolezanka nie chce jesć tego co jest dostępne tam w postaci wędlin oraz tego co jest dostępne tu w postaci serów.
            Holender może sobie uważać, ze ich wędliny są pyszne, a kolezankia wybrzydza, ale ONA uważa, że są be wobec polskich. Podobnie - Polak może uważać, ze mamy pyszne sery, a ONA wybrzydza, a jej bardziej smakują holenderskie sery.

            > Mnie by to też frustrowało - człowiek się stara, kupuje, co dobre, a rodzice -
            > strajk.


            A dla mnie to czepialstwo i brak zrozumienia. Jak wspomniałam - nie każdy lubi obca kuchnię. jeśli wiemy, ze nie lubi to goszcząc taką osobę powinnismy ja rozumieć i postarać się żywić tak, jak lubi.
            Ja jestem wege, ale jeśli goszczę mięsożernych to serwuje mieso. Bo przyjecie robię nie dla siebie, tylko dla goszczonych. podobnie - gdy jestem u mojej mięsożernej matki to dostaję bezmięsne posiłki, choć dla mojej mamy obiad bez miesa to nie obiad, a przystawkasmile
            • znana.jako.ggigus no tak 27.04.14, 12:57
              ale koleżanka uważa, że węDliny są lepsze. jak się skończą jej polskie wędliny i w polskim sklepie akurat nie dostanie, nie ogłosi strajku. A rodzice nie chcą jeść, nie jedli, nie spróbują. Przywiozą swoje, bo lepsze.

              No coś,jeśli ktoś nie chce jeść niwswojego jedzenia, to nie musi opuszczać progu swego mieszkania/kraju. Tak to jest że będąc z wizytą, je się, co się dostanie. Rodzice u znajomych polskich zapewne jedzą, jest to więc zapewne awersja na obce jedzenie.

              Ale Ty uważasz inaczej i masz prawo.
              Podawania mięsa jako wege gościom nie skomentuję, bo nie chcę kolejnej dyskusji. Twoja sprawa co komu podajesz i dlaczego.
              • mantis_after_dinner Re: no tak 27.04.14, 15:27
                Ja zabawilam dwa tygodnie na wakacjach, a widze ze watek zaczal zyc wlasnym zyciem smile

                W dodatku, jak to na forach bywa - wiekszosc zaczela snuc wlasne domysly i powstala historia nie z tej ziemi.

                by nieco wyprostowac:
                - tak - wydaje mi sie, ze tak naprawde problem jest w komunikacji. Moi rodzice naleza do pokolenia konwenansow rozumianych niestety w tym negatywnym sensie tzn. nie mowia chyba co mysla albo nie zawsze mowia co mysla, stad ciezko sie domyslec niekiedy, co jest szczere, a co nie. Jak znam moja mame, to rzeczywiscie "najpiekniejsze sa te melodie, ktore juz znamy". natomiast ojciec ma nieco inaczej: jest ciekawy swiata i lubi probowac nowe rezczy (zwlaszcza jedzenie - nawet gdy grozi to niestrawnosci czy przy przelykaniu nalezy zamykac oczy wink ). Przy kazdych ich odwiedzinach slyszalam, ze fajnie jest tu przyjechac, bo mozna poprobowac nowych rzeczy. I tutaj kloci sie z tym komunikatem ta szynka i kielbasa, bo wyglada na to, ze albo komunikat nieszczery albo ta kielbasa rzeczywiscie dla nas. Nie wiem ...
                - w kazdym badz razie nie serwowalam im nigdy osmiornic i krewetek. Co najwyzej pieczona jagniecine labo mergezy z grilla, co przeciez nie jest zadnym hard corem.

                Dziekuje wszystkim za wypowiedzi.
                Na nadchodzaca wizyte wymysle cos po srodku, ale pierogow raczej lepic nie bede.
                • znana.jako.ggigus czyli mama kontroluje poczynania 27.04.14, 15:47
                  tatysmile, że sie pobawię w domysły.
                  Może jakoś wzmacniaj zapędy taty? bo po prostu szkoda czasu, energii, nakładu pracy, a prezde wszystkim szkoda frajdy ze spróbowania czegoś nowego.
                  • mantis_after_dinner Re: czyli mama kontroluje poczynania 27.04.14, 18:40
                    tak - na kazdym kroku i w kazdej dziedzinie zycia, a przede wszystkim finansowej.

                    Jak sa u nas, to probuje nieco to robic. Natomiast poza tym chyba przestalam sie w to angazowac. Tak sobie wybral - jego klopot i jego zycie. Szkoda czasu - walka z wiatrakami.

                    Ale to juz temat na chyba inne forum ...
                    • znana.jako.ggigus Re: czyli mama kontroluje poczynania 27.04.14, 19:09
                      ano związek kontrolowany. Ano nie to forum i niestety, tylko on może się wydobyć.

                      pozdrawiam
                • kora3 Nadal nie pojmuje Twego problemu 28.04.14, 08:43
                  no może poza tym, że uwaga rodziców (jednego z nich) na zaptranie Twoje była dość niegrzeczna (delikatnie mowiac).
                  fakt, ze ilości jadła, jakie przywożą z sobą są spore, ale czy to naprawdę taki kłopot? Z tego co piszesz bywają raczej rzadko, wiec można znieść zajęte tym miejsce w lodowce.
              • kora3 Nawet gdyby 28.04.14, 08:30
                znana.jako.ggigus napisała:

                > ale koleżanka uważa, że węDliny są lepsze. jak się skończą jej polskie wędliny
                > i w polskim sklepie akurat nie dostanie, nie ogłosi strajku. A rodzice nie chcą
                > jeść, nie jedli, nie spróbują. Przywiozą swoje, bo lepsze.


                tak było Ggigus, jak piszesz, to nadal człowiek ma prawo mieć swoje gusta kulinarne.
                >
                > No coś,jeśli ktoś nie chce jeść niwswojego jedzenia, to nie musi opuszczać prog
                > u swego mieszkania/kraju. Tak to jest że będąc z wizytą, je się, co się dostani
                > e.


                No nie - ja jako wege nie jadam potraw mięsnych. O ile pamiętam, to Ty też chyba jesteś wege. No i? Jak ktoś serwuje ci cos mięsnego, na bazie mięsnej, to jesz? Bo ja nie. Tak samo nie jadam słodyczy, czy potraw "na słodko" typu naleśniki ze słodkim nadzieniem, pierogi takież. Tymczasem zarówno mieso, jak i takie potrawy na słodko jada się w moim rodzinnym domu i tamże serwuje.
                Gdybym moja mama (a za życia ojca oboje rodzice) wiedzac, że miesa i na słodko nie jadam podawała mi podczas wizyt u niej takie jedzenie, to uznawałabym to za brak dbałości o mnie, a może i złosliwosc!
                >
                > Ale Ty uważasz inaczej i masz prawo.

                A Ty jadasz mieso, będąc wege, bo ktoś Cię częstuje?

                > Podawania mięsa jako wege gościom nie skomentuję, bo nie chcę kolejnej dyskusji
                > . Twoja sprawa co komu podajesz i dlaczego.


                a to nie komentujsmile ja jestem wege a nie cały swiat. Jeśli ja oczekuję poszanowania moich gustów kulinarnych, to szanuje też gusta innych - prostesmile
                • znana.jako.ggigus Twoje rozważania na temat 28.04.14, 23:55
                  tego, co jem, nie należą do tematu.
                  • kora3 to nie sa rozwazania i nie masz się co nadymać:) 29.04.14, 10:00
                    to są fakty, które sama z własnej i nieprzymuszonej woli tu podałaś. Jeśli się do nich odnoszę, to tylko w celu lepszego zobrazowania sytuacji, a nie "zajmowania się twoją osobą"smile
                    • znana.jako.ggigus to, co jem i co robię nie należy do 29.04.14, 12:09
                      tematu. Nadal.
                      Do tematu nie należy również stan mojej psyche podczas pisania postów.
                      Do tmeatu nie należy Twoja osoba i Twój ton też, wiec powstrzymam się od komentarza Twych poczynań.
                    • urko70 Re: to nie sa rozwazania i nie masz się co nadyma 29.04.14, 12:17
                      kora3 napisała:

                      > to są fakty, które sama z własnej i nieprzymuszonej woli tu podałaś. Jeśli się
                      > do nich odnoszę, to tylko w celu lepszego zobrazowania sytuacji, a nie "zajmowa
                      > nia się twoją osobą"smile

                      smilesmilesmile
                      • znana.jako.ggigus obrazujesz sytuację, urko? 29.04.14, 12:22

                        • urko70 Re: obrazujesz sytuację, urko? 29.04.14, 13:29
                          znana.jako.ggigus napisała:

                          >

                          Tak, pewną sytuację tak. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka