Muszę się Was poradzić, w sumie nie wiem, czy dobre forum wybrałam, ale tu duży odzew jest

Otóż, pewien trzydziestoletni "pincset plus" - dosłownie, ponieważ nie pracuje i żyje tylko z tego (sorry, ma chyba jeszcze rentę, gdyż jest alkoholikiem i "nie moze" pracować), naplul mi w miejscu publicznym w twarz oraz zwyzywal od najgorszych. Jakie to były przekleństwa, proszę sobie wyobrazić... O co poszło? O to, iż nie życzylam sobie, by mój partner miał z nim kontakt po tym, gdy "pincset plus" nie chciał mu oddać sprzętu, który pożyczył, a który jest wart kilkaset złotych. Po tym wszystkim bezczelnie jeszcze zaczął się stawiać i wymyślać, że sprzęt odda, gdy mój partner odda pieniądze, które rzekomo pożyczył od jego konkubiny. Oczywiście żadne pieniądze pozyczane nie były, konkubina nawet nie wiedziała o co chodzi, gdy ja o to zapytaliśmy... Po dlugim czasie dopraszania sie sprzet jednak oddal, niestety ubrudzony od farby i gladzi... Nie jest to nasz zaden kolega, ot mieszka taki nad nami i niestety czasem nachalnie przylazil, z reguły by coś pożyczyć właśnie. Poza tym wiecznie widać go pod sklepem, jak zebrze u ludzi o papierosa bądź drobne na piwo.
Ok, wracając do pozyczonego sprzetu... Po tym zajsciu oswiadczylam memu partnerowi, by zerwał jakikolwiek kontakt z tym osobnikiem - w końcu chciał go okraść oraz wrobic w jakiś nieistniejący dług... Poza tym jest to też zwykły lump i nie życzę sobie tego typu "znajomych". Ok, myślałam, że to będzie dla mego faceta oczywiste. Zauważyłam jednak, że od pewnego czasu znów zaczynają ze sobą gawedzic, co doprowadzalo mnie do furii. Miarka przebrała się jakieś dwa tygodnie temu, gdy w osiedlowym sklepie zauważyłam, że wymieniają ze sobą zdania. Tak mnie to zdenerwowalo, że głośno zwróciłam memu partnerowi uwagę, że miał nie utrzymywać jakichkolwiek kontaktów z tym typem, po czym wyszłam ze sklepu. "Pincset plus" wybiegł wtedy za mną ze sklepu i zaczął rzucać pod adresem mojej osoby najbardziej ordynarnymi obelgami jakie można sobie wyobrazic... Mój partner w tym czasie płacił za zakupy i wyszedł po chwili kierując się w stronę domu. Oczywiście wzburzona opowiedzialam mu o całym zajsciu. Niestety, jego reakcja była zupełnie inna niż się spodziewałam... Zamiast wrócić się, by stanąć w mojej obronie, zaczął winę zrzucać na mnie, że mogłam "nie zaczynac". Matko, zwyzywano jego "kobiete", a ten nic!!! Poczułam się strasznie. Jakby tego było mało, lump znów zaczął zwać pod moim adresem spod sklepu. Wróciłam się, by powiedzieć mu swoje i wtedy właśnie zostałam opluta. Partner nic na tę sytuację, został tam gdzie stał i powiedział, że w związku z tym nie słyszał, abym była wyzywania, gdyż był za daleko. Bardzo się tego wieczora poklocilismy, było mi niezmiernie żal, że nawet słowem nie odezwał się w mojej obronie...
"Wisienką na torcie" jest jednak to, iż oni że sobą (sic!!!) rozmawiają!!! Ponoć lump powiedział memu partnerowi, by mnie w jego imieniu przeprosił, a mój facet w związku z tym stwierdził, że sprawa jest "zalatwiona". Co byście zrobili na moim miejscu? Nie potrafię wybaczyć partnerowi takiej nielojalnosci, przecież ten ktoś nie powinien istnieć dla niego... Czy zbyt wiele rzadam, gdy mówię, że nie powinien nawet zwracać na niego uwagi po tym zajsciu, by traktował go jak powietrze? Zastanawiam się, czy od niego nie odejść... Czuje się bardzo upokorzona...