Dodaj do ulubionych

Pożalę się znów

16.06.10, 21:49
Barbra już kiedyś ode mnie słyszała, że niemiła mi jest "współpraca" z Koterią.
Panie zachowywały się tam tak, jakby robiły mi jakąś wyjątkową grzeczność przyjmując umówionego kota.
Wiecznie był problem z czymś, cokolwiek miałoby to znaczyćwink
Ponieważ często gęsto towarzyszy mi mój M, wiem, że nie jestem jakoś przewrażliwiona, panie tam są niegrzeczne.
Ale to co dziś mnie spotkało, przekracza wszelkie granice.
Otóż przywiozłam w (umówionym dniu) kota, owszem później niż "zalecane" godziny poranne, bo i nie miałam jak, i kot łaskaw był przyjść na działkę dość późno, na działce zaś łaził godzinę wokół klatki-łapki zanim wszedł.
No, ale bardzo mi zależało, bo i zaniedbany był i trochę pobity - widać, że walczący samiec, więc bardzo chciałam właśnie jego upolować, coby kotek nie zapładniał.
Trochę z duszą na ramieniu, dojechałam. Pani, która zazwyczaj na mnie krzyczała była dziś ujmująca. Więc się rozluźniłam( a muszę Wam powiedzieć, że każda moja wizyta w Koterii kosztuje mnie ogromne nerwy), pani wydziwia nad kotem, bo okazuje się, że samiec i do tego prawie szylkret, co się nie zdarza. Wydziwia w sensie pozytywnym....
I jak na złe woła panią Doktor, a ona jak na mnie nie wsiądzie, że za późno, że co to ma znaczyć, że to, tamto i owamto...
No, to ja grzecznie powiadam do Pani Doktor, że czekałam na kota, że po 24 godzinach pracy, że korki i że autobusem z Siekierek(a wcześniej z Białołęki), i że mi zależało, bo to rozpłodowiec.
A ta, sorry - smarkula(w wieku moich dzieci mniej więcej)drze się coraz głośniej i po chamsku.Więc mówię spokojnie, że proszę na mnie się nie wydzierać - bez efektu, a właściwie z efektem odwrotnym. Wchodzi na coraz wyższe tony. Powiadam więc owej paniusi, że rozmawiałam z Panią Prezes(mogłam pomylić się w hierarchiach, bo podobno to Pani Kierownik)i usłyszałam od niej, że jeśli tak się zdarzy, że kot da się złapać później, to trudno - nie martwić się, przywieźć i już.
A Pani wrzeszcząca drze się, że to niemożliwe, że ona zadzwoni do Pani Kierownik, a poza tym one też jest kierownikiem....blablablabla....i jakie jest moje nazwisko, toż podałam, bo czego jak czego, ale tożsamości się swej nie wstydzę.
Tak czy inaczej, nie dałam się sprowokować, bo krew by się polała, jestem cierpliwa - do czasu, potem bywam bardzo niegrzeczna, a taką osobę potrafiłabym uderzyć.
Prawdopodobnie zbladłam jak płócienko(jak mnie furia dopada, to naprawdę jestem biała na gębie)bo Pani, która zwyczajowo marudziła i narzekała, dziś pogłaskała mnie po ręku i szepnęła"przepraszam, niech się pani nie przejmuje".
Na koniec pani Doktór kilkakrotnie wrzasnęła "czy pani mnie słucha?" i "proszę mnie nie lekceważyć". Zgodnie z prawdą powiedziałam, że już nie słucham, bo skończyłam z Panią "rozmawiać", załatwiłam sprawy papierkowe i wyszłam.
Czułam się jak śmieć. Podobno w pracy(i nie tylko) bywam zasadnicza, "prokuratorska" itd.itp.
Pracuję z trudnymi ludźmi(alkoholicy), bywa, że rzucą we mnie grubym słowem, bywa, że ja muszę kogoś zdrowo opierdzielić, ale przy tym koncercie jakim mnie dziś uraczono, to ja jestem Janko Muzykant i cichuteńka msza żałobna.
Przykre, i żenujące.
No to się wyżaliłamuncertain
Obserwuj wątek
    • 0ffka Re: Pożalę się znów 16.06.10, 22:19
      Czy Koterie hołubią obecne władze stolYcy?
      Ktoś tutaj na forum napisał pamflet na ten temat ,jaką to mamy pro kociarską
      władzę aktualnie, ponieważ dała jakieś dotacje dla Koterii o ile to prawda a nie
      ploty... Może Koterii palma odbiła dzięki temu? Sądzą, że mają "plecy"?
      • wladziac Re: Pożalę się znów 16.06.10, 22:26
        gburowatość na porządku dziennym jest ale szczególnie przykro kiedy człowiek
        działa w tak dobrej wierze i intencji,współczuję bo to strasznie przykre
        zdarzenie,na niektóre sytuacje trudno jest się uodpornić,trzymaj się
    • kena1 Re: Pożalę się znów 16.06.10, 22:52
      Ja chciałam kiedyś pożyczyć od nich klatkę łapkę, tylko tyle. Nie mieli wolnych
      terminów, więc stwierdziłam że jak mi się uda złapać kotkę to podleczę ją i
      wysterylizuję na własny koszt u weterynarza. Trafiłam na panią, która zrobiła mi
      wykład pt. "czy pani myśli, że zwykły weterynarz będzie zajmował się dzikim
      kotem? mowy nie ma!! jak pani to sobie wyobraża? że tak bez problemu ktoś pani
      tego kota przyjmie? pewnie agresywnego kota?" Mówiła to tonem, jakby miała mnie
      za idiotkę uncertain
      Zgłupiałam lekko, zadzwoniłam na Białobrzeską, gdzie chciałam kotkę zawieźć i
      okazało się, że w ogóle żadnego problemu z tym nie ma!
      Na szczęście następny kontakt z koterią był lepszy i bezproblemowy, inna pani
      bez problemu wypożyczyła mi klatkę, bez przesłuchiwania mnie po co, na co i
      dlaczego. No, ale ten wykład, a w zasadzie połajanka na początku uncertain Czy oni
      myślą, że są jedynymi, którzy zajmują się sterylizacją kotów wolno żyjących?
      • 0ffka Re: Pożalę się znów 16.06.10, 23:18
        Ale prostactwo! Ja o dziwo znam weterynarzy, którzy z lepszy lub gorszym
        skutkiem zajmą się całym sercem dzikim kotem. Są to dwie lecznice warszawskie a
        pewnie jest ich więcej!
    • fettinia Re: Pożalę się znów 17.06.10, 09:17
      Wspolczuje Wadero..
      Nie cierpie takich ludzi,ktorym sie pomieszalo w lepetynach tylko dlatego,ze
      literki przed nazwiskiem maja..
      Kiedys sie brzydko mowilo "wyzej s** niz d*** ma"..
      Wiem,ze czujesz sie okroponie,ale olej-to nie ta klasa-szkoda nerwow.
      kiss
    • marzenia11 Re: Pożalę się znów 17.06.10, 11:04
      Jakoś obawiam się, ze ta pani doktor taka po prostu jest i z charakteru i z powodu ogromnych kompleksów. W tamtym roku we wrześniu zadzwoniłam do Koterii jako miejsca, gdzie zajmują się wolnożyjącymi kotami, aby ZAPYTAĆ (a nie poprosić o pomoc czyli zrobienie czegoś) jak można leczyć dzikie koty które mają kk. Zadzwoniłam prostu do pani doktor, no bo kto jest bardziej kompetetny? W odpowiedzi usłyszałam wykład długi, który można podsumować: wolnożyjących kotów się nie leczy, a jeśli ja się dziwię to znaczy ze się nie znam i nie miałam do czynienia z dzikim kotem a poza tym dowiedziałam się, ze koteria zajmuje sie tylko i wyłącznie sterylizacją i kastracją a nie leczeniem kotów.
      No to zadzwonilam do weta, rozmawiałąm 4 minuty, kazał przyjechać po receptę na unidox i powiedział, ze to bardzo dobry lek dla dziczków właśnie, często używany i skuteczny.
      I uratowałam dwie kocie rodziny co najmniej dwa razy.
      • kromisia Re: Pożalę się znów 17.06.10, 11:51
        To bardzo przykre, ze w miejscach gdzie powino pokazywac sie dobry
        przyklad ludzie sa tak potworni. Jak taka osoba moze pracowac w
        takim miejscu?? Jak ona sterylizuje te koty? Jakos nie potrafie
        wyobrazic to sobie sad
        Nie trudno jest mnei wyprowadzic z rownowagi, wiec obawiam sie, ze
        gdybym byla na Twoim miejscu pewnie kobieta nasluchalaby sie za
        wszystkie czasy. Tym bardziej podziwiam Cie za dyplomatycznie
        poprowadzona rozmowe smile
        Mnie ostatnio przykro zrobilo sie w schronisku. Kiedys chodzilam
        regularnie, ostatnio bylam w lutym..no tak sie zlozylo, ze inaczej
        nie moglam. Wielu wolontariuszy nie maja, a i ja jestem jedyna Polka
        i w dodatku organizuje dla nich zbiorki. Wiec tak latwo nie mozna
        mnie zapomniec. A tutaj przychodze ze znajoma zeby wyprowadzic
        pieski,a paniusia do mnie, ze ja chyba u nich w rejestrze nie
        istnieje, ze tamto i siamto. Ze ona w ogole mnie sobie nie
        przypomina, co ja mowie, w zyciu mnie nie widziala...NO to ja jej
        grzecznie mowie, ze zorganizowalam 4ta zbiorke i mam zamiar przywiez
        im to wszystko...a ta tym bardziej zdziwiona. Noz kurde!! Sorry, ale
        mnie np. byloby ciezko zapomniec, ze ktos przez kilka razy
        przyjezdzal samochodem zapchanym do granic mozliwosci i posylalm im
        pozniej ponad 50 zdjec ze schroniskowymi zwierzakami! Nie oczekuje
        fanfarow, oskara czy podziekowan z kwiatami. Jedynie troche
        szacunku..
        Dlatego wkurzona napisalam do prezydenta schroniska, ktory jako
        jedyny jest bardzo mily i pamieta o tych zbiorkach, ze jest mi
        przykro i takie tam bla bla bla. Uprzedzilam, ze w sobote zawioze
        dary. No i zawiozlam je. Paniusia, ktora "nie rozpoznawala" mnie
        zarzucala "tylkiem" na wszystkie strony, z wielka laska otworzyla
        brame i nawet nie uslyszalam "dziekuje". Jedynie panowie sprzatajacy
        wyszli pomoc i mile porozmawialismy.
        Nie wiem czy ludzie widzac tyle krzywdy wyrzadzanej zwierzakom tak
        sie uodparniaja, ze staja sie chamscy czy jest jakis inny powod. No
        nie wiem.
        • macarthur Re: Pożalę się znów 17.06.10, 13:28
          choć osobiście jeżdżę do Koterii jak na ścięcie muszę stanąć w ich
          obronie,rzeczywiście współpraca z nimi jest trudna i wymaga dużo
          pokory niemniej trzeba przyznać że sam projekt Koterii jest
          pionierski i nie ma porównania w skali kraju tak więc jakakolwiek
          krytyka będzie bardzo subiektywna,robią mnóstwo sterylizycji,czasami
          trzeba czekać miesiąc w kolejce,jest to praca nie do przecenienia,na
          pewno są to niewyobrażalne koszty które trzeba pokryć,więc trudno
          się dziwić że nie chcą a właściwie nie są w stanie już leczyć kotów,
          pani doktor to rzeczywiście babka z wielkim temperamentem ale nie
          można jej zarzucić niekompetencji z żadnym sterylizowanym tam kotem
          nie miałem później problemów a pomylić się może każdy ludzi
          nieomylnych nie ma dlatego słowa krytyki są na pewno wskazane ale
          też nie można odmówić im uznania i pochwały że im się chciało że
          dali radę i że dzięki ich pracy będzie mniej kotów przejechanych
          przez samochody a konstruktywną krytykę można złożyć na ręce Prezesa
          (a właściwie chyba prezeski smile tej Fundacji
          • wadera3 Re: Pożalę się znów 17.06.10, 14:22
            macarthur napisał:

            > choć osobiście jeżdżę do Koterii jak na ścięcie muszę stanąć w ich
            > obronie,rzeczywiście współpraca z nimi jest trudna i wymaga dużo
            > pokory ...


            A może znasz choćby jeden maluśki powód, dla którego, łapacze mamy być wobec pań
            tam pracujących pokorni?
            Nie zarzucam nikomu stamtąd żadnej niekompetencji, w kwestiach merytorycznych,
            mówię o chamstwie i kompletnym braku umiejętności współpracy z ludźmi. Sam brak
            tej umiejętności można przełknąć, ale już dobrej woli coby to zmienić - zero.
            Pani doktor, może i z temperamentem, ja mam nie mniejszy, a prawdopodobnie sporo
            większy, ale na litość boga, nie zasłaniaj chamstwa temperamentem.
            A gdyby mnie wychowano inaczej niż wychowano, a właściwie gdyby mnie wychowano
            tak jak ową panią, to czy ktoś by mnie rozgrzeszył za danie owej paniusi w
            mordę? (No, bo ja babka z temperamentem....)
            Tam się kłania fatalna organizacja i brak jakiejkolwiek logistyki.


          • marzenia11 Re: Pożalę się znów 18.06.10, 00:36
            macarthur napisał:

            ,na
            > pewno są to niewyobrażalne koszty które trzeba pokryć,więc trudno
            > się dziwić że nie chcą a właściwie nie są w stanie już leczyć kotów,

            NIE CHCIAŁAM U NICH LECZYĆ KOTOW - CHCIAŁAM SIE DOWIEDZIEĆ JAK MAM JE LECZYĆ, BO NIGDY WCZESNIEJ TEGO NIE ROBIŁAM.

            a konstruktywną krytykę można złożyć na ręce Prezesa
            > (a właściwie chyba prezeski smile tej Fundacji

            ZŁOZYŁAM KONSTRUKTYWNĄ, JAK NAJBARDZIEJ - PANI DEREKTOR DOKŁADNIE MI ODPISAŁA TO SAMO CO POWIEDZIAŁA PANI DOKTOR.

            JA BYM NIC NIE PISAŁA - TYLKO WYOBRAŻAM SOBIE, ŻE DZWONI TAKI ZWYIKLY CZŁOWIEK DO KOTERII, KTÓRY NP. CHOREGO KOTA ZNALAZŁ. I JESLI UZYSKA TAKIE INFORMACJE JAK JA TO NIE WIEM CZY SIĘ TYM KOTEM DALEJ BEDZIE ZAJMOWAŁ.
    • garraretka A jak się ta pani nazywa? 17.06.10, 19:23
      A ja bym chciała znać nazwisko owej pani weterynarz.

      A następnie wysmarowałabym na nią skargę - czy to do władz miasta (o ile miasto
      finansuje tę organizację) czy przynajmniej do władz Koterii.

      Ale nazwiska na forum bym nie pominęła. Z bardzo prostej przyczyny - ta pani
      pewnie ma (albo będzie mieć) również prywatną praktykę - a złych
      weteryn(lek)arzy należy się wystrzegać.
      • salimis Re: A jak się ta pani nazywa? 17.06.10, 21:58
        garraretka napisała:
        Z bardzo prostej przyczyny - ta pani
        > pewnie ma (albo będzie mieć) również prywatną praktykę - a złych
        > weteryn(lek)arzy należy się wystrzegać.

        Jeśli dobrze odczytałam to pani weterynarz jako fachowiec w swoim zawodzie nie
        jest zła,chodzi bardziej o jej styl bycia.
        • wadera3 Re: A jak się ta pani nazywa? 18.06.10, 08:36
          Masz rację Salimis, nie wchodzę w czyjeś kompetencje, zakładam, że merytorycznie
          Pani jest bez zarzutu, i pewnie tak jest.
          Chodzi mi o zachowanie.
          A nazwisko widnieje na stronie Koterii.
        • garraretka Re: A jak się ta pani nazywa? 19.06.10, 00:41
          Jeśli masz do wyboru dwóch usługodawców świadczących usługi tej samej jakości, na tym samym poziomie 'fachowości', a różniące się jedynie sposobem obsługi klienta, to wybierasz tego miłego i uprzejmego czy raczej tego opryskliwego, aroganckiego i niegrzecznego?

          Bo ja zdecydowanie tego pierwszego.
          • salimis Re: A jak się ta pani nazywa? 19.06.10, 08:45
            Jeśli się nie mylę to w Koterii urzęduje jeden wet tak więc wybór żaden.
            • macarthur Re: A jak się ta pani nazywa? 19.06.10, 13:20
              prawda jest taka że oni i tak się nie wyrabiają z robotą, więc jak
              ktoś się na nich obrazi to dla nich lepiej
              sad
              • garraretka Re: A jak się ta pani nazywa? 19.06.10, 15:08
                To nie tłumaczy niegrzecznego, czy wręcz chamskiego, zachowania.

                Zapewne robią dużo dobrego - tego nie neguję. Zresztą jako fundacja - są
                zobowiązani do wypełniania zadań, określonych w ich statucie. Kwestia tylko jak
                to robią. Chamstwem i gburowatością zwolenników sobie nie zjednują.
                Jedna osoba oleje ciepłym moczem wrzaski pani Iwony Kłucińskiej-Petschl i wróci
                tam z kolejnym kociarstwem. Inna może się zrazić i olać i Koterię, i koty.
                • wadera3 Ciąg dalszy.... 19.06.10, 15:19
                  Dziś, ów okrzyczany kot był do odebrania, w miarę spokojnie jedziemy po
                  kota(pani doktor podobno w soboty nie bywa).
                  Wiedziony przeczuciem mój M mówi: "może zadzwoń czy na pewno można go odebrać",
                  mnie jednak instynkt zawiódł, stwierdziłam, że skoro w czwartek powiedziano, że
                  do oddania, to do oddania.
                  I oczywiście, kiszka - kot chory...w trakcie leczenia.
                  Co z tego, że pani powiada, że jest jej przykro, i że to wina złego przepływu
                  informacji(sama na to wpadłam), jeśli tłukę się przez kawał miasta z kontenerem,
                  i wszelkie moje plany biorą w łeb.
                  Pytam ja się wiec grzecznie, czemu nikt do mnie nie zadzwonił, pani owszem
                  przyznaje, że powinni, zaś pani nr II "ratując" sytuację podpowiada, że kot
                  zachorował wczoraj wieczorem(pewnie sam do nich wieczorem zadzwonił i sobie
                  zaordynował i podał antybiotyk).
                  Na pytanie, czemu nie zadzwoniono do mnie wieczorem, odpowiedzi braksad
                  Uczciwie Wam mówię, mało tam się znów nie popłakałam.
                  Dodam jeszcze, że kot z marszu wyglądał choro, ehhh gadać się nie chce.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka