była dzisiaj u mnie sąsiadka,która ma kotkę.kotka młoda,podwórkowa,bez sterylki.wiele razy już rozmawiałyśmy na ten temat,ale to oficjalnie kotka jej syna,więc ona za bardzo nie ma na kicię wpływu.
kota miała młode(bo chcieli,żeby raz miała),które w tajemniczych okolicznościach zniknęły.prawdopodobnie mąz tejże sąsiadki sobie z nimi poradził...chociaz mówiłam,że pomogę szukac domów
znowu rozmowa o sterylce,bo w końcu ten ten raz już miała,to moze jednak starczy...
ale nic,grochem o ścianę
dzisiaj więc u mnie była i tak w trakcie rozmowy rzuciła-a nasza kotka chyba będzie miec młode,bo leci do każdego kocura,który zamiałczy...

i teraz co-czekac,aż się urodzą i brac od niej,a nie ratowac inne koty?mogę teraz wziąc jakiegoś,im mniejszy tym bardziej będzie akceptowalny przez moją jamniczkę.kota jest przepiękna,z długim futrem,szylkretka.
ale co dalej? o sterylce już nie mam nowych argumentów,ten jej syn też się do tego nie kwapi.koty ukraśc nie mogę,bo siedzi na ich podwórku.
ktoś ma pomysł?