Dodaj do ulubionych

JA KOT vol.2

22.09.11, 20:11
mrrau, mrrraaauu, mrrrauuuu....

siedzę na kolanach u mojej Pani i piszę sobie.... STOP! coś trzeba wyjaśnić, żeby nie było nieporozumień.
Wiem o tym, że wiele kotów uważa, że to KOT jest PANEM CZŁOWIEKA. Prawdopodobnie mają rację. Wszystko zależy od tego, co sobie ustalą z człowiekiem, albo co mu narzucą.
Ale akurat u nas funkcjonuje taki model, że Pani jest Panią i kropka.
Pasuje mi to, nie jestem jakąś zagorzałą felinistką.
Zresztą wiele jej zawdzięczam, właściwie to uratowała mi życie.
Z najwcześniejszego dzieciństwa nie pamiętam nic. To się nazywa wypieranie złych wspomnień. Wiem tylko, że w TEN dzień miałam już dość życia. Byłam strasznie głodna, brudna, uszy miałam prawie zupełnie zatkane, a w moim futrze łaziły jakieś drobne stwory, których nie byłam w stanie złapać, i gryzły mnie bez litości.
Zatrzymałam się na chodniku i rozpłakałam. Każdy by się rozpłakał na moim miejscu. Gdzieś wysoko nade mną usłyszałam jakiś ruch, a chwilę później zza węgła wybiegła Ona. Zatrzymała się i zawołała "kici kici". Patrzyła przy tym na mnie i wyciągnęła rękę, więc wywnioskowałam, że mówi do mnie.
Podbiegłam.
Natychmiast wzięła mnie na rękę - nie było to trudne, bo mieściłam się na jej dłoni. Dłoń miała ciepłą, więc mój brzuszek natychmiast uruchomił funkcję mruczenia. Ona zrobiła wielkie oczy - i zaniosła mnie do domu, i postawiła na dywanie.
Omal nie umarłam ze strachu - w moją stronę podszedł wielki kudłaty potwór na czterech łapach - sam jego pysk był większy niż ja cała!!! Podkuliłam łapeczki i starałam się być jak najmniejsza - a Ona pogłaskała potwora i powiedziała "Kłopotku, to jest kotek".
Potwór obwąchał mnie swoim wielkim nosem ze wszystkich stron, a potem ułożył się przede mną i wlepił we mnie ślepia. Początkowo bałam się drgnąć, bo myślałam że on mnie pilnuje, ale jak spojrzałam uważniej, to przestałam się bać. On patrzył na mnie takim wzrokiem, jak kiedyś patrzyła na mnie moja mama. Chyba wiecie, co mam na myśli.

A tymczasem Ona gadała coś do małego czarnego pudełeczka. Potem wzięła mnie na ręce i wyniosła z powrotem na dwór!!! Ale nie postawiła na chodniku, tylko poszła do jakiegoś domu gdzie w zielonym pokoju czekała na mnie inna pani. Ta pani mnie obejrzała, stwierdziła, że jestem dziewczynką, mam miesiąc, ważę czterdzieści deko i mam świerzba w uszach. A potem mi odetkała uszy!!! Nareszcie!!! I jeszcze wsunęła mi do pyszczka jakąś plastikową rurkę i coś z tej rurki wypchnęła do mojej mordki. To było pyszne, i nie chciałam tej rurki wypuścić. A ona się śmiała, że pierwszy raz widzi, żeby kot tak chętnie łykał lekarstwo na robaki i że pewnie jestem strasznie głodna.
A potem zaczęła przekonywać moją Panią, żeby mnie zatrzymała. Pani się broniła, bo miała już dwa psy, wreszcie orzekła że pomyśli, a na razie porozwiesza ogłoszenia, że mnie znalazła.
W efekcie pomyślenia zostałam u niej.
Z Kłopotem zaprzyjaźniłam się od pierwszej chwili. Ten pies kocha wszystko co żywe! Mam nawet zdjęcie jak śpię leżąc na jego plecach. Z drugim psem nie miałam tak dobrego kontaktu, ale ten drugi to był niedołężny staruszek ze złamaną łapką, znaleziony na ulicy, podobnie jak ja. Na imię miał Supeł, już nie żyje. Aha, ja dostałam imię Duszka, bo jestem biała (tylko ogonek mam bury, i dwie łatki na głowie) a Pani znalazła mnie 1-go listopada. To jakieś ludzkie święto. I dobrze, że święto, bo gdyby to był zwykły dzień, to Pani byłaby w pracy i nie słyszałaby jak płaczę pod jej balkonem, i by mnie nie wzięła...
Pomyślałam też sobie, że skoro Ona zbiera zwierzaki z ulicy, to pewnie niedługo znów coś znajdzie i przywlecze.
O, zgania mnie sprzed komputera, bo musi z Kłopotem wyjść na spacer!
Jeszcze się odezwę!
Duszka
Obserwuj wątek
    • olinka20 Re: JA KOT vol.2 22.09.11, 21:06
      Piasia, pieknie to napisałas, az sie łezka w oku kręci.
      Ps. Moj pies ma na imie Supełwink
      • pi.asia Re: JA KOT vol.2 22.09.11, 21:28
        to nie ja pisałam, Olinko, tylko moja biała księżniczka wink Dziękuję w jej imieniu. Jutro pewnie znów się dorwie do kompa i ujawni coś z naszego życia wink

        Twój pies ma cudne imię smile
        • olinka20 Re: JA KOT vol.2 22.09.11, 21:35
          Czekam z niecierpliwoscią.
          Moj pies jest w ogole cudnywink
    • noirdesir2 Re: JA KOT vol.2 22.09.11, 22:16
      Cześć Duszko smile Ja, Kitka, dołączę się do opowieści jutro, jak Pani pójdzie do pracy, będę mieć cały dzień na pisanie smile Jak to dobrze spotykać dobrych ludzi w potrzebie smile Dobranoc!
      • pi.asia Re: JA KOT vol.2 23.09.11, 05:27
        Jestem, jestem!

        Dziś się poskarżę na moją Panią. Ogólnie jest kochana, ale raz zachowała się tak, że do tej pory robi mi się przykro jak sobie przypomnę, chociaż było to kilka lat temu.

        Byłam wtedy jeszcze bardzo młodym kotem, miałam trochę więcej niż pół roku. Pani wstała rano i poszła do łazienki, a ja wyszłam na uchylony balkon. A tam, wyobraźcie sobie, siedział WRÓBEL. Zanim się zorientowałam jak mam zareagować, już był w moich łapkach. Słowo daję, nie wiem, jak to się stało, przecież nikt mnie tego nie uczył! Mamy nie pamiętam, a Pani to nawet muchy złapać nie umie.
        No ale do rzeczy.
        Złapałam tego wróbla i poczułam się szczęśliwa - właśnie ze względu na moją Panią - do tej pory to zawsze ona mnie karmiła, a teraz wreszcie miałam okazję się odwdzięczyć! Byłam TAKA DUMNA!!!
        Uchwyciłam to pierzaste stworzenie w zęby, a nie było to łatwe, bo jedno skrzydło miał wolne i cały czas nim machał (cóż, nie miałam wprawy) i poszłam do łazienki gdzie myła się Pani.
        A Pani założyła okulary, coś krzyknęła (chyba z podziwu), wyjęła mi wróbla z mordki i - nie uwierzycie - WYPUŚCIŁA na balkon. Właściwie to się jej wyrwał i sam poleciał, ale wyraźnie miała zamiar go wypuścić! Zamarłam ze zdumienia - to moja pierwsza próba polowania, od razu udana i to jak! Ja jej zaniosłam ŻYWY pokarm! Złapać, zabić, i dostarczyć martwą mysz potrafi każdy kot, ale żywego wróbla złapanego na balkonie?
        Powiedziałam jej, że jest świnia i że nigdy więcej nic ode mnie nie dostanie.
        Słowa dotrzymałam.
        • ajaksiowa Re: JA KOT vol.2 23.09.11, 07:50
          Ktoś tu ma talent literacki.....Gratuluję ,bo przepiękne.
        • uleczka_k Re: JA KOT vol.2 23.09.11, 08:34
          Cześć, to ja, Kitka, czasami też nazywana Diabliczką.
          Moje człowieki to ogólnie porządne stworzenia: karmią mnie, czeszą, głaszczą, bawią się ze mną i podziwiają. Poczciwi ludzie, jednak niezbyt lotni umysłowo, bo też jak coś upoluję i postanowię się z nimi tym podzielić (na przykład wtedy, gdy przyniosą mi wyjątkowo smaczne jedzonko) to okazują obrzydzenie i wyrzucają moje prezenty. Jednak jestem wspaniałomyślna i nie obrażam się na długo, zawsze pozwalam się przeprosić jakimś smakołykiem.
          Poluję dosyć często i kiedy pierwszy raz znaleźli myszki pod drzwiami, to byli strasznie zdziwieni, ale wdzięczności jakoś tam nie zauważyłam, widziałam natomiast jak obie myszki zaliczyły lot łukiem na kompost. To nic, pomyślałam, że może nie lubią myszek, przyniosę sikorki: wszak takie kolorowe i ładnie ćwierkają (a to pomaga na gardło, sama próbowałam) - ale też nie. Potem przyniosłam jaszczurkę- udało mi się nawet wnieść ją triumfalnie do stołowego pokoju. Ach, to dopiero była awantura, gdy się zorientowali i wtedy już wypadki potoczyły się bardzo szybko: jaszczurka była jeszcze troszkę żywa i z powodu tej wrzawy zwiała pod meble. Głupia jaszczurka, no cóż, człowieki też niezbyt mądre. Zresztą, nie wiem czy zauważyliście to jak człowieki zachowują się gdy zmierza się w ich kierunku ze zdobyczą w pyszczku. Wtedy co sił biegną by zamknąć drzwi do domu. Nie rozumiem tego, to gdzie w końcu mam przekazać im mój podarunek? W trawie zostawić? I wyobraźcie sobie, że kiedyś tak właśnie zrobiłam: pozostawiałam myszki na trawniku, w różnych miejscach. Ale było paskudztwo, bo oni nie zauważyli i wzięli się za koszenie trawy na podwórku. Fuuuuuj, mówię Wam, mielone z myszek to okrrrropne obrzydlistwo. Ale człowieki dostały przynajmniej nauczkę - należy bezwzględnie zwracać uwagę na kocie podarki.
          Teraz kończę, ale jeszcze wrócę i opowiem Wam do czego przydają się ręczniki papierowe gdy kotu się nudzi.
          Pasmile
          • hanka20074 Re: JA KOT vol.2 23.09.11, 10:14
            Cudna bajka z happy endemsmile
            Masz kobitko znaczy "kociczko" talentsmile
    • noirdesir2 Re: JA KOT vol.2 23.09.11, 12:17
      Miauuu smile Witajcie!

      Jestem Kitka (widzę, że nie jedyna mam to imię). Z tego co czytam, polowanie na myszy i ptaki jest super sprawą! Ja jeszcze tego nie wiem, ponieważ żyję dopiero jakieś 4,5 m-ca, poza tym z mieszkania nie ruszam się dalej niż na balkon a tam jeszcze nie spotkałam tych pierzastych ani tych myszy. Czasem dzięki naszej słynnej kociej zwinności i szybkości udaje mi się wskoczyć na parapet, ten za oknem w sypialni! Jeju ale wtedy mam fajny widok, ale nie wiem czemu ludzie zawsze mnie szybko biorą pod pachy i ściągają z tego parapetu, mówią wtedy, że boją się, że spadnę, albo że dam nogę i tyle mnie zobaczą. Że ja mam spaść? Że ja mam dać nogę?? I że niby jak potem miałabym wrócić? Niee, ja od nich nie pójdę sobie smile gdzie indziej bym miała tak dobrze! Jak wychodzę na balkon, to widzę inne koty na trawie, na dole, jeden taki duży biało-szary, gruby i spasiony kot, a drugi mały taki jak ja i czarny, ten mały czasem patrzy na nas i miauczy i ludzie mu wtedy rzucają moje jedzenie, nawet nie mam nic przeciwko, mi wtedy też się pozaplanowe kąski trafiają.
      Ostatnio już od dwóch tygodni nie wychodziłam na balkon. Ludzie mówią, że to dlatego bo tam jest „remont”. Remont, to chyba ten facet co tam robi ten straszny hałas, i się kręci po balkonie od 7 rano do 17, poustawiał sobie rury i deski za balkonem i łazi po tym do góry i na dół. Ludzie zostawiają mi jedno okno trochę odsłonięte, żebym pilnowała tego remontu i potem zdawała relację, jak wracają z pracy. Od wczoraj remont powoli zabiera swoje hałaśliwe zabawki i przenosi się na balkony obok, do sąsiadów. Chyba jutro ludzie znów ustawią na balkonie doniczki z ziemią i z kwiatkami i będę mogła znowu kopać i kopać i kopać w tych doniczkach… aż się nie zorientują, że znowu ubrudziłam sobie moje wszystkie cztery białe skarpetki smile smile smile a teraz pokażę Wam siebie na zdjęciu, w pierwszy dzień jak przyjechałam do tego domu, gdzie teraz jest MÓJ DOM (i za mną widać to okno, przez które podglądam codziennie tego remonta na balkonie) : https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/dc/wf/j4ib/wh5AiwqAjyb3ZgxUUB.jpg bylam wtedy calkiem mala, ludzie mówia, ze ważyłam wtedy 800 gram. Wczoraj ważylam się z panią i ona mówiła, ze waże już "dwa czterysta", a na to pan z drugiego pokoju powiedział "kupiłem czarny ciągnik, kupiłem czarny ciągnik, pojemność dwa czterysta".... o co chodziło???
      • pi.asia Re: JA KOT vol.2 23.09.11, 19:18
        co jest grane???
        Wszystkie wpisy Duszki od razu się pojawiły na forum, a jak ja, Fraszka, pięknie opisałam moją historię, to minęło 15 minut i jej nie ma??? Co to za maniery ? Kogoś tu się faworyzuje i lansuje, tak???
        Węszę tu jakiś spisek.
        • pi.asia Re: JA KOT vol.2 23.09.11, 20:25
          Cześć Kitki!
          Miło wiedzieć, że jest nas tu dużo, a nie tylko ludzie i ludzie.
          Dziś wam opowiem, jak w domu pojawiła się Fraszka.
          Pani była w pracy, a ja od rana czułam, że COŚ się wydarzy. Nie muszę wam tłumaczyć, skąd wiemy i jak przeczuwamy pewne rzeczy, bo przecież też to potraficie.
          Jak już napisałam, Pani była w pracy, a w domu towarzyszył mi człowiek, który przycinał jakieś listwy.
          I nagle usłyszałam za oknem miauczenie kota. Żałosne, smutne, rozpaczllllllllllllllllllllllllll

          Granda i skandal. Najpierw mój wpis ktoś podstępnie kasuje, a teraz Duszka usiłuje mnie wyręczyć w opowiadaniu MOJEJ historii. Bo to było takkkkkkkk
          Fraszka, zwracam ci uwagę, że tu obowiązują dobre maniery. Wypada się przywitać a nie włazić komuś w pół słowa, jak jakaś wieśniara!
          Dobra, Duszka, niech ci będzie: Witam Wszystkich! Zadowolona? ...księżniczka cholerna... no więc było to tak, że wlazłam na drzewo. Nieważne po co, to moja sprawa. Byłam jeszcze bardzo młoda, jakieś cztery miesiące, i było to moje pierwsze drzewo, Bardzo Mądre Drzewo do Wchodzenia.
          Trochę na nim posiedziałam, aż postanowiłam zejść, i wtedy się okazało, że Drzewo jest Bardzo Głupie.
          Chwilę czekałam czy nie zmądrzeje, ale nie zmądrzało.
          No to zaczęłam wzywać odpowiednie służby, żeby się mną zajęły. Ale służby były chyba zajęte gdzie indziej.
          No to zaczęłam wołać ludzi.
          Ludzie byli głusi. Wszyscy.
          No to wlazłam wyżej, bo pomyślałam, że wśród liści nie widać mojego pięknego białego futerka w rude i czarne łaty.
          Ludzie byli ślepi.Wszyscy.
          No to zaczęłam ćwiczyć głos - prośba, groźba, rozpacz, strach, wściekłość.... i tak w nieskończoność, aż pod drzewem pojawili się Oni. Znów Duszka się wpycha, co jest?
          Ja tylko króciutko wyjaśnię - Pani wróciła z pracy i ten facet powiedział jej, że kot miauczy na drzewie już dość długo, i Pani zdecydowała "Wychodzimy"i ci "Oni" to byli właśnie Oni. Już znikam, opowiadaj dalej
          No. On zaczął włazić na Drzewo. O kocia morda, co to był za widok! Lazł jak łamaga, hałasował jak stado koni, ale jakimś cudem znalazł się koło mnie. Złapał mnie i zaczął ze mną schodzić. Zachowywał się jak kompletny matoł, bo robił to w ten sposób, że stawiał mnie na najniższej gałęzi jakiej mógł dosięgnąć, potem zsuwał się kawałek w dół, łapał mnie, stawiał na najniższej gałęzi, znów się zsuwał.... Nie pomyślał, idiota jeden, że gdybym chciała, to bym w mgnieniu oka wlazła z powrotem na górę. Miałam nawet zamiar to zrobić, ale w tym momencie złapał mnie znowu i podał Pani.
          Pani przyjrzała mi się, i mruknęła coś takiego, że najbardziej podobają się jej buraski, a dostała kota w łaty.
          No cholera mną zatrzęsła! Wpadła jej w ręce za darmo młoda, zdrowa, zgrabna trikolorka, prawie całkiem czysta i niemal bez pcheł, a ona wydziwia!!!
          Zaniosła mnie do domu - w którym już był kot! Znaczy się Duszka. Na mój widok uciekła do kuchni. W ciągu dwóch dni podbiłam całe mieszkanie, a ona przede mną wiała gdzie pieprz rośśśśśśś
          Za pozwoleniem, to nie było tak! Ja ci po prostu ustępowałam pola, żebyś nie stresowała się zanadto nowym miejscem, chciałam, żebyś poczuła się u siebie, mile widziana i w ogóle!
          No dobra, dobra, niech ci będzie. Ja i tak swoje wiem. W każdym razie miałam już gdzie mieszkać, i co jeść. Pani zresztą zrobiła wielkie oczy, jak dała mi jeść, i orzekła że jem jak pies, całą mordą. A NIBY CZYM MAM JEŚĆ??? Ja nie wydziwiam nad miską tylko zjadam co dają i robię to szybko, bo mam mnóstwo innych zajęć. No.
          Po trzech dniach namysłu Pani nazwała mnie Fraszka. Myślała o imieniu Confetti, ale mi się to nie podobało. "Fraszka" też jest taka sobie, ale niech już będzie. No.
          I tak wiem, że czasem mówi o mnie "torba bazarowa".....

          no a teraz zobaczymy, czy znów ktoś wytnie moją historię. oj, nie radzę, bo posypie się futro. No.
    • mysiulek08 Re: JA KOT vol.2 23.09.11, 21:05
      Hej futrzasta braci! Jestem Yoda, Kicia.Yoda. Yoda to moje oficjalne imie, do dokumentow, bo moje Malpy i tak nazywaja mnie Kicia, co mnie sie nawet podoba.

      Moja historia jest podobna do historii Duszki. Nie pamietam czy mialam dom, rodzenstwo, nie pamietam mamy. Pamietam tylko, ze bylo strasznie, przestawalam widziec, szlam na oslep, przedzieralam sie przez jakies krzaki, w koncu bylam juz tak zmeczona, ze usiadlam i zaczelam plakac. Uslyszalam jakis szum, chcialam isc w jego kierunku ale COS kazalo mi zostac tam gdzie bylam. Poczulam, ze cos mnie chwyta i podnosi, zabiera gdzies i swiat mi ucieka. Jestem cichutko ale czuje ciagle to COS i choc troche sie boje to wiem, ze bedzie dobrze.

      Minela chyba cala wiecznosc az stanelam na wlasnych lapach i nawet siusiu zrobilam. Przy oczach poczulam cieplo, cos bylo miekkie i cieple i odzyskalam wzrok! Widzialam!
      Co zobaczylam? Zobaczylam trzy duze Malpy, ktore pochylaly sie nade mna, cos mowily cicho, spokojnie, radosnie. Chwile potem dwie Malpy znikly a ja zostalam z ta trzecia, ktora wziela mnie na rece i caly czas wycierala mi futerko czyms miekkim i cieplym.

      Wrocily dwie malpy i za chwile dostalam cieple, smaczne jedzenie, ale nie umialam jeszcze sama jesc, to jedna Malpa wsadzala mi cos do pyszczka i cieple i smaczne blogo rozlewalo sie po pyszczku i szlo do brzuszka. Potem tez bylo milo, wsadzili mnie do pudelka, gdzie bylo miekko i bardzo, bardzo cieplo, przypomniala mi sie moja mama. Zaplakalam cichutko i zasnelam. Przysnilo mie sie owe COS, co kazalo mi sie nigdzie nie ruszac i mowilo, ze bedzie dobrze. Teraz wiem, ze to byl moj Koci Aniol Stroz i ze mial racje. JEST DOBRZE, ba jest BARDZO DOBRZE! Nie jestem glodna, widze, jest mi cieplo i w ogole tak jakos spokojnie ale radosnie.

      I tak oto 18 lutego 2008 roku znalazlam swoj dom i swoje trzy Malpy. Wlasne Malpy. Okrutnie fajne Malpy. Malpa Marysia wprawdzie przyznala sie, ze ona tak za kotami zbytnio nie jest ale to juz przeszlosc, nauczylam ja ze koty to super zwierzaki, nie ma lepszych na swiecie. Jest Malpa Starszy, w porzo Malpa, wprawdzie nie ma go calymi dniami, ale jak juz jest to fajnie sie z nim bije. No i jest Moja Ukochana Malpa, a wlasciwie Malp. Nauczyl mnie wszystkiego, pokazal do czego sluzy pudelko z piaskiem, nauczyl lazic po drzewach, pokazal ze odkurzacza i wiertarki bac sie nie nalezy, pozwolil lazic po silniku i obwachiwac narzedzia, super sie na niego poluje. Raz tylko na mnie krzyknal, gdy chcialam wbic pazury w taka oblednie pachnaca skore w jego ulubionym Dziadku. Hmm, tej skory ruszac mi nie wolno ale te na kanapach w pokoju juz tak. OK, skoro Mojej Ukochanej Malpie ma sprawic przyjemnosc to tej skory drapac nie bede.. A tak naprawde to Moja Ukochana Malpa jest jak kotem, tylko chyba o tym nie wie.

      Bardzo chaotycznie sie rozgadalam, ale szybko chcialam skonczyc opowiadac o moich poczatkach i zaczac mowic o moich Malpach bo to ciekawszy temat.
      • olinka20 Re: JA KOT vol.2 23.09.11, 21:41
        Koty jestescie obłedne!
        Prosze o więcej, bo nie moge sie was naczytac!
        • uleczka_k Re: JA KOT vol.2 23.09.11, 21:46
          Cześć, no ja chętnie, ale później, bo teraz wyłażą z norek łasice i inne takie, które można łapać. Dziś próbowałam dorwać żabę, ale nieładna był - jaszczurki są fajniejsze, tylko czasami wyskakują na grzbiet - więc uważajcie.
          Jak już trochę pobrykam, to z pewnością na komputerze będę mogła już tylko pospać, bo będzie zamknięty. Ale odezwę się niebawem. No to idę psocić. Eeee, to znaczy załatwiać swoje bardzo ważne kocie sprawki. Cześć smile
          • mysiulek08 Re: JA KOT vol.2 23.09.11, 22:13
            O, tak jaszczurki sa fajne, nie grzbiet mi nie wlaza ale czasami do lapy sie przyczepia, nie lubie tego, brrrrr. Zaby jeszcze nie upolowalam, Moja Ukochana Mapla mowi, ze tu za sucho na zaby. Lasic tez nie mam, ale sa przepiorki, duzo krolikow i od czasu do czasu myszyniemyszy w moim krzaku hodujacym zwierzyne lowna.

            Przepiorki sobie hoduje, lubie na nie patrzec:

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/nwzXdwfWZa9WmYj69X.jpg

            kroliki jak mi sie chce to pogonie. Lubie tez zaczajac sie na ptaki, choc ich nie lapie. Raz jak przynioslam malego ptaka do domu to Moja Ukochana Malpa byl troche zly, choc za zdobycz mnie pochwalil (zawsze mnie chwali, nawet jak mu jaszczurke na kolanach raz polozylam). Wytlumaczyl, ze ptakow nie wolno lapac, owszem czaic sie tak. Lapac nie.

            No to sie czaje. Mamy takie duze, nazywaja sie queltehue i sa niebezpiecznem szczegolnie gdy wysiaduja male. Maja taki pazur przy skrzydlach i jak za blisko podejdziesz to znizaja lot i atakuja. Czasami to nawet Malpy z parasolka przybiegaja jak za blisko podejde do takiego.

            O tu jest moje ostatnia wprawka mysliwska:

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/9pT7uCFRlT12XVcduX.jpg

            img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/VOy1wolCYxWGJj4ZCX.jpg[/img]

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/dqOzEk1map0FQeIafX.jpg

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/0iq6vcc5J1OpEwzWCX.jpg

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/1OX7VulhW3d3GjPARX.jpg

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/9pT7uCFRlT12XVcduX.jpg

            a to pazur ptaszyska:

            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/fdR3bWIGqtJAYgeQjB.jpg

            Ja tez za chwile ide na popoludniowy obchod moich wlosci.
            • mysiulek08 poprawka 23.09.11, 22:30
              jedna fota sie Kici nie wkleila smile

              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/VOy1wolCYxWGJj4ZCX.jpg
              • pi.asia Re: poprawka 24.09.11, 23:46
                Jejusiu, Kicia, tobie to dobrze, że możesz ganiać za ptactwem.
                Ja niestety nie mogę. Mam do dyspozycji tylko balkon, a na nim trudno coś złapać. Raz mi się udało, to Pani wypuściła.
                Ale rok temu znów się poszczęściło, tym razem polowałyśmy we dwie - Fraszka i ja. Nie będę pisać jak to zrobiłyśmy, bo wy doskonale wiecie jak się łapie wróbla, a ludzie nie muszą znać naszych tajemnic warsztatowych.
                Złapałyśmy jak Pani była w pracy.
                No i od razu wybuchła kłótnia.
                Ja chciałam dać go Pani w prezencie, mimo tego, że poprzednio zachowała się po świńsku, i że postanowiłam nigdy więcej jej nic nie dawać.
                Wiecie jak to jest, jak się kogoś kocha. Wszystkie postanowienia biorą w łeb.
                A Fraszka chciała zeżreć całość, nie zostawiając ani pióreczka. Ona jest jak beczka bez dna.
                I oczywiście postawiła na swoim - żarła tego wróbla z piórami i dziobem.
                Tu ze wstydem muszę przyznać, że pachniało to tak apetycznie, że nie zdołałam się powstrzymać, porwałam kawałek i uciekłam z nim do łazienki.
                Podjadłyśmy solidnie, napiłyśmy się wody i poszłyśmy spać. Ze trzy razy pytałam Fraszkę, czy nie zostały jakieś ślady. Chodziło o to, żeby Pani nie wiedziała o naszej zdobyczy, bo może byłoby jej przykro, że zjadłyśmy tego wróbla bez niej.
                Fraszka oczywiście nażarta po same uszy (poprawiła wróbla chrupkami z miseczki) nie ruszyła się z wyra, tylko beknęła i stwierdziła, że nie ma żadnych śladów. I ja, jak głupia, jej uwierzyłam!
                Kiedy Pani wróciła, wybiegłyśmy jej na spotkanie. Oczywiście stały powitalny rytuał, mruczanki, głaskanie, wspólne wejście do kuchni i O RANY!!!!!
                Na podłodze koło kuwety leżało jedno pióro i jedna odgryziona noga, sama ta końcówka z pazurami....
                Pani zbladła, przykucnęła, wzięła pióro w rękę i spojrzała na mnie takim wzrokiem, że omal nie zapadłam się pod ziemię. Sprzątnęła ślady i przestała się do mnie odzywać.
                Myślałam, że rozszarpię Fraszkę.
                Pani zadzwoniła do koleżanki, którą nazywa Wetka i opowiedziała co zastała w domu, i spytała, czy jest nadzieja, że wróbel się wyrwał i uciekł. Wetka orzekła, że z nami dwiema nie miał szans.
                No, to powinno być oczywiste, w końcu nie jesteśmy jakieś lebiegi.
                A potem Pani zauważyła w łazience ślady mojej uczty - jedną malusieńką kropelkę krwi i jedno malutkie pióreczko. Jak mogłam to zostawić niesprzątnięte???
                Widziałam, że było jej przykro. Ale wiem, że wybaczyła - przecież nie jest głupia i rozumie, że naszego instynktu nie zmieni...
                Tyle że teraz zamyka nam balkon jak wychodzi.

                Duszka, ty się nie roztkliwiaj. Nasza pani to totalna hipokrytka - ona też je mięso! I to takie, które kto inny łapie i zabija. A przy nas będzie się rozczulać nad jednym wróblem! Fakt, że jak na nas wtedy spojrzała, to omal nie puściłam pawia. Ciekawe, co? Zjeść wróbla a puścić pawia! He, he... A muchy to kto dla nas łapie i w słoiku przywozi ze wsi? Much jej jakoś nie żal!

                Oj, Fraszka, jaka z ciebie jednak prostaczka.... ale trochę mnie pocieszyłaś. Dobra, idziemy spać.
                • pi.asia Re: poprawka 25.09.11, 19:50
                  Cześć, to ja, Duszka.
                  Nasza Pani jest dzisiaj jakaś niewyraźna. I przypomniała mi się taka historia sprzed jakiegoś czasu:

                  Pani wróciła z pracy w stanie... hmmm... dziwnym. Słyszałyśmy jak idzie po schodach - jakoś nienaturalnie, powoli, jakby ledwie stała na nogach. Od razu zameldowałyśmy się w przedpokoju - u nas tak jest przyjęte, że ją witamy.
                  Weszła - no horror po prostu - rozczochrana, oczy błyszczące, zarumieniona. I to ubranie!!! Wychodziła rano mając na sobie golfik, sweter i kurtkę. A wróciła mając golfik, nieznaną mi bluzę z polaru i sweter. Kurtkę niosła w ręce, właściwie to wlokła ją po ziemi. A potem powiesiła ją OBOK wieszaka.
                  Patrzyłyśmy na to ze zgrozą.
                  Pani się schyliła i omal nie upadła na podłogę, ale jakoś podniosła kurtkę i powiesiła.
                  Wtedy nas zauważyła. Dopiero wtedy!!!!
                  Wymamrotała jakieś "cześśśś kkkotki...", minęła nas i trzymając się ścian, w butach weszła do pokoju. Żadnego głaskania, nic!
                  Byłyśmy w szoku.
                  Pani dotarła do łóżka, zwaliła się na nie z hukiem, zdjęła buty i spodnie, po czym wczołgała się pod kołdrę, nadal w bluzie z polaru i grubym swetrze. Obróciła się na plecy i tak została.
                  Nasze oburzenie osiągnęło punkt krytyczny. To, że włazi do łóżka kompletnie ubrana, to mały pikuś, ale żeby tak ignorować koty??? To się w głowie nie mieści!!!
                  Spojrzałyśmy na siebie i zrozumiałyśmy się bez słów.
                  Musiałyśmy coś zrobić, żeby zwrócić jej uwagę.
                  Chodzenie po pokoju i pomiaukiwanie nie skutkowało, więc sięgnęłyśmy po drastyczniejsze środki. Zaczęłyśmy się ganiać po mieszkaniu. Była to Gonitwa Nr 3 z naszego repertuaru, połączona ze wskakiwaniem na meble (i zeskakiwaniem z hukiem) oraz wskakiwaniem na leżącą na łóżku Panią.
                  Fraszka wprowadziła małą innowację - po wskoczeniu na brzuch Pani zaczęła się ze mną siłować.
                  Za trzecim razem poskutkowało.
                  Pani podniosła głowę i płaczliwie wymiauczała "zejdźcie ze mnie cholery jedne nie mam siły was zrzucić litości nie macie..." po czym z powrotem opadła na poduszkę.
                  Sukces - zauważyła nas i nawet się do nas odezwała!
                  Mogłyśmy się ganiać dalej, spokojne, że wszystko jest w porządku.
                  Ale nie było w porządku....
                  Dotarło to do mnie, kiedy po zabawie przyszłam do Pani, żeby się przy niej położyć i odpocząć.
                  Weszłam na poduszkę i noskiem dotknęłam zarumienionego policzka Pani. I aż podskoczyłam - ten policzek mnie oparzył!!! Dotknęłam jej szyi - jeszcze gorętsza.
                  Na nocnej szafce leżał termometr - no tak, faktycznie, jak biegałyśmy to kątem oka zauważyłam jak wyjmuje go z szuflady i wkłada pod kołdrę, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Teraz zaczęłam go obwąchiwać, a Pani dostrzegła to i powiedziała mi, że ma prawie 40 stopni gorączki i że to nazywa się grypa, i łamie ją w kościach, i boli ją głowa i w ogóle ledwie żyje i nie ma siły nawet mnie pogłaskać, ale widzi jakim jestem kochanym kotkiem i żebym była grzeczna...
                  Zrobiło mi się strasznie głupio. Fraszce pewnie też, bo zaszyła się gdzieś w kącie i nie wylazła do wieczora.
                  Potem jeszcze robiła mi wyrzuty, że wcześniej się nie zorientowałam i że zachowywałyśmy się nie jak koty tylko jak ostatnie wredoty. Użyła kilku słów na k, na p i na j. Ja ich nie znam, ale ona przez kilka miesięcy włóczyła się po ulicy, a nasza dzielnica nie należy do wytwornych, więc to i owo zasłyszała.

                  W każdym razie od tej chwili zachowywałyśmy się jak aniołki. Ja nie odstępowałam Pani na krok. Ktoś głupi i pusty mógłby powiedzieć, że to dlatego, bo była gorąca i przy niej było mi cieplutko. A ja przede wszystkim chciałam ją przeprosić za nasze zachowanie i być przy niej na wszelki wypadek. Na szczęście po paru dniach Pani była zdrowa.
                  Czego i wam życzę.
                  Duszka


                  • wladziac Re: poprawka 25.09.11, 20:03
                    nooooo,początek tej historii wygląda i czyta się jakbyś była pod wpływem...czyli powrót z wesołej imprezy niestety koniec nie jest już tak wesoły,nigdy więcej nie choruj!
                    • pi.asia Re: poprawka 25.09.11, 20:21
                      wladziac napisała:

                      > nooooo,początek tej historii wygląda i czyta się jakbyś była pod wpływem...

                      Właśnie tak to odebrałyśmy i dlatego byłyśmy oburzone! No cóż, w naszej dzielnicy widuje się sporo osób zachowujących się jak nasza Pani wtedy, a chorego na grypę żadna z nas wcześniej nie widziała, i stąd się wzięła nasza pomyłka, za którą nam było straaaaasznie wstyyyyyd....
                      Życzenia zdrowia przekażę Pani i w jej imieniu dziękuję.
                      Duszka
                      • wladziac Re: poprawka 25.09.11, 20:31
                        słodka Duszko pilnuj swojej Pani żeby nigdy nie widzieć Jej w taaaaaakim stanie,no może być na lekkim rauszu wtedy będzie wesoła i chętnie się z Wami pobawi
                        • pi.asia Re: poprawka 25.09.11, 20:50
                          He, na lekkim rauszu to ona kiedyś omal mnie nie zgniotła w uścisku, aż jęknęłam. Fraszkę też miętosiła. I jakieś głupoty wygadywała, to znaczy bardzo miłe rzeczy, że jesteśmy przekochane cudne jedyne najmilsze koty, futrzaki wspaniałe i niepowtarzalne, że nie wyobraża sobie życia bez nas, po czy przeszła na ton liryczno-tragiczno-łzawy, żebyśmy żyły jak najdłużej, bo jak nas straci to będzie koszmar, poryczała się i poszła spać.
              • mysiulek08 Re: poprawka 29.09.11, 23:38
                > jedna fota sie Kici nie wkleila smile

                no pewnie, ze sie nie wkleila, bom pazur o klawisz zahaczyla, mowie wam i mowie, dajcie mi tablet

                -
    • lampka_nocna5 Re: JA KOT vol.2 27.09.11, 21:30
      Cześć Kotki i Kocurki, tu Tygrysek.
      Ja dla odmiany od Was, mam Mamę. To było tak. Dawno temu (podobno 3 lata temu) zostałem ciężko chory znaleziony w jakichś krzakach razem z dwoma braćmi (albo kuzynami) i trzema siostrami (albo kuzynkami). Mamy żadne z nas nie pamiętało, ale jacyś Ludzie nas zapakowali w pudełka i przywieźli do takiej Pani, co myślałem, że będzie moją zastępczą Mamą. Zastępcza Mama przy pomocy Pani Dominiki (zwanej wetką) mnie wyleczyła z kataru i tyfusa, pozostałych dwóch braci/kuzynów z kataru tylko(że też ja mam zawsze przerąbane bardziej), ale nasze siostry nie przeżyły..... Zastępcza Mama ogłosiła nas w jakimś internecie, że jesteśmy do adopcji. W sumie, u zastępczej Mamy było już z 15 innych pobratymców i nie było zbyt komfortowo, ale miałem co jeść, pić i mogłem się do Mamy przytulać, kiedy chciałem. No i któregoś dnia przyjechała taka Pani, co powiedziała, że chcieliby z mężem zaadoptować kotka. Trochę się bałem, ale i tak pokazałem, jaki jestem (już) zdrowy, silny, młody i przylepny. Ale Pani sobie poszła. Podobno naradziła się z tym tajemniczym mężem i stwierdzili, że "wszyscy chcą mieć czarne koty, to my weźmiemy buraska (czyli mnie!!! mnie!!!). Moja zastępcza Mama przywiozła mnie do tej Pani. Trochę się bałem, ale z drugiej strony byłem zaciekawiony, jak tam będzie. No i wychodzę z tego transporterka, a tam Pani, Pan i kuuuuuuupa zabawek!!! I drapak!!!! I kuweta!!! Miski z jedzeniem!!! Moja zastępcza Mama dała jakiś papier Pani, ona podpisała i powiedziała - "od dzisiaj jestem Twoją nową Mamą, mam na Ciebie papier". Ja to się tak za bardzo nie interesowałem, o czym gadają, bo od razu zacząłem zwiedzać moje nowe lokum i stwierdziłem, że jest super. Żadnych kotów, mnóstwo miejsca do ganiania i balkon. No po prostu byłem bardzo z siebie zadowolony, że jestem taki fajny, że tak przyjemnie trafiłem - muszę być zajefajny.
      Zastępcza Mama, jak wychodziła, to się popłakała, powiedziała, że nie miała takiego fajnego kota nigdy, i że będzie tęsknić. Nawet mnie parę razy potem odwiedziła...
      No ale, do rzeczy. Wszystko było bardzo ciekawe i nowe. Więc nie robiłem nic innego, tylko się bawiłem, zwiedzałem, i spałem. Moja nowa Mama się trochę martwiła, że ja nic nie jem, ale kto w nowym miejscu, pełnym zabawek i innych ciekawych rzeczy myśli o jedzeniu???
      Pierwsza noc była traumatyczna. Ale załatwiłem sprawę po swojemu. Mama powiedziała, że drzwi od sypialni zostaną otwarte, żeby kotek (nazwali mnie, jak to mówili "roboczo" Potworem, ciekawe, dlaczego...) wiedział, że Oni - te Ludzie - są w pobliżu. No ale wiadomo, trzeba było sprawdzić wszystkie zakamarki, więc jak Oni poszli spać, to ja usiadłem na czymś dziwnym ( i w sumie niewygodnym), i to zaczęło grać, Mama powiedziała - kot włączył radio w radiobudziku!!!! Nie wiem, jak to wyłączyć!!! - i mnie zamknęli na zewnątrz sypialni. Tak się nigdy w życiu nie bałem. W końcu, byłem sam w nowym miejscu... Ale strategicznie poszedłem spać na takiej wielkiej kanapie z mnóstwem poduszek myśląc, że jakoś jutro się wszystko ułoży. No i ułożyło się. Mama rano wstała, wbiegła do salonu (podobno myśląc, co nabroiłem, a co mogłem, ja, mały, 5-miesięczny, grzeczny i - co by nie gadać - wystraszony kotek???) I krzyknęła (a ja w tych poduszkach, prawie nie było mnie widać) - ojejku, jejku, jaki biedny, samotny kotek!!! I od tej pory nie zamykali drzwi od tej ich sypialni. Cwany jestem, co? Podobno miałem wyraz twarzy jak kot ze Shreka, cokolwiek to znaczy.
      No więc, zaprzyjaźniłem się z Mamą, bo fajna w sumie jest, siedzi prawie non stop w domu, i zawsze mogę przyjść się na niej uwalić i zawsze mnie podrapie tam, gdzie lubię. Chynba, że ma jakieś tajemnicze telekonferencje, i wtedy nie wolno mi miauczeć w małe, czarne coś, co trzyma przy uchu.
      No i minęły dwa miesiące, nie powiem, trudne, bo swędziały mnie uszy (w sumie, swędziały od zawsze i się nawet przyzwyczaiłem), ale Mama wzięła mnie do takiej pani, co zajrzała mi w uszy (uśmiała się, nie wiedzieć czemu, że nazywam się Potwór) i się wzdrygnęła, i powiedziała, że świerzbowiec w uszach aż się roi. Co tam się działo... dali mi zastrzyk, potem mi te uszy męczyli, wciskali maści i płyny, cuda wianki. Niespecjalnie byłem zadowolony, ale muszę przyznać, że po tych zabiegach przestało swędzieć.
      No i wszystko było fajnie, dopóki Mama z tym mężem, który każe się nazywać Tatą (czemu???) stwierdzili, że wyczytali na jakimś Kocim Zakątku, że kot ma się lepiej, jak ma kumpla do zabawy. I nie uwierzycie... pojechali do mojej byłej zastępczej Mamy i przywieźli kota!!! Mówili, że to mój brat, albo kuzyn, ten z tych samych krzaków!!! Ale jaki on mój brat - ja jestem szary bury w paski, a ten cały czarny. I charakter zupełnie inny. Nie miział się do Mamy, schował się na 3 dni i było tak, jakby go w ogóle nie było. Nazwali go (znowu ponoć "roboczo") Cykor. Bo on się wszystkiego bał. Mamy, Taty, mnie. Ja oczywiście, musiałem mu pokazać, że to ja jestem najważniejszy dla Mamy i Taty, i jestem pierwszy w kuwecie, i przy misce, i w ogóle, no ale podobno przesadziłem, bo jak go tylko lekko gryznąłem w tylne łapy (bronił się, więc musiałem....) to mu się jakieś ropnie porobiły na tych łapach. Głupio mi było, jak wrócił z jakiejś wycieczki cały zabandażowany. I potem przez dwa tygodnie jeździł, i mówił, że go odwijają, jakieś płyny w rany wstrzykują, i zawijają z powrotem. Normalnie, głupio mi było.
      I w pewnym momencie stało się coś dziwnego, bo nagle Mama zapakowała nas obu w klatkę i wywiozła do tego weterynarza (co to go Cykor już całkiem dobrze poznał) i coś nam dziwnego zrobili. Ja rozumiem, dla mnie za karę, że go w te łapy pogryzłem, ale Cykor??? I potem bardzo się zaprzyjaźniliśmy, jak to towarzysze niewoli. Strasznie nam wtedy spadł - po tym tajemniczym zabiegu - temperament. I te kocice, co się darły za oknem, przestały do nas mówić zrozumiałym językiem. I w sumie, od tej pory, to nie rozumiem, czemu się dzielimy na kocice i kocurki...
      No a potem, pojawił się kolejny kot, też czarny (co też oni mają z tymi czarnymi? Ładniejsze czy co?) który się plątał po jakimś parkingu. Ja tam już niewiele pamiętam, jak to jest za drzwiami, Demon (tak go w końcu przezwali z tego Cykora, tak jak mnie - z Potwora na Tygrysa, podobno przez te moje paski na ciele włącznie z ogonem) też nie pamięta. Ale przynieśli takiego, co to go od razu nazwali Szatanek (Mama mówi, że to szatan w kociej skórze). No skubaniec jeden. Ja tu pierwszy. Najważniejszy. Demon to zrozumiał, a ten gówniarz uważa, że to on będzie tutaj rządził!!!! Dwa razy mniejszy ode mnie, Króla i Pana tego Królestwa!!!! No to mu pokazałem, kto tu rządzi. W sumie, jest z nami już rok, i dalej się tak do końca nie lubimy, bo Demon zdrajca mu się podlizuje, i są oba przeciwko mnie. Ale radzę sobie.
      Nabijam się z niego czasami, bo Mama powiedziała, że ja byłem chciany, i Demon też był chciany, i na nas obu są jakieś papiery adopcyjne, a na Szatanka nie ma - i Mama mówi czasami, że Szatanek to wpadka, bo nieplanowany - ale mówi też o nim, że go kocha tak samo, jak nas, bo ma pojemne serduszko i mieści tam wszystkie koty (z moimi gabarytami to musi mieć naprawdę wielkie, hehehe, Tata mówi, że jestem grubas). No to go akceptuję, co robić...
      No, lecę się przespać, bo się napisałem i zmęczyłem.
      • uleczka_k Re: JA KOT vol.2 28.09.11, 07:54
        Cześć Tygrysku,
        Bardzo fajnie czyta się Twoją historię i spodobała mi się. Wyczytałam gdzieś tam, że nie wiesz co ludzie widzą w czarnych kotach i zastanawiasz się czy są ładniejsze. Otóż, oczywiście, są najpiękniejsze na świecie, ja jestem czarna właśnie smile Moi ludzie mówią, że zawsze mieli koty i bardzo lubili buraski, ale od kiedy JA się pojawiłam, to uważają, że czarne są wyjątkowe smile
        A ja im się odwdzięczam za to uwielbienie i zrobiłam coś pożytecznego: ostatecznie rozwiązałam kwestię kretów w ogródku. Zrobiły sobie kopczyki w najfajniejszym kącie ogródka i tam sobie szurały pod ziemią. Strasznie mnie to denerwowało, jak sobie możecie wyobrazić. Więc metodycznie, systematycznie usuwałam te krecie mordki z tego superkątka w ogródku. Jak już pisałam moi ludzie nie są zbyt inteligentni, niestety i trochę wolno kojarzą fakty, no ale niech tam - kochają mnie, więc przymykam oko na te ich niedostatki umysłowe. No więc ludzie zorientowali się dopiero po jakimś czasie, że trawa w tamtym miejscu rośnie ładniej i mniej tych kretowisk. No, a zagadkę rozwiązali dopiero w niedzielę, gdy jedna z nich, z tych moich ludzi odkryła kopczyk jaki zrobiłam z tych kretów w kącie ogródka po przeciwnej stronie. Pomyślałam, że skoro krety tak lubią te kopczyki, to im zrobię kopczyk, a jakże smile No i poskładałam kreciki w kopczyk i przykryłam igliwiem z modrzewia. I tak sobie leżały tam, no, chyba z tydzień, nie pamiętam już dobrze. Moi ludzie powiedzieli po tym odkryciu, że jestem straszny małpiszon i słusznie mam na imię Diabliczka, ale jednak się ucieszyli, pogłaskali, a dali mi potem pysznościowego kurczaczka.
        Zaraz wybieram się na poranny obchód mojego rewiru, to sprawdzę co ciekawego przez noc się wydarzyło, a potem pójdę sobie odpocząć pod słonecznikami. Namówcie swoich ludzi, żeby posadzili w ogródkach słoneczniki - supersprawa, bo przylatują tam ptaszki smile
    • lampka_nocna5 Re: JA KOT vol.2 28.09.11, 17:23
      Ha! To znowu ja, Tygrysek. Nie wiem, co to są słoneczniki ani ogród. Szatana spytałem o ogród, powiedział, że to jest takie coś, gdzie jest pełno brzęczącego, fruwającego albo pełzającego jedzenia. Nie wiem, nie pamiętam, byłem mały i chory, jak mnie znaleziono. Ale za to Szatan w naszej rodzinie to prawdziwy globtroter. On to ma do poopowiadania...

      No, tu Szatan! Musiałem Tygrysa przepędzić, bo on nie będzie opowiadał moich historii, jak go znam, to coś poprzekręca. Ja się znalazłem w domu Mamy przypadkiem. Też nie pamiętam, jak to się stało, ale z siostrą mnie ktoś zostawił w okolicy z miseczkami. Moja Mama mówi, że to jacyś podli ludzie takiego słodkiego kociaczka wyrzucili (zgadzam się, jestem słodki, Mama mówi, że czasami aż do wyrzygania), ale ja uważam, że mnie przywieźli na wakacje. Było ciepło, zielono, w takim małym domku przez cały czas byli tacy mili panowie, i dawali nam (czyli mi i siostrze) jeść. Wtedy zakochałem się w Danio.... mmmm, ślinka cieknie na samo wspomnienie, Mama nie lubi tych serków, ale ze dwa razy kupiła i dała mi pudełko do wylizania.... smak wakacji....
      No więc latałem sobie po tym zielonym, polowałem na brzęczące i było - uwierzcie mi - super. No ale niestety, któregoś dnia moja obecna Mama wjeżdżała do garażu Wielkim Huczącym Potworem (ma podobny w domu, ale mniejszy, śpi w szafie i Mama go - nie wiedzieć czemu - raz na dwa dni budzi, i my się wtedy chowamy. Wiem co mówię. on ma taki długi ryj, który wszystko wciąga. Mama mówi, że mnie nie wciągnie, ale ja wiem swoje. Widziałem, jak chciał pożreć firankę. Mama firankę uratowała, chyba w ostatniej chwili, a jest większa ode mnie). No więc Mama wysiadła z tego Wielkiego Huczącego Potwora (ten nie ma ryja, ale za to jest wielki i głośny) i powiedziała do jednego z tych miłych panów - a widziałam u was taki mały, czarny kotek się kręci, wasz czy bezdomny? I odpowiedział jej, cytuję - Pani weźmie kota (czemu Pani? Mama powinno być, oni - te Ludzie - to się nazywają wieloma imionami, nie to co ja, ja jestem Szatanek) bo bezdomny. Mama powiedziała, że ma wystarczająco kotów w domu, ale znajdzie dla mnie domek (po co mi domek? jest fajnie tu, gdzie jestem). No ale naradziła się z tym swoim mężem, który każe się nazywać Tatą (a Mama jeszcze na niego mówi na przykład Misiu - no qrde, jak się w tym połapać) i stwierdzili, że mnie złapią i oddadzą jakiejś teściowej. No, pomyślałem, niezły plan, ale najpierw trzeba mnie złapać. Ale mnie podeszli. Przyszła Mama, postawiła klatkę (ja się do niej nie zbliżałem, bo wiedziałem, o co chodzi), ale wstawili tam miskę z takim pachnącym, smacznym, że nie mogłem, no nie mogłem się powstrzymać. Pomyślałem, że tylko wpadnę, zjem i uciekam, ale byli sprytniejsi i zamknęli tę klatkę. Mama mnie porwała i zawiozła, jak powiedziała, na przegląd. Wsadziła mnie do Wielkiego Huczącego Potwora!!! W sam jego żołądek!!!! Wcale mnie nie uspokajało, jak mówiła, że to tylko 5 minut. Płakałem nad utraconą wolnością. Ale faktycznie, szybko się wszystko skończyło, zostałem zaniesiony i wyzwolony w jakimś pokoju, gdzie pani zwana wetką zajrzała mi w zęby, w uszy, ukłuła w pośladek (no nie było to przyjemne), i powiedziała, że jestem okaz zdrowia (wiedziałem!!!! To na pewno te muchy, które zeżarłem, muszą mieć dużo witamin).
      Ale potem nie było tak fajnie. Zostałem znowu zapakowany w klatkę, potem do żołądka Wielkiego Huczącego Potwora, a potem przyniesiony do mojego obecnego domu. Ja wychodzę, a tu dwa obce koty! To prychnąłem, żeby wiedziały, że od dzisiaj to ja tu rządzę. Ten podobny do mnie, też czarny, powiedział, że chce być moim kumplem, nie jest typem rządzącym, i jak chcę, to mogę nim rządzić. Powiedziałem "w porządku" i sztamę mieliśmy od początku. Ale ten szary, ten Tygrys, to on mi spokoju nie dawał od początku. Że on tu był pierwszy, że on jest najważniejszy dla Mamy, a że Mama jest najważniejsza w domu, bo daje jeść, pić i mizia, to on po Mamie jest najważniejszy. Nawet mnie, skubany, przerzucił do sąsiadów na balkon piętro niżej (ale Mama przyprowadziła jednego z tych miłych panów, i on się wdrapał po jakiejś drabinie i mnie zgarnął z tego balkonu, i oddał Mamie). Jakoś się teraz dogadujemy, bo uznaliśmy, że skoro musimy mieszkać razem, to musimy mieć jakiś rozejm. Nawet go ostatnio próbowałem polizać po głowie, ale mnie zaatakował łapą. Chyba jednak nie jest do końca do mnie przekonany.... albo pamięta, jak ja mu łapą.... Dobrze, że nam Mama pazurki ścina.
      Więc, bo tu Tygrys podpowiada, że mam o ogrodzie mówić. To było moje pierwsze, najlepsze wspomnienie. A potem siedziałem w domu, bawiłem się z chłopakami, zresztą, sam latam po domu, jak mi się nudzi. Trochę Mamę wkurzam, że jak biegnę z salonu, robię zakręt (taki z podskokiem, odbijam się od ściany) i potem biegnę do sypialni, i z powrotem - to potrafię światło zapalić, i Mama musi wstawać i to światło gasić. Ja zresztą jestem jeszcze sprytniejszy. Kiedyś włączyłem wielkie gadające okno. Leżało takie czarne, długie, na stoliku, ja na tym usiadłem i nagle wielkie, gadające okno zaczęło gadać. Weszła Mama po chwili, zaspana, ziewająca, i zaczęła się śmiać, że włączyłem telewizor. A był podobno środek nocy, jakby to miało jakieś znaczenie....
      A, właśnie, o ogrodach. No więc, któregoś dnia się zdarzyło, że poszedłem na balkon. W międzyczasie zielone zrobiło się najpierw żółto-czerwono-brązowe, a potem całkiem przezroczyste, i zaczęło z góry lecieć takie białe, zimne w łapki. Fuj. Ale potem zniknęło, i było całkiem fajnie na tym balkonie. No ten nasz Tata, zanim poszedł spać (swoją drogą, te Ludzie to dziwne, oni nie śpią w dzień, po 4-5 godzin, żeby się obudzić na miskę, zabawę i kuwetę, i potem spać znowu. Oni śpią tylko, jak jest ciemno) popatrzył na balkon i mnie nie zauważył (byłem wtedy, pamiętam jak dziś, dumny z siebie, że mnie nie zauważył, bo prawdziwy kot musi być czasami niewidzialny). Zamknął balkon i poszedł sobie. Mamy akurat nie było, bo ona znika raz na jakiś czas na parę dni, pewnie wybiera się na polowanie. Jak mi się znudziło siedzieć na tym balkonie, nie mogłem wejść z powrotem. Najpierw się porozciągałem na drzwiach balkonowych, a potem na oknie (Mama mówi, że robię Garfielda z samochodów), ale qrde zero odzewu. Głupi Tygrys nie zaalarmował Taty, że ja tu ziębnę, a Demona w ogóle nie widziałem, bo pewnie jak zwykle spał w szafie w sypialni. No to pokombinowałem, i poszedłem najpierw do sąsiadów na balkon niżej, a stamtąd na plac zabaw jeszcze piętro niżej... i znowu byłem na wakacjach!!! Poszedłem sobie do tych krzaków, które obserwowałem z balkonu. Super było. Znalazłem jakieś miski z jedzeniem, ale musiałem uważać, bo tam była banda kotów, które nie dawały sobie tak łatwo z misek wyjadać. No i wszystko było fajnie, tak ze dwa dni, ale nagle zrobiło się zimno i zaczęło znowu to białe, zimne lecieć z góry. I już tak fajnie nie było.... Miałem farta. Podszedłem z powrotem w okolice domu, i usłyszałem Tatę na balkonie. Zaraz potem pojawiła się Mama i zaczęła mówić "kici, kici". Jak już ich poznałem po głosach, to zażądałem, żeby mnie stąd zabrali, bo wakacje mi się znudziły. Raptem za chwilę pojawili się, Tata przeskoczył ogrodzenie, złapał mnie, oddał Mamie - to wszystko były sekundy - i nagle znalazłem się z powrotem w domu. Demon się ucieszył na mój widok, Tygrys chyba też się cieszył. Niby mnie nie lubi, ale się trochę stęsknił...

      No więc o ogrodach mam tyle do powiedzenia, że jak jest ciepło, to jest fajnie. Ale jak leci zimne białe, to lepiej mieć domek i Mamę, której codziennie rano mogę powiedzieć, że ją bardzo kocham, na dowód czego depczę jej różowe futerko, które leży na podłodze koło Mamy, a które ona po wydeptaniu zakłada na siebie zadowolona i daje mi mokrą miskę.

      Jutro wam opowiem, jak się fajnie bawimy z chłopakami
      • lampka_nocna5 Re: JA KOT vol.2 28.09.11, 17:27
        Aaa, zapomniałem opowiedzieć, jak to się stało, że ja - Szatanek - tu zostałem. Bo miałem tylko przez tydzień siedzieć tutaj, i po tygodniu pojechać do tej tajemniczej Teściowej, bo tam był Remont (pewnie ten sam, co u któregoś z was powyżej). A po tygodniu, nie uwierzycie. Przyszła jakaś pani i powiedziała Mamie, że jakiś mały, szary kotek się pojawił na osiedlu i że trzeba go ratować. Mama go nawet przyniosła, w tej samej skrzynce, co mnie do niej łapała. I to była dziewczyna. Prychnęła na nas, i zasnęła. I Mama z Tatą uznali, że to maleństwo (miała wtedy ze 3 miesiące) zawiozą do tej Teściowej, i nie była u nas dłużej jak pół dnia. W sumie, to się cieszę, bo przez ten tydzień się już i do Mamy, i do Taty, i do braci przyzwyczaiłem....
    • olinka20 Re: JA KOT vol.2 29.09.11, 22:50
      To ja Pin, postanowiłam do was napisac bo przywlekli tego rudego wywłoka i juz nie jestem kwintencją parti PJN ( ofkors Pin Jest Najwazniejsza, chociaz tez głupi pies mowi, ze to znaczy Pies Jest Najwazniejszy).
      Mamusia podobno od zawsze chciała miec kota, ale tez od zawsze miala alergie ( hmm, co to za zwierze? ta alergia)
      Dawno dawno temu, panstwo pojechali do m1 po pizze( bo głowny zywiciel domu, czyli tata miał lenia) i jakos pod drodze weszli do sklepu zoologicznego i zobaczyli taka chudą bide.
      I pancia( zwnana mamusia) tak spojrzała, oj jak ona spojrzała, ona ma wieksze oczy niz ja Pinusia!
      No i tatus zwany panciem uległ.
      Nasza historia jest mało spektakularna, ale niech sie Puk obudzi, on to dopiero ma wejscie.
      Ja byłam slicznym, małym, czystym (!) kotkiem, który wie, ze sypialnia to fajne miejsce.
      A ten pudel, kotry sie tu plącze to jakas pomylka, w ogole sie go nie boje.
      • olinka20 Re: JA KOT vol.2 30.09.11, 22:29
        Hejka to ja Puk (zwany czasem rudą wywłoką).
        Moja historia jest prosta.
        Urodziłem sie w domu koło taty pancia(zwanego tatusiem), miałem siostre ( albo brata, nie zdazyłem wywachac). Moja kocia mama niestety mnie nie chciała, dlatego jadłem to co upolowałem, albo spadło ze stołu.
        Siostra/brat zginał szybko pod kołami i bałem sie, ze tez tak skoncze.
        Ale jedna ciocia wysłała moją fotke mamusi ( znaczy panciwink ) i ona zaczeła namawiac pancia zeby mnie wzieli.
        Pancio był na nie ( jak z ta burą Pin, dziwny, opiera sie chociaz wie, ze przegra).
        Koniec konców, przyjechali i mnie zabrali.
        Okazało sie, ze jestem zaswierzbiony, zapchlony i zarobaczony( to chyba zart, jestem czysty!). ale pan wet musiał mnie uspic, bo czyszczenie trwało kawał czasu.
        Potem przyjechalismy do domku.
        ale tu fajnie!
        Mam kupe zabawek!
        I ten pies przede mna ucieka, to smieszne jest smile
        Na razie leje sie z ta burą, ale coraz bardziej sie kochamy, czasem probuje ją polizac i ona....sie daje.
        Fajna jest.
        A o zabawach opowiem kiedy indziej.
    • mysiulek08 Re: JA KOT vol.2 29.09.11, 23:41
      o, rany ale mam do czytania, produktywne futra jestescie smile ale teraz musze isc na obchod, rano mialam bitwe z jaszczura, mowie wam fajnie bylo, foty sa, troche kiepskie (jak i te powyze), Moja Ukochana Malpa kupil sobie nowy aparat i Malpa Marysia udaje, ze umie nim robic zdjecia. To spadammm
    • lampka_nocna5 Re: JA KOT vol.2 01.10.11, 20:55
      Cześć, to ja, Demonek. Opowiem Wam, jaki jestem cwany. Całkiem niedawno odkryłem, że rano bardzo przyjemnie się oczekuje na miskę mokrego jedzenia (mojego ulubionego) na poduszce, na której przez całą noc leży głowa Mamy. Sami rozumiecie, że uznałem, że to już nie jest poduszka Mamy, tylko Moja poduszka. Logiczne.
      I dzisiaj rano, poszedłem na MOJĄ poduszkę, a tam - pewnie z przyzwyczajenia - leży głowa Mamy. Pokombinowałem, pokombinowałem i wymyśliłem - naślę Tatę na Mamę, żeby zlazła z MOJEJ poduszki. No więc przeszedłem się mu po głowie, ale w zasadzie nie zareagował. Musiałem pokombinować dalej. No więc, podszedłem do głowy Mamy, stanąłem trzema łapami na MOJEJ poduszce, a czwartą łapą na Mamy oku. No i się obudziła, coś tam pomamrotała, że jest sobota, siódma rano i chciałaby wreszcie odespać, poszła do swojej kuwety, ja w tym czasie zwinąłem się na MOJEJ poduszce, ona wróciła, westchnęła i położyła poniżej. Ale ją wytresowałem...
      • pi.asia Re: JA KOT vol.2 09.10.11, 22:21
        Kończy się niedziela, a szkoda....
        Bardzo lubię te dni,kiedy Pani nie idzie do pracy. Fraszka też je lubi, i Kłopot chyba też.
        Oczywiście doskonale wiemy, kiedy taki dzień następuje. I Pani tez wie, że my wiemy.
        W zwykły dzień wieczorem Kłopot układa się do snu na wersalce, Fraszka na kocyku, a ja pod kołdrą u Pani. Rano pierwszy budzi się budzik, potem Pani, zaraz po niej ja, i natychmiast Fraszka przychodzi na pieszczotki, a Kłopot melduje się na końcu.
        A w niedzielę wszystko jest na opak już od północy.
        Przed północą normalka - stała konfiguracja. Ale po północy następuje przetasowanie. Pani dziś w nocy wstawała, więc przyuważyła, że jest inaczej.
        Kłopot wprawdzie spał na swoim normalnym miejscu, ale ja złamałam zasady i spałam na kołdrze, na Paninych nogach. A Fraszka przeszła samą siebie, bo ułożyła się obok poduszki, i wszystkie cztery łapki oparła na dłoni Pani. Potem jeszcze położyła na tych łapkach pyszczek. Słowo daję, nie przypuszczałam, że potrafi być taka przymilna. Hm, jak to się w dzień z tym ukrywa, dopiero w nocy wyłażą z niej prawdziwe emocje. A odgrywa taką niezależną!
        Pani się naprawdę wzruszyła, zaczęła ją głaskać i czule do niej gruchać. A ta idiotka oczywiście musiała przedobrzyć i całym grzbietem przytuliła się Pani do twarzy. W efekcie została odsunięta, a Pani przewróciła się na drugi bok.
        Nad ranem Kłopot po cichutku zszedł z wersalki i po cichutku wszedł na łóżko. To znaczy jemu się wydaje że to było po cichutku, bo dla naszych kocich uszu to był potworny hałas. Dziwne, że Pani się nie obudziła. Ale Fraszka natychmiast przeniosła się na swój kocyk. A mnie się trafiła super okazja - spanie na szyi Pani. Uwielbiam to! I nie uwalam się całym ciałem, o nie, leżę jej na ramieniu, a na szyi mam łapki i łepek.
        I tak wyglądał stan na godzinę 8 rano. Pani otworzyła oczy, i wygłaskała mnie calutką do syta. Zaczęłam mruczeć - to najlepszy sposób, żeby przedłużyć głaskanie, sami sprawdźcie! Fraszka nie przyszła na pieszczotki, bo spała jak zabita. Pani ją obudziła jak wstała.
        Potem było spokojne śniadanie, mogłam bez pośpiechu zlizywać biały twarożek z kanapek...

        A od dłuższego czasu leżę na kolanach Pani, która siedzi w internecie. Nie bardzo rozumiem to sformułowanie - przecież widzę wyraźnie, że siedzi na wersalce a nie w żadnym internecie! No ale ona tak to nazywa. W każdym razie wgapia się w coraz to nowe filmy na YouTube, niektóre nawet z kotami. Szkoda że tylko niektóre.... Ale lubię jak siedzi w tym internecie, bo przez cały czas mogę spać na jej kolanach albo pochodzić po klawiaturze. Czasem mnie zdejmuje z klawiatury, a czasem dzwoni do tego sympatycznego faceta z długimi włosami, co przychodzi z taką miłą blondynką (oboje pachną dwoma szczęśliwymi kotami) i pyta co ma zrobić bo takie dziwne coś się zrobiło na ekranie, bo Duszka chodziła po laptopie, a on mówi "taaaaaa..... jasne.....". Równie dobrze mogłaby spytać mnie, bo przecież to ja jej pozmieniałam ustawienia klawiatury, ale nie wiadomo czemu woli zadzwonić do faceta.
        O, już patrzy na zegarek. Zaraz zdejmie mnie z kolan i pójdzie spać. A ja z nią.
        Naprawdę kocham niedziele....

        • lampka_nocna5 Re: JA KOT vol.2 10.10.11, 12:06
          Cześć, tu Demonek.
          U nas jest inaczej. Mama i Tata praktycznie cały czas siedzą w domu, z nami. Mama głównie siedzi przed laptopem, i ja często jej się na kolanach układam. Ciepła jest, a ja lubię ciepło w brzuszek. Czasem gdzieś wychodzą, pewnie upolować puszki z mokrym jedzeniem, ale na krótko.
          I ostatnio, w sobotę, się wystroili i poszli gdzieś w okolicach południa. Nie było ich aż do wieczora!!!! Było już ciemno, jak wrócili. Normalnie, to jesteśmy przyzwyczajeni, że wychodzą od czasu do czasu, ale nie na tak długo!!! Już robiliśmy naradę, że jak nie wrócą, to musimy opracować metodę otwierania puszek (bo gdzie są schowane, to my doskonale wiemy). Tak się zdenerwowałem, że nie ma ich i nie ma, że jak w końcu zapikali domofonem, że wracają, to po otwarciu drzwi wyskoczyłem na klatkę i z radości zacząłem się ocierać o ścianę. Kiedyś bałem się wychodzić, ale odkąd Mama i Tata ubrali mnie w szykowne niebieskie szelki i zabrali na spacer, to się zrobiłem odważniejszy i wychodzę na klatkę za każdym razem, jak się drzwi otwierają. Tygrys zobaczył, jaki jestem odważny, i też zaczął wychodzić, tylko że ja idę na dół, bo ten kierunek już trochę znam, Tygrys za to idzie na górę. Nigdy tam nie byłem, więc trochę się boję.
          A propos grzania w brzuszek. W domu są takie białe kwadraty? Graniastosłupy? Co to są ciepłe, jak się robi zimno na dworzu. Poprzedniej zimy opatentowałem leżenie na tym tak, że brzuchem leżę na tym, a łapy mi po bokach zwisają. Z ciepłem tego czegoś, co nazywają kaloryferem, Mama ze swoimi ciepłymi kolanami, niestety, przegrywa.
          O, idę się położyć, bo zrobiły się kaloryfery znowu ciepłe.
          • pi.asia Re: JA KOT vol.2 13.10.11, 19:24
            Demonku, tobie to dobrze.
            Ja też miałam ukochany kaloryfer, na którym uwielbiałam spać, ale niestety, dwa lata temu kaloryfery wymieniono na inne, i ten nowy zainstalowano trochę wyżej. W efekcie nie mieszczę się między kaloryferem a parapetem. Czasem z wielkim trudem udaje mi się tam wcisnąć, ale to bardzo niewygodne.
            A w ogóle to podrapałam moją Panią.
            Nie krzyczcie na mnie, nie zrobiłam tego specjalnie!!!
            Stało się to w czasie miziania i głaskania - stałam na kolanach Pani, przednie łapki oparłam jej na ramieniu, ona mnie głaskała, tuliła i gadała do mnie same cudowności, a ja mruczałam,mruczałam, mruczałam...
            i nagle HUK za oknem!!!
            W ułamku sekundy podskoczyłam i uciekłam.
            A Pani wrzasnęła i złapała się za szyję.
            Wydaje mi się, że od tej szyi się odbiłam, jak uciekałam. Nie pomyślałam że Pani ma delikatną skórę, po prostu spanikowałam.
            A ona teraz wygląda, jakby ktoś próbował ją poderżnąć...
            • wladziac Re: JA KOT vol.2 13.10.11, 20:14
              Duszka-mam nadzieję że przeprosiłaś Panią,gdzie ach gdzie znajdziesz lepszą podwładną do drapania,karmienia i sprzątania?no
              • agnes-05 Re: JA KOT vol.2 13.10.11, 20:57
                Jestem Omar, ale nie lubię tego imienia. Pani zapatrzyła się w dzieciństwie na jakiegoś aktora i tak jej zostało, a ja się muszę męczyć...fuuu Omar, Omarek, Omik. Ja chciałbym mieć na imię jakoś po kociemu, Mruczek, Puszek, albo Kiciuś. Ale to i tak nic w porównaniu z moim wujkiem. On ma na imię Ciposz..hi h i h i. Jak tu przyszedłem i usłyszałem jak na niego wołają, to myślałem, ze mi uszka ze śmiechu odpadną..Ale od początku....
                Moi rodzice podobno byli rasowi, ale ich pierwszy domek musiał się ich pozbyć i trafili do bardzo dobrej pani, która ich przygarnęła, ale oprócz nich w domu było dużo innych kotów, takich biedaków z ulicy. Wiele kotków było chorych i pani nie miała głowy do żadnych hodowli, rodowodów i innych wariactw. Rodziców postanowiła wysterylizować, ale okazało się, że moja mamusia już miała nas w brzuszku ( nas to znaczy mnie, siostrzyczkę i braciszka) i pani się zlitowała. Tak przyszedłem na świat. Ale ciężko nam było, nigdy nie mogłem się do miski dopchać i opadły mnie straszne pchły, które przyniósł jeden czarnuszek z ulicy. Ja tam nie mam do niego pretensji, w końcu jak byłbym pchłą, to sam bym wlazł do futerka czarnuszka, takie było miłe i gęste, ale pani się zdenerwowała i powiedziała, ze małe tonki trzeba oddać, bo się zupełnie zmarnują. Moja siostrzyczka od razu znalazła domek, bo była miła i grzeczna, ale o mnie mówili żarłok ( nie wiem dlaczego, bo nigdy nie mogłem się do miski dopchać) i brudas, bo niby wysypywałem żwirek z kuwety. Przez 5 miesięcy nikt mnie nie chciał. Aż nagle nowa pani mojej siostrzyczki przybiegła i mówi, ze znalazła domek, w którym mieszka już jeden rudy kotek. Jak to usłyszałem, to myślałem, że padnę " Jak to? Rudy? Ja nie chcę!! Rude to fałszywe - tak zawsze mówiła taka starsza pani z naszego piętra". Płakałem bardzo, ale nikt mnie nie słuchał, zapakowano mnie do torby razem z mamusią, żeby mi było raźniej i zaniesiono do nowego domku. Hurra! To tylko ulicę dalej, w razie czego ucieknę, pomyślałem, ale postanowiłem jednak wyjść z torby, żeby zobaczyć, gdzie jestem. Nagle....zobaczyłem tuż nad sobą rudy pysk i wlepione we mnie pomarańczowe oczyska. Fuuj..my wszyscy mamy niebieskie, a tu jakiś odmieniec....Ale odmieniec wcale nie był zły, obwąchał mnie...i polizał, co z kolei nie spodobało się mojej mamusi, która ruszyła do ataku i dała rudemu łapą po uszach. "Nie!! zawołałem, mamo, on jest fajny!. Rudy niestety schował się pod stołem i z daleka zerkał na moją mamę.
                I wtedy widziałem ją po raz ostatni. Została spakowana do torby i poszła wraz z moją dawną panią..... A ja....resztę opowiem później...straaasznie mi się chceeee spaaaać...)))
                • pi.asia Re: JA KOT vol.2 13.10.11, 22:07
                  Och, Omarmarmarr, masz ciekawą przeszłość! Na razie dobranoc, a znów napisz.

                  A swojej Pani nie przepraszałam za podrapanie,bo to było niechcący, i ona takie rzeczy powinna wybaczać z góry hurtem. W końcu wie, że ma w domu koty.
                  W dodatku od razu złapała mnie i przycięła pazurki na przednich łapkach, a wcale nie były ostre! No, może jeden był już taki szpileczkowaty. Starałam się być grzeczna przy tym, ale dwa razy musiałam warknąć a raz nasyczeć na nią, nie żeby bolało, czy coś, ale tak dla zasady.

                  (tak w tajemnicy się przyznam, że było mi naprawdę głupio za to podrapanie, ale nie mówcie jej tego...)
            • lampka_nocna5 Re: JA KOT vol.2 14.10.11, 14:19
              Duszka, powiem Ci, super jest na kaloryferze. U nas jest ich kilka, ale tylko nad jednym parapet jest tak krótki, że mogę sobie swobodnie zwisać - więc go zaanektowałem jako pierwszy i nie oddaję. Wyglądam wtedy tak:
              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/sb/ka/ci7z/RYRvRqCa5uYeojUVuB.jpg
              i jestem najszczęśliwszym kotem na świecie! (widzicie, za oknem białe-zimne w łapki akurat sypało, a mnie tak ciepło było, ojejku, normalnie rozkosz)
              • mysiulek08 Re: JA KOT vol.2 29.10.11, 16:25
                Taki to pozyje. Ja tyle sie fajnych rzeczy o tych calych kaloryferach naczytalam i od moich Malp nasluchalam. Niestety nie mam ani jednego sad Tzn mam taki elektryczny ale on jest strasznie nie wygodny. Moja Ukochana Malpa obiecal, ze jak bedziemy miec wlasny dom to specjalnie dla mnie zamontuje te kaloryfery.
    • zielonages.62 Re: JA KOT vol.2 19.10.11, 22:22
      Cześć dziewczyny i chłopaki! Mam na imię Tef i chciałam się Wam przedstawić (Przepis redakcji.: Tef nazywa się właściwie Tefnut, po egipskiej bogini, ale mówi się na Nią też Teffy lub Tefcia, zależności od okoliczności; wyraźnie reaguje tylko na pierwszą sylabę swojego imienia). Mieszkam w mieście pt. Oslo.
      Mam dwa lata i wreszcie znalazłam sobie domek. Z mojego dzieciństwa mało pamiętam, wiadomo tylko, że przez jakiś czas mieszkałam z narkomanami. Prawdopodobnie karmili mnie nieregularnie, co spowodowało, że wyżerałam wszystko, co tylko mogłam dostać i przez to przytyłam.
      Później trafiłam do schroniska dla zwierząt. Tam długo mieszkałam, bo nikt nie chciał mnie wziąć do swojego domu dlatego, że mam alergię na jedzonko i trzeba mi dawać specjalną karmę i bardzo uważać, żebym niczego nie jadła, czego mi nie wolno. Jednak jedna z moich Pań, LadidaLadida, twierdzi, że to właściwie żaden problem, bo ewidentnie Jem tylko, to, co mi wolno, a nic innego mnie nie interesuje. Mówi, że to instynkt zwierzęcy, który sygnalizuje co mi zaszkodzi, a co nie. Mówi też, że jest trochę sceptyczna co do tej diagnozy alergii, bo często mnie przyłapuję, jak to coś z podłogi wyliżę albo jakiś okruszek mi się trafi; twierdzi, że jeżeliby rzeczywiście byłoby tak poważnie z tą moją alergią, to bym już dawno w tym domu skonała, bo wcale tak czysto tam nie jest, a jak jestem sama w domu, to na pewno więcej tych pyszności znajduję rozsiane po domu i jak widać nic mi do tej pory nie jest.
      Więc pewnego dnia przywieźli mnie ze schroniska do mojego nowego domu. Strasznie się bałam. Najpierw się zajęła mną Pani z długim, czarnym futrem na głowie, aż do pupy ma to futro na głowie. Fajnie się nim można bawić, ale jakoś tego nie lubi. Wystraszona pierwsze pół dnia w nowym domu spędziłam pod regałem z butami, a moja nowa Pani, Pani XH, siedziała tam ze mną, aż mnie przeniosła na taką dużo poduszkę. Tam mi pozwolono się schować pod kołdrę. Był tam też mój Pan, Pan E., który jest mężem XH. Później zrozumiałam, że Pan E i Pani XH śpią na tej dużej poduszce, a pokój, w którym Oni śpiją, nazywa się sypialnia. Tam też są moje miseczki i moja kuweta.
      Drugiego dnia wyszłam trochę spod kołdry i zaczęłam się rozglądać. Więc jest tak:
      W środku mojego nowego domku jest duże pomieszczenie, przedpokój, w którym jest dużo drzwi. Nie za wszystkie drzwi mi wolno wchodzić. Początkowo wolno mi było tylko przybywać w przedpokoju i w sypialni Pani XH i E. później mnie wpuścili do największego pokoju, było to drugiego dnia. Oj, ale tam fajnie jest! Jest dużo okien, przez które można sobie oglądać tamten świat. Ciekawie tam wygląda, ale w ogóle mnie tam nie ciągnie. Są dwie kanapy, jedna stoi pod ścianą i świetnie można się tam schować. Te kanapy są fajnie, powspinać się po nich można, pazurki sobie naostrzyć i są bardzo wygodnie do spania. Potem jest tam coś, co się nazywa wnęka kuchenna. Jest to jakby taka duża miska dla Pań i Panów, bo tam się robi jedzonko dla Pań i Panów.
      W jednym z kątów stoją jakby dwa pudełka z szybami, jakby okna dla Pań i Panów. Pani XH i Pan E bardzo dużo czasu spędzają przed tymi oknami, wtedy nie trzeba Im przeszkadzać, nawet czasem mam wrażenie, że mnie w ogóle nie zauważają, jak siedzą przed tymi pudelkami... Te okna- pudełka nazywają się komputery.
      W tym dużym pokoju jest jeszcze jedno takie okno- pudełko, ale ono jest ogromne. Oni nazywają to telewizorem. Jak Pani XH i Pan E przed nimi siedzą, to przynajmniej mnie czasem pogłaszczą.
      Więc tak: Drugiego dnia wyszłam spod tej kołdry, rozejrzałam się trochę i bardzo mi się spodobało miejsce pod kanapą pod ścianą w dużym pokoju. Tam nikt nie przeszkadza, a równocześnie widzę, co się dzieje w mieszkaniu. Początkowo dużo tam spędzałam czasu. Niestety nie zawsze mi wolno było tam wejść na początku.
      Drugiego dnia zauważyłam też, że jest jeszcze druga Pani, Pani LadidaLadida. Na początku była bardzo nieufna do mnie, jakby się mnie bała. Ale po jakimś czasie zaczęła mi czasem też dawać żarcie. Początkowo zaprowadzałam Ją do mojej miseczki, żeby pokazać, że jestem głodna. Jakby rozumiała że chętnie bym coś przekąsiła, ale niestety nie dała się oszukać; daje mi jedzonko tylko wtedy, kiedy jest czas na nie.
      Jak już inne koty zauważyły Panie i Panowie mają taki dziwny zwyczaj, że wychodzą z domu i przez jakiś czas nie wracają. Często się zastanawiam, gdzie Oni wtedy idą. I kiedyś, pewnego dnia, Pani XH i Pan E wyszli i nie wrócili na noc. No dobrze, Pani LadidaLadida mnie karmiła i kuwetę mi czyściła, ale brakowało mi Pani XH i Pana E. W nocy nie było się do kogo przytulić na tej dużej poduszce. Szukałam ich w pierwszą noc, ale nad ranem zrezygnowałam.
      Zresztą z Panią LadidaLadida wcale tak źle nie było. Siedziała ze mną na kanapie, czytała coś, albo zajmowała się swoim oknem- pudełkiem (Pani LadidaLadida też ma takie pudełko, ale przenośne). Jednak w przeciwieństwie do Pani XH i Pana E Pani LadidaLadida reaguje na każde moje miau. Sprawdza, co mi brakuje i najczęściej rozumie, o co mi chodzi.
      Po trzech dniach Państwo XH-E wrócili i się znowu mną zajmowali.
      Pani LadidaLadida raz była u nas, raz nie. Czasem znika na kilka nocy. Opowiadała mi, że ma jeszcze jakby drugi dom w Oslo, tam mieszka Jej Mama i Jej Braciszek. Poznałam ich, fajni są, zwłaszcza ta Mama. Ma bardzo miękki i ciepły brzuszek, na który świetnie się można zdrzemnąć.
      Kilka razy tak było, że Państwo XH- E zostawiali mnie samą z Panią LadidaLadida na kilka dni. Początkowo niestety nie wolno było mi wchodzić do Jej sypialni. Czasem mi się udawało wejść, fajnie tam było! Dużo bałaganu i szafa, która czasem była otwarta. Jednak, jak tylko słyszałam, że ktoś nadchodzi, to dawałam susa i uciekałam z tej sypialni, bo wiedziałam, że mi tam właściwie nie wolno było wchodzić.
      Pewnego dnia znowu udało mi się wejść do sypialni Pani LadidaLadida i się zdziwiłam: Tam było posprzątane! Od tego dnia wolno było mi coraz częściej tam wchodzić i teraz chętnie tam spędzam swój czas.
      W mieszkaniu jeszcze są trzy pokoje, do których mi nie wolno wchodzić. Jedno, to chyba to, co Wy nazywacie łazienką. Byłam tam kilka razy, ale mi się nie podoba. Nie ma się czym pobawić, nie ma się gdzie schować, podłoga zimna - be. Jeszcze od czasu, do czasu takiego białego, prostokątnego stwora włączają, który robi okropny hałas i się w nim futerko, co to się na ciele nosi, pierze. Bo to futerko na głowie chyba jest przyrośnięte na zawsze, nie widziałam jeszcze, żeby ktoś Go zdjął.
      Potem jest maciupeńki pokój, gdzie jest straszny bałagan, ale tam też jest ciemno i twardo.
      I jest jeszcze trzecia sypialnia. Tam Pani LadidaLadida wiesza swoje futerko, żeby wyschło. Niestety zaczęła mnie zamykać w jakimś z pokojów, jak wiesza to futerko, bo kiedyś w tej trzeciej sypialni tak weszłam pod kanapę, że się wściekła i powiedział, że dość tego i kot ma być albo grzeczny i się słuchać, albo musi ponosić konsekwencje swojego nieposłuszeństwa. Ale ten pokój jest odjazdowy! Po pierwsze jest tam ta kanapa, a po drugie tamu trzymają moje jedzonko! Jakbym się tam dostała- ale byłaby balanga! Niestety nikt mi nie chcę otworzyć drzwi. Czasem usiądę przed tymi drzwiami i rozpaczliwie miauczę. Wtedy Pani LadidaLadida wstaje, żeby sprawdzić, co mi jest, ewidentnie rozumie, że chcę tam wejść, ale mnie nie wpuszcza.
      Dobra, kochani, dosyć na razie naopowiadałam. Czas na smakołyka i drzemkę! Następnym razem opowiem Wam o tym, jak spędzam dzień i, jak Państwo XH- E wyjechali na długo i wtedy się bardzo zżyłam z moją Panią LadidaLadida.
    • zielonages.62 Kociokwiku można dostać! 29.10.11, 14:17
      Kociokwiku można dostać tu!

      Znowu jakieś szmery, latają po całym mieszkaniu, szukają jakieś różne zabawki, pakują do plecaka- zwariować można.
      Zazwyczaj, jak się robi takie zamieszanie w domu, to ktoś z Państwa wychodzi z domu na dłużej. I tym dużej takie zamieszanie, tym dużej ich nie ma po wyjściu z domu. Na szczęście zawsze pamiętają o tym, żeby wrócić na kolację, albo podać śniadanie, zanim wyjdą.

      Jak tutaj byłam zupełnie nowa, to chowałam się przy takich okazjach pod kanapą. Mam świetną skrytkę: Nikt mnie pod kanapą nie widzi, a ja dokładnie mogę obserwować, co się dzieje. Teraz siadam sobie na poręczy kanapy, albo w fotelu i sceptycznie się przyglądam temu tumultowi, mając nadzieję, że kiedyś wreszcie wyjdą. Od czasu do czasu podchodzi Panna LadidaLadida i mnie głaszcze.

      Jeden z powodów, dlaczego przestałam się chować pod kanapą, jest, że Panna LadidaLadida wreszcie zostawiła mnie wspokoju. Początkowo co chwilę zaglądała pod kanapę, coś mi opowiadała, próbowała mnie zwabić spod kanapy- a ja nic. Wygląda na to, że zrozumiała, że nie lubię zamętu i trzeba mnie wtedy zostawić w spokoju.

      Nadal nie wyszli. Ech, mam tego powoli dość. A, nie, wychodzą! Na reszcie można będzie się zdrzemnąć!

      Pozdrowienia,

      Tef-
      -net
      -fy
      -cia
      • mysiulek08 Re: Kociokwiku można dostać! 29.10.11, 16:22
        A moje Malpy cos mrucza, ze skoro jest takie dlugie wolne, to moze na jeden dzien nad ocean pojada. Beze mnie, kochani, beze mnie, ja zostaje w domu! Zadna sila mnie nie zabierze nad ta wielka, szumiaca, glosna kaluze. Rany jak tam wieje, okropnosc
    • mysiulek08 Re: JA KOT vol.2 29.10.11, 16:18
      Skandal nad skandale! Leze sobie ja i sie sjestuje a tu mnie jaszczura atakuje!

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/dLOG1a2Gr6yLEEajYX.jpg

      No bezczelna jakas! W lape mnie gryzc zaczela! Wiadomo, ze dalam jej wycisk, taki ze hej, az ogon zgubila smile

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/FtJ3FZNGRJuK3Tr42X.jpg

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/aCpUP9zGw1v6dBx2jX.jpg

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/YbebgQAylLrCjJMeEX.jpg

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/kghOBbaL4wW6T5P2UX.jpg

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/xe/yb/ncoj/xNra3ZjVWWUzeQwgqX.jpg

      Nawet sie gdzies w moje smyczce schowala, gangrena jedna. Ale spokojnie, nauczylam ja porzadku i zostawilam zywa, jak zawsze, bo ja jestem jak mowi Malpa Marysia "mysliwy gawedziarz" hmm, nie bardzo wiem co to znaczy...

      Ostatnio oprocz jaszczurek tez mnie jakies obce koty denerwuja, przylaza mi na moj teren i nie wiem co sobie mysla, pchlarze jedne, ze co ze niby pozwole im mieszkac u siebie? Niedoczekanie. Gonie to szemrane wiejskie towarzycho az milo, jeden to niemal z brama wylecial. Ale dzisiaj rano przylazla jakas taka jedna i nic a nic sie mnie nie bala. Pachniala jakos znajomo, podobnie do Gapcia, ten tez sie mnie nie bal.

      Malpa Marysia! skonczylam pisac, chodz tu, idziemy sie czesac a potem na drzemke


      ---
      Kicia Yoda kocha Zare
      Jest sobie Kot
      Kocia Kasa Zapomogowa
      • pi.asia Re: JA KOT vol.2 29.10.11, 23:23
        Cześć, tu Fraszka

        Mojej pani odbiło.
        No odbiło jej z kretesem.
        Parę dni temu wzięła mnie na ręce i jęknęła że jestem bardzo ciężka, i że trzeba się za mnie zabrać, bo fałda dobrobytu mi wisi.
        I że będzie mnie odchudzać.
        Chyba oszalała.
        Bo wychodzi na to, że skoro ona nie może mnie udźwignąć, to to jest moja wina!!! Nie wiem, co ona robi całymi dniami, że tak jej ręce nagle osłabły.
        A w ogóle to jak nie może, to niech mnie nie nosi. Ja za tym nie przepadam.
        W każdym razie zaczęła mnie głodzić!
        Przedtem miseczka z karmą stała non stop w moim zasięgu, a teraz dostaję rano garść chrupek (małą garść!!!) a reszta schowana w szafce.
        Jak wraca, to znów trochę dostaję. A tak to cały dzień głodówka...
        Duszki te restrykcje nie obchodzą, bo ona w ogóle jest niejadek, a do tej szafki potrafi wskoczyć i się pożywić do woli. Żeby była dobra kumpela, toby mi trochę zrzuciła, ale nie!
        Staram się przespać głód.... może mnie nie zamorzy do końca...
        Mruczcie za mnie, bo mi ciężko.
        • pi.asia Re: JA KOT vol.2 30.10.11, 10:33
          To znowu ja, Fraszka.

          Odbicie mojej pani się pogłębia.
          Wczoraj przytargała jakąś uprząż i postanowiła mnie w nią ubrać. Nie wiedziałam o co chodzi, więc pozwoliłam.
          Jaka ta uprząż była ciasna! W ogóle nie chciała się dopiąć na karku! Pani ją poluzowała, zapięła i mnie puściła, żebym sobie w niej pochodziła.
          Niewygodnie było i już. Na szczęście szybko mi ją zdjęła.
          A dzisiaj założyła mi ją znowu, przypięła smycz Kłopota, wzięła mnie na ręce i wyszła ze mną na dwór!!!!!!
          Wariatka.
          Postawiła mnie na trawie pod drzewem. To drzewo nawet ciekawie pachniało i wyglądało na takie, po którym dobrze się wchodzi, nawet tam chyba wchodził jakiś kot, bo zapach był miły, ale ja chciałam do domu, bo to i zimno, i jakieś hałasy, mnóstwo ludzi (w ciągu kilku minut widziałam tyle osób, ile mam drapów na przedniej łapce!!!) i w ogóle powinnam w tym czasie jeść albo przesypiać głód na poduszce pani.
          Na szczęście dotarło do niej, że nie jestem zachwycona i zaniosła mnie do domu. Puściła mnie na klatce schodowej (po której uwielbiam chodzić w górę i w dół) więc pobiegłam prosto pod nasze drzwi, a smycz wlokła się za mną po schodach.
          Mam nadzieję, więcej nie będzie mnie wywlekać na dwór.

          Ja wiem, skąd ona wzięła taki głupi pomysł - naczytała się i napatrzyła na zdjęcia na kocim forum, a zwłaszcza na Kicię z Chile.
          No proszę was, większego autorytetu to sobie nie mogła znaleźć!
          Przecież to Chile to jakieś kompletnie porąbane miejsce! To jest podobno na drugiej półkuli, co znaczy, że koty chodzą tam do góry nogami. Na ludzi mówi się tam Małpy, a jak na małpy to nie wiem. Normalnie ptaki mają pazury na nogach, a tam na skrzydłach.
          I jeszcze całkiem niebrzydką kotkę nazywają imieniem obrzydliwego potwora z jakiegoś durnego filmu.
          I wyprowadzają z domu na smyczy.
          Ta kotka jest tak nieszczęśliwa, że tuli się do skórzanej torebki w rytm wyuzdanej muzyki, tfu. A oni to jeszcze filmują!

          A moja pani chce te dzikie obyczaje przenieść na nasz teren.
          Słowo daję, jak każe mi chodzić do góry nogami, to się wyprowadzę.
          Mruczcie za mnie, mruczcie, bo nie jest dobrze!


          • jane_eyre_waw Re: JA KOT vol.2 30.10.11, 16:19
            pi.asia napisała:
            > Odbicie mojej pani się pogłębia.

            Ale się uśmiałam smile Tak, to jest dokładnie to, co one sobie myślą... A swoją drogą, jak moją ubrałam w szelki, to miała tak obrażoną minę, że jej zdjęłam po pięciu minutach i więcej się już chyba nie odważę...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka