Właśnie odwiozłam ostatnie kocię ze stacji benzynowej w Powsinie do lecznicy na zabieg

Trochę to trwało, problemem były (i są cały czas) pieniądze. Udało mi się załapać na dwa skierowania z gminy, resztę jakoś rozliczymy
inaczej.
Tylko kocina jest prawdopodobnie fajnym materiałem na domowego kota w bardzo ładnym futerku

Trochę go szkoda wypuszczać, ja jak wiecie nie mogę wprowadzić do domu żadnego futrzaka, no i czasu mało. Jutro kastracja, pobyt w lecznicy maksymalnie 3 dni i do domu... czyli na stację. Ehh