pi.asia
04.08.12, 19:54
Była wczoraj bardzo osowiała, całe popołudnie spała, leniwie wstając żeby coś zjeść i trochę przejść się po mieszkaniu.
A przecież dwumiesięczny kociak to powinno być skrzyżowanie wulkanu z piorunem!
Dziś rano zrobiła kupkę na podłodze w łazience. Moja wina, bo wczoraj założyłam drzwiczki do kuwety, które wcześniej zdjęłam, żeby Amurka nie bała się wejść. No i najwyraźniej się bała, więc zrobiła na podłodze.
I dobrze się stało, bo tę kupkę obejrzałam i dostrzegłam w niej śluz zmieszany z krwią.
Zaalarmowany wet orzekł, że zapalenie okrężnicy i kazał przyjechać.
Obejrzał Amurkę, zachwycił się jej umaszczeniem, pougniatał i osłuchał cały brzuszek, orzekł że w brzuszku jest rewolucja, przesłuchał mnie na okoliczność karmienia i całej historii koteczki i zdiagnozował krwotoczne zapalenie. Nic groźnego, bo wcześnie wyłapane, a taki maluch podwórzowy, ze świerzbowcem i pchłami ma słabą odporność i wystarczy że zje coś nowego, a układ pokarmowy staje dęba.
Dostałam leki i we wtorek do kontroli.
Przy okazji wet pokazał mi świerzbowca pod mikroskopem - no paskuda, jak wszystkie pasożyty.
Południowa kupka była już ładniejsza i bez krwi. A teraz Amurka szaleje z piórkiem na podłodze.
Zaraz zamieszczę najświeższe zdjęcia.