wadera3
12.07.13, 10:57
Wyszlam sobie wczoraj z pracy, a tu, prosciutko na moj przystanek leci kot. Mlody kocio. I patrzy mi w oczy. Jako, ze nie bardzo moge zareagowac, udaje, ze mnie nie ma. Stoje, patrze w niebo...Kot siedzi i patrzy mi w oczy, w loncu zaczal ocierac mi sie o nogi, ogon jak antena a kot jak przytulanka. Nie wytrzymalam, z gula w gardle poszlam na inny, sporo oddalony przystanek. Kot popatrzyl za mna, ale nie poszedl(a balam sie, ze ruszy).Skurczyl sie tylko i zostal.Nadal mi sie chce plakac jak o mim pomysle, mam tylko nadzieje, ze dzis nie przyjdzie mnie czarowac.