dorcia1234
22.08.14, 10:15
Młody jest u nas już prawie dwa tygodnie i pomimo ogłoszeń nikt się po niego nie zgłosił. Pomału zaczynamy się przyzwyczajać do myśli, że zostanie z nami, nawet mąż coś nieśmiało potakuje. no wiadomo, że łobuza do schronu nie odwiozę, mowy nie ma.
I nagle wczoraj wpadam na ogłoszenie, że zaginął kotek, coś około 1,5 km od mojego domu. Czas się zgadza, reszty informacji nie ma. Tylko, że zaginął i nic. Jakby komuś nie zależało na znalezieniu. Żadnych zdjęć, żadnego numeru telefonu. Nic.
I człowiek bije się z myślami, czy w ogóle ich informować o kocurku? Ja w net wysłałam mnóstwo postów, oplakatowałam okolicę. gdyby chcieli.... A z drugiej strony uczciwość nakazuje powiadomić
Maila ze zdjęciami im wysłałam, i teraz głupio się czuję ściskając kciuki żeby nie odpowiedzieli albo żeby to nie był ich kot.