Taką mam zagwozdkę...

22.06.15, 07:04
Kilka dni temu, gdy byłam na spacerze z Lizuskiem, napotkałam malutką koteczkę. Widziałam ją wcześniej może ze dwa razy w mojej okolicy. Ciężko mi określić jej wiek, bo brakuje mi doświadczenia, ale myślę, że nie ma nawet roku. Jest bardzo wychudzona, co każe mi sądzić, że jest kotem bezdomnym/wolnożyjącym. Choć z drugiej strony - po tym, jak nakarmiłam ją mięskiem, sama zaczęła dopraszać się o pieszczoty i pozwoliła się wymiziać po całym ciałku. Czy kot, który nigdy nie miał właściciela, może być tak ufny? Ale najbardziej niepokoi mnie to, że wokół sutków brak było futerka, a skóra była jakby nabrzmiała - czy to możliwe, że koteczka jest w ciąży albo urodziła jakiś czas temu? To jeszcze kocie dziecko...
    • wadera3 Re: Taką mam zagwozdkę... 22.06.15, 09:27
      Możliwości są dwie, albo w ciąży, albo świeżo po porodzie.
      Faktycznie masz zagwozdkę, bo jeśli ma kociaki, to zabranie jej równa się skazaniem kociaków na śmierć.
      Z drugiej strony, jeśli kotna, to lepiej byłoby zrobić sterylkę aborcyjną.
      Jeżeli jest to kotka bezdomna, to owszem, jako ciężarna może dać się głaskać, bo szuka przyjaznego miejsca na poród(np), bądź była kiedyś domowa i wie, że człowiek to niekoniecznie wróg.
      Kiedyś na działce złapałam i wysterylizowałam kotkę, która od początku właziła mi na ręce i lgnęła do człowieka, kiedyś też spotkałam takiego kocura. Zaś moja Mamba, urodzona na owej działce i złapana jako kompletny dzikus, od początku, mimo iż przerażona, szukała kontaktu z ludzką ręką "udając", że to przypadek, że się wtula w podstawioną dłoń wink
      Może weterynarz dałby odpowiedź jaki jest stan koteczki?
    • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 22.06.15, 18:12
      Potwierdzam to co pisze Wadera. Kicia znala czlowieka i w potrzebie go szuka. Jesli ma gdzies schowane mlode i karmi to lekkim nacisnieciu sutkow pokaze sie mleko. Moze byc tak, ze male albo porzucila (mloda kotka) albo juz nie zyja i blaka sie biedactwo nie wiedzac co zrobic. Ale jesli ma je schowane to naprawde musi byc glodna jak przyszla do czlowieka.

      Zdajesz sobe pewnie sprawe, ze dajac jej jesc przyjelas na siebie obowiazek?
      • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 24.06.15, 08:38
        Koteczki ani widu, ani słychu. Wyglądam przez okno, chodzę po okolicy, wypatruję, nawołuję, "kiciam". Nic. No trudno...
        • grazyna1605 Re: Taką mam zagwozdkę... 24.06.15, 10:04
          Szukaj i "kiciaj" codziennie. Daj znać na forum o efektach poszukiwań. Biedna mała...
          • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 27.06.15, 00:58
            Jest! Dzisiaj znowu spotkałam moją Brzydulkę. Nakarmiłam, wymiziałam i zrobiłam kilka fotek - specjalnie dla Was smile


            https://zmniejszacz.pl/zdjecie/275/2745292_DSC_0030.JPG


            https://zmniejszacz.pl/zdjecie/275/2745301_DSC_0032.JPG


            https://zmniejszacz.pl/zdjecie/275/2745279_DSC_0031.JPG


            A to zdjęcia jej sutków (niestety niewiele widać, bo zdjęcia robiłam telefonem):


            https://zmniejszacz.pl/zdjecie/275/2745318_DSC_0036.JPG


            https://zmniejszacz.pl/zdjecie/275/2745319_DSC_0034.JPG


            Zastanawiam się, czy by jej nie zabrać do weterynarza.

            --
            https://imageshack.com/scaled/thumb100x75/819/6itc.jpg
            • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 27.06.15, 01:09
              Brzydulke ? Toz to cud nad cudami bedzie jak sie odpasie i milosci zazna. W zyciu bym nie opuscila takiego biedactwa. Zabiedzone, smutne, zagubione...

              Na moje malo doswiadczone oko, to ona karmi albo karmila, sutki ma mocno wyciagniete i wygladaja na nabrzmiale. Masz mozliwosc isc za nia i podpatrzec moze gdzie ma maluchy? jak dla mnie bez pomocy dlugo nie pociagnie zarowno sama jak i z dziecmi. Bardzo mloda kicia.
              Nie mozna wykluczyc, ze male porzucila, ale tez dobrze schowala.

              Nie zostaw samopas, co?
            • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 27.06.15, 01:10
              Pomysl, to Biszkopt, tylko w innym futerku. Biszkopt ma sie dobrze, wyrosl na dorodnego kucurka, zdrowy, szczesliwy. NKO przyprowadzila Ci potrzebujace zastepstwo.
              • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 27.06.15, 03:48
                Ech, nawet nie wiecie, jaki mam dylemat...

                Chętnie bym przygarnęła Brzydulkę, ale moja kotka - w domu najcudowniejszy i najgrzeczniejszy kot na świecie - nienawidzi innych kotów, co mam okazję obserwować podczas spacerów. Jest też bardzo zazdrosna o inne koty, kiedy je karmię, głaskam i czule do nich przemawiam. Ostatnio skończyło się to tak, że zostałam dotkliwie podrapana i pogryziona przez własną kotkę, a ona sama nabawiła się traumy. Ale to temat na osobny wątek.

                Przygarniając jakiegoś kota, z dużym prawdopodobieństwem unieszczęśliwiłabym własnego. Kocham moją kotkę i nie chcę jej tego robić. Będę karmić Brzydulkę, ale chyba nie odważę się jej zabrać do domu. Nie wiem, nie wiem, co robić... Mam w pracy koleżankę, która właśnie nosi się z zamiarem przygarnięcia kotka, może ją namówię na wzięcie Brzydulki...
                • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 27.06.15, 06:31
                  Ech, te wychuchane jedynaczki, egoistki, samice alfa, obronczynie stada. Kicia.Yoda zyje w blogiej nieswiadomosci ilu to ma kolegow, bo inaczej albo oni by nie zyle, albo my. Ale np Grubsona jakos toleruje.

                  Ostatnio skończyło się to tak, że zostałam dotkliwie podrapana i pogryziona przez własną kotkę, a ona sama nabawiła się traumy.

                  mnie to mowisz?? traumy to ona sie nie nabawila, jej adrenalina mozg zalala, a jak jej przeszlo to zapomniala o zdarzeniu, uwierz, mielismy to niemal na codzien, teraz jest troche spokojniej, bo Kicia.Yoda ma osobistego bodygarda na podworku

                  Nie sadze bys unieszczesliwila, pewnie po kilku dniach fochow, dasow, lapoczynow jakos by sie dogadaly. Jak Kicia.Yoda z Grubsonem.

                  Namawiaj, prosze, namawij, serce mnie boli jak na nia patrze, zgarnelabym bez wzgledu na wszystko, nawet z przychowkiem, nie moge, nie potrafie przejsc obojetnie obok kota, ktory sam do mnie przyszedl

                  • grazyna1605 Re: Taką mam zagwozdkę... 27.06.15, 11:17
                    Zgadzam się z każdym słowem mysiulka. Dodam, że wet powinien zaopiekować się koteczką teraz i póżniej (sterylka). Przesyłam, wraz z córka, głaski tej młodziutkiej koteczce.
                    • wiesia.and.company Re: Taką mam zagwozdkę... 27.06.15, 12:57
                      O rety! Jakie to dziecko! Jaka chuda! Kostki jej sterczą. I to chucherko jest mamą! Przyszła, sama się zgłosiła, bo szuka pomocy. A adopcja... to za pierwszym razem (przy pierwszej wink jest ogromnie stresujące dla wszystkich. Potem jest łatwiej, na naszym Zakątku niewiele jest chyba osób z jednym tylko kotem. wink Suma naszych doświadczeń to bogactwo smile
                      Miewałam i tak, że gdy przynosiłam nowego kota do domu, jakąś bidulkę, to nie spotykałam się z entuzjastycznym przywitaniem. wink Moje koty potrafiły reagować syczeniem, strachem (a więc i agresją) skierowaną na mnie. Bo to ja trzymałam w rękach, bo to ja spowodowałam, że jest nagle coś nowego, nieoczekiwanego, które też syczy ze strachu. Mnie usiłował bić Uranek, który równocześnie syczał, wycofywał się i rzucał żeby mnie łapami skarcić, to samo Leosia, Bartuś. Ale to tylko chwila, to była próba przestraszenia, żebym wypuściła to jakieś nowe i żeby wróciła ta sama sytuacja, jaka była przed przyniesieniem "nowinki". To tylko pierwszy moment zaskoczenia, przestrachu.
                      Mysiulek ma teraz na Zakątku największe doświadczenie z pojawiającymi się kotami i adopcjami. Ma też najwięcej kotów, zbiera najwięcej doświadczeń z adopcjami, wyjazdami do weta, kłótniami i różnymi osobowościami. Posłuchaj Mysiulka, dla mnie w tych sprawach jest ekspertem. smile Kreślę się z szacunkiem dla Ciebie (bo masz serce, karmisz i rozważasz, jak pomóc) i dla Mysiulka smile Z ukłonami smile
                      • ajaksiowa Re: Taką mam zagwozdkę... 27.06.15, 16:28
                        Biedny wypłoszek,odkarmiona będzie GWIAZDĄ !
                • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 27.06.15, 17:31
                  Bardzo rzadko trafiaja sie idealne dokocenia, najczesciej jest tak jak u Wilowki:

                  forum.gazeta.pl/forum/w,10264,157441800,157441800,Jak_to_jest_miec_2_koty_.html
                  na poaczatku syki, bitki, stres a potem albo wielka milosc albo wzajemna tolerancja.

                  My popelnilismy blad, duzy blad z Kicia.Yoda, raz ze dlugo byla jedynaczka, a dwa jak przyszly do domu SW to w pierwszym rzedzie chcielismy zapewnic Padme/Kluske dobre warunki do wychowania maluchow. Potem zapoznawanie sie Kici.Yody z Lukiem/Grubsonem i Leia/Miki szlo jakim takim rytmem. Ale niestety Padme/Klusce przy spotkaniu z Kicia.Yoda nerwy puscily a raczej nie wytrzymaly nerwy MD i Starszego jak baby wziely sie za lby. I w efekcie Kicia.Yoda poznawala pozniej tylko Grubsona jako najbardziej zrownowazonego smile i zakochanego w Cioci.Kici.Yodzie.

                  I wlasnie przez tez slabe nerwy chlopakow glownie mamy to co mamy. Pobilyby sie raz czy drugi, troche futra by polecialo, ustalily by swoj porzadek i jakos by poszlo.Ale nikt mnie sluchac nie chcial, bo przeciez ukochanie MD by sie zdenerwowalo, a ona taka delikatna tongue_out

                  Zazwyczaj norma jest, ze kot nie widzi miejsca dla drugiego kota, ale powiedza sobie co maja do powiedzenia i zyja pod jednym dachem.

                  W tym przypadku najwazniejsze jest ustalenie czy karmi i gdzie maluchy, jesli tak zabierajac ja z rewiru skazujesz male na smierc. Z drugiej strony szybko jest potrzebna pomoc i sterylka, bo za chwile bedzie znowu w ciazy, a przy takim stanie moze jej nie przezyc.

                  Co ja bym zrobila? Postarala sie poszukac jej gniazda z malymi, nie bedzie raczej daleko. Moze sa w okolicy jakies zakamarki, krzaki, budowa? Kotka bedzie chowac maluchy przez obcymi w spokojnych i bezpiecznych (wg niej) miejscach. Wysilek glownie po to by miec spokojne serce i sumienie.

                  W zaleznosci od rozwoju sytuacji dzialac dalej.

                  Gdyby byla "Brzydula' tu na miejscu bralabym z zamknietymi oczyma.


                  Dla 'wscieklych' kotow jest preparat Zylkene:

                  www.amazon.co.uk/pets/dp/B0048PN898
                  Na razie testuje go Wiesia, my czekamy na dostawe i nie ukrywam, ze wiaze z nim wielkie nadzieje.
                  • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 28.06.15, 02:47
                    Dzisiaj również mi się poszczęściło smile Nad ranem usłyszałam przez uchylone okno delikatne "miau", wyjrzałam, a tam moje Brzydulątko. Wygłaskałam, nakarmiłam. Poszłabym za nią, gdyby nie to, że byłam w piżamie i papciach. Na szczęście teraz będę miała kilka dni wolnego, to poszukam kociątek.

                    Wygląda na to, że rewirem malutkiej jest miniosiedle, na którym mieszkam (raptem 8 budynków, w każdym 4 minimieszkanka). Osiedle otoczone jest z 3 stron łąkami (pastwiskami). Mieszkańcy osiedla to ludzie przychylni kotom, wielu z nich wystawia miseczki.

                    Będę zdawać relacje z poszukiwań, a tymczasem dziękuję Wam za zaangażowanie, rady i miłe słowa kiss
                    • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 28.06.15, 04:44
                      Nad ranem usłyszałam przez uchylone okno delikatne "miau", wyjrzałam, a tam moje Brzydulątko

                      No to kochana przepadlas smile ona sobie Ciebie wybrala i jesli ma gdzies schowane maluchy to je do Ciebie przyprowadzi. Zaufala Ci, tak jak nam Padme/Kluska, Obrozkowa/Celinka z rodzina. A ostatnio taki jeden kocur zwany Miszczu Pavarotti.

                      Nie masz po prostu wyjscia jak oznajmic Lizuskowi, ze bedzie miala kolezanke.
                      • zmija_w_niebieskim Re: Taką mam zagwozdkę... 28.06.15, 10:14
                        Miszczu Pavarotti? Mysiulek, czy to znaczy, że macie JESZCZE JEDNEGO??? Czy coś przegapiłam?
                        • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 28.06.15, 17:48
                          Miszczu Pavarotii jeszcze sie nie zdecydowal do konca czy chce byc nasz czy nie tongue_out

                          To taki typ wedrowca, ale miska i cieple poslanie zawsze na niego czeka.

                          Probujemy sie zgrac od jakiegos czasu w kwestii kastracji, ale chyba jest mocno przywiazany do swoich klejnotow, bo w dniach umowionych z weta rozplywa sie niczym sen zloty.
    • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 28.06.15, 12:13
      Dobra passa trwa smile Jestem już po porannym spotkaniu z moim Brzydalem. Było jedzonko, przytulanki i mruczanki. Zjadła tylko 1/3 zawartości miseczki, co znaczy, że była już po śniadanku. Hm...

      Dziś za nią poszłam. Zaprowadziła mnie do budynku stojącego niżej. Znalazłam tam stojacą na wolnym powietrzu kuwetę ze żwirkiem. Kociąt brak. Spotkałyśmy za to 2 inne koty znane mi z widzenia, jednego z nich karmię, drugiego karmi mój sąsiad (nie sądzę, aby były bezdomne). Kiedy chciałam je pogłaskać, Brzydulcia zazdrośnie je odganiała big_grin W ogóle straszna z niej przylepka, rozczula mnie tym bardzo. Rany, czuję, że się w niej zakochuję...

      Następnym razem może spróbuję porozmawiać z mieszkańcami tamtego budynku o Brzydulce i ewentualnych kociętach.
      • wladziac Re: Taką mam zagwozdkę... 28.06.15, 12:59
        zakochaj się,zakochaj na zawsze,koty które lgną do człowieka są szczególnie narażone na złe działania człowieka,nigdy nie wiadomo kiedy to zło się zjawi,kota będzie po odchuchaniu przepiękna,trzymam kciuki za dobrą passę i powodzenia
        • pi.asia Re: Taką mam zagwozdkę... 28.06.15, 13:17
          Zgadzam się z przedpiśczyniami, to będzie cudo i miss Zakątka, puchate, przepięknie umaszczone i przesłodkie.

          Moja Duszka odchorowała przybycie Fraszki i Amurki, ale Badyl już został przyjęty prawie bezboleśnie, Frutka omal niezauważalnie a Dymek to już prawie jakby był od zawsze.
          Czyli im więcej kotów tym spokojniej stado przyjmuje kolejnego.

          Zajmij się Emigrantko tym biedactwem, zobaczysz jaki łabędź wyrośnie z brzydkiego kaczątka!
      • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 28.06.15, 17:51
        To, ze gdzies miske nie swiadczy, ze ma dom, skoro okolica kociolubna to i miski sa.

        Prowadz sledztwo zeby szybko ja ciachnac.

        estem już po porannym spotkaniu z moim Brzydalem. Było jedzonko, przytulanki i mruczanki.

        jak nic masz kota smile

        • wiesia.and.company Re: Taką mam zagwozdkę... 29.06.15, 16:20
          Całkiem myśląca jest ta maluteńka koteczka smile Schowała dzieci a zaprowadziła Cię ufnie w miejsce, gdzie możesz ją nakarmić i spotkać.
          Najważniejsze chyba teraz ją karmić, dbać i dopieszczać. Ona sama jest karmiąca, więc w sumie od jej zdrowia i najedzenia będzie zależeć zdrowie i kondycja maluchów. Na razie są ukryte. I dobrze. Ona je, chodzi w bezpieczne miejsce, gdzie ma maluszki i je karmi. Na razie one są bezpieczne, a ona nie musi ich przenosić w inne miejsce, które może okazać się niezbyt dobre, a poza tym podczas przenosin istnieje niebezpieczeństwo, że podczas transportu coś niemiłego nastąpi lub też w nowym miejscu maluszki nie będą dosyć ostrożne. Lepiej chyba nie szukać miejsca ukrycia. Ważna jest na razie ona.

          Kiedy maluszki zaczną się przerzucać z mleka matki na karmę stałą, to nie ona będzie do nich dochodzić, tylko zacznie je wyprowadzać w okolice bezpiecznie ukrytych misek z jedzeniem. Wtedy je zobaczysz. Na razie chyba mają dobrze, skoro ona ma tak wymęczone sutki, no i okolica jest przychylna kotom.
          Kiedy maluszki przejdą na stałą karmę, to będziesz mogła ją ciachnąć. Bo na razie pozbawienie ich matki jest dla ich życia zagrożeniem.
          A w ogóle to jestem zachwycona malutką mamusią. Taka drobniutka, młodziutka, a taka odpowiedzialna.
          I jak sobie wybrała! smile Przecież widziała Cię nie raz spacerującą z Lizuską. Ty jej nie widziałaś, ale ona obserwowała wink I to, co zobaczyła, sprawiło, że Cię wybrała, że nie boi się tak bardzo Lizuski, pewnie ma respekt, ale coś spowodowało, że na jej widok nie zwiała, tylko próbuje Cię zaangażować w swoje życie.
          Już zostałaś włączona smile Ona Cię wybrała, wie co robi wink Tym bardziej ją podziwiam, że jest taka mądra choć taka maluteńka.
          Dla człowieka wszystko co nowe (i dla kota też) jako nieznane, jest obarczone stresem. Pierwszy kot. Potem pierwsze dokocenie do kota-rezydenta. Oooo, tu sobie człowiek pisze różne scenariusze horroru.
          A koty sobie posyczą na siebie, popróbują kto na kogo i w jakim zakresie i tworzą potem stado, i tak w sumie najważniejszy jest człowiek - raz jako służący obsługujący, a raz jako król całego dworu (koty dają się człowiekowi poczuć raz tak, a raz rak, i przecież nobilitacja następuje w łóżku, gdzie koty usiłują leżeć jak najbliżej człowieka, to wskazuje hierarchię) smile
          No, znów się rozgadałam... wink
          • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 30.06.15, 01:04
            Poszłam dzisiaj w stronę budynku, do którego zaprowadziła mnie ostatnio Brzydulcia, z nadzieją, że ją spotkam. I spotkałam. Przywitałyśmy się czule, po czym wzięłam ją na ręce i zaniosłam pod mój dom, aby ją nakarmić. Zjadła i wróciła do siebie.

            Jej futerko było umyte i pachniało szamponem. Przyjrzałam mu się - żadnych pasożytów zewnętrznych. Podejrzewam więc, że mój Brzydal jednak ma dom, najprawdopodobniej od niedawna, dlatego wciąż jest jeszcze wychudzona. Rozmowa z mieszkańcami tamtego budynku powinna wyjaśnić sprawę.
            • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 30.06.15, 06:12
              Jesli ja ktos przygarnal to super smile zeby jeszcze wyjasnic sprawe maluchow.
              • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 01.07.15, 04:00
                Się porobiło, dziewczyny uncertain

                Dziś rano wyszłam z Lizuskiem na dwór. Po krótkim czasie zjawiło się Brzydulątko. I co? Dwukrotnie zaatakowała moją kotkę, pogryzły się. Interweniowałam, bo nie mogłam patrzeć, jak obcy kot (no dobra, nie taki obcy...) gryzie moją koteńkę. Lizusek stanęła przed drzwiami domu i płakała, aby ją wpuścić. Miałam potworne wyrzuty sumienia wobec niej.

                Wieczorem znów wyszłyśmy na dwór, znów pojawiła się Brzydulcia, tym razem w towarzystwie jakiegoś kota. Moja kotka potwornie się wystraszyła, więc w ekspresowym tempie ewakuowałam ją do domu. Lepsza połowa się na mnie wściekła, spytała, jak wyobrażam sobie teraz wychodzenie z kotem. Fakt, nie bardzo sobie wyobrażam...

                Kurde, no... Chciałam dobrze, a wyszło fatalnie...

                PS
                Brzydulkę oczywiście nakarmiłam, wygłaskałam, obcięłam parę kołtunków, a rano chyba przez 2 godziny wygrzewałyśmy się razem na słońcu.
                • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 01.07.15, 06:16
                  Brzydulec mogl zaatakowac ze strachu, albo bronil stada czyli Ciebie, ale stawiam na strach.

                  Lizusek sie wycofal? Wyrzutow sumienia nie miej,koty mowia innym jezykiem i my czesto nie zle odczytujemy ich zachowania.
                  Na spacery chodz z Lizuskiem, ale na smyczy, nie luzem! nie przewidzisz jej reakcji i nieszczescie gotowe.

                  Wieczorem znów wyszłyśmy na dwór, znów pojawiła się Brzydulcia, tym razem w towarzystwie jakiegoś kota.
                  I za chwile bedzie rujka i kolejna ciaza, kocur jej pilnuje ja nic.

                  . Lepsza połowa się na mnie wściekła,

                  dokladnie jak u nas, nerwy MD i Starszego nie wytrzymuja sykow i warkow Kici.Yody na inne koty, szybko zgarniaja Jej Najwyzsza Wysokosc zeby sie tylko za bardzo nie zdenerwowala, bo wrazliwa przeca jest. Pisalam juz o tym.

                  Lizusek musi sie w swoim tempie zzyc z sytuacja,nic na sile ale tez bez wielkiej ingerencji.

                  Dowiedzialas sie czegos nowego, sa kociaki?

                  • wiesia.and.company Re: Taką mam zagwozdkę... 01.07.15, 18:50
                    Mysiulek ma rozeznanie, w końcu różne kocie rodziny promenowały przed Kicią.Yodą, docierały na teren różne osobniki i osobniczki wink
                    Myślę, że Brzydulka zareagowała tak ostro, bo po pierwsze: ma kociaki i zawsze zadziała instynkt odgonienia ewentualnego nieprzyjaciela (w sensie, że nie wiadomo jakie zamiary ma jakikolwiek kot w stosunku do dzieciarni), a po drugie: jest o Ciebie zazdrosna. Usiłuje odgonić konkurencję. Ale to mija.
                    Spokojnie wychodź z Lizuskiem, gdy dostrzeżesz Brzydulkę, to miziaj i głaszcz swoją domową jedynaczkę, żeby pokazać obu zależność emocjonalną. Nie zmieniaj na razie przyzwyczajeń, wtedy jakby dajesz sygnał, że się nikt nie przestraszył, że Ty ustalasz normy.
                    Nic nie jest złego, że na siebie pokrzyczały, że chciały aby ta druga się ugięła. Ale ostatecznie to o Ciebie zabiegają i Ty rządzisz.
                    Jestem teraz na etapie czytania - kolejny raz - książki autorki amerykańskiej Annie Bruce "Kot doskonały" (lubię wracać do lektur, bo zawsze widzę coś nowego, uprzednio przeze mnie niedostrzeżonego, bo szukałam czegoś innego). I tam bardzo doświadczona autorka pisze, że syki i warczenie, prychanie kotów przedstawianych sobie jest zupełnie normalne. Koty tak mają, Tak rozmawiają ze sobą. Czyli: normalnie. Czasem bywają zaskoczone, ale one naprawdę potrafią sobie ustalić zakres. Mogą się pobić, ale potem jeden z nich się wycofuje, by potem spróbować trochę inaczej, z innej strony. I też ważne: koty nigdy się nie pogryzą ze skutkiem śmiertelnym (jak mogą to zrobić psy), koty mają instynkt przetrwania. smile Spokojnie zatem, kotki się dogadają smile
                    A kocur, asystujący Brzydulce... to może być pretendent do przyszłej konsumpcji, gdy Brzydulka przestanie karmić mlekiem swoje maluszki... ale też może być byłym partnerem Brzydulki. Czyli jej amantem i ojcem jej dzieci. Znałam osobiście dwa takie kocury wolno żyjące.
                    Jeden z tych kocurów, po narodzinach swojego dziecka nie opuścił swojej "żony" i "córeczki". Pilnował obu, odchodził na moment by się gdzieś pożywić, wracał do żony i córeczki, wtedy kotka karmiąca odchodziła szukać pożywienia, a on pilnował malutkiej kocinki. Tak się wymieniali. To była kocia para. Znałam takie małżeństwo kocie z córeczką. Moja Misia to ta córeczka.
                    I znałam drugiego kocura, dużego, rządzącego na terenie. I on kiedyś był ojcem przed laty a jedną z jego partnerek była bura kotka, jego hm... "kochanka". I on się pojawiał na terenie, towarzyszył tej burej kotce po kilku latach znajomości, oprowadzał ją po zmienionym terenie, gdy docierali do misek z jedzeniem to się wycofywał i dawał burej kotce jeść. A on pilnował. Ona zjadła i usuwała się od miski. Wtedy on jadł. I odprowadzał ją na jej teren. Po czym odchodził. Taki jeden Poldek smile
                    W każdym razie kocur jej pilnuje, co nie jest takie złe w tej chwili. Oczywiście będzie chciał skorzystać, gdy ona już nie będzie tak zaangażowana w maluchy. Ale jeśli jej pilnuje, to może być nieźle dla Brzydulki, bo ona jest taka krucha, malutka, lgnie do ludzi, jest po prostu narażona na niebezpieczeństwa, bo ufna. Nie odganiałabym tego kocura, bo może on być jej opiekunem na terenie, gdzie są inne koty.
                    Brzydulka wie, że nie jesteś sama, tylko próbuje różnych metod, żeby się do Ciebie jeszcze bardziej zbliżyć, omotać Cię swoją miłością, żebyś mogła jej oddać to uczucie, chciałaby zawładnąć, ale wie, że jest Twoja kocia partnerka. One sobie pogadają i uzgodnią smile
                    • pi.asia Re: Taką mam zagwozdkę... 01.07.15, 19:16
                      Uwielbiam czytać Wiesine posty. Doskonała znajomość kocich obyczajów i psychiki - dla nas zachowania przerażające, dla Wiesi zupełnie normalne.
                      • wiesia.and.company Re: Taką mam zagwozdkę... 02.07.15, 17:38
                        Oj, dziękuję smile Ale nigdy dosyć wiedzy, ciągle usiłuję "wymacać" coś nowego - po 13 latach wróciłam znów do książki "Kot doskonały" Annie Bruce i łapię zupełnie nowe rzeczy. Część jest dla mnie jakby nowa, bo widocznie za pierwszym razem było mi potrzebne coś innego. A książka godna polecenia zwłaszcza osobom, które mieszkają na przedmieściach, mają koty wychodzące do ogrodu i przestrzeni przydomowej, ale też spacerujące z kotami na codzienne, rytualne spacery. Jednym słowem poradnik miłośnika kotów (i wcale nie chodzi o żywienie kotów) smile Ja mam książkę z 2002 r. z różowymi okładkami, potem był dodruk w 2008, cenna pozycja! smile www.galaktyka.com.pl/product,,191,13.html
                  • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 03.07.15, 04:12
                    > Brzydulec mogl zaatakowac ze strachu, albo bronil stada czyli Ciebie, ale stawiam
                    > na strach.

                    O strach to ja jej nie podejrzewam, małe toto, ale odważne i bojowe. Zauważyłam, że z okolicznymi kotami żyje w zgodzie, ale ma u nich posłuch. Raczej broniła mnie, a dokładniej - broniła Lizuskowi dostępu do mnie. Wiesia ma rację, jest o mnie zazdrosna. To się daje wyczuć. Wbiła sobie do tej malutkiej główki, że jestem jej i tylko jej. Muszę jej jakoś uświadomić, że tak nie jest i że na pozycji uprzywilejowanej jest Lizusek. Tylko jak?

                    A co u nas nowego? Brzydulcia najwyraźniej przeniosła się pod mój dom. Wczoraj wieczorem wracam z pracy, a ona siedzi pod moim domem. Budzę się dziś rano, wyglądam przez okno, a ona siedzi pod moim domem. Wracam dziś wieczorem z pracy, a ona krąży koło mojego domu. Co więcej, dziś rano, po przywitaniu i miziankach, weszła mi do domu, na korytarz... Która to pisała, że mam kota? suspicious

                    No i co teraz? Wpuścić na salony? Wiem, że powiecie, że tak tongue_out, więc od razu pytam - jak to zrobić? Nie chcę wpuścić jej do domu ot tak, bo mi zaatakuje i pogryzie moją koteńkę. Może zapakować Brzydulątko w transporter i w tym transporterze wnieść do domu? I tak przez kolejne dni, aż się obie oswoją?

                    Radźcie, kochane. Jak chcecie, żeby statystyczna liczba kotów przypadających na Zakątkowicza wzrosła, to musicie mi w tym pomóc tongue_out

                    PS
                    Wciąż jeszcze nie udało mi się dowiedzieć, czy Brzydal ma dom i gdzie są kocięta.
                    • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 03.07.15, 06:13
                      Bo Ty jestes teraz jej stadem smile i trzeba bronic tego stada smile, uj znam to znam.

                      Przy kazdej okazji pokazuj Brzydulcowi, ze Lizusek jest w Twoim stadzie najwazniejszy, tak jak to pisala Wiesia.

                      No, ba pewnie ze wpuscic, z pewna doza ostroznosci oczywiscie. Czyli nei obejdzie sie bez wizyty u weta. Musowo test na FIV/FeLV, plytkowy daje wynik od razu. My robilismy u kazdego kota, dla spokoju sumienia, Kicia.Yoda szczepiona, ale lepiej wiedziec. Poza tym do pycha drontal na robale, a na kark advantage na pchly. Nie chcesz ani jednego ani drugiego, no nie. Profilaktycznie tez Lizuskowi zastosowac.

                      I tak jak mowisz, transporter bedzie dobry, najlepiej, zeby Brzydulec miala tam jedzenie i miske z ulubionym przysmakiem Lizuska postaw przy tym transporterze. Wg behawiorystow wspolne posilki najlepiej godza. Chyba cos w tym jest.

                      Do kontatku feliway i sprobowalabym wspomniane zylkene, tanie to nie jest, ale ponoc dziala.

                      Tylko co dalej? Wyniesiesz ja z powrotem na dwor? Masz gdzie Brzydulca odizolowac jak nie bedzie w transporterze? Pewnie wiele zalezy od wspolnego zachowania, ale zawsze lepiej miec opcje.

                      I poczytaj watek Wilowki czy inne o ciezkich dokoceniach.

                      W kazdym razie u nas z Kicia.Yoda nie zadzialalo nic, kompletnie nic, zostal jeszcze zylkene, jest w drodze. Ale ona zatwardziala jedynaczka i kazdy kot w zasiegu wzroku to wrog publiczny numer 1 (no prawie kazdy)

                      Te jej domniemane kocieta sen mi z powiek spedzaja.

                      Aha, a chlopu i sobie zaordynuj neospamine czy inny koniak.
                    • wladziac Re: Taką mam zagwozdkę... 03.07.15, 08:41
                      najpierw musisz wyjaśnić czy są kocięta a później myśleć o zabraniu kotki do domu,inaczej możesz skazać maluchy jeżeli istnieją na okrutny niebyt
                      • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 03.07.15, 20:55
                        najpierw musisz wyjaśnić czy są kocięta a później myśleć o zabraniu kotki domu,inaczej możesz skazać maluchy jeżeli istnieją na okrutny niebyt

                        To jest najwazniejszy priorytet, ustalic czy i gdzie sa kocieta
                        • wiesia.and.company Re: Taką mam zagwozdkę... 04.07.15, 15:13
                          Hm... (typowe dla mnie, bo za chwilę powiem coś, czego sama doświadczyłam, skłaniam się ku temu, no ale nie zawsze to musi być najlepsze, bo wszystko zależy od cech osobniczych). Więc tak:
                          pozwoliłabym Brzydulce przychodzić pod dom, zaprzyjaźniać się. Niech się odżywia. Niech karmi swoje kocięta, niech się nimi opiekuje. Bo teraz pozwala sobie na dłuższe pozostawianie maluchów bez opieki, co znaczy, że już nie jedzą tak często i są bardziej samodzielne, aczkolwiek ukryte przed niebezpieczeństwami.
                          Czyli - niech przychodzi, niech poznaje zwyczaje domu. W ten sposób także oswaja się z zapachami, przyzwyczajeniami Lizuska, jej wydeptanymi ścieżkami.
                          W ten sposób także Lizuska widzi ją przez okno, czuje zapach, wie, że jest nowy kot, który usiłuje kręcić się koło stada (ludzie i Lizuska to przecież stado).
                          Czyli zdają sobie sprawę ze swojej obecności. I to jest dobra metoda.
                          Poza tym Lizuska dobrze wie, że dookoła Ciebie kręci się kotka-pretendentka do stada. Na pewno wie, że gdy chodziłyście na spacer, to byłyście obserwowane. Tego zapewne Ty nie widziałaś, ale Lizuska to wie wink
                          Te podchody Brzydulki są w sumie dosyć ostrożne. To takie etapy, które pozwalają obu kotkom na coraz bliższe zataczanie kręgów.
                          To jest takie postępowanie kotów zupełnie typowe, normalne. Tak się to odbywa, gdy na danym terenie nagle pojawia się nowy kot, który zaginął w okolicy, w każdym razie pojawił się jako zrzutek na danym terenie, na którym żyją stada lub stado. To są koty, które się znają, czasem biją, ale mają też swoje ścieżki neutralne (jak zwierzęta przy wodopoju).
                          I Brzydulka jest w pozycji kotki, która postanowiła opuścić rewir znanego jej stada i zadomowić się tu, gdzie dokonała obserwacji i zdecydowała się zostać, także z Lizuską.

                          Ja bym pozwoliła Brzydulce na wejście do domu, na poznawanie terenu - na zasadach podyktowanych przez Brzydulkę. Ona to zrobi z lekkim lękiem, ale będzie mogła się wycofać, gdyby ją coś przestraszyło. Niech ma drzwi otwarte, niech wchodzi.
                          Lizuska w tym czasie niech też robi to, co sama uważa za słuszne. To też będzie zgodne z postanowieniami Lizuski (co ma zrobić w danym momencie).
                          Obie będą na siebie prychać, rzucać groźby, głośno, ostrzegająco warczeć.
                          To jest normalne. Bo tak rozmawiają ze sobą koty. Informują się w ten sposób, czy to drugie nie przekroczyło pewnych granic, informują o tym, że w tej chwili dalej to już nie.
                          Po prostu rozmawiają, ostrzegają.
                          Nie trzymaj Lizuska na rękach, bo zdenerwowana może Ci wyrządzić krzywdę. Po prostu bądź przy Lizusce, mówiąc w ten sposób, że ją wspierasz, że stado jest razem.
                          Myślę, że wprowadzenie do domu Brzydulki uwięzionej w transporterze jest niekorzystne. Bo raz - że na wstępie jest już ograniczenie swobody, wolności, a dwa, że robisz obchód terenu Lizuski wkraczając bezceremonialnie na teren rezydentki, czyli naruszając jej granice, a trzy, to także odbywa się wbrew woli uwięzionej Brzydulki, bo razem z nią naruszasz teren, którego ona sama nie zdecydowałaby się naruszyć.
                          Czyli - niech sobie obie kotki decydują o tym, w którym momencie się wycofać, w którym pójść do przodu z akcją.
                          Za to nigdy nie wolno odciąć drogi ucieczki Brzydulki (w stronę otwartych drzwi domu) i Lizuska (do wycofania się do wybranego pokoju czy też mebla). Wtedy nie ma możliwości wymuszonej konfrontacji.

                          To tyle z mojego doświadczenia z dokacania (było tego trochę). Nigdy nie zamykałam nowo przybyłego w jakimś pomieszczeniu, nie odgradzałam od stada, bo wtedy już na początku tworzyłabym sztuczne granice, teren tylko nowego - teren tylko stada, podczas gdy stado byłoby zaskoczone, że nie może nagle wchodzić tu czy tam, bo jest - okupant, czyli wróg!
                          No i też pamiętam wątki Barby50 z dokacania - np. przepiękne zdjęcia Plastka wchodzącego do domu z nieśmiałymi odwiedzinami, oj dużo tego było smile Zobacz tu barba50.blogspot.com/ z datą 26. czerwca 2013 - o tytule Kierunek - dom! (gdzie Plastek podejmuje próby smile
                          • pi.asia Re: Taką mam zagwozdkę... 05.07.15, 15:13
                            Nigdy nie zamykałam nowo przybyłego w jakimś pomieszczeniu, nie odgradzałam od stada, bo wtedy już na początku tworzyłabym sztuczne granice, teren tylko nowego - teren tylko stada, podczas gdy stado byłoby zaskoczone, że nie może nagle wchodzić tu czy tam, bo jest - okupant, czyli wróg!

                            Święte słowa, podpisuję się rękami i nogami.
                            • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 05.07.15, 18:04
                              Bo zadna z Was nie miala Kici.Yody, kota z dusza pumy smile

                              Uwierzcie, naprawde w jej przypadku inaczej sie nie da. Tylko izolacja.
                              • wiesia.and.company Re: Taką mam zagwozdkę... 05.07.15, 18:12
                                Ale, Mysiulku! smile Kicia.Yoda jest taka jedna, puma jak na obrazkach, naprawdę smile I to jest ten wyjątek, który POTWIERDZA regułę smile smile smile
                                • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 06.07.15, 00:28
                                  No cóż, wychodzi na to, że rozważania wpuścić czy nie wpuścić do domu, w transporterku czy nie, mogę sobie odpuścić, bo Brzydulcia zaprzyjaźniła się z moim sąsiadem z parteru. Przez otwarte (niemal przez cały dzień) drzwi wchodzi mu do domu, poleguje na dywanie, nie jest przeganiana, jest karmiona. Sąsiad ma tą przewagę nade mną, że nie ma kota. Może coś z tego będzie.
                                  • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 06.07.15, 03:52
                                    Może coś z tego będzie.


                                    oby, oby, trzymam mocno kciuki smile

                                    jak miziasz Brzydulca masz mozliwosc sprawdzenia czy sutkow leci mleko? wystarczy delikatnie scisnac sutek (dwa np) w palcach, jesli bedzie miala kropke mleka znaczy, ze karmi

                                    • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 06.07.15, 03:53
                                      a i jeszcze, jesli karmi to skora wokol sutkow bedzie wylizana i rozowa
                                      • wiesia.and.company Re: Taką mam zagwozdkę... 06.07.15, 17:03
                                        Kciuki trzymam za prawdziwą więź między Brzydulką a sąsiadem, bo to może takie chwilowe jego godzenie się na kocie polegiwanie w domu. Są ludzie, którzy potrafią w pewnym momencie zamknąć drzwi i to co za drzwiami to już nie należy do ich świata, nie muszą się zatem przejmować. A tfu, tfu, tfu! Naprawdę życzę jak najlepiej obu samotnym duszyczkom.
                                    • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 08.07.15, 03:24
                                      > jak miziasz Brzydulca masz mozliwosc sprawdzenia czy sutkow leci mleko? wystarczy
                                      > delikatnie scisnac sutek (dwa np) w palcach, jesli bedzie miala kropke mleka
                                      > znaczy, ze karmi

                                      Zrobiłam to już jakiś czas temu, mleko się nie pokazało. Skórę wokół sutków trudno mi ocenić, brakuje mi doświadczenia. Wiecie, ona w ogóle nie wygląda na mamę zajętą opieką nad maluchami. Może i urodziła kocięta, ale nie wydaje mi się, aby się nimi zajmowała. Ale oczywiście mogę się mylić.

                                      Martwi mnie jedna rzecz. Pisałam już, że Brzydulcia jest wychudzona. Na zdjęciach może tego nie widać, bo jej futerko nie przylega ściśle do skóry, tylko jest puszyste, co optycznie dodaje jej "objętości". Ale kiedy ją głaszczę, czuję wszystkie jej kosteczki. Nie sądzę jednak, aby była głodna. Kilka dni temu jeden z mieszkańców mojego osiedla widząc mnie karmiącą Brzydulcię, powiedział, że tę małą to wszyscy karmią. Nie wątpię, że tak jest. Musi być inna przyczyna jej chudości. Raz widziałam, jak Brzydulcia robiła kupkę - to była najrzadsza kupa świata. A dziś w pojemniczku stojącym koło drzwi mojego sąsiada, u którego Brzydulątko poleguje sobie na dywanie, znalazłam kilka kropel mleka (prawdziwy koci detektyw się ze mnie zrobił wink) Pewnie mleko powoduje u małej biegunki, a te, jeśli się powtarzają, są powodem jej chudości. A może jeszcze coś innego?
                                      • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 08.07.15, 06:30
                                        czyli tak wszyscy karmia, wszycy glaszca, ale niktogo tak naprawde ta kici nie interesuje (oprocz Ciebie), o jest po prostu kot. To zupelnie jak tubylcy lacznie z naszym jednym sasiadem. Mimo wszystko smutne

                                        przyczyn biegunki moze byc wiele, mleko oczywiscie, nieodpowiednie zarlo, robale, jakies chorobsko jelit

                                        bez pomocy przy biegunkach, dosc mocnych jak piszesz kitka dlugo moze nie pociagnac jesli to nie robale czy mleko
                                        • jottka Re: Taką mam zagwozdkę... 08.07.15, 12:35
                                          mysiulek ma rację, przyczyn biegunki mogą być tysiące - od niewłaściwego jedzenia poczynając, przez pasożyty na przeróżnych chorobach kończąc. a jakieś jeszcze inne objawy chorobowe dostrzegasz (poza chudością i rozwolnieniem, np. wyciek z oczu czy nosa, pokasływanie itepe)?

                                          najlepiej byłoby ją złapać i dostawić do weta - mógłby stwierdzić, czy miała kociaki i czy karmi, no i postawić diagnozę właściwą, tyle że nie wiem, czy jesteś z nią już na tyle zaprzyjaźniona... ale sąsiada bym poprosiła, żeby mleka nie dawał, i jakoś skorelowała jedzenie dla niej (żeby u ciebie i niego jadła to samo, mniejsza szansa na burzliwe reakcje na nową karmę). tabletkę na robaki czy krople na kark można by jej dać i bez tego.
                                          • wiesia.and.company Re: Taką mam zagwozdkę... 08.07.15, 18:13
                                            Mysiulek i Jottka już wszystko napisały, co ja bym rozwlekle podała. Ta chudość malutkiej i sterczące kosteczki (bo widać, że właściwie futro to na niej wisi, nie oblepia ciała) już wcześniej zwróciła moją uwagę, wzniosłam taki okrzyk. Tyle, że mogła być wtedy karmiąca i po prostu wycieńczona przez dzieci. Teraz, jeśli nie lecie mleko, to może maluchy już przechodzą na karmę stałą, czyli będzie miała czas się trochę odpaść. Rzeczywiście, mleko to należałoby wycofać z jej diety. Jottka daje dobry pomysł, żeby ustalić wspólny front z sąsiadem. Na pewno robaki ma. Pchły przecież też przenoszą, no i jeśli ciepło, to larwy much szybko się wylęgają w jedzeniu zostawionym na trochę na powietrzu. Czyli nawet w kociej misce mogą się pojawić.
                                            Masz do niej serce. Sąsiad też dał jej dywanik do pojemnika przy swoich drzwiach (tak to rozumiem, że jednak nie więcej) ale w gruncie rzeczy...
                                            Mysiulek ma rację: bez pomocy przy biegunkach, dosc mocnych jak piszesz kitka dlugo moze nie pociagnac jesli to nie robale czy mleko.
                                            Jest Was dwójka zainteresowanych losem Brzydulki. Warto wykonać pierwszy ruch, pierwszy krok, potem kroki się robi już pewniejsze.
                                            • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 10.07.15, 00:27
                                              > Jottka daje dobry pomysł, żeby ustalić wspólny front z sąsiadem.

                                              Sama o tym myślałam, ale nie widzę tego... Sąsiad jest dziwakiem, nie utrzymujemy żadnych kontaktów - na moje powitania nie odpowiadał, więc w którymś momencie dałam sobie spokój, gdy pojawiam się na horyzoncie, on znika. Tak jest od zawsze.

                                              O zabraniu Brzydulki do weterynarza myślę, odkąd tylko ją zobaczyłam. Ale najpierw muszę zyskać pewność, że nie ma właściciela. A przypuszczam, że jednak ma (choć może niezbyt ogarniętego), bo jest w zbyt dobrym stanie jak na kota bezdomnego - brak pasożytów zewnętrznych, uszka czyste, żadnych objawów chorobowych, futerko umyte.

                                              Ciężko mi przedsięwziąć coś konkretnego, bo nie wiem, na czym stoję - nie wiem, czy Brzydulcia ma właściciela, nie wiem, co z kociętami, nie wiem, jakie plany wobec Brzydulci ma mój sąsiad. Jak miałam zagwozdkę, tak mam ją nadal...
                                              • ajaksiowa Re: Taką mam zagwozdkę... 10.07.15, 11:08
                                                Wydaje mi się ze skoro pachniała szamponem to jednak jest sąsiada a najpilniejszą sprawą aktualnie byłaby sterylka.czy możesz ją sfinansować lub poszukać dotacji? smile
                                                • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 13.07.15, 02:14
                                                  Jeśli Brzydulcia ma właściciela (w najbliższych dniach ponownie wyruszam na jego poszukiwanie), to sterylizacja leży w jego gestii. Nie mogę wysterylizować cudzego kota. Natomiast jeśli nie ma właściciela, to mogę sterylizację sfinansować, ale nie mam warunków, żeby zaopiekować się Brzydulcią po zabiegu, bo dziewczyny (znaczy Brzydulcia i Lizusek) jak się widzą, to się rzucają na siebie i gryzą.
                                                  • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 14.07.15, 03:48
                                                    No i wszystko się wyjaśniło smile

                                                    Dziś rano wypatrzyłam przez okno Brzydulkę. Wyszłam do niej, akurat jadła jakieś mięsko wyłożone przez mojego sąsiada (jeszcze innego sąsiada). Przywitałyśmy się czule, a potem sobie poszła. Poszłam za nią. Zaprowadziła mnie do tego samego budynku, co poprzednio, tym razem pod konkretne drzwi. No więc zapukałam i tak oto poznałam właścicieli Brzydulci oraz dowiedziałam się, że przygarnęli ją jakiś czas temu, nie zdając sobie sprawy, że jest w ciąży, a obecnie mają w domu 5 kociątek. Cała szóstka ma zatem dom, z czego bardzo się cieszę.

                                                    Dziewczyny, dzięki za zaangażowanie w sprawę i wszystkie rady kiss
                                                  • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 14.07.15, 03:57
                                                    Generalnie super, ale, no wlasnie, ale... Brzydulcia najwyrazniej pomimo domu nadal jest kotem w jakis sensie 'bezdomnym' wychodzi kiedy chce, wraca kiedy chce. Za chwile bedzie w kolejnej ciazy i co kolejne 5 kociatek ktos wezmie na utrzymanie? i tych 10 tez nie wysterylizuje?

                                                    Czepiam sie, no czepiam sie, ale wiem jak smakuje glupota i bezmyslosc ludzi. Dasz rade jakos naklonic opiekunow Brzydulci zeby ja wysteryzowali zanim im nowe maluchy przyniesie? Pewnie macie tam u siebie jakies organizacje, ktore sterylizuja po niskich cenach? Moze trzeba ich pokierowac, pomoc, wskazac droge?
                                                  • grazyna1605 Re: Taką mam zagwozdkę... 14.07.15, 11:33
                                                    Rady i uwagi Mysiulka są bardzo mądre i poparte dużym doświadczeniem oraz troską o koty.
                                                    Napisz emigrantko co dalej z Brzydulcią.
    • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 14.07.15, 23:09
      Zaczynam od nowego akapitu, aby nam się wygodniej pisało, bo to nie koniec historii, choć naiwnie odtrąbiłam szczęśliwe zakończenie.

      Brzydulcia najprawdopodobniej znów jest w ciąży uncertain Dziś, po dłuższej przerwie, mogłam dokładnie przyjrzeć się jej brzuszkowi i jest wyraźnie większy:


      https://zmniejszacz.pl/zdjecie/282/2860468_DSC_0037.JPG


      Na brzuszku zauważyłam małe nacięcie i szwy. Któraś wie, co to może być?


      https://zmniejszacz.pl/zdjecie/282/2860481_DSC_0040.JPG


      https://zmniejszacz.pl/zdjecie/282/2860489_DSC_0039.JPG


      Czy muszę pisać, że jestem załamana? Pisałam, że cieszę się, że Brzydulcia ma dom. Cofam. Wolałabm, żeby była bezdomna, miałabym wtedy większe pole manewru - mogłabym ją zabrać do weterynarza, wysterylizować i poprosić kogoś ze znajomych, aby zaopiekował się nią po operacji, a tak to mogę tylko... nic.
      • wadera3 Re: Taką mam zagwozdkę... 14.07.15, 23:21
        Nie chcę Ci gmatwać jeszcze bardziej, ale wygląda na to, że ona jest po sterylce.
        • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 15.07.15, 01:35
          Tak właśnie najpierw pomyślałam, ale nacięcie wydało mi się za małe (raptem jakieś 1,5 cm), umiejscowione zbyt wysoko (dość blisko klatki piersiowej), no i ten wyraźnie powiększony brzuszek... Ale teraz obejrzałam sobie zdjęcia ran posterylizacyjnych w internecie i niektóre rzeczywiście są bardzo małe, a powiększony brzuszek może być efektem opuchlizny czy jakichś powikłań.

          Mam ogromną nadzieję, że jest tak, jak piszesz, będę mogła przestać obmyślać uprowadzenie Brzydulątka w celu jej wysterylizowania wink
          • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 15.07.15, 01:58
            Robi sie tzw 'ciecie angielskie', czy to jest male ciecie boczne, czy male brzuszne nie do konca rozumiem, ale podobnie jak Waderze wydaje mi sie, ze jest to szycie po sterylce. Jesli byla w ciazy to brzuchol po sterylce adopcyjnej bedzie powiekszony.

            I, nie wiem co by moglo byc innego, skoro ciecie wyglada na swieze (czemu do cholery kot nie kuruje sie w domu! ???), no i jaki inny powod.

            Nasza naczelna kastratorka robi sterylki aborcyjne zostawiajac trzy-cztery szwy na cieciu bocznym.

            Moze by fote jakis wet obejrzal.Lampka ma chyba zaprzyjazniona wetke zakrecona na punkcie kotow.

            Masz mozliwosc dopytania sie 'opiekunow' co to byla za operacja? i dlaczego kot walesa sie po podworkach?


            • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 15.07.15, 05:29
              > Masz mozliwosc dopytania sie 'opiekunow' co to byla za operacja? i dlaczego kot
              > walesa sie po podworkach?

              Heh, mam taką możliwość, ale nie mam takiego tupetu tongue_out Nie chcę nachodzić tych ludzi, ani się ich czepiać, bo i tak zrobili dużo dla Brzydulci. Ale będę miała oko na maleńką.
              • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 15.07.15, 06:16
                hmm, to tak jak ja smile mamy takich sasiadow, co to co jakis czas maja koty )od nich przychodzil Czarny Puma(*), a ze to narod, khm 'wioskowy' to i psy i koty zyja jak zwykle wolno. Sasiad pracuje w urzedzie gminy, gdzie robia darmowe sterylki, no kurde moglby ciachnac te swoje psie stado i kocie, ale pewnie nawet o tym nie pomysli.

                Gdyby to byli nasi bezposredni sasiedzi za plotu, to znalazlby sie jakis punkt zaczepienia, a tak to nie ma nawet jak zagadac, bo nigdy nie rozmawiamy, ot machniecie reka jak jedziemy autem a sasiad akurat jest przed swoim plotem, bo zasieki to ma niezle.

                Rozumiem wiec sytuacje. Ale miej oko i jakby cos sie dzialo, to w miare mozliwosci dzialaj.
                • mist3 Re: Taką mam zagwozdkę... 15.07.15, 21:41
                  A nie możesz porwać małej i zabrać jej na konsultacje do lekarza? Jak ona wychodzi to jak na parę godzin zniknie - nikt się nie zorientuje. A sąsiadów informować nie musisz, że byłaś z nią u lekarza. Mi to wygląda na szef po sterylce. Ale ten opuchnięty brzuch i mała waga mnie niepokoi.
                  Przyznaję się bez bicia - ja często "porywam" koty i kotki na sterylki.
                  • wladziac Re: Taką mam zagwozdkę... 15.07.15, 21:57
                    dokladnie myślę jak Mist,mogłabyś kotkę "porwać" na chwilę do weta,brzuszek jeżeli jest po sterylce może być opuchnięty z powodu przepukliny pooperacyjnej jakby kotka za dużo skakała i nie była dopilnowana przez sasiadów,ja bym tak zrobiła dla własnej spokojności i zdrowia kotki
                  • wiesia.and.company Re: Taką mam zagwozdkę... 15.07.15, 22:22
                    Nie mam żadnych wątpliwości: to jest szew po sterylce. Ten charakterystyczny ściśnięty, wygolony brzuszek, te węzełki. I nie była to sterylka aborcyjna, bo wtedy szwów i węzełków jest więcej (bo większe jest pole operacyjne - przeszłam to z Leosią). Czyli jest wysterylizowana.
                    Mało tego, brzuszek już jest nieźle zarośnięty, czyli sterylka odbyła się jakiś czas temu, nie jest golutki. Czyli się już nieźle goi. Nie ma możliwości już teraz, żeby się szwy rozeszły, puściły.
                    To, że była taka chudziutka i z wyciągniętymi sutkami to teraz mi się rozjaśnia. Urodziła piątkę maluchów, to jest sporo, karmiła je, małe wyciągały z niej pokarm i osłabiały.
                    Ludzie, którzy przygarnęli jej maluszki - całą piątkę, kiedy już przestała karmić (tak myślę, że już przeszły na karmę stałą) zawieźli do lekarza i wysterylizowali.
                    To, że jeszcze ma brzuszek dosyć duży to może być całkiem normalne - w końcu wszystko jej się bardzo mocno naciągnęło (nosić w brzuchu piątkę, to ho ho ho, nie to samo co jedynaka). Na pewno wszyscy pamiętamy, jak wygląda karmiąca suka psia. Na ogół jest gruba, mocno nabrzmiała i te wyciągnięte sutki. Wszystko musi wrócić do normy, do normalnego ciała.
                    I myślę też, że Ci jej ludzie, opiekunowie (bo opiekują się przecież odpowiedzialnie całą piątką małych) pojadą z nią do weterynarza w celu zdjęcia szwów. Czyli lekarz będzie mógł ją obejrzeć.
                    I sądzę, że Brzydulka to kot przylepny. Odwiedza różnych ludzi, udało jej się zainteresować sobą wiele osób. Ale ma już swoich ludzi, którzy już w nią włożyli sporo serca, w jej maluszki też, pieniędzy. Proponowałabym, żebyś po prostu z nimi porozmawiała, ale tak towarzysko: że odwiedza Cię taka koteczka, że masz dla niej dużo serca, że się interesujesz, bo jest taka malutka, wzruszająca, że sama masz kotkę i dlatego oczywiście jesteś bardzo pro-kocia.
                    Że bardzo się cieszysz, że oni się opiekują małymi, że zrobili sterylkę, że chciałabyś jakoś im w czymś pomóc (no może to za dużo powiedziane, ale coś tam ułożysz), że chciałabyś jakoś współpracować z nimi. Bo Brzydulka chodzi, to u Ciebie coś zje, to u sąsiada pośpi na dywanie. Że właściwie nie wiesz, jak postępować z Brzydulką, bo jesteś na nią otwarta, karmisz, ale nie wiesz, czy dobrze robisz, bo może ona ma inne przyzwyczajenia żywieniowe.
                    No i takie ogólne bla bla bla, ale towarzyskie, że ona Cię ujmuje itd. Możesz zapytać, czy ona tak wędruje, bo chce być głaskana, czy może chce czegoś innego. Ogólnie, jak współpracować z ludźmi dla jej dobra.
                    To jest zupełnie inna sprawa, taka towarzyska rozmowa, takie prawdziwe zainteresowanie koteczką, bo śliczna, bo taka dzielna, że jesteś wdzięczna tym ludziom, że tyle dla niej zrobili. Jesteś już teraz mniej spięta, nie proponujesz radykalnych rozwiązań, widzisz, że oni dla niej i maluchów dużo robią.
                    Zatem teraz odważnie: porozmawiaj jak kociolub z kotem z kociolubami. To zupełnie inna płaszyczyzna porozumienia.
                    No, i jeśli Brzydulka jest ich (jeśli osiedle jest kociolubne, to nic jej się nie stanie, jeśli będzie wychodząca na spacery), a może spodoba Ci się któryś z piątki maluszków (uroda po mamusi) to może zaadoptujesz do Lizuska spolegliwego maluszka? Bo Lizusek będzie miała u takiego małego autorytet (wiadomo, starsza, łatwo przyjmie rolę mentora). W każdym razie sytuacja jest zdecydowanie klarowniejsza, nie musisz mieć już takich rozterek z zakresu odpowiedzialności za Brzydulkę. Porozmawiaj! Powodzenia! smile
                    • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 16.07.15, 03:43
                      Ok, skoro zgodnie twierdzicie, że Brzydulka wygląda na świeżo wysterylizowaną, to z pewnością tak jest. Super! smile

                      > To, że jeszcze ma brzuszek dosyć duży to może być całkiem normalne - w końcu
                      > wszystko jej się bardzo mocno naciągnęło (nosić w brzuchu piątkę, to ho ho ho, nie
                      > to samo co jedynaka).

                      Ale ten brzuszek jeszcze tydzień temu był sporo mniejszy... Zamiast zmaleć, powiększył się, i to mnie niepokoi. Ale - tak, jak piszesz, Wiesiu - Brzydulcia wkrótce znowu będzie u weterynarza (na zdjęciu szwów) i lekarz się tym brzuszkiem zajmie. Nie będę więc jej "porywać", zaufam jej opiekunom.

                      > I sądzę, że Brzydulka to kot przylepny.

                      To mało powiedziane - jak ona się garnie do człowieka, jak szuka jego bliskości, jego pieszczot! Gdybyście widziały, jak ona "piszczy" na mój widok, jak biegnie do mnie z ogonkiem postawionym na sztorc, jak kładzie się u moich stóp i wystawia brzuszek do głaskania, jak chodzi za mną krok w krok. Wystarczy, że czule do niej mówię, a zaczyna mruczeć, nie muszę jej nawet dotykać. Poza tym pozwala wszystko ze sobą zrobić - mogłam dokładnie przejrzeć jej futerko i obciąć kołtunki bez najmniejszego sprzeciwu czy zniecierpliwienia z jej strony, nigdy nie użyła pazurków ani ząbków wobec mnie. Jest cu-do-wna! Bardzo bym chciała, żeby była moja, ale cóż, spóźniłam się...

                      > a może spodoba Ci się któryś z piątki maluszków (uroda po mamusi) to może
                      > zaadoptujesz do Lizuska spolegliwego maluszka?

                      Po mamusi to wolałabym, aby miały charakter wink Domyślam się też, kto jest tatusiem - to prawdopodobnie młody kocurek, którego czasami dokarmiamy z moim chłopakiem, też straszna przylepka. Tak więc oboje rodzice mają cudowne charaktery. Tutaj razem na zdjęciu:


                      https://zmniejszacz.pl/zdjecie/283/2868965_DSC_0026.JPG


                      À propos zaadoptowania maluszka - właśnie miałam założyć wątek na ten temat. Tak sobie myślałam, że może dokocenie się kociątkiem miałoby łatwiejszy przebieg. Może Lizuskowi byłoby łatwiej zaakceptować malucha, nie bałaby się go. Jak myślicie?
                      • wiesia.and.company Re: Taką mam zagwozdkę... 16.07.15, 18:19
                        O, i całkiem inaczej teraz brzmisz, już optymistyczniej, nie z tym kamieniem u szyi. Bo tak, to miałaś problem: co jest Brzydulce, co z nią zrobić, jak to praktycznie, logistycznie wykonać i co począć z zazdrością Lizuska, itd. itd.
                        Bo w sumie to już zaakceptowałaś drugiego kota, już się właściwie zgodziłaś. Kwestia była tylko jak. Czyli: jest w Tobie zgoda na drugiego kota. Dojrzałaś do tej myśli, uklepała Ci się i jesteś gotowa. smile I taki maluszek dla Lizuska to jest świetny partner do domu. Ależ się przy nim (czy też przy niej) rozwinie, nabierze pewności siebie, bo taki maluch daje to poczucie ważności, wyższości, wiedzy, podziwia, naśladuje smile
                        Jednym słowem: jesteś gotowa smile To jest ten moment, potem może minąć, uklepać się.
                        Dla Lizuska maluszek jest też najlepszym rozwiązaniem. Czyli....smile smile smile

                        To jest też świetnym pretekstem do zagadnięcia obecnych opiekunów Brzydulki. Mają kotki, może by się ucieszyli, że choć jedno kocio trafi w dobre ręce smile I przy okazji mogłabyś rozwiać swoje obawy, powiedzieć, że brzuszek Brzydulci wydaje Ci się większy... i co oni wtedy na to? Tak tylko uspokajająco: jeśli ją głaszczesz i nie czujesz niepokojących oznak, że temperatura zbyt wysoka, że oczy nie takie, że pod ręką coś czujesz dziwnego - to chyba nic się nie dzieje. Szwy ładne. Jeśli Brzydulcia zachowuje się normalnie, je chętnie - to chyba nic się nie dzieje. Może po prostu odbija teraz od stanu zmęczenia. Może nabiera ciała.
                        U mnie tak było z Leosią, że po sterylce przytyła, zrobiła się grubaskiem. Po pół roku trochę straciła na tej "krągłości" ale i tak figurkę ma zupełnie inną niż przed sterylizacją. Leosia wygląda teraz jak kot, wcześniej wyglądała jak skrzyżowanie szczurka z tchórzofretką. Teraz to kobitka smile
                      • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 17.07.15, 07:16
                        Po prostu Brzydulcia wybrala Ciebie na 'swojego czlowieka' i kropka. Moze miec najfajnieszy dom pod slonce, ale Ty dla niej jestes tym drugim kotem smile

                        Ja tak mam z takim jednym dochodzacym smile MD z Kicia.Yoda i z GrubsonemII vel Atosem vel Biszkoptem, a Starszy z Leia/Miki i Panem Wasikiem.

                        À propos zaadoptowania maluszka - właśnie miałam założyć wątek na ten temat. Tak sobie myślałam, że może dokocenie się kociątkiem miałoby łatwiejszy przebieg. Może Lizuskowi byłoby łatwiej zaakceptować malucha, nie bałaby się go. Jak myślicie?

                        Dokoceniem maluchem jest o tyle latwiejsze, ze maluch sie szybciej dostosuje, choc na poczatku i tak sie bedzie puszyl i bal. Podobnie druga strona, po prostu jedynaczki tak maja smile Ale, ze to dziecie bedzie mniejsze jest nadzieja na dobre stosunki.

                        U nas wszystko szlo dobrze, ba biorac pod uwage ciezki charakter Kici.Yoda nawet bardzo dobrze. Troche warkow, troche stroszenia, ale tez stres deugiej mniejszej strony.

                        vimeo.com/53786225

                        z Lukiem Grubsonem to juz w ogole byla szansa na wspolne zrozumienie (Grubson zakochal sie w Ciotce.Kici.Yodze od pierwszego spojrzenia. Ale niestety do nie przewidzielismy reakcji Padme/Kluski, ktora okazala sie byc histeryczna matka i akcja jaka sie rozwinela gdy Kluska zobaczyla Kicie.Yode obok maluchow (szly akurat obok Kici.Yody) zniweczyla cala misterna prace.

                        Tu sytuacja bedzie inna, tu maluch bedzie bez mamuski, a wiec bez obrony. Przygotuj sie jednak, na to, ze od pierwszego spotkania milosci nie bedzie. Stres obu stron napewno. Warto jednak, by Lizusek przekonal sie do kociego roku i zrozumial, ze nie jest pepkiem swiata.
                        • emigrantkaaa Re: Taką mam zagwozdkę... 18.07.15, 03:27
                          > Przygotuj sie jednak, na to, ze od pierwszego spotkania milosci nie bedzie.
                          > Stres obu stron napewno.

                          Jasne, zdaję sobie z tego sprawę. Naprawdę, nie liczę naiwnie na idealne dokocenie. Zniosę dzielnie wzajemną niechęć, syki i warki. Po prostu sytuacja, gdy Brzydulka rzucała się na Lizuska i się gryzły, była dla mnie bardzo trudna psychicznie. O wiele lepiej zniosłabym sytuację odwrotną, gdbyby to Lizusek atakowała Brzydulkę - ot, prawo rezydenta wink

                          Właściwie to nigdy nie chciałam mieć kocięcia. Owszem, kocięta są urocze, ale jednak odrobinę kłopotliwe. Ale liczę na to, że przy maluchu Lizusek będzie się czuła silniejsza i pewniejsza siebie, a w konsekwencji bardziej skłonna zaakceptować drugiego kota.

                          W przyszłym tygodniu wybiorę się do koleżanki, która akurat ma kocięta na wydaniu, może też zajdę do właścicieli Brzydulci, chociaż mam opory, aby ich nachodzić. Tak czy siak, dam Wam znać.

                          Dzięki, dziewczyny!
                          • mysiulek08 Re: Taką mam zagwozdkę... 18.07.15, 04:01
                            W przyszłym tygodniu wybiorę się do koleżanki, która akurat ma kocięta na wydaniu, może też zajdę do właścicieli Brzydulci, chociaż mam opory, aby ich nachodzić. Tak czy siak, dam Wam znać.

                            Ale to nie ma byc przypadkowe kocie, a kocie Brzydulci smile tak to zrozumialam, a przy okazji lepiej pozansz opiekunow Brzydulci, dowiesz sie co i jak, bedziesz spac spokojnie. Sytuacja wrecz idealna, tak jak Wiesia pisze. I nie ma tu nic z nachodzenia/Ot, lubisz Brzydukcie, ona lubi Ciebie, zaprzyjaznilyscie sie i pomyslalas, ze skoro nie mozesz miec Brzyduli smile to ktoremus z jej dzieci dasz dom. No, po prostu nic lepszego nie moglo sie zdarzayc.
                            • wiesia.and.company Re: Taką mam zagwozdkę... 18.07.15, 15:59
                              O to, to! Właśnie to miałam na myśli, Mysiulku! smile
Pełna wersja