Słuchajcie, dzisiaj rano Zora nalała na łóżko, akurat gdy za 5 minut miałam wychodzić do pracy. Nie tam żadne posikiwanie, tylko kałuża wielka jak jezioro. Póki co dałam ją do drugiego mieszkania, micha smakołyków, kuweta, świeży żwirek. Ona bardzo lubi tamte drugie mieszkanie, które jest przygotowywane do remontu i jest cała masa gratów do obwąchiwania i zakamarków, taki plac zabaw. Jestem na 100% przekonana, że to sikanie to efekt nietolerowania Rudzika, dlatego myślę, że odizolowanie ich na chwilę może przynieść dobre efekty, ale już drżę na samą myśl, że może się z tym - tfu, tfu, odpukać - rozkręcić