W piątek w nocy mieliśmy incydent, który wyglądał bardzo niepokojąco. Gałeczka zaczęła krzyczeć, wyć, wołać, trudno nawet określić dźwięki jakie wydawała. Pyszczek miała uchylony, widać było różowy języczek, z trudem oddychała. W końcu zeskoczyła z łóżka, zwymiotowała bodaj trzykrotnie (treścią jelitową), rano w kuwecie znalazłam ślady luźnej kupki. Pojechałyśmy do Boliłapki do najlepszego diagnosty znaczy dra Maćka. Została pobrana krew do pełnej morfologii, zrobiony został rentgen. Nie jest dobrze. Zwyrodnienie kręgosłupa, liczne nacieki okołooskrzelowe w klatce piersiowej wskazujące na przewlekłe zapalenie oskrzeli, kamień w lewej nerce, stan zapalny jelit. Dzisiaj odebraliśmy wyniki krwi. Ogólne bez zarzutu, biochemia kiepska, przekroczony mocznik i kreatynina. Dostała kroplówkę, antybiotyk, leki wspomagające. We wtorek zrobimy usg nerek i zdecydujemy co dalej. Czy leczymy intensywnie, czy pozwolimy jej żyć po swojemu, reagując oczywiście na wszelkie stany ostre. Gałeczka jest starutka. W karcie wpisane ma 15 lat, ale może mieć również 18.
Co ciekawe po wspomagaczach (kroplówce, lekach) zrobiła się bardziej aktywna, żywsza. Schodzi na dół, wychodzi nawet na małe spacery
Martwię się, ale wiem, że wszystkiemu nie zaradzimy. Na pewno nie będę walczyć do upadłego, nie pozwolę jej cierpieć. Na razie cieszymy się tym co jest.