Dodaj do ulubionych

Cholera jasna... George.

25.04.17, 09:33
Znacie George'a, nasz kochany biały miziak, kot doskonale pluszowy. Od dwóch lat zmaga się z martwicą brzeżną uszu, raz było lepiej, raz gorzej, nie wychodziliśmy od weterynarza... ale jakoś było. Teraz już nie będzie.
Nowotwór, cholera. Nieoperacyjny, szybko rosnący. Mamy czas, żeby się pożegnać, ale niedużo, bo trzeba zdążyć zanim zacznie się męczyć.
Od wczoraj nie możemy sobie znaleźć miejsca. Młoda jeszcze nie wie, musimy jej powiedzieć. George jest prawie dwa razy starszy od niej, taki przyjaciel od zawsze. Ciężko jest.
Obserwuj wątek
    • wiesia.and.company Re: Cholera jasna... George. 25.04.17, 18:17
      Straszne! Nie wiem, co powiedzieć. Jeszcze trochę czasu przed Wami, ale to przecież nie jest pocieszeniem. Na pewno możecie leżeć sobie w objęciach, patrzeć w oczy i zapewniać, jak bardzo się kochacie. Do tej pory pamiętam, jak sobie z Grosią patrzyłyśmy w oczy leżąc w objęciach. Ona wiedziała. No i ja wiedziałam, a że zwracałam na nią uwagę, przejmowałam się nią, i tak bardzo ją kochałam, to oszczędziłam jej bólu i pozwoliłam jej odejść. Ale przeżyłam to ogromnie! A w miesiąc później odeszła Wikcia. To boli. Bardzo Ci współczuję, bardzo.
    • mysiulek08 Re: Cholera jasna... George. 25.04.17, 19:24
      Cholera! Glaskajcie Georga i niech go nie boli. Sily Wam zycze.
    • zaba_300 Re: Cholera jasna... George. 25.04.17, 20:13
      Ojej, bardzo współczuję. Bardzo. Trzymajcie się.
      • alus59 Re: Cholera jasna... George. 25.04.17, 21:02
        Kochani przytulam Was mocno w tych trudnych dla Was chwilach ...
        I bardzo zadbajcie o Młodą - utrata futrzastego przyjaciela bardzo boli każdego, ale odejście zwierzaka dla małego człowieka, którego młoda istota znała od zawsze to olbrzymie przeżycie ...

        Ja doskonale pamiętam odejście pierwszego, ważnago dla mnie psa - miałam wtedy 6 lat.
    • aankaa Re: Cholera jasna... George. 25.04.17, 22:03
      <smutek i brak słów>
    • kkjp Re: Cholera jasna... George. 25.04.17, 22:44
      Jestem z Tobą myślami.
    • wiesia.and.company Re: Cholera jasna... George. 25.04.17, 23:47
      Tulcie się do siebie, śpijcie, bądźcie razem, to najważniejsze, żeby dotrwać jak najdłużej się da bez bólu. To straszny czas. I ta bezsilność...
    • wadera3 Re: Cholera jasna... George. 26.04.17, 10:28
      Bardzo Ci współczuję i mam nadzieję, że uchwycisz moment kiedy trzeba będzie pozwolić mu bryknąć na TM.
    • kkjp Re: Cholera jasna... George. 26.04.17, 20:34
      Kochana jak sytuacja? Młoda już wie?
    • olinka20 Re: Cholera jasna... George. 26.04.17, 20:57
      Minerwo przytulam.
      Tylko tylę mogę zrobić.
    • wladziac Re: Cholera jasna... George. 26.04.17, 22:56
      ogromnie mi przykro,współczuję i Wam i kotkowi
    • minerwamcg Re: Cholera jasna... George. 27.04.17, 09:37
      George ma się nieźle, dużo śpi, prowadzi oszczędzający tryb życia, mądry kotek... Je mało, ale regularnie, podsuwamy mu pod wąsy wszystkie możliwe smakołyki, jak dotąd nie odmawiał smile Paskudztwo za uchem jest duże, nie mam siły ani odwagi porównywać - większe niż wczoraj czy nie? Ile ma siły, stara się być z nami, łasi się, liże nas. Chyba rozumie, że trzeba się będzie żegnać.
      Młoda opłakała wiadomość rzewnymi łzami, zresztą trochę jej w tym pomogłam, bo odkąd wiem jak jest, też mam oczy na mokrym miejscu. To jest naprawdę bardzo kochany kot.
      • wiesia.and.company Re: Cholera jasna... George. 27.04.17, 16:36
        To dobra wiadomość na dzisiaj. Dobrze, że ma apetyt, że się od Was nie odsuwa, że się łasi i domaga uwagi i głaskania. Wtulanie się w siebie oczywiście powoduje, że tym bardziej się czuje człowiek z tym źle, już ma świadomość straty (przepraszam, że o tym mówię, ale tak czułam z Grosią). To, że George tego chce to dobra oznaka. Trzymajcie się!
    • peonka Re: Cholera jasna... George. 30.04.17, 22:45
      Gorąco życzę Wam cudu. Nawet jeśli ma oznaczać tylko trochę dodatkowego czasu...niech się stanie.
      • panna_beata Re: Cholera jasna... George. 03.05.17, 11:18
        Dopiero dzisiaj przeczytałam... popłakałam się. sad Trzymajcie się, to wszystko, co mogę powiedzieć. kiss
        • salimis Re: Cholera jasna... George. 03.05.17, 13:28
          Bardzo współczuję. Tak bardzo boli świadomość ze pozostało tak niewiele czasu a chciałoby się go mieć w nieskończoność.
          peonka życzy wam cudu a ja myślę że George sam w sobie jest dla was cudem a wasza miłość jego cudem.
          • wiesia.and.company Re: Cholera jasna... George. 03.05.17, 19:07
            Pięknie powiedziane, Salimis, wzruszyłam się : "a ja myślę że George sam w sobie jest dla was cudem a wasza miłość jego cudem."
    • minerwamcg Re: Cholera jasna... George. 10.05.17, 18:21
      Byliśmy z George'em do kontroli, pan doktor powiedział, że myślał, że będzie gorzej. Wiadomo, że rady nie ma, ale guz chwilowo nie rośnie. Na razie jakby przystopował... Kocio senny, ale przynajmniej raz dziennie się ożywia, idzie zjeść, pije mleko. Nie schudł za bardzo, jest w granicach normy. Wet mówi, że kto inny już by dawno chciał go uśpić, trochę nas to zasmuciło. Przecież dopóki nie cierpi, niechby sobie był z nami...
      • alus59 Re: Cholera jasna... George. 10.05.17, 18:44
        minerwamcg napisała:
        Byliśmy z George'em do kontroli, pan doktor powiedział, że myślał, że będzie gorzej. Wiadomo, że rady nie ma, ale guz chwilowo nie rośnie. Na razie jakby przystopował... Kocio senny, ale przynajmniej raz dziennie się ożywia, idzie zjeść, pije mleko. Nie schudł za bardzo, jest w granicach normy. Wet mówi, że kto inny już by dawno chciał go uśpić, trochę nas to zasmuciło. Przecież dopóki nie cierpi, niechby sobie był z nami...

        I to jest super wiadomość smile Guz nie rośnie, a kocio ma się w miarę dobrze - i tak trzymać, jak najdłużej. I jak najdłużej cieszcie się byciem razem smile smile
        • kkjp Re: Cholera jasna... George. 10.05.17, 20:08
          Popieram! Jeśli nie cierpi postąpiłabym tak samo. Tak mi przyszło na myśl, że siła miłości jest nieobliczalna - nawet guz przestaje rosnąć, przynajmniej na trochę. Przytulam
          • wiesia.and.company Re: Cholera jasna... George. 11.05.17, 18:18
            Dobrze to ujęły Alus59 i Kkjp. Miałam tak z moją Grosią (nowotwór rak płaskonabłonkowy podniebienia miękkiego pod językiem). Ona była tak pełna woli życia, że od diagnozy i guza, jeszcze prawie 4 miesiące cieszyłyśmy się sobą, bez cierpienia, za to z przytulaniem, udeptywaniem, spaniem. Trzymajcie się się jak najdłużej w takiej formie, w jakiej jesteście!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka