aankaa 29.04.17, 00:35 link przywleczony z innego forum wyborcza.pl/7,75400,21698335,jak-uszczesliwic-kota-poradnik-opiekuna.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mysiulek08 Re: fajny artykuł 29.04.17, 01:06 Pani wet behawiorystka jak nic za wzor wziela sobie Vicky Halls, ktorej nie znosze Odpowiedz Link
ajaksiowa Re: fajny artykuł 29.04.17, 05:53 Dr Iracką ,,znam,,od lat i polecam jak tylko mam okazj€.Nie czytałam do końca. Ale komentarze są fajne.Przypuszczam Mysiulku że ta behawiorystka o której mówisz to uczennica p.doktor.😌 Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: fajny artykuł 29.04.17, 07:26 Raczej p. dr konczyla te same kursy behawiorystyczne co Halls i stad niektore wypowiedzi bardzo skojarzyly mi sie z publikowanymi tekstami Vicky Halls Program szkolen i kursow behawiorystyki kociej jest na calym swiecie niemal identyczny i korzysta sie z takich samych materialow, wiekszosc behwiorystow legitymujacych sie dyplomem powtarza od zawsze te same schematy A te schematy obalaja nasze kociaste zdecydowanie im blizej do Jacsona I czepiam sie tylko tej strony dzialalnosci p.dr Odpowiedz Link
wiesia.and.company Re: fajny artykuł 29.04.17, 18:27 No i nie przeczytałam artykułu bo mi się wyświetlio "Wyczerpałaś już limit artykułów w tym miesiącu". Tyle, że już pierwsze dwa zdania: "Kot dobrze czuje się sam. A już szczególnie wolno żyjący, dziki kot nie potrzebuje do szczęścia towarzystwa" już wzbudziły we mnie opozycjonistkę. Bo kot wolno żyjący to nie to samo, co dziki kot (czyli np. ryś, żbik w Polsce). No pewnie, że nie to samo, bo dlaczego je porównywać w kontekście "życia samotniczego, bez towarzystwa". Koty wolno żyjące, które dokarmiałam wcale się tak dobrze nie czuły tylko i wyłącznie wybierając samotność. I były zazdrosne o mnie, o człowieka, który się o nie troszczył. No ale OK. Zostawiam to. Skoro i tak nie mogłam dalej przeczytać. Ech, w sumie kursy dla behawiorystów prowadzone są przez pewną określoną liczbę behawiorystów, lekarzy wet. A panią Iracką pamiętam z artykułów w miesięczniku "Kocie sprawy", czytywałam co najmniej 12 lat temu. Jakoś nie byłam zachwycona. Ale to dlatego, że już wtedy miałam 9 kotów od kilkunastu lat, opiekowałam się 8 kotami sąsiadki podczas jej dwu-miesięcznych nieobecności i dokarmiałam 13 kotów na Filtrowej, służyłam pomocą na tyle ile mogłam (byłam sama w tym regionie). Moje spostrzeżenia nie były chyba tak uogólnione, miałam mniejszą grupę do obserwacji, mogłam im poświęcić więcej uwagi. Jeśli pani Iracka raczej zajmuje się szkoleniami niż bezpośrednim przebywaniem z kotami, to jest bardziej hm... wykładowcą niż praktykiem. Jeśli Mysiulkowi wypowiedzi pani Irackiej skojarzyły się z panią Vicki Halls uuuu.... uuuu.... Poglądy pani Vicki Halls bardzo się rozmijają z moimi. Ale to ona zarabia na tym co głosi (a nie Mysiulek i ja), więc... Dla mnie Jackson Galaxy jest the best. Bardzo się wzrusza w niektórych przypadkach. A że i ja wtedy się wzruszam... W ogóle sposób podejścia i rozumienie zachowań kocich jest dla mnie w wykonaniu Jacksona na najwyższym stopniu wtajemniczenia. Nie to, że on rozumie mowę kota, że przekazuje telepatycznie. Rozumie sytuacje, w jakich się znalazł kot i robi wszystko, aby kotu było dobrze. Dlatego on ustawia właścicieli, nie kota I o to chodzi. To z ludźmi jest problem. Nie tyle z kotem. Kot mówi po swojemu i całkiem czytelnie. Jackson potrafi to zrozumieć. Tu jest potrzebna obserwacja, znajomość zachowań i logika w przetworzeniu widzianych obrazów na przyczyny i skutki. A co do artykułu... hm, skoro wyczerpałam już limit artykułów w Wyborczej, no to siła wyższa... Odpowiedz Link
alus59 Re: fajny artykuł 29.04.17, 18:38 wiesia.and.company napisała: No i nie przeczytałam artykułu bo mi się wyświetlio "Wyczerpałaś już limit artykułów w tym miesiącu". (...) Wiesiu - specjalnie dla Ciebie Nie masz czasu dla kota? Nie bierz go. Koty to samotnicy, ale jednak potrzebują kontaktu. Dadzą ci znać, gdzie są ich granice. MARGIT KOSSOBUDZKA: Czy kotu w ogóle ktokolwiek jest potrzebny do szczęścia? To ponoć samotnicy. JOANNA IRACKA: I są samotnikami, i nie są. Kot dobrze czuje się sam. A już szczególnie wolno żyjący, dziki kot nie potrzebuje do szczęścia towarzystwa. Z drugiej strony rozwój cywilizacji spowodował, że koty żyją dziś bliżej siebie niż dawniej. Nadal nie są to zwierzęta stadne, ale znane są przypadki, kiedy kotki wspólnie opiekują się swoimi młodymi i karmią sobie nawzajem kocięta. A dwa koty w jednym domu? Ja mam cztery i wrażenie, że żyją w pełnej symbiozie. – A nie zauważyła pani, że nie każdy żyje z każdym w takiej samej relacji? Nie jest tak, że jedne wolą swoje towarzystwo bardziej? Owszem, dwa koty trzymają się bardziej ze sobą. – Właśnie. Kilka kotów pod jednym dachem może reagować na siebie różnie. Inaczej mówiąc, zwierzęta te rozmaicie się ze sobą dogadują. Bywa tak, że mieszkają razem, ale jak się przyjrzeć, to bardzo rzadko są naprawdę ze sobą. Widać, że nie szukają swojego towarzystwa, zachowują się wobec siebie obojętnie. Im dalej są od siebie, tym lepiej się czują. Ale zdarza się, że bardzo się lubią i wyraźnie to sobie okazują. A czasem nie są w stanie ze sobą wytrzymać i jeden z nich się wyprowadza. Jak to, wyprowadza się? – Daje nogę z domu. Najczęściej dzieje się tak w domu, gdzie był już jeden kot i dokooptowaliśmy mu towarzysza. Jeśli mamy dom z ogródkiem, do którego kot wychodzi, może się zdarzyć, że pójdzie sobie na dobre albo będzie wracał tylko na jedzenie. Zazwyczaj to nie dzieje się nagle. Kot coraz więcej czasu spędza poza domem, aż znika. Nie chcę jednak nikogo straszyć. Takie sytuacje zdarzają się rzadko, ale pokazują, że koty mają inne potrzeby behawioralne niż np. psy. Muszą pobyć same ze sobą? – Każdy kot potrzebuje odosobnienia i często wykorzystuje do tego trzeci wymiar w mieszkaniu, czyli wysokość. W ten sposób, jak nie ma ochoty, nie musi się w ogóle z nikim spotykać – czy to z ludźmi, czy z kotami, psami itd. Ale z drugiej strony koty o tyle nie są samotnikami, że cenią pozytywne kontakty i zdecydowanie umieją nawiązywać relacje. Po co miałyby tę umiejętność, gdyby nie była im potrzebna? Tu znów wchodzą w grę indywidualne cechy charakteru kota. Jedne spokojnie znoszą, gdy kręci się wokół nich sporo osób. Inne wszystkich się boją, ale garną się np. do jednego wybranego opiekuna. Często trudno odczytać intencje kota, stąd przekonanie, że to takie enigmatyczne zwierzęta. – To tylko ludzie zachowanie kota czytają jako obojętne. Przychodzą do mnie opiekunowie kotów i skarżą się, że nie mają ze swoim zwierzakiem żadnych kontaktów, że on chyba ich nie lubi, że może jest z nimi nieszczęśliwy. Wtedy pytam: „A co robi kot, jak pan siedzi w pokoju? Jest w innym pomieszczeniu?”. Najczęściej słyszę, że nie. Kot jest w tym samym pokoju, blisko, ale nie tuż obok. Cóż, każdy lubi koty miziaste, takie, które wskakują nam na kolana i dają się głaskać. Ja też to lubię, ale dla kota przebywanie z opiekunem w tym samym pokoju, siedzenie koło niego to bycie razem. Kot, który pakuje nam się na kolana, to rzadkość. Jak się ociera, to znaczy, że chce być głaskany, ale jak tylko wyciągam rękę, od razu pryska. To taka gra? – Nie. Po prostu to wcale nie znaczy, że chce być głaskany. Kot chce się ocierać, co nie jest równoznaczne z tym, że my mamy ocierać się o niego. Lubimy fizyczny kontakt ze swoimi zwierzakami i naturalne jest dla nas, że jak kot czy pies nas dotyka, to my musimy mu odpowiedzieć tym samym. Biedne pod tym względem są szczególnie psy, bo o ile z kotami wiemy, że z tym dotykaniem bywa różnie, o tyle głaskanie psa wydaje nam się oczywiste. A ja znam psy, które wcale nie mają ochoty być dotykane, co nie znaczy, że nie chcą nawiązać z nami kontaktu. Jednak próbujemy je głaskać, a jedyne, co one mogą zrobić, to warczeć. A to z kolei my odbieramy jako objaw agresji. Koty i psy są też inne pod względem intensywności i częstości kontaktów z nami. Koty preferują kontakty częste, ale mało intensywne. Ale znam wiele kotów, które dają się miętosić. – Są takie koty. Ale moim zdaniem w większości przypadków one się po prostu przyzwyczajają do tego, że ich opiekun musi je trochę pogłaskać. Skąd wiadomo, o co im chodzi? – Ależ doskonale wiadomo! Gdyby spytać opiekunów kotów, czy wiedzą, o co ich kotu w danej chwili chodzi, większość nie ma co do tego wątpliwości. Prawdą jest jednak, że koty są bardziej dla ludzi, którzy lubią popatrzeć na zwierzę, zastanowić się nad tym, co sobie teraz myśli, niż dla tych, którzy potrzebują, by zwierzak z nimi spał, stale był blisko, dawał się głaskać, kiedy mamy na to ochotę. Koty mają też swoje upodobania. Nasza rodzina ma trzy koty. Jeden z nich jest zdecydowanie bardziej miziasty, ale nigdy z nami nie śpi. Drugi nie bardzo lubi się głaskać, za to niemal zawsze wchodzi nam do łóżka. Ten pieszczoch spał z nami, kiedy był mały, i szkoda, że już tego nie robi. Niemal biliśmy się o to, z kim dziś będzie spał, bo to jest przyjemne. Ale wyrósł z tej potrzeby. Ostatnio jednak przyszedł do mnie i ułożył mi się przy szyi na poduszce. Kolejną noc przespał tak samo. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje, i niestety doszłam do tego. Ostatnie dni były bardzo zimne, a myśmy już przestali ogrzewać dom. Stwierdziliśmy, że jakoś przetrzymamy te kilka dni. Kot po prostu zmarzł. Jak włączyliśmy znów ogrzewanie, bo zimne dni się przedłużały, od razu wyniósł się z łóżka. To okropne. – Nie, to jest kocia natura. Kot się na nas nie obraził i nie okazał się wredny. Zaspokoił swoje potrzeby i poszedł. Po prostu to my musimy się dostosować do kota, a nie on do nas. Z psami jest najczęściej odwrotnie. Wrócę jeszcze do tej potrzeby izolacji. Jak ważne to jest dla kota? – Bardzo ważne. Człowiek odbiera potrzebę izolacji jako wyraz spadku nastroju, poczucie smutku, złe samopoczucie. Przekładamy to na kota, usiłując dociec, co mu jest, że się chowa. Tymczasem dla kota potrzeba izolacji to jest komfort. Jak go nie dostanie, to dopiero wtedy źle się czuje. Oczywiście, czasem kot się izoluje, bo rzeczywiście jest chory. Jeśli robi to częściej niż zwykle, powinniśmy się tym zainteresować. Na psie możemy wywrzeć pewną presję, żeby coś zrobił – czego oczywiście nie popieram. Na kocie niczego wymusić się nie da. Ale da się go szkolić. I to całkiem nieźle. Szkolić kota? Niemożliwe. – To wcale nie jest trudne. Trzy-pięć minut dziennie i mamy świetne rezultaty. Kot może przeskoczyć przeszkodę, iść wybraną przez nas ścieżką, położyć się, zrobić siad i waruj itd. Szkoli się kota metodą nagród, najlepiej to wychodzi na jedzenie. Po co to robić? – Choćby po to, by kota czymś zająć, skłonić do myślenia, sprawić, by się nie nudził. Nasze współczesne życie i sterylne mieszkania są dla naszych kotów... gwarancją nudy. Umrzeć od niej można. Wydawało mi się, że jak wychodzę z domu, to kot śpi, a nie się nudzi. – Tak, często kot wtedy śpi. Koty śpią 14-16 godzin na dobę. I najczęściej robią to, gdy nas nie ma. W czym zatem problem? – W tym, co się dzieje, kiedy opiekunowie wrócą do domu. A raczej w tym, że nic się nie dzieje. Po powrocie do domu jesteśmy najczęściej zmęczeni. Chcemy odpocząć. Natomiast kot, gdy nas nie ma, to się wyśpi i chciałby, żeby ktoś się z nim bawił. Ludzie często biorą do domu kota, bo nie mają czasu dla psa. To nie w porządku. Jeśli mamy mało czasu, to wcale nie powinniśmy brać kota. Można wprawdzie wziąć persa, bo one mają niską aktywność. Śmiejemy się czasem, że można go nos Odpowiedz Link
ajaksiowa Re: fajny artykuł 29.04.17, 19:04 Dzięki za możliwość przeczytania i utwierdziłam się w przekonaniu że dr.Iracka jest jednak ok,muszę przyznać że moja dobra opinia o w/w była ugruntowana jej podejściem do psów ,o kotach teraz dopiero się dowiaduję i wypisz wymaluj mokje trzy koty-moje Trzy RÓŻNE koty . Odpowiedz Link
wiesia.and.company Re: fajny artykuł 29.04.17, 19:10 Aaaa.... przeczytałam! Dzięki za cały tekst. No tak, całkiem odmienił moje nastawienie. To, co mówi dr. Iracka, całkiem do mnie trafia. Jakbym sama mówiła Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: fajny artykuł 29.04.17, 19:26 Nie mowie, ze nie jest ok mowie tylko, ze tez 'leci' ogolnym schematem jak Halls np, ze kot lubi byc sam, ze tylko wysokosc, ze nie da sie socjalizowac starszego niz 8 tygodni, ze lepiej mniej niz wiecej. Klasyka trudna do wylapania dla wiekszosci To wlasnie te sztampowe szkolenia sie klaniaja, a do pani dr nie mam absolutnie nic. Odpowiedz Link
wiesia.and.company Re: fajny artykuł 29.04.17, 20:10 Hehehehe np, ze kot lubi byc sam, ze tylko wysokosc, ze nie da sie socjalizowac starszego niz 8 tygodni, ze lepiej mniej niz wiecej. A pewnie, a jakże Ale pani Iracka wyłapuje niuansy w zachowaniu. To i tak dużo. Każe zwracać uwage na zachowanie kota. O to, to! I hm... "będzie on sobie żył koło nas, spał czy polował w naszym ogródku, przychodził na jedzenie, ale udomowić się nie da" - to takie uproszczenie, bo właściwie to oznacza, że kot jest udomowiony, domowy, przyogródkowy, że na razie ma takie a nie inne preferencje. Może chodzi o to, żeby niektórym ludziom wskazać, że nie każdy kot musi być nakolankowy, miziasty (pewnie to miało być ukryte pod słowem "udomowienie"). Że i na to trzeba się zgodzić, bo jest to całkiem normalne. Że nie wolno uważać, że człowiek jest dominującym stworzeniem na świecie i ma prawo do niewolenia każdego innego. No to sobie Mysiulku, pogadałyśmy A pani Vicki Hall nie cierpię Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: fajny artykuł 29.04.17, 20:34 Pogadalysmy a jakze Artykul jest swietny... dla swiezakow kociarzy, zeby jeszcze bylo troche o sikaniu ze stresu to bym sie w p.dr zakochala Cod o brania na rece tez sie nie zgodze, taki Kudlaczek uwielbia ale fakt, jesli dzieciak sila nosi kota na rekach, to moze lepiej, ze rodzice taki artykul przeczytaja. Przyznaj jednak Wiesiu, ze w 99% behawiorysci klepia te same formulki, tak jakby na codzien nie zyli z kotami. Ok,mozna mi zarzucic, ze sie czepiam a sama nic nie robie. No, nie robie Ukonczenie kursow dla papierka mnie nie bawi, bo nic z nich nie wyniose, za studiowanie weterynarii sie nie wezme, troche juz za pozno a tylko to by mi pozwolilo recepty wypisywac, no i kto by wydal moje wypociny. To sie czepiam Bo w ogole jakies takie denerwujace dni mam. Odpowiedz Link
wiesia.and.company Re: fajny artykuł 29.04.17, 21:28 No... behawioryści przecież robią kurs, a na kursie nie da się wszystkiego przewidzieć i powiedzieć. Kiedyś (nie tak dawno) zajrzałam na całkiem profesjonalną stronkę i ofertę takiego 3-miesięcznego kursu (potwierdzonego świadectwem na wykonywanie takich konsultacji), cena 5 tysięcy... Ale jest papier. Można zarabiać. Nie każdy uczeń jednak ma predyspozycje. Kończy - bo zapłacił. No może jestem niesprawiedliwa. Ale także mówię o absolwentach politechniki, że nie każdy tytuł inżyniera jest równy - w tym sensie, że inżynierem jest ten, co ledwo ledwo przeszedł i ledwo ledwo obronił pracę, jak i ten co był inowacyjny, błyszczał i też ma tytuł inżyniera. Rozumiem Cię. I chyba też mam jakieś cięższe dni, jakby mniejszą odporność a może raczej za bardzo się angażuję??? A należałoby po prostu wzruszyć ramionami i już po sprawie. No to sobie znów pogadałyśmy Odpowiedz Link
alus59 Re: fajny artykuł 29.04.17, 21:49 Razem z moim Fifim lata temu byłam "obiektem" takiego kursu dla behawiorystów. Polazłam tam, bo liczyłam, że uzyskam pomoc. Miałam duży problem z kocicą, która po śmierci moich Rodziców trafiła do mnie. Kika nie akceptowała innych kotów - była kocią jedynaczką, która akceptowała jedynie nasze psy. U mnie psa już nie było, były za to dwa koty. I z tym problemem razem z Fifim pojechaliśmy na to szkilenie dla behawiorystów ... To była porażka - wyszło na to, że to ja więcej gadałam i doradzałam, jak postępować z kotami Co w sumie było śmieszne, bo więcej o psach gadałam, jako zadeklarowana psiara, która psa nie może posiadać ... I tacy to w Polsce behawioryści - gadają to co od właścicieli zwierzaków usłyszą albo w internetach przeczytają Przypomina mi się bardzo przykra historia, jak to znana behawiorystka opiekując się kotami nie zauważyła, ża zamknęła dwa koty w pralce ... Koty się w pralce udusiły ... Podobno ta pani nadal doradza, jak opiekować się kotami. Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: fajny artykuł 29.04.17, 22:53 Mialam stycznosc z lokalna slawa behawiorystyczna, doradzal tez naszemu ksiegowemu, ktory nie mogl sobie poradzic ze swoim owczarkiem. W obu przypadkach (Kicia.Yoda i ten psiak-wtedy mlody szczeniak) zalecil finalnie, uwaga... uspienie. Bez komentarzy. Potem kontakty z behawiorystami z Polski, czytalam te maile z poradami i zawsze bylo to samo Ostatnia zamiast skupic sie na pomocy, to stwierdzila, ze najbardziej jej zal.. Kici.Yody. Stad moze moje czepiactwo. Do wetow lokalnych tez sie czepiam Te smutna historie znam z miau, nie dochodzilam jak sie skonczyla, ale jak mowisz, ze owa 'behawiorystka' nadal porad udziela, to gdzie jest sprawiedliwosc i poczucie odpowiedzialnosci zawodowej? Odpowiedz Link
alus59 Re: fajny artykuł 29.04.17, 23:24 mysiulek08 napisała: (...) Te smutna historie znam z miau, nie dochodzilam jak sie skonczyla, ale jak mowisz, ze owa 'behawiorystka' nadal porad udziela, to gdzie jest sprawiedliwosc i poczucie odpowiedzialnosci zawodowej? Nie wiem, jak ta historia się skończyła, czy był proces sądowy czy też nie. Natomiast o tym, że ta pani dalej świadczy usługi jako behawiorystka wiem od osób działających w tym środowisku . Warszawa to w sumie małe miasteczko ... A o poczuciu odpowiedzialności tej pani nie będę się wypowiadała Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: fajny artykuł 29.04.17, 19:09 Chyba wszystko wkleilo: MARGIT KOSSOBUDZKA: Czy kotu w ogóle ktokolwiek jest potrzebny do szczęścia? To ponoć samotnicy. JOANNA IRACKA: I są samotnikami, i nie są. Kot dobrze czuje się sam. A już szczególnie wolno żyjący, dziki kot nie potrzebuje do szczęścia towarzystwa. Z drugiej strony rozwój cywilizacji spowodował, że koty żyją dziś bliżej siebie niż dawniej. Nadal nie są to zwierzęta stadne, ale znane są przypadki, kiedy kotki wspólnie opiekują się swoimi młodymi i karmią sobie nawzajem kocięta. A dwa koty w jednym domu? Ja mam cztery i wrażenie, że żyją w pełnej symbiozie. – A nie zauważyła pani, że nie każdy żyje z każdym w takiej samej relacji? Nie jest tak, że jedne wolą swoje towarzystwo bardziej? Owszem, dwa koty trzymają się bardziej ze sobą. – Właśnie. Kilka kotów pod jednym dachem może reagować na siebie różnie. Inaczej mówiąc, zwierzęta te rozmaicie się ze sobą dogadują. Bywa tak, że mieszkają razem, ale jak się przyjrzeć, to bardzo rzadko są naprawdę ze sobą. Widać, że nie szukają swojego towarzystwa, zachowują się wobec siebie obojętnie. Im dalej są od siebie, tym lepiej się czują. Ale zdarza się, że bardzo się lubią i wyraźnie to sobie okazują. A czasem nie są w stanie ze sobą wytrzymać i jeden z nich się wyprowadza. >>Gdzie chadza twój kot kiedy znika z domu? Jak to, wyprowadza się? – Daje nogę z domu. Najczęściej dzieje się tak w domu, gdzie był już jeden kot i dokooptowaliśmy mu towarzysza. Jeśli mamy dom z ogródkiem, do którego kot wychodzi, może się zdarzyć, że pójdzie sobie na dobre albo będzie wracał tylko na jedzenie. Zazwyczaj to nie dzieje się nagle. Kot coraz więcej czasu spędza poza domem, aż znika. Nie chcę jednak nikogo straszyć. Takie sytuacje zdarzają się rzadko, ale pokazują, że koty mają inne potrzeby behawioralne niż np. psy. Muszą pobyć same ze sobą? – Każdy kot potrzebuje odosobnienia i często wykorzystuje do tego trzeci wymiar w mieszkaniu, czyli wysokość. W ten sposób, jak nie ma ochoty, nie musi się w ogóle z nikim spotykać – czy to z ludźmi, czy z kotami, psami itd. Ale z drugiej strony koty o tyle nie są samotnikami, że cenią pozytywne kontakty i zdecydowanie umieją nawiązywać relacje. Po co miałyby tę umiejętność, gdyby nie była im potrzebna? Tu znów wchodzą w grę indywidualne cechy charakteru kota. Jedne spokojnie znoszą, gdy kręci się wokół nich sporo osób. Inne wszystkich się boją, ale garną się np. do jednego wybranego opiekuna. Często trudno odczytać intencje kota, stąd przekonanie, że to takie enigmatyczne zwierzęta. – To tylko ludzie zachowanie kota czytają jako obojętne. Przychodzą do mnie opiekunowie kotów i skarżą się, że nie mają ze swoim zwierzakiem żadnych kontaktów, że on chyba ich nie lubi, że może jest z nimi nieszczęśliwy. Wtedy pytam: „A co robi kot, jak pan siedzi w pokoju? Jest w innym pomieszczeniu?”. Najczęściej słyszę, że nie. Kot jest w tym samym pokoju, blisko, ale nie tuż obok. Cóż, każdy lubi koty miziaste, takie, które wskakują nam na kolana i dają się głaskać. Ja też to lubię, ale dla kota przebywanie z opiekunem w tym samym pokoju, siedzenie koło niego to bycie razem. Kot, który pakuje nam się na kolana, to rzadkość. Jak się ociera, to znaczy, że chce być głaskany, ale jak tylko wyciągam rękę, od razu pryska. To taka gra? – Nie. Po prostu to wcale nie znaczy, że chce być głaskany. Kot chce się ocierać, co nie jest równoznaczne z tym, że my mamy ocierać się o niego. Lubimy fizyczny kontakt ze swoimi zwierzakami i naturalne jest dla nas, że jak kot czy pies nas dotyka, to my musimy mu odpowiedzieć tym samym. Biedne pod tym względem są szczególnie psy, bo o ile z kotami wiemy, że z tym dotykaniem bywa różnie, o tyle głaskanie psa wydaje nam się oczywiste. A ja znam psy, które wcale nie mają ochoty być dotykane, co nie znaczy, że nie chcą nawiązać z nami kontaktu. Jednak próbujemy je głaskać, a jedyne, co one mogą zrobić, to warczeć. A to z kolei my odbieramy jako objaw agresji. Koty i psy są też inne pod względem intensywności i częstości kontaktów z nami. Koty preferują kontakty częste, ale mało intensywne. Ale znam wiele kotów, które dają się miętosić. – Są takie koty. Ale moim zdaniem w większości przypadków one się po prostu przyzwyczajają do tego, że ich opiekun musi je trochę pogłaskać. Skąd wiadomo, o co im chodzi? – Ależ doskonale wiadomo! Gdyby spytać opiekunów kotów, czy wiedzą, o co ich kotu w danej chwili chodzi, większość nie ma co do tego wątpliwości. Prawdą jest jednak, że koty są bardziej dla ludzi, którzy lubią popatrzeć na zwierzę, zastanowić się nad tym, co sobie teraz myśli, niż dla tych, którzy potrzebują, by zwierzak z nimi spał, stale był blisko, dawał się głaskać, kiedy mamy na to ochotę. Koty mają też swoje upodobania. Nasza rodzina ma trzy koty. Jeden z nich jest zdecydowanie bardziej miziasty, ale nigdy z nami nie śpi. Drugi nie bardzo lubi się głaskać, za to niemal zawsze wchodzi nam do łóżka. Ten pieszczoch spał z nami, kiedy był mały, i szkoda, że już tego nie robi. Niemal biliśmy się o to, z kim dziś będzie spał, bo to jest przyjemne. Ale wyrósł z tej potrzeby. Ostatnio jednak przyszedł do mnie i ułożył mi się przy szyi na poduszce. Kolejną noc przespał tak samo. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje, i niestety doszłam do tego. Ostatnie dni były bardzo zimne, a myśmy już przestali ogrzewać dom. Stwierdziliśmy, że jakoś przetrzymamy te kilka dni. Kot po prostu zmarzł.Jak włączyliśmy znów ogrzewanie, bo zimne dni się przedłużały, od razu wyniósł się z łóżka. To okropne. – Nie, to jest kocia natura. Kot się na nas nie obraził i nie okazał się wredny. Zaspokoił swoje potrzeby i poszedł. Po prostu to my musimy się dostosować do kota, a nie on do nas. Z psami jest najczęściej odwrotnie. Wrócę jeszcze do tej potrzeby izolacji. Jak ważne to jest dla kota? – Bardzo ważne. Człowiek odbiera potrzebę izolacji jako wyraz spadku nastroju, poczucie smutku, złe samopoczucie. Przekładamy to na kota, usiłując dociec, co mu jest, że się chowa. Tymczasem dla kota potrzeba izolacji to jest komfort. Jak go nie dostanie, to dopiero wtedy źle się czuje. Oczywiście, czasem kot się izoluje, bo rzeczywiście jest chory. Jeśli robi to częściej niż zwykle, powinniśmy się tym zainteresować. Na psie możemy wywrzeć pewną presję, żeby coś zrobił – czego oczywiście nie popieram. Na kocie niczego wymusić się nie da. Ale da się go szkolić. I to całkiem nieźle. Szkolić kota? Niemożliwe. – To wcale nie jest trudne. Trzy-pięć minut dziennie i mamy świetne rezultaty. Kot może przeskoczyć przeszkodę, iść wybraną przez nas ścieżką, położyć się, zrobić siad i waruj itd. Szkoli się kota metodą nagród, najlepiej to wychodzi na jedzenie. Po co to robić? – Choćby po to, by kota czymś zająć, skłonić do myślenia, sprawić, by się nie nudził. Nasze współczesne życie i sterylne mieszkania są dla naszych kotów... gwarancją nudy. Umrzeć od niej można. Wydawało mi się, że jak wychodzę z domu, to kot śpi, a nie się nudzi. – Tak, często kot wtedy śpi. Koty śpią 14-16 godzin na dobę. I najczęściej robią to, gdy nas nie ma. W czym zatem problem? – W tym, co się dzieje, kiedy opiekunowie wrócą do domu. A raczej w tym, że nic się nie dzieje. Po powrocie do domu jesteśmy najczęściej zmęczeni. Chcemy odpocząć. Natomiast kot, gdy nas nie ma, to się wyśpi i chciałby, żeby ktoś się z nim bawił. Ludzie często biorą do domu kota, bo nie mają czasu dla psa. To nie w porządku. Jeśli mamy mało czasu, to wcale nie powinniśmy brać kota. Można wprawdzie wziąć persa, bo one mają niską aktywność. Śmiejemy się czasem, że można go nosić na szyi jak srebrnego lisa. Inne rasy kotów, szczególnie te egzotyczne, potrzebują więcej aktywności, ruchu, zainteresowania. Tylko koty wychodzące mogą same jako tako zaspokoić swoje potrzeby, bo mają dostęp do bogatego w bodźce środowiska i okazję do rozwiązywania problemów. To co robić z kotem – pociągać papierek na sznurku? – To świetny pomysł. Każda zabawa w polowanie jest dla kota super. Jest tylko jedno ale. Ona powinna koncentrować się Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: fajny artykuł 29.04.17, 19:12 cd: się na skradaniu a nie samym łapaniu zdobyczy. Nam najbardziej podobają się spektakularne skoki, salta w powietrzu, szybkie ataki i łapanie papierka. W naturze jednak kot na szybki bieg poświęca ułamek czasu polowania. Robi nagły atak i albo coś złapie, albo nie. Większość polowania to jest powolne skradanie się. Czy można jakoś przystosować dom, by kot trochę bawił się sam? – Jeśli mamy dla niego mało czasu, to pomyślmy od razu o wzięciu dwóch kotków. Najlepiej z jednego miotu, ale to nie jest konieczne. Dwa koty dorastające razem będą miały co robić. Jest też duża szansa, że będą się lubić. Dwa koty w domu wcale nie są bardziej kłopotliwe niż jeden. Co więcej, mogą właśnie stwarzać nam mniej problemów. Uważałabym jednak na wprowadzanie kota do domu, w którym już jest „stary” domownik. Nie na darmo mówi się „drzeć ze sobą koty”. Ale to nie znaczy, że ta sytuacja nie może się skończyć happy endem. Jeśli mamy jednego kotka, można mu zorganizować czas, np. stosując specjalne kule, w które wkłada się jedzenie. Kot musi je potoczyć, by wypadł z nich chrupek. To zabiera czas. Dobre są także różne pudełeczka plastikowe, kartonowe rurki. To nie muszą być drogie, wymyślne zabawki. Warto też kupić stojak z drapakiem, na który kot będzie mógł wskoczyć. Koty bardzo lubią być na wysokościach i obserwować świat z góry. Czaić się, podglądać. Tak żeby same nie były widziane. Czy koty wychodzące są bardziej zrelaksowane? – Na pewno mają więcej alternatyw spędzania czasu tak, jak chcą. Mając wychodzącego kota, musimy za to pogodzić się z tym, że czasem więcej go w domu nie ma, niż jest. Mówi pani, że nasze domy są nieprzyjazne kotom. Dlaczego? – Bo one nie lubią dużych, otwartych przestrzeni, kafelków na podłodze, szkła na stole i braku półek. Kot w nowoczesnym mieszkaniu czuje się jak na widelcu. Gdziekolwiek by się ułożył, wszędzie go widać. W takich domach warto poświęcić choćby przestrzeń pod sufitem, np. montując wzdłuż ścian długą półkę. Trzeba tylko pamiętać, by zrobić do niej jakieś dojście. Świetne są także wszelkie kartony, do których można wejść, chować się za nimi, podrapać je, poobgryzać, porwać na kawałki. Czy kot reaguje na swoje imię? – Oczywiście. Koty uczą się tego szybko, szczególnie jeśli wymawiamy imię, stawiając im miskę. Doskonale też rozpoznają domowników. To również świadczy o tym, że umieją nawiązywać relacje, przyzwyczajać się i odróżniać swoich od obcych. >>Koty świetnie rozpoznają głos swoich właścicieli, ale mają nas w nosie Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się opiekunowie kotów? – Typowy problem to sytuacja, gdy kot przychodzi, by go pogłaskać, i nagle z zaskoczenia zaczyna nas gryźć. Dlaczego? – Ponieważ to głaskanie trwa za długo. Pobudza go nadmiernie, do tego stopnia, że zaczyna gryźć. Można to jakoś przewidzieć? – Tak, kot wysyła sygnały, że ma dość. Najczęściej napina mięśnie i patrzy na nas, co jest sygnałem do przerwania kontaktu. Ale my tego nie odczytujemy. W końcu sam chciał przyjść, a teraz gryzie? Jeśli mamy taki problem z kotem, pozwólmy mu np. wskoczyć na kolana, ale już z głaskaniem ostrożnie. Trzeba uważnie obserwować kota, by w odpowiednim momencie przerwać kontakt i pozwolić kotu odejść, jeśli tego chce. Jak jeszcze poznać, że to, co robimy, kotu się nie podoba? – Takim sygnałem zniecierpliwienia jest uderzenie końcówką ogona. To nie musi być wściekłe bicie, bo wtedy kot jest już skrajnie „wkurzony”. Wystarczy jednak, że ogon kota, zamiast swobodnie leżeć, zaczyna tańczyć. Kolejna sprawa to brak zaangażowania ze strony kota. Jeśli kot zamiera w naszych objęciach, nie reaguje na dotyk, wygląda, jakby był coraz bardziej spięty, to znaczy, że już wyczerpują mu się rezerwy cierpliwości. Czasem trudno jest to zauważyć, bo koty bardzo dużo znoszą w kontakcie z nami. Jednak behawiorysta widzi, że bardziej tolerują nasze afekty, niż je lubią. Kiedyś przeglądałam zdjęcia ludzi, którzy sfotografowali się z kotem na rękach – o, tego to koty nie lubią, czyli podnoszenia. I przyznam, że może na kilku z kilkudziesięciu zdjęć zwierzęta wyglądały na odprężone. Dlaczego nie lubią być na rękach? – Bo dla kota najgorsze, co może mu się przydarzyć, to utrata kontroli nad swoim ciałem. To są nie tylko drapieżniki, ale także ofiary większych drapieżników, zawsze gotowe do ucieczki. Brak kontroli nad ciałem to dyskomfort i zagrożenie. Często wraca pani do wątku jedzenia – kot uczy się dzięki niemu swojego imienia, można go szkolić. Wiele osób uważa, że koty są z nami, bo po prostu zależy im na żarciu. – Nie wiem, co dokładnie myślą koty, ale nie przekonuje mnie, że są w stanie sobie na zimno wykalkulować, że to, iż teraz się z nimi bawimy czy je głaszczemy, oznacza, że dostaną jeść. Chyba że głaszczemy je tylko przy jedzeniu. To przypisywanie kotom ludzkich cech. Czy dzikiego kota można zsocjalizować? – Oj, to jest bardzo trudne, choć nie niemożliwe. Po części zależy to od genetyki – są koty bardziej „przystosowane” do kontaktu. U kotów okienko socjalizacji kończy się około 8. tygodnia życia. Zakłada się, że młodego dzikiego kota z ulicy można dobrze zsocjalizować, kiedy ma nie więcej niż 5 tygodni. To naprawdę małe kocię. Potem jest coraz trudniej. Można jednak z kotem pracować, by osiągnąć poprawę. Czasem jednak nic nie da się zrobić. Lepiej się pogodzić z tym, że np. będzie on sobie żył koło nas, spał czy polował w naszym ogródku, przychodził na jedzenie, ale udomowić się nie da. Odpowiedz Link