Otoz dzisiaj w nocy moj slodki kocio (i to na pewno byl Maly, dran jeden)
przegryzl mi kabel do ladowarki komorki, przez co spoznilam sie godzine do
pracy, bo budzik mam tylko w komorce i od dzis oficjalnie nie mam czym
naladowac telefonu. Na szczescie nie musialam sie tlumaczyc w robocie, bo
szef na moja prawdziwa wymowke, popukalby sie w czolo.

)) Sama sie niezle
usmialam i ciesze sie, ze glupolowi sie nic nie stalo.
A Wam co kotuchy popsuly? Potluczone naczynia, porozrywany na strzepy i
wywleczony na pokoje papier toaletowy i pozrzucane lampki biurkowe to chyba
standard, he?

))