misia007
13.10.06, 11:13
jak osoba, która wczoraj do mnie zadzwoniła.Luzna znajomość ale wydawała mi
sie przyzwoita i miła .Otóz ma działke, daleko od warszawy wiec tylko na
wakacje.Na początku lata kot sie przxybłakal chudy, zabiedzony wiec
przygarneli , odpasli
wypiescili, wpuścili do łóżka, no fajnie mysle a tu masz.PYta mi sie co ma
zkotem zrobic ,bo wraca.MNie sie pyta, no to jej mówie co ma zrobic, a ona, ze
nie, bo kota mieć nie chce.Powód wspina sie na meble a oni wczesniej psa mieli
i niezwyczajni.O żes Ty myślę, malpo jedna, po co ty do mnie dzwonisz.okazało
się, ze myślała , ze moze ja wezmę( na czwartego)albo ją zapwenię, ze kot
zostawiony przez zime na odludzi da sobie rade.Mozecie sie domiślic o czym ją
zapweniłam i w jakich słowach.Jednego jestem pewna, jesli go nie wezmie to
bedzie szukala domu.Nasza znajomość pewnie się na tym skończy, bo miałam
wrażenie, ze żyjemy w innych światach.Nie pojmuję jak mozna wyleczyć, odkarmic
pozwolic sie kochać i zostawic na pastwę losu.Musiałam wam to wykrzyczeć, bo
nie mogę zaponięc i jeszcze cała sie trzęsę.