Dodaj do ulubionych

kociomamowatość

03.01.07, 19:42
nie umiem sobie z tym poradzić
nie garnę się wyłącznie do maleńkich ślicznych puchatych kociątek o
błękitnych oczach (z których potem wyrastają pięciokilowe potwory z oczami
jak sam diabeł i centymetrowymi pazurami), ale wzruszają mnie koty
potrzebujące pomocy, poszkodowane przez los, chore, samotne, biedne, na które
żaden amator puchatych kociąt nie zechce nawet spojrzeć
ostatnio natrafiłam na zdjęcie dorosłej, zezowatej kotki, której trudno się
żyje, bo inne koty jej nie akceptują
no i się popłakałam - taka była strasznie biedna z tym zezem, normalnie te
niezborne oczy chwyciły mnie za serce, ale mam dwie cholery, które też pewnie
będą jej dokuczać, i nie mogę jej wziąć
przygarnęłabym każde kocie nieszczęście na tej cholernej planecie - i nie mogę
wzięłam dwa wstrętne krówska, wzięłabym trzecie, czwarte, dziesiąte, ale boję
się, że Czarna już w ogóle sfiksuje, a mój mąż wywali mnie razem ze
wszystkimi kotami
cholera, no, o ile byłoby mi łatwiej, gdybym była nieczuła i ślepa na kocie
nieszczęście
i nie wiem, czy kociomamowatość to błogosławieństwo, czy przekleństwo
Obserwuj wątek
    • oxygen100 Re: kociomamowatość 03.01.07, 20:59
      mam tak samo. Tyle ze kiedys przygarnelam takie wlasnie male wrzeszczace glodne
      i jeszcze slepe kociatkosmile Rzadko tu ostatnio zagladam bo ciezko mi sie
      pozbiearc jak czytam o tych kocich nieszczesciach. Tez wzielabym wszystkie te
      kotki ale wiem ze zdechlabym po kilku dniach a one nadal bylyby biedne i
      potzebujacesad( I strsznie mi tym zle.
    • kejt35 Re: kociomamowatość 03.01.07, 21:01
      kawko, czasami myślę że to cholerne przekleństwo.
      Często zazdroszczę ludziom, którzy nic nie widzą, nie wiedzą i sypiają dobrze w
      nocy. Tak, im jest łatwiej, ale ja juz tak nie potrafię.
      Ale tak chyba wolę.
      Mam tak samo jak Ty. Puchate maleńkie cuda zawsze rozczulają, ale tak naprawdę
      mocno chwytają mnie za serce koty dorosłe, stare albo kalekie.
      Czasami marze sobie, że wygrywam wielka sumę pieniędzy, kupuje wieeeeeelki dom i
      moge przygarnąć każde napotkane kocie nieszczęście.
      Takie to głupie i naiwne, ale miło sobie pomarzyć, szczególnie po iluśtamsetnej
      dyskusji z mężem na temat drugiego kota.
      • kawka74 Re: kociomamowatość 03.01.07, 21:10
        > Czasami marze sobie, że wygrywam wielka sumę pieniędzy, kupuje wieeeeeelki
        dom
        > i
        > moge przygarnąć każde napotkane kocie nieszczęście.

        O, to tak jak ja.
        Zawsze widzę wielki dom (obszczany jak złoto, ale trudno) i milion szczęśliwych
        kotów - właśnie takich, których nikt nie chciał, chorych, kalekich, albo po
        prostu już nie milusich i puchatych, tylko normalnych dorosłych kotów z
        nawykami i określonym temperamentem.
        Serce mi się kraje, no, nic nie poradzę.

        Dlaczego mój cholerny mąż upiera się, że dwa już wystarczą?

        miło sobie pomarzyć, szczególnie po iluśtamsetnej
        > dyskusji z mężem na temat drugiego kota.

        No właśnie. Tego zjawiska pojąć nie mogę - już któryś kolejny raz obserwuję
        przejawy kociomamowatości u kobiet i protesty mężów. Rzadko jest odwrotnie,
        właściwie jeszcze nigdy z odwrotną sytuacją się nie spotkałam.
        Szukam jakiegoś patentu, żeby wprowadzić do domu jeszcze co najmniej jednego
        kociego lokatora za wiedzą i akceptacją męża, ale nie znajduję...
        • kejt35 Re: kociomamowatość 03.01.07, 21:27
          Jak znajdziesz taki patent, to daj znać. Kilka osób na forum może skorzystaćsmile))
          • a.polonia Re: kociomamowatość 03.01.07, 22:50
            Ja odpuscilam na jakis czas, bo moj nie chcial slyszec o zadnym kocie, ale
            widzial, ze przegladam strony internetowe, pokazywalam mu zdjecia, ale nie tak
            nachalnie. I po kilku miesiacach sam zlapal mnie w pasie i zapytal: to kiedy
            chcesz tego kota? wink A, ja sobie od poczatku zastrzeglam, ze chce dwa (czesto
            calymi dniami nie ma nas w domu i chcialam, zeby kot mial towarzystwo i to byla
            dobra decyzja).
            Jest tez tak, ze najczesciej jak juz koty w domu sie pojawiaja, to faceci tez
            na ich punkcie dostaja swira, tak przynajmniej jest u nas.
            Kejt - powodzenia w przekonywaniu, czy uzylas juz argumentu, ze jak Wasz kot
            bedzie mial towarzystwo, to zlagodnieje mu ten wredny charakterek (gdzie chyba
            o tym wspomnialas?), bo bedzie mial towarzysza zabaw? wink)
            • kawka74 Re: kociomamowatość 03.01.07, 23:23
              wiesz - u mnie są dwa koty
              właśnie jestem po kolejnej dyskusji z mężem na ten temat i wynika z niej jasno,
              że mój mąż, który kiedyś był fascynatem kotów, teraz nie chce słyszeć o
              trzecim, bo się biją, bo dużo jedzą, bo szczają (dwa ostatnie zarzuty dotyczą
              pojedynczych sztuk), bo walą kupsko (no fakt, Biała ostatnio zrobiła kupę koło
              kuwety i przykryła trofeum futrzanym kapciem mojego małżonka) i tak dalej
              w sumie są to zarzuty raczej irracjonalne (każdy, nawet korona stworzenia, sika
              i robi kupę, czasem też dużo je, a nierzadko jest mniej godna poważania od
              kota), ale razem wzięte jakoś mnie przytłaczają
            • trawa11 Re: kociomamowatość 03.01.07, 23:36
              A ja powiem tak.sama bardzo lubie koty.Nie planowalismy jednak nigdy miec kota
              w domu,ze wzgledu na malenkie mieszkanko ,no i tak w ogole ze sto innych
              powodow by sie znalazlo.Prawie 9 lat temu Dziewczynki z osiedla znalazly
              malenkiego kotka i szukaly dla niego domku tylko na noc.Zgodzilam sie go na ta
              noc wziasc.W pospiechu przynioslam zwyklego piasku z piaskownicy ,wsypalam do
              pudelka po butach.Dalam kici mleka i nie bardzo wiedzialam czym go nakarmic.Juz
              nawet nie pamietam co mu jeszcze dalam.Tak zawladnal moim sercem ,ze juz
              nazajurz dziewczynkom go nie oddalam.Nawet jeszcze wtedy nie wiedzialam ,ze dla
              kotow sa specjalne zwirki,co mnie bardzo ucieszylo.Pokupowalam wiec wszystko co
              kotu potrzeba.Byl to najzwyklejszy dachowiec ,kocur.Maz poczatkowo niechetnie
              na niego patrzyl.Z czasem jednak sie przyzwyczil no i polubil go w koncu.Kot
              byl wychodzacy,przez 7 calutkich lat tak sobie chodzil.Az pewnego dnia nie
              wrocil.Powiedzialam sobie ,koniec narazie ,nie biore zadnego kota.Mialam
              nadzieje ,ze jednak tamten Mruczek wroci.Ale nie wrocil.
              Po kilku miesiacach pojawil sie u nas Manius.No i co najwazniejsze w calej tej
              sprawie to to ,ze wlasnie moj maz Tego wlasnie kotka po przeczytaniu artykulu w
              gazecie koniecznie chcial.Jeszcze mnie sie oberwalo ,ze wczesniej nie zobaczyl
              tego artykulu.
              Na chwile obecna maz chce jeszcze wziasc drugiego kota,wlasnie takiego jakiegos
              niednego jak Biedroneczka.Jesli nie ona to juz znalazl inna,takze
              schorowana .Co wcale nie znaczy ,ze ja jestem przeciwko.Ja poprostu troche
              inaczej na to patrze,po tym co Manis przeszedl wolalabym jeszcze troszeczke
              poczekac.Boje sie ,ze Manius moze czuc sie zagrozony.
              Kejt,musisz miec nadzieje ,ze twoj maz w koncu przekona sie do kotow.Byc moze u
              mezczyzn to dopiero przychodzi wraz z wiekiem? Bo ja odnosze takie wrazenie.
              Powodzenia i trzymam kciuki za przekonanie meza do wziecia drugiego kota.
              • vauban Re: kociomamowatość 04.01.07, 01:47
                Nie wiem, ale na trzeciego kota to ja nalegałem - zwiększyliśmy metraż, i teraz
                trzy koty skaczą mi po głowie wink Ale czwarty chyba załamałby możliwości przerobu
                i budżet sad
                • ewung Re: kociomamowatość 04.01.07, 07:36
                  pod większością rzczeczy napisanych wyzej mogę się podpisać (dom, bidne koty)
                  oprócz tego że:
                  ja zawsze marzyłam o kocie, jak poznałam Karola szybko okazało się ze on też
                  marzy o czarnej kotce. chwilę później mieszkaliśmy już razem i pojechaliśmy po
                  kota. No i okazało się że twa na nas "czekają". ja byłam w rozterce duża bura
                  Rózia dzikusek czy mała Dyzia wymarzona czarnulka Karola. Decyzja - dwie. Ja
                  oczywiście się bałam. Potem Łatka - to znowu Karol zadziałał a ja się zgodziłam
                  (znowu chciałam ale się bałam).
                  Nasze marzenie to dom. I jeszcze zeby był na wsi takiej spokojnej zeby tam
                  mogły sobie dochodzić koty, zebyśmy mogli wziąść od pani Danuty naszą znajdę i
                  od czasu do czasu jakąś kicie w potrzebie. No i tu mnie czasem ogrania
                  przerażenie że skończymy jak ona smile
                  Karol mówi: od razu weźmiemy jeszcze jakieś koty. Ja: może poczekamy az się
                  same przyplączą... i tak dalej. On by chyba nie miał nic przeciw temu zebyśmy
                  jak pani Danuta mieli mieli 80 kotów smile Karol jeszcze chciałby wiąść kicia ze
                  swojej dodatkowej pracy: są tam dwa kocurki jeden cudnie oswojony drugi troszkę
                  dzikusek. Karol najchętniej zajałby się nimi oboma ale myślę ze ten dzikusek
                  jest tu szczęśliwy.
                  Ogólnie to czasem myślę, że to dobrze ze mamy szlaban na nowe koty na razie bo
                  nie wiem jak by się to skończyło.
                  Nie wiem jak to będzie bo na razie domu brak i kasy też ale kto wie - trzeba
                  marzyć, może w końcu rano będą mi miauczeć o żarcie nie trzy koty ale dziesięć.
                  A tak po ciuchu to mi się marzy zebym się mogła Czekoladką zaaopiekować.
              • pixie65 Trawa! (prywata) 04.01.07, 13:02
                Przepraszam, że się wcinam w ten wątek, ale czytając Twój post coś sobie
                przypomniałam...gdyby z Biedronką "nie wyszło"...w rzeszowskim Kundelku jest
                czarna koteczka Lilith. Siedzi w pokoju z młodzieżą, siedzi zresztą w koszyku
                non-stop,tak jest wystraszona....Nawet jedzenie ma podawane do tego
                koszyka...Jest calutka czarna,pycholka ma takiego kocurowatego, zbójowatego
                lekko, ale to pozory.Jest ogromnie nieśmiała, dopiero po dłuższej chwili
                głaskania zaczyna delikatnie mruczeć. Ona jest bardzo zestresowana i dla niej
                życie w schronisku to prawie wyrok...pięna może nie jest (jAa się nie znam),
                ale ma w sobie cos takiego....no, Agnes potrafiłaby o Niej
                opowiedzieć...Może....?
                • pixie65 Re: Trawa! (prywata) cd -fotka... 04.01.07, 13:04
                  www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/802f40965af9ee67.html
        • cleo_1 Re: kociomamowatość 04.01.07, 10:57
          Obiecaj mu cos, na czym bardzo, ale to bardzo mu zalezy, a co Ty mozesz
          wykonac. Jednym slowem, zaszantazuj go troche. Cos za cos. Moze to pomoze? U
          mnie pomoglo...
      • kirke18 Re: Kejt 04.01.07, 08:42
        kejt- to tak jak ja, jak ja... i taki mąż... sad
        • kejt35 Re: Kejt 04.01.07, 09:29
          Argument o wrednym charakterze jest argumentem obu stron. Ja- że Miniu
          złagodnieje, mąż- ze Miniu jeszcze zwrednieje i że zastraszy drugiego kotka.
          Dyskusja kręci sie w kółko i nic z niej nie wynika.
          Na każde pytanie męża "co chcesz dostać pod choinkę/na urodziny/na rocznicę itp.
          odpowiadam niezmiennie że kota . Mam nadzieję ze tak go wreszcie zanudzę i
          zmęczę,że przestanie być taki oporny.
          A co dziwniejsze mój szanowny małżonek to Minia po prostu uwielbia! Na rękach go
          nosi, całuje, jest ukochanym "pańciem" . Jak kot choruje, to mąż jest
          roztrzęsiony. Kocimi historiami się wzrusza, jakś adopcja wirtualna czy inna
          pomoc jak najbardziej ( to on dał kasę, żebym wylicytowała świateczną paczkę dla
          kociaków i on wymyslił, żeby tę paczke wystawić jeszcze raz). Czyli ogólnie
          dobry i czuły chłop jest.
          Tylko czemu, do jasnej cholery!!!!!!!! tak się uparł??????????
    • lamichna Re: kociomamowatość 04.01.07, 11:04
      to nie jest przeklenstwo;
      moj pierwszy kot byl mieszkancem klatki schodowej, zyl tylko 3 lata (najpierw
      inwazja pchel, potem problem skorny, mnostwo robakow; a byl taki kochany i takie
      mial oczy pelne szacunku, ktory mu sie niewatpliwie nalezal) zyl krotko, ale
      teraz moge stwierdzic, ze juz mi sie taki sam nie powtorzyl, sa do niego tylko
      podobne, sa inne;

      po drugie wszystkim nie dasz rady pomoc: mam 4 futra i jeszcze jak ide na miasto
      dokarmiam kotke mieszkajaca na deptaku : dokarmiam za duze slowo - zawsze mam w
      torbie woreczek suchej karmy;

      a jak widze takie kocie nieszczescia to mi zal , ze nie stac mnie na zalozenie
      bezplatnej kliniki, albo schroniska kurcze

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka