g_kasia
25.01.07, 20:31
Moja Sally zeskoczyła dzisiaj z parapetu, nic nadzwyczajnego - robi to średnio
tysiąc razy dziennie. Teraz jednak upadła jakoś dziwnie. Ja byłam w innym
pokoju ale usłyszałam ten upadek. Sally przyleciała do mnie jak szalona,
położyła się pod moim krzesłem z uszami stulonymi, ogonem przyklejonym do
brzucha - położyła się tak jakby na plecach i boku z przednimi łapkami
gotowymi do ataku, miauczała głośno i prychała gdy tylko zbliżałam do niej
rękę. Przykryłam ją kocem i wzięłam na ręce zanosząc do drugiego pokoju, żeby
dzieci jej nie zaczepiały. Tuliłam ją głaszcząc żeby się uspokoiła. Delikatnie
badałam wszystkie łapy - zwłaszcza tylne, które chowała. Bolało ją tak jakby
na przedłużeniu tylnej nogi - tak pomiędzy ogonem a prawą nogą może staw
biodrowy - nie wiem... nie jestem pewna kociej anatomii.
Sally od tej pory śpi w swoim koszyku co jakiś czas wychodzi i chowa się w
nasze objęcia. Kiedy chodzi, widać, że oszczędza prawą tylną nóżkę.
Weterynarz, do którego dzwoniliśmy kazał zapewnić kotu spokój i odpoczynek i
czekać. Wydaje mi się, że za każdym razem Sally chodzi coraz lepiej - teraz
nie robi sobie przystanków na odpoczynek i wylizanie bolącego miejsca.
Co mi radzicie - panikować, czy rzeczywiście dać jej "chwilkę" na odpoczynek?
Przyznam, że jestem troszkę poddenerwowana i martwię się o kicię... ale może
ja już panikuję?
Ech chyba koty nie zawsze spadają na cztery łapy...