...krótko mówiąc, u nas wielkie zmiany

Wrócili ze wsi teściowie. Mieliśmy trochę stracha, czy przyjmą Hermionkę - bo
do tej pory nic nie ustaliliśmy na pewno... Tymczasem teściowa natychmiast
wzięła małą na ręce (a Hermi cwaniara, nie ugryzła ani raz!) i rozczuliła się
na amen słuchając historii akcji ratowniczej w cudzym silniku. Stwierdziła, że
kocia miała ciężkie dzieciństwo i koniecznie trzeba się nią zaopiekować

))
Jejku, ja jednak mam szczęście z tą teściową!
Zobaczymy, jak się Hermi dogada z Felusiem - na razie na niego trochę
poprychała, on przyjął ją całkiem dobrze. W każdym razie jesteśmy zgodni, że
obojgu się przyda nie być jedynakami.
A teraz Białe Futro. Słuchajcie, Fred i George przez te pół roku na wsi
strasznie urosły! Nie to, że utyły - urosły! Na długość i wysokość. To są
naprawdę olbrzymie kociska... Pewnie, że w zimowym futrze wyglądają jeszcze
bardziej imponująco - ale "same w sobie" też są dużo większe.
Całe popołudnie zajęło nam przemeblowywanie domu pod kątem kociej wygody.
Zostały wymoszczone dwa stanowiska sypialno-obserwacyjne na szafie, opróżniony
mostek kapitański na parapecie, pas startowy i lądowisko na biurku...
Wymiatam z kątów zabawki Hermiauny. I wiecie co? Szkoda mi tego czorta.
Pewnie, że u teściów będzie miała dobrze, a my będziemy ją odwiedzać, to w
końcu ten sam blok. Ale jakoś tak...