Cały dzień jakiś taki. To, na co miałam nadzieję, diabli wzięli,
drukarka okazała się nienaprawialna, George był niemożliwy, wylał
kawę, pakował się wszędzie, przeszkadzał z niezwykłym wręcz
zaangażowaniem, a teraz jeszcze Fred miał atak. Pierwszy raz od
dwóch miesięcy. Potrzęsło go porządnie

Teraz jest przytomny, je,
całkiem zwinnie zeskakuje ze stołu - ale boimy się, czy przy ataku
coś sobie nie zrobił (zleciał z szafki, chyba go tam przestaniemy
wpuszczać, a szkoda, bo to jego ukochane miejsce). Diabli nadali, co
za dzień...