Musze Wam to powiedziec, bo myslalam, ze dostane zawalu.
Dzisiaj postanowilam zrobic sobie dlugi poranek w loziu z ksiazka i
cappuccino, ktore pancio zdazyl mi zrobic ( heheheheh, pancio sie
stara, bo ma przechlapane za photoshopa, ktorego wymazal mi
przypadkowo ). I tak sobie mysle: futra dostaly jesc, pancio
otworzyl kocie drzwiczki w piwnicy, a ze mroz, to koty, co
najwyzej, przebiegna sie i powroca do lozka i tak sobie polezymy do
10h.
Nagle slysze jak pancio mowi do Caracasa: "oh, widze, ze zimno, juz
zmykasz do panci ( z nutka zazdrosci, bo pancia+ 3 koty w lozku, a
pancio do pracy

))). A do mnie wola: "Caracas idzie do ciebie,
niesie ci tez mysiora" ( co jest normalne, bo Caracas z Malina
przemieszczaja mysiora po calym domu i ogrodku i zazwyczaj pakuja
sie z nim do lozka ).
No i Cracas wpada do sypialni i bum, zarzuca mi wroblem!!!!
Ja w krzyk, ze kocurowi trzeba wydrzec wrobla i reanimowac go, bo
na pewno jeszcze zywy..... pancio biegnie, Caracas oczywiscie dal
sprinta do ogrodka. Wiec pancio za nim do ogrodka, a ja do piwnicy
w pizamie....a za nami Malina. Juz zaczelam sobie wyrzucac, ze to
moja wina, bo wczoraj wywiesilam karme dla sikorek i, ze pewnie ten
wrobel zagapil sie i usiadl sobie na murku, a nie tam wysoko przy
tej kulce karmy ( nie wiem jak to sie zwie ). Oczywiscie mam ochote
zamordowac kocura...
W koncu Caracas wskakujac przez kocie drzwiczki nie zmiescil sie z
wroblem i zgubil zdobycz. Wiec ja cap kocura i dawaj zamykac go do
innej piwnicy. Ten sie wydziera, Malina sie wydziera, bo tez chce.
Cessna gdzies z nikad sie pojawia i nie wyrabia na zakrecie przy
tym calym zamieszaniu. Pancio nadchodzi i okazuje sie, ze........
to wcale nie jest wina Caracasa, bo wrobel juz od dawna jest
sztywny.
Nie mozliwe, zeby w 10 min wysztywnial, nawet nigdzie nie byl
podgryziony. Widocznie biedak, zablakal sie w nocy i zamarzl. A
Caracas po prostu znalazl go w ogrodku.
Tak czy siak Caracas pol dnia sie na mnie gniewal. Caly ranek
przechodzil po ogrodku i szukal denata. A potem zaszyl sie na
stryszku i z zalem na mnie patrzyl.
No a ja nie mialam dlugiego poranku, tylko poszlam do parku i
wywiesilam tam reszte tych kulek dla sikorek.
No tak, pewnie chcial go reanimowac i przyniosl do domciu aby go
ogrzac.