huann 50:1 w meczu, bo bramkarz poszła na koncert. 22.08.05, 11:45 Żeńska drużyna futbolowa z Belgii, SK Berlaar, jakoś musiała przeżyć dotkliwą porażkę 50:1 w sobotnim meczu z KV Mechelen, ponieważ jej bramkarz wolał pójść na koncert - napisała w poniedziałek belgijska prasa. Nasza bramkarz pojechała na festiwal muzyczny Pukkel Pop. Dlatego przegraliśmy - powiedziała dziennikowi "Het Laatste Nieuws" stojąca w zamian na bramce Charlotte Jacobs. Pierwszego gola KV Mechelen zdobył już w czwartej sekundzie spotkania. Jak mówiła dalej Jacobs, po pierwszej połowie było 27:0. W drugiej połowie musieliśmy strawić kolejne 23 bramki, ale w końcu strzeliłyśmy gola - dodała. źródło: sport.onet.pl/1151688,wiadomosci.html Odpowiedz Link
lolik2 Re: Z cyklu: Nie moje, a ładne... 25.08.05, 12:52 Polskie drużyny w Lidze Mistrzów są jak jądra - zawsze biorą udział, nigdy nie wchodzą. Odpowiedz Link
aard To było tak 30.08.05, 15:32 "W Krakowie na chirurgii (nie powiem której) przyjmowal wtedy doktor, który wyznawal dwie zasady: - po pierwsze: dzien trzeba milo rozpoczac, bo potem jest chu...wo (wiec setka po przyjsciu do pracy to jest to) - a drugie: ze w ZUS-ie siedza same kretyny. Meczyl go jeden pacjent, który po raz czwarty juz przyszedl celem wydania KOLEJNEGO zaĹ"wiadczenia dla ZUS'u z powodu utraty w wypadku tramwajowym obu nóg. Problem w tym, ze urzednicy z ZUS uwzieli sie albo na pacjenta, albo na chirurga, bo z uporem maniaka przyznawali rente CZASOWA za kazdym razem. Gdy wiec pacjent czwarty raz pojawil sie z drukiem na kolejna rente czasowa, chirurg spienil sie mocno, a jako ze byl tuz po wyznaniu swojej pierwszej zasady, napisal na druku, przywalajac do tego wszelkie urzedowe pieczatki orzecznika: " UJEBAŁO MU OBIE NOGI I JUZ MU KURWA NIE ODROSNA!!! " Facet tydzien pózniej przyszedl z flaszka, bo dostal wreszcie rente stala." Najlepsze jest ostatnie zdanie: "facet PRZYSZEDŁ z flaszką" :)))) Odpowiedz Link
huann powódź tonie przelewki! 31.08.05, 11:10 Po przejściu Katriny obok Nowego Orleanu wydawało się, że miasto przetrwa huragan. Jednak wczoraj wały przeciwpowodziowe nie wytrzymały naporu wody i Nowy Orlean został zalany. 80 procent miasta znalazło się pod wodą. W niektórych miejscach ma ona 5 metrów głębokości. [...] Informacje o dziesiątkach tysięcy zniszczonych domów NAPŁYWAJĄ tymczasem z Mississippi. (www.onet.pl ; CAPS - moje:) ) Odpowiedz Link
aard Pewnie robią to celowo 31.08.05, 11:25 Jak u nas była powódź w 1997, to w Wiadromościach "dary dla powodzian wciąż napływały" :)) Odpowiedz Link
huann Re: Pewnie robią to celowo 31.08.05, 11:28 aard napisał: > Jak u nas była powódź w 1997, to w Wiadromościach "dary dla powodzian wciąż > napływały" :)) i śpiewał do tego RYszard wiadRYnkowski: "daRY, daRY loooosuuuuu" a kandydat na prezydenta mówił, że trzeba było się ubezpieczyć odRY). Odpowiedz Link
huann ta kapowódź tonie przelewki! - jeden z komentarzy: 31.08.05, 11:34 >Ale bzdury !!! Tak czytam te pseudoekologiczne lewackie wynurzenia [...] gdzie jest? ne mo! Odpowiedz Link
aard Wałęsa "pomoże" Tuskowi 02.09.05, 10:04 Wałęsa: "Tusk to najlepszy z kandydatów. Co prawda Kaczyński rodowód ma lepszy i w nekrologu więcej dałoby się o nim napisać." A po chwili: "Tam, gdzie będą trudne punkty w zrozumieniu między Tuskiem a wyborcami, będę jeździł i wyjaśniał". No, z takim rzecznikiem, to wszyscy wyborcy Tuska będą mieli pełną jasność :)) Odpowiedz Link
huann na bezrybiu... 04.09.05, 12:59 ...<i rak href> forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=28592977&a=28592977 Odpowiedz Link
aard Co jest kluczowe dla piłkarskiej reprezentacji 08.09.05, 09:32 wg Gazety wyborczej: "Kluczowy dla naszego awansu może się okazać mecz Andora - Armenia (12 października). Musimy kibicować Ormianom, by wygrali ten mecz i zepchnęli rywali na 7. miejsce w grupie." ŹRÓDŁO: sport.gazeta.pl/pilka/1,35467,2906010.html Odpowiedz Link
aard Dzieci się przewijają... 08.09.05, 11:55 Cytaty z formularzy, jakie wypełniały Angielki zwracające się o zasiłek na dziecko: - Odnośnie tożsamości moich bliźniaków: ojcem pierwszego z nich jest Jim Munson, nie jestem pewna co do drugiego dziecka, ale podejrzewam, że zostało spłodzone tej samej nocy. - Nie jestem pewna co do tożsamości ojca, ponieważ kiedy na imprezie wymiotowałam przez okno, ktoś mnie wziął od tyłu. Mogę dostarczyć liste mężczyzn obecnych na przyjęciu. - Nie znam imienia ojca mojej małej córeczki. Została poczęta na przyjęciu przy 3600 Grand Avenue, gdzie odbyłam stosunek seksualny bez zabezpiecze . Pamiętam, że było tak cudownie, że odpłynęłam. Jeżeli go znajdziecie, przyślijcie mi jego numer telefonu. Dzięki.. - Nigdy nie uprawiałam seksu z mężczyzną. Własnie oczekuje na list od papieża, że poczęcie mojego syna jest niepokalane i że jest on kolejnym wcieleniem Chrystusa. - Nie znam tożsamości ojca mojej córeczki. Jeździ BMW, które teraz ma dziurę w obiciu drzwi po moim obcasie. Mozecie sprawdzić w okolicznych serwisach BMW, czy ktoś tam ostatnio nie naprawiał takiej usterki. - Nie mogę podać tożsamości ojca mojego dziecka, ponieważ - jak mnie poinformował - miałoby to katastrofalny wpływ na brytyjską gospodarkę. - Nie jestem pewna tożsamości ojca mojego dziecka, bo dla mnie wszyscy żołnierze wyglądają tak samo. - Ojcem dziecka jest Peter Smith. Jeżeli dacie radę się z nim skontaktować, zapytajcie, co zrobił z moimi płytami AC/DC. - Sądząc po dacie narodzin, dziecko zostało poczęte w Disneylandzie Odpowiedz Link
aard Wujek George i jego naśladowcy... 08.09.05, 16:09 Prawdziwa rozmowa nagrana na czestotliwosci morskiej alarmowej canal 106 pomiedzy Hiszpanami a Amerykanami 16 X 1997 roku. Hiszpanie: ( w tel slychac trzaski)...Tu mowi A-853, prosimy zmiencie kurs o 15 stopni aby uniknac kolizji, idziecie wprost na nas, odleglosc 25 mil morskich. Amerykanie: (trzaski w tle)...Sugerujemy wam zmiane kursu o 15 stopni na polnoc aby uniknac kolizji Hiszpanie: Negatywnie...Powtarzamy : zmiencie swoj kurs o 15 stopni na poludnie, aby unknac zderzenia.... Amerykanie ( slychac inny glos) Tu mowi kapitan jednostki morskiej Stanow Zjednoczonych Ameryki, w dalszym ciagu sugerujemy, zmiencie swoj kurs o 15 stopni na polnoc, aby uniknac kolizji. Hiszpanie: Nie mozemy podjac takiej decyzji, gdyz nie uwazamy jej za sluszna, ani mozliwa w tym momencie!!! Zmiencie swoj kurs o 15 stopni na poludnie inaczej dojdzie do kolizji...!!!! Amerykanie: TU MOWI KAPITAN RICHARD JAMES, KTORY DOWODZI LOTNISKOWCEM USS LINCOLN, MARYNARKI WOJENNEJ STANOW ZJEDNOCZONYCH...!!!! DRUGIEGO CO DO WIELKOSCI OKRETU FLOTY AMERYKANSKIEJ, JEDNOCZESNIE INFORMUJE, ZE JESTEMY ESKORTOWANI PRZEZ 4 OKRETY PODWODNE, 6 NISZCZYCIELI I 2 KRAZOWNIKI, UDAJEMY SIE W KIERUNKU ZATOKI PERSKIEJ W CELU PRZEPROWADZENIA MANEWROW! NIE SUGERUJE, A ZADAM, ABYSCIE ZMIENILI KURS O 15 STOPNI!!!! W PRZECIWNYM RAZIE BEDZIEMY MUSIELI PODJAC DZIALANIA KONIECZNE ABY ZAGWARANTOWAC BEZPIECZENSTWO TAK OKRETU, JAK ZJEDNOCZONEJ SILY TEJ KOALICJI. WY NALEZYCIE DO PANSTWA SPRZYMIERZONEGO, JESTESCIE CZLONKIEM NATO I TEJ KOALICJI...ZADAM STANOWCZO PODPORZADKOWANIA I ZMIANY KURSU...!!!! Hiszpanie: Tu mowi Juan Manuel Salas Alcantara, Jestemy we dwoch, eskortuje nas nasz pies, mamy ze soba nasze jedzenie, dwa piwa i kanarka, ktory teraz spi...Mamy za soba poparcie Radia La Coruna i kanalu 106 alarmow morskich...NIE UDAJEMY SIE W ZADNE MIEJSCE I MOWIMY DO WAS Z LADU STALEGO, Z LATARNI MORSKIEJ A-853, Z WYBRZEZA GALICJI. NIE MAMY ZADNEJ GOWNIANEJ INFORMACJI KTORE MIEJSCE ZAJMUJEMY W RANKINGU WSROD HISZPANSKICH LATARNI MORSKICH...MOZECIE PRZEDSIEWZIAC SRODKI NA JAKIE TYLKO WAM PRZYJDZIE OCHOTA, ABY ZAPEWNIC BEZPIECZENSTWO WASZEGO ZASRANEGO OKRETU, KTORY ZA CHWILE ROZBIJE SIE O SKALY, DLATEGO RAZ JESZCZE SUGERUJEMY ZMIANE KURSU O 15 STOPNI NA POLUDNIE, ABY UNIKNAC KOLIZJI, OK?????? Odpowiedz Link
aard fajoski patent :)) 15.09.05, 16:07 - dzien dobry, tu centrum weryfikacji platnosci kartami kredytowymi banku .XY.. otrzymalismyinformacje ze jest realizowana platnosc w ... (drugikoniec Polski) - prosze o weryfikacje. Klient: nie! jestemzupelnie gdzie indziej [sprawdzil - karty nie ma] rany! karta zostala mi skradziona! - czy zyczy pan sobie zablokowac karte? - tak oczywiscie - prosze o podanie pelnego numeru karty. - przykro mi nie pamietam - bez tego nie mozemy zablokowac karty, a kwota oczekujaca wlasnie na akceptacje jest bardzo wysoka. - to coja mam teraz zrobic??? - hmmm... wlasciwienr karty jest niezbedny - musimy otrzymac od pana jakas informacje, ktora jednoznacznie potwierdzi, ze to wlasnie pana karta.... napewno nie pamieta pan numeru? - nie... - ...hmmmm... amoze chociaz PIN pan pamieta? - tak. - prosze podac - xxxx - dziekuje. [piiip....piiip....piiip....piiip....] Dzierżbór piiip....piiip....piiip....piiip!! Odpowiedz Link
szprota niezłe, niezłe :) 15.09.05, 20:14 dobrze, że mam na swojej limit 200 zeta dziennie :D Odpowiedz Link
szprota MSPANC 15.09.05, 20:15 "Teraz każdy, kto zadzwoni do Ciebie, zamiast nudnego sygnału "biiip, biiip" może usłyszeć ciekawą muzykę, dźwięk lub Twoje własne zaproszenie do rozmowy" Odpowiedz Link
aard Dwa fajne dowcipy (jeden śmieszy, drugi zabawny) 16.09.05, 10:51 Zebrał wódz indiański "Siedzący Pies" całe swoje plemię na naradę wojenną: - Czerwonoskórzy! Jesteśmy wielkim narodem? - Taaaaak! - To dlaczego nie mamy własnej rakiety z ładunkiem nuklearnym? - Taaaa... Zbudujemy? Huurraaa! Ścięli tomahawkami największą sekwoję w okolicy, wydrążyli ją w trudzie i znoju, według starej, indiańskiej recepty wyprodukowali proch, napchali do wydrążonego pnia, zapletli linę z lian i jako lont wyprowadzili na zewnątrz rakiety. - Gdzie ją wystrzelimy? - Na Erewań! - A dlaczego na Erewań? - Innych miast nie znamy... Napisali na rakiecie "Na Erewań", zbili się w gromadę i podpalili lont. Jak nie pierd***ęło! Prawdziwy Armagedon! Dym, swąd, wszystkich rozrzuciło w promieniu kilkunastu metrów... Wódz bez nogi, bez ręki otrzepuje się z kurzu i mówi: - Ja pierd*lę! Wyobrażacie sobie, co się dzieje w Erewaniu? Przychodzi facet na postój taksówek w Warszawie na Głównym i pyta pierwszego wolnego taryfiarza, ile by wziął za trasę na Pragę. - Na Pragie? Pięć dych – odpowiada konkretnie taryfiarz. - Cholera! Mam tylko 40...Więc może jednak w drodze wyjątku? - Ma pan coś z uszamy? Pięćdziesiąt powiedziałem! – kierowca jest nieubłagany. - No, a za te 40 dychy to gdzie by mnie pan zawiózł? – klient próbuje z innej beczki. - Do „Poniatowszczaka” na Wiśle – taksiarz jest bezwzględny Jadą, a przed mostem taksówkarz się zatrzymuje i bez słowa otwiera drzwi od strony pasażera.Ten próbuje jeszcze wziąć taksiarza „na litość”... - Panie! Jest zimmo i pada deszcz.Bądź pan człowiek, podwieź pan jeszcze ten kawałek! - Jak sie nie ma pieniędzy to sie jeździ rowerem... - kpi bezlitośnie kierowca i wygania pasażera z auta. Dokładnie tydzień później na postoju przed Głównym stoi 10 taryf. Ten sam facet podchodzi i dostrzega na końcu kolejki znajomego merola sprzed tygodnia.Podchodzi do pierwszej taryfy i pyta: - Ile pan bierze na Pragę? - Pięćdziesiąt trzeba dać.. - Dobra dostanie pan 50 i jeszcze 50, jeśli na końcu kursu obciągnie mi pan druta. - Ty ch... ...... .... ..... ..... ..... ..., spierdalaj stąd pókiś żywy! – odpowiada taksiarz „wiązanką warszawską”. Niezrażony klient podchodzi do następnego samochodu w kolejce i robi tą samą propozycję.Dostaje odpowiedź zbliżoną do poprzedniej. Chodzi tak od taryfy do taryfy ale wszędzie reakcją na jego „umowę o dzieło” są zbliżone do siebie w stylu „wiązanki”. Wreszcie podchodzi do ostatniego w kolejce samochodu, w którym siedzi jego znajomy sprzed tygodnia. - Dzień dobry! Ile pan na Pragę skasuje? - Pięć dych, ale to pan przecież dobrze wie – kierowca rozpoznaje swojego pasażera. Pasażer sadowi się w taryfie i ustala szczegóły transakcji: - Dobra, dostanie pan 50 zł, i dodatkowo może pan zarobić drugie 50, jeśli wyjeżdżając z postoju uśmiechnie się pan i pomacha pozostałym kolegom... Odpowiedz Link
zamek msas napisała: 20.09.05, 22:58 "Borys Ejfman to najgłośniejszy rosyjski tancerz" Ja nie myślałem, że ja tę Panią będę w tej rubryce cytował. Świat się kończy... Odpowiedz Link
szprota a mój kierownik 20.09.05, 23:47 ten co był moim pierwszym kierownikiem i teraz znów jest czyli czwartym powiedział, że miażdżąca większość zgonów w wypadkach samochodowych jest z powodu niezapięcia pasów. Odpowiedz Link
szprota możliwe, że na szprotokoły z tym 27.09.05, 13:06 ale tu się też nadaje. Maja [kolega o wyglądzie i głosie bardzo przeładowanego testosteronem szympansa]: -Dziękuję serdecznie za rozmowę, miłego i spokojnego dnia życzę, do usłyszenia. klientka [rozszczebiotana dzierlatka o trzy oktawy wyżej]: -Do widzenia, pa! [po czym, jak wszystkie rozszczebiotane dzierlatki, zamiast się rozłączyć, wciska klawisz 3 i generuje nim pisk analogiczny do tonu swojego głosu] Maja [najgłębszym ze swoich basów]: -Pa. Rozmowa była zgrana i oceniona :) Odpowiedz Link
latajacy_rosomak Polska Partia Narodowa prezentuje: 29.09.05, 10:38 "Polak nie może być ponurakiem - walcz także humorem z wrogiem, który czyni twój dzień smutnym." Odpowiedz Link
huann oooo, nasi tu są ;p 29.09.05, 13:09 Czas włóczęgów 2005-09-29 Cyberslacking to wykorzystywanie internetu do celów prywatnych w godzinach pracy. Rzecz przyjemna, tyle że… groźna. Zarówno dla nas, jak i dla pracodawców. Jeszcze do niedawna zmorą pracodawców byli pracownicy, którzy do granic możliwości przeciągali przerwy na lunch czy papierosa. W PRL-u było oczywiste, że dzień pracy składał się z picia kawy i długich pogawędek. Dziś już jawnie w pracy lenić się nie można. Wraz z rozwojem internetu, firmy na całym świecie dotknął nowy problem - muszą walczyć z pracownikami, którzy przesiadują przed komputerami, ale niekoniecznie zajmują się pracą. Sprawa dotyczy niemal każdego przedsiębiorstwa, bowiem chyba każdemu pracownikowi zdarzyło się choć raz być cyberslackerem. Wśród włóczęgów internetowych są też tacy, którzy nieustannie wykorzystują firmową sieć do zabawy lub załatwiania własnych interesów. I właśnie oni, zdaniem pracodawców, najbardziej przyczyniają się obniżenia wydajności firm, a czasem nawet ich upadku. O takich przypadkach głośno było swego czasu w Stanach i Wielkiej Brytanii. Xerox zwolnił 40 pracowników za spędzanie nadmiernej ilości internetowego czasu na grach hazardowych i przeglądaniu stron pornograficznych. Z kolei Rolls-Royce podziękował za pracę pięciu pracownikom którzy używali sieci korporacyjnej do przesyłania twardej pornografii. Były też przypadki zwolnień z prostszą argumentacją: "niewłaściwe wykorzystanie internetu w godzinach pracy". W efekcie cyberslacking stał się zagrożeniem dla samych pracowników, także tych, którzy złapać się nie dali - pracodawcy zaczęli bowiem monitorować czas pracy, instalować programy szpiegujące, ograniczać dostęp do internetu oraz zakazywać używania określonych programów. Zdecydowali się na takie rozwiązanie, bowiem cyberslacking realnie zaczął się przyczyniać do obniżania dochodów firm. Jak zostać cyberslackerem? Przepis jest bardzo prosty. Przychodzisz do pracy o dziewiątej i logujesz się na komputerze. Poprzez komunikator witasz się ze swoimi znajomymi: "Cześć, co słychać, jak się dziś nie wyspałem, jaki fajny film wczoraj oglądałem". Taka wymiana wrażeń z wieczoru, nocy i poranka zajmuje ci około pół godziny, przeciągając się czasem do godziny, gdy grono znajomych ma styl pracy podobny do twojego. O dziesiątej idziesz do szefa (chcąc porządnie slackować musisz umieć stwarzać pozory) i pytasz jakimi zadaniami masz w najbliższym czasie się zająć. Przy okazji mówisz, że wiele poprzednich zadań było bardzo skomplikowanych i jeszcze ich nie skończyłeś. Po wizycie u szefa obchodzisz kilka firmowych działów i witasz się ze znajomymi. Jeśli jesteś obowiązkowy, po jedenastej zaczynasz pracę. Jednak już o dwunastej przypominasz sobie, że musisz zrobić kilka przelewów za domowe opłaty. Logujesz się więc do swojego internetowego konta. Będąc już w sieci przy okazji sprawdzasz ile Tusk ma procent w dzisiejszym sondażu i jak wygląda nowonarodzony synek Liv Tyler. Odbierasz też pocztę e-mailową i oglądasz kilka fun-filmików, które przesłali ci kumple z zaprzyjaźnionej firmy. O trzynastej wyruszasz na lunch. Po powrocie nie omieszkasz opowiedzieć atakującym cię przez komunikator znajomym jak fantastyczny makaron właśnie zjadłeś i kogo spotkałeś w firmowej stołówce. W krótkiej rozmowie znajomy pyta cię czy w tym roku jedziesz na narty. "O kurczę" - myślisz sobie. "Na śmierć zapomniałem o sprawdzeniu aktualnych ofert, a przecież to już najwyższy czas zaplanować wyjazd zimowy". Po piętnastej stwierdzasz, że jest już na tyle późno, że to, co ci dziś pozostaje to jedynie partyjka szachów, postawienie pasjansa, ewentualnie strzelaninka w Quake'a. Na zakończenie sprawdzasz w sieci co grają dziś w twoim ulubionym kinie i… wychodzisz. Co ważne, w czasie pracy zawsze masz w oddzielnym oknie otwarty plik z ważnymi dokumentami, nad którymi musisz "ciężko" pracować. Doskonale wiesz, że wciśnięcie przycisków ALT i TAB pozwala ci skoczyć do właściwego okna i jednocześnie uratować się z poważnych opresji. Ten schemat działania u większości przebiegłych pracowników wygląda bardzo podobnie. Do zabaw, którymi trudnią się w godzinach pracy firmowe obiboki należą również udziały w czatach ze znanymi osobami, pisanie e-maili do znajomych, przesyłanie fotek z wakacji, robienie zakupów w sklepach internetowych czy granie na giełdzie.. Generalnie wszystko, co nie jest związane z wykonywaniem twoich pracowniczych obowiązków. W miejscu pracy, jak wyliczyli amerykańscy naukowcy, ściągana jest też połowa materiałów ze stron pornograficznych. Czy cyberslacker może się ukrywać? Oczywiście! Sprawny firmowy włóczęga korzysta z programu Donsbosspage, pozwalającego niwelować zbyt długą ciszę, towarzyszącą przeglądaniu stron internetowych - siedząc w sieci zazwyczaj korzystamy z myszki, a nie z klawiatury. Program ze strony www.donsbosspage.com imituje dźwięk klawiszy, dzięki czemu ryzyko złożenia donosu nawet przez sąsiada z pokoju jest mało prawdopodobne. Jak wynika z amerykańskich badań, aż 90 procent pracowników surfuje po sieci w godzinach pracy w celach prywatnych. Według polskiej ankiety przeprowadzonej przez firmę E-marketing, 47 procent osób uważa, że w pracy do celów prywatnych pracownicy wykorzystują internet bez ograniczeń, a 17 procent - że działają w ukryciu. 22 procent nie jest pewne, ale sądzi, że w ich firmie taki proceder prawdopodobnie ma miejsce. Z kolei w według Instytutu Gallupa aż 10 procent pracowników korzysta z internetu w miejscu pracy ponad 4 godziny dziennie! Z myślą o tych, którzy uciekają od firmowych obowiązków, tworzone są nawet specjalne serwisy internetowe. Pod adresem www.ishouldbeworking.com znajdziemy wszystko, co znudzonego pracownika mogłoby zaciekawić - krzyżówki, humor biurowy, gry, obrazki. To doskonały azyl dla cyberslackerów, zmęczonych nudzeniem się w pracy. Oni też swoje "nicnierobienie" jakoś muszą odreagować. za: doza.o2.pl/?s=4097&t=4608 Odpowiedz Link
aard Funtastyczne! 29.09.05, 13:53 ale paru tricków jeszcze pan Szczepaniak nie podpatrzył :p Odpowiedz Link
huann Dla Majkela zwłaszcza z okazji Imienin 29.09.05, 13:35 taki oto drobiażdżek ;p : TWARZE Kilka dni przed wyborami jechałem przez Polskę. Poruszałem się bocznymi drogami przez wsie i miasteczka. Była piękna pogoda, zaczynała się jesień i w mglistym świetle późnego poranka mój kraj przypominał bajkową krainę. REKLAMA Czytaj dalej. Lecz w każdej wsi, w każdym miasteczku, na każdym słupie, przystanku autobusowym, pustym kawałku ściany, na zaparkowanych autach wisiały plakaty z podobiznami kandydatów. Wisiały nawet na zupełnych pustkowiach na przydrożnych drzewach. Zwłaszcza tam, z dala od ludzkich siedzib, wśród bajecznych barw nadchodzącej jesieni sprawiały ponure i absurdalne wrażenie. Bo oprócz tego, że plakaty wisiały, to jeszcze u stóp drzew, na ziemi, w trawie poniewierały się podarte i pogniecione resztki. Tak wyglądała walka polityczna. Nadchodziła kolejna ekipa zwolenników tego i owego i po prostu zdzierała wizerunek znienawidzonego konkurenta, darła go i rzucała na ziemię, by na jego miejsce przykleić podobiznę swojego. Wygrywali ci, którzy przybywali ostatni, pewnie tuż przed północą, gdy mijał termin zakończenia kampanii. No więc ten śmietnik twarzy to była metafora. Twarze zaśmiecały, zanieczyszczały pejzaż i świat. Były nic nie warte i w jednej sekundzie zamieniały się w odpad. To metafora upadku etosu polityka, czy też w ogóle przywódcy w szerokim tego słowa znaczeniu. Mogłem to oglądać we własnym kraju, ale zapewne dotyczy to demokracji jako takiej. W końcu mój kraj nie robi nic innego niż naśladuje kraje starsze, większe i mądrzejsze. Twarze z tych prowincjonalnych plakatów stanowiły opowieść o tym, że lud nareszcie chce rządzić samodzielnie, a nie przez wybranych reprezentantów. Fotografie były zgrzebne, komiczne, pretensjonalne i często przypominały karykatury. Równie dobrze mogły to być zdjęcia z listów gończych, uroczystości weselnych, hagiograficzne portrety gminnych dostojników z lokalnych gazet albo cudem przechowane wspomnienia z surrealistycznych czasów komunizmu. To był casting do filmów Felliniego albo Miloša Formana z czeskiego okresu. To była wiejska zabawa, pogrzeb zasłużonego strażaka, to była prawdziwa sól ziemi oraz ci, którzy zapewniają najwyższy wskaźnik oglądalności. To był mój lud z którego w prostej linii się wywodzę i, nawet jako renegat i pisarz, czerpię z niego siły i natchnienie. Lecz wystarczy wjechać do większego miasta i widok na tandetne plakaty przysłaniają ogromne profesjonalne bilboardy. Na nich przedstawieni są ci, którzy walczą o prawdziwe zaszczyty i realną władzę. Szefowie partii, kandydaci na najwyższe stanowiska, idole tłumów oraz rankingów. I jeśli o tamtym wyborczym plebsie w formacie 20x30 centymetrów można było powiedzieć, że cech ludzkich mają w nadmiarze, tak ci wielkoformatowi w ogóle nie przypominają ludzi. Ich twarze to produkty, układanka pikseli i kłamstwo retuszu zwane „tworzeniem wizerunku”. Patrzą na nas z góry martwymi oczami i uśmiechają się jak wypreparowane trupy. Gdyby nie podpisy, można by ich wziąć za reklamy lodówki albo pralki – tyle mniej więcej życia i prawdy są w stanie przekazać. Pomiędzy nie ma nic. Nie ma kompromisu, który uszlachetniłby prostacki wizerunek nagiego człowieczeństwa uczłowieczając jednocześnie martwą, arogancką i głupią gębę nagiej władzy. Ci z papierowych postrzępionych świstków za wszelką cenę pragną zająć miejsce tych o gigantycznych, wygładzonych obliczach, a ci z billboardów nienawidzą myśli, że ich twarz mogłaby zostać wydrukowana w mniejszym niż naturalny rozmiarze i na pogniecionym papierze. Tak więc nie jest to opowieść tylko o moim kraju, ale o wyborach w ogóle. Nie wybieramy już ludzi, których podziwiamy, którym ufamy i za którymi pragnęlibyśmy pójść, by ich w naszej, mniejszej skali, naśladować. W gruncie rzeczy do wyboru mamy tylko takich samych jak my albo medialne „zombies” o uśmiechu sokowirówki. Tych drugich najpewniej zastąpią wkrótce automaty, roboty skonstruowane na podstawie komputerowego programu „prezydent wszystkich ludzi”. Kto jednak wtedy zastąpi nas, nie mogę sobie wyobrazić. źr: wiadomosci.onet.pl/1251293,2775,felieton.html 1. lubię Stasiuka. nasmarowano: starszy klejowy ;))) 2. "REKLAMA Czytaj dalej." w kontekście całości - niezamierzony, ale jak najbardziej zasłużony ROTFL:D Odpowiedz Link
szprota zasłyszane w telewizji z ust kilkulatka 29.09.05, 23:52 "Hodowla żółwia zasadniczo zmniejsza stres". Odpowiedz Link
huann historia z zfromborka... 30.09.05, 20:49 Koło Fromborka jest Jezioro Ciemięty, mniejsze z winy komunistów. W dniu klęski Komuny wszyscy się tak ucieszyliśmy że kamienica solidarnie podjęła decyzję żeby coś dużego zepsuć na złość czerwonym pająkom. Gejzer mieszkający przy wylotówce na Braniewo dał pomysł patriotycznego przerwania wałów przy jeziorze Ciemięty. Cała nasza kamienica (opócz pana Rapaporta niestety) żuciła się do roboty i wspólnie rozkopaliśmy tamę. Pani Roszkowska polewała ihciała tańczyć ale Fiszer jej nie pozwolił bo już miał wobec niej natychmmiastowe zamiary.Na koniec wszyscy przysnęliśmy, a nad ranem jak się obudziliśmy to okazało się że jacyś bandyci zzuli nam buty, a jeziora już nie ma bo wylalo się całe do zatoki. Żuciliśmy się wtedy do ucieczki, a tylko Roszkowska zahowała się jak prawdziwa postać opozycyjna bo nasikała jeszcze kierownikowi OSP do butelki z mlekiem. Od tego czasu jezioro Ciemięty już jest dużo mniejsze a Gejzer jako organizator akcji protestatyjnej został głównym przeciwnikiem Balcerowicza i ogulnie postkomuny. ~Józef z zfromborka (źródło które wybiło: wiadomosci.onet.pl/1,15,11,14610426,41121741,1811697,0,forum.html ) Odpowiedz Link
aard Moja koleżanka stwierdziła 05.10.05, 09:58 że po powrocie z pracy jej mąż pięknie się komponuje w fotelu na tle zasłon. Odpowiedz Link
aard Motto dnia 05.10.05, 12:25 "Życie jest jak Miriam: niby wszystko ładnie, pięknie, a tu chuj." (anonim) Odpowiedz Link
lolik2 na meczu: 05.10.05, 12:31 nie ma to jak wzmocnić morale przeciwnej drużyny zdrowym gromkim BUHAHA!!! (by kermit) Odpowiedz Link
aard W tRUjce przed chwilą wypowiedział się 06.10.05, 11:01 "duszpasterz Ormian i niepełnosprawnych". ROTFL! :)))) Odpowiedz Link
huhar Re: W tRUjce przed chwilą zamilknął Tusk. 06.10.05, 13:01 Nasz od popojutrza prezio. Odpowiedz Link