Dodaj do ulubionych

Z cyklu: Nie moje, a ładne...

    • huann 50:1 w meczu, bo bramkarz poszła na koncert. 22.08.05, 11:45
      Żeńska drużyna futbolowa z Belgii, SK Berlaar, jakoś musiała przeżyć dotkliwą
      porażkę 50:1 w sobotnim meczu z KV Mechelen, ponieważ jej bramkarz wolał pójść
      na koncert - napisała w poniedziałek belgijska prasa.

      Nasza bramkarz pojechała na festiwal muzyczny Pukkel Pop. Dlatego przegraliśmy -
      powiedziała dziennikowi "Het Laatste Nieuws" stojąca w zamian na bramce
      Charlotte Jacobs.

      Pierwszego gola KV Mechelen zdobył już w czwartej sekundzie spotkania. Jak
      mówiła dalej Jacobs, po pierwszej połowie było 27:0. W drugiej połowie
      musieliśmy strawić kolejne 23 bramki, ale w końcu strzeliłyśmy gola - dodała.


      źródło: sport.onet.pl/1151688,wiadomosci.html
      • aard Więc bramka Jacobs przeciekała? 22.08.05, 13:07
        A przecież niby Suchard...
    • lolik2 Re: Z cyklu: Nie moje, a ładne... 25.08.05, 12:52
      Polskie drużyny w Lidze Mistrzów są jak jądra - zawsze biorą udział, nigdy nie wchodzą.
    • aard To było tak 30.08.05, 15:32
      "W Krakowie na chirurgii (nie powiem której) przyjmowal wtedy doktor,
      który wyznawal dwie zasady: - po pierwsze: dzien trzeba milo rozpoczac, bo
      potem jest chu...wo (wiec setka po przyjsciu do pracy to jest to) - a drugie:
      ze w ZUS-ie siedza same kretyny. Meczyl go jeden pacjent, który po raz
      czwarty juz przyszedl celem wydania KOLEJNEGO zaĹ"wiadczenia dla ZUS'u z powodu
      utraty w wypadku tramwajowym obu nóg. Problem w tym, ze urzednicy z ZUS
      uwzieli sie albo na pacjenta, albo na chirurga, bo z uporem maniaka
      przyznawali rente CZASOWA za kazdym razem. Gdy wiec pacjent czwarty raz
      pojawil sie z drukiem na kolejna rente czasowa, chirurg spienil sie
      mocno, a jako ze byl tuz po wyznaniu swojej pierwszej zasady, napisal na druku,
      przywalajac do tego wszelkie urzedowe pieczatki orzecznika: " UJEBAŁO MU
      OBIE NOGI I JUZ MU KURWA NIE ODROSNA!!! " Facet tydzien pózniej
      przyszedl z flaszka, bo dostal wreszcie rente stala."

      Najlepsze jest ostatnie zdanie: "facet PRZYSZEDŁ z flaszką" :))))
      • szprota aha 30.08.05, 19:23
        do mnie też Colby napisał. Gwóźdź z nogami!
        • aard No i co z tego? 31.08.05, 10:20
          Na RU nie było.
    • huann powódź tonie przelewki! 31.08.05, 11:10
      Po przejściu Katriny obok Nowego Orleanu wydawało się, że miasto przetrwa
      huragan. Jednak wczoraj wały przeciwpowodziowe nie wytrzymały naporu wody i
      Nowy Orlean został zalany. 80 procent miasta znalazło się pod wodą. W
      niektórych miejscach ma ona 5 metrów głębokości. [...]
      Informacje o dziesiątkach tysięcy zniszczonych domów NAPŁYWAJĄ tymczasem z
      Mississippi.

      (www.onet.pl ; CAPS - moje:) )
      • aard Pewnie robią to celowo 31.08.05, 11:25
        Jak u nas była powódź w 1997, to w Wiadromościach "dary dla powodzian wciąż
        napływały" :))
        • huann Re: Pewnie robią to celowo 31.08.05, 11:28
          aard napisał:

          > Jak u nas była powódź w 1997, to w Wiadromościach "dary dla powodzian wciąż
          > napływały" :))



          i śpiewał do tego RYszard wiadRYnkowski: "daRY, daRY loooosuuuuu" a kandydat na
          prezydenta mówił, że trzeba było się ubezpieczyć odRY).
      • huann ta kapowódź tonie przelewki! - jeden z komentarzy: 31.08.05, 11:34
        >Ale bzdury !!! Tak czytam te pseudoekologiczne lewackie wynurzenia [...]

        gdzie jest? ne mo!
    • aard Wałęsa "pomoże" Tuskowi 02.09.05, 10:04
      Wałęsa: "Tusk to najlepszy z kandydatów. Co prawda Kaczyński rodowód ma lepszy
      i w nekrologu więcej dałoby się o nim napisać."

      A po chwili: "Tam, gdzie będą trudne punkty w zrozumieniu między Tuskiem a
      wyborcami, będę jeździł i wyjaśniał".

      No, z takim rzecznikiem, to wszyscy wyborcy Tuska będą mieli pełną jasność :))
    • huann na bezrybiu... 04.09.05, 12:59
      ...<i rak href>

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=28592977&a=28592977
    • aard Co jest kluczowe dla piłkarskiej reprezentacji 08.09.05, 09:32
      wg Gazety wyborczej:
      "Kluczowy dla naszego awansu może się okazać mecz Andora - Armenia (12
      października). Musimy kibicować Ormianom, by wygrali ten mecz i zepchnęli
      rywali na 7. miejsce w grupie."

      ŹRÓDŁO: sport.gazeta.pl/pilka/1,35467,2906010.html
    • aard Dzieci się przewijają... 08.09.05, 11:55
      Cytaty z formularzy, jakie wypełniały Angielki zwracające się o zasiłek
      na dziecko:

      - Odnośnie tożsamości moich bliźniaków: ojcem pierwszego z nich jest
      Jim Munson, nie jestem pewna co do drugiego dziecka, ale podejrzewam, że
      zostało spłodzone tej samej nocy.

      - Nie jestem pewna co do tożsamości ojca, ponieważ kiedy na imprezie
      wymiotowałam przez okno, ktoś mnie wziął od tyłu. Mogę dostarczyć liste
      mężczyzn obecnych na przyjęciu.

      - Nie znam imienia ojca mojej małej córeczki. Została poczęta na
      przyjęciu przy 3600 Grand Avenue, gdzie odbyłam stosunek seksualny
      bez zabezpiecze . Pamiętam, że było tak cudownie, że odpłynęłam.
      Jeżeli go znajdziecie, przyślijcie mi jego numer telefonu. Dzięki..

      - Nigdy nie uprawiałam seksu z mężczyzną. Własnie oczekuje na list od
      papieża, że poczęcie mojego syna jest niepokalane i że jest on kolejnym
      wcieleniem Chrystusa.

      - Nie znam tożsamości ojca mojej córeczki. Jeździ BMW, które teraz ma
      dziurę w obiciu drzwi po moim obcasie. Mozecie sprawdzić w okolicznych
      serwisach BMW, czy ktoś tam ostatnio nie naprawiał takiej usterki.

      - Nie mogę podać tożsamości ojca mojego dziecka, ponieważ - jak mnie
      poinformował - miałoby to katastrofalny wpływ na brytyjską gospodarkę.

      - Nie jestem pewna tożsamości ojca mojego dziecka, bo dla mnie wszyscy
      żołnierze wyglądają tak samo.

      - Ojcem dziecka jest Peter Smith. Jeżeli dacie radę się z nim
      skontaktować, zapytajcie, co zrobił z moimi płytami AC/DC.

      - Sądząc po dacie narodzin, dziecko zostało poczęte w Disneylandzie
    • aard Wujek George i jego naśladowcy... 08.09.05, 16:09
      Prawdziwa rozmowa nagrana na czestotliwosci morskiej alarmowej canal 106
      pomiedzy Hiszpanami a Amerykanami 16 X 1997 roku.


      Hiszpanie:
      ( w tel slychac trzaski)...Tu mowi A-853, prosimy zmiencie kurs o 15 stopni
      aby uniknac kolizji, idziecie wprost na nas, odleglosc 25 mil morskich.


      Amerykanie:
      (trzaski w tle)...Sugerujemy wam zmiane kursu o 15 stopni na polnoc aby
      uniknac kolizji


      Hiszpanie:
      Negatywnie...Powtarzamy : zmiencie swoj kurs o 15 stopni na poludnie, aby
      unknac zderzenia....


      Amerykanie
      ( slychac inny glos) Tu mowi kapitan jednostki morskiej Stanow Zjednoczonych


      Ameryki, w dalszym ciagu sugerujemy, zmiencie swoj kurs o 15 stopni na
      polnoc, aby uniknac kolizji.


      Hiszpanie:
      Nie mozemy podjac takiej decyzji, gdyz nie uwazamy jej za sluszna, ani
      mozliwa w tym momencie!!! Zmiencie swoj kurs o 15 stopni na poludnie inaczej


      dojdzie do kolizji...!!!!


      Amerykanie:
      TU MOWI KAPITAN RICHARD JAMES, KTORY DOWODZI LOTNISKOWCEM USS LINCOLN,
      MARYNARKI WOJENNEJ STANOW ZJEDNOCZONYCH...!!!! DRUGIEGO CO DO WIELKOSCI
      OKRETU FLOTY AMERYKANSKIEJ, JEDNOCZESNIE INFORMUJE, ZE JESTEMY ESKORTOWANI
      PRZEZ 4 OKRETY PODWODNE, 6 NISZCZYCIELI I 2 KRAZOWNIKI, UDAJEMY SIE W
      KIERUNKU ZATOKI PERSKIEJ W CELU PRZEPROWADZENIA MANEWROW! NIE SUGERUJE, A
      ZADAM, ABYSCIE ZMIENILI KURS O 15 STOPNI!!!! W PRZECIWNYM RAZIE BEDZIEMY
      MUSIELI PODJAC DZIALANIA KONIECZNE ABY ZAGWARANTOWAC BEZPIECZENSTWO TAK
      OKRETU, JAK ZJEDNOCZONEJ SILY TEJ KOALICJI. WY NALEZYCIE DO PANSTWA
      SPRZYMIERZONEGO, JESTESCIE CZLONKIEM NATO I TEJ KOALICJI...ZADAM STANOWCZO
      PODPORZADKOWANIA I ZMIANY KURSU...!!!!


      Hiszpanie:
      Tu mowi Juan Manuel Salas Alcantara, Jestemy we dwoch, eskortuje nas nasz
      pies, mamy ze soba nasze jedzenie, dwa piwa i kanarka, ktory teraz
      spi...Mamy za soba poparcie Radia La Coruna i kanalu 106 alarmow
      morskich...NIE UDAJEMY SIE W ZADNE MIEJSCE I MOWIMY DO WAS Z LADU STALEGO, Z


      LATARNI MORSKIEJ A-853, Z WYBRZEZA GALICJI. NIE MAMY ZADNEJ GOWNIANEJ
      INFORMACJI KTORE MIEJSCE ZAJMUJEMY W RANKINGU WSROD HISZPANSKICH LATARNI
      MORSKICH...MOZECIE PRZEDSIEWZIAC SRODKI NA JAKIE TYLKO WAM PRZYJDZIE OCHOTA,


      ABY ZAPEWNIC BEZPIECZENSTWO WASZEGO ZASRANEGO OKRETU, KTORY ZA CHWILE
      ROZBIJE SIE O SKALY, DLATEGO RAZ JESZCZE SUGERUJEMY ZMIANE KURSU O 15 STOPNI


      NA POLUDNIE, ABY UNIKNAC KOLIZJI, OK??????
    • aard fajoski patent :)) 15.09.05, 16:07
      - dzien dobry, tu centrum weryfikacji platnosci kartami kredytowymi
      banku .XY.. otrzymalismyinformacje ze jest realizowana platnosc w ...
      (drugikoniec Polski) - prosze o weryfikacje. Klient: nie! jestemzupelnie gdzie
      indziej [sprawdzil - karty nie ma] rany! karta zostala mi skradziona! - czy
      zyczy pan sobie zablokowac karte? - tak oczywiscie - prosze o podanie pelnego
      numeru karty. - przykro mi nie pamietam - bez tego nie mozemy zablokowac karty,
      a kwota oczekujaca wlasnie na akceptacje jest bardzo wysoka. - to coja mam
      teraz zrobic??? - hmmm... wlasciwienr karty jest niezbedny - musimy otrzymac od
      pana jakas informacje, ktora jednoznacznie potwierdzi, ze to wlasnie pana
      karta.... napewno nie pamieta pan numeru? - nie... - ...hmmmm... amoze chociaz
      PIN pan pamieta? - tak. - prosze podac - xxxx - dziekuje.
      [piiip....piiip....piiip....piiip....]

      Dzierżbór piiip....piiip....piiip....piiip!!
      • szprota niezłe, niezłe :) 15.09.05, 20:14
        dobrze, że mam na swojej limit 200 zeta dziennie :D
      • szprota MSPANC 15.09.05, 20:15
        "Teraz każdy, kto zadzwoni do Ciebie, zamiast nudnego sygnału "biiip, biiip"
        może usłyszeć ciekawą muzykę, dźwięk lub Twoje własne zaproszenie do rozmowy"
    • aard Dwa fajne dowcipy (jeden śmieszy, drugi zabawny) 16.09.05, 10:51
      Zebrał wódz indiański "Siedzący Pies" całe swoje plemię na naradę wojenną:
      - Czerwonoskórzy! Jesteśmy wielkim narodem?
      - Taaaaak!
      - To dlaczego nie mamy własnej rakiety z ładunkiem nuklearnym?
      - Taaaa... Zbudujemy? Huurraaa!
      Ścięli tomahawkami największą sekwoję w okolicy, wydrążyli ją w trudzie i
      znoju, według starej, indiańskiej recepty wyprodukowali proch, napchali
      do wydrążonego pnia, zapletli linę z lian i jako lont wyprowadzili na zewnątrz
      rakiety.
      - Gdzie ją wystrzelimy?
      - Na Erewań!
      - A dlaczego na Erewań?
      - Innych miast nie znamy...
      Napisali na rakiecie "Na Erewań", zbili się w gromadę i podpalili lont. Jak nie
      pierd***ęło! Prawdziwy Armagedon! Dym, swąd, wszystkich rozrzuciło w promieniu
      kilkunastu metrów... Wódz bez nogi, bez ręki otrzepuje się z kurzu i mówi:
      - Ja pierd*lę! Wyobrażacie sobie, co się dzieje w Erewaniu?

      Przychodzi facet na postój taksówek w Warszawie na Głównym i pyta pierwszego
      wolnego taryfiarza, ile by wziął za trasę na Pragę.
      - Na Pragie? Pięć dych – odpowiada konkretnie taryfiarz.
      - Cholera! Mam tylko 40...Więc może jednak w drodze wyjątku?
      - Ma pan coś z uszamy? Pięćdziesiąt powiedziałem! – kierowca jest nieubłagany.
      - No, a za te 40 dychy to gdzie by mnie pan zawiózł? – klient próbuje z innej
      beczki.
      - Do „Poniatowszczaka” na Wiśle – taksiarz jest bezwzględny
      Jadą, a przed mostem taksówkarz się zatrzymuje i bez słowa otwiera drzwi od
      strony pasażera.Ten próbuje jeszcze wziąć taksiarza „na litość”...
      - Panie! Jest zimmo i pada deszcz.Bądź pan człowiek, podwieź pan jeszcze ten
      kawałek!
      - Jak sie nie ma pieniędzy to sie jeździ rowerem... - kpi bezlitośnie kierowca
      i wygania pasażera z auta.
      Dokładnie tydzień później na postoju przed Głównym stoi 10 taryf. Ten sam facet
      podchodzi i dostrzega na końcu kolejki znajomego merola sprzed
      tygodnia.Podchodzi do pierwszej taryfy i pyta:
      - Ile pan bierze na Pragę?
      - Pięćdziesiąt trzeba dać..
      - Dobra dostanie pan 50 i jeszcze 50, jeśli na końcu kursu obciągnie mi pan
      druta.
      - Ty ch... ...... .... ..... ..... ..... ..., spierdalaj stąd pókiś żywy! –
      odpowiada taksiarz „wiązanką warszawską”.
      Niezrażony klient podchodzi do następnego samochodu w kolejce i robi tą samą
      propozycję.Dostaje odpowiedź zbliżoną do poprzedniej. Chodzi tak od taryfy do
      taryfy ale wszędzie reakcją na jego „umowę o dzieło” są zbliżone do siebie w
      stylu „wiązanki”. Wreszcie podchodzi do ostatniego w kolejce samochodu, w
      którym siedzi jego znajomy sprzed tygodnia.
      - Dzień dobry! Ile pan na Pragę skasuje?
      - Pięć dych, ale to pan przecież dobrze wie – kierowca rozpoznaje swojego
      pasażera.
      Pasażer sadowi się w taryfie i ustala szczegóły transakcji:
      - Dobra, dostanie pan 50 zł, i dodatkowo może pan zarobić drugie 50, jeśli
      wyjeżdżając z postoju uśmiechnie się pan i pomacha pozostałym kolegom...
    • zamek msas napisała: 20.09.05, 22:58
      "Borys Ejfman to najgłośniejszy rosyjski tancerz"
      Ja nie myślałem, że ja tę Panią będę w tej rubryce cytował. Świat się kończy...
      • szprota to ci musi tupać, sqrczybyk... [rotfl] 20.09.05, 23:28

        • zamek Ejfman makes noise /nihopaka! 20.09.05, 23:40

      • aard A fy on tef fepleni? 26.09.05, 13:08
        jak - nie pfymiewająf - Yefim Bronfman?
    • szprota a mój kierownik 20.09.05, 23:47
      ten co był moim pierwszym kierownikiem i teraz znów jest czyli czwartym
      powiedział, że miażdżąca większość zgonów w wypadkach samochodowych jest z
      powodu niezapięcia pasów.
    • szprota możliwe, że na szprotokoły z tym 27.09.05, 13:06
      ale tu się też nadaje.
      Maja [kolega o wyglądzie i głosie bardzo przeładowanego testosteronem
      szympansa]: -Dziękuję serdecznie za rozmowę, miłego i spokojnego dnia życzę, do
      usłyszenia.
      klientka [rozszczebiotana dzierlatka o trzy oktawy wyżej]: -Do widzenia, pa!
      [po czym, jak wszystkie rozszczebiotane dzierlatki, zamiast się rozłączyć,
      wciska klawisz 3 i generuje nim pisk analogiczny do tonu swojego głosu]
      Maja [najgłębszym ze swoich basów]: -Pa.

      Rozmowa była zgrana i oceniona :)
      • aard trudno powiedzieć 27.09.05, 14:30
        ale niezłe. Pa.
    • latajacy_rosomak Polska Partia Narodowa prezentuje: 29.09.05, 10:38
      "Polak nie może być ponurakiem - walcz także humorem z wrogiem, który czyni
      twój dzień smutnym."
    • huann oooo, nasi tu są ;p 29.09.05, 13:09
      Czas włóczęgów
      2005-09-29

      Cyberslacking to wykorzystywanie internetu do celów prywatnych w godzinach
      pracy. Rzecz przyjemna, tyle że… groźna. Zarówno dla nas, jak i dla
      pracodawców.
      Jeszcze do niedawna zmorą pracodawców byli pracownicy, którzy do granic
      możliwości przeciągali przerwy na lunch czy papierosa. W PRL-u było oczywiste,
      że dzień pracy składał się z picia kawy i długich pogawędek. Dziś już jawnie w
      pracy lenić się nie można. Wraz z rozwojem internetu, firmy na całym świecie
      dotknął nowy problem - muszą walczyć z pracownikami, którzy przesiadują przed
      komputerami, ale niekoniecznie zajmują się pracą. Sprawa dotyczy niemal każdego
      przedsiębiorstwa, bowiem chyba każdemu pracownikowi zdarzyło się choć raz być
      cyberslackerem.
      Wśród włóczęgów internetowych są też tacy, którzy nieustannie wykorzystują
      firmową sieć do zabawy lub załatwiania własnych interesów. I właśnie oni,
      zdaniem pracodawców, najbardziej przyczyniają się obniżenia wydajności firm, a
      czasem nawet ich upadku. O takich przypadkach głośno było swego czasu w Stanach
      i Wielkiej Brytanii. Xerox zwolnił 40 pracowników za spędzanie nadmiernej
      ilości internetowego czasu na grach hazardowych i przeglądaniu stron
      pornograficznych. Z kolei Rolls-Royce podziękował za pracę pięciu pracownikom
      którzy używali sieci korporacyjnej do przesyłania twardej pornografii. Były też
      przypadki zwolnień z prostszą argumentacją: "niewłaściwe wykorzystanie
      internetu w godzinach pracy". W efekcie cyberslacking stał się zagrożeniem dla
      samych pracowników, także tych, którzy złapać się nie dali - pracodawcy zaczęli
      bowiem monitorować czas pracy, instalować programy szpiegujące, ograniczać
      dostęp do internetu oraz zakazywać używania określonych programów. Zdecydowali
      się na takie rozwiązanie, bowiem cyberslacking realnie zaczął się przyczyniać
      do obniżania dochodów firm.
      Jak zostać cyberslackerem? Przepis jest bardzo prosty. Przychodzisz do pracy o
      dziewiątej i logujesz się na komputerze. Poprzez komunikator witasz się ze
      swoimi znajomymi: "Cześć, co słychać, jak się dziś nie wyspałem, jaki fajny
      film wczoraj oglądałem". Taka wymiana wrażeń z wieczoru, nocy i poranka zajmuje
      ci około pół godziny, przeciągając się czasem do godziny, gdy grono znajomych
      ma styl pracy podobny do twojego. O dziesiątej idziesz do szefa (chcąc
      porządnie slackować musisz umieć stwarzać pozory) i pytasz jakimi zadaniami
      masz w najbliższym czasie się zająć. Przy okazji mówisz, że wiele poprzednich
      zadań było bardzo skomplikowanych i jeszcze ich nie skończyłeś. Po wizycie u
      szefa obchodzisz kilka firmowych działów i witasz się ze znajomymi. Jeśli
      jesteś obowiązkowy, po jedenastej zaczynasz pracę. Jednak już o dwunastej
      przypominasz sobie, że musisz zrobić kilka przelewów za domowe opłaty. Logujesz
      się więc do swojego internetowego konta. Będąc już w sieci przy okazji
      sprawdzasz ile Tusk ma procent w dzisiejszym sondażu i jak wygląda
      nowonarodzony synek Liv Tyler. Odbierasz też pocztę e-mailową i oglądasz kilka
      fun-filmików, które przesłali ci kumple z zaprzyjaźnionej firmy.
      O trzynastej wyruszasz na lunch. Po powrocie nie omieszkasz opowiedzieć
      atakującym cię przez komunikator znajomym jak fantastyczny makaron właśnie
      zjadłeś i kogo spotkałeś w firmowej stołówce. W krótkiej rozmowie znajomy pyta
      cię czy w tym roku jedziesz na narty. "O kurczę" - myślisz sobie. "Na śmierć
      zapomniałem o sprawdzeniu aktualnych ofert, a przecież to już najwyższy czas
      zaplanować wyjazd zimowy". Po piętnastej stwierdzasz, że jest już na tyle
      późno, że to, co ci dziś pozostaje to jedynie partyjka szachów, postawienie
      pasjansa, ewentualnie strzelaninka w Quake'a. Na zakończenie sprawdzasz w sieci
      co grają dziś w twoim ulubionym kinie i… wychodzisz. Co ważne, w czasie pracy
      zawsze masz w oddzielnym oknie otwarty plik z ważnymi dokumentami, nad którymi
      musisz "ciężko" pracować. Doskonale wiesz, że wciśnięcie przycisków ALT i TAB
      pozwala ci skoczyć do właściwego okna i jednocześnie uratować się z poważnych
      opresji.
      Ten schemat działania u większości przebiegłych pracowników wygląda bardzo
      podobnie. Do zabaw, którymi trudnią się w godzinach pracy firmowe obiboki
      należą również udziały w czatach ze znanymi osobami, pisanie e-maili do
      znajomych, przesyłanie fotek z wakacji, robienie zakupów w sklepach
      internetowych czy granie na giełdzie.. Generalnie wszystko, co nie jest
      związane z wykonywaniem twoich pracowniczych obowiązków. W miejscu pracy, jak
      wyliczyli amerykańscy naukowcy, ściągana jest też połowa materiałów ze stron
      pornograficznych.
      Czy cyberslacker może się ukrywać? Oczywiście! Sprawny firmowy włóczęga
      korzysta z programu Donsbosspage, pozwalającego niwelować zbyt długą ciszę,
      towarzyszącą przeglądaniu stron internetowych - siedząc w sieci zazwyczaj
      korzystamy z myszki, a nie z klawiatury. Program ze strony www.donsbosspage.com
      imituje dźwięk klawiszy, dzięki czemu ryzyko złożenia donosu nawet przez
      sąsiada z pokoju jest mało prawdopodobne.
      Jak wynika z amerykańskich badań, aż 90 procent pracowników surfuje po sieci w
      godzinach pracy w celach prywatnych. Według polskiej ankiety przeprowadzonej
      przez firmę E-marketing, 47 procent osób uważa, że w pracy do celów prywatnych
      pracownicy wykorzystują internet bez ograniczeń, a 17 procent - że działają w
      ukryciu. 22 procent nie jest pewne, ale sądzi, że w ich firmie taki proceder
      prawdopodobnie ma miejsce. Z kolei w według Instytutu Gallupa aż 10 procent
      pracowników korzysta z internetu w miejscu pracy ponad 4 godziny dziennie!
      Z myślą o tych, którzy uciekają od firmowych obowiązków, tworzone są nawet
      specjalne serwisy internetowe. Pod adresem www.ishouldbeworking.com znajdziemy
      wszystko, co znudzonego pracownika mogłoby zaciekawić - krzyżówki, humor
      biurowy, gry, obrazki. To doskonały azyl dla cyberslackerów, zmęczonych
      nudzeniem się w pracy. Oni też swoje "nicnierobienie" jakoś muszą odreagować.


      za: doza.o2.pl/?s=4097&t=4608
      • aard Funtastyczne! 29.09.05, 13:53
        ale paru tricków jeszcze pan Szczepaniak nie podpatrzył :p
    • huann Dla Majkela zwłaszcza z okazji Imienin 29.09.05, 13:35
      taki oto drobiażdżek ;p :


      TWARZE

      Kilka dni przed wyborami jechałem przez Polskę. Poruszałem się bocznymi drogami
      przez wsie i miasteczka. Była piękna pogoda, zaczynała się jesień i w mglistym
      świetle późnego poranka mój kraj przypominał bajkową krainę.
      REKLAMA Czytaj dalej.
      Lecz w każdej wsi, w każdym miasteczku, na każdym słupie, przystanku
      autobusowym, pustym kawałku ściany, na zaparkowanych autach wisiały plakaty z
      podobiznami kandydatów. Wisiały nawet na zupełnych pustkowiach na przydrożnych
      drzewach. Zwłaszcza tam, z dala od ludzkich siedzib, wśród bajecznych barw
      nadchodzącej jesieni sprawiały ponure i absurdalne wrażenie. Bo oprócz tego, że
      plakaty wisiały, to jeszcze u stóp drzew, na ziemi, w trawie poniewierały się
      podarte i pogniecione resztki. Tak wyglądała walka polityczna. Nadchodziła
      kolejna ekipa zwolenników tego i owego i po prostu zdzierała wizerunek
      znienawidzonego konkurenta, darła go i rzucała na ziemię, by na jego miejsce
      przykleić podobiznę swojego. Wygrywali ci, którzy przybywali ostatni, pewnie
      tuż przed północą, gdy mijał termin zakończenia kampanii.
      No więc ten śmietnik twarzy to była metafora. Twarze zaśmiecały,
      zanieczyszczały pejzaż i świat. Były nic nie warte i w jednej sekundzie
      zamieniały się w odpad. To metafora upadku etosu polityka, czy też w ogóle
      przywódcy w szerokim tego słowa znaczeniu. Mogłem to oglądać we własnym kraju,
      ale zapewne dotyczy to demokracji jako takiej. W końcu mój kraj nie robi nic
      innego niż naśladuje kraje starsze, większe i mądrzejsze.
      Twarze z tych prowincjonalnych plakatów stanowiły opowieść o tym, że lud
      nareszcie chce rządzić samodzielnie, a nie przez wybranych reprezentantów.
      Fotografie były zgrzebne, komiczne, pretensjonalne i często przypominały
      karykatury. Równie dobrze mogły to być zdjęcia z listów gończych, uroczystości
      weselnych, hagiograficzne portrety gminnych dostojników z lokalnych gazet albo
      cudem przechowane wspomnienia z surrealistycznych czasów komunizmu. To był
      casting do filmów Felliniego albo Miloša Formana z czeskiego okresu. To była
      wiejska zabawa, pogrzeb zasłużonego strażaka, to była prawdziwa sól ziemi oraz
      ci, którzy zapewniają najwyższy wskaźnik oglądalności. To był mój lud z którego
      w prostej linii się wywodzę i, nawet jako renegat i pisarz, czerpię z niego
      siły i natchnienie.
      Lecz wystarczy wjechać do większego miasta i widok na tandetne plakaty
      przysłaniają ogromne profesjonalne bilboardy. Na nich przedstawieni są ci,
      którzy walczą o prawdziwe zaszczyty i realną władzę. Szefowie partii, kandydaci
      na najwyższe stanowiska, idole tłumów oraz rankingów. I jeśli o tamtym
      wyborczym plebsie w formacie 20x30 centymetrów można było powiedzieć, że cech
      ludzkich mają w nadmiarze, tak ci wielkoformatowi w ogóle nie przypominają
      ludzi. Ich twarze to produkty, układanka pikseli i kłamstwo retuszu
      zwane „tworzeniem wizerunku”. Patrzą na nas z góry martwymi oczami i uśmiechają
      się jak wypreparowane trupy. Gdyby nie podpisy, można by ich wziąć za reklamy
      lodówki albo pralki – tyle mniej więcej życia i prawdy są w stanie przekazać.
      Pomiędzy nie ma nic. Nie ma kompromisu, który uszlachetniłby prostacki
      wizerunek nagiego człowieczeństwa uczłowieczając jednocześnie martwą, arogancką
      i głupią gębę nagiej władzy. Ci z papierowych postrzępionych świstków za
      wszelką cenę pragną zająć miejsce tych o gigantycznych, wygładzonych obliczach,
      a ci z billboardów nienawidzą myśli, że ich twarz mogłaby zostać wydrukowana w
      mniejszym niż naturalny rozmiarze i na pogniecionym papierze.
      Tak więc nie jest to opowieść tylko o moim kraju, ale o wyborach w ogóle. Nie
      wybieramy już ludzi, których podziwiamy, którym ufamy i za którymi
      pragnęlibyśmy pójść, by ich w naszej, mniejszej skali, naśladować. W gruncie
      rzeczy do wyboru mamy tylko takich samych jak my albo medialne „zombies” o
      uśmiechu sokowirówki. Tych drugich najpewniej zastąpią wkrótce automaty, roboty
      skonstruowane na podstawie komputerowego programu „prezydent wszystkich ludzi”.
      Kto jednak wtedy zastąpi nas, nie mogę sobie wyobrazić.

      źr: wiadomosci.onet.pl/1251293,2775,felieton.html



      1. lubię Stasiuka. nasmarowano: starszy klejowy ;)))

      2. "REKLAMA Czytaj dalej." w kontekście całości - niezamierzony, ale jak
      najbardziej zasłużony ROTFL:D
    • huann Klabą-Klabą 29.09.05, 14:15
      Klabą.
    • szprota zasłyszane w telewizji z ust kilkulatka 29.09.05, 23:52
      "Hodowla żółwia zasadniczo zmniejsza stres".
    • huann historia z zfromborka... 30.09.05, 20:49
      Koło Fromborka jest Jezioro Ciemięty, mniejsze z winy komunistów.

      W dniu klęski Komuny wszyscy się tak ucieszyliśmy że kamienica solidarnie
      podjęła decyzję żeby coś dużego zepsuć na złość czerwonym pająkom. Gejzer
      mieszkający przy wylotówce na Braniewo dał pomysł patriotycznego przerwania
      wałów przy jeziorze Ciemięty. Cała nasza kamienica (opócz pana Rapaporta
      niestety) żuciła się do roboty i wspólnie rozkopaliśmy tamę. Pani Roszkowska
      polewała ihciała tańczyć ale Fiszer jej nie pozwolił bo już miał wobec niej
      natychmmiastowe zamiary.Na koniec wszyscy przysnęliśmy, a nad ranem jak się
      obudziliśmy to okazało się że jacyś bandyci zzuli nam buty, a jeziora już nie
      ma bo wylalo się całe do zatoki. Żuciliśmy się wtedy do ucieczki, a tylko
      Roszkowska zahowała się jak prawdziwa postać opozycyjna bo nasikała jeszcze
      kierownikowi OSP do butelki z mlekiem.
      Od tego czasu jezioro Ciemięty już jest dużo mniejsze a Gejzer jako organizator
      akcji protestatyjnej został głównym przeciwnikiem Balcerowicza i ogulnie
      postkomuny.

      ~Józef z zfromborka


      (źródło które wybiło:
      wiadomosci.onet.pl/1,15,11,14610426,41121741,1811697,0,forum.html )
    • aard Moja koleżanka stwierdziła 05.10.05, 09:58
      że po powrocie z pracy jej mąż pięknie się komponuje w fotelu na tle zasłon.
    • aard Motto dnia 05.10.05, 12:25
      "Życie jest jak Miriam: niby wszystko ładnie, pięknie, a tu chuj." (anonim)
    • lolik2 na meczu: 05.10.05, 12:31
      nie ma to jak wzmocnić morale przeciwnej drużyny zdrowym gromkim BUHAHA!!!
      (by kermit)
    • huhar nada? 05.10.05, 22:45
      sygnaturka?
    • aard W tRUjce przed chwilą wypowiedział się 06.10.05, 11:01
      "duszpasterz Ormian i niepełnosprawnych". ROTFL! :))))
      • huhar Re: W tRUjce przed chwilą zamilknął Tusk. 06.10.05, 13:01
        Nasz od popojutrza prezio.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka