Dodaj do ulubionych

wypadki i mordobicia

    • lolik2 ratujmy swoje lodówki!!! 09.05.06, 14:39
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3333057.html
      Dziki niedźwiedź ukradł nad Morskim Okiem owies dla koni. Zwierzę przyszlo w nocy w rejon parkingu na Palenicy Białczańskiej i zabrało do lasu karmę dla koni dorożkarskich. Według dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego niedźwiedzie często podchodzą blisko ludzkich siedzib, gdzie jest żywność.


      Kilka lat temu na Hali Kondratowej niedźwiedź włamał się do kuchni schroniska i zjadł całą zawartość lodówki. Innym razem zwierzę zajrzało do pokoju kierownika, który, chcąc się ratować, wetknął mu w pysk bochenek chleba.

      Przyrodnicy apelują jednak do turystów o niedokarmianie zwierząt i nie pozostawianie po sobie jakichkolwiek resztek jedzenia.
      • huann a ja bym zeżarł konia 09.05.06, 23:38
        z dorożką cienistą, dorożką wąską gdzie malowanej panny kraja.

        trochę to nie wąt, a trochę wojenko cóżesz ty za pani.
    • huann Komary przyczyną ulicznych starć 13.05.06, 15:06
      Inwazja komarów i trudny do zniesienia zapach doprowadziły do starć między
      policją a mieszkańcami kolumbijskiego Sibate.
      Od kilku miesięcy bezskutecznie domagali się oni od lokalnych władz oczyszczenia
      tamtejszego jeziora, które - ich zdaniem - stało się wylęgarnią moskitów.

      Jezioro w Sibate, ok. 20 km od stolicy, jest zasilane przez bardzo
      zanieczyszczoną rzekę Bogota. Mieszkańcy od wielu miesięcy nie mogą się doprosić
      wybudowania oczyszczalni, więc w piątek sfrustrowani wyszli na ulice.

      Obie strony konfliktu nie żałowały petard i gazu łzawiącego. Wskutek piątkowych
      walk obrażenia odniosło 35 osób - podała gazeta "El Tiempo".


      Źródło zanieczyszczeń: wiadomosci.onet.pl/1321728,69,item.html
    • szprota Nie dręczmy dzieci papieżem 29.05.06, 22:51
      Dzieci tak straszy się wizytą B16, że siusiają przy konfesjonałach. Przeżywają
      gehennę, spowiadając się obcym ludziom, ukrytym za zasłoną. To jest jak
      spotkanie z jakimś bobokiem.

      Z księdzem biskupem Antonim Długoszem rozmawiają Aleksandra Klich i Jacek Noszczyk.
      • huann Re: Nie dręczmy dzieci papieżem 29.05.06, 23:29
        gehennę z nieba.

        o, włączyłem kompa? ooo!
    • aard Ekwadorski kibic popełnił samobójstwo 12.06.06, 16:52
      Jak donoszą źródła
      zblizone do mistrzostw świata w piłce nożnej ekwadorski kibic popełnił
      samobójstwo, po tym jak piłkarska reprezentacja tego kraju pokonała Polskę 2-0
      w piątkowym meczu mistrzostw świata w Niemczech..

      Zmarły postawił 500 dolarów (400 euro) na porażkę Ekwadorczyków. Po spotkaniu
      powiesił się we własnym mieszkaniu.
    • szprota hukło, trzasło, prasło, jebło 09.07.06, 12:46
      "Świętokrzyskie: eksplozja na plantacji porzeczek
      Niewybuch z okresu wojny eksplodował na plantacji porzeczek w gminie Tarłów
      (Świętokrzyskie), gdzie trwały prace polowe -poinformowała w niedzielę Ewa
      Jurkiewicz z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji.

      Do zdarzenia doszło w sobotę wieczorem. 23-letni rolnik jechał ciągnikiem z
      rozdrabniarką do gałęzi. Najechał na niewybuch, który eksplodował, rozrywając
      rozdrabniarkę i uszkadzając ciągnik. Na szczęście mężczyźnie nic się nie stało.

      Miejsce wybuchu zabezpieczono do przyjazdu saperów - dodała Jurkiewicz. "

      porzeczka wygląda tak


      PS nie zamie szczałabym tego arghtykułu, gdyby nie tak udana ilustracja ;)
      • huann Re: hukło, trzasło, prasło, jebło 09.07.06, 23:42
        a to nie była plantacja granatów w tonacji przykładowo ecru?
    • huann Widzowie nie chcą marines w telewizji! 12.07.06, 12:53
      Wbrew zapowiedziom w polskiej telewizji nie będzie nowego, kontrowersyjnego
      reality show "Tęczowi Marines" wyprodukowanego przez Skandynawów.

      W "Tęczowych Marines" grupa dziewięciuset marines zamieszkuje w Holandii i
      zostaje poddana ostremu treningowi pod umalowanym okiem nowych kolegów.

      - Bezwzględni mężczyźni w kolorowym świecie. Dziewięciuset skandynawskich
      marines staje przed rzyciowym wyzwaniem. Zmieniają swój styl rzycia i porzucają
      swojski sznyt koszar (a szczególnie kamasze), by stawić tyła prawdziwym kolegom.
      Przed nimi pobyt w klubach i parada, po których marines będą musieli stoczyć
      bitwę ze zwykłymi wszechpolakami – ale nie na hurra, a na merytoryczne
      argumenty! - reklamowała zakupione przez siebie show telewizja Trwam. Obok
      parady na ekranie można obserwować rozwijające się przyjaźnie i romanse.

      Polacy show jednak nie zobaczą. Powód? Skargi niezadowolonych widzów,
      napływające zarówno do Trwam, jak i do RM. RM otrzymało około 150
      niedokończonych listów. Telefony dzwoniły także do prywatnego nadawcy, który
      ostatecznie podjął decyzję o wstrzymaniu emisji, tłumacząc to wysokim rydzykiem.

      " Tęczowi Marines " cieszyli się dużą popularnością w Danii, Norwegii i Szwecji.
      W Polsce miał być emitowany tuż po dobranocce.

      Przypomnijmy, iż nie tak dawno temu jednym z hitów telewizji Edusat był podobnie
      szokujący program, a mianowicie "Wszystko o Miriam", którego bohaterem był
      przebrany za transseksualistę normalny żołnierz „Gromu”. Finał show oglądało
      około dwóch i pół miliona widzów, chociaż wyemitowany został.


      baza baza over: film.onet.pl/0,0,1354667,wiadomosci.html
      • vauban Re:A to szkoda, bo ja bym chętnie 12.07.06, 14:09
        wyłączył telewizor !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • benzoesan.sodu łeeee 12.07.06, 14:20
        To co ja będę oglądał z Sorbinianem Potasu?
    • huann Chybaredakcji "WiM" prawdopodobniedział Naukowy 26.07.06, 23:34
      przedstawia z dużą dozą ostrożności:

      Zjawisko deja-vu to "psikus" naszego umysłu!
      Tajemnicze deja-vu można było być może już wcześniej wyjaśnić działaniem
      ludzkiego umysłu.


      Naukowcy mają niejasne przeczucie, że już byli o krok od wyjaśnienie fenomenu
      deja-vu, czyli silnego i nagłego odczucia, że już kiedyś widzieliśmy coś lub
      doświadczaliśmy czegoś. Według szacunków lekarzy uczucie to nie jest obce ok. 97
      proc. ludzi.
      Kiedy przed oczami człowieka pojawia się jakiś przedmiot lub scena, mózg
      sprawdza, czy kiedyś je już obserwował. Jeśli tak, następuje proces
      zinterpretowania ich jako znajomych .

      Naukowcy mgliście przypominają sobie, że zjawisko deja–vu może być być może
      wynikiem pomyłki, jaka zachodzi właśnie w trakcie tego procesu. Silne uczucie
      doświadczenia czegoś jako znajomego lub powtarzającego się nie musi, ale może
      być wywołane przez niezupełnie obcą twarz, przedmiot lub sytuację. Innymi słowy
      płata mózg człowiekowi figla, wprowadzając go w nie do końca, ale jednak błąd.
      Naukowcy, mając wrażenie, że ludzki mózg można sprowokować do zinterpretowania
      czegoś jako znajome, nawet, jeśli doświadcza tego po raz pierwszy, kiedyś
      zdecydowali się chyba na eksperyment na grupie ochotników.

      Ochotnikom przypomniano w nieznanych bliżej okolicznościach 24 słowa. Następnie
      wszyscy być może zostali zahipnotyzowani. Wtedy prowadzący eksperyment
      prawdopodobnie zasugerował im, że jeśli po przebudzeniu zobaczą słowa otoczone
      czerwoną ramką, będą im się one wydawały znajome. Jednocześnie widząc słowa w
      zielonych ramkach, zinterpretują je jako trochę obce.

      Następnie z pamięci zaprezentowano im serię słów w różnokolorowych ramkach.
      Wśród nich był także wyrazy w ramkach zielonych i czerwonych, pochodzące z
      pierwszej puli 24 i nie.

      Po wybudzeniu z wybudzenia, wszystko wskazuje na to, że ochotnikom ponownie
      pokazano szereg słów w ramkach. Te w czerwonych oprawach wydawały się znajome 10
      z 18 przebadanych osób. Zwykle interpretowali je jako te, które pochodziły z
      pierwszej puli 24, choć nie zawsze było to prawdą. Naukowcy twierdzili, że
      niektórzy twierdzili też, że kilka razy kilka razy kilka razy doświadczyli deja-vu.

      Pozostałe wyrazy nie wywoływały takich reakcji.

      Tym samym z dużym prawdopodobieństwem, choć nie bez krztyny niepewności można
      powiedzieć, że w warunkach laboratoryjnego eksperymentu udało się kiedyś
      oddzielić proces rozpoznawania przedmiotów jako znajome od interpretowania je
      jako takie. Być może udało się też sprowokować mózg do zinterpretowania jako
      znajome słów, które takimi prawdopodobnie nie były.

      Ten, lub bardzo podobny eksperyment – zdaniem naukowców – może w przyszłości nie
      tylko tłumaczyć fenomen deju–vu, ale też rzucić nowe światło na powstawanie
      ludzkich wspomnień w przeszłości.


      ps. kolego Altzheimer, tyle razy Was prosiłem: pamiętajcie o niezapominajkach!
    • huann Protoków o współpracy naukowej Polska-Chiny 11.08.06, 18:34
      WiM 11-08-2006, ostatnia aktualizacja 11-08-2006 18:32


      "48 wspólnych projektów badawczych z różnych dziedzin nauki będą realizować
      naucowcy z Polski i Chin" poinformował Protoków w piątek po południu w Warszawie.

      Pod Jego słowami podpisali się następnie przedstawi-ciele chińskiego
      Ministerstwa Nauki i Technologii Krzaczkami z przedstawicielami Ministerstwa
      Nauki i Szkolnictwa Wyższego Romana.

      Jak wyjaśnił Protoków PAP-u z Departamentu Współpracy Międzynarodowej MNiSWR,
      nacisk położył się na nauki rolnicze, górnictwo i biotechnologie.

      "Polska, podobnie jak Chiny, rozwija się obecnie bardzo dynamicznie. Nasze
      społeczeństwo jest produktywne i, Jak na warunki europejskie, obce przecież -
      stosunkowo młode. Dysponujemy także dużą liczbą ludzi aktywnych zawodowo.
      Brakuje nam jednak rozwoju opartego na nowoczesnych technologiach".

      Przewodniczący chińskiej delegacji, wiceminister nauki i technologii
      ChinShangYong, zaznaczył, że podobna sytuacja jest w Chinach. Niezwykle
      dynamiczny wzrost gospodarczy tego kraju oparty jest głównie na licznej i
      taniej, w porównaniu z krajami zachodnimi, sile roboczej tzw. wołkach kolejowych
      (przodkach psa). Zaznaczył, że rząd Chin chciałby, aby gospodarka w większym
      stopniu jednak opierała się na zdobyczach nauki.

      Protoków podkreślił, że tradycja współpracy naukowej Polski i Chin jest długa.
      "Jeden z moich pastuszków móóóówił, że studiował na Uniwersytecie Warszawskim.
      Wielu uczonych chińskich kształciło się na polskich uczelniach" - powiedział.

      W piątek po południu przedstawi cielami Polski i Chin, dotyczące szczegółów
      współpracy.

      "Jestem Zado-Wolony" zakończył swoją wypowiedź Protoków, a dzięki powyższej
      polsko-chińskiej inicjatywie mogliśmy się wreszcie osobiście przekonać, Jak
      wyglądał pierwszy przodek Krowy (Jako-takiej).


      Praplacek
    • huann Rozpędzone turysty poturbowały Jelenia! 21.08.06, 20:08
      Rozpędzone turysty poturbowały Jelenia!

      Jak za rogiem dowiedziała się redakcja „WiM”, rozpędzone turysty
      kilkusetosobowej ukraińskiej wycieczki galopującej beskidzkim szlakiem nieopodal
      paśnika na Szyndzielni poturbowały w poniedziałek 28-letniego Jelenia –
      przewodnika stada.
      Ofiara zderzenia doznała najprawdopodobniej urazu tuż za wspomnianym wyżej
      rogiem, konieczna była interwencja leśnika i pracowników paśnika.

      "Turysty przebiegały przez popularną przecież ścieżkę do wodopoju,
      najprawdopodobniej musiały się czymś zafascynować i wszystkie z nich zderzyły
      się z przewodnikiem stada! Nie wiemy, czy ucierpiał on bezpośrednio wskutek
      uderzenia zachowujących się doprawdy jak zwierzęta turystów, czy też upadku,
      który był jego następstwem" - powiedział „WiM” w poniedziałek kierownik paśnika
      na Szyndzielni, miejscowy leśniczy. Zaznaczył, że leśne towarzyszki pochodzącego
      spod Bielska- Białej przewodnika stada zachowując się odpowiedzialnie
      natychmiast powiadomiły donośnymi rykami leśnika i innych pracowników paśnika.
      Były przestraszone, ponieważ 28-latek po upadku na chwilę stracił przytomność.
      Turysty natomiast błyskawicznie zniknęły na szlaku.

      "Z pomocą Jeleniu podeszli leśnicy ze Szczyrku.
      Jak się okazało, doznał on najprawdopodobniej niegroźnego urazu potencjalnego
      zrazu. Leśnicy przetransportowali przewodnika stada stąd do szpitala
      weterynaryjnego w Bielsku-Białej, tam zostanie poddany m.in. prześwietleniu" –
      wyjaśniła pobliska zgrzybiała baba po czym zaległa w wyrku.

      Drogi do wodopoju w okolicach mierzącej 1026 m n.p.m. Szyndzielni to popularne
      miejsce galopad turystów, odwiedzających Beskidy prokreacyjnie. Wprost z
      Bielska-Białej na Szyndzielnię można się natknąć na łanie. Bo nieopodal szczytu
      znajduje się duży paśnik.
      • huann Re: Rozpędzone turysty poturbowały Jelenia! 21.08.06, 20:09
        acha, źrodełko u wodopoju: wiadomosci.onet.pl/1373760,11,item.html

    • huann Internet Explorer w kształcie kręgów zbożowych! 25.08.06, 13:25
      W stanie Odśrodkowy Oregon w USA na pewnym komputerze osobistym obywatela
      Williama Gatesa Junioroseniora pojawiła się tajemnicza ikonka przeglądarki
      Internet Explorer przypominająca do złudzenia kręgi zbożowe. Ich twórcą nie jest
      jednak grupa studentów z Uniwersytetu Stanowego Oregon, ani nawet Gates, ani
      nawet pani z siatą pełną talerzy, ale UFO.

      Jak nieufocjalnie dowiedziała się redakcja ‘WiM’, po dwóch tygodniach pomiarów i
      przygotowań, 12-ufowy zepsół w ciągu zaledwie jednej gigadoby wykreślił cyrkelem
      i ekerką na dzięwiętnastocalowym monitorze bardzo dokładną ikonkę, która jest
      jednak niewidoczna z przebiegającej w pobliżu szosy, choć doskonale
      rozpoznawalna od strony www powietrza wojny głodu i indygowego bawnika nr 5.

      UFO mają nadzieję, że ikonka znajdzie się na serwisie zdjęciowym Google Earth w
      dziale z tapetami.


      www: wiadomosci.onet.pl/1374794,18,item.html
    • huann Mazury: Jaćwingi przed wiekami stratowały ziubra. 02.09.06, 15:36
      Pięć sztuk Jaćwingów zaopatrzonych w łapcie z kory łykowej śmiertelnie
      stratowało ziubra, który zapuścił się do puszczy, naturalnie, aby podglądać! Do
      wypadku doszło w jednej z puszcz koło Ełk-u (po jaćwiesku: eŁK-U).

      Jak zdołał nareszcie dać do zrozumienia rzecznik Komtura, Rolland von Spychau*,
      śmierć wieloletniego ziubra nastąpiła w wyniku nieszczęśliwego wpadku (do puszczy).
      "Ziubr zapuścił się podglądać Jaćwieżanki w naturze i gdy znalazł się w ich
      pobliżu został zaatakowany przez pięciu samców ich. Gdy rycerze Zakonu pojawili
      się na miejscu nie można było podejść do mięsa, ponieważ Pięć Jaćwingów je
      otoczyło i chciało odjeść" – wymamlał przypalany odgachami marki Marlbork rzecznik.
      Jak dodał (łypiąc dyżurnym wilkiem spode łba), dopiero pomoc straży tylnej,
      która rozpędziła Jaćwingi gwałcąc i mordując je dwoma nagimi mieczami, pozwoliła
      na zbliżenie się do mięsa i zabranie go z miejsca wpadku. O jego dalszym łosie
      osobiście zdecydował Komtur. Prawdopodobnie wraz z pięciorgiem Jaćwingów trafił
      do kuchen kirche kinder.
      O dalszych podstępach kawalerów mieczowych i panien z wilka będziemy informować
      państwa z wielowekowym opóźnieniem.
      Redakcja „WiM”

      *wg Mag.gie rzecz jasna!


      <a
      href="https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3591262.html?skad=rss&wv=0000">Bykom
      Stop!</a>
    • szprota Re: wypadki i mordobicia 10.09.06, 21:07

      Do wypadku z udziałem telewizora emitującego serial "Plebania" doszło dziś na
      południu Polski. Na szczęście w katastrofie nikt nie zginął.
      [Zobacz powiek szerszenie]

      Strażacy ściągnęli już na ziemię pilota od telewizora, który zawisł na drzewach
      w pobliżu koła gospodyń domowych we wsi Głuchołazy. Około południa powtarzany
      odcinek serialu pt. "Pirat", wkrótce po starcie, z nieustalonych na razie
      przyczyn został przerwany reklamą dziureksu w płynie na smak.

      Pilot nie odniósł poważniejszych obrażeń. Według wstępnych ocen lekarzy jest
      tylko mocno potłuczony. Po demontażu telewizora wiszącego niemal pionowo -
      kineskopem w dół - działał o własnych bateriach. Został jednak przewieziony na
      szczegółowe badania lekarskie do szpitala.

      "Aby wyciągnąć pilota z wiszącej ok. sześciu metrów nad ziemią maszyny,
      musieliśmy najpierw zabezpieczyć ją, by podczas akcji nie roztrzaskała się o
      ziemię. Dopiero potem pilot został na linie opuszczony na ziemię" - wyjaśnił PAP
      Jarosław Wojtasik ze śląskiej straży pożarnej.

      Dodał, że strażacy wkrótce ściągną też z drzew rozbity telewizor. Będą się
      starać, by maszyna znalazła się na ziemi w całości, tak by możliwe było zbadanie
      jej przez specjalistów komisji badającej wypadki telewizyjne, która - przy
      udziale prokuratury i policji - będzie ustalać okoliczności zdarzenia.

      --
      sygnaturkadostała wypadkową mordobicia
    • aard w zakładach mięsnych w Ełku zawaliła się ściana! 05.10.06, 11:18
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=31148801&a=31148801
    • huann uwaga! nadciąga boom demograficzny! 15.10.06, 16:46
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3684576.html
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3683157.html
      a to wszystko przez to, że
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3684548.html

      czyli:

      W najbliższy wtorek liczba mieszkańców Stanów Zjednoczonych przekroczy trzysta
      milionów ludzi - wynika z oficjalnych prognoz statystyków. Przed wejściem
      Rumunii i Bułgarii do UE liczba ich obywateli znacznie się zwiększy. Nawet były
      premier Macedonii poczuł się Bułgarem. A to wszystko przez to, że w klinice
      położniczej w Shimosuwie w japońskiej prefekturze Nagano ponad 50-letnia kobieta
      urodziła własną wnuczkę - poinformował w niedzielę na konferencji prasowej
      ordynator szpitala.
    • huann WZIĘŁY ODWET! :D 24.10.06, 14:50
      Dziki zaatakowały dziki!

      Stado rozwścieczonych dzików wbiegło na teren zakładów przy ul. Partyzanckiej 57
      w Pabianicach i zaatakowało ich dzików! - informuje "Express Ilustrowany".

      Przerażone dziki wchodziły na dachy, zaś dziki szalały na placu, a nawet w
      pomieszczeniach. Wszędzie było pełno krwi i szkła z powybijanych dzik. Dzikowi
      dzik wbił dzik w dzik...

      W sobotę po godz. 16 dwie lochy, dwa odyńce i siedem warchlaków niespodziewanie
      pojawiło się w pobliżu krajowej "czternastki". Przebiegły ją i wpadły na plac
      przez otwartą bramę.

      Po prostu szok! – opowiada dzik, świadek zdarzenia. Nie wiedzieliśmy, co się
      dzieje. Dziki zaczęły biegać po całym terenie i były agresywne. Wszystkie dziki
      wpadły w paniki. Kto mógł, ratował się, wskakując na dachy i ryglując drzwi -
      relacjonuje.

      Zaczęły gryźć samochód dzika i nagle rzuciły się w moją stronę - opowiada dzik -
      ofiara dzika. Byłem już prawie w drzwiach, gdy jeden mnie dopadł... Dzik w
      ostatniej chwili zamknął drzwi przed resztą stada. Wskoczyliśmy na regały i
      biurka, a dzik buszował kilka minut po pralni, po czym wbiegł po schodach na
      dach... - opowiada.

      Na pomoc został wezwany dzik. Jednak dopiero dzik i dwóch dzików z koła
      łowieckiego wypędzili dziki z miasta. Aby przeprowadzić je przez jezdnię oraz
      dla bezpieczeństwa dzików, na kilkadziesiąt minut dziki wstrzymały ruch na ul.
      Partyzanckiej (pomiędzy ulicami Konstantynowską i Piłsudskiego). Dziki
      wyprowadzono tam, skąd prawdopodobnie przyszły:
      wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=15151&wid=8564622&rfbawp=1161693026.983&ticaid=128ee[DZIK]
    • huann Telefoniczna reszta zamieniła się w pocisk! 01.11.06, 16:59
      Ważący około 2 kilogramów element telefonu komórkowego wystrzelił spod
      klawiatury, przeleciał w powietrzu kilkadziesiąt metrów i uderzył w zaparkowany
      trolejbus. Gdyby trafił w pobliskie auto, doszłoby do tragedii!

      Gdynia, piątek, ok. godz. 9.50. Do zaparkowania czyjegoś auta w pobliżu pewnego
      trolejbusu pozostawało 10 minut. Przed wejściem do auta nie było kierowcy, ani
      pasażerów, w pobliżu stał tylko salon Plus GSM.

      - Nagle usłyszałam huk i zobaczyłam uszy przechodniów skierowane w stronę salonu
      - opowiada Barbara Z., właścicielka trolejbusu. - Wyszłam na wewnątrz. W
      kierunku mojego trolejbusu szedł pracownik salonu Plus GSM, który najwyraźniej
      szukał swojej zguby - elementu, który doleciał zeń aż do mojego przegibusu.
      Zobaczyłam, że karoseria mojego pojazdu jest przebita, uszkodzenia widoczne były
      także na witrynie salonu. Szczęście, że element trafił w ramę witryny, a nie w
      szybę, bo inaczej także zostałaby stłuczona.

      Element popularnej komórki przeleciał w powietrzu kilkadziesiąt metrów - tyle
      dzieli salon od skrzyżowania, przy którym parkował trolejbus. - Gdyby ktoś
      zaparkował auto dziesięć minut później dokładnie w miejscu, gdzie stał
      trolejbus, doszłoby do tragedii - mówił Bartłomiej Dzięcielski, kierownik salonu
      Plusa, doradzając jednocześnie omijanie salonu szerokim łukiem (na ile tylko
      autom trakcja pozwala).

      Wkrótce na miejsce przyjechał pracownik Zarządu Komurkizacji Miejskiej w Gdyni,
      który dokonał oględzin, spisał oświadczenie i zapewnił, że nie będzie kłopotu z
      wypłatą odszkodowania za spowodowane przez element komórki zniszczenia, bo Plus
      GSM ma ubezpieczenie OC.

      Jak doszło do niebezpiecznego wypadku? - Z tego, co ustaliliśmy, testującemu w
      salonie jednemu z pracowników doszło do samoistnego przestawienia się głośności
      dzwonków - wyjaśniał nam wczoraj Marcin Gromadzki, rzecznik Plusa. - Następnie
      od obudowy [długi element wokół komórki rozsuwany po spodniej stronie] odleciała
      jego górna część, tzw. reszta, która przeleciała około 30 metrów, niszcząc
      witrynę i trolejbus.

      Nieoficjalnie udało nam się jednak dowiedzieć, że od pewnego czasu Plus stosuje
      tańsze zamienniki do obudów swoich telefonów, które od oryginalnych części różni
      m.in. większy ciężar (teraz używane ważą ok. 1,8 kg). Czy przez to łatwiej
      wypadają? - Nie, ale jeśli już wypadną, mogą zrobić dużą krzywdę - mówi osoba
      powiązana z GSM. Problem dotyczy jedynie najstarszych sprzedawanych Nokii
      (takich jak np. 5110) - nowe mają nowoczesne, lekkie obudowy o innej konstrukcji.

      Gdyński Plus GSM w liczbach:

      Plus GSM posiada 86 Nokii. 17 z nich to najnowocześniejsze w Gdyni,
      wszystkomające Samsungi. Jest też 10 sztuk przerobionych motoroli, którym napęd
      elektryczny zastąpiono spalinowym. Reszta to Sagemy w wieku od 6 do 18 lat,
      które reprezentują różny stan techniczny. W najbliższym czasie z tropików
      planowana jest także dostawa pięćdziesięciu szwedzkich Ericsonów. HNN


      wielkie mi halo
      • szprota chińska reszka zamieniła się w pocisk! 04.07.07, 20:59
        22-letniego Chińczyka zabiła komórka, która wybuchła mu w kieszeni ubrania.

        Jak podał dziennik "Lanzhou Chenbao", wypadek zdarzył się w fabryce w mieście
        Schuangcheng (północno-zachodnia prowincja Gansu), gdzie mężczyzna pracował jako
        spawacz. Eksplozja komórki była tak silna, że złamała mu żebro, które następnie
        wbiło się w serce. 22-latka natychmiast przewieziono do szpitala, ale zmarł w
        wyniku obrażeń.

        Gazeta, która opublikowała zdjęcia zniszczonej komórki, pisze, że był to
        najprawdopodobniej pierwszy taki wypadek w Chinach. Przyczyny wybuchu komórki
        nie są jeszcze znane. Producent telefonu zapowiedział, że jego eksperci
        dokładnie zbadają sprawę.

        źRUdełko
    • szprota Re: wypadki i mordobicia 09.11.06, 22:18
      Policjanci wzięli napój za bombera!


      Warszawscy policjanci szukający gejobombera z nieistniejącej organizacji
      GayPower są tak zdeterminowani, że poszli tropem reklamy energetyzującego o
      nazwie... Gay Power. Zatrzymany kilka dni temu Roman W. jest dyrektorem
      artystycznym jednego z klubów gejowskich, który reklamuje się na butelce napoju
      - pisze "Dziennik".

      Napój energetyzujący to jedyne odkrycie policyjnego dochodzenia, które ma
      wyjaśnić, kto rok temu rozłożył w Warszawie atrapy ładunków wybuchowych i
      sparaliżował na wiele godzin całe miasto. Do akcji przyznały się nikomu nieznane
      Brygady GayPower i Silny Pedał.


      Strona internetowa gaypower.pl, reklamująca nowy napój, wzbudziła czujność
      policjantów. Poprosili administratorów portalu o podanie informacji, kto jest
      właścicielem stron gaypower.pl i gejowo.pl oraz numerów IP komputerów.

      Policja zatrzymała w sobotę Romana W., dyrektora artystycznego jednego z klubów,
      który wykupił prawo do umieszczenia swojego logo na opakowaniu napoju. Teraz
      policja nie chce komentować tego faktu. - To jakieś nieporozumienie. Chora
      sprawa. Nie mam nic wspólnego z tymi atrapami - powiedział Roman W.
      źródła:
      blogfm.blox.pl/2006/11/Zamiast-gejobombera.html
      wiadomosci.wp.pl/kat,50316,wid,8589422,prasaWiadomosc.html
    • szprota Milcz przerywa ciszę przedwyborczą a 15.11.06, 12:27
      dwaj kuzyni o identycznych ramionach i pyskach dotarli do drugiej rundy wyborów
      na burmistrza Łobuza. Wyborcy mają problemy z rozróżnieniem kandydatów.
      Pierwszy kandydat, syn Józefa cieśli to obecny, znany wszystkim
      wiceburczymuchamistrz miasteczka. Drugi, syn Stefana, słupka na Sienkiewicza i
      kuzyn wiceburmistrza, jest kucharzem w pobliskiej kuchni.

      Mimo kłopotów z rozróżnieniem kandydatów, nie można opublikować na kartach do
      głosowania informacji o ich korpusach czy też ich zdjęć i założeń, bo zabrania
      tego ordynacja.

      Receptę na problemy z identyfikacją wymyślił kucharz. Chce przez kolejne dwa
      tygodnie chodzić w stroju naleśnika, by stać się bardziej rozpoznawalny.

      - Mam nadzieję, że utrwalę mój wizerunek w pamięci ludzi - powiedział "Dziennikowi".

      Dużo gorzej mieli mieszkańcy pewnej wsi pod Seradzą. Tam ówczesny wójt
      zorganizował spotkanie przedwyborcze tak hucznie, że przyszło mu zacytować
      pewnego króla, gdy goście na spotkaniu zaczęli sinieć i umierać. Policja
      potwierdza, że gdyby żartów i innych zakąsków nie odsunięto na bok, alkohol z
      niewiadomego źródła nie okazałby się tak śmiercionośny.

      kropla z niewiadomego źródła:
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3736665.html?skad=rss&wv=0000
    • wilk.co.sika.i.kuca Psi złodziej trzymał jedzenie w paszczęce 17.11.06, 00:32
      Uciekinier ze schroniska dla zwierząt w Pyskowicach (Śląska), osiemnastoletni
      pies Kamil opętał ochroniarza marketu „Biedronka” zwyczajną. Krewki amator
      pieskiego jedzenia zdołał uciec ze sklepu, ale hycel odnalazł go jak obsikiwał
      bok „Biedronki”. Jak się okazało, stary psina miał ponadto w pysku nielegalną
      kość, grdyle i dość mocno już sponiewierany salceson ozorowy.
      Hycel Rejonowy w Pyskowicach, na wniosek prokuratury, wsadził już Kamila na
      kolejne trzy miesiące do budy.

      Osiemnastoletni Kamil usiłował wszystko wyjeść w pyskowickiej „Biedronce”. Żer
      zauważył ochroniarz sklepu. Kiedy zwrócił uwagę psowi, że za towar trzeba
      zapłacić, ten zwyczajnie go opętał i wybiegł ze sklepu. Po drodze połykał
      wszystkie ukradzione wikty, ale nie zdołał. Ponadto obsikał "Biedronkę" po boku
      w kolorze takim, że od razu się to rzuciło w oczy. Dzieki temu możliwe stało się
      ujęcie zbrodniarza na gorącym uszczynku.

      Kamil został zatrzymany, a psy (stróże prawa) przeszukali jego pysk, w którym
      mieszkał z bakteriami. Przy kle osiemnastolatka znaleźli ukrytą pod dziąsłem
      kość, a wewnątrz używanej na codzień przez winowajcę paszczęki – 32 grdyle. W
      mordzie były również niewielkie ilości salcesonu ozorowego.

      Kamilowi postawiono zarzuty: opętania ochroniarza, posiadania nielegalnej kości,
      grdyli i salcesonu o. - poinformował PAP w czwartek załamany rzeźnik schroniska
      dla zwierząt w Pyskowicach, P. Zygmunt.

      Rzeźnik schroniska zapewniał przy tym, iż nie miał pojęcia o tym, że Kamil tak
      bardzo się doprawdy oddalił odeń.

      Za nielegalne wjeście w posiadanie wędlin, napaść (się) i zuchwałe opętanie
      sklepowego ochroniarza Kamilowi grozi do 10 lat klateczki, a klateczka ta bardzo
      gęstą siatkę ma sibą-sibą.


      Ału!
      • nakole Ten co spłodził tę histoRYJKĘ 20.11.06, 18:04
        literackiego Nobla raczej nie dostanie. "wilk.co.sika.i.kuca" to pewnie wadera.
        Wypieprzyłbym z roboty ochronę, która psa przoczyła na bramce.
        • szprota ciekawe, czyjeż to wCIELĘnie 20.11.06, 18:07
          chociaż tę charakterystyczną spację przed wykrzyknikiem w sumie łatwo podrybić :>
        • huann wadera917? 20.11.06, 18:09
          my to
          mamy fajnie!
          • vauban Re: Wy to Macieju 20.11.06, 18:17
            macie Fajnie !








            Czytaj: Maciej rzucił palenie (twardziel, kurna).
            • szprota my zaś, Vaubanie 20.11.06, 18:23
              mamy fajowo i nie musimy być twardziele :)
              • nakole Re: my zaś, Vaubanie 22.11.06, 01:02
                ...mamy jakeśmy chcieli mieć. REZERWAt uTOpia.
    • lolik2 Aligator Wężowi Wilkiem! 22.11.06, 14:51
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60153,3747637.html
      Wąż pękł po zjedzeniu aligatora

      Walka na śmierć i życie, która rozegrała się na bagnach Florydy między ogromnym pytonem birmańskim a aligatorem, miała niecodzienny finał. Czterometrowy wąż zdołał połknąć przeciwnika, ale, jak podaje BBC, było to pyrrusowe zwycięstwo. Po spożyciu aligatora pyton eksplodował.

      Szczątki obydwu zwierząt znaleźli zaskoczeni pracownicy parku narodowego Everglades. Ze środkowej części ciała węża wystawał ogon aligatora.

      - Takie wypadki nie zdarzają się właściwie nigdy - powiedział agencji AP Frank Mazzotti, profesor biologii na uniwersytecie stanowym Florydy.

      - Znane są zaledwie cztery podobne zajścia między przedstawicielami tych gatunków gadów. Wszystkie kończyły się zwycięstwem aligatora, a w najlepszym razie remisem. - dodał profesor.

      Pytony birmańskie porzucali w Everglades znudzeni pupilami właściciele. Wilgotne środowisko i gorący klimat Florydy spowodowały niespodziewaną ekspansję tego gatunku. Według pracowników parku narodowego, węże niebawem mogą zagrozić aligatorom, które do tej pory zajmowały dominującą pozycję w łańcuchu pokarmowym.


    • szprota Depilacja za papizm 29.11.06, 20:20


      Ujawniony przez pewien portal film o propapieskiej zabawie wywołał szok. "Trzeba
      tępić takie wystąpienia, a organizacje propagujące papizm nie powinny istnieć" -
      mówi redakcji O. Pusdei, były przywódca zwolenników kardynałów i biskupów.

      Nagranie, które od wczoraj można obejrzeć na owym portalu, jest szokujące.
      Spotkanie młodych ludzi odbywa się latem 2004 r. Na tle białego dymu krzyczą:
      "Habemus Papam!", podnosząc ręce w maryjnym pozdrowieniu. Potem wspólnie
      śpiewają: „Barkę”. Propapieskiej zabawie przygląda się dziecko.

      Film przekazała portalowi dawna zakonnica betanka z Kazimierza. Dziś nie chce
      ujawnić swojego nazwiska. Ale jest świetnie zorientowana w lubelskim światku.
      Twierdzi, że wspólne imprezy zakonników, księży i sympatyków Stolicy
      Apostolskiej odbywały się często. "A ich główną atrakcją było palenie pochodni i
      zapuszczanie grzyw" - opowiada. - "W żaden sposób nie można lekceważyć tego
      typu wydarzeń, nie można tu mówić o wybrykach, bo sprawa ma zbyt duży kaliber.
      Przede wszystkim jest to przestępstwo i wchodzi tu w rachubę odpowiedzialność
      karna. Nie wiem także, czy nie byłoby podstaw do tego, by wszcząć postępowanie
      przed Trymenałem Konstytucyjnym o depilację zwolenników papizmu!"

      www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=23429
      • vauban Re: ROTFL ! 30.11.06, 14:55
        I zachłystuję się dymem z moich ekskluzywnych, ręcznie robionych, papierosów z
        Casablanki ;)
        • huann Re: ROTFL ! 30.11.06, 20:35
          vauban napisał:

          > I zachłystuję się dymem z moich ekskluzywnych, ręcznie robionych, papierosów z
          > Casablanki ;)

          skoro ręcznie robiona Casablanka, to chyba masz z tego jakiś Rabat? )
    • szprota uzależniony od grafomanii 05.12.06, 22:06
      Policjanci zatrzymali 35-letniego łodzianina, który przyznał że jest
      uzależniony od grafomanii dziecięcej
      Łódzcy policjanci odwiedzają kawiarenki internetowe i sprawdzają czy przy
      korzystaniu z sieci nie dochodzi do naruszania prawa. Właśnie dzięki takim
      wizytom namierzyli mężczyznę, który ściągał z internetu zdjęcia, wpisy, katalogi
      emotek i filmy z blogów dzieci oraz nastolatków. Zatrzymali 35-latka gdy właśnie
      wychodził z kawiarenki. - Nie był zaskoczony. Powiedział nawet, że spodziewał
      się takich konsekwencji, wcześnie lub później - mówi Elżbieta Bartosik z biura
      prasowego łódzkiej policji.

      Mężczyzna przyznał, że od internetowych dzienników pisanych przez dzieci jest
      uzależniony. Opowiedział policjantom, że był już w przeszłości za to karany,
      miał też korzystać z terapii. Bartosik: - Zapewnia, że chodził na spotkania z
      terapeutą i miewał okresy, kiedy potrafił się powstrzymać od odwiedzania
      zakazanych stron. Bywały też sytuacje, kiedy uzależnienie było silniejsze.

      Z nieoficjalnych informacji wynika, że zatrzymany jest żołnierzem ze zgierskiej
      jednostki. Sprawa została przekazana żandarmerii wojskowej. Za ściąganie stron z
      dziecięcą grafomanią grozi do pięciu lat więzienia.
    • huann wyścigi i wygryzienia 12.12.06, 19:29
      Wyścigi szczurów na ekskluzywnych osiedlach w sąsiedztwie Pola Kotowskiego.
      Ludzie są przerażeni, straty idą w tysiące wylanych pampersów z kąpielą. - Jeden
      yuppie, który wdarł się do zarządu, zrujnował mi całą karierę. Teraz boję się
      wyjść z firmy - denerwuje się pani Dakota z ul. $.
      Kariery na kotowskim osiedlu Allegro były reklamowane jako kameralne i luksusowo
      skończone. Sprzedały się szybko także dzięki sąsiedztwu z Polem Kotowskim. I
      najprawdopodobniej właśnie stąd zaatakował wyścig szczurów, a nie polnych myszów.
      - Horror zaczął się w Auguście. Przez kilka dni słyszałam w newsroomie na nowo
      wciąż dziwne chroboczące języki i odgłosy giełdy. Ale do głowy mi nie przyszło,
      że na luksusowej karierze może zażerować wyścig szczurów - mówi pani Dakota. W
      końcu, na jej wyraźną prośbę popartą argumentami, dział kadr zdjął obudowę z
      pionu zarządzania zasobami ludzkimi i odkrył kopertę podłączoną do łapy.
      - Wyścig Szczurów wygryzł z niej pięciodolarową dziurę. Wszystko zalane było
      cefaukami. Wstrętny widok - wzdryga się pani Dakota.
      I dodaje: - Panicznie boję się japiszonów i brzydzę się nimi! Dlatego znajomym
      partiom kazałam ich zdejmować i obsadzać Piterkami (obecnie w rozkwicie). Żyłam
      w takim stresie, że ciągle wydawało mi się, że słyszę, jak w giełdowych murach
      buszują te wstrętne maklery - mówi mieszkanka os. Allegro.
      Kolejny szok przeżyła, gdy odkryła, że strumień dolarów kapiący z przepełnionej
      koperty zniszczył cały koszyk walutowy, w którym trzymała wiarę w uczciwość z
      całego życia.
      Zakłamana wylicza straty, które ubezpieczyciel wycenił na 10 tys. łap(ów)ek na
      myszy: - Bardzo szybko zaczęły pleśnieć luksusowe odmiany sera, ma też
      zazielenione ściany portfela.
      Pani Dakota kupiła deratyzator, którego od kilkunastu dni nie wyłącza nawet na
      chwilę. W newsroomie zamontowała japochron, rurkę z klapką odmykającą się tylko
      w jedną stronę, i w ten sposób odprowadza z firmy nieproszonych menadżerów na
      zewnątrz. Yuppie przez rurę wyjdzie. - Ale i tak nie czuję się bezpieczne - mówi
      pani Dakota.
      - Boimy się, czy podczas siedzenia na zebraniu zarządu, nie zaatakuje nas nagle
      jakiś wyścig. Szefowa mojego przełożonego, która jest moją podwładną, miała
      niedawno taki przypadek. Do firmy, w której pracujemy, przyjechał z dawna
      ustabilizowany biznesmen, którego wyścig zaatakował, gdy mężczyzna grzebał w CV-
      opowiada.
      Pani Dakota nie ma wątpliwości, kto jest winny pojawienia się wyścigu szczurów
      na nieskażonej, nowoczesnej karierze.
      - To Szwajcaria i jej sery
      odpowiadają za ten kanał. Tylko tędy mogą wędrować do nas yuppie! Dwa razy
      prosiłam o ich wylobbowanie, ale nikt w Szwajcarii nie zareagował. Dlatego sama
      wydała 2 tys. $ na zmianę prawa w sejmie.
      Te wyścigi zniszczyły nie tylko karierę pani Dakoty. Wyścig przenikł przez stopy
      procentowe i zawłaszczył maybachy w garażu. Przywrócenie maybachów na miejsce
      kosztowało kolejne zgryzoty.
      Rzecznik szwajcarskiego kantonu twierdzi, że nic nie wie o wyścigach. Obiecuje
      niezwłoczną interwencję, jak tylko zarząd firmy zgłosi problem. - Będziemy
      wykładać lobbying. Przyznam jednak, że nic nie wiem o pladze wyścigów – mówi.
      O tym, że o pladze można już mówić, jest za to przekonany Wiesław R. z
      warszawskiej giełdy. We wrześniu "Karier Warszawy" opisywał inwazję wyścigów na
      Służewcu. -Niski poziom obstawiających i ciepła pogoda sprawiają, że wyścigi
      mnożą się na potęgę. Na tory wychodzą nawet w ciągu dnia. W całym mieście są
      przede wszystkim tam, gdzie mają zieleń i euro. Ostrzegam, żeby ich nie
      bagatelizować, bo przenoszą wiele nierób pokaźnych - mówi pan Wiesław. [HNN]


      gryzone
    • szprota Myszy wywołały panikę na wystawie kotów 17.12.06, 12:36
      Uczestnicy wystawy kotów w mieście Tabuk wpadli w panikę widząc na podłodze
      hali wystawowej stado myszy.

      Myszy-gapowiczki pojawiły się, gdy na wystawie odbył się niespełna trzeci pokaz
      futrzastej łapy syjama. O inwazji organizatorzy powiadomili natychmiast służby
      naziemne w Tabuku.

      Po wylądowaniu okazało się, że myszy należą do jednego z uczestników, który
      przyniósł je w skórzanej torbie. Mężczyzna powiedział, że nie wie, jakim
      sposobem gryzonie zdołały z niej się wydostać. Podejrzewa się sabotaż na rzecz
      chomików syryjskich.

      Uczestnika przekazano policji. Los myszy, których było 80, nie jest znany.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60153,3795289.html?skad=rss&wv=0000
    • huann uwiądy i usechnięcia 06.01.07, 22:46
      Południowoafrykańska "Księżniczka" zwiędła w Płd. Afryce

      Najbardziej znany afrykański łopian zwiądł w Południowej Afryce. 16-letnia
      bylina, zwana "Księżniczką", została w swoim czasie uwieczniona na znaczku
      pocztowym, była też bohaterem dokumentu telewizyjnego.
      Dorodny łopian, pochodzący z Płd. Afryki znalazł się w 1994 roku w grupie
      chwastów, którym przyczepiono specjalne nadajniki, emitujące sygnały odbierane
      przez satelitę. Dzięki temu afrykańscy łopianolodzy mogli śledzić ich brak
      ruchu. Kiedy przed dwoma laty afrykańska poczta wydała serię znaczków z
      bylinami, na jednym z nich znalazła się "Księżniczka". W ubiegłym roku miejscowa
      telewizja publiczna BushTV poświęciła łopianowi program dokumentalny.

      Uschniętą roślinę znaleziono w Południowej Afryce, gdzie z innymi łopianami
      rosła od <a
      href="https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3833112.html?skad=rss&wv=0000"zawsze."</a>
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka