zamek
31.05.04, 11:48
Od dawna przypuszczałem, że przyjdzie czas na koegzystencję inteligencji
naturalnej ze sztuczną. Również coś mi podpowiadało, że szlaki w tej
dziedzinie przecierać będą myjnie samochodowe. Pomyślmy - tyle planowych
operacji, które taka myjnia jest w stanie zrealizować, nie może być
wykonanych bez udziału inteligencji, a przynajmniej bez zgoła zastanowienia.
Brakowało mi jednak w myjniach jakiegoś febliku - czegoś
zindywidualizowanego, świadczącego o posiadaniu przez myjnię cech
osobniczych, co wszakże znamionuje intelekt. Do wczoraj.
Moja Cytryna była już mocno zabrudzona i mycie się jej zdecydowanie należało.
Ponieważ stan mojego konta uległ był poprawie, wyprawiłem się na stację
benzynową na Limanowskiego celem skorzystania z myjni. W kasie zamówiłem
program "brązowy" i już zastanowiło mnie, że wydano mi zielony żeton z wybitą
trójką. Myjnia, zdawać by się mogło, jakich wiele - z tego gatunku, które
przetrzymują kierowcę podczas mycia we wnętrzu samochodu i pozwalają mu
delektować się ich kunsztem. Lubię takie, wolę od tych, które wypraszają do
poczekalni.
Żeton wrzuciłem do automatu przy drzwiach, zagiąłem lusterka i antenę, po
czym wjechałem do środka. Zatrzymałem się w wyznaczonym miejscu, wyłączylem
zaplon i zaciągnąłem hamulec. Myjnia przystąpiła nie mieszkając do pracy.
Natrysk z aktywnej piany jeszcze niczego nie zwiastował. Gdy jednak rama
myjni cofnęła się ponownie przed auto, ruszyły białoniebieskie szczoty.
Zawsze napawały mnie pewnym niepokojem, lecz jeszcze nigdy nie widziałem, aby
rzucały się na samochód z takim impetem. To była istna tarantella, w której
drżałem wraz z Cytryną, wzięty w wariackie obroty. Niesłychany pęd i napór
tak mocny, że gdy szczoty przejechały poza samochód, przemknęła mi myśl, aby
umknąć przez otwarte przednie wrota. Nie dostałem jednak tej szansy, bo myjki
jeszcze szybciej powróciły, nader zręcznie wywijając plastikowymi kudełkami,
gdyż zwykle wyginające się do przodu lusterka pozostały nietknięte na swoich
miejscach. Nie mówcie mi, że myjnie nie posługują się świadomie wzrokiem
stereoskopowym, bo mam na to dowody.
Gdy szczoty rozsunęły się i stanęły, odetchnąłem i z ulgą pomyślałem o
zapaszku orzeszków coli, który zawsze wydzielały dysze suszarek, a właśnie
czekało mnie suszenie. Przednie wrota zamknęły się, jak gdyby przewidziano
moją wcześniejszą niepewność i odcięto mi drogę ucieczki. Rama suszarki
obniżyła się do linii reflektorów i nieubłaganie parła na auto. "Przecież
uderzy!" - pomyślałem z trwogą i w tym momencie, niby rajdowiec wykonujacy
kontrolowany poślizg w pełnym pędie w połowie serpentyny, suszarka wzniosła
się ponad maskę, ale nadal sunęła tuż nad powierzchnią. Obserwowałem jej
niepojętą brawurę, gdy zmierzała o centymetry od moich oczu niemal
przylepionych do przedniej szyby, a maszyna bezbłędnie odczytywała jej ukos.
Pewna siebie, świadoma swoich możliwości, myjnia z huzarską fantazją
prześlizgiwała się tuż nad samochodem wpierw w przód, a potem jeszcze raz do
tyłu. Potem podniosła się, otworzyła wrota i zamarła, jak gdyby zaprzeczając
swemu uprzedniemu wariactwu. Odetchnąłem chwilę, poprawiłem lusterka i
ruszyłem przed siebie.
Nigdy nie patrz myjni samochodowej głęboko w oczy.