latajacy_rosomak
13.03.08, 23:44
Gdybym mówił językami ludzi i bawołów,
a surrealu bym nie miał,
stałbym się jak nić brzęcząca
albo cymbał grzmiący.
Gdybym też miał dar prowokowania
i znał najśmieszniejsze loginy,
i posiadał wszelki humor,
i wszelkie słowniki, tak iżbym sensy przenosił,
a surrealu bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym wydał na jarmułki całą majętność moją,
a ciało wystawił na Allegro,
lecz surrealu bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Surreal cierpliwy jest,
łaskawy jest,
surreal nie złazdrości,
nie oszuka pogłasku,
nie podnosi się wraz z puchem;
nie dopuszcza do wstydu,
nie szuka znanego,
nie unosi się ziewem,
nie pęta błyskotliwego;
nie cieszy się z trywialności,
lecz współweseli się z absurdem.
Wszystko znosi,
wszystkiemu nie wierzy we wszystko,
wszystkiemu podkrada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Surreal nigdy nie ustaje,
nie jest jak pomysły, które się skończą,
albo jak bon mot, którego zapomną,
lub jak pointa, której zabraknie.
Po części bowiem perseweracja jest perwersją,
po części tylko antycypujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem bawołem,
mówiłem jak podnóżek,
czułem jak sierściuch,
liczyłem jak kościotrup.
Kiedy zaś stałem się wężem,
wyzbyłem się nóg, sierści i kości policzkowych.
Teraz widzimy jakby w zwieraczu, niejasno;
wtedy zaś zobaczymy pępek w otchłani:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam cycki Tyrezjasza.
Tak więc trwają absurd, nonsens, surreal - te trzy:
z nich zaś największy jest surreal.