Dodaj do ulubionych

Echhh... siedze i łzy mi same plyna... (n/t)

01.04.05, 22:51
Obserwuj wątek
    • razdwadwanascie Re: Echhh... siedze i łzy mi same plyna... 01.04.05, 23:54
      On się śmierci nie boi. To my, wierni, boimy się życia bez Niego.
      • ernest_pinch Re: Echhh... siedze i łzy mi same plyna... 02.04.05, 00:20
        razdwadwanascie napisał:

        > On się śmierci nie boi. To my, wierni, boimy się życia bez Niego.

        Tak, zgrabnie ujete. Nizej wkleje wypowiedz z innego forum z ktora sie
        calkowicie zgadzam:

        "Odchodzi człowiek, który wyrwał nas z marazmu i przeprowadził do wolnego,
        demokratycznego kraju, od RWPG do UE.
        Musieliśmy liczyć się z tym, że odejdzie ale jakoś odsuwaliśmy od siebie
        najgorsze przypuszczenia.
        Będzie na pewno jakiś nowy papież, Kościół będzie trwał dalej, tylko dla Polaków
        to już będzie zupełnie inna historia.
        Zniknie ostatni, niepodważalny autorytet w sprawch wiary, z którym musiał się
        liczyć zarówno o. Rydzyk jak i nawiedzeni działacze katoliccy.
        Jak ojciec opiekujący się dziećmi - dorośliście, najgorsze za wami, teraz
        radźcie sobie sami.
        I musimy sobie poradzić.
        Pozdrawiam,
        Mejson
        "
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14718&w=22261532&a=22299098
        • naka Re: Echhh... siedze i łzy mi same plyna... 02.04.05, 09:06
          Mi tez !!! Cala noc z malenka przerwa sluchalam informacji. Non stop pali sie
          swieczka i mam nadzieje , ze to jeszcze nie koniec, ze zaraz kamera pokaze go w
          oknie.
    • roman_j Dokonało się... (n/t) 02.04.05, 23:00
      • belfi Re: Dokonało się... (n/t) 03.04.05, 20:46
        Samo się płacze.
        Myślałem, że twardy jestem.
      • zenobius1 Re: Dokonało się... (n/t) 03.04.05, 21:52
        [*]
        • werdan Re: Dokonało się... (n/t) 03.04.05, 22:11
          [']
    • roman_j Non omnis moriar... 03.04.05, 22:45
      Znowu dzień się rozpłakał deszczową szarugą,
      W alei wiatr harcował, goniąc zeschłe liście.
      Już listopad nakrywał miasto nocą długą,
      Dokoła sama pustka, ponuro i mgliście.

      Przystanął starszy człowiek na cmentarza krańcach,
      Zapalił skromną świeczkę na grobie swej żony,
      Odmierzył pół godziny ziarnami różańca
      I odszedł - choć płaczący, jednak umocniony.

      Powiązał kraj umarłych z modlitwami żywych
      Ognisty sznur światełek jak łańcuch cierpienia.
      I rzekł z marmuru anioł, lecz głos miał prawdziwy:
      "To życie się nie kończy - ono się przemienia".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka